Wpisy z tagiem: Vlogi

czwartek, 12 kwietnia 2012

To był niesamowite przeżycie obejrzeć na własne oczy jak bohaterem tak prestiżowego, tak ważnego meczu dla mistrzostwa Niemiec zostaje polski piłkarz. Słyszeć na własne uszy tę gigantyczną eksplozję radości po golu Roberta Lewandowskiego i szaleństwo jakie zapanowało na tym wspaniałym stadionie, wyprzedanym do ostatniego siedzonka (80 720 widzów!). Niemieckie media zapowiadały to spotkanie jako pojedynek Lewego z Mario Gomezem, który jest liderem strzelców Bundesligi (25 goli). Ale wszystkie kontakty z piłką reprezentanta Niemiec dałoby się policzyć na palcach jednej ręki. Tymczasem Lewandowski trafiał w słupek, w poprzeczkę bramki Manuela Neuera, a wreszcie - kiedy Gomeza nie było już na boisku - do siatki! To jeden z najważniejszych polskich goli w historii!

Nie mogłem się powstrzymać, żeby nie nagrać z nim krótkiej rozmowy w mix zonie. Nie zachłystuje się golem, nie twierdzi, że to najważniejszy w karierze, nie przywiązuje wagi do tego, że 20. golem w sezonie Bundesligi wyrównał rekord polskich bramek należący do Jana Furtoka. Dla niego liczą się tylko trzy punkty i kolejny mecz, w sobotę Derbach Zagłębia Ruhry z Schalke 04. Opowiedział też jak padła bramka, czy stojąc tyłem do bramki wiedział gdzie posyła piłkę, czy zdał się na los szczęścia..



Robert może zastrzegać, że Borussia Dortmund nie obroniła jeszcze mistrzostwa Niemiec, ale patrząc na poszarzałą, kamienną twarz legendy Bayernu, Franza Beckenbauera nie miałem wątpliwości, że on już nie wierzy w tytuł. Nie wierzyli już też chyba piłkarze Bayernu, którzy po ostatnim gwizdku nie mogli podnieść się z ziemi, słuchając wszechogarniającej euforii wokół na Signal Iduna Park. Kibice Borussii byli przekonani, że właśnie udało się obronić tytuł. Niesamowite było słyszeć w drodze powrotnej do hotelu, jak grupki fanów przeplatają Wird sind immer noch Deutsch Meister! i Borussia Dortmund, a la, la, la, la, la, la i okrzykami Robert Lewandowski! Ostatni raz taką euforię po występie Polaka widziałem chyba w 2001 roku w Innsbrucku, jak Adam Małysz wygrał swój pierwszy konkurs Turnieju Czterech Skoczni, bijąc rekord Bergisel o metry! Ah, zapomniałem spytać Roberta czy nie wsunął przed meczem bułki z bananem... To był niezapomniany wieczór!

Na deser: You'll Never Walk Alone przed meczem i polska flaga w sektorze ultrasów Borussii. A potem gorąca prezentacja drużny gospodarzy. Pierwszy raz na własne uszy usłyszałem, że jak spiker podaje ' z numerem 16 Jakub...' to kibice rzeczywiście odkrzykują 'Kuba!':). Kuba zresztą dostał owację na stojąco, kiedy schodził w końcówce. Łukasz Piszczek - oklaski po każdym skutecznym powstrzymaniu Francka Ribery, który w końcu zaczął schodzić do środka. Na miejscu każdego z trzech Polaków marzyłbym, żeby zostać w Borussii do końca kariery. Co za stadion, co za atmosfera, co za publiczność!

środa, 29 lutego 2012

Aż łezka się zakręciła... Tyle lat czekaliśmy na taki Stadion, przez duże „S”! Niesamowite uczucie usłyszeć Mazurka Dąbrowskiego z 58 tysięcy gardeł (na Euro 2012 tylko polskich kibiców nie wejdzie). I nawet słynna piosenka o PZPN zabrzmiała tylko raz, przez maleńką chwilę i szybko zgasła. Prawdziwe święto! I jeszcze taki klasowy rywal... O! Wojtek właśnie ładnie wypiąstkował strzał Cristiano Ronaldo!

Sorry za jakość filmiku, ręka drżała, a też ściśnięci siedzimy jak śledzie.

Tagi: Vlogi
20:55, francuski_lacznik , Euro 2012
Link Komentarze (38) »
sobota, 24 grudnia 2011

Wierzcie lub nie, ale spotkałem prawdziwego Świętego Mikołaja! Stwierdził co prawda, że zna świętszych, ale poza tym wszystko się zgadzało: broda, wąsy, strój, nawet lapońskie buciory - wszystko było na miejscu. Wór z prezentami też, a gdybyście jeszcze zobaczyli jaką miał u boku Śnieżynkę! A zresztą przecież widać na zdjęciu, na którym naradza się ze swoją pomocniczką jakich rozmiarów rózgę wręczyć temu niegrzecznemu chłopcu po lewej, Arturowi Szpilce, który nie dość, że bije ludzi, to jeszcze z pełną bezczelnością zadeklarował, że w 2012 roku będzie bił jeszcze mocniej i jeszcze celniej!

W końcu kiedy już po konfrontacji z nadzieją polskiego bokserem doprowadził się do porządku, zgodził się specjalnie dla Polsport’u wygłosić życzenia dla Was, drodzy czytelnicy, a także dla piłkarzy reprezentacji Polski, którzy szykują się do boju o Euro 2012 oraz dla siatkarzy, którzy będą walczyć o medal na igrzyskach olimpijskich w Londynie. Posłuchajcie sami!

Dołączam się do tych życzeń, a nawet po przemyśleniu lekko je zmodyfikowałem, życząc chłopakom Franza Smudy w ćwierćfinale Niemców... Posłuchajcie czego życzą swoim ulubionym sportowcom moi ziomale ze Sport.pl (Agnieszce Radwańskiej - kolejnych torebek Louisa Vuittona, które kupuje po każdym zwycięstwie, Łukaszowi Kubotowi - jak najwięcej okazji do tańczenia kankana, Robertowi Kubicy - żeby się nie łamał, Kamilowi Stochowi - tylu lądowań ile wybić z progu, Adamowi Małyszowi - żeby na Dakarze raczej trzymał się ziemi itd itp).

Serdeczne życzenia świąteczne od ekipy Sport.pl!

 

WESOŁYCH ŚWIĄT!

... a kto chce w prezencie biografię Leo Messiego albo autobiografię Ryana Giggsa w moim tłumaczeniu to przypominam, że do pierwszej gwiazdki, czyli do 16.00 czekam na notki w Gwiazdkowym Konkursie Literackim!
Po konfrontacji z Arturem Szpilką elfy za pomocą znanych sobie czarów doprowadziły Mikołaja do używalności...
Tagi: Vlogi
09:47, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 12 grudnia 2011

Udało mi się jako jednemu z pierwszych zwiedzić siedzibę  reprezentacji Polski podczas Euro 2012! Jak wiadomo kadra będzie rezydować w warszawskim Hotelu Hyatt, leżącym w samym centrum, tuz obok Ambasady Rosyjskiej i mniej więcej pięć minut na piechotę od redakcji Sport.pl! Pozwolono mi zajrzeć do apartamentu nr 320, w którym będzie mieszkał trener Franciszek Smuda. Jak chcecie zobaczyć łóżko, a właściwie łoże, w którym będzie spędzać bezsenne noce, łamiąc sobie głowę nad składem i taktyka, to proszę bardzo. Pani Magdalena Jaworska, dyrektor Sprzedaży i Marketingu hotelu podkreśla, że kolor ścian - ciepły i ziemisty - będzie sprzyjał myśleniu, koił skołatane nerwy trenera i relaksował... Korzystając z nieuwagi oprowadzających, „skradłem” coś czego nasz selekcjoner i tak będzie miał w nadmiarze...

 A tak podczas turnieju będą mieszkać reprezentanci Polski. Każdy dostanie jedynkę z równie wielkim łożem jak trener, ale w porównaniu z apartamentem trenera Smudy piłkarze będą mieszkać w komórkach na szczotki. No może przesadzam, ale ich pokoje nie powalają. W kontekście kluczowego meczu z Rosją (to mecz nr 2, czyli nie daj Boże „o wszystko” oby raczej o pierwsze miejsce w grupie) martwi też fakt, że dosłownie za płotem swego hotelu mieści się potężna Ambasada Rosji...

Oczywiście reprezentacji Polski nie będą siedzieć przez cały turniej plackiem w pokojach. Trener Smuda pokreślił, że kadra tak jak Niemcy na mundialu w 2006 roku we własnym kraju chcą być blisko swoich kibiców, acz jak zastrzegł, nie na tyle blisko, żeby przesiadywali w pokojach zawodników (miał tu zdaje się na myśli zwłaszcza kibicki). Jak wiadomo Niemcy rezydowali w Berlinie, a trener Juergen Klinsmann pozwalał im wychodzić „na miasto” na kawkę czy co tam chcieli. Trener Smuda nie przewiduje co prawda, żeby sobie chodzilu na luzie po Nowym Świecie, ale zamierza za to organizować otwarte treningi. Mnie dane było zobaczyć gdzie jego piłkarze będą pakowac przed meczem z Grecją, Rosją i Czechami i gdzie będą się relaksować. Basenik w hotelu Hyatt trzeba przyznać - marzenie! Szmaragdowa grota. Nie wiem tylko jak z ich koncentracją przy tak uroczych recepcjonistkach...

Słowem, jak widzicie, fajnie będzie być polskim piłkarzem podczas Euro 2012. Teraz nie ma zmiłuj: grupa marzeń, warunki zgrupowania bez zarzutu. Po prostu będą musieli awansować do ćwierćfinału, żeby przedłużyć sobie te warunki...

Nie wiem czy ich ucieszy czy zmartwi ta wiadomość, ale już wychodząc z lobby usłyszałem, że na czas Euro 2012 zamknięte będzie słynne hotelowe kasynko...

piątek, 02 grudnia 2011

To ostatni vlog z Kijowa, już po losowaniu grup Euro 2012. Trafiliśmy do ‘grupy życia’ - jak ją określił trener reprezentacji Czech. Franciszek Smuda z jednej strony przestrzega przed ‘pompowaniem balona’, że awansujemy, z drugiej już wybiega myślami do ćwierćfinałowego spotkania z... Niemcami. Zgadzam się z Franzem, że nie ma tu faworyta i każdy może awansować, a nawet, że mając wsparcie trybun wręcz wstydem byłoby nie awansować z takimi rywalami. Gośćmi vloga są moi koledzy-dziennikarze polskich mediów: Kacper Merk z Tok FM, Damian Michałowski z Radia Zet, Patryk Serwański z RMF FM i Michał Gąsiorowski z Polskiego Radia, którzy - oprócz Damiana - mocno sceptycznie widzą szanse na awans.

Ciekawie komentuje Paweł Wilkowicz z ‘Rzeczpospolitej’. Przytacza słowa Dicka Advocaata, który pogratulował łatwej grupy Bertowi van Marvijkowi - przypomnijmy, że Holandia trafiła na Niemcy, Danię i Portugalię. Dlaczego łatwej? Bo van Marvijk nie będzie miał problemów z motywowaniem zawodników, a Advocaat na Polskę, Grecję i Czechy - owszem.

We vlogu także nieudana próba zajrzenia na bankiet dla vipów, na którym świętują dar losu działacze PZPN. I tle tego dobrego z Kijowa, rozważania o 'grupie śmierci' i propozycji dziennikarza z Ukrainy, żeby się zamienić na grupy. Ja tam bym wolał, żeby Polacy zagrali z Francją, Anglią i Zlatanem...

Jestem na losowaniu Euro 2012 w Kijowie. Wrzucam co prawda korespondencje na Sport.pl ale nie dopuszczę, żeby w tak historycznej chwili mój Polsport ział pustką! Po pierwsze: moja grupa marzeń. Kieruję się tu wyłącznie interesem dziennikarza, żądnego jak największych wyzwań, spektakli, burz medialnych, a nie desperacją kibica szukającego procentowych szans na awans. Dlatego zamiast dającej iluzje przebicia się do ćwierćfinału grupy z Rosją, Grecją i Czechami - z którymi mecze będą ciężkostrawnymi knotami (nawet jeśli zwycięskimi), życzę sobie grupy: Polska, Anglia, Portugalia, Irlandia (bo także mecze Anglików z Portugalami i Irlandczykami będą pasjonujące). Nawet jeśli miałoby się to skończyć tradycyjnie, czyli meczem o zwycięstwo, o wszystko i o honor, a potem wspólnym marszem z zawiedzionymi jak my Ajriszami na Guinessa.

17.15. Zapewne organizacją Euro 2012 ani Polska ani Ukraina nie rzuci na kolana gości, którzy przyjadą na turniej z Zachodniej Europy. Tylko podczas losowania w Kijowie koledzy z Włoch, Francji, Anglii czy Niemiec narzekali na szereg wpadek. A to w tłumie dziennikarzy dłuuuugo musieliśmy wstać w kolejce do jednej bramki do wykrywania metalu przy wejściu do gmachu Pałacu Sztuki 'Ukraina' gdzie odbędzie się ceremonia. Na Stadionie Olimpijskim było zmieszanie z akredytacjami, nie wszyscy weszli na konferencję Hrihorija Surkisa i Grzegorza Lato. Problemy z transportem u nas i na Ukrainie są doskonale znane. Dziennikarz z Włoch skarżył mi się, że podróż pociągiem z Wrocławia do Warszawy, z dłuugim postojem w szczerym polu zajęła mu tyle co lot z Rzymu do Nowego Jorku. Jest jednak coś, czym podczas turnieju zmyjemy gościom wszelkie troski z serca (żołądka i wątroby): jedzeniem! Jeśli chodzi o polską kuchnię to wiadomo. Kuchnia w biurze prasowym w Pałacu Sztuki rzuciła wszystkich moich kolegów na kolana: nie mogli się najeść barszczu ukraińskiego ani pierożków, o innych pysznościach. Mniaaaaam, żałujcie że możecie tylko popatrzeć;)

16.00 A tymczasem radosne oczekiwanie przed losowaniem zmąciło nam (polskim dziennikarzom w Kijowie) publiczne pranie naszych brudów, czyli pytania międzynarodowych mediów do prezesa PZPN, Gorzegorza Lato i sekretarza generalnego UEFA, Gianni Infantino o korupcję w polskim futbolu. Podczas konferencji na świeżutkim i wylaszczonym Stadionie Olimpijskim Infantino podsumowywał przygotowania do Euro 2012, przyznając, że były momenty, iż działacze UEFA mówili sobie: ‘Jezu, co to będzie’, ale dziś są dumni z organizatorów turnieju. Hrihorij Surkis wychwalał dokonania Ukrainy, mówić o skoku cywilizacyjnych i inwestycjach. Latę pytano wyłącznie o korupcję w polskim futbolu i konsekwencje ostatniej afery taśmowej. odpowiadał niechętnie i jednym zdaniem. Infantino, zapytany czy UEFA wie o wydarzeniach w Polsce, ujawnił, że Lato będzie się tłumaczył przed szefem UEFA, Michelem Platinim.

 

16.00 - Tacy już są dziennikarze, że szukają tylko złych wiadomości. To smutne, że dzisiejszy dzień nie stał się świętem polskiego futbolu. CBA odstępuje od śledztwa, wszystkie dokumenty są w prokuraturze i czekamy co ona zrobi. jestem pewien, że nic, bo przecież nawet nie zaczęliśmy budować nowej siedziby - stwierdził.

Przyznał, że był to dla niego najtrudniejszy tydzień  w roli prezesa PZPN. I żałował, że do Kijowa na losowanie nie mógł przyjechać były już sekretarz generalny PZPN, Zdzisław Kręcina. - Szkoda człowieka! Był bardzo ceniony w UEFA i niezwykle by się tu przydał - stwierdził.

Lato stwierdził, że nie ma wymarzonej grupy, bo dla polskich piłkarzy każda będzie grupą śmierci. Na pytanie Sport.pl czy podtrzymuje deklarację złożoną na łamach „Przeglądu Sportowego”, że zrezygnuje z funkcji jeśli reprezentacja Polski nie wyjdzie z grupy. - To był skrót myślowy. Miałem na myśli, że po turnieju będzie mnie można ocenić, ale przecież to nie ja będę grał, choć może szkoda - powiedział.

13.00. Obrazek ze Stadionu Olimpijskiego w Kijowie. Piękny, może nawet ładniejszy niż nasz Narodowy w Warszawie i na pewno większy (wejdzie 63. tys. widzów) ale za to bieżnią, niestety. Z Narodowego będzie widać piłkarzy lepiej. Wieczorem losowanie Euro 2012, a już teraz, za mną odsłonięcie oficjalnej piłki turnieju. Po Roterio, Europasie, Jabulani przyszedł czas na... Tango 12! Piłka piękna, tylko ta nazwa. Przecież lepsza byłaby nazwa np z Sokołem (może Sokół Millenium?;). Zobaczcie kto dokonał odsłonięcia: trener mistrzów świata, Vicente del Bosque - co naturalne - i... nasz Rafał Murawski! Bombowa konfrontacja! Ostatnie ich spotkanie zakończyło się wynikiem 0:6, tym razem zdecydowanie na remis;) Już później Rafał powiedział mi, że piłka jest świetna, szybka, ale nie będzie taką zmorą dla bramkarzy jak Jabulani...



10.00 Wbrew ogólnemu przekonaniu wcale nie wszyscy z trenerów 15 drużyn grających na Euro 2012 marzą o trafieniu do grupy z Polską. Owszem, marzy np. legenda Manchesteru United i mistrz Europy z 1992 roku Peter Schmeichel, który chciałby wylosować dla Danii „kraj swego ojca”(jasne, wcale nie chodzi mu o miejsce drużyny Smudy w rankingu UEFA) Marzy o nas trener Czechów, Michal Bilek, wg „Le Figaro” marzy trener Francuzów, Laurent Blanc. Głośno stwierdził tylko, że chciałby uniknąć tak silnej grupy jak podczas Euro 2008, gdzie Trójkolorowi przegrali rywalizację z Holandią, Włochami i Rumunią. - Żeby wygrać turniej, trzeba w końcu zmierzyć się z najlepszymi jak Hiszpania czy Holandia, ale im później, tym lepiej. Niech najpierw drużyna „wejdzie w turniej” - powiedział Blanc. Z podobnego założenia wychodzi gwiazdor reprezentacji Portugalii, Cristiano Ronaldo. Stwierdził, że przede wszystkim chciałby uniknąć w grupie Hiszpanii, a w drugiej kolejności Holandii. - Z tak silnymi rywalami lepiej mierzyć się w dalszej części turnieju - stwierdził. W grupie z Polską, Grecją i Czechami - wg dziennikarzy angielskich - chciałby się znaleźć trener reprezentacji Anglii, Fabio Capello, który stwierdził, że Euro 2012 będzie o wiele bardziej wymagającym turniejem niż którykolwiek z mundiali. Trener Irlandii, Giovanni Trapattoni ma dwie prośby do losu: nie trafić na drużynę prowadzoną przez któregoś z rodaków - Cesare Prandellego (lecieliśmy z nim z Warszawy do Kijowa), wychowanka z Juventusu Turyn, który prowadzi Włochy i na prowadzącego Anglików - Capello (z dwojga złego woli już tego drugiego). Chętnie znalazłby się za to w grupie z Polską, Rosją i Chorwacją.

Co ciekawe, deklarację, że najbardziej chciałby uniknąć Holandii złożył w Kijowie trener broniącej tytułu Hiszpanii, Vicente del Bosque, któremu najwyraźniej nikt nie wytłumaczył, że jego zespół znalazł się w jednym koszyku z finałowym rywalem mistrzostw świata w RPA. Na temat Polski na szczęście nic nie mówił. Natomiast wiozący nas z lotniska Borispil, taksówkarz Oleksandr, stwierdził, że gdyby tylko była taka możliwość w grupie z Polską chętnie zagrałaby nawet Ukraina.

Parcia kolegów, pragnących przede wszystkim uniknięcia w grupie finalistów ostatniego mundialu - Hiszpanii i Holandii, nie podziela trener reprezentacji Niemiec, Joachim Loew, którzy przestrzegł w Kijowie przed lekceważeniem gospodarzy turnieju - Polski i Ukrainy. - Obie mogą sprawić taką sensację, że wszyscy się zdziwią. We wrześniu zremisowaliśmy z Polską w Gdańsku 2:2, w listopadzie 3:3 z Ukrainą w Kijowie, a po czterech dniach rozgromiliśmy Holandię 3:0 w Hamburgu, która ma wielkie indywidualności i system gry o jakich tamci mogliby pomarzyć. W każdym z tych spotkań chcieliśmy wygrać jednakowo silnie. To pokazuje, ile potencjału i wyjątkowej motywacji potrafi dodać drużynie gospodarzy gra przed własną publicznością, na gorącym stadionie. Uważajcie na gospodarzy! Dziwię się, że są tak bardzo niedoceniani - powiedział Loew, którego drużyna po świetnych eliminacjach i awansie jako jedna z pierwszych drużyn w Europie deklaruje walkę o czwarte w historii mistrzostwo Europy. Ostatnie Niemcy wywalczyli na Euro ’96 w Anglii. Wyjazd do Polski i na Ukrainę odbywa się pod hasłem: „Mission EM-Titel 2012”.

Loew dodaje jednak, że tak naprawdę całe to losowanie nie ma wielkiego znaczenia, bo nie będzie miało żadnego wpływu na wyniki turnieju. - Żeby zdobyć mistrzostwo Europy i prędzej czy później trzeba będzie zmierzyć się z najlepszymi i ich pokonać. Będziemy przygotowani w najdrobniejszym detalu na każdego z 15 potencjalnych rywali w każdym momencie turnieju. Ze spokojem weźmiemy więc to co los da - stwierdził.

Kilka obrazków z Kijowa: Całe miasto spowite jest niebieskie flagi z logo turnieju, wszędzie jak nie małe mała plakaty to wielkie bilboardy. W barwach Euro 2012 jeżdżą autobusy miejskie i te podwożące pasażerów z samolotu do terminalu. Na lotnisku, jak na dawnym Okęciu, wychodzący natychmiast opadany jest przez sforę panów w skórzanych kurtkach, szepczących do ucha: „taxi?” Okazuje się jednak, że odwrotnie do Polski jazda z takim tajnym taksówkarzem 30 km do centrum jest o 40 zł tańsza (200 hrywien) niż taksówką oficjalną (300), a w dodatku zyskuje się przewodnika z niezłym angielskim. 300 hrywien to także cena jaką trzeba zapłacić za jedną z maskotek turnieju - Slavka. On i jego ukraiński brat Slavko machają tu do przechodniów niemal z co drugiej sklepowej witryny, panoszą się dosłownie wszędzie. Co ciekawe, nasz Slavek kosztuje o 150 hrywien mniej (czyżby w Polsce było na odwrót, czy to pierwszy zgrzyt między współorganizatorami Euro 2012?).

Malowania trawy na zielono nie zauważyłem, ale wiozący nas Oleksandr twierdzi, że owszem, jak najbardziej, jest. Pokazuje też prace budowlane na lotnisku (wykańczany jest nowy, wspaniały terminal, stary ma podczas Euro obsługiwać loty krajowe) i długiej, szerokiej trasie do stolicy Ukrainy. Osławiony kijowski korek był, ale w przeciwnym kierunku - wszyscy wracali z centrum na noc do domu. Choć ceny paliwa przez rok wzrosły niemal o połowę (litr benzyny kosztuje dziś 1 euro), w bogatym Kijowie korek nie zmniejszył się nawet o metr - opowiada, dodając, że na czas losowania wiele ulic centrum zostanie zamkniętych.

środa, 17 sierpnia 2011

 

Oglądając ostatni raz na żywo polski klub w Lidze Mistrzów - Widzew z Borussią Dortmund w 1996 roku - nie przypuszczałem, że na kolejną okazję będę czekał aż 15 lat. A potem z czasem w ogóle straciłem wiarę, że dożyje takiej chwili. Mecz Wisły z Apoelem to jeszcze nie ta prawdziwa Champions League, to wciąż tylko 4. runda kwalifikacji. Ale i tak już czuję ciarki, przechadzając się po stadionie obrandowanym w logo Ligi Mistrzów, patrząc na stewardów w tych samych strojach co na Old Trafford, Camp Nou czy Allianz Arena. No i że za chwilę po raz pierwszy zabrzmi na polskiej ziemi ten słynny, haendlowski hymn... 

 

 

piątek, 10 czerwca 2011

 

Całą naszą małą ekspedycję, dokonującą inspekcji miast Euro 2012 na rok przed turniejem zachwycił pobyt we Wrocławiu. Może dlatego, że trafiliśmy tam prosto z biednej, siermiężnej Ukrainy. Po wizycie w świeżo wybudowanym terminalu (co za piękna, szklana bryła!), otoczonym przystrzyżonymi w kwadraty drzewkami, jadąc świeżo wybudowaną obwodnicą, jeszcze nie wykończoną, otwartą   tylko dla nas), wychodząc z autokaru kolega z Niemiec pokazał mi wyprostowany kciuk, mówiąc no, czuje, że wróciliśmy do Europy. Dodał, że po raz pierwszy w naszej podróży dojrzał ścieżki rowerowe. Ale Wrocław ujął nas przede wszystkim wyjątkową atmosferą miasta, do którego inteligentny slogan Wroc-love pasuje jak ulał, a którą organizatorom naszego krótkiego pobytu doskonale udało się nam przekazać. Najpierw prezydent Rafał Dutkiewicz wprowadził nas w dobry nastrój kilkoma żartami perfekcyjną angielszczyzną, m.in. obiecując, że to ostatni siedzimy w nowym terminalu bez klimy. Wcześniej z dość zasadniczymi, sztywnymi czy też spłoszonymi merami ukraińskimi porozumiewaliśmy się za pośrednictwem tłumacza kabinowego i słuchawek na uszach, którzy głównie wyliczali nam ilość autobusów i trolejbusów jeżdżących po ich miastach. Miły nastrój wzmocniła dyrektor biura Euro 2012 we Wrocławiu, Hanna Domagała, która o reprezentowanym przez siebie mieście opowiadała z pasją i miłością zakochanej po raz pierwszy dziewczyny.

 

 

Wrocław miał tę przewagę nad innymi polskimi miastami, że zostaliśmy tam na noc. Nasi zagraniczni koledzy mogli pozachwycać się kamieniczkami na rynku i knajpkami, a wieczorem uczestniczyliśmy w niesamowitym pokazie fontann przy Hali Ludowej i koncercie wielu artystów, spośród których największe wrażenie zrobił... Gienek Loska, który zaśpiewał cover Beastie Boys You got to fight. Kiepsko co prawda, ale na wieść, że występuje przed nami zwycięzca X-factor angielski dziennikarz aż chwycił za telefon, żeby pochwalić się komuś w Londynie. Kiedy rano spotkałem kolegów z Niemiec, stwierdzili, że Wrocław to miejsce, do którego już chcą wrócić (a przecież nie zdążyliśmy im pokazać Ostrowa Tumskiego, mostów na Odrze i Auli Leopoldina, w której Brahms odbierał doktorat honoris causa Uniwersytetu Wrocławskiego). A że Niemcy raczej na pewno nie zagrają tu taj na Euro 2012 (jako rozstawieni trafią ewentualnie do grupy z Poznaniem i Gdańskiem), Peter z Frankfurter Allgemeine Zeitung zapowiedział, że zjawi się na wrześniowej walce Adamka z Kliczką. Tylko czy aby stadion rzeczywiście będzie gotowy na początek września? Wszyscy we Wro byli dla nas tak mili i panowała atmosfera takiej love, że zapomnieliśmy zgłosić wątpliwości.

***

W Poznaniu byliśmy tylko kilka godzin, przelotem w drodze do Gdańska. Ale na stadionie wszyscy poczuli się jak z wizytą u starego znajomego. Z Ligi Europejskiej. Gra Lecha dostała dostrzeżona w Europie. Zresztą gdyby któryś zapomniał, zapamięta po występie Massimo z Tuttosport, który w szatni Lecha wykonał taniec szamański przed szafką ze zdjęciem Arjomsa Rudnevsa, który jego ukochanemu Juventusowi strzelił cztery gole i wyeliminował z rozgrywek. Miłym zaskoczeniem były dzieciaki ze szkółki Lecha, trenujące na murawie podczas gdy my słuchaliśmy prezentacji na trybunie prasowej. Najmłodszych juniorów specjalnie dla nas zwolniono ze szkoły (była 10. rano), za co zapewne były nam bardzo wdzięczne. Ale i my byliśmy wdzięczni, że wreszcie widzimy żywy stadion, a nie łopaty wbite w przyszłe boisko i choćby tak małych zawodników, a nie robotników w kufajkach.

 

Anglicy mówili, że takiego stadionu może pozazdrościć ‘Kolejorzowi’ nawet niektóre kluby Premier League. I dopytywali prezydenta Ryszarda Grobelnego skąd wziął się poznański styl kibicowania, polegający na podskakiwaniu tyłem do boiska, który na Wyspy przenieśli kibice Manchesteru City? Prezydent nie umiał odpowiedzieć, ale bardzo chwalił kibiców za wyobraźnię i najwspanialszy doping w Polsce. Zapewnił, że dzięki umowie z kibicami z 1998 na stadionie jest bezpiecznie i spokojnie, a na mecze przychodzą całe rodziny. Oczywiście nie usłyszeliśmy ani słowa o opluciu rodziny w biało-czerwonych barwach podczas meczu reprezentacji Polski z Wybrzeżem Kości Słoniowej, ani o specjalnych względach ze strony władz miasta i klubu, którymi cieszy się szef stowarzyszenia kibiców i jego kateringowa firma. Ale też w gronie polskich dziennikarzy uznaliśmy z niewłaściwe pytać o to przy zagranicznych kolegach. O chuliganów pytali sami, okazało się że obrazki z finału Pucharu Polski na stadionie w Bydgoszczy odbiły się w całej Europie bardzo głośnym echem.

POZnan* wszyscy opuszczali w pozytywnych nastrojach. Także dlatego, że dziennikarze z czołowych mediów Europy - katalońskiego Sportu, madryckiej Marki, Guardiana, DPA, ANSA, La Gazetta dello Sport, De Telegraaf, L’Equipe czy France Football i innych po raz pierwszy i jedyny mogli z pasją pogadać o polskim zespole i jego trenerze, którego kojarzył każdy, w przeciwieństwie do selekcjonera repry, którego nazwisko skojarzył tylko dziennikarz z Grecji. Kwestie bezpieczeństwa, problemów z dojazdem na stadion z lotniska, poziomu dróg zeszły na plan dalszy. Poznańscy organizatorzy Euro 2012 mają za co dziękować Lechowi i jego piłkarzom.



13:31, francuski_lacznik , Euro 2012
Link Komentarze (12) »
czwartek, 09 czerwca 2011

To było niesamowite! Nigdy w życiu tak szybko nie przejechałem z lotniska Okęcie na Saską Kępę gdzie mieszkam (z buta dwie minuty od Stadionu Narodowego, więc można powiedzieć, że Euro 2012 odbędzie się u mnie w przedpokoju). Dwa wozy policyjne z przodu naszej kolumny, jeden z tyłu - może dlatego, że rangę naszej ekipy (dziennikarzy z Europy dokonujących inspekcji miast i stadionów na rok przed turniejem - One Year To Go), wzmocnił sekretarz generalny UEFA, Gianni Infantino. Choć i tak postaliśmy trochę w korkach na Żwirkach, przelecieliśmy na drugą stronę Wisły miiiigiem. Różnic w porównaniu z Ukrainą na każdym kroku więcej. Ale największa w otwartości i szczerości organizatorów. Oba najważniejsze i największe stadiony Euro 2012 nie są jeszcze gotowe. Ale na Olimpijskim w Kijowie usłyszeliśmy, że absolutnie zdążą, bo jak, my nie zdążymy? Już za chwilę, za trzy miesiące gramy na otwarcie z Niemcami! A na naszym Narodowym bez ściemy - oficjalnie potwierdzono, że już na pewno nie da się rozegrać tu meczu z Niemcami 6 września, spotkanie zostanie przeniesione do Gdańska. Koniec budowy najwcześniej w październiku, koszty nie wzrosną, kontrakt z wykonawcą nie zostanie zerwany. Dyrektor budowy dokładnie wyjaśnił co nie tak z feralnymi schodami, których złe wykonanie spowodowało opóźnienie.

 

No i kiedy na stadionie jest już chociaż trochę krzesełek, od razu robi to lepsze wrażenie.

 

 

Absolutnie nie chciałbym zabrzmieć jak triumfująco, w żadnym stopniu nie jest to wywyższanie się Polaka nad biednym bratem - Ukraińcem, jednak porównując obu organizatorów Euro 2012 przytoczę słowa moich cudzoziemskich kolegów: polska część turnieju odbędzie się w Europie, ukraińska - na Wschodzie. Część polska będzie współczesna, ukraińska - jakby z dawnej epoki. Choćby robotnicy na budowach (a mamy za sobą już także wizytę na stadionie we Wrocławiu i prowadzącej do niej obwodnicy) - wydaje się, że pracują inaczej. Może robota nie pali im się w rękach, ale też na Ukrainie widzieliśmy robotników wstających z miejsca dopiero na nasz widok. Wbrew oficjalnemu stanowisku wcale nie wygląda na to, żeby na Stadionie Olimpijskim w Kijowie 2000 osób pracowało non stop na trzy zmiany. No i kolosalna różnica w sprzęcie. Koledzy z Belgii, Holandi, Francji twierdzą, że w ich krajach nie można już wyleasingować koparek, spychaczy, ciężkiego sprzętu budowalnego, bo wszystko wyjechało do Polski na budowę dróg, obiektów, stadionów, terminali. A na Ukrainie mijaliśmy antyczne koparki i prehistoryczne gruzawiki zapewne pamiętające jeszcze Nikitę Chruszczowa.

Chwała też organizatorom polskiej konferencji „Rok do Euro 2012” za zaproszenie Jerzego Dudka, Zbigniewa Bońka, Włodzimierza Lubańskiego. Moi koledzy dziennikarze byli zachwyceni, mieli z kim porozmawiać i o turnieju i reprezentacji Polski. Na Ukrainie nikt na to nie wpadł, mieliśmy do dyspozycji tylko dość sztywnych merów, choć oczywiście w pokoju Mirei Lucescu czy spotkanie z prawdziwym oligarchą też miały swój niezapomniany urok.

Stadion Narodowy zrobił na moich cudzoziemcach kolegach znacznie lepsze wrażenie. Także dlatego, że ten w Kijowie został wciśniety w sam środek miasta, obudowany ze wszystkich stron biurowcami, centrami handlowymi, jak zbudują wszystkie ledwo go będzie widać. Tak jakby Stadion Narodowy stawiać obok Pałacu Kultury. Majestatyczna bryła nad brzegiem Wisły zrobiła wrażenie, nawet jeśli wielu ma wąpliwości co do biało-czeronej, koszykowej fasady. - Może nie jest to szczgólnie piękne, może się z czasem pobrudzi, ale na pewno wyjatkowe. Waszego stadionu po prostu nie da się zapomnieć. Gratulacje! - skomentował kolega z Włoch.

13:28, francuski_lacznik , Euro 2012
Link Komentarze (8) »
 
1 , 2 , 3
sport.pl
Michał Pol - Strzeliłem kiedyś gola van der Sarowi z podania Zidane'a. Rzutów wolnych uczył mnie del Piero. Niestety trafiałem tylko w mur. Mimo to od czasu do czasu piszę i gadam o futbolu - przez 15 lat w „Gazecie Wyborczej” (1994-2009), dziś na Sport.pl i - głównie o Lidze Mistrzów - w nSporcie. Mam dysleksję, więc nie wytykajcie mi błędów. Są piłkarze, którzy nie potrafią wykonywać rzutów karnych...
@napisz do mnie