Wpisy z tagiem: Reprezencja Polski
wtorek, 10 kwietnia 2012
Bardzo dobrze, że trener Franciszek Smuda jedzie do Niemiec (na występ polskiego tercetu w meczu Borussia Dortmund - Bayern Monachium, który może przesądzić losy mistrzostwa - transmisja w Eurosport 2 o 20.00). Bardzo dobrze, że przy tej okazji wysłucha tłumaczeń Sławomira Peszki i Marcina Wasilewskiego i ostateczną decyzję odnośnie wyrzucenia któregoś z nich z kadry na Euro 2012 podejmie dopiero w czwartek po spotkaniu z oboma zawodnikami, a nie pod wpływem chwili, w gwałtownej reakcji na informację o kolejnym złamaniu dyscypliny. Zdumiała mnie jednak jego deklaracja przed wylotem do Duesseldorfu, że osobiście sprawdzi wszystkie fakty. „Umówiłem się z policją, pojadę w środek na posterunek i osobiście wszystko sprawdzę. Jeśli potwierdzą się informacje niemieckiej prasy, moją niedzielną decyzję będzie można uznać za obowiązującą”. Selekcjoner na komisariacie, weryfikujący jak bardzo narozrabiał piłkarz jego reprezentacji - tego jeszcze w historii futbolu nie było! Rozumiem, że pokażą mu celę, do której wtrącili Peszkę i łoże na izbie wytrzeźwień? Czy wizja lokalna przewiduje także przejazd feralną taksówką feralnej trasy, oględziny skopanego przez Peszkę taksometru, przesłuchania kelnerów z knajpy, w której balowali zawodnicy w celu oszacowania ilości spożytych przez nich trunków? Nie wspominam o oczywistej rozmowie z poszkodowanym taksówkarzem. Nie wystarczy reakcja władz FC Kolen, które zawiesiły Peszkę, ukarały go grzywną (ponoć 25 tys. euro), a sam piłkarz przyznał do winy, wyraził skruchę i poprosił na oficjalnej stronie internetowej klubu o przebaczenie? Czy ktoś słyszał, żeby selekcjoner europejskiego kraju składał wizyty na komisariatach? Czy Fabio Capello przed (pierwszym) odebraniem opaski kapitana Johnowi Terry przesłuchiwał żonę Wayne Bridge’a na temat jej zdrad z JT? Czy odwiedził klinikę aborcyjną, w której usunęła ciążę za pieniądze piłkarza? Czy trener Raymond Domenech, rozważający czy wyrzucić z kadry na mundial w RPA Francka Ribery i Sidneya Govou za seks z nieletnią prostytutką odwiedzał Cafe Zaman - jedną z najmodniejszych dyskotek Paryża, na Champs Elysées i sprawdzał miękkość łóżka w pokojach na zapleczu? Rany boksie! Cała afera zatacza co raz większe kręgi absurdu. Z których największy dotyczy jednak nieodpowiedzialności Peszki, który u szczytu sezonu (i dwa miesiące przed najważniejszym turniejem w życiu), gdy jego klub zażarcie walczy o utrzymanie, a trener Stale Solbakken zwołuje zamknięte zgrupowanie przed kolejnym meczem Bundesligi z Mainz, o 4.50 nad ranem ma we krwi 1,5 promila alkoholu ( to ile miał o 2. w chwili zatrzymania?) Peszko jest moim zdaniem nie do uratowania i żadne spotkanie tu nie pomoże. Co innego Wasyl, który też znalazł się w złym czasie w złym miejscu, ale po pierwsze - w jego przypadku to nie recydywa, nie kopał w taksometr i nie trafił na suchy dołek. Możemy więc udawać, że wierzymy, iż przez cały wieczór nie wziął kropli do ust.
niedziela, 08 kwietnia 2012
Szybciej niż się spodziewałem, dostałem odpowiedź na pytanie z notki poniżej, co też Franciszek Smuda zamierza zrobić ze Sławomirem Peszką, który po awanturze w taksówce nad ranem w niedzielę wylądował w izbie wytrzeźwień i został zawieszony przez klub. Okazało się, że 1. Sławek nie pił i nie awanturował się sam, ale z innym reprezentantem Polski, Marcinem Wasilewskim. Wasyl ma kupę wolnego - jest zawieszony na cztery mecze za brutalny atak łokciem na rywala w lidze belgijskiej, którego odesłał na chwilę w zaświaty - wpadł więc z roboczą wizytą do Kolonii. Niby powinniśmy się cieszyć, że reprezentanci Polski trzymają się razem, team spirit w drużynie ważna rzecz. Niestety spirit przeważył nad teamem, z którego - i to wiadomość nr 2. - selekcjoner skreśla obu piłkarzy. Nie pojadą na Euro 2012 - zapowiada w rozmowie z Romanem Kołtoniem, który pisze o tym na Interii. - Nie puszczę im płazem tej sytuacji. Obu skreślam z kadry na finały Euro 2012. Nie ma szans, aby znaleźli się w 23-osobowej ekipie - stwierdza kategorycznie Smuda. Moim zdaniem powinien zaczekać z tą deklaracją do spotkania z zawodnikami i usłyszenia ich wersji, tłumaczeń, zwłaszcza, że właśnie wybiera się do Niemiec, a nie podejmować tak brzemienną decyzję po rozmowach telefonicznych z niemieckimi dziennikarzami. Jeśli jednak wszystko się potwierdzi, Smuda nie ma wyjścia. Tak skrajnej głupoty nie może puścić płazem. Zwłaszcza, że wyrzucił już z kadry za pijaństwo (czyli tych kilka buteleczek winka na pokładzie samolotu) Artura Boruca i zmusił do zakończenia kariery Michała Żewłakowa. Wyrzucił też Macieja Iwańskiego (poniekąd sam się skreślił słabą formą) i Peszkę, dla którego obecny wybryk to recydywa. Już po incydencie krakowskim mówił, że dyscyplinę można u niego złamać tylko raz, pierwszy i ostatni. Wybaczając lubianemu Peszkinowi mówił: - ze mną jak z księdzem, który daje większą i mniejszą pokutę. Peszko otrzymał odpowiednią, wyraził skruchę i przyznał, że popełnił błąd. Obiecał, że więcej go nie powtórzy. Gdyby stało się inaczej, to byłby koniec nie tylko w moim zespole. Decyzja Smudy o wycięciu z organizmu kadry dwóch tak ważnych organów jest konieczna, ale i dramatyczna, bo dramatycznie mało mamy piłkarzy na international level, mówiąc Beenhakkerem, czyli na poziomie pozwalającym zagrać na takim turnieju jak Euro 2012. Peszko co prawda nie miał miejsca w pierwszym składzie, ale mógł dać wartościową zmianę. Za to Wasilewski pięć razy w sześciu meczach zagrał u Smudy w pierwszym składzie i zdawał się być pewniakiem na partnera Damiena Perquisa na środku obrony. W towarzyskim meczu z Portugalią, porozumiewając się po francusku nie dali z Francuzem plamy i nie stracili gola. Nieodpowiedzialność Wasyla dziwi tym bardziej, że przecież cała Polska i Belgia kibicowały jego heroicznej walce o powrót do futbolu po koszmarnej kontuzji i tak bardzo cieszyły się, że mu się udało. Wydawało się, że powinien docenić ten dar losu i podejść ze rozwagą do tego reszty kariery. Nie mówiąc już o tym, że facet ma 31 lat! Kiedy zamierzał dojrzeć, spoważnieć i powiedzieć sobie: turniej we własnym kraju to najlepsza rzecz jako mogła mnie spotkać w życiu! To cud, że odzyskałem zdrowie i znów znalazłem się kadrze! Nie wolno mi tego spieprzyć. Znamienne są słowa Smudy: Wasyla znam z Lecha. Ostrzegałem go, że u mnie w kadrze nie ma grupy bankietowej. Z kolei Peszko podpadł mi już w Krakowie. Odsunąłem go od kadry i wielu prosiło mnie, abym mu wybaczył (...) Pytanie, ile można im wybaczać? - mówi Smuda. I dodaje: Trudno zmienić charakter i... gardło. Proszę dziś powiedzieć, czy opłacało się przywracać Peszkę? Czy opłacało się sięgać po Wasilewskiego? Czy mając przed sobą taki turniej, jak finały mistrzostw Europy na własnych stadionach, można tak się prowadzić? KONKURS, KONKURS: Upadek Idola. Przypadek Wasyla jak znalazł, niestety...
Nie ma jak radosne wieści w Święta. Jak informują niemieckie media Sławomir Peszko wdał się w niedzielę nad ranem w awanturę z taksówkarzem, która zakończyła się interwencją policji i odwiezieniem pomocnika FC Koeln do izby wytrzeźwień. Klub zawiesił Polaka w prawach zawodnika, nie wiadomo na jak długo. Trener Stale Solbakken i dyrektor generalny Claus Horstmann odbyli już rozmowę Polakiem, informując go, że na pewno nie zagra w najbliższym meczu z Mainz oraz, że czeka go wysoka grzywna. Co prawda lepsi piłkarze mieli po pijaku scysje z taksówkarzami, Jack Wilshere z Arsenalu i nadzieja Anglii, opluł taksówkarza, bo ten uznał, że zawodnik jest zbyt pijany, by go zabrać w kurs. Niestety dla Peszki nie jest to pierwsza alkoholowa wpadka w karierze. We wrześniu 2010 roku on i Maciej Iwański mieli pecha po libacji w hotelu na zgrupowaniu kadry natknąć się nad ranem na asystenta Franciszka Smudy, za co zostali wyrzuceni z reprezentacji. Smuda grzmiał wówczas, że u niego wykroczenie przeciwko dyscyplinie można popełnić tylko pierwszy i ostatni raz i zapowiadał, że obaj nie zagrają już w kadrze, dopóki on będzie jej trenerem. Dotrzymał słowa tylko w przypadku Iwańskiego. Peszkę przygarnął z powrotem już w marcu 2011 roku. - Ze mną jak z księdzem, który daje większą i mniejszą pokutę. Peszko otrzymał odpowiednią, wyraził skruchę i przyznał, że popełnił błąd. Obiecał, że więcej go nie powtórzy. Gdyby stało się inaczej, to byłby koniec nie tylko w moim zespole, ale i u przyszłych selekcjonerów - tłumaczył Smuda. Niezmiernie jestem ciekawy, jak zachowa się teraz. Peszko moim zdaniem miał u niego pewne miejsce w kadrze na Euro 2012, choć pewnie nie w pierwszym składzie. Myślę, że chciałby wybaczyć mu i tę wpadkę, oczywiście po kolejnej skrusze i obietnicach, że już nigdy, przenigdy lub w myśl zasady, że co nie jest (w kadrze), nie pisze się w rejestr. Bardzo utrudniłoby mu to jednak opór wobec nawoływań o odpuszczenie Arturowi Borucowi i Michałowi Żewłakowowi tych paru kielonków winka na pokładzie samolotu z USA. Żaden z nich wówczas nawet nie otarł się o izbę wytrzeźwień. W tym kontekście bohaterska postawa Boruca na San Siro w wygranym meczu z AC Milan i postawa Peszki w kolońskiej taksówce musiały poważnie zepsuć selekcjonerowi Wielkanoc. Obawiam się, że nie będzie miał wyjścia i Peszkin tym incydentem i głupotą, że jeśli już musi się napić się po kiepskim meczu, to po cichu, w domowym zaciszu zamiast z przytupem melanżówać na mieście - pogrzebał szanse na występ na Euro 2012. Ciekaw jest czy ktoś wykorzysta tę smutną historię w KONKURSIE LITERACKIM na opisanie ‘Upadku Idola’, który właśnie ogłosiłem na blogu. Przypominam: 3000 znaków (ze spacjami!) o tym jak idol spada z hukiem z piedestału (na boisku lub poza nim, w taksówce też). Jak Wayne Rooney (nagrody to jego autobiografie), który jednak zawsze potrafił się wspiąć z powrotem, co udowadnia nam w tym sezonie (właśnie wyczytałem, że pobił rekord 29 meczów bez czerwonej kartki!) i za chwilę podaruje MU kolejne mistrzostwo Anglii. Czekam na mejle do przyszłej środy do pierwszego gwizdka meczu Borussia Dortmund - Bayern Monachium, z udziałem chłopaków, z których na szczęście możemy być tylko dumni.
niedziela, 19 lutego 2012
Mam wątpliwości jak powinno się potraktować Łukasza Piszczka, który jak się okazuje bezczelnie oszukał nas wszystkich i to dwukrotnie. Najpierw biorąc udział w kupieniu meczu i po raz drugi, gdy pozował w mediach na ofiarę korupcji niż sprawcę, młodego, wchodzącego dopiero w futbol nastolatka, którego do haniebnego procederu starsi koledzy zmusili niemal szantażem: „albo się dorzucasz, albo z nami nie grasz”. A tu proszę, był współorganizatorem przekrętu i jeszcze sam namówił do złego Grzegorza Bartczaka. Choć sam zaliczam się do naiwniaków, który uwierzyli w „wymuszony błąd młodości”, to jednak w przeciwieństwie do mego redakcyjnego kolegi Rafała Steca, który na facebooku zadeklarował, że przestaję mieć wątpliwości - nie powinien grać na Euro 2012 i w ogóle w reprezentacji. Był łapówkarzem, zdradził kibiców, a potem jeszcze kłamał, gdy opowiadał, jak było, ja takie wątpliwości mam. Piszczek kłamał w mediach, mówiąc nie zastanawiał się na co przeznaczone są pieniądze i czy popełnia przestępstwo. Nie miałem takich myśli, nie próbowałem tego nazywać, nie czułem potrzeby. To był jednostkowy przypadek, o którym chciałem jak najszybciej zapomnieć. No bo co innego mogłem zrobić? Wyłamać się z grupy i ogłosić, że piłkarze Zagłębia zrobili składkę na łapówkę? Ja chciałem grać, funkcjonować w zespole, byłem u progu kariery, którą udaje mi się jakoś rozwijać. I jeszcze: ktoś może się dziwić, dlaczego się na to zgodziłem. Ale proszę spróbować mnie zrozumieć. Byłem młodym zawodnikiem, zależało mi, by mieć miejsce w drużynie, by funkcjonować w grupie. Nie życzę żadnemu młodemu piłkarzowi, żeby kiedykolwiek znalazł się w takiej sytuacji jak ja wtedy. Starzy wydają polecenie, a młody ma wybór: albo gram z nimi, albo przeciwko nim - mówił rok temu w Przeglądzie Sportowym. Czy nie zdawał sobie sprawy, że wyjdzie na kompletnego durnia, gdy pewnego dnia wypłynął jego zeznania w prokuraturze? A tej zeznał, czego dowiadujemy się za sprawą bloga Korupcja w polskim futbolu Kilka dni przed meczem skontaktował się ze mną Darek J. i poprosił żebym przyszedł do niego do mieszkania (...) Na tym spotkaniu J. i Sz. poinformowali, że oni mogą załatwić remis w najbliższym meczu z Cracovią. Z zeznań wynika, że z Bartczakiem Piszczek spotkał się sam. - Powiedziałem mu, że jest propozycja remisu ze strony Cracovii i trzeba wyłożyć na ten cel pieniądze dla zawodników tej drużyny(...) etc, szukajcie sami. No więc kłamał - nam, dziennikarzom, kibicom. Prawdę wyznał prokuraturze, która czerwcu 2011 roku skazała go rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata i grzywnę 100 tys. zł (najwięcej ze pozostałych zamieszanych, bo miał pecha, że z nich wszystkich zrobił największą karierę). Jak tamci oddał też 48,1 tys. zł niesłusznie przyznanej premii. Czy teraz jeszcze karać go wyrzuceniem z reprezentacji? Na ile? Z udziału w Euro 2012 czy dożywotnio, jak chcą niektórzy radykalni kibice, z którymi dyskutowałem o tym na twitterze. Wklejam twitty najbardziej radykalnego z nich, ale i inni pisali, że nie chcą, żeby na tak ważnym i prestiżowym turnieju reprezentował ich oszust:
Inni brali Piszczka w obronę, żądając jak Zauważmy jednak, że formalnie jakakolwiek nowa dyskwalifikacja byłaby karą drugi raz za to samo. Czy nie surowszą karą jest potępienie moralne z jakim się teraz spotka i utrata tych kibiców, którzy trzymali jego stron i sprzeciwiali się zawieszeniu, a teraz z poczuciem nabicia w butelkę odwrócą się od niego? Będzie dla nich oszustem bez jaj, żeby to wyznać. Nie wyobrażam sobie, żebym w tłumie fanów, ciągnących na Stadion Narodowy na mecz z Grecją dojrzał jakąś koszulkę z nazwiskiem Piszczka na plecach. Wątpię też, żebyśmy przed turniejem obejrzeli go w reklamie maszynek do golenia czy napojów albo sieci fastfooda jak koledzy. Dla sponsorów jest spalony. Nie zaryzykują kontraktu, by przekonać się, iż słowa „w zrzutce uczestniczyłem ten jeden jedyny raz” też były kłamstwem. Ale wykluczanie z Euro 2012? Powtarzam, że mam wątpliwości, bo poniósł karę za korupcję, tymczasem do kadry innych krajów wracają oszuści, hazardziści, dopingowicze, a uwodziciele żon kolegi z drużyny odzyskują nawet kapitańskie opaski...
Ps: Uprzedzając ewentualne zarzuty: fakt, że Piszczek jest aż tak ważny dla kadry nie ma tu nic do rzeczy. Trener Borussii Dortmund, Juergen Klopp w tych dniach stwierdził, że reprezentuje on co najmniej klasę międzynarodową, jeśli nie światową i lepszy jest nawet niż Dani Alves z Barcelony, bo spisuje się w ataku równie dobrze co Brazylijczyk, ale przy tym o wiele lepiej w defensywie. Gdyby jednak sprawa dotyczyła powiedzmy Macieja Iwańskiego, a Franciszek Smuda upierałby się, żeby go zaciągnąć do kadry na turniej, pisałbym dokładnie to samo. Każdy, kto odbył karę, ma szansę na drugą szansę i kontynuowanie kariery...
poniedziałek, 12 grudnia 2011
Udało mi się jako jednemu z pierwszych zwiedzić siedzibę reprezentacji Polski podczas Euro 2012! Jak wiadomo kadra będzie rezydować w warszawskim Hotelu Hyatt, leżącym w samym centrum, tuz obok Ambasady Rosyjskiej i mniej więcej pięć minut na piechotę od redakcji Sport.pl! Pozwolono mi zajrzeć do apartamentu nr 320, w którym będzie mieszkał trener Franciszek Smuda. Jak chcecie zobaczyć łóżko, a właściwie łoże, w którym będzie spędzać bezsenne noce, łamiąc sobie głowę nad składem i taktyka, to proszę bardzo. Pani Magdalena Jaworska, dyrektor Sprzedaży i Marketingu hotelu podkreśla, że kolor ścian - ciepły i ziemisty - będzie sprzyjał myśleniu, koił skołatane nerwy trenera i relaksował... Korzystając z nieuwagi oprowadzających, „skradłem” coś czego nasz selekcjoner i tak będzie miał w nadmiarze... A tak podczas turnieju będą mieszkać reprezentanci Polski. Każdy dostanie jedynkę z równie wielkim łożem jak trener, ale w porównaniu z apartamentem trenera Smudy piłkarze będą mieszkać w komórkach na szczotki. No może przesadzam, ale ich pokoje nie powalają. W kontekście kluczowego meczu z Rosją (to mecz nr 2, czyli nie daj Boże „o wszystko” oby raczej o pierwsze miejsce w grupie) martwi też fakt, że dosłownie za płotem swego hotelu mieści się potężna Ambasada Rosji... Oczywiście reprezentacji Polski nie będą siedzieć przez cały turniej plackiem w pokojach. Trener Smuda pokreślił, że kadra tak jak Niemcy na mundialu w 2006 roku we własnym kraju chcą być blisko swoich kibiców, acz jak zastrzegł, nie na tyle blisko, żeby przesiadywali w pokojach zawodników (miał tu zdaje się na myśli zwłaszcza kibicki). Jak wiadomo Niemcy rezydowali w Berlinie, a trener Juergen Klinsmann pozwalał im wychodzić „na miasto” na kawkę czy co tam chcieli. Trener Smuda nie przewiduje co prawda, żeby sobie chodzilu na luzie po Nowym Świecie, ale zamierza za to organizować otwarte treningi. Mnie dane było zobaczyć gdzie jego piłkarze będą pakowac przed meczem z Grecją, Rosją i Czechami i gdzie będą się relaksować. Basenik w hotelu Hyatt trzeba przyznać - marzenie! Szmaragdowa grota. Nie wiem tylko jak z ich koncentracją przy tak uroczych recepcjonistkach... Słowem, jak widzicie, fajnie będzie być polskim piłkarzem podczas Euro 2012. Teraz nie ma zmiłuj: grupa marzeń, warunki zgrupowania bez zarzutu. Po prostu będą musieli awansować do ćwierćfinału, żeby przedłużyć sobie te warunki... Nie wiem czy ich ucieszy czy zmartwi ta wiadomość, ale już wychodząc z lobby usłyszałem, że na czas Euro 2012 zamknięte będzie słynne hotelowe kasynko...
piątek, 02 grudnia 2011
To ostatni vlog z Kijowa, już po losowaniu grup Euro 2012. Trafiliśmy do ‘grupy życia’ - jak ją określił trener reprezentacji Czech. Franciszek Smuda z jednej strony przestrzega przed ‘pompowaniem balona’, że awansujemy, z drugiej już wybiega myślami do ćwierćfinałowego spotkania z... Niemcami. Zgadzam się z Franzem, że nie ma tu faworyta i każdy może awansować, a nawet, że mając wsparcie trybun wręcz wstydem byłoby nie awansować z takimi rywalami. Gośćmi vloga są moi koledzy-dziennikarze polskich mediów: Kacper Merk z Tok FM, Damian Michałowski z Radia Zet, Patryk Serwański z RMF FM i Michał Gąsiorowski z Polskiego Radia, którzy - oprócz Damiana - mocno sceptycznie widzą szanse na awans. Ciekawie komentuje Paweł Wilkowicz z ‘Rzeczpospolitej’. Przytacza słowa Dicka Advocaata, który pogratulował łatwej grupy Bertowi van Marvijkowi - przypomnijmy, że Holandia trafiła na Niemcy, Danię i Portugalię. Dlaczego łatwej? Bo van Marvijk nie będzie miał problemów z motywowaniem zawodników, a Advocaat na Polskę, Grecję i Czechy - owszem. We vlogu także nieudana próba zajrzenia na bankiet dla vipów, na którym świętują dar losu działacze PZPN. I tle tego dobrego z Kijowa, rozważania o 'grupie śmierci' i propozycji dziennikarza z Ukrainy, żeby się zamienić na grupy. Ja tam bym wolał, żeby Polacy zagrali z Francją, Anglią i Zlatanem...
piątek, 11 listopada 2011
Live from Stadion Miejski we Wrocławiu, gdzie Polska gra z Włochami, a już wkrótce zawita... Euro 2012! Gdzie jest Orzeł?! Gdzie jest Orzeł?! - skandowali kibice tuż przed pierwszym gwizdkiem spotkania Polska - Włochy we Wrocławiu. Ale natychmiast sprytnie zagłuszył ich spiker, opowiadając o barażach. trybuny odpowiedziały znaną piosenką o PZPN i znów musiał reagować spiker. I tak za każdym razem podczas spotkania kiedy tylko fani upominali się o Orzełka na koszulkach reprezentacji, spiker informował o sytuacji w meczu Turcja - Chorwacja, bo przecież jedna z tych drużyn może przyjechać na turniej do Polski... Tymczasem nic tak nie uciszało pretensji publiki jak groźna akcja Polaków czy Włochów. Na szczęście nie było zapowiadanego bojkotu hymnu Polski przed meczem w ramach walki o odzyskanie Orła. Brawo kibice!
wtorek, 04 października 2011
Nie jestem w stanie wzbudzić w sobie świętego oburzenia na decyzje kilku reprezentantów Polski, który wymigali się od wylotu do Korei. Piszę „wymigali”, bo choć wszyscy mają na pewno niepodważalne opinie lekarskie od swoich klubowych lekarzy, to i Wojtek Szczęsny i Łukasz Piszczek raczej cudowne wyzdrowieją na najbliższe spotkania ligowe (Arkadiusz Głowacki i Ludo Obraniak rzeczywiście leczyli ostatnio kontuzje, choć nie przeszkodziło im to wystąpić np. w Lidze Mistrzów). Nie widzę w tym żadnej obrazy dla biało-czerwonych barw, żadnego dyshonoru dla reprezentanta Polski, żadnej hańby, że cwaniacko uchyla się od gry w drużynie narodowej - jak przeczytałem w niektórych komentarzach. Dla mnie oni olewają mecz nie reprezentacji Polski ale reprezentacji PZPN, którą związek wysyła na bezsensowną ze sportowego punktu widzenia, komercyjną hucpę. To zawsze smutne, kiedy kadrowicz nie chce grać w kadrze, niestety PZPN doprowadził do sytuacji, w której dorobiliśmy dwóch drużyn. Pierwsza to reprezentacja Polski, walcząca o punkty albo zgrywająca się przed jednym z najważniejszych wyzwań w swojej historii czyli występie na turnieju we własnym kraju. Oswajająca z kibicami, którzy będą ją dopingować na Euro 2012 i nowymi stadionami. Druga to reprezentacją PZPN, którą pod szczytnym hasłem można wysłać na kretyński Puchar Króla w Tajlandii czy wyjazd do Korei, żeby zarobiła parę groszy dla związku, wbrew interesom zawodników i kibiców. Wszystko w wylocie do Korei jest bezsensu. Pomijając już egzotycznego rywala, z którym konfrontacja nijak nie uczyni Franciszka Smudę mądrzejszym przed Euro 2012. Bezsensowny jest wielogodzinny lot międzykontynentalny, zmiana strefy klimatycznej, czasowej i kłopoty z tym związane, ale przede wszystkim brak czasu na treningi. W sumie podczas całego zgrupowania do meczu z Białorusią kadrowicze odbędą TRZY treningi! Przez ten czas w klubach mogliby odbyć osiem jednostek treningowych. Poza tym mamy środek sezonu, w którym szczęśliwie tak wielu reprezentantów Polski rozgrywa spotkania co trzy dni, bo również w Lidze Mistrzów i Europejskiej. Skazywanie ich na 30 godzin lotu w niewygodnej pozycji jest robieniem im krzywdy. Wolę, żeby Robert Lewandowski walczył na treningach o utrzymanie miejsca w pierwszym składzie Borussii, zwłaszcza, że Lucas Barrios tylko czeka, żeby go wygryźć ze składu, niż żeby męczył się długim lotem i ryzykował przez to kontuzję. Dla kadry sto razy bardziej pożyteczne będzie, jeśli nadal będzie grał w Bundeslidze. To samo dotyczy walczących o miejsce w składzie Adriana Mierzejewskiego, Pawła Brożka czy Ludo Obraniaka. Na weszlo.pl znalazłem tekst bijący w Wojtka Szczęsnego, że okazał się drobnym cwaniaczkiem a nie kozakiem, bo nie dość, że olewa kadrę, ściemniając kontuzję, to już we wrześniu, po meczu z Niemcami mówił kolegom, że do żadnej Korei na pewno nie poleci. I ja bym wolał, żeby wyszedł i wypalił szczerze co i jak, a najlepiej, żeby powiedział to w imieniu wszystkich kadrowiczów, którzy w tak kluczowym momencie sezonu przed Euro 2012 nie życzą sobie takiego braku profesjonalizmu, wywierając tym presję na PZPN. Może taki mały bunt, który na pewno wsparłaby znaczna część kibiców, wstrząsnąłby związkiem. Szczęsnemu weszlo przeciwstawia prawdziwego kozaka - Józefa Młynarczyka, który poleciał do Buenos Aires na mecz z Argentyną, ówczesnym mistrzem świata ze złamanym palcem i trzeźwy był chyba tylko w czasie gry, bo przez pozostały czas zwyczajnie nie mógł znieść bólu. Pełen profesjonalizm! Niech schodzą z boiska jako kaleki, bo reprezentacja rzecz święta? Na szczęście takie historie było możliwe tylko w tamtych nienormalnych czasach. Dziś działacze, którzy zmusiliby piłkarza do czegoś takiego dostaliby od FIFA dożywotni zakaz pracy w futbolu. Domaganie się od zawodnika gry w reprezentacji, bez względu na stan zdrowia, okoliczności i stawkę to szantażowanie orzełkiem na koszulce. To właśnie robi PZPN. Jak zorganizuje mecz na Fidżi, dokąd leci się 35-godzin z przesiadkami też będziecie się oburzać na dezerterów? Ja będę wzywał do dezercji. Ta koreańska napawa mnie niesmakiem, ale popieram ją. Piłkarze zostali do niej zmuszeni. Rozsądek kazał im podjąć taka decyzję. Ale jestem pewien, że kiedy będzie potrzeba, Szczęsny, Piszczek i inni będą ryzykować wszystko dla Polski, bo dali już tego dowód.
środa, 07 września 2011
Na antenie TVN24 w rozmowie ze Zbigniewem Bońkiem, Romanem Koseckim i Janem Tomaszewskim, zastanawiając się co wynika z remisu Polski z Niemcami troszkę rozminęliśmy w ocenie Wojtka Szczęsnego. Dwaj pierwsi wielcy piłkarze zgadzając się co świetnego występu Wojtka a naszej bramce przeciwko Niemcom, oburzyli się jednak gdy Bogdan Rymanowski porównał grę Wojtka do występu Pana Janka w pamiętnym meczu na Wembley z Anglią. Oczywiście przede wszystkim trzeba zachować proporcję - tam był mecz o punkty, w którym remis dał nam awans na mundial, tu mecz towarzyski, co prawda z drużyną, która zawsze gra o zwycięstwo i nigdy nie odpuszcza, ale nie grającą w najmocniejszym składzie, trener pozwolił sobie bowiem na eksperymenty. Oczywiście w ogóle nie ma co porównywać piłkarzy z różnych epok, bo zaraz weszlibyśmy w spór czy tamten Boniek na pewno byłby gwiazdą kadry Franciszka Smudy. Jednak będę się upierał, że wpływ obu bramkarzy na wynik w obu meczach był równie wielki. Przy okazji Boniek skrytykował stawianie Wojtka na piedestale (nazwałem go jednym z pięciu najlepszych obecnie bramkarzy świata), bo jeszcze niczego nie osiągnął, raz zagrał dobrze w meczu sparingowym, a przecież dopiero co puścił osiem bramek w meczu z Manchesterem United, więc o czym my w ogóle mówimy? To prawda, że puścił, ale tak naprawdę za żadną z nich nie ponosił stuprocentowej winy. W tym sezonie właściwie w każdym występie w barwach Arsenalu był najlepszym zawodnikiem „Kanonierów” na boisku, także w tym z MU. Najlepszy dowód, że sami kibice Arsenalu wybrali go na najlepszego piłkarza klubu w sierpniu, przyznając mu aż 40 procent głosów. Wiadomo, że miłość kibiców jest ślepa. Czy jednak nazywanie go już dziś klasą światową jest aż taką przesadą? Nie chodzi przecież tylko o interwencje w meczu, ale o charyzmę, pewność siebie, odporność na presję, umiejętność kierowania obroną, charakter, owe cojones, które pozwalają wytrącić z koncentracji przed rzutem krnym takich zawodników jak Wayne Rooney czy Antonio di Natale. Jest ktoś, kogo możemy uznać za osobę bezstronną, a zarazem niezłego chyba fachowca w tych kwestiach. Za bramkarza klasy światowej uznał Wojtka były golkiper Bayernu Monachium i najlepszy piłkarz mistrzostw świata w 2002, Oliver Kahn, który spotkanie Polski z Niemcami komentował w studio ZDF. - Szczęsny to absolutna Weltklasse! Dla mnie bramkarzem światowej klasy jest ten, kto broni piłkę nie do obrony. A Szczęsny właśnie tego dokonał - pochwalił młodego Polaka. Ciekawe, że rozmawiając po meczu z zawodnikami z pola, wyczuwało się w ich odpowiedziach zdziwienie, że pytamy o heroiczną postawę Wojtka. Oczywiście chwalili go, ale jakoś tak bez przekonania, jakby wychodząc z założenia, że robił po prostu to po co go tam postawiono. Generalnie wszystkie występy reprezentacji Polski na Euro 2012 wyobrażam sobie dokładnie tak, jak mecz z Niemcami. Chaos w defensywnie, heroiczne parady Wojtka Szczęsnego, niesieni dopingiem (oby nieustającym i bardziej zdecydowanym niż na PGE Arena, gdzie kibici momentami - czy to zamurowani - milkli tak bardzo, że z trybun słychać było kopnięcia piłki) piłkarze Smudy dramatyczne szarpią do przodu, kilka szybkich kontrataków, po których obyśmy mieli tyle sytuacji ile miał w pierwszej połowie Sławek Peszko. Nie mam złudzeń, że do turnieju dorobimy się stabilnej, pewnej, rozumiejącej się ze sobą obrony, a wręcz obawiam się, że błędy wynikające z problemów komunikacyjnych między francuskojęzycznym Damienem Perquisem, niemieckojęzycznym Sebastianem Boenischem, Polakiem Łukaszem Piszczkiem, a tym środowym obrońcą, który oby zagrał w miejsce Arkadiusza Głowackiego dopiero przed nami. Na koniec zabawne spostrzeżenie, którego dokonał w mix zonie Sergiusz Ryczel z nSportu, chwilę po tym jak odszedł od nas Łukasz Podolski. Oto paradoks współczesnych polskich dziennikarzy sportowych: z reprezentantem Niemiec rozmawiamy po polsku, a z reprezentantem Polski po angielsku, bo za słabo znamy francuski... |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Chłopcy z (mojej) ferajny
Euro 2012
Moja ferajna
'Przyjaciele z Chicago' (czyli inne ferajny)
W tych klubach bywa ferajna
Z zupełnie innej beczki
Michał Pol - Strzeliłem kiedyś gola van der Sarowi z podania Zidane'a. Rzutów wolnych uczył mnie del Piero. Niestety trafiałem tylko w mur. Mimo to od czasu do czasu piszę i gadam o futbolu - przez 15 lat w „Gazecie Wyborczej” (1994-2009), dziś na Sport.pl i - głównie o Lidze Mistrzów - w nSporcie. Mam dysleksję, więc nie wytykajcie mi błędów. Są piłkarze, którzy nie potrafią wykonywać rzutów karnych...
napisz do mnie |