sobota, 30 października 2010

Dziś wypadają 50 urodziny Diego Armando Maradony, najlepszego (tu dopuszczam jeszcze możliwość sporu) i z całą pewnością najsłynniejszego piłkarza w historii futbolu. Nie wdając się długie dywagacje - najlepszy, nie tylko dlatego, że nikt nie dryblował na takiej szybkości tak jak on, nie strzelał takich bramek i nie miał takich asyst. Maradona wygrywał sam. Właściwie drużyna nie była mu potrzebna, choć czasami się przydawała. Znamienne zresztą, że żadna z drużyn w jakich grał (ani Argentyna '86 ani Argentyna '90 ani Napoli 86/87 czy 89/90) nie znalazła się w pierwszej dwudziestce FIFA najlepszych drużyn XXI wieku (a są tam obok Brazylii '70, Węgier '53 czy Holandii '75 także AC Milan 89/90, Barcelona 91/94 czy Bayern 74/76). To były prawdziwe Dream Teamy, w drużynach Diego dream był tylko ON.

piątek, 29 października 2010

W decyzji władz Lecha Poznań by trenera Jacka Zielińskiego wymienić na Jose Mari Bakero zdumiewają mnie trzy sprawy. Po pierwsze kontrowersyjna jest sama decyzja o zmianie szkoleniowca, po drugie: jej moment, po trzecie: osoba następcy. Rzeczywiście Lech gra w Ekstraklasie fatalnie - cztery porażki z rzędu, dwa mecze bez gola. Czy jednak dobry to pomysł, żeby trenerowi, który z tą grupą ludzi wywalczył pierwsze mistrzostwo Polski od 1992 roku, nie dać dokończyć choćby rundy, wywalać w samym środku rozgrywek w Lidze Europejskiej, w której 'Kolejorz' jest prawdziwą sensacją? Swoją drogą paradoksem jest, że właśnie świetna postawa w europejskich pucharach najbardziej obciąża Zielińskiego jako trenera. To, że nie potrafi tak zmotywować piłkarzy, żeby grali w Ekstraklasie z podobną pasją, zaangażowaniem i skutecznością jak przeciwko Juventusowi, Red Bull Salzburg i Manchesterowi City. Że błyszczeć chce im się tylko w świetle pucharowych jupiterów, a siermiężnemu Zagłębiu Lubin czy Górnikowi Zabrze nie są w stanie strzelić choćby jednego marnego gola.

wtorek, 26 października 2010

W najnowszym numerze tygodnika „Wprost” wraz z byłym kolegą z Gazety Wyborczej, Darkiem Wołowskim, autorem znakomitego bloga W polu karnym napisaliśmy o trwającej tydzień zawierusze związanej z odejściem Wayne Rooney'a z Manchesteru United do City i ostatecznym pozostaniu na Old Trafford. Wg nas był to pierwszy przypadek w 24-letnim okresie pracy sir Aleksa Fergusona, że dał on postawić na swoim piłkarzowi, który go wcześniej publicznie upokorzył (pamiętna konferencja prasowa przed meczem LM z Bursaspor, na której Szkot zachowywał się niczym zbity pies, nierozumiejący czemu pan wyrzucił go z domu, waląc po grzbiecie kijem). Zastanowiło nas czy obarczony syndromem Kronosa (pożerającego własne dzieci) sir Alex, który wcześniej pozbywał się innych arcyważnych dla drużyny zawodników jak Roy Keane, Ruud van Nistelrooy, Jaap Stam, David Beckham, Paul Ince, desperacko postanowił powalczyć nie machnął ręką na Rooney'a, bo górę nad emocjami wziął w nim zimny biznesmen czy był to akt desperacji?

poniedziałek, 18 października 2010

To szok dla globalnego futbolu i wszystkich kibiców na świecie większy nawet niż korupcja członków Komitetu Wykonawczego FIFA, którzy podają konkretne sumy za poparcie kandydatury organizatora mundialu. Bo czyż nie przeczuwaliśmy od lat, że tak właśnie to się odbywa? Za to tego, że Wayne Rooney skończy karierę na Old Trafford byliśmy pewni w 100 procentach! Nie jest może wychowankiem jak Ryan Giggs czy Paul Scholes, ale ja przynajmniej nie wyobrażałem go sobie w koszulce innego klubu z tą samą pewnością co tamtych dwóch. Tymczasem wg wiarygodnego dziennika „Guardian” Rooney poinformował władze Manchesteru United, że nie przedłuży kontraktu z klubem i chciałby odejść. Od dziś zaczynam więc sobie wyobrażać Rooney'a w błękitnej koszulce Manchesteru City jak wybiega w ataku obok Carlosa Teveza...

środa, 13 października 2010

Ależ kibicom futbolu w Polsce wiatr w oczy wieje i deszcz pada na głowę! Weźmy takich Czarnogórców, własne państwo, a więc i reprezentację mają zaledwie od 2006 roku, a już zdążyli się doczekać swojego Wembley! Gdyby w 84. minucie piłka po strzale Milana Jovanovica trafiła do siatki, a nie w poprzeczkę, wygraliby z Anglią 1:0. W dodatku wyszli na mecz bez swej największej gwiazdy, Mirko Vucinica, który kontuzjował się na rozgrzewce. Wolę sobie nawet nie wyobrażać jak skończyliby nasi w tej sytuacji. A w piątek Czarnogóra wygrała ze Szwajcarią, uczestnikiem mundialu i pogromcą Hiszpanii, i jest liderem grupy. Tymczasem Polacy nie potrafią wygrać od siedmiu miesięcy. Z rezerwami najsłabszej drużyny Ameryki Południowej, Ekwadorem ledwo udało im się uniknąć lania. Od strony budowy zespołu na Euro 2012 trener Smuda dowiedział się podczas amerykańskiego turnee tego co było wiadomo już wcześniej - że bez Kuby Błaszczykowskiego właściwie nie warto wychodzić na boisko.

niedziela, 10 października 2010

Na konferencji prasowej po remisie 2:2 z USA trener Franciszek Smuda zarzucił wszystkim swoim krytykom, dziennikarzom, kibicom, znawcom piłki, że po meczach jego kadry nigdy nie pamiętają dobrego, ale tylko to, co złe. Być może z poczucia winy, że nie obejrzałem meczu na żywo ale z odtworzenia, i smacznie spałem kiedy Biało-czerwoni toczyli w moim imieniu ten bój z Amerykanami, nie będę wyłącznie krytykował, ale zacznę od tego co mi się w spotkaniu spodobało. Po pierwsze, że Polacy poszli ze stojącymi dużo wyżej w rankingu, mundialowymi rywalami na wymianę ciosów. Przy tym nie załamali się po stracie goli, pokazali właściwy drużynom Smudy charakter i wolę walki. To cieszy, bo scenariusza, że na Euro 2012 szybko stracimy gola w starciu z dużo silniejszym rywalem niestety nie da się wykluczyć.

sobota, 09 października 2010

Ciekaw jestem ilu z Was zerwie się dziś o 2. w nocy żeby obejrzeć sparing reprezentacji Polski z USA w Chicago? Sam się łamię, choć ze względów profesjonalnych powinienem obejrzeć. Może nagrać, ale czy później nie będzie szkoda niedzieli? Oglądanie kadry budowanej w mozole przez Franciszka Smudę na Euro 2012 to syzyfowa męczarnie, bezsensowna o tyle, że w maju 2012 i tak będzie trzeba sklecać drużynę z tych co są zdrowi i grają choć trochę klubach. Jakie znaczenie będzie wówczas miało, że dwa lata wcześniej Ebi Smolarek strzelił trzy gole dla Polonii w 80 minut gry w Ekstraklasie, a Andrzej Niedzielan siedem goli w ośmiu meczach? Więcej o kadrze Smudy powiedziało nam imprezowanie jego piłkarzy podczas zgrupowania w Łodzi i Krakowie i reakcja trenera niż te wszystkie mecze. I to one powinny wpędzać nas we frustrację, a nie liczba meczów bez zwycięstwa i minut bez gola.

poniedziałek, 04 października 2010

Dopiero dziś dotarła do mnie i zbulwersowała wiadomość, że Raymond Domenech po stracie posady trenera Trójkolorowych po mundialu w RPA i zwolnieniu z Francuskiej Federacji Piłkarskiej zarejestrował się w swoim lokalnym urzędzie pracy, gdzie dostał... zasiłek dla bezrobotnych! I to jaki! Dopóki nie znajdzie nowego zatrudnienia, będzie pobierał co miesiąc 5600 euro. Biorąc zaś pod uwagę, że po wyczynach Les Bleus nie tylko na ostatnim turnieju ale i równie katastrofalnym Euro 2008 i z powodu wyjątkowej bufonowatości i antypatyczności monsier Raymonda (nie tylko kierował się przy powołaniach znakiem Zodiaku piłkarzy i koniunkcją Saturna do Jowisza, ale to on dopuścił do degeneracji reprezentacji, ale też skłócał, obrażał, nie podawał ręki trenerom po porażce jak Carlosowi Alberto Parreirze w RPA) nieprędko ktokolwiek zatrudni Domenecha, Francuzi długo będą bulić znienawidzonemu trenerowi. Konkretnie 36 miesięcy.

sport.pl
Michał Pol - Strzeliłem kiedyś gola van der Sarowi z podania Zidane'a. Rzutów wolnych uczył mnie del Piero. Niestety trafiałem tylko w mur. Mimo to od czasu do czasu piszę i gadam o futbolu - przez 15 lat w „Gazecie Wyborczej” (1994-2009), dziś na Sport.pl i - głównie o Lidze Mistrzów - w nSporcie. Mam dysleksję, więc nie wytykajcie mi błędów. Są piłkarze, którzy nie potrafią wykonywać rzutów karnych...
@napisz do mnie