sobota, 22 września 2007

 

 Niewielu już takich piłkarzy. Tak lojalnych, kierujących się w karierze nie tylko potrzebami portfela ale i serca...

Oto Didier Drogba ogłasza, że jest aż tak bardzo rozczarowany pozbyciem się z Chelsea ukochanego trenera Jose Mourinho, że prosi o wystawienie na listę transferową.  

Zwolniono bowiem jego mentora, faceta, który uczynił go jednym z najwybitniejszych napastników świata. Najlepszego trenera na ziemi. Drogba stwierdza, że zwłaszcza po okolicznościach rozstania nie będzie w stanie grać na takim poziomie jak w ostatnich sezonach. Nie będzie w stanie dać z siebie wszystkiego dla TEGO klubu pod innym trenerem.

 Ktoś powie, że to kaprys bogatego gwiazdora, któremu obiło. Ktoś powie, że wiele nie ryzykuje, bo za chwile zgłoszą się po niego Milany, Intery, Reale... 

A ja wierzę, że przez Drogbę przemawia jego afrykańska dusza. Afryka, ostatnie miejsce gdzie relacje miedzy ludźmi wciąż są naprawdę silne, bo kluczowe dla przetrwania. Gdzie lojalność to nie wyświechtane słowo. I gdzie futbol wciąż jest pasją, a piłkarze kierują się sercem. Dlatego tak wielu piłkarzy z Ghany, Nigerii, Wybrzeżą Kości Słoniowej, Mali, którzy odniosą sukces, pamięta o pobratymcach. Zakłada w rodzinnych stronach szkółki piłkarskie, szkoły, a nawet buduje drogi. Oni sami mają na to określenie: „kiedy wjedziesz windą na górę, poślij ją później na dół". Powiedział mi o tym kiedyś nie piłkarz, ale koszykarz, który z Afrykańczyków zrobił chyba największą karierę w NBA - Dikembe Mutombo. 

Drogba mówi co myśli, a czuje gorycz i ból. Dla niego Chelsea to więcej niż klub, a futbol to więcej niż tylko sposób na zarobienie paru milionów i łatwe życie.

Za to go podziwiam i cenię. Szacunek, mr Drogba i rychłego powrotu do zdrowia! I więcej takich goli jak ten z Evertonem, chyba najwspanialszy jak dotąd w pańskiej karierze...

 

 

 

10:31, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (9) »
piątek, 21 września 2007

...a tak:

Szkoooda bossa...

Na pożegnanie pracy w Chelsea kilka prezentów. Np ulubiony żarcik z 'The Sun' (pamietacie jak Jose nazwał Arsene Wengera voyersytą, owładnitym obsesją 'The Blues'):

Ten żarcik akurat go trochę wkurzał:

No ale może teraz wreszcie powstanie w Hollywood film o Mourinho. Pamietacie, że odwtórca roli głównej bardzo przypadł Jose do gustu...

Zarost już ma, teraz jeszcze tylko musi się przestać uśmiechać...

Nie martwcie się.

On wróci. Bo...

13:44, francuski_lacznik
Link Dodaj komentarz »
środa, 19 września 2007

Ruszyła Liga Mistrzów. Wreszcie! I od razu piłkarski świat ma przynajmniej dwóch nowych bohaterów...

  

Pierwszy to Miika Koppinen z Rosenborga, którego gola dał Norwegom remis z Chelsea na Stamford Bridge. W Trondheim pewnie będą mu to pamiętać ja my gol Marka Citki z połowy boiska przeciwko Atletico Madryt. A może nawet zyska status Jana Domarskiego. Roczny budżet Rosenborga to 25 mln euro, jeden Szewczenko kosztował Abramowicza 40 mln...

Koppinen ma 29 lat. Całą karierę tułał się po takich klubach jak Tromso, FK Jarro, Kokkolan Palloveikot. Idealny moment żeby zostać bohaterem.

A Marco Ballotta? Ten dopiero wybrał właściwy moment, żeby zaistnieć. Właśnie został najstarszym zawodnikiem Ligi Mistrzów. 43 lata i 168 dni. O trzy lata pobił rekord Alessandro Costacurty z Milanu, w którym chyba zgrzytają zębami, bo wydawało się, że tylko w Milanello mają patent na długowieczność. Ballotta skromnie przyznał, że nie był zachwycony debiutem w Champions League, bo Lazio powinno było pokonać Olympiacos. Ballotta między słupkami znalazł się dzięki szcześliwemu zbiegowi okoliczności - Angelo Peruzzi, skończył karierę, Argentyńczyk ma problemy z udowodnieniem posiadania włoskich przodków, a Urugwajczyk okazał się za słaby. I deklaruje, że nie zamierza prędko kończyć kariery.

  

- Nie wyznaczyłem sobie żadnej granicy. Będę grał i ciężko pracował na treningach dopóki będzie mi to sprawiało przyjemność - mówi. I dodaje: - W mojej sytuacji śmieszne jest to, że kiedy dobrze obronię jakiś strzał, media mnie chwalą, że to dzięki prawie 30-letniemu doświadczeniu. Ale jak popełnię błąd, twierdzą, że to dlatego bo jestem stary. Nikomu nie dogodzisz...

 

Dziś jeszcze opowiem jego historię Maćkowi Szczęsnemu - lat 42. Zobaczymy, może uda się wyciągnąć jakieś deklaracje... ;)

 

W tym przypadku Ballotta by wyraźnie 'za stary'...

13:44, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 17 września 2007
 

Ilekroć miałem okazję widzieć go na trasie Rajdu Anglii, Portugalii, Finlandii czy Akropolis nigdy nie jechał. Zawsze frunął, nadlatywał, pikował. Raz, pamiętam, na trzech kołach, sypiąc za sobą iskry. Zawsze na maksa jak na „Latającego Szkota” przystało.

 

Krzysztof Hołowczyc, który był już wtedy mistrzem Europy, powiedział mi kiedyś, że „Colin musi chyba mieć wycięty ten kawałek przysadki mózgowej, który odpowiada za strach”. Dziś Hołek mówi, że źle to wtedy oceniał. McRae jeździł tak szybko, bo po prostu miał szybkość we krwi. Tak naprawdę wcale nie podejmował większego ryzyka, tak wielka prędkość była dla niego po prostu odpowiednia.

 

McRae i Hołowczyc jeździli wówczas na subaru imprezie, obsługą ich wozów zajmowała się ta sama firma Prodrive. Na ogół więc i obaj kierowcy i my, dziennikarze zatrzymywaliśmy się w tych samych hotelach. Nigdy jednak nie odważyłem się zrobić wywiadu z Colinem McRae. Miał tak potworny szkocki akcent i mówił tak szybko, że nie byłem w stanie zrozumieć słowa z tego co mówił. Co innego jego rywale - elokwentny Hiszpan Carlos Sainz, pyszałkowaty Francuz Didier Auriol, nawet z zamkniętymi w sobie Finami Tommy Makinenem czy Juhą Kankunenem szło się dogadać. Jeśli chciałem mieć wypowiedzi McRae, musiałem prosić angielskich dziennikarzy.

Dziś żałuję, że nigdy nie przełamałem sie i nie uparłem na wywiazd z nim. Był bardzo otwarty, dostępny. Po rajdach lubił się wyluzować. Kiedyś w hotelu w Cheltenham, które było bazą podczas Rajdu Anglii, juz po rozdaniu nagród urządził z Hołowczycem, swoim pilotem Nicky Gristem i chłopakami z ekipy zawody: kto opierając się rękami na butelkach od piwa, najdalej wysunie przed siebie butelkę. Oczywicie wygrał

I jeszcze jedno wspomnienie. Przypomniał je były dziennikarz „Gazety Wyborczej”, Jerzy Ciszewski w dniu tragicznej śmierci Janusza Kuliga: „Rajd Anglii, 1999 rok. Po ciemku, w deszczu, w walijskich górach Janusz wypada z trasy. Ford escort WRC ląduje na łące kilkanaście metrów od drogi. Kulig i Baran czekają na transport na skraju szosy, moknąc, spokojnie oglądają rajd. Po kilkudziesięciu sekundach dosłownie nadlatuje Colin McRae. Jego focus również wylatuje z trasy i zamienia rajdówkę Janusza w kupę złomu. - Gubił koła jak bombowiec - powiedział wtedy Jarek Baran, pilot Janusza w kilkudziesięciu rajdach. - Gdybyśmy zostali w środku, byłaby masakra - dodał Janusz. - Ale nie zostaliśmy - zakończył z uśmiechem”...

16:51, francuski_lacznik , Inne sporty
Link Komentarze (1) »
sobota, 15 września 2007

 

Wyszli. W 35. minucie meczu Legii z Widzewem opustoszała cała 'Żyleta' oraz cały sektor kibiców z Łodzi i z połowa 'Krytej'. Na 10 ostatnich minut pierwszej połowy atmosfera na Łazienkowskiej kompletnie zwiędła. Od pustych trybun odbijał się każdy okrzyk piłkarza, każde uderzenie piłki. Z fajnego meczu - bo Widzew chwilę wcześniej wyrównał, znów zrobiła się nerwówka, każdy zespół spokojnie mógł zdobyć gola - zrobił się sparing, trening.

 

Gdy padł wyrównujący gol zastanawialiśmy się czy 'wyjdą czy nie wyjdą'? Wiadomo było, że to ogólnopolski protest kibiców wobec decyzji Ekstraklasy SA, która karze kluby ligowe za odpalanie rac na stadionach. Gdy 'Żyleta' rzuciła hasło: 'Kryta!' - ta odpowiedziała 'Co?' i usłyszała 'Wychodzimy!' trybuny opustoszały w minutę. Siedziałem przy linii bocznej tuż obok ławki Widzewa. Patrzyłem jak napastnik gości, Napoleoni zdezorientowany rozgląda się po stadionie i szukał zrozumienia w twarzach kolegów. Nie znalazł. Po meczu Takseure Chinyama powiedział mi, że też nie ma pojęcia co się właściwie stało, dopiero zamierza wypytać kolegów o co do diabła chodziło. Ale wszyscy byli zgodni, gra przy pustych trybunach to dla każdego piłkarza najgorsza kara z możliwych.

 

Że 'Żyleta' wyjdzie byłem pewien, nie wiedziałem jak zachowa się 'Kryta'. Pierwsza milczała przez cały mecz w ramach swojego konfliktu z władzami Legii. Na 'Krytej' ostry doping szedł przez cały czas - z przerwą tylko na te ogólnopolskie 10 min. Taka mała wojna trybun. Normalność wróciła na stadion Legii na ostatnie dwie minuty. 'Żyleta' zawyła: 'Popatrz Walter, tak być może' i wspólnie z 'Krytą' dali pokaz oszałamiającego dopingu, jakiego nie powstydziłby się Ali Sami Yen czy Old Trafford. Ciekawe tylko kogo by fetowali i jaki celebrowali by wynik, gdyby nie gole Rogera, Chinyamy i Edsona, sprowadzonych za ciężką kasę Waltera? To nie jest droga do rozwiązania konfliktu. Zwłaszcza, że pod szatnią usłyszałem od byłego piłkarza Legii: 'jest konflikt władze-kibice - będzie mistrzostwo Polski. dwa sezony temu też był, wiara wystawała przecież pod Torwarem i proszę jak się skończyło"...

09:38, francuski_lacznik
Link Komentarze (1) »
piątek, 14 września 2007

Tylu spektrakularnych transferów jeszcze nigdy nie było. Piłkarskich też - np kluby hiszpańskie wydały latem na nowych zawodników rekordową sumę ponad 500 milionów euro (sam Real Madryt kupił 11 zawodników za 120 milinów), rekord pobiły też kluby Premier League. Ale mi chodzi o transfery polityczne. W Polsce. Nasze partie zbroją się przed wyborami, niczym kluby przed startem Ligi Mistrzów.

Na razie hitem transferowym jest pozyskanie przez PO Radka Sikorskiego, ale piszę to przed sobotnią 'bombą' na konwencji PO. Sikorski, były gwiazdor PiS, członek rządu, minister obrony narodowej niechciany w klubie został przechwycony przez ambitnego rywala, który dostrzega jego wielki potenacjał. Czyli historia zupełnie jak z Frederikiem Kanoute. Już w przecietnym West Hamie pokazał wielki talent. Trafił do Tottenhamu, ale mimo licznych goli, pięknego stylu gry okazało się, że nie pasuje do koncepcji trenera Martina Jola. Wolał on chłopaków grających prosty, brytyjski futbol, jak Robbie Keane czy Jermaine Defoe.

Sikorski, elokwentny absolwent Oxforu, mający doskonałe kontakty w świecie nie pasował zaś do wizji premiera Jarosława Kaczyńskiego, który powołał na jego miejsce Aleksandra Szczygłę. Niechcianego Kanoute przechwyciła Sevilla, a on stał się tam gwiazdą światowego formatu. Sevilla dzięki jego golom zdobyła dwukrotnie zdobyła Puchar UEFA, upokorzyła też Barcelonę (3:0 w Superpucharze Europy) i Real Madryt  (5:3 w Superpucharze Hiszpanii na Santiago Bernabeu!). Najsłodszym zwycięstwem dla Kanouta była jednak wygrana w ćwierćifnale Pucharu UEFA z... Tottenhamem, w którym pochodzący z mali napastnik zdobył dwa gole, biorąc na Jolu udany rewanż. Czy podobnie będzie z Sikorskim, który startuje w Bydgoszczy z pierwszego miejsca na liście? Wiele wskazuje, że tak.

Frederic Kanoute

Inny transfer z PiS do PO (a wydawało się, że między tymi partiami transfery będą tak rzadkie jak między Manchesterem United a Liverpoolem - po II Wojnie Światowej tylko jeden!) to Antoni Mężydło. Człowiek o wspaniałej opozycyjnej karcie, jednak o wiele mniej znany od Sikorskiego. Jak dla mnie - Juliano Beletti, prawy obrońca reprezentacji Brazylii, którego gol dał Barcelonie triumf w Lidze Mistrzów w Paryżu w 2006 roku. Niechciany na Camp Nou latem przeszedł do Chelsea. Mężydło nie chciał startować z jednej listy do parlamentu ze spikerką Radia Maryja, Anną Sobecką. Nie mam informacji z kim nie chciał grać w Barcelonie Beletti, ale i Chelsea i PO zyskali prawego obrońcę prawdziwie światowej klasy.

    Z PO do PiS już oficjalnie przeszła Zyta Gilowska. Widzę tu analogię do Adriana Mutu, bożyszcza kibiców w Rumunii. W Chelsea przyłapano go na zażywaniu kokainy. UEFA zawiesiła go na kilka miesięcy, a „The Blues” rozwiązali z nim kontrakt. Sytuację wykorzystał Juventus, który pozyskał Mutu za darmo, a ten pomógł Turyńczykom zdobyć mistrzostwo Włoch (odebrane w prawdzie po aferze calciopoli). Pani Zyta niczego oczywiście nie zażywała. Ale PO przed poprzednimi wyborami zawiesiła ją za nepotyzm. Zarzucono jej, że zatrudniła w swoim biurze poselskim swoją synową oraz opłacała pracę swojego syna, Pawła, jako eksperta prawnego z pieniędzy przeznaczonych na obsługę biura (za wikipedią). Nie zważając na te zarzuty a także jej liberalne poglądy, Gilowska została w rządzie PiS wicepremierem i ministrem finansów. A teraz ma być lokomotywą PiS    

 Zbigniewem Religą mam większy problem, bo nigdy nie był członkiem PO, choć popierał tą partię i Donalda Tuska w kampanii prezydenckiej. Po wyborach został jednak ministrem zdrowia w rządzie PiS, a teraz będzie kandydował z tej partii do Sejmu. Hmm...., może to taki Bernd Schuster, w przeszłości gwiazdor i Barcelony i Realu Madryt, który teraz został trenerem tego ostatniego. Ale wciąż opłaca składki i pozostaje socios Barcy.

To pewnie nie koniec hitów transferowych. Będziemy na nie czekać do zamknięcia 'okienka transferowego', czyli ostatniego dnia zgłaszania kandydatów do Komisji Wyborczej. Prawdziwym megahitem byłby jednak transfer do PO byłego pisowskiego premiera, Kazimierza Marcinkiewicza, który po dymisji „pozostaje na wypożyczeniu w Londynie”, ale wciąż jest członkiem PiS. Gdyby odszedł do Platformy byłoby to jak transfer Kaki z Milanu do Realu, o czym tak marzą w Madrycie i na co są gotowi pobić transferowy rekord 75 milinów euro jakie kiedyś zapłacili za Zinedine Zidane'a. Tak jak Kaka to najlepszy obecnie zawodnik w Europie, a pewnie i na świecie, tak Marcinkiewicz to wciąż najpopularniejszy polityk w Polsce i większość właśnie w nim widzi wymarzonego premiera. Jak Kaka, choć jest wiernym mężem, jest i bożyszczem kobiet. A w świecie polityki bryluje nie gorzej niż Brazylijczyk na boisku. Tego drugiego za nic nie puści z Milanu prezes Silvio Berlusconi. A tego drugiego prezes Kaczyński.

17:49, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (3) »
1 ... 111
 
sport.pl
Michał Pol - Strzeliłem kiedyś gola van der Sarowi z podania Zidane'a. Rzutów wolnych uczył mnie del Piero. Niestety trafiałem tylko w mur. Mimo to od czasu do czasu piszę i gadam o futbolu - przez 15 lat w „Gazecie Wyborczej” (1994-2009), dziś na Sport.pl i - głównie o Lidze Mistrzów - w nSporcie. Mam dysleksję, więc nie wytykajcie mi błędów. Są piłkarze, którzy nie potrafią wykonywać rzutów karnych...
@napisz do mnie