Londyn 2012

wtorek, 07 sierpnia 2012

 

Właśnie obejrzałem w Weymouth dramatyczny finisz regat widnsurferów i dwa polskie brązowe medale, ale teraz napiszę o innym brązie, zapaśniczym.

Pierwszą reakcją Damiana Janikowskiego, gdy sekundy po końcu walki wreszcie do niego dotarło, że ma brązowy medal, było podbiegnięcie do trenera Ryszarda Wolnego, pochwycenie w żelaznym uścisku i powalenie efektownym rzutem na matę. Przypuszczam, że złoty medalista olimpijski z Atlanty gdyby tylko chciał, potrafiłby skontrować młodziaka i zawinąć w precelek, w czasach kariery był mistrzem jakich mało. Ale powiedział mi później, że był przygotowany na ten dziękczynny rzut, więc tylko się asekurował przy upadku. Zapaśnicy nie podrzucają swoich trenerów w górę, jak piłkarze czy siatkarze, oni rzucają na matę.

 Gdy zawodnik kończy karierę, ma przed sobą kilka opcji na dalsze życie, w zależności od dyscypliny. Może zostać telewizyjnym ekspertem, tylko że na co dzień najbardziej potrzebni są ci od piłki nożnej, siatkówki, ostatnio jeszcze tenisa. Zawodnicy dyscyplin olimpijskich potrzebni są co dwa lata. z okazji igrzysk, ewentualnie mistrzostw świata. Może zostać agentem, ale tu porządne pieniądze zarabiają tylko agenci piłkarzy. Mogą odejść od sportu i ‘pójść w biznes’, ale spróbować zostać trenerem. Dwaj złoci medaliści olimpijscy z Atlanty, Wolny i Włodzimierz Zawadzki, których w Londynie wspierał z trybun trzeci, Andrzej Wroński, postanowili sobie, że przywrócą zapasom dawny blask, z czasów kiedy sami walczyli. I zaprzeczą stereotypowi, że mistrz nigdy nie wychowa kolejnego mistrza. Nie było łatwo, bo zastali spaloną ziemię, upadające jeden za drugim klubu, głównie wojskowe, odcięte od pieniędzy, nie potrafiące znaleźć sponsorów, zawodników, uciekających za chlebem do ligi niemieckiej. Ale zabrali się do roboty. I 16 lat po swoim triumfie w Atlancie dochowali brązowego medalisty. I zapowiadają, że za cztery lata w Rio medali będzie więcej i może z bardziej atrakcyjnych kruszców. Mówią, że już mają w kadrze kolejnego Janikowskiego...

Ostatni raz rozmawiałem z nimi właśnie w Atlancie w 1996 roku. To były moje pierwsze igrzyska, a pierwszy tekst jaki z nich przysłałem był wywiad właśnie z Wolnym, który złoto zdobył pierwszego dnia igrzysk wraz z Renatą Mauer, Pawłem Nastulą i Wrońskim. Wczoraj późnym wieczorem, stojąc przed wioską olimpijską przyznałem się do jednej z największych wpadek w zawodowej karierze, choć nie zawinionej przeze mnie. Otóż w tamtym wywiadzie pan Ryszard opowiadał, że jego złoto jest tym większym cudem, że przez ostatnie miesiące zmagał się z kontuzją kręgosłupa. Jeszcze dwa miesiące przed startem w Atlancie ból był tak wielki, że nie był w stanie schodzić do wózka. Niestety pewien baardzo wybitny redaktor Gazety Wyborczej, wypożyczony do sportu tylko na czas igrzysk, uznał, że młody korespondent coś pokręcił i zredagował to w ten sposób, że Wolny jeszcze dwa miesiące przed wyjazdem na igrzyska... nie schodził z inwalidzkiego wózka! Rany, jak to przeczytałem, uznałem, że jestem spalony w środowisku zapaśniczym, a jeśli musiałem później obsługiwać np. mistrzostwa świata w zapasach rozgrywane w Warszawie, starałem się przynajmniej nie napatoczyć na Wolnego. Wczoraj poprosiłem o rozgrzeszenie. Pogroził mi tylko palcem i powiedział, że miałem szczęście, że ten wywiad nie trafił w jego ręce...

Po igrzyskach w Londynie karierę kończą inni wielcy mistrzowie: wioślarscy dominatorzy. Adam Korol, czterokrotny mistrz świata w czwórce podwójnej i złoty medalista z Pekinu powiedział mi, że po odłożeniu wioseł zamierza zrobić doktorat na gdańskim AWF oraz poświęcić się wychowaniu poprzez wioślarstwo trudnej młodzieży w gdańskim liceów nr 6. Wyjaśnia, że to 'trudny' rejon Gdańska. - Miejscowe dzieciaki mają ciężko w życiu, często są zostawiane same sobie. Zapewniamy im wiele atrakcji, zgrupowania, zawody, korzystanie z sali, basenu - mówi. No i treningi z wielkim mistrzem, legendą dyscypliny. Życzę mu z całego serca, że wychował swego następcę, albo następczynię i przeżył uniesienie jakiego dostąpili Wolny z Zawadzkim. Zasługuje na to jak mało kto... 

18:54, francuski_lacznik , Londyn 2012
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 30 lipca 2012

Długo będę pamiętał ten wieczór w hali Earls Court, gdzie nasi siatkarze tak udanie rozpoczęli walkę na turnieju olimpijskim! Nie tylko dlatego, że nasi pewnie pokonali jedną z najlepszych drużyn świata, Włochów, w ostatnim secie tak bardzo dominując nad rywalami, że niemal ośmieszając ich. To był naprawdę świetny mecz. Pierwszy set dla Włochów, drugi dla nas, trzeci niezwykle wyrównany, łeb w łeb, punkt za punkt, kto wygrywał zyskiwał przewagę psychiczną przed decydującym, czwarty. Wygrali nasi, Włosi pękli psychicznie i już się nie podnieśli. Widzieć polską drużynę tak dominującą nad renomowanym rywalem - bezcenne. Podobnie jak mądrość trenera, który potrafił odmienić losy spotkania po nieudanym początku. Zwłaszcza dla kogoś kto zazwyczaj ugania się za piłkarzami nożnymi i w mix-zonach wysłuchuje głównie opowieści, dlaczego się nie udało, co zawiodło, czego zabrakło, choć było już tak blisko - jak po wszystkich trzech naszych meczach na Euro 2012.

Równie wielkie wrażenie zrobili na mnie kibice. Polacy zaprawdę grali u siebie, hala była biało-czerwona od góry do dołu i od prawej do lewej. Doping był wspaniały i - co jest dużym szokiem dla dziennikarz snującego się po stadionach piłkarskich - absolutnie skoncentrowany na pomaganiu naszym, a nie obrażaniu rywali. Żadnego jazda z k... (choć nie mówię tu o Euro 2012, bo i tam kibice byli cudowni). Ci z Earls Court skandowali tylko „Polskaaaa, biało-czerwoni, Polacy, gramy u siebie, i dopiero na koniec pozwolili sobie na leciutko drwiące Arrivederci, la-la-la-ala-la! Siatkarze byli zachwyceni, doping był im potrzebny, dodał animuszu w trudnym momencie. Krzysztof Ignaczak mówił nam, że czuli się jak w Polsce. Choć wiedzieli, że w Londynie mieszka chyba z milion Polaków, to nie spodziewali się, że aż tylu z nich będzie ich wspierać na trybunach. Marcin Możdżonek też dziękował, choć dodał, że nieskromnie liczył właśnie na taki doping.

Siatkarze przy bliższym poznaniu także wyjątkowi jak na polskich sportowców. Fajni, skromni, skoncentrowani na zadaniu, co dla tych, którzy ich znają jest oczywiste ale ja - wstyd przyznać - ostatni mecz reprezentacji Polski na żywo oglądałem na... igrzyskach w Atenach, kiedy prowadząc 2:0 przegrali 2:3 z Argentyną. Michał Winiarski powiedział nam, że nikt z nich nie upaja się pokonaniem Włochów. - Nie myślcie sobie, że w każdym meczu będzie tak jak w tym ostatnim secie. Od dwóch, trzech miesięcy rzeczywiście wygrywamy wiele spotkań, ale dlatego, że nie podniecamy się tym, stąpamy twardo po ziemi i po każdym zwycięstwie myślimy o kolejnym spotkaniu. Nie myślimy więc jeszcze o ćwierćfinale, ale o spotkaniu z Bułgarią, która może i przeżywa swoje problemy, ale to jest turniej olimpijski i na pewno nie będzie łatwo.

Przyjechali jako faworyci, zwycięzcy Ligi Światowej i trzymają się swojej roli. I wygląda na to, że przez całe igrzyska, aż do finału osładzać nam będą niepowodzenia kolejnych polskich sportowców, jak owej feralnej niedzieli...



16:14, francuski_lacznik , Londyn 2012
Link Komentarze (6) »
sobota, 28 lipca 2012

 

Czyż mogłem przypuszczać, że już pierwszego dnia igrzysk dane mi będzie wziąć do ręki i zawiesić sobie na szyi pierwszy polski medal olimpijski? W życiu! Co prawda bardzo liczyłem na Sylwię Gruchałę, która zapowiadała, że to jej ostatnie igrzyska, wywróciła do góry nogami całe życie, podporządkowując wszystko temu startowi, zmieniła trenera, przeniosła z Gdańska do Warszawy, zerwała ze światem celebrytów i „Tańcem z Gwiazdami”. Niestety przegrała w pierwszej walce turnieju olimpijskiego, a ja nawet na nią nie dotarłem, ponieważ zupełnym przypadkiem trafiłem po drodze na pierwszą konkurencję w programie igrzysk - strzelectwo (nie będę ściemniał, po prostu mieszkamy dwa przystanki autobusowe od Royal Artillery Barracks), a tam poznałem inną Sylwię i... utknąłem na parę godzin.

 

Były to drugie zawody strzeleckie jakie widziałem w życiu. Pierwsze - w 2000 roku na igrzyskach Sydney, gdzie Renata Mauer zdobyła drugi złoty medal po igrzyskach w Atlancie. Strzelnica w Londynie mieści się w barakach, które wyglądają tak, jakby spadły na ziemię z kosmosu. Gdy wszedłem, sala pełna była Chińczyków, wzdychających z uniesieniem oooooooh! po każdym strzale Polki i swoich zawodniczek, nie szło rozeznać czy z zachwytu, że Polka słabo, czy w panice, że Polka dobrze. A Sylwii szło rewelacyjnie. Po wygranych kwalifikacjach, w których tylko raz nie trafiła dychy, walczyła praktycznie tylko z dwiema Chinkami. Wszystko szło idealnie do ósmego strzału, w którym trafiła 9, a Chińczycy znów wydali to samo westchnienie co zwykle, ale ich zawodniczka, Siling Yi wyprzedziła Polkę. Po następnym strzale Sylwia spadła na trzecie miejsce za Dan Yu, ale ostatnim niemal perfekcyjnym strzałem wróciła na drugie podium.

 

Po dekoracji i konferencji prasowej - nim zniknęła na trzy godziny na kontroli dopingowej - okazała się niezwykle równą dziewczyną, nie tylko dlatego, że sama zaproponowała, żebym zawiesił sobie jej medal na chwilę. Opowiadała, że nie umie wysiedzieć w domu na miejscu, a strzelanie to nie jej jedyna pasja (lubi strzelać z karabinu snajperskiego i umie trafić w 10-groszówkę z 300 m, lubi „grzebać w samochodzie”, dwa razy sama wymontowała i wstawiła nową skrzynie biegów, kręcą ją samochody rajdowe WRC i zdążyła już parę razy poszaleć na szutrze. Tu opowiada o walce o medal, walce z samą sobą:

Bogacka: przed startem oglądałam w internecie medale i mówiłam ''Boże, jakie one są śliczne''

Spotkałem też grupkę kibiców Sylwii z Polski, w koszulkach „Kocham Polskę za Sylwię Bogacką”, którzy w hali przekrzykiwali dominujących fanów z Chin, wspierając Polkę, czym ją wzruszyli, bo jak nam powiedziała, zawsze na strzelnicy jest sama jak palec i w kompletnej ciszy. trochę o nie opowiedzieli. Np. że Sylwia to zadziora. Wiedzieliśmy, że da power na sam koniec! Jest delikatna, ale ma w sobie lwi pazur i zawsze walczy do końca. A co najlepsze, że sukces Sylwii to niespodzianka, bo jej koronna konkurencja - karabinek pneumatyczny z trzech pozycji - dopiero 4 sierpnia!

21:37, francuski_lacznik , Londyn 2012
Link Komentarze (9) »
piątek, 27 lipca 2012

Wybrałem się do monstrualnego centrum wystawowego ExCel  nad Tamizą, gdzie w pięciu halach wielkości terminala na Okęciu każda odbędą się zmagania bokserów, judoków, zapaśników, tenisistów stołowych i szermierzy. Poszedłem na ostatni trening Sylwii Gruchały i pozostałych florecistek przed jutrzejszą walką w turnieju indywidualnym. A raczej nie na trening, ale na lekcję, jakiej udzielił dziewczynom fechmistrz (nie trener!) Longin Szmit (o tym co przede wszystkim musi przekazać podczas tego ostatniego sprawdzianu godziny przed występem, jak widzi szanse swoich zawodniczek i co musi zrobić Sylwia w pierwszej walce, żeby w kolejnych poszło z górki - wkrótce na sport.pl.

Ciekawsze, że szukając salki treningowej trafiłem na imponującą halę, a na której odbędą się jutrzejsze zawody. Podesty już gotowe, flagi już wiszą, a telebimy wyświetlają nazwiska pierwszych zawodniczek. A tymczasem na tyłach trybun, które już za paręnaście godzin zapełnią tłumy widzów, ekipy robotników gorączkowo kończą skręcanie podtrzymujących siedzenia stalowych rurek, w ruch idą piły, kombinerki, młotki itp. Zobaczcie sami.

 

A tak się martwiliśmy trzy miesiące przed rozpoczęciem Euro 2012 to tu to tam stoi jeszcze pryzma cegieł czy piachu. Tu nie było widać po Londyńczykach, żeby przejmowali się zbytnio tym, że zaledwie dzień przed zawodami kasy z biletami malowane są na niebiesko, brama wjazdowa na czarno, a w okół walają się płyty pilśniowe i wszystko wygląda tak jakby igrzyska miały się odbyć za miesiąc...



14:56, francuski_lacznik , Londyn 2012
Link Komentarze (6) »
sport.pl
Michał Pol - Strzeliłem kiedyś gola van der Sarowi z podania Zidane'a. Rzutów wolnych uczył mnie del Piero. Niestety trafiałem tylko w mur. Mimo to od czasu do czasu piszę i gadam o futbolu - przez 15 lat w „Gazecie Wyborczej” (1994-2009), dziś na Sport.pl i - głównie o Lidze Mistrzów - w nSporcie. Mam dysleksję, więc nie wytykajcie mi błędów. Są piłkarze, którzy nie potrafią wykonywać rzutów karnych...
@napisz do mnie