niedziela, 28 października 2012

26 października 2012 definitywne skruszał PZPN’owski beton! Nie mogłem się powstrzymać, żeby nie wygłosić wariacji legendarnego oświadczenia Joanny Szczepkowskiej o końcu komunizmu w Polsce, po wyborach w 1989 roku. Oczywiście nie skruszał do końca i nie jest powiedziane, że nie wróci, ale trzeba wam było widzieć miny betonowych działaczy na zjeździe PZPN tuż po ogłoszeniu wyników wyborów na prezesa i później, gdy Zbigniew Boniek podał nazwiska wiceprezesów. Przypuszczam, że tak musieli wyglądać co poniektórzy członkowie KPZR podczas referatu Nikity Chruszczowa... Zabawna jest euforia jaką wzbudził w nas wszystkich triumf Bońka, którego programu wyborczego w ogóle nie znamy (o ile w ogóle taki jest). Bo i nie musimy. Boniek to Boniek. Wiemy jaki jest. Ferrari nie musi nikomu niczego obiecywać w reklamach, że nawiążę do byłego klubu prezesa PZPN. Nie podzielam obaw, że stracimy kolejną wielką piłkarską legendę po Grzegorzu Lacie. Dotychczasowe niepowodzenia Bońka w pracy trenerskiej i karierze w PZPN, za zwłaszcza nieudany start w wyborach cztery lata temu zmieniły go. To już jest inny gracz, zespołowy. Wielką nadzieją natchnęły mnie jego pierwsze decyzję. Patrząc na piękne przemówienie poświęcone miłości do piłki i pierwsze decyzje, stwierdzam wręcz, że postanowił prowadzić politykę miłości!

Oferując dwa fotele wiceprezesa PZPN swoim rywalom okazał się nie tylko zwycięzcą z klasą (rzadka rzecz w naszym kraju), ale i podjął niezwykle trafną decyzję. Roman Kosecki był w kampanii mocno krytykowany, w tym za domniemany alians z pułkownikiem Edwardem Potokiem, ale na wiceprezesa ds. szkolenia młodzieży nadaje się znakomicie. Przez lata pracował u podstaw tworząc własny klub Kosa Konstancin, w którym wychował piłkarza Legii Warszawa i reprezentanta Polski, Kubę. Przez lata słyszałem od niego opowieści o wadach i zaletach systemu szkolenia młodzieży w Polsce, rozgrywek, wie co dobre i złe z punktu widzenia właściciela klubu i rodzica. Z Markiem Koźmińskim komentujemy wspólnie od paru lat wieczór w wieczór Ligę Mistrzów, mam więc przekonanie spośród byłych reprezentantów Polski idealnie nadaje się do roli wiceprezesa ds. zagranicznych. Jest niezwykle inteligentnym człowiekiem, prawdziwym światowcem, sprawnym menedżerem, który odniósł sukces w biznesie. Nie wiem co prawda czego spodziewać się po odpowiedzialnym za finanse Eugeniuszu Nowaku, ale za Bońkiem zawsze one szły, by wspomnieć rekordowy kontrakt dla klubów Ekstraklasy za prawa telewizyjne. Nie mam pojęcia jak będziemy oceniać Bońka za cztery lata, ale przynajmniej początek jest obiecujący. Ta ekipa jest w stanie zrobić rewolucję.

Perdóneme, quieres jugar a Polonia? 

Z pierwszych nieśmiałych jeszcze planów najciekawsza wydała mi się deklaracja Koźmińskiego, że zamierza zająć się tropieniem zawodników z polskim paszportem urodzonych zagranicą, bo z powodu zaniedbań straciliśmy w ostatnich latach wielu wybitnych reprezentantów polskiej narodowości, którzy mogli grać z orzełkiem.

Wiceprezes Koźmiński: piłkarzy z polskim paszportem trzeba szukać nawet w Ameryce Południowej

Oczywiście nie chodzi o farbowane lisy, a ja za takowe uważam np. Rogera, który z Polską miał tyle wspólnego, że przez dwa lata gry w Legii polubił barszcz i pierogi, ale już nie Damiena Perquisa, który ma polskie korzenie i do swej polskości podochodzi z olbrzymim sercem (Ludo, ucz się języka i integruj z kolegami z kadry!). Znając Marka, będzie szukał zawodników pokroju Mirosława Klose i Łukasza Podolskiego. Na pewno nikt za darmo miejsca w drużynie synowi drugiego wiceprezesa nie zabierze;)

Ale, ale, na wieść, że Marek polskich piłkarzy zamierza szukać nawet w Ameryce Południowej, o czym dotąd nikt nie pomyślał, z pomocą przyszedł znawca tamtejszego futbolu, Bartłomiej Rabij ze Sportklubu, który na swoim blogu Radio Brazylia podrzucił PZPN ściągawkę Rzućcie okiem na tę listę, nie miałem pojęcia, że potencjalnych kandydatów do sprawdzenia jest aż taka gromada!

1.Alejandro Matías Kruchowski  – 28 lat Chile/ Cobreloa środkowy obrońca

2. Fábio Luis Kologeski LealFabinho -  25 lat Brazylia/ Corinthians Alagoano prawy obrońca

3. Juan Grabowski – 29 lat Chile/Coquimbo Unido obrońca

4. EVERSON KUBISKI (LISA) – 27 lat, boczny obrońca

5. JOCIEL HENRIQUE HORODENSKI (JOCIEL)) 19 lat

6. VICTOR HENRIQUE PETROVSKI BATISTA (PETRO) 18 lat – obrońca

7. GABRIEL YAN MICOSKI LUCAS (GABRIEL)

8. Felipe Jacques Auchewski – 21 lat

9. HULIELL KUSKOSKI DE OLIVEIRA  - 17 lat

10. LUAN JOSE NIEDZIELSKI – 20 lat boczny obrońca

11. JACKSON GUILHERME LESCZYK OPICZH – 16 lat

12. Guilherme Lorenzi Schelski – bramkarz 20 lat

13. IMANREL BARTOSKI DE SOUZA – 17 lat, pomocnik

14. Tiago Machowski – bramkarz 18 lat

15. Jacsson (Jackson?) Antonio Wichnovski – bramkarz, 18 lat

19. Germano Borovicz – pomocnik, 29 lat

20. Ibere – napastnik, 26 lat

21. Joao Pedro – 20 lat, obrońca

22. Leandro Kuszko - 20 lat, napastnik

23. Lucas - napastnik 23 lata

24. Leandro Augusto Oldoni Stachelski –  35 lat, napastnik

25. Cristian Vilarchik – obrońca, Instituto

26. Mario Zaninovich - pomocnik, 25 lat

27. Emiliano Lencina - 22-letni napastnik

28. Matías Javier Manusovich – 22 letni obrońca Defensa y Justicia

29. Diego Bielkiewicz - 21-letni napastnik z San Telmo

30. Leandro Ariel Witozsynski - 24 lata obrońca

31. Ariel Andrusyszyn - 22-letni pomocnik

32. Nicolas Falczuck  – napastnik, 25 lat

33. Pablo Lencina – kolejny bramkarz, 22-latek

34. Matías Saúl Litmanovich - 27- letni pomocnik

35. Pablo Ostapkiewich - 26 lat, obrońca

36. Cesar Gaczinsky - 32-letni bramkarz

37. Henry Williams Lapczyk Vera – 34 lata, bramkarz

38. Igor Lichnovsky - 18 letni obrońca Universidad Chile (uwaga, talent!)

39. Marko Andrés Biskupovic - 23-letni obrońca

40. Branco Koscina - pomocnik

41. Carlos José Kletnicki – bramkarz, 29 lat, Gimnasia La Plata

42. Alejandro Matías Kruchowski - 29-letni obrońca Estudiantes Buenos Aires

43. Ernesto Simon Dudok Parrilla – 25 lat,  pomocnik

45. Adolfo Nicolas Baran Flangini - 22 lata obrońca

 46. Guillermo Tomasevich Castaneda - 25 lat, napastnik

47. Mariano Esteban Uglessich –  30 lat, obrońca

48. Diego Ciz – 30 lat, obrońca

49. Leonel Pietkiewicz – 23 lata, pomocnik

50. Paolo Dybala – 19 lat, napastnik

51. Juan Angel Krupoviesa – 33 lata, obrońca

52. Germano Borovicz Cardoso Schweger znany jako Germano (ur. 21 marca 1981 w Toledo, Paraná) – defensywny pomocnik

53.Carlos Alberto Ianiski Geteski – Carlão (ur. 2 października 1979 w Brazylii) – pomocnik 

54. Thiago Cionek - obrońca, 26 lat

55. Javier Hernán Klimowicz Laganá - 35 lat, Ekwador

56. Ronaldo Maczinski - 32 lata, pomocnik

57. Leopoldo Roberto Markovsky – Léo – 29 lat, napastnik

58. Mozart Santos Batista Júnior znany jako Mozart  – 33 lata, napastnik

59. Pedro Ivo Krenczynski Welter znany jako Pedro Ivo (ur. 8 czerwca 1988 w Cascavel) – 24 lata, napastnik

60. Fernando Ariel Troyansky – 35 lat, obrońca

61. Ricardo Kaschensky Vilar – bramkarz, 27 lat

62. Rodrigo Leandro Kuszko - 22 lata, napastnik

63. Luan Jose Niedzielski – 21 lat, obrońca

64. Emerson Novicki – 23 lata, obrońca (prawdopodobnie korzenie ukraińskie)

65. Sebastián Andrés Setti - 28 lat, obrońca

No co, nie weźmiemy do kadry Borewicza, jakby okazał się wystarczająco dobry? ;) Ale z Adolfo w reprezentacji Polski, przyznaję, byłby już większy problem, pewnie nie tylko dla Pana Janka;)  



środa, 24 października 2012

 

Dostało mi się na łamach „Polski The Times” od znakomitego komentatora Eurosportu, Tomasza Jarońskiego, który wytknął mi wypowiedź w Dzień Dobry TVN na temat skandalu Lance’a Armstronga, kwestionując przy okazji moje prawo do zajmowania się tą kwestią, zrównując z politykami, którzy zaludniają stacje telewizje, gotowi ględzić na wszelkie tematy, na które zwykle nie mają pojęcia. „Wydawało mi się, że tylko specjalnością polityków są telewizyjne wypowiedzi na każdy zadany temat. Nie wierzę, że człowiek może być specjalistą w tak wielu różniących się dziedzinach, więc ich (polityków) zdanie traktuję z przymrużeniem oka, jako grę polityczną, uprawianie wątpliwego, z mojego przynajmniej punktu widzenia, PR.

W sprawie Armstronga jest, niestety, podobnie. W telewizji śniadaniowej występuje dziennikarz Michał Pol, którego kojarzę z piłką nożną. No, ale on nie wypowiada się na tematy futbolowe, ale zabiera publicznie głos na temat raportu WADA dotyczącego amerykańskiego kolarza, o którym, jego tle, znaczeniu itd., kolega Michał, jestem pewien, nie ma zielonego pojęcia. Padają zdania, że Armstrong jest zbrodniarzem, że kolarstwo najlepiej byłoby zlikwidować”.

Drogi Tomku, po pierwsze wyznaję zasadę, że dziennikarz musi być interdycyplinarny, nie powinien fiksować się na jednej tylko dyscyplinie sportu, wszystko jedno czy to kolarstwo czy piłka nożna. Unikanie wąskiej specjalizacji pozwoliło mi pojechać w roli korespondenta nie tylko na cztery piłkarskie mundiale ale i pięć Igrzysk Olimpijskich, skąd mogłem donosić o sukcesach czy to Pawła Nastuli (Atlanta), Szymona Ziółkowskiego (Sydney), Roberta Korzeniowskiego (Ateny) czy Adama Małysza (Salt Lake City). Ty kojarzysz mnie wyłącznie z piłką nożna, ale ja niedawno wróciłem z igrzysk w Londynie, skąd nie nadałem ani jednego tekstu ani wideo na temat futbolu.

Choćbym jednak całe życie zajmował się wyłącznie piłką kopaną, nie widzę powodu, dla którego nie miałbym prawa wyrobić sobie opinii na temat zbrodni, jaką popełnił Armstrong - a inaczej tego co robił przez lata nazwać nie umiem. Naprawdę uważasz, że prawo głosu mają tu wyłącznie specjaliści od kolarstwa? Niestety sprawa jest zbyt wielka, zbyt bulwersująca i dotyczy czegoś więcej niż tylko, kto był szybszy na podjeździe, a kto na zjeździe. Nie muszę być specjalistą, żeby dojść do wniosku, iż nigdy w historii sportu nie było takiego upadku wielkiego idola, wręcz ikony swej dyscypliny, nigdy prawdziwa twarz żadnego atlety nie okazała się tak różna od widniejącej na pomnikach. I o tym głównie mówiłem w DDTVN. Zbywasz aferę Amstronga, że przecież dopingują się i w innych dyscyplinach, podrzucasz nazwiska Bena Johnsona czy Diego Maradony. Pomijając fakt, że ich zbrodnie miały miejsce odpowiednio w 1984 i w 1994 roku, a dziś piłka nożna jest jedną z najlepiej kontrolowanych dyscyplin świata, nie wydaje mi się, żeby ani oni ani cała rzesza innych dopingowiczów-oszustów osobiście stworzyła coś na wzór organizacji przestępczej, zajmując w niej funkcję Cappo di tutti cappi, i metodami wręcz mafijnymi zmuszając innych zawodników do stosowania dopingu, szantażując i dyscyplinując niezdecydowanych - co wynika z licznych zeznań dawnych kolegów Armstronga z US Postal.

Ogrom zbrodni Armstronga nie polega tylko na tym, że oszukał nasze emocje, którymi obdarzaliśmy wszystkie jego starty w Tour de France, a teraz czujemy się jak idioci, ale że swoje sukcesy wykorzystał do stania się ikoną i wzorem dla tysięcy, jeśli nie milionów ludzi na świecie, inspirując ich do walki w swoich codziennych mniejszych lub większych wojnach, o zdrowie, o podjecie studiów. Nie oszukał raz, okazując słabą wolę, ale sworzył cały oszukańczy przemysł, który wypromował wielką markę o nazwie Lance Armstrong, a potem także i Livestrong. Od początku do końca cynicznie i w jednym celu. Nie umiem nawet znaleźć porównania dla jego czynu.

Co do kwestii czy ‘zlikwidować kolarstwo’ nie możliwe, żebym mógł zażądać na antenie czegoś tak absurdalnego. Stwierdziłem tylko, że ja sam straciłem kompletnie straciłem serce do tej dyscypliny, nie interesuje mnie ona, nie chcę i nie będę jej oglądał. Nie tylko z powodu zawodu Armstrongiem, ale to przecież wymowne, że odebranych mu zwycięstw w Tour de France z lat 1999–2005 nie da się nawet nikomu przekazać, jak po wpadkach na igrzyskach olimpijskich srebrnym medalistom, bo wszyscy kolejni kolarze na mecie też byli umoczeni w dopingowe afery, stosowanie EPO, za co musieli odcierpieć zawieszenia: trzykrotnie drugi za Amerykaninem Niemiec Jan Ullrich, dwukrotnie trzeci Hiszpan Joseba Beloki, raz drugi, raz trzeci Włoch Ivan Basso, Szwajcar Alex Zulle, Kazach Aleksander Winokurow, Litwin Raimondas Rumsas... Na tym też opierają swoje argumenty obrońcy postępowania Armstronga: szprycował się, bo musiał, jeśli chciał coś osiągnąć w kolarstwie, ponieważ tak robili wszyscy. Inaczej by przegrał. Przypomina mi to tłumaczenie skorumpowanego trenera Dariusza Wdowczyka: taki był system, kupowali wszyscy, trzeba było kupować, żeby awansować.

Jeśli ktoś nadal kocha kolarstwo, proszę bardzo, niech ogląda, niech się pasjonuje, niech wierzy w czystość dyscypliny i wielbi zwycięzców. Ja już nie chcę. W DDTVN stwierdziłem, że polski widz dopiero wówczas ogarnie rozmiar szoku, jaki ujawnienie prawdziwej twarzy ukochanego Armstronga wywołało w Ameryce, gdy wyobrazi sobie, że nagle dowiadujemy się, iż Adam Małysz wszystkie swoje sukcesy zawdzięcza dopingowi. Mało tego, okazuje się, że zmuszał do dopingu Roberta Mateję, Diabełka Bachledę, Tonio Tajnera i Kamila Stocha, pod groźbą, że jeśli się nie szprycuja to nie skaczą w drużynie, opłacając sztab medyczny byle wymyślał lepsze metody dopingu i kamuflowania go. Czy po takiej aferze miałbym prawo stracić serce do skoków narciarskich mimo, że głównie piszczę i gadam o piłce nożnej? Wydaje mi się, że tak.

12:41, francuski_lacznik , Inne sporty
Link Komentarze (43) »
poniedziałek, 22 października 2012

Zapraszam na oficjalne losowanie piłki z podpisami całej drużyny Schalke 04 Gelsenkirchen wśród zwycięzców konkursu na wytypowanie co się wydarzy w Derbach Zagłębia Ruhry: Borussia Dortmund - Schalke 04. Tylko danielflak1999 i dawidpila przewidzieli, że Borussia przegra u siebie 1:2, Robert Lewandowski strzeli gola, a Łukasz Piszczek niczym się nie wyróżni. Jako że nie decydowała ani kolejność zgłoszeń ani fakt startu z zalogowanego konta, w roli sierotki wystąpiła moja redakcyjna koleżanka Karolina i ...

Gratuluje zwycięzcy! Piłkę wyślę jak tylko prześlesz mi na mejla adres. Przegranego też poproszę o adres - jako nagrodę pocieszenia otrzymasz niespodziankę od sport.pl

Dzięki wszystkim i do następnego konkursu! :)

 



Tagi: konkursy
13:56, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (8) »
piątek, 19 października 2012

 

Anglia, Anglia i po Anglii. Reprezentację mamy na jakiś czas z głowy, ale nie piłkarskie emocje. Te wracają już w najbliższy weekend. Mnie osobiście najbardziej ciekawi ewentualna zemsta Andresa Villasa-Boasa na Chelsea oraz najważniejszy klasyk Bundesligi, czyli Derby Zagłębia Ruhry między Borussią Dortmund i Schalke 04 Gelsenkirchen, zwane także Revierderby, które w sobotę będziemy mogli obejrzeć w Eurosporcie 2 o 15:30.

Sprawa jest wszystkim wiadoma: oba górnicze miasta dzieli niecałe 40 kilometrów, a kibiców obu drużyn łączy podobna nienawiść jak miedzy Liverpoolem i Manchesterem United. Podobnie i w przypadku niemieckich rywali niewielu piłkarzy odważyło się się przejść z jednego klubu do drugiego. Wiele dla podgrzewania rywalizacji robią przed derbami sami piłkarze, jak choćby pomocnik BVB, Kevin Grosskreutz, który w ubiegłym sezonie zszokował wszystkich deklaracją, że oddałby synka do domu dziecka, gdyby ten okazał się fanem Schalke. W dodatku obie ekipy idą równo w tym sezonie, zajmując odpowiedni czwarte i trzecie miejsce w tabeli. Trener BVB, Juregen Klopp nie ma jednak wątpliwości, że to jego chłopaki są faworytem. Motywuje ich jak potrafi i trudno mu się dziwić, skoro mistrzowie Niemiec mają już aż dziewięć punktów straty do Bayernu Monachium...

Czy Robert Lewandowski, który w kadrze nie strzelił gola od 600 minut, a i w Bundeslidze nie rozpieszcza przesadnie kibiców BVB, wygra rywalizację z królem strzelców Bundesligi Klaasem-Janem Huntelaarem? W barwach gospodarzy zabraknie kontuzjowanego Kuby Błaszczykowskiego, po którego kontuzji w meczu z Hannvoverem ’96 gra BVB na prawej stronie wyraźnie się popsuła: Łukasz Piszczek (chyba najgorszy z polskich piłkarzy w meczu z Anglią) zmusił Romana Weidenfellera do kapitalnej parady oraz staranował słupek. Jak wypadnie tym razem i prawa strona Borussii? 

To pytanie do Was. O ile chcecie wziąć udział we wspólnym konkursie Polsportu i Eurosportu, w którym do wygrania jest piłka z podpisami wszystkich zawodników Schalke 04 Gelsenkirchen. Nie mamy czasu na konkurs literacki, poprzestańmy więc na konkursie typerskim. Trzeba odpowiedzieć na następujące 3 pytania:

 

1. Jakie będzie wynik?

2. Ile goli o ile w ogóle strzeli Robert Lewandowski?

3. Jaką rolę odegra Łukasz Piszczek?

 

Wzór odpowiedzi w komentarzach powinien więc wyglądać tak:

1. Borussia Dortmund - Schalke 3:1

2. jeden

3. asysta

 

albo tak

 

1. Borussia Dortmund - Schalke 0:4

2. ani jednego*

3. samobój**

 

Czasu mało, więc kto ma ochotę na piłkę, do roboty!

 

 

*, ** czego oczywiście chłopakom nie życzę.

 



17:48, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (159) »
czwartek, 18 października 2012

 Fot. Kuba Atys/Agencja Gazeta

Przed meczem z Anglią remis wziąłbym w ciemno, po meczu czuje niedosyt. W ciemno, nie dlatego, żeby rywal był aż tak mocny. Wiedzieliśmy już po Euro 2012 i pierwszych meczach eliminacji mundialu w Brazylii, że Anglicy są słabi. Niewiara w możliwość pokonania ich wynikała z angielskiego kompleksu naszych piłkarzy, magii nazwisk Wayne Ronney’a, Steve Gerrarda czy Joe Harta, który niestety zaprezentowali w pierwszych minutach meczu wszyscy oprócz Kamila Grosickiego, który szarpał do przodu, zakładał kanał Ashleyowi Cole’owi - triumfatorowi Ligi Mistrzów i jednemu z najlepszych obrońców świata. Dobrze, że reszta też uwierzyła, że taka Anglia jest do pokonania i ruszyła do przodu, szkoda, że dała sobie wbić gola z niczego. W rewanżu na Wembley na tak słaba Anglie możemy już nie trafić, chyba, że trener Roy Hodgson nadal będzie w niej realizował te same pomysły, które tak bardzo nie wypaliły w Liverpoolu.

Nie był więc to zwycięski remis. Było remis u siebie, z drużyną, którą powinniśmy byli pokonać. Niemniej widzę po meczu kilka powodów do optymizmu. Mimo, że od objęcia kadry przez Waldemara Fornalika minęło tak mało czasu, widać, że kadra robi postępy, właściwie z meczu na mecz gra lepiej, choć oczywiście daleka jest od rzucenia świata (czy choćby nas, swoich kibiców) na kolana. Widać, że selekcjoner ma jakiś plan, a piłkarze w niego wierzą i - jak w przypadku zniwelowania atutów Anglików - są w stanie wprowadzić w grę. Za czasów Franciszka Smudy takiej sytuacji nie pamiętam. Pozytywnych różnic między drużyną poprzednika - których po meczu z Estonią nie widzieliśmy, chyba, że na gorsze - a obecną jest zresztą więcej. Chcę uwypuklić tu najważniejszą z nich, czyli otwarcie selekcjonera na piłkarzy.

Kamil Grosicki: jak ograłem Ashley Cole'a

Nie chodzi mi o to tylko, że u Fornalika gola na miarę remisu strzela niedoceniony i pominięty przez Smude Kamil Glik (nie mamy pewności, że wypadłby na Euro 2012 lepiej od Damiena Perquisa), czy że w środku pola świetnie spisuje się Grzegorz Krychowiak, który z Anglią zagrał lepiej od Gerrarda czy Michaela Carricka (dla mnie największe odkrycie obu meczów z RPA i Anglią, dobry w defensywie i kreatywny w ataku jeśli trzeba, który wdarł się do kadry i pewnie szybko miejsca nie odda, za to pewnie wkrótce zmieni klub na lepszy), czy że jednym z piłkarzy meczu okazał się Grosicki, również pomijany przez Smudę, a do tego upokorzony, pamiętacie: ‘chcieliście Grosickiego z Czechami i co takiego pokazał przez te 45 minut’. A co miał pokazać skoro nie dostał wsparcia podczas zgrupowania własnego trenera, selekcjoner nie wytłumaczył mu roli, nie natchnął go wiarą, nie próbował uczynić jockerem, nie dawał szansy w kluczowych momentach, gdy skamlała o to cała publika Stadionu Narodowego. W ogóle z nim nie gadał, aż do wpuszczenia bez instrukcji na wypominane 45 minut.

Smudy nie stawia jak Smuda na 11-14 jego wybrańców, wysyłając sygnał rezerwowym, że są tylko i wyłącznie zapchajdziurami, bo kadra musi liczyć 22 zawodników, sprawiając, że czuli się niepotrzebni, a w razie niespodziewanego wejścia - nieprzydatni. U Fornalika KAŻDY zawodnik dostający powołanie ma prawo mieć nadzieję, że jeśli potwierdzi formę na treningu, może wystąpić w spotkaniu. Toteż KAŻDY ma wreszcie o co walczyć. Gol Glika, a nie zafiksowanie się na duecie Marcin Wasilewski - Perquis, debiuty Grzegorza Pawła Wszołka (podobało mi się stwierdzenie Ola Kwiatkowskiego, że zachowywał się w meczu z Anglią jak uczeń pierwszego dnia w szkole, ale wierzę, że jeszcze będzie wymiatał w kadrze) i Arkadiusza Milika, gra Krychowiaka to sygnał, że liczy się w jakiej jestes formie, a nie jak masz na nazwisko. I nie ważne ile masz lat, jeśli jesteś wystarczająco dobry - zagrasz! Rozmawiałem o tym z byłym reprezentantem Polski, Radkiem Gilewiczem, który podkreśla, że to wielka zmiana na plus i z własnego doświadczenia wspomina, że brak wsparcia ze strony trenera i znajomości własnej roli podcina skrzydła, za to świadomość, że wygrywa zwycięzca w sportowej rywalizacji - uskrzydla.

To powoduje też, że w drużynie panuje prawdziwy team spirit, co widać było gdy przybijali sobie piątki po meczu na Narodowym, ronbiąc runde dla kibiców i słuchając co mają do powiedzenia w mix zonie. Ta zmiana cieszy mnie bardziej niż gol strzelony ze stałego fragmentu (zwłaszcza, że jeśli nie padną kolejne nie uwierzę, że to nie przypadek) i w niej upatruję nadzieję na udane eliminacje. Nie, że zaraz będzie tak dobrze, że podbijemy świat na mundialu w Brazylii, ale że przynajmniej będzie normalnie i wykorzystując słabość naszych rywali, uda nam się awansować.

Stec: po porażce z Estonią drużyna była rozbita, jest na najlepszej drodze do barażu
środa, 10 października 2012

Pamiętam jak podczas Euro 2012 przed meczem z Czechami zastanawialiśmy się wspólnie na blogu, czy w decydującym o awansie z grupy spotkaniu powinien wystąpić bohater meczu z Grecją, Przemysław Tytoń czy wracający po zawieszeniu za czerwoną kartkę nominalny nr 1 reprezentacji (wg słów Franciszka Smudy) Wojciech Szczęsny. Mamy nowego selekcjonera i inne rozgrywki, ale dylemat z bramkarzami wrócił. Na kogo stawiać w kluczowym meczu eliminacji z Anglikami, na nie grającego od miesiąca w PSV Eindhoven Tytonia, ale za to zagranego z obrońcami, czy na Tomasza Kuszczka błyszczącego w barwach Brighton & Hove, które gra co prawda w Championship, ale dzięki Polakowi ma w niej najlepszą defensywę (straciło tylko sześć goli - a np. lider Cardiff City już 11)?

Sam do końca nie wiem, bo za jednym i drugim znajdą się argumenty za i przeciw. Chyba jednak Kuszczak. Nie dlatego, żebym uważał, że Tytoń od ostatniego meczu z Mołdawią, przez ten miesiąc niegrania w PSV stał się gorszym bramkarzem. To zbyt krótki okres, poza tym na pewno ma cos do udowodnienia. Nie wierze też w słuszność zarzutów, że po urazie głowy nie angażuje się na 100 procent. W kadrze tego widać nie było, nie zawiódł nas ani razu, pozostali kadrowicze podkreślają, że Przemek za ich plecami dodaje im pewności siebie (niektórzy nieoficjalnie dodają, że większej niż Wojtek Szczęsny). Trudno jednak stwierdzić, że jest zgrany z Marcinem Wasilewskim i Kamilem Glikiem jak Victor Valdes z Carlesem Puyolem i Gerardem Pique, bo przecież zagrali wspólnie dwa mecze i trochę potrenowali. To tylko dwa mecze więcej niż Kuszczak, który ostatnio zagrał w kadrze w nieszczęsnym meczu z Hiszpanią tuż przed rozpoczęciem mistrzostw świata w 2010 roku.

Kuszczaka co prawda w akcji nie widziałem, ale opieram się na recenzjach angielskich kolegów, którzy chwalą go pod niebiosa, podobnie jak trener Gustavo Poyet, przemawiają za nim tez statystyki. Gra i jest w gazie, a już w meczu z Anglią na pewno będzie miał mnóstwo do udowodnienia całemu światu. To jest dla niego szansa, żeby zmyć z siebie frustrację pomijania w Manchesterze United i reprezentacji Polski, w której przez lata przegrywał walkę z Arturem Borucem, Łukaszem Fabiańskim, a wreszcie Szczęsnym. Oprócz determinacji, żeby coś udowodnić Anglikom, na pewno przyda się ich znajomość z Premier League. No i poza tym wierzę, że akurat rosły, świetnie zbudowany i nawykły do przepychanek w angielskich polach karnych Kuszczak poradzi sobie z ich twardymi obrońcami jak mu wbiegną przy rzucie rożnym lub wolnym. Nie będzie bał się wejść ostro w Joleona Lescotta ani zderzyć z Philem Jagielką, czy kogo tam wystawi Roy Hodgson. Kuszczak z Anglikami będzie jak lew wypuszczony na arenę z ciemnicy pod długich dniach głodówki i złośliwego dźgania włócznią. Rozszarpie każdego, kto waży się wbiec mu w pole bramkowe. I zdaje się, że właśnie kogoś takiego będziemy potrzebować na gwałt w meczu z takim rywalem. Twardzieli z cojones do ziemi, którzy jak trzeba to zanurkują po piłkę między nogi rywali i pochwycą ją w zęby!

czwartek, 04 października 2012

Wielka niewykorzystana szansa Borussii Dortmund i Roberta Lewandowskiego. Mistrzowie Niemiec byli zdecydowanie lepsi, zdominowali mistrzów Anglii na ich boisku i zasługiwali na zwycięstwo. Remis, który pewnie przed meczem wzięli by w ciemno, w tej sytuacji musi być dla nich rozczarowaniem. Lewy grał dobrze, miał świetne podania, dobrze się ustawiał i dochodził do piłek i mógł zostać bohaterem, w świat mógł - powinien był!- pójść jego gol na 2:0, dobijający Manchester City. Zamykałby symboliczną akcję, w której Ilkay Gundogan w dziecinny sposób odebrał piłkę jednemu z najlepszych piłkarzy gospodarzy, Yaya Toure, świetnie podał do Polaka, a ten... no właśnie, jak mógł nie strzelić? Darek Szpakowski miał pełne prawo powtórzyć swe słynne A Jezus Maria! jak przy pudle Marka Leśniaka z Anglią w Chorzowie... Obawiam się, że niemieckie stacje będą do znudzenia pokazywać właśnie tą sytuację, choć przecież trzy fantastyczne okazje zmarnował także Mario Goetze, a i strzelec gola, Marco Reus trafił już po bramce prosto w Joe Harta (dawno nie widziałem tak świetnego występu bramkarza). Ale Lewandowski to środkowy napastnik, zdobywca 30 goli w poprzednim sezonie, zawodnik, który przesądza. Przesądził dwa tygodnie temu z Ajaksem i powinien był teraz. Zwycięski gol na Etihad Stadium, na oczach Sir Aleksa Fergusona, który musiał mieć dobry powód, żeby wybrać się w odwiedziny do hałaśliwych sąsiadów, znacznie poprawiłby jego piłkarskie CV i przekonał świat, że najlepszy piłkarz sezonu Bundesligi potrafi błyszczeć także w Europie, a nie jest królem tylko własnego podwórka. Zamiast tego pozostanie nam w pamięci wymowny gest Juergena Kloppa po jego pudle...

Nie wiem co sobie pomyślał Ferguson oprócz tego, że musiał z zazdrością patrzeć na wyczyny bramkarza lokalnego rywala. Na jego miejscu, w obecnej sytuacji MU wyłuskałbym z Borussii przede wszystkim Matsa Hummelsa, najlepiej już w styczniu i jeśli trzeba sporo przepłacając. Nemanja Vidić był po kontuzji cieniem siebie, a złapał kolejną, partnerstwo Rio Ferdinanda z Jonny Evansem to jednak nieto. Nie był to mecz, którym miałby prawo zrazić się do Lewego. Gole to nie wszystko, w żadnym z meczów, w których oglądał Roberta w Lechu Klopp, ten nie zdobył bramki, a jednak Borussia wysupłała 4.5 mln euro. Ale szkoda, że niecałe dwa tygodnie przed meczem z Anglią na Stadionie Narodowym Lewy nie pokonał Harta na jego własnym stadionie...

środa, 03 października 2012

O, o tyle więcej zarabiamy niż rosyjscy piłkarze Zenitu - zdaje się pokazywać Hulkowi Axel Witsel...

Bez względu na to czy Zenit St. Petersburg wygra dziś u siebie z pogrążonym w kryzysie Milanem i uratuje swoje szanse w Lidze Mistrzów, i tak pozostanie modelowym przykładem jak dwoma nieprzemyślanymi transferami i zachwianiem klubowej siatki płac zniweczyć budowany przez lata, obiecujący piłkarski projekt. Sprawa jest znana: dzięki pieniądzom potężnego sponsora, Gazpromu Zenit kupił Hulka z FC Porto i Axela Witsela z Benfiki Lizbona płacąc za obu 80 mln euro. Obaj grali w lidze portugalskiej, ale dorobili już się marki pozwalającej na grę w lidze hiszpańskiej czy Premier League, Rosjanie przekonali ich więc do przejścia gigantycznymi pensjami, odpowiednio 6 i 5 milionów euro. Oficjalnie, bo nie wykluczone, sporo jeszcze dostają pod stołem. Trudno, żeby nie rozsierdziło to rosyjskich piłkarzy Zenita, zarabiających maksymalnie 2 mln euro. Władze klubu publicznie skrytykowali dwaj czołowi zawodnicy, kapitan reprezentacji Rosji Igor Dienisow i napastnik Aleksandr Kierżakow. – Zrozumiałbym to, gdyby przyszli do nas Leo Messi albo Andres Iniesta, ale takie pieniądze dla Hulka? To gruba przesada – stwierdził pierwszy z nich. - Nie jest normalne, żeby nowy zawodnik w drużynie zarabiał trzy razy więcej niż najlepsi piłkarze. To psuje atmosferę – wsparł go drugi. Obaj zostali za to przesunięci do rezerw. Konflikt miał ewidentny wpływ na wyniki: Zenit, który świetnie zaczął sezon nie wygrał żadnego z czterech meczów, spadł na 7. miejsce w tabeli, uległ też w Lidze Mistrzów Maladze aż 0:3. Napiętą sytuację w klubie musiał ratować jeden z najważniejszych ludzi w Rosji – szef Gazpromu, Aleksiej Miller, który spotkał się z piłkarzami i obiecał im podwyżki. Na razie po jego interwencji do pierwszego zespołu wrócił Kierżakow, Dienisow, który odmawia przeproszenia za swoje słowa wciąż trenuje z klubową młodzieżą.

Rozmawiałem z Wojtkiem Kowalewskim, który ligę rosyjską zna jak mało kto. Twierdzi, że drużynie przetrącono kręgosłup i ciężko go będzie naprawić. Jego zdaniem autorytet stracił też włoski trener Zenitu, Luciano Spaletti, który miał duży wpływ na sprowadzenie obu piłkarzy i negocjacje ich umów (ponoć Kierżakow wrócił do składu mimo sprzeciwu trenera). Kowalewski tłumaczy, że Zenit od lat był najbardziej rosyjskim klubem w lidze. To tu grają najważniejsi piłkarze reprezentacji jak wspomniany kapitan Sbornej Denisow, ikona klubu, którego gol w finale Pucharu UEFA dał drużynie trofeum, Kierżakow, ale także Konstantin Zyrianow, Roman Szyrokow, Aleksandr Aniukow czy bramkarz Wiaczesław Małafiejew, którzy zresztą w pełni wspierali buntowników. Rozsierdziły ich nie tylko trzykrotnie wyższe pensje przybyszów, ale i to, że zapłacone kosmiczne ceny z miejsca gwarantowały im miejsce w pierwszym składzie. O ile jeszcze Kierżakow mógłby rywalizować z Hulkiem o to, kto strzeli więcej goli, o tyle defensywny pomocnik Denisow byłby bez szans i musiał oswoić z ławką. Mają poczucie krzywdy, bo związani są z klubem od lat, był dla nich wręcz czymś więcej niż klub, tymczasem nagle widzą, że wyżej ceni się najemników. Wszystko to zahamuje postępujący rozwój klubu, który wygrał już Puchar UEFA, Superpuchar Europy (z Manchesterem United) i teraz miał podbić Ligę Mistrzów.

Siatka płac to niezwykle delikatna konstrukcja, z którą władze klubów obchodzą się jak saper z rozbrajana bombą. Bo też jak pokazuje przypadek Zenita przecięcie niewłaściwego kabelka (czy może raczej dołożenie dwóch kolejnych złączeń), może się skończy eksplozją. Dlatego też często kluby kotowe są rozstać z bezcennym gwiazdorem niż dać mu gigantyczną podwyżkę, o którą zaraz poproszą następni. Nie mówię tu o ekstremalnym przypadku Arsene Wengera, któremu od lat uciekają z Arsenalu najlepsi piłkarze, kapitanowie, bo przez politykę płacową Francuza drużyny rywali są w stanie płacić im dwa razy więcej. Ale też z powodu właśnie ochrony struktury płacowej Barcelona rozstała się z tak świetnym piłkarzem jak Yaya Toure, któremu Manchesteru City zapłacił dwa razy więcej niż ten zarabiał na Camp Nou? Oczywiście, że i Barcę byłoby stać na taką podwyżkę, tyle, że pociągnęłaby ona za sobą lawinę podwyżek pensji takich czołowych piłkarzy jak Messi, Xavi i Iniesta, którzy nie mogli przecież zarabiać mniej niż defensywny pomocnik. Może nie podnieśliby oficjalnego buntu jak piłkarze Zenitu, ale atmosfera w szatni na pewno by siadła. Mniej więcej tak jak w szatni Lecha Poznań po przedłużeniu kontraktu z Manuelem Arboledą.

Na dobrą sprawę cichy bunt toczy w tym momencie z władzami Borussii Dortmund Robert Lewandowski, który odrzucił właśnie kolejną, drugą ofertę przedłużenia kontraktu, a w niej stuprocentową podwyżkę. Klub tłumaczy swoje racje: wyższa podwyżka jakiej chce Polak pociągnęłaby za sobą podobne żądania kolejnych ważnych piłkarzy, nakręciła spiralę i zachwiała odzyskaną w pocie czoła równowagą finansową drużyny. Z drugiej strony ta stuprocentowa podwyżka sprawi, że Polak będzie zarabiał 3 mln euro za sezon. To wciąż o 1,5-2 mln euro mniej niż zarabia Mario Goetze - owszem ważny reprezentant Niemiec, który w przeciwieństwie do Lewego w niewielkim stopniu przyczynił się do obrony mistrzostwa Niemiec w ubiegłym sezonie - oraz kupiony Marco Reus. Ma prawo Lewy czuć się niedoceniony czy gorzej traktowany? Ma. Ma prawo klub bronić swojej siatki płac, by nie poruszyć lawiny i uznawać, że to agenci nakręcają pazerność piłkarzy? Pewnie też ma. Jak wybrnąć z patowej sytuacji? Pewnie, że zarobki piłkarzy, zwłaszcza w Premier League osiągają poziomy kosmiczne jak osławione 250 tys. tygodniowo Wayne Rooney’a. Ale właśnie przeczytałem na stronie BBC, że Lewandowski zarabiałby po podwyżce w Borussii... 50 tys. funtów tygodniowo, czyli jałmużnę nawet na standardy Arsenalu;) Czyją stronę trzymacie?


 



16:14, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (12) »
sport.pl
Michał Pol - Strzeliłem kiedyś gola van der Sarowi z podania Zidane'a. Rzutów wolnych uczył mnie del Piero. Niestety trafiałem tylko w mur. Mimo to od czasu do czasu piszę i gadam o futbolu - przez 15 lat w „Gazecie Wyborczej” (1994-2009), dziś na Sport.pl i - głównie o Lidze Mistrzów - w nSporcie. Mam dysleksję, więc nie wytykajcie mi błędów. Są piłkarze, którzy nie potrafią wykonywać rzutów karnych...
@napisz do mnie