piątek, 31 października 2008

 

Nigdy bym nie przypuszczał, że pierwszy wpis na blogu po wyborze Grzegorza Laty na prezesa PZPN napiszę w… obronie Grzegorza Laty!

Przestał być bohaterem mojej bajki kiedy skończył karierę piłkarską, a zaczął najpierw trenerską, potem polityczną (na szczęście obie trwały krótko), a wreszcie działaczowską. Nie mogłem mu darować ani nieróbstwa w senacie ani jawnych umizgów wobec pzpnowskiwego betonu, jak np. wredne słowa pod adresem Leo Beenhakkera, któremu kazał się wynosić z Polski. Wczoraj na zjeździe PZPN tak się nawet śmiesznie złożyło, że właśnie skończyłem lajfować dla TVN 24 pod drzwiami sali, gdy te się otworzyły, wyszedł zza nich prezes Lato i na nasz widok zwołał: „o, moi najwięksi oponenci”…

Wszyscy nazwali pierwszą wielką gafą nowego prezesa jego komentarz w „Kropce nad i” do wstrzymania przez Ukrainę przygotowań większości obiektów, które mają przyjąć gości Euro 2012. Mam nadzieję, że nasi przyjaciele z Ukrainy sobie poradzą. Ale jeżeli zabiorą im Euro, skorzystać na tym mogą polskie miasta. Zorganizować imprezę możemy na przykład z Niemcami - skomentował Lato.

Przepraszam bardzo, ale czy to nie jest właśnie PLAN B jaki powinien mieć każdy prezes PZPN na wypadek jeśli Ukrainie odebrane zostanie prawo organizacji turnieju? A jest to bardzo realne w kontekście słów wicedyrektora Narodowej Agencji ds. organizacji turnieju, Jewhena Wilińskiego, który ujawnił, że: światowy kryzys finansowy i brak rozwiązań prawnych doprowadził do tego, że budowa 80 procent obiektów, które mają przyjąć gości Euro 2012  w czterech miastach-gospodarzach turnieju i w miastach rezerwowych, obecnie stoi.


Oczywiście Lato mógł poprzestać na pustym frazesie, że ma nadzieję, że nasi przyjaciele z Ukrainy sobie poradzą. Uważam jednak, że jego ostre słowa, wybite przez europejskie media lepiej podziałają na Ukraińców. Przyda im się taki zimny prysznic: „nie dacie rady, zrobimy Euro z Niemcami”. Kryzys światowy kryzysem światowym, ale największym problemem współgospodarzy Euro jest przestarzałe i nie nowelizowane prawo. Jak mówi

Wiliński, wszelką wymaganą (dla modernizacji, bądź budowy obiektów) dokumentację i pozwolenia możemy dostać dopiero wtedy, gdy trzeba już będzie przeprowadzać mistrzostwa. Dodał, że Ukraina nie zdąży z przygotowaniami do turnieju, jeśli parlament nie przyjmie ustaw, które uproszczą warunki działalności inwestycyjnej. Tyle, że władze Ukrainy nie mają czasu ani głowy nowelizować prawa, bo zajęte są polityczną dintojrą na samej wierchuszce. Z drugiej strony kryzys finansowy też szybko tego regionu Europy nie opuści.

Wcale się nie dziwię, że Lato nie zamierza patrzeć w spokoju jak z powodu zaniedbań strony ukraińskiej UEFA odbierze nam prawo organizacji turnieju, ale szuka innych rozwiązań. Na pewno nie jest nim organizacja turnieju tylko przez nasz kraj. Sami nie damy rady. Już przecież wiadomo, że o ile może zdążymy ze stadionami będzie wielki problem z dowiezieniem na nie kibiców i przenocowanie ich. Już wiadomo, że nasze największe lotnisko Okęcie zatka się w dniach meczów w Warszawie, planowana jest więc budowa namiotów (sic!) by przyjąć pasażerów. O kolejnych podobnych kwiatkach będziemy Si ę dowiadywać w miarę zbliżania turnieju.

W Niemczech stadiony stoją gotowe, infrastruktura jest najlepsza w Europie. Nie wiem, może można by się dogadać na rozegranie turnieju w regionach dawnego NRD - Drezno, Lipsk, Rostock, Berlin, żeby było bliżej i bardziej integracyjnie? Jak znam Niemców wystarczą im dwa miesiące na zorganizowanie się. Może ten plan nie będzie potrzebny. Ale uważam, że musimy mieć odpowiedź na pytanie: jeśli nie Ukraina to co dalej?

Zgadzam się natomiast, że Lato źle rozegrał tę sprawę. Te mocne i ważne choć niedyplomatyczne słowa mu „się chlapnęły” niechcący, ot Monika Olejnik wyciągnęła. Nie obudował swojej wypowiedzi backgroundem, nie postraszył Ukrainy, nie uspokoił Polaków, że choć tam nic nie robią, to my i tak to Euro zorganizujemy. Ale ich efekt będzie dobry: wstrząśnie Ukrainą, a ona (a zwłaszcza jej politycy) tego potrzebuje.




 Ligi europejskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!  

 

09:56, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (86) »
czwartek, 30 października 2008

 

Sądząc po sile okalsków jakie dostał za swoje wystąpienie Zdzisław Kręcina, wygra Zdzisław Kręcina. Opinie delegatów w kuluarach: pokazał jaja! Pokazał, że nie byłby malowanym prezesem. Pokazał, że w tych trudnych chwilach, chwilach zaszczucia można okazać godność... Itp itd. I najważniejsze: Kręcina zaapelował o jedność związku. Jeśli jej nie okażemy, ci, którzy próbowali nas rozbić (Kręcina udowadniał, że próbują już od 1926 roku, czyli od zamachu majowego - sic!) wygrają.  Słowem: musimy trzymać się w kupie, bo kupy nikt nie ruszy...

 

Kuluary huczą też oburzeniem z powodu gróźb ministra Mirosława Drzewieckiego, który ostrzegał: „oby za trzy tygodnie CBA nie musiała wyorowadzać nowego prezesa PZPN w kajdankach i wieźć do prokuratury we Wrocławiu”. Wygląda na to, odnisło to podobny skutek jak dyskredytowanie Kręciny przez Hrihorija Surkisa. Zwarcie szeregów, zgętnienie betonu, myśl: biją naszego!

 

Zbigniew Boniek, który w swoim wystąpieniu tłumaczył się, że nie jest jego winą, że popiera go FIFA, UEFA, polskie władze i polskie społeczeństwo, dostał rachityczne brawka. Przed chwilą jeden z działaczy, typowy „Leśny dziadek” powiedział z trybuny to co o Bońku myślą pozostałe „dziadki”: był wielkim piłkarzem, jego miejsce jest w PZPN, ale to człowiek z innego świata. Lepszego świata, ale nie naszego świata...

No, zaczęli głosować...

Ps: młody delegat z tzw. 'terenu': dobrze, że głosowanie jest tajne, dobrze, że 'nie za zasłonką', bo bym musiał zrobić zdjęcie komórką karty do głosowania dla szefa...

Ps2: stary delegat: - ciekawe czy Grzegorz Lato wiedział co czyta z tej kartki...

Ps3: perełka z dyskusji delegatów. Zbigniew Jabłoński, przewodniczący klubu seniora PZPN: - Nasze środowisko jest zjednoczone, tylko Jan Tomaszewski tropi kolejne nieprawidłowości w PZPN. Pozostały mu już tylko: narkomania, pedofilia i kontakty z talibami afgańskimi". Głos z sali: - I koklusz!

 

 Ligi europejskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!  
15:30, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (11) »

 

Z sali aż poszedł szum wzburzenia, gdy szef Ukraińskiej Federacji Piłkarskiej Hryhorij Surkis, niemal dosłownie wezwał z trybuny do wyboru Zbigniewa Bońka na prezesa PZPN. Zanosiło się wręcz, że czcigodny gość zjazdu i przyjaciel delegatów, bez którego starań nasze kraje nie dostałyby Euro 2012, zostanie wybuczany. Już samo to, że gość z Ukrainy przystąpił do recenzowania kandydatów, bardzo się nie spodobało. Kiedy stwierdził, że wybór Zdzisława Kręciny, mającego zarzuty prokuratorskie byłby „tragedią dla czystości futbolu w Polsce i aspiracji krajów, jeden z delegatów przede mną rzucił, że Surkis przemawia jak namiestnik carski. Oburzony Kręcina opuścił salę obrad!

 

Chwilę później Surkis wezwał pośrednio do poparcia Bońka w imię przygotowań do Euro 2012. Powiedział, że gdyby na Ukrainie startowało dwóch byłych wielkich piłkarzy, np. Błochin i Zawarów, albo Szewczenko i Michajliczenko, on wezwałby tego, który działał w zarządzie, by się wycofał, dając szansę temu, który ma lepsze kontakty władzą, cywilizacją zachodnią. A nie temu, z którym władza nadal będzie toczyć boje. Boje, które w efekcie zaszkodzą organizacji mistrzostw Europy. - Pamiętajcie o tym, dokonując wyboru! - zakończył w szumie sali. - Co? Poparł Bońka! - nie mogli uwierzyć działacze.

 

Nie mieliśmy wątpliwości, że Surkis mówi Listkiewiczem, powoływał się zresztą co i rusz na wielką przyjaźń. Apel Ukraińca może jednak przynieść odwrotny skutek. Beton tylko zwarł szeregi, czego dowodem było karne głosowanie przeciwko właścicielowi Widzewa Sylwestrowi Cackowi, a za utrzymaniem mandatu Zbigniewa Koźmińskiego, który jest delegatem Cracovii wbrew władzom tego klubu...

 

Update:

Poszedłem w kuluary zasięgnać opinii, bo też sprawozdanie komisji rewizyjnej wykurzyło delegatów z sali odbrad. I potwierdza się. Nawet ci, bynajmniej niebetonowi delegaci przyznali, że słowa Surkisa były dla Bońka „pocałunkiem śmierci” i wyborach dostanie on dwa, trzy głosy...

 Ligi europejskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!  

 

13:55, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (20) »
środa, 29 października 2008

- Futbol jest jak narkotyk i ja zdecydowanie jestem uzależniony. Ale też na pewno nie mam zamiaru pracował w tym zawodzie po 70. tak jak Bobby Robson. Trzeba wiedzieć kiedy powiedzieć: „dość”. W sezonie 2010-11 na 100 procent Manchester United poprowadzi nowy trener - zadeklarował właśnie 66-letni Alex Ferguson na łamach „Timesa” (cały wywiad ma się ukazać w grudniowym magazynie „GQ”). Przyznał, że, im jest starszy z tym większym strachem myśli o dniu, w którym posprząta biurko i oddać gabinet. - Ale trzeba będzie to zrobić. Komu go przekażę? To świetne pytanie! To musi być wielka osobowość, bo wierzcie mi, robota w tym miejscu to nie jest łatwa sprawa - dodał sir Alex.

 

W odpowiedzi na to deklarację objęcia schedy po legendarnym Szkocie natychmiast złożył Jose Mourinho, zdobywca dwóch tytułów mistrza Anglii z Chelsea. - Wciąż kocham angielski futbol i kiedy skończę pracę w Serie A, na pewno wrócę na Wyspy. Marzy mi się, żeby zastąpić Aleksa Fergusona na Old Trafford. To największe wyzwanie dla każdego trenera świata, ale ja uwielbiam największe wyzwania - wyznał Portugalczyk, którego kontrakt z Interem Mediolan wygasa w czerwcu 2011 roku.

 

Zdaniem angielskich mediów istotnie to właśnie Mourinho ma największe szanse, by zastąpić Fergusona, kiedy ten zdecyduje się odejść. Po pierwsze z potencjalnych kandydatów tylko on i Fabio Capello spełnia warunek bycia wielką trenerską osobowością. Ale 62-letni Włoch już zadeklarował, że posada trenera reprezentacji Anglii jest ostatnią w jego karierze. Były asystent Carlos Queiroz świetnie sprawdził się jako asystent Fergusona, ale zawiódł w samodzielnej pracy w Realu Madryt i właśnie ponosi porażkę jako trener reprezentacji Portugalii (tylko pięć punktów w czterech meczach, w tym kompromitująca porażka z Danią 2:3 u siebie i bezbramkowy remis 0:0 z Albanią).

 

Typowany na następcę sir Alexa były wielki zawodnik MU Mark Hughes spalił mosty, obejmując Manchester City. Inni legendarni zawodnicy jak Paul Ince (dziś trener Blackburn) i Roy Keane (Sunderland) mają zbyt duży elektorat negatywny wśród kibiców i działaczy MU ze względu na okoliczności odejścia. Zresztą ich dorobek trenerski jest zbyt mały. Wymienianie w tym towarzystwie Erika Cantony zakrawa na żart. Wygrywający we wszystkich rankingach na najlepszego piłkarza w historii MU Francuz po zakończeniu kariery nigdy nie podjął pracy trenerskiej, spełniając się jako aktor w filmach i reklamówkach Nike. 

 

O Mourinho wiadomo zaś, że z pewnością poradziłby sobie z presją jakiej poddany zostałby na Old Trafford. Udowodnił już zaś, że jest perfekcyjnym taktykiem, motywatorem i ma znakomite relacje z zawodnikami. Ponieważ zawsze z niezwykłym szacunkiem odnosił się do MU i samego Fergusona (pamiętne butelki wina, towarzyszące wizytom Chelsea na Old Trafford) w przeciwienstwie np. do rządzącego Arsenalem Arsene Wngera (pamiętny voyeurysta), byłby do zaakceptowania i dla samego Szkota, dla kibiców i dla amerykańskich właścicieli klubu, rodziny Glazerów.

 

Będzie M&M, czyli M jak Man United i M jak Mourinho skazani na siebie? Czy też do czasu odejścia sir Alexa objawi się ktoś, kogo póki co nie bierzemy pod uwagę, ale w 2010 będziemy musieli. Np. obecny trener rezerw MU, Ole Gunnar Solskjaer, który już zbiera rewelacyjne recenzje...

Przyszły boss i jego drużyna? 

 

 

 Ligi europejskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!  

wtorek, 28 października 2008

Przychodzi Polak do zagranicznego klubu... Zaczyna się jak te kiepskie dowcipy o babie, prawda? Bo też niestety co raz częściej kończy się tak jak w tych dowcipach, gdzie baba zawsze dostaje w plecy. A Polak przychodzi, gra dwa mecze i... siada na ławce. Siada i cierpliwie czeka na kolejną szansę, bo trener mówi, że zawodnik potrzebuje więcej czasu na aklimatyzację itp. Potem zwalniają trenera, przychodzi nowy, który już niektórych piłkarzy nie widzi w swojej koncepcji. W grupie poszkodowanych jest oczywiście zawodnik polski, który pozostałą część sezonu spędza na trybunach, czekając na pierwszą okazję, by odejść. Przechodzili to ostatnio Grzegorz Rasiak, Tomasz Frankowski, Jacek Krzynówek, Maciej Żurawski, ech, kto nie przechodził...

 

Scenariusze przypomina na łamach „Polski. The Times” Piotrek Wierzbicki w kontekście Ebiego Smolarka w Boltonie. Oczywiście warianty owych scenariuszy tak jak dowcipów o babie bywają różne, np. Pawła Golańskiego w pewnym momencie nie lubił prezes, potem prezes polubił, ale zaczął nie lubić trener Marius Lacatus, który właśnie zrezygnował, pytanie czy jego następca polubi Golańskiego?

 

 

Ebie w niedzielę znów nie wyszedł na boisko ani na minutę. Tym razem Bolton grał z ostatnią drużyną Premier League. Łudziliśmy się, że Ebi nie pograł z Manchesterem United czy Arsenalem, bo od razu takie tuzy na początek jego przygody z Anglią, trener dał mu parę dni, żeby się oswoił. Gary Megson rzeczywiście zresztą mówił, że Ebi nie jest jeszcze gotowy do gry w Premier League. Będę na niego stawiał, gdy uznam, że przystosował się do warunków w tam panujących. On potrzebuje jeszcze czasu... Tyle, że po pierwsze o Totenhamie w tym sezonie można powiedzieć wiele, tylko nie to, że jest tuzem... A Ebi jak zasiadł na lawie tak siedzi. A po drugie Bolton spadł już na 17. miejsce i za chwilę skończy się czas Megsona, który jest na dobrej drodze by podzielić los Juande Ramosa (jak się okazuje, Tottenhamowi wyszło na dobre).

 

Ale, ale. Pamiętacie, że w końcu przychodzi baba do lekarza, a lekarz też baba? I może to jest ratunek. W „PS” z kolei piszą, że Waldemar Kita, właściciel Nantes chce kupić Pawła Brożka. I to za 3-4 mln euro. Kita wraz z trenerem „Kanarków” Eli Baupem był na meczu Legia - Wisła i ponoć już nawet rozmawiał z piłkarzem. I może to jest jakieś wyjście dla naszych piłkarzy! Niech idą do swoich, polski właściciel nigdy nie znielubi polskiego piłkarza, ani nie pozwoli na to swojemu trenerowi.

 

 

Niestety jak pokazuje przykład Andrija Szewczenki w Chelsea właściciel-przyjaciel nie zawsze jest w stanie załatwić wszystkie problemy. Co gorsza akurat w przypadku Nantes kibice nie kochają tam przesadnie prezesa swojego klubu. Znaleźli wręcz biznesmena, którego namówili do odkupienia od Kity klubu. Ale że Kita sprzedawać nie chce, postanowili przekonać go do tej decyzji. Ostatnio Kita musiał aż zawiadomić policję o groźbach śmierci pod swoim adresem i napisie na klubowym budynku: „Kita ty gachu, wyp... stąd" Możliwe więc, że fani nie przyjęliby ciepło rodaka/ulubieńca Kity w drużynie. Obawiam się więc, że Nantes to niekoniecznie najlepszy kierunek dla Brożka. Bo skończy się jak w tym dowcipie, kiedy baba przychodzi z nożem w plecach... (odpukać)

 

 

 

 Ligi europejskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!  

18:13, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (14) »
poniedziałek, 27 października 2008

 

No wreszcie! W końcu oglądanie czterech meczów Ligi Mistrzów na raz na co się przydało. Wiedziałem, że bramka Pawła Brożka w meczu z Legią Warszawa coś mi przypomina. Coś z bardzo niedalekiej przeszłości. I już wiem który mecz Ligi Mistrzów napastnik Wisły Kraków oglądał w środę wieczorem. Nie hitowo- zapowiadający-się Atletico Madryt - Liverpool, nie Chelsea - AS Roma, ale FC Basel - Barcelona. Skąd to wiem? Bo razem z Tomasem Jirsakiem umówili się na skopiowanie akcji Dani'ego Alvesa z Leo Messim.

 

 

Wprawdzie Czech nie podał tak ładnie jak Brazylijczyk, patrząc w zupełnie innym kierunku (tzw no look pass rodem z NBA), a Messiemu nikt się nie poślizgnął jak Astiz w Warszawie, ale za to Brożek uderzył ładniej i lepiej niż Argentyńczyk. Gratulacje, panie Pawle! Aha, w środę gra Premier League. Na Emirates Stadium derby Londynu (Arsenal - odrodzony Tottenham), ale może zamiast podglądać niekopiowalnego Emmanuela Adebayora, polecam Liverpool - Portsmouth. Coś mi mówi, że Robbie Keane zdobędzie wreszcie pierwszego gola w Premier League w barwach „The Reds”...

 

 

 Ligi europejskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!  

13:18, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (28) »
niedziela, 26 października 2008

Ostatni żart ”Guardiana” z Ramosa: hiszpański trener nie był zachwycony z 60 funtów mandatu, ale za to bardzo ucieszył się z pierwszych trzech punktów w sezonie... 

Po tygodniach spekulacji władze Tottenhamu Hotspur straciły w końcu cierpliwość do Juande Ramosa i zwolniły hiszpańskiego trenera, który w ośmiu meczach sezonu zdołał wywalczyć tylko dwa punkty. Decyzję podjęto godziny przed niedzielnym meczem z Boltonem. Dlaczego nie czekano do meczu? Czy dlatego, że gdyby „Koguty” wygrały, głupio byłoby zwalniać trenera, a tak jest szansa, że wyczekiwana wygrana przypadanie w debiucie jego następcy - Harry Redknappowi (Tottenham zaoferował Portsmouth 5 mln funtów za oddanie trenera).

Przyznam, że tak wielka porażka Ramosa, świetnego trenera, twórcy potęgi FC Sevilla, który ze zbudowaną od zera drużyną wywalczył dwa Puchary UEFA z rzędu jest dla mnie wielką zagadką. Na pewno nie cała wina leży po jego stronie, wyrwano mu z zespołu dwa zęby trzonowe - Dymitara Berbatowa i Robbie Keane'a, przez co „Koguty”, które nigdy nie słynęły z monolitowej defensywy, ale za to z wielce silnego ataku, utraciły z przodu cały potencjał.

 

Jednak media coś przebąkują o jawnym buncie w szatni przeciwko Ramosowi. Do publicznie krytykujących go zawodników (np. to że znając zbyt słabo angielski nie umie przebić się do piłkarzy) dołączyli w ostatnim tygodniu Luca Modric i David Bentley. Ujawniona przez tego ostatniego historia głodzenia zawodników to już kompletne kuriozum. Sprowadzony przez Ramosa hiszpański fizjolog Antonio Escribano zabraniał im jeść przed meczami. Zyskał u zawodników przezwisko Dr Baby Food, bo mieszał witaminy, minerały, owoce i warzywa w niemowlęce papki, które próbował im serwować. - Na boisko wychodzimy głodni. Po spotkaniu rzucamy się na jedzenie, ale chcielibyśmy też dostać coś przed - narzekali zawodnicy.

 

Dramatyczny los grających na głodniaka piłkarzy Tottenhamu przypomniał mi anegdotę - nie wiem czy prawdziwią, ale usłyszałem ją z ust koreposndenta PAP w Moskwie - o tym jak w latach 80. do redakcji ”Prawdy” przyszedł list od jakiegoś emeryta z Omska, a może Tomska. ”Drodzy towarzysze, przeczytałem na łamach waszej gazety, że dzieci w Afryce nie dojadają. To ja miabym taką propozycję, żeby wszystko to czego nie dojedzą, przysłać tutaj do nas, bo nie jest lekko...”

Jedno jest pewne, Harry Redknapp powinien więc zacząć pracę od zabrania drużyny na wielkie i dobre żarcie, a zrobią dla niego wszystko, wygrają z każdym...  Pewnie nie potrzebują moich rad, ale znam cudowną singapursko-tajską knajpkę na Kensingtonie... mmmmm... ta zupa laxa i te tygrysie krewetki...

 

 

 

 Ligi europejskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!  

11:58, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (29) »
sobota, 25 października 2008

„Morderca o twarzy dziecka” (Babyface assassin) czyli norweski napastnik Ole Gunnar Solskjaer  zostanie dziś pasowany na rycerza Króla Norwegii (oficjalny tytuł to: rycerz pierwszej klasy porządku Świętego Olava) za „zasługi sportowe i służenie pozytywnym przykładem dla młodych pokoleń”. Uroczysta ceremonia odbędzie się w jego rodzinnym Kristiansund.

 

Norweska Kapituła Rycerska umotywowała zaszczytne odznaczenie tym że "Solskjaer swoimi sportowymi osiągnięciami, osobowością i jednocześnie skromnym trybem życia stał się przykładem dla dzieci i młodzieży oraz sportowców innych dyscyplin zarówno w Norwegii jak w skali międzynarodowej".

 

Bottenn Upp! Twoje zdrowie, sir Ole!” – mogę tylko zakrzyknąć i dziwić się, że słynny snajper Manchesteru United nie otrzymał jeszcze od Królowej Elżbiety II co najmniej Orderu Imperium Brytyjskiego, bowiem jego zasługi dla Albionu są nieporównanie większe niż dla ojczystej Norwegii. 92 gole w 235 meczach i to jakie ważne gole! Pomijam Ligę Mistrzów, ale Solskjaerowi należy się też chyba tytuł najlepszego jockera w historii futbolu, czyli zawodnika wchodzącego z ławki (także za to, że pokornie, dla dobra klubu godził się z tą rolą).

 

Ale przecież to nie koniec jego zasług dla Korony Brytyjskiej. Po przedwczesnym zakończeniu kariery w sierpniu 2007 robi wszystko, żeby Anglikom wyrosło zdolne pokolenie piłkarzy. Został na Old Trafford, gdzie prowadzi drużynę rezerw, stawiając głównie na młodzież. Nie ukrywa przy tym fascynacji i inspiracji podejściem i metodami Arsene Wengera. Jaki będzie ich efekt kiedy splotą się z naukami które przyswoił od Alexa Fergusona?

Przy okazji angedotka z przeszłości. Z OGS rozmawiałem kilka razy w karierze. Ostatni raz przy okazji pamietnego meczu Polska - Norwegia w Chorzowie, który dał nam awans na mundial. Ole musiał wspominać tamten pobyt w Polsce jako traume nie tylko z powodu porażki...

Lotnisko w Pyrzowicach. Czołowy przedstawiciel czołowej TV w Polsce (CPCTV) do sunącego z walizą Solskjaera: Was denken Sie ueber polsnische Mannschaft?

Solskjaer: Sorry, I don’t speak german.

CPCTV: Welche polnische Spieler kennen Sie?

Solskjaer: I told you, I don’t speak german. Why don’t you try english?

CPCTV:  Was wollen Sie in Polen erreichen?

Solskjaer: Thats it! Sorry, I got to go to the bus. I znika w autobusie nie zamieniając już z nikim słowa.

CPCTV do mnie: - Zobacz, a to gwiazdor p…, jak się sadzi j…, pogadać nie chciał...

 

Kilka godzin później. Hotel Warszawa. Sztandarowy przedstawiciel tej samej TV (SPTTV) siada na przeciwko Solsjkaera. My z Rafałem Nahornym (wówczas ‘PS’ dziś C+) stoimy, bo jesteśmy następni w kolejce.

SPTTV (tym razem płynnym angielskim): - Kiedy po meczu w Chorzowie wrócisz do klubu, będzie tam czekał nowy zawodnik…

Solsjkaer: Tak, wszyscy jesteśmy podekscytowani. Laurent Blanc to mistrz świata, ma ogromne doświadczenie, nie możemy się doczekać kiedy do nas dołączy…

SPTTV: Znałeś Dudka wcześniej, grałeś przeciwko niemu?

Solskjaer: - Dudka?! Ale przecież on przechodzi do Liverpoolu!

 SPTTV: - Będziesz go umiał powitać po polsku?

Solskjaer: - Człowieku, ja gram w Manchesterze United! Dudek przechodzi do Liverpoolu!

SPTTV: Nauczę Cię! Repeat please: Cześć, witaj w klubie!

Solskjaer: No, I will not speak polish. Geez, niech to się już skończy!

SPTTV: Ole! Thanks for the interview!

 

Szkoda, ale jakoś później nie poszło na antenie;-)

(aha, żadnych nazwisk, nobody is perfect, mnie też zdarza się czasami nie słuchać odpowiedzi, tylko koncentrować na kolejnym pytaniu, a nie chciałbym żeby moi koledzy śmiali się z moich błędów)

Prawda, że nic się nie zmienił?

 Ligi europejskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!  

12:32, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (21) »
piątek, 24 października 2008

 

Inaki Astiz, hiszpański obrońca Legii Warszawa, na łamach „Super Expressu” zadeklarował, że chciałby grać w reprezentacji Polski. - Bo piłkarzem zostaje się po to, by grać w wielkich meczach. Z klubem można wprawdzie występować w Lidze Mistrzów, ale nawet to nie równa się z udziałem w mistrzostwach świata albo Europy. A reprezentacja daje możliwość udziału w tych imprezach - tłumaczy, dodając, że bardzo podoba mu się w Polsce, czuje się tu „u siebie” i z naszym krajem wiąże przyszłość. - To nie jest tak, że ja za wszelką cenę chcę już teraz wskoczyć do reprezentacji Polski. Po prostu ktoś mnie zapytał, co bym zrobił, gdyby pojawiła się taka możliwość. Odpowiadam wprost: nie odmówiłbym - dodaje.

 

Jego motywacja jest klarowna: zagrać na największych piłkarskich imprezach jak mundial i mistrzostwa Europy. To przecież marzenie każdego ambitnego piłkarza. Z klubem można wprawdzie występować w Lidze Mistrzów - mówi Inaki, ale dodajmy, niestety nie z polskim klubem, ani nawet hiszpańską Osasuną Pampeluna, gdzie na początku sezonu Astiz bez powodzenia próbował się przebić si do pierwszegto skłądu.

 

Nie ma wątpliwości, że Astiz to jeden z najlepszych obrońców naszej siermiężnej Ekstraklasy. Odkąd pod koniec sierpnia wrócił do Legii po nieudanej przygodzie w Osasunie, warszawski klub nie przegrał ani jednego meczu. Głównie dzięki Hiszpanowi Legia ma jedną z najbardziej solidnych defensyw w lidze. Legioniści na każdym kroku podkreślają, że Inaki wrócił do składu, gra im się znacznie pewniej. Skromny Hiszpan odpowiada, że to tylko zbieg okoliczności, z meczu na mecz cała drużyna gra lepiej. Pozostali obrońcy przecież też grają bardzo dobrze, choćby Kuba Wawrzyniak, który nie przez przypadek trafił ostatnio do reprezentacji Polski.

 

Pytanie czy Leo Beenhakker chciałby mieć w kadrze Astiza? jeśli nie dzwonię w tym momencie do Holendra, to dlatego, że znam jego odpowiedź. - Jestem gotów powołać każdego zawodnika z polskim paszportem, który jest odpowiednio dobry - tak zawsze odpowiada Leo w podobnych sytuacjach, czy pytam go o Ludovica Obraniaka czy Manuela Arboledę (znam osoby, które opowiadają się za nacjonalizacją Kolumbijczyka tylko z tego powodu, by usłyszeć wymowę jego nazwiska przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego podczas ceremonii wręczania obywatelstwa). Znając problemy naszej defensywy zbawieniem byliby dla niej pewnie i Hiszpan i Kolumbijczyk.

 

Z drugiej strony, pamiętam jakie emocje i niechęć wzbudziła nacjonalizacja kolegi Astiza z Legii, Rogera. Rozumiem argumenty tych, którzy twierdzą, że drzwi kadry nie powinny stać otworem każdym, trochę lepiej grającym w piłkę cudzoziemcem, który zgodzi się poddać polonizacji. Czy znów pojawiłyby się transparenty „Astiz, nigdy nie będziesz Polakiem”?

 

Jak Wam podoba się idea, by przedstawiciel narodu mistrzów Europy, rodak Carlesa Puyola, Serio Ramosa Carlos Marcheny (że wymienię tylko wybitnych obrońców triumfatorów Euro 2008) trafił do reprezentacji Polski? Dodajmy przy tym, że zbyt słaby by grać we własnej lidze hiszpańskiej, ale wystarczająco dobry, by być gwiazdą naszej?

 

Czy Astiz i Roger zagrają razem w reprezentacji Polski nie tylko w FIFA 2009 ale i w realu?  

 Ligi europejskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus! 

13:45, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (113) »
 
1 , 2 , 3
sport.pl
Michał Pol - Strzeliłem kiedyś gola van der Sarowi z podania Zidane'a. Rzutów wolnych uczył mnie del Piero. Niestety trafiałem tylko w mur. Mimo to od czasu do czasu piszę i gadam o futbolu - przez 15 lat w „Gazecie Wyborczej” (1994-2009), dziś na Sport.pl i - głównie o Lidze Mistrzów - w nSporcie. Mam dysleksję, więc nie wytykajcie mi błędów. Są piłkarze, którzy nie potrafią wykonywać rzutów karnych...
@napisz do mnie