Narodziny gwiazdy

czwartek, 20 września 2012

Mogę tę bramkę oglądać bez końca! Co za cudowne uwolnienie się od obrońców, co za strzał - najlepszy (okej, jeden z dwóch najlepszych) bramkarzy świata bez szans! Tylko złośliwcy i zawistnicy mogą sugerować, że piłka mu zeszła, miał farta, etc Sam Oscar zapewnia, że tak właśnie chciał uderzyć i celował dokładnie tam pod poprzeczką, a ja nie mam powodów, żeby mu nie wierzyć (as soon as I made the first touch and I shot, I knew that the ball was going in. I was playing very well so I could score this beautiful). W dodatku był to jego dopiero drugi strzał na bramkę Gianluigi Buffona. Po tym pierwszym - dwie minuty wcześniej - piłka też wpadła do siatki, choć pomógł przy tym Leonardo Bonucci, który niepotrzebnie ją podbił, myląc swego bramkarza. Ale i tak jest kapitalny debiut w Lidze Mistrzów, najlepszy od czasu hat-tricka Wayne Rooney’a w barwach MU w meczu z Fenerbahçe w 2004 roku. Powiedziałbym: aż szkoda, że jego koledzy nie postarali, by były to gole zwycięskie, gdyby nie to, że Juventus zagrał naprawdę mądrze i świetnie i bardzo cieszę się, iż w tak dobrym stylu wrócił po przerwie do Champions League .

Gole Oscara robią tym większe wrażenie jeśli weźmie się pod uwagę ciężar jaki spadł na barki tego 19 21-letniego chłopaka, który stawia pierwsze kroki w europejskim futbolu. Po przejściu do Chelsea najpierw przyczepili mu metkę z ceną 25 milionów funtów - musiał odczuć związany z nią ogrom oczekiwań - a potem jeszcze włożyli mu na grzbiet koszulkę z numerem po Didier Drogbie, legendzie The Blues, bez którego nie byłoby triumfu w Lidze Mistrzów. Trzeba mieć cojones, żeby to udźwignąć... Młody zagrał z „11” bez najmniejszych kompleksów jak w swoim czasie Cristiano Ronaldo z „7” odziedziczoną po Davidzie Beckhamie...  THE Drog days are over at Chelsea - skomentował w tytule The Sun.

Mówił o tym w swoim czasie Johann Cruyff, że klub po wielkim, od dawna wyczekiwanym sukcesie potrzebuje w nowym sezonie impulsu, świeżej krwi, która da impuls nasyconej drużynie, nie pozwoli piłkarzom zgnuśnieć. Kimś takim miał być wówczas dla jego Barcelony Zlatan Ibrahimović. Kiedy Chelsea po uleczeniu bolącej rany z Moskwy z 2008 roku i spełnieniu wielkiego marzenia Romana Abramowicza wzmocniła się latem Edinem Edenem Hazardem, uznałem to za świetny ruch, co też - może nie w środowy wieczór, ale we wszystkich dotychczasowych kolejkach Premier League - znalazło pełne potwierdzenie. Ale sprowadzenie nastoletniej gwiazdki Internacionalu za tak wielkie pieniądze uznałem za nic więcej jak ryzykowny kaprys i opinii tej nie specjalnie zmienił srebrny medal wywalczony przez Oscara z Brazylią na igrzyskach w Londynie. Do Ligi Mistrzów miał jednak Wejście Smoka. Kto wie jak potoczyłyby się losy spotkania gdyby został do końca, zszedł jednak nadepnięty - chcę wierzyć, że przypadkowo - przez Bonucciego. Mam nadzieję, że podniesie się jak najszybciej...



poniedziałek, 23 stycznia 2012

19-letni Jakub Świerczok doskonale zadebiutował Bundeslidze. Nie dość, że od razu po transferze przebił się do pierwszego składu drużyny - ilu przed nim to się nie udało? Nawet Robert Lewandowski, mimo iż kosztował Borussię Dortmund aż 4,5 mln euro, w debiucie wszedł na boisko z ławki dopiero w 63. minucie - to jeszcze spędził na boisku pełne 90 minut i był najlepszym zawodnikiem 1.FC Kaiserslautern (goal.com wybrał go wręcz na najlepszego zawodnika meczu). Gola, co prawda nie strzelił, ale był blisko (a najbardziej w ostatniej akcji meczu, gdy piłka po jego strzale o centymetry minęła słupek). Szkoda, zwycięska bramka byłaby wisienką na torcie. Ale sam występ zdecydowanie zasługuje na miano tort, a też i niemieckie media gromko odśpiewały Świerczokowi sto lat. Tygodnik Stern dojrzał w nim nawet nowego Edina Dżeko.

Oby się spełniło! Fajnie, że nie jest pod presją, że ma natychmiast, w każdym meczu strzelać gole i bronić zespół przed spadkiem. Dyrektor sportowy 1.FCK, Stefan Kuntz, zapowiada, że klub traktuje Świerczoka jako zawodnika perspektywicznego, który ma się uczyć. Na razie nie można od niego za dużo oczekiwać, ale jeśli okaże się, że już teraz od czasu do czasu może pomóc, to tylko lepiej. Fajnie, że słowa te nie okazały się zesłaniem do rezerw i aklimatyzacji w lidze regionalnej. Trzymam kciuki, żeby Świerczok zdobył pierwszego gola w Bundeslidze już w najbliższym wyjazdowym meczu z ostatnim w tabeli Augsburgiem, a potem pomknął tą samą ścieżką rozwoju co wspomniany Dżeko czy Robert Lewandowski. Bo bez wątpienia to właśnie sukcesowi Lewego zawdzięcza w dużej mierze transfer do Kaiserslautern. Dyrektorzy sportowi niemieckich klubów wiedzą już, że warto szukać w Polsce młodych, utalentowanych piłkarzy, i stawiać na nich bez strachu, że okażą się nieodpowiedzialni.



Ciesząc się, że Świerczok trafił do ligi i klubu, które dają mu wielką szansę rozwoju i oczekując, żeby tak świetny debiut nie okaże się incydentem, zastanawiam się jak to możliwe, że nie poznał się na nim nikt w Polsce? Fakt, że do Kaiserslautern trafił z 1-logowej Polonii Bytom, z pominięciem choćby połówki sezonu w Ekstraklasie, to chyba spora kompromitacja większości czołowych polskich klubów, ich dyrektorów sportowych i agentów. Zwraca na to uwagę portal weszlo.com, opatrując tekst wymowną ilustracją niewidomego o lasce i pytając, jak to możliwe, że w kraju, którym tak bardzo brakuje piłkarskich talentów, wszyscy przepuścili taką perełkę. Co innego gdybyśmy byli Brazylią. Owszem, były podchody Wisły Kraków, ale spóźnione i ze zbyt małą determinacją. Do wyścigu nie przystąpiły za to ani Legia Warszawa (a przecież szuka napastnika i za chwilę po raz kolejny zaryzykuje z napastnikiem z Hiszpanii, który może wypalić, ale może okazać się drugim Mikelem Arrubareną), ani Lech Poznań (który następcę Atioma Rudnevsa widział w... Iljanie Micanskim, na miejsce którego Kaiserslautern sprowadziło właśnie Świerczoka). Prezesowi Polonii Warszawa, Józefowi Wojciechowskiemu nikt pewnie nie odważył się zaproponować zawodnika z lekceważonej 1. ligi...

Nie widziałem nigdy Świerczoka na żywo i trochę żałuje, że przynajmniej na wiosnę nie zobaczę na boiskach Ekstraklasy. Ale czy bym zobaczył? Czy którykolwiek klub dałby mu szansę gry w pierwszym składzie, jak Kaiserslautern, czy musiałby sobie zasłużyć na grę w Młodej Ekstraklasie? Często spieram się ze znajomymi fanami polskiej ligi, którzy zawsze ubolewają nad spadkiem poziomu, gdy z Polski odchodzi jakaś gwiazda - jak ostatnio Lewandowski czy Sławomir Peszko - choć przecież dla polskiej piłki (czytaj: reprezentacji) lepiej jest gdy odchodzą jak najszybciej, gdy jest jeszcze czas, żeby się rozwinęli (a nie jak Maciej Żurawski czy Paweł Brożek, kiedy jest już na to za późno). Zawsze mogą wrócić jak Grzegorz Sandomierski (dobrze, że nie wybrał wariantu Tomasza Kuszczaka trwania w dobrym klubie za cenę wiecznej ławy) czy (mam nadzieję Mateusz Klich).

Świerczok dobrze zaczął. Jeśli nie spuści z tonu (a na pewno pomoże mu wsparcie trenera Artura Płatka, który służy radą z ławki oraz rolą tłumacza na odprawach i w meczach), kto wie czy na żywo nie obejrzę go w meczu reprezentacji Polski. I to jeszcze przed Euro 2012, bo wciąż nie mamy solidnego zmiennika dla Lewego...



15:43, francuski_lacznik , Narodziny gwiazdy
Link Komentarze (18) »
wtorek, 01 listopada 2011

Fot. Lukasz Ogrodowczyk

Myślę, że można to już ogłosić oficjalnie: Ekstraklasa ma nową, wielką gwiazdę, której mogą jej zazdrościć czołowe ligi Europy. To Dusan Kuciak, w osobie którego Legia znów ma bramkarza, który potrafi wygrywać dla niej mecze, gromadzić punkty. Jak za czasów Jana Muchy, Łukasza Fabiańskiego, Artura Boruca czy Wojtka Kowalewskiego. Jego występ przeciwko Lechowi w Poznaniu rzucił mnie na kolana. Legia wywiozła punkt z Bułgarskiej tylko dzięki jego interwencjom, co ze zgrzytaniem zębów przyznał po meczu nawet Semir Stilić. Młodsi czytelnicy nie pamiętają, ale w czasach PRL z nieznanych powodów październik zawsze okrzykiwano miesiącem oszczędzania. Legia wróciła do tej tradycji i w październiku zaoszczędziła na straconych golach - Kuciak nie wpuścił ani jednego, w żadnych rozgrywkach! Fenomenalnie bronił w Bukareszcie z Rapidem, nieźle z Wisłą (nie miał aż tak dużo roboty), miał kluczową paradę w ligowym meczu z Widzewem. Ciekawe, że sam jeden (bez specjalnego wsparcia kolegów) powstrzymał Lecha w hitowym meczu Ekstraklasy, podczas gdy w równie hitowych Derbach Londynu padło aż osiem goli, a przecież Petr Cech i Wojtek Szczęsny to także rewelacyjnie bramkarze.

W poniedziałek pognałem na trening Legii, żeby pogadać z Kuciakiem i tu przeżyłem ogromny zawód. Dusan, który znakomicie mówi po polsku oświadczył, że przed kamerą mięknie, wstydzi się, gadać nie da rady. Powiedział, że przez trzy sezony gry w rumuńskim Vaslui wiedzieli o tym wszyscy i nikt go nie niepokoił. Zapytałem go, kiedy zamierza się oswoić, bo przecież przy takiej grze musi się liczyć z zainteresowaniem mediów. Odparł, że możemy się umówić na wywiad za... dwa, trzy lata. Cóż, pokombinujemy, żeby zrobić ten wywiad trochę wcześniej, ukrytą kamerą z samochodu, bo za dwa, trzy lata 26-letni Kuciak pewnie podąży drogą Fabiana i Szczęsnego do Premier League (w 2005 roku spędził zresztą rundę na wypożyczeniu do West Hamu, ale nie dostał szansy na debiut).

Porozmawiałem więc o Kuciaku z Krzysztofem Dowhaniem, któremu uśmiech znów wrócił na twarz, bo legenda najlepszego trenera bramkarzy w Polsce została nieco nadszarpnięta po roku nieudanych eksperymentów w bramce. Kostiantyn Machnowski, który zaczynał ubiegły sezon jako bramkarz nr 1, musi trenować z juniorami z rocznika 1994, Marian Antolović kupiony za 500 tys. euro ma status bramkarza nr 3, a zaraz może mieć nr 4, bo w meczu Pucharu Polski z Widzewem zmiennikiem stojącego między słupkami Wojciecha Skaby był 19-letni Kuba Szumski.

 

Trener bramkarzy Legii: Kuciak to wielka osobowość. Będzie lepszy od Muchy!
11:00, francuski_lacznik , Narodziny gwiazdy
Link Komentarze (16) »
czwartek, 24 lutego 2011

Wspominałem już kiedyś na blogu o moim ulubionym odcinku Klossa pt „Genialny plan pułkownika Krafta". Bramkarz Bayernu Monachium, Thomas Kraft jest póki co w randzie starszego szeregowca, ale po tym co pokazał w meczu z Interem Mediolan spokojnie można założyć, że gwiazdek oficerskich dochrapie się bardzo szybko. Ma zaledwie 22 lata, dopiero w tym sezonie dostał promocję z rezerw do pierwszej drużyny, awansując po odejściu z klubu Michaela Rensinga na drugiego bramkarza. Jeszcze niedawno marzył o debiucie w Bundeslidze, tymczasem tuż przed rozpoczęciem rundy wiosennej trener Louis van Gaal ogłosił: to młody Kraft a nie 37-letni weteran Hans-Jörg Butt będzie naszym numerem 1. Wierzę, że może wyrosnąć z niego bramkarz na miarę Manuela Neuera czy nawet Olivera Kahna tym bardziej, że ma doskonałego oficera prowadzącego, który stoi za jego szybką promocją. To były trener bramkarzy reprezentacji Polski, Frans Hoek.

wtorek, 12 stycznia 2010

Sobotnie popołudnie. Sewilla. 18-letni Sergio Canales ogląda z hotelowego łóżka mecz Arsenal - Everton na Televisión Española. Patrzy jak Steven Pienaar wybiega na sam na sam z Manuelem Almunią i niewysokim strzałem lobuje bramkarza Kanonierów, który niepotrzebnie przykucnął. ¡Gol! ¡Gol! ¡Gol! ¡Gol! To nie gol, to golazo! - wspaniały gol - krzyczy komentator. - Zrobiłbym to lepiej - myśli sobie chłopak. Dwie godziny później z kolegami wskakuje do autokaru, który wiezie ich 3 km na stadion Sánchez Pizjuán. W szatni nakłada zielono-czarną koszulkę Racingu Santander z numerem 27. Wybiegnie w pierwszym składzie dopiero trzeci raz w życiu. Ten dzieciak nie ma wstydu! - napisze po meczu Marca. I nagle zjawił się Canales! - doda El Mundo. Nagle? Real Madryt i Barcelona starają się o niego od dawna. - Zrobię z niego drugiego Cristiano Ronaldo - zapowiedział ponoć sir Alex Ferguson

piątek, 18 września 2009

Jak wiadomo FIFA nałożyła na Chelsea zakaz transferów do stycznia 2011 za 'łamanie zasad etycznych' jakim było nakłonienie 16-letniego Gaela Kakuty do zerwania kontraktu z Lens i przejścia na Stamford Bridge. Mimo, że Roman Abramowicz dawno przestał szastać pieniędzmi, sprowadzając wybranych piłkarzy bez względu na cenę (jak w przypadku Michaela Essiena czy Shauna Wrighta-Philipsa), trudno było oczekiwać, że The Blues będą czekać z założonymi rękami końca kary, przebudzą się za dwa lata i dopiero wtedy zaczną rozglądać za wzmocnieniami. Ale nie spodziewałem się, że pierwszego piłkarza kupią tak szybko i to takiego świetnego...

czwartek, 26 lutego 2009

 

W czasach pracy na Stamford Bridge Jose Mourinho pogardzał warsztatem Arsene Wengera, wielokrotnie okazując mu lekceważenie, a momentami jawnie obrażając np. kiedy nazwał Francuza vouyerystą, owładniętym obsesją Chelsea. A jednak jak się okazuje przejął od trenera Arsenalu przynajmniej jedną piłkarską dewizę, której wcześniej nie wyznawał: „if you are good enough, you are old enough”.

Jeśli po latach będziemy wspominać pierwsze mecze 1/8 finału Ligi Mistrzów to zapewne wyłącznie z trzech powodów: zdemolowania Sportingu Lizbona przez Bayern Monachium (5:0 - nigdy jeszcze w historii LM żadna drużyna nie wygrała tyle na wyjeździe), który jako pierwszy zapewnił sobie awans do ćwierćfinału. Drugi powód to przepiękny gol Juninho, wrzucony za kołnierz Victora Valdesa, który wykazał się tu dobrą szkołą angielskich bramkarzy. Patriotyczni masochiści będą też wspominać debiut Kuby Wawrzyniaka w Lidze Mistrzów i jego niesławny faul, który kosztował Panathinaikos zwycięstwo. Moim zdaniem jednak 24 lutego będziemy pamiętać jako debiut w Lidze Mistrzów 18-letniego (urodziny obchodził zaledwie 2 stycznia) Davide Santona, jedynego zawodnika Interu Mediolan, który po meczu z Manchesterem United miał prawo schodzić z murawy San Siro z podniesioną głową (no może jeszcze i Julio Cesar).

Mourinho okazał mu nie lada zaufanie, wystawiając młodego lewego obrońcę w jego debiucie w najbardziej prestiżowych rozgrywkach świata przeciwko najlepszemu zawodnikowi ubiegłego sezonu w wszystkich plebiscytach, Cristiano Ronaldo. A choć Portugalczyk stwarzał największe zagrożenie z piłkarzy MU, to jednak głównie ze stałych fragmentów, Santon idealnie wyłączył go z gry. Grał z pewnością siebie starego, doświadczonego Javiera Zanettiego, a przecież w pierwszym zespole występuje nieco od ponad miesiąca. Już samo zgłoszenie młokosa Interu do składu na fazę grupową Ligi Mistrzów było sensacją. Mourinhoi, który zachwycił się nim, obserwując w jego występy w rozgrywkach Primavery pozwolił mu zadebiutować w pierwszym składzie w Interze zaledwie 21 stycznia 2009 w meczu Pucharu Włoch z Romą (2:1). Cztery dni później zadebiutował w Serie A, 7 lutego zaliczył pierwszą asystę (przeciwko Lecce przy golu Luisa Figo), a 15 lutego wystąpił w prestiżowych Derbach Mediolanu.

Santon to po (Super)Mario Balotellim kolejny 18-latek na którego stawia Mourinho. Jednak Balotelli, który strzelając gola Anorthosis Famagusta stał się najmłodszym strzelcem Interu w historii Champions League, zadebiutował on w drużynie jeszcze za czasów Roberto Manciniego. Santon to wynalazek Portugalczyka.

- Dlaczego na niego postawiłem? Bo zobaczyłem, że nie jest już wielkim talentem, ale już jest wielkim piłkarzem. Dlaczego trener nie miałby stawiać na 18-letniego pilkarza, jeśli ten jest już dorosłym mężczyzną - mówi o Stantonie Mourinho. Nie gorszą rekomendację wydał chłopakowi trenera reprezentacji Włoch, Marcello Lippi, który stwierdził, że Davide przypomina mu młodego Paolo Maldiniego. Więc pewnie wkrótce przeniesie go z U-20 do dorosłej kadry. Mourinho wróży mu światową karierę także ze względu na świetny charakter i profesjonalne podejście do zawodu. W przeciwieństwie do Balotelliego, który publicznie wyrażał niezadowolenie, że gra za mało i którego Mourinho musiał dyscyplinować. - On miewa trzy fazy zachowania: nie robi tego czego od niego chcę, robi to, bo tak mu każę, robi to z własnej woli. Teraz znajduje się na tym drugim etapie i jestem już w miarę zadowolony. On jest świetny. Może grać na kilku pozycjach. Musi się jednak nauczyć odpowiedzialności na boisku - mówił niedawno. Dla Santona ma na razie same pochwały. - Ten chłopak ma nie tylko talent, ale umie też słuchać rad i perfekcyjnie wcielać je w życie na boisku. Jego kariera rozwija się znakomicie. Będzie niesamowitym piłkarzem - dodaje o koledze z drużyny Zanetti.

I oto historia zatacza koło, bowiem niedawno „Daily Mirror” pisał, że wieści o talencie Santona doszły i do Arsene Wengera, który wysłał swojego najbardziej zaufanego skauta na Derby della Madonnina, żeby przyjrzał się jak młody Włoch wypadnie w tak trudnym i ważnym spotkaniu jak Inter - Milan. Nie wątpię, że wysłannik wrócił pełen entuzjazmu. Ale Mourinho na pewno z dziką rozkoszą odmówi wydania dawnemu rywalowi swej wschodzącej gwiazdki...

 

Ligi europejskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

 

16:07, francuski_lacznik , Narodziny gwiazdy
Link Komentarze (9) »
niedziela, 16 listopada 2008

 

  

Nazywa się Welbeck. Danny Welbeck. Ma 17 lat i 355 dni i właśnie zadebiutował w Premier League. W barwach Manchesteru United, którego Akademii Piłkarskiej jest wychowankiem. Sir Alex Ferguson już jakiś czas temu porównywał go ze względu na wzrost i styl gry do Emmanuela Adebayora i Nwankwo Kanu. Myśle, że po golu którego Danny zdobył w sobotę na Old Trafford przeciwko Stoke City ani reprezentant Togo ani reprezentant Nigerii nie mogą się czuć obrażeni za te porównania:

 

 

Ferguson dodaje, że nie zwykł chwalić przesadnie młodych piłkarzy, zrobił w karierze tylko kilka odstępstw od tej reguły, m.in. po debiucie w barwach MU Cristiano Ronaldo. Teraz postanowił zrobić kolejne: - To fantastyczny chłopak i to z sąsiedztwa. Mamy wielu zdolnych młodych piłkarzy, ale o nim mogę już teraz wam powiedzieć: oczekujcie jeszcze wielu goli.

 

Trener MU-18, Paul McGuinness dodje: - Danny ma taki łagodny i spokojny styl. Jednak nie pozwala nigdy robić z siebie błazna. Jest utalentowany, zwinny i wyróżnia się świetną techniką. Silny, szybki, dobrze wspiera kolegów w defensywie, a z przodu jest prawdziwym liderem. Za to w szatni jest miłą osobowością.

 

Młody piłkarz, który od 14 roku życia występuje we wszystkich młodzieżowych reprezentacjach Anglii, podchodzi do sprawy spokojnie: - Strzelenie gola przed Stretford End jest spełnieniem marzeń dla każdego chłopaka wychowanego w Manchesterze. Marzyłem o tym każdego dnia, odkąd zacząłem grać w piłkę. Myślę, że teraz boss może mnie częściej uwzględniał w składzie. Ale nie popadam w samozachwyt. Już sir Alex zadba, żeby sodówka nie uderzyła mi do głowy. Ale ja należę do osób spokojnych i nie będzie ze mną problemów. Marzę o częstej grze, bo po prostu nie ma lepszego sposobu na zebranie doświadczenia niż gra z tymi zawodnikami. Zamierzam poprawiać się w każdym elemencie - powiedział na antenie MUTV.

 

Uważaj, Premier League! Na rynku pojawiła się miła, spokojna, skromna, zwinna i szybka maszyna do strzelania goli...

   

 

 

 Ligi europejskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus! 

23:03, francuski_lacznik , Narodziny gwiazdy
Link Komentarze (13) »
niedziela, 27 lipca 2008

Arsene Wenger jak żaden trener wie jak dotrzeć do swoich 'cudownych dzieciaków'

 

Wszystkie najlepsze kluby Europy zbroją się na potęgę, lada moment padną kolejne rekordy transferowe jeśli Chelsea kupi w końcu Kakę a Real Madryt Cristiano Ronaldo. Największych rywali Arsenalu wzmacniają gwiazdy światowej piłki - Deco i Bosingwa w Chelsea, Luka Modrić i Giovani dos Santos w Totenhamie, Dossena i Philip Degen w Liverpoolu. MU jeszcze nikogo nie kupił, ale zaraz wykupi Teveza i zobaczymy co zrobi w sprawie Dymitara Berbatova.

A Arsene Wenger? Nadal kupuje dzieciaki...

 

Pozwolił odejść z klubu najbardziej doświadczonym i najbardziej zawyżającym „Kanonierom” średnią wieku jak Gilberto Silva, Hleb, Mathieu Flamini i Jens Lehmann. Kogo sprowadził w ich miejsce. 21-letni Samir Nasri z Olympique Marsylia to najstarszy i najbardziej doświadczony z nich. Wengerowi udało się też wygrać wyścig o 17-letniego Aarona Ramsey 'a (pseudonim Rambo), który wybrał Arsenal zamiast Manchesteru United i Evertonu. Lada moment na Emirates Stadium trafi rówieśnik Ramsey'a, pochodzący z Nigerii kapitan reprezentacji Anglii do lat 17 (król strzelców mistrzostw Europy U-17) Victor Moses.

Aaron Ramsey, czyli Ryan Giggs w barwach Arsenalu

 

Wszyscy to wielkie talenty, okrzyczane przez media „wonderkidami”. Francuza nazywa się następcą Zinedine Zidane'a, Ramsey'a nowym Ryanem Giggsem. Zdążył już pobić rekord innego sławnego Walijczyka, John Toshacka, debiutując w pierwszym skladzie Cardiff City w wieku 16 lat i 124 dni. Mosesa na razie z nikim nie porównują, ale od jakiegoś czasu jest jedną z największych gwiazd Football Managera, gdzie, wymiata, choć dopiero w okolicach 2010 roku.

 

A przecież na Emirates Stadium do gry w nowym sezonie szykują się już 19-letni Carlos Vela i Theo Wallcot. Częste szanse ma dostawać 18-letni Fran Merida, a jeśli Wenger zgodzi się sprzedać do Newcastle Utd Philipper'a Senderosa (a pewnie się zgodzi, bo Szwajcar ma już 23 lata) w defensywie Kanonierów” zacznie pojawiać się 18-letni Harvard Nordtveit. - Najlepszy obrońca świata w swojej kategorii wiekowej - chwali Norwega Wenger. Problem w tym, że kategoria wiekowa obowiązująca w Premier League to kategoria open.

Victor Moses. W FM'ie 2008 wymiata a miło, a jak będzie w Premier League?

 

Skąd ta jego niechęć do zawodników po 25 roku życia? Nie chce zawodników ukształtowanych przez kogoś innego, którym trudniej będzie przyjąć jego widzenie futbolu i filozofię gry? Chce tylko „białych, nie zapisanych kartek”? Bardzo możliwe, że staniemy się w tym sezonie świadkami narodzin kolejnych wielkich piłkarskich gwiazd, jak w poprzednich sezonach w przypadku Cesca Fabregasa czy Emmanuela Ebue. Tylko czy tym razem Wenger nie przegina? Ci młodziacy na pewno będą grać pięknie, ofensywnie i kreować mnóstwo okazji. Tylko czy starczy im zimnej krwi i doświadczenia by je wykorzystywać. Czy na pewno nie przydałby im się doświadczony pomocnik w rodzaju Andrei Pirlo i doświadczony środkowy obrońca? Moim zdaniem istnieje ryzyko, że po efektownej grze na koniec sezonu Arsenal nie obudzi się poza Ligą Mistrzów. Czy Wenger nie boi się, że piękność katastrofy nie osłodzi fanom jej skutków?

 

Nasri potrafi dryblować i też jest z Maryslii, ale do Zizou jednak mu trochę brakuje...

 Puchar UEFA i Liga Mistrzw w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

18:04, francuski_lacznik , Narodziny gwiazdy
Link Komentarze (49) »
 
1 , 2
sport.pl
Michał Pol - Strzeliłem kiedyś gola van der Sarowi z podania Zidane'a. Rzutów wolnych uczył mnie del Piero. Niestety trafiałem tylko w mur. Mimo to od czasu do czasu piszę i gadam o futbolu - przez 15 lat w „Gazecie Wyborczej” (1994-2009), dziś na Sport.pl i - głównie o Lidze Mistrzów - w nSporcie. Mam dysleksję, więc nie wytykajcie mi błędów. Są piłkarze, którzy nie potrafią wykonywać rzutów karnych...
@napisz do mnie