wtorek, 30 października 2007

W sprawie budowy Stadionu Narodowego w Warszawie walczą we mnie sprzeczne uczucia i pewność, że każda decyzja będzie fatalna...

Z jednej - obywatelskiej - strony: jak budować TO TU, czyli na Błoniach, na miejscu dawnego Stadionu X-lecia I TERAZ, natychmiast, bo za chińskiego boga nie zdążymy na Euro 2012. Zmiana lokalizacji, rozpisanie konkursu na projekt od nowa cofa nas wstecz o rok. Skazuje na to, że w rocznicę przyznania Euro stoimy w Warszawie w punkcie wyjścia.

Z drugiej - egoistycznej - strony: każda lokalizacja lepsza od Stadionu X-lecia. Dlaczego? Bo mieszkam na Saskiej Kępie, piechotą będę miał na Stadion Narodowy najbliżej z Was wszystkich, bo 5 minut, nie więcej. Hordy 55 tysięcy przesadnie rozradowanych albo przesadnie wkurzonych kibiców to ostatnia rzecz jakiej potrzebuję.

Po za tym stadion w centrum to paraliż dla całego miasta w dniu każdego meczu czy każdego większego koncertu. Idealną lokację ma Allianz Arena w Monachium. Kto dziś buduje nowy stadion w centrum miasta, na najdroższych działkach? Nikt. Wręcz sprzedaje się stadiony w centrum, zgarnia kasę i buduje za nią nowy, wypasiony obiekt gdzieś dalej (vide apartamenty na Highbury w Londynie). W idealnym świecie najlepiej byłoby budować stadion pod Wawą, nieopodal przecięcia autostrad północ - południe, nieopodal końcowej stacji metra. Niestety nie żyjemy w idealnym świecie. Żyjemy w świecie k... dalekim od okej.

Oznacza to, że Stadion Narodowy pewnie stanie na miejscu Stadionu X-lecia, jako najdroższy taki obiekt na świecie. Najdroższy z powodu cen gruntu, a nie artystycznego wyglądu jak Ptasie Gniazdo w Pekinie czy wspomniana Allianz Arena (obie autorstwa genialnej pracowni Herzog&de Meuron). Bo na zabawę projektowanie dzieła sztuki nie ma po prostu czasu. Dlatego jako niedoszły historyk sztuki już z bólem myślę o betonowym gigancie-potworze, który stanie nad brzegiem Wisły i będzie widoczny z każdego miejsca Warszawy. Ale bez niego nie będzie otwarcia Euro 2012 w Warszawie, ani może nawet żadnych meczów grupowych...

18:20, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (24) »
poniedziałek, 29 października 2007

Yip Jaap Stam is a big Dutch man

Get past him if you fucking can

Try a little trick

He'll make you look like a dick

 Yip Jaap, Jaap Stam

Jaap Stam

Odszedł Jaap Stam. Nieee no, żyje, ale skończył karierę. Szkoda. 'Biorą z mojej półki'. Tzn kończą kariery piłkarze, o których zaczynało byc głośno gdy ja zaczynałem prace w 'Gazecie'. Kilka razy robiłem z nim wywiad. Zawsze chetnie rozmawiał podczas wielkich turniejów...

Niespełniona kariera, jak dla mnie. Nikt tak nie potrafił odebrać piłki jak on. Johan Cryuff nazwał go nawet 'jednoosobową linią defensywną'. Przez chwilę był najdroższym obrońcą świata. Alex Ferguson kupił go z PSV do ManU za 10.75 mln funtów. Wygrał z MU Ligę Mistrzów i zdobył 'potrójną koronę'. Ale czy ktoś pamięta, że w barwach 'Czerwonych diabłów' zadebiutował przeciwko... ŁKS? W sierpniu 1998 w eliminacjacjach LM?

Jeden z najlepszych meczów na żywo w jakich go widziałem to Holandia - Argentyna na mundialu we Francji. To było na Stade Velodrome w Marsylii. Niezapomniany mecz. Ale też pamiętam porażkę w półfinale Euro 2000 z Włochami. Jaap był jednym z tych co nie wykorzystali karnego na Amsterdam ArenA...

Feralna autobiografiaJaapowi zawdzięczamy m.in. to, że moglismy poznać kulisy szatni Old Trafford i metod pracy sir Alexa. Legendarny Szkot miał kazać swoim piłkarzom przewracać się w polu karnym. No i jego metod pozyskiwania piłkarzy. Nie dokońca legalnych. Pewnie gdyby nie kolejne wspólne dile na horyzoncie (vide Ruud van Nistelrooy) władze PSV Eindhoven ostro skarciłyby MU via UEFA za hotelowe podchody Fergusona. Autobiografia 'Head to Head', w której Stam to opisał złamała mu karierę na Old Trafford. Chyba żałował. Sir Alex pewnie też, bo całą defensywę zbudował wokół Holendra.

Później było juz z górki. Zawieszenie za nandrolon w Lazio. Bez większych sukcesów w Milanie. Dramat w Ajaksie, który dwa razy dał ciała w eliminacjach Ligi Mistrzów...

Hej Jaap! Czy nie za wcześnie na koniec? Masz tylko 35 lat! Z drugiej strony to aż 35 lat, wiem coś o tym. Jedyna nadzieja w MilanLabie. A nuż ktoś tam sobie o nim przypomni...

Jaap Stam schodyi z  boiska

'We've got Jaap Stam, Bigger than your ground' - śpiewali kiedyś kibice Man United...

23:10, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (11) »
piątek, 26 października 2007

 

Była taka kretyńska komedia 'Jeśli dziś wtorek, to jesteśmy w Belgii' o amerykańskich turystach zwiedzających Europę, bodaj w 18 dni. W tym tygodniu redakcja 'Faktu' postanowiła zrobić turystę z Leo Beenhakkera. Dopiero co elektryzowali polskich kibiców wieścią, że Leo podkupią nam Anglicy na następcę Steve McClarena. O tym, że Beenhakker dawno już zapowiedział, że nigdy nie chciałby pracować na Wyspach, bo za bardzo ceni sobie prywatność, napisał na swoim blogu Michał Szadkowski

 

Dziś z kolei wysyłają Leo do Rosji. Okazuje się, że Anglia, owszem tak, ale Leo chcą nam podkupić także Rosjanie! Wprawdzie Rosjanie zamierzają przedłużyć kontrakt z Guusem Hiddinkiem, z którego pracy są zadowoleni, ale Holender... prawdopodobnie jest na liście kandydatów Football Association na następcę trenera reprezentacji Anglii Steve'a McClarena! Co więcej, po wycofaniu się z wyścigu o tę posadę Jose Mourinho to właśnie Holender byłby najbardziej pożądaną osobą na tym stanowisku.

Gdyby Hiddink dogadał się z Anglikami, Rosjanie złożą ofertę - i to lukratywną "naszemu" Leo Beenhakkerowi! - Guus przekonał nas do holenderskiej myśli trenerskiej. Gdyby odszedł, dobrze byłoby zatrudnić innego doświadczonego Holendra. Beenhakker to świetny kandydat, bo sprawdził się w słowiańskim kraju" - twierdzą dziennikarze "Sowietskiego Sportu". 

 

Rosjanie zachwycili się Beenhakkerem w sierpniu podczas meczu Rosja- Polska (2:2) w Moskwie. Leo potrafił w przerwie natchnąć swoich podopiecznych niesamowitym duchem walki, dzięki czemu nasi piłkarze nie tylko odrobili dwubramkową stratę, lecz nawet mogli zwyciężyć. Zarówno kibice, jak i działacze sbornej, obserwując grę polskiej reprezentacji w drugiej połowie, przecierali oczy ze zdumienia. Uważają Beenhakkera za wielkiego fachowca, który z pewnością byłby godnym następcą Hiddinka. 

 

 

Tak to się robi mniej więcej (zwracam uwagę, że jedynym źródłem są tu dziennikarze "Sowietskiego Sportu" ewentualnie kibice i działacze, którzy obserwując grę polskiej reprezentacji przecierali oczy ze zdumienia). Na szczęście 'Fakt' czuwa - tytuł artykułu: 'Rosjanie ręce precz od Beenhakkera!' W tej sytuacji jasne jest, że Rosjanie obejdą się smakiem i niech sobie zatrudnią Mourinho czy innego Beniteza, za którym żaden tabloid się nie wstawi.

 

Rodzi się pytanie dokąd 'Fakt' wyśle Beenhakkera w następną środę, żeby go później (dla nas, kibiców) odzyskać? Stawiam na Portugalię. Tam też z pewnością przecierali oczy ze zdumienia obserwując grę polskiej reprezentacji nawet w obu meczach eliminacji Euro 2008 i prawdopodobnie też mogą tam wkrótce potrzebować nowego trenera, co z pewnością potwierdzą dziennikarze ”O Jogo' czy nawet 'A Bola'.

 

Moja ulubiona jedynka 'Faktu'

16:43, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (4) »

Małe (ale cieszy) odkrycie a'la zCzuba

Broniłem kilka wpisów temu Artura Boruca, że choć przesadza z prowokowaniem rywali, w żadnym razie nie wolno go nazywać Boratem.

I przypadkowo znalazłem odpowiedź, który bramkarz zasługuje na miano bramkarskiego Borata:

  

Poznajcie Paula Robinsona! 

Przyjrzyjcie się dokładnie powtórkom jego kiksu - najbardziej spektakularnego klopsa eliminacji Euro 2008 - w meczu z Chorwacją. Zwróćcie uwagę, jaka reklama wyświetla się na bandach wokół boiska idealnie w momencie katastrofy. Jakby ktoś pilotem uruchomił tę kępkę trawy i reklamy! To nie mógł być przypadek. Robinson po prostu brał udział w kampanii reklamowej, związanej z wejściem filmu do kin.

 

(Swoją drogą Robinson w dużej mierze przyczynił się do czwartkowej dymisji Martina Jola w Tottenhamie. Steve McClaren kiedy go odwołają albo sam złoży dymisję, będzie miał pewnie podobne odczucia co Holender)

Ps:

W redakcji wywiązała się dyskusja co też McClaren zapisał sobie tam w swoim kajeciku tuż po golu, bo kamery pokazują, że pilnie notuje. Padły propozycje:

- 'Robinson ma dziś wieczorem w hotelu kocówę'

- 'Potrzebuję nowego bramkarza'

- Niczym trener siatkarski Mazur, który zapisywał uwagi w rodzaju 'Murek nie przyjmuje piłek', zapisał coś w rodzaju 'Robinson nie trafił w piłkę po podaniu Gary Neville'a'

- 'Nie zapomnieć na lotnisku kupić litra Johny Walkera i karton Marloboro, bo Chorwacja nie Unia, jest strefa bezcłowa'

Macie jakieś pomysły?

11:37, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (13) »
czwartek, 25 października 2007

 

Porażka - zwłaszcza gdy niespodziewana, z outsiderem albo odwiecznym rywalem - to moment, kiedy najbardziej widać klasę sportowca. Ale i polityka.

Oto mamy właśnie dwa spektakularne przykłady kiedy wielki polski sportowiec i wielki polski polityk nie umie znieść porażki z godnością, pozwala, żeby górę wzięła w nim frustracja.

Artur Boruc nie chciał podać ręki piłkarzom Rangers po przegranych derbach Glasgow 0:3 - jednym z czterech najważniejszych meczów w sezonie dla Celtiku. A prezydent Lech Kaczyński nie ma zamiaru pogratulować wygranej w wyborach Donaldowi Tuskowi, który za chwilę zostanie premierem i stworzy rząd. Ba, po wyborach w ogóle jeszcze nie zabrał głosu, nie pochwalił choćby znakomitej frekwencji. Chyba jako prezydent powinien chyba być dumny z obywatelskiej postawy narodu, który ławą ruszył do urn. Nawet jeśli odebrał władzę PiS.

 

Boruc tłumaczy odmowę gratulacji rywalom, że podczas meczu faulowali go i prowokowali. Mniej więc to samo mówi za brata-prezydenta, ustępujący premier Jarosław Kaczyński. Powiedział: 'To nie jest tak, że prezydent państwa to jest osoba, która nie reaguje na to w jaki sposób się do niej odnosi. Jeśli ktoś głosi kult Huberta H. to niech nie liczy na gratulacje. W zamian za niebywałe chamstwo gratulacji nikt nikomu nie składa. Jeżeli Donald Tusk sobie przypomni, że jest w Polsce głowa państwa i musi się do niej odnosić z właściwym szacunkiem, to wtedy może liczyć na to, że będzie i w drugą stronę odpowiednio traktowany. Oczywiście przedtem musi przeprosić.

Zarzut o kulcie Huberta H. (to ten pijany lump co bluznął na głowę państwa i miał za to proces) jest uroczy. Czyżby Tusk spotykał się z nim, zaprosił na lunch, proponował funkcję w rządzie? Chamstwo w kampanii? Najmocniejsze słowa usłyszałem w wieczór wyborczy, kiedy premier wyjaśnił, że za porażkę PiS odpowiada wspólny front, stworzony przez  zabójców księdza Jerzego Popiełuszki, 'Gazetę Wyborczą i Tuska...

To też trochę tak jakby Rafael Benitez powiedział, że nie pogratuluje AC Milan wygranej w finale Ligi Mistrzów, dopóki Carlo Ancelotti nie przeprosi go za faule jego piłkarzy i zagranie ręką Inzaghiego. Jakby Gerrard i Carragher nie kopali po nogach...

Ale w sumie lepsze takie argumenty niż zwalanie braku gratulacji na kolejny ciężki atak dysfunkcji dyspeptycznej (przez który w swoim czasie prezydent nie pojechał na szczyt do Weimaru). Boruc też najpierw ściemniał, że bolały go palce, dlatego nie podał ręki. Ale potem przynajmniej wyrąbał prawdę, że po prostu nie lubi tych z Rangersów to co ma im gratulować. Premier woli ściemniać. A przecież gratulacje dla wygranego nie są żadną oznaką sympatii dla niego, ale szacunku. Również dla siebie samego. 'Okej, tym razem wygrałeś. jesteśmy rywalami, ale nie śmiertelnymi wrogami, bo chodzi tu o co innego'.

Przy czym nie wymagam takiej postawy od Boruca. Owszem, chciałbym, żeby zachowywał sie jak wielki sportowiec, nabrał dystansu, szacunku. Ale w końcu jest piłkarzem. Wolno mu ulegać emocjom, zwłaszcza tuż po meczu. Ale nie komuś, kto powinien być mężem stanu.

13:38, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (9) »
wtorek, 23 października 2007
 

Artura Boruca można krytykować za nieustanne prowokacje w Celtiku ale nazywanie go Boratem - jak to robią niektórzy na forum fanów i Rangersów i Celtiku to gruba przesada. Okej, Boruc przegina. To chwyta i dusi własnego kolegę z drużyny, bo zawalił bramkę, to pokazuje 'fucka' kibicom Hibernians (jak widać nie ma obsesji wyłącznie Rangersów). A to przebiega z flagą 'Celtik Mistrzem Szkocji!' po murawie Ibrox, teraz znów wywołał burzę, bo nie podał ręki piłkarzom Gers po przegranym meczu. Profesjonalne to nie jest.

 

 

 

Ale nie wynika z wyrachowania, gry pod publiczkę, chęci boratowego (czy też barono-cohenowego) wkręcenia kogoś, by ośmieszyć i ściągnąć przy okazji uwagę na siebie. Jestem pewien, że zachowanie Boruca to absolutny spontan. Całe jego zachowanie wynika z pasji i serducha do walki. Boruc to nie typ powiedzmy Ruuda van Nistelrooy'a, który po przegranym meczu mówi, że 'bez przesady, nikt przecież nie umarł, to tylko futbol, życie toczy się dalej itd.' (słyszałem na własne uszy po przegranym półfinale Ligi Mistrzów z Bayerem Leverkusen w 2000 roku. Był wtedy jedynym piłkarzem Man United, który wyszedł do dziennikarzy - reszta w ręcznikach na głowach, walkmanach na uszach, przygarbiona przemknęła do autobusu).

 

Pod względem stosunku do zawodu Boruc to typ Erica Cantony czy Roya Keane (także jeśli chodzi o znaczenie dla drużyny) co jednym tak się podoba, innych tak wkurza. Co jednak w żaden sposób go nie usprawiedliwia i oby nie skończyło się jakimś szaleństwem a'la cios kung-fu Francuza czy celowe złamanie nogi rywalowi przez Irlandczyka, bo wówczas cały świat słusznie go potępi.

 

Osobiście uważam, że o ile Boruca kompromituje wystawianie środkowego palca, o tyle jego sprawą jest czy poda komuś rękę czy nie (byle tylko nie szedł przy tym w Kwasa i filipińską chorobę i nie mówił, że bolały go palce). Skoro był na nich wkurzony polowaniem na kości, okej, jestem w stanie zrozumieć. Co do znaku krzyża przed meczem, też mu wolno, dopóki robi to w miarę prywatnie jak przed ostatnim meczem, z pochyloną głową i 'dla siebie', a nie w kierunku trybun w stylu 'pozdrawiam pielgrzymów z Glasgow...' (swoją drogą w jak chorym świecie żyjemy, w którym musi istnieć kod regulujący te sprawy)

 

Tu punkt widzenia na sprawę Rafała Steca, z którym pogadałem o tym w TOK FM

 

13:31, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 22 października 2007
  

Raportowałem ze sztabu Samoobrony, że porzucony przez politykę (i nawzajem) Janusz Wójcik pewnie rychło wróci na ławkę trenerską i proszę, nie czekał długo na propozycję. Nie minęły 24 godziny od ogłoszenia wyników wyborów i zgonu jego formacji politycznej, a on objął czołową drużynę 2. ligi. Rewelacyjnego beniaminka, Znicz Pruszków.

To się nazywa odwrót na z góry upatrzone pozycje! Największy Mr Motywator wśród polskich trenerów w klubie, więc chyba w Pruszkowie już nucą: 'witaj Orange Ekstraklaso'...

 

A przy okazji mamy piękną puentę do pogrzebu Samoobrony. Znicz!

 

17:51, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (3) »
 

No i wybraliśmy! Ucieszyły mnie wyniki wyborów, a najbardziej ostateczna konsumpcja 'przystawek'. LPR - 1,6, Samoobrona - 1,3 - coś pięknego! I ja przy tym byłem i szampana - postawionego przez Andrzeja Leppera - piłem... Wziąłem udział w sypie Samoobrony. Można nawet powiedzieć, że przyklepałem ziemię łopatą. Warto było zaczekać w sztabie w Hotelu Gromada do 23. Wprawdzie przewodniczący Lepper już do nas nie wyszedł. Wysłuchałem za to gorzkich żalów posła Krzysztofa Filipka, a Piotr Ikonowicz zarzucił mi, że stworzyliśmy w kampanii (my - media) klasę biznes dla PO, PiSu i LiDu, a resztę skazaliśmy na klasę ekonomiczną (sądząc po wynikach raczej na jazdę 5. klasą w indyjskich kolejach, czyli na dachu wagonu). Ikonowicz zapowiedział, że 'my tu jeszcze wrócimy!' A marszałek Genowefa Wiśniowska wieszczyła, że 'Samoobrona odrodzi się jak feniks z popiołu...' Szczerze wątpię, choć na razie istotnie partia zmieniła się w kupkę popiołu.

 

Tym państwu chwilowo dziękujemy:

 

 

Ale uwaga! Spotkałem też posła Janusza Wójcika. W jego przypadku zgon Samoobrony oznacza powrót do futbolu. Może nawet na ławkę trenerską, choć takiej deklaracji nie złożył. No bo przecież trudno wyobrazić go sobie wracającego z Samoobroną 'do korzeni' i 'pracującego u podstaw', czyli stawiającego blokady, rozsypującego zboże, linczującego zarządcę PGR w Mławie etc. W formie polemicznej za to jest świetnej. Nazwał skandalem plany PZPN przedłużenia kontraktu z Leo Beenhakkerem do 2010 roku bez względu na wynik meczu z Belgią i awans do Euro 2008. Argumentuje, że przecież i Engel i Janas nie przedłużyli umów mimo awansu do mistrzostw świata, a po turniejach wręcz stracili robotę. Jego zdaniem Leo zasługiwałby na przedłużenie kontraktu w razie wejścia na Euro 2008 do ósemki.

 

Nie mogę cytować rożnych wątpliwości trenera Wójcika odnośnie kadry albo zgaśnięcia światła w meczu z Kazachstanem, bo rozmowa była prywatna. Ale coś czuję, że o ile w polityce zapanuje nuda (bo nawet jeśli PO nie zgarnie pełni władzy, na pewno będzie miała większość, żeby odrzucać weto prezydenta) o tyle w futbolu może być naprawd gorąco. I znów będzie 'bójta się wójta' ;-)

 

  

00:56, francuski_lacznik , Inne sporty
Link Komentarze (7) »
niedziela, 21 października 2007
 

No jak, wyście już zagłosowali? Tylko bez ściemy, bo jeśli tak to dlaczego o 16.30 frekwencja zaledwie 38 procent?! No? Ja dziś pracuję, a zdążyłem spełnić obywatelski obowiązek w drodze do 'fabryki'. Więc skoro ja mogłem to i wy moglibyście ruszyć tyłki z domu!

  

Nie ma jak wieczór wyborczy w 'Gazecie Wyborczej'. Wiecie, my tu wiemy trochę więcej od 'przeciętnych wyborców'. Od rana spływają do nas prowizoryczne szacunki frekwencji i wyników wyborów. Nie mogę ani słowa napisać, ani jednej cyferki - cisza wyborcza to cisza wyborcza (choć np. w Anglii jej nie znają, a nawet tego określenia w angielskim nie ma). Nie mogę narazić firmy na wydatek miliona pln. Powiem tylko, że...w południe było średnio, ale im bliżej końca robi się co raz ciekawiej...

 

Jak tu skupić się na derbach Liverpoolu, sędzim-drukarzu-Clattenburgu, który podyktował karnego z kapelusza dla „The Reds”, a 'ewidenta' dla Evertonu w ostatnich minutach - nie? Ciągu dalszym prowokacji Boruca, mizerii Milanu, kryzysu Legii? Dziś nie da rady. Jak skupić się na ostatnim Grand Prix F1 sezonu? Start widziałem i 'błyskotliwy' manewr Hamiltona (kibicuję Raikonenowi, fajknie byłoby gdyby wygrał 'ten trzeci'). Ale do końca wyścigu nie dotrwam. Przyjąłem propozycję kolegów z gazeta.pl i na ogłoszenie wyników wyborów jadę z kamerą do... sztabu Samoobrony. Jadę z 'przeczuciem graniczącym z pewnością', że... no i nie mogę napisać, że co... - cisza jest cisza.

Szczegóły (a może nawet wywiady z Renią, Sandrą lub Andrew) to follow...

18:24, francuski_lacznik , Inne sporty
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2 , 3
sport.pl
Michał Pol - Strzeliłem kiedyś gola van der Sarowi z podania Zidane'a. Rzutów wolnych uczył mnie del Piero. Niestety trafiałem tylko w mur. Mimo to od czasu do czasu piszę i gadam o futbolu - przez 15 lat w „Gazecie Wyborczej” (1994-2009), dziś na Sport.pl i - głównie o Lidze Mistrzów - w nSporcie. Mam dysleksję, więc nie wytykajcie mi błędów. Są piłkarze, którzy nie potrafią wykonywać rzutów karnych...
@napisz do mnie