wtorek, 28 września 2010

Ponieważ dobrze życzę trenerowi Smudzie, chciałbym, żeby to jednak on poprowadził reprezentację Polski na Euro 2012 (skoro nie mogą ani Jose Mourinho, ani Guus Hiddink), a nie któryś z ostrzących sobie na to zęby i ostro na to pracujących innych polskich przykro mi się robi jak bardzo rozmienia swój autorytet na drobne. A robi to przy okazji krakowskiej afery alkoholowej i kolejnych powołań do kadry, gdy najpierw ośmiesza zawodników, zapewniając, że co, kadra, a gdzie tam, za wysokie progi, o kim my w ogóle mówimy?, by po tygodniu przesłać obrażonemu i upokorzonemu piłkarzowi powołanie...

Sławomir Peszko to w naszej szarzyźnie piłkarz wybijający się i ja bym go za pomeczowe pijaństwo na wieki z kadry nie skreślał. Owszem, zachował się nieodpowiedzialnie, tym bardziej nawet, że przecież świetnie zna Smudę z czasów Lecha i trenerskie zamiłowanie do dyscypliny. I swojemu trenerowi wykręca taki numer. Tym bardziej jest dla mnie przykre, że w klubie Peszko potrafi się zachowywać jak profesjonalista (tam nie mają z nim żadnych problemów), tam jest grzeczny, za to okazją do olania zasad i wrzuceniu na luz jest dla niego reprezentacja Polski. Smutne. Kara mu się należy, choć może nie ostateczna, nie zatrzaśniecie drzwi do kadry na amen. Okres dłuższej niepewności jednak wyszedłby mu na dobre, może czegoś nauczył na przyszłość, był przykładem dla pozostałych.

Tymczasem Smuda, który obejmując reprezentację grzmiał, że największym błędem Leo Beenhakkera było przywrócenie do kadry awanturników lwowskich, którzy (zwłaszcza Artur Boruc) w ostateczności zawalili mu eliminację i rozłożyli dyscyplinę w kadrze, nie minął tydzień od ujawnienia wydarzeń w krakowską (a także i łódzka) noc, a idzie dokładnie w ślady Holendra.

Dopiero co powtarzał, że „numer z pijaństwem, jak u Beenhakkera u mnie nie przejdzie! Kto mi podpadnie raz, ten nie ma powrotu nigdy”.

Dziś mówi, że „nie zarzaskuję przed Iwańskim i Peszką drzwi do reprezentacji na zawsze. Każdy rodzic w końcu wybacza dziecku nawet największy błąd. Nigdy nie mów nigdy”.

Dopiero co słyszeliśmy, że piłkarz złapany na łamaniu regulaminu podczas zgrupowania ma tylko dwie szanse: pierwszą i ostatnią. „Ta drużyna jest świętością, jeżeli oszukujesz tu sam siebie, oszukujesz 40 milionów ludzi, którzy ci zaufali. Tu nie będzie wódki, ani żadnych głupich wyskoków. Nie lubię braku profesjonalizmu, pijaństwa, bankietowania. Piłkarz reprezentacji ma być wzorem”.

Dziś słyszymy (przytaczam za Super Expressem): - Iwański i Peszko to młodzi ludzie, mają prawo do błędów. Nawarzyli sobie piwa i muszą je wypić. Byle tylko tego piwa nie było za dużo! (śmiech). Lubię Sławka. Dobry trener jest jak ojciec. Kiedy trzeba spuści lanie i postawi syna do pionu. Innym razem przytuli i przebaczy.

Z rozmów z piłkarzami wiem, że Smuda bardzo traci u nich ze swego autorytetu, tym, że kompletnie co innego mówi w wywiadach i rozmowach z nimi, a co innego robi. Przykładem ostatnie powołania. Dopiero śmiechem zbywał pytania o powołanie Andrzeja Niedzielana, który w sześciu meczach strzelił siedem bramek. Ja mam wizję budowy mojej drużyny i nie będę do niej powoływał kogoś tylko dlatego, że zagra dobrze jeden czy dwa mecze w lidze - mówił. Czytałem mądrą odpowiedź Niedzielana na łamach „Futbol News”, że szanuje prawo trenera do posiadania swojej koncepcji, do której jakiś piłkarz może nie pasować, ale dlaczego obraża przy tym Bogu ducha winnego zawodnika? Zawodnika, który - pech chciał - w ilości ligowych goli od początku sezonu wyrównał właśnie osiągnięcie Tomasza Frankowskiego z 2004 roku. I łebsko odgryzł się, że jeden czy dwa dobre mecze to jak na razie zagrała kadra od kiedy objął ją Smuda.

I co? Ta dam! Minął tydzień z kawałkiem i jest powołanie dla Niedzielana. Którego skuteczność akurat została wyhamowana. Ale może w między czasie szczęśliwie zmieniła się wizja budowy mojej drużyny? Generalnie to dobrze, jeśli trener nie jest więźniem własnych uprzedzeń, potrafi przyznać się do błędu, wycofać. Ale żeby po tygodniu?! Dla zawodników taki zachowanie jest po prostu śmieszne. W dodatku to scenariusz doskonale nam znany. To samo przerabialiśmy dopiero co z Ebim Smolarkiem, o którym Franz najpierw opowiadał kawaly, żeby powołać napastnika Polonii Warszawa do kadry po dobrej grze przez 80 minut w Ekstraklasie. Boruc zaś nim dostał powołanie, zdążył przeczytać o sobie, że wygląda jak „kobieta w ciąży”.

Niestety pewne jest, że na Euro 2012 jedyną bronią jaką będziemy mieli do dyspozycji w starciu z najlepszymi zespołami Europy będą nie umiejętności, wyszkolenie techniczne, perfekcyjnie dopracowana taktyka ale wola walki i determinacja do jak najlepszej gry, wzmocniona biało-czerwoną euforią trybun. Wolałbym, żeby w kadrze znaleźli się wówczas piłkarze gotowi umrzeć za Smudę i jego pomysły, a nie tacy, którzy po kontach będą się z niego podśmiewać nazywając histerykiem i złośliwym dziaduniem.

 

REKRUTUJ! Przyłącz się do kampanii „The Recruiter” i weź udział w wyścigu o nowiutkie Porsche 911 Carrera! Znakomite nagrody do wygrania co tydzień i co miesiąc przez cały czas trwania konkursu.

środa, 15 września 2010

Vlog ze studia nSportu w trakcie 1. kolejki Ligi Mistrzów sezonu 2010/11. Razem z Radkiem Gilewiczem, który tego wieczoru był naszym ekspertem staramy się oglądać na raz cztery mecze: Barcelona - Panathinaikos, który jest naszym meczem głównym i tylko o nim mówimy w przerwie i po spotkaniu. Oraz Werder - Tottenham, Twente - Inter i Manchester United - Glasgow Rangers, które pokazujemy i omawiamy w skrótach. Rozmawiamy też z Radkiem o Tomaszu Kuszczaku, który po długiej przerwie wrócił między słupki MU i zachował czyste konto (nie jego w tym zasługa ale głównie samych Rangersów), zastanawiając się co oznacza to zaufanie jakim obdarzył go sir Alex Ferguson...

 

 

REKRUTUJ! Przyłącz się do kampanii „The Recruiter” i weź udział w wyścigu o nowiutkie Porsche 911 Carrera! Znakomite nagrody do wygrania co tydzień i co miesiąc przez cały czas trwania konkursu.

wtorek, 14 września 2010

Po kiepskim pod względem poziomu mundialu wreszcie doczekaliśmy się futbolowych emocji na NAJWYŻSZYM poziomie. Rusza Liga Mistrzów! Zgadzacie się z moimi redakcyjnymi kolegami, że - Inter Mediolan jest bez szans na obrone trofeum? FC Barcelona, mająca w pierwszym składzie aż ośmiu reprezentantów Hiszpanii jest zbyt nasycona sukcesami, żeby powtórzyć ten z 2009 roku? Real Madryt to dopiero plac budowy, 1/8 finału powinien tym razem przejść, ale o zwycięstwo w całych rozgrywkach powalczy może w przyszłym sezonie? I wreszcie, że wreszcie największym faworytem jest tym razem... Chelsea?

Chelsea to największy faworyt Ligi Mistrzów. Inter jest bez szans

Argumenty chłopaków przeciwko Interowi (poza tym historycznym, że nikt jeszcze nie obronił trofeum): drużyny z których odchodził Jose Mourinho zawsze miały problemy z utrzymaniem wysokiego poziomu. Portugalczyk to trener budujący silna więź emocjonalna z piłkarzami. Inna rzecz, że Mediolańczycy są drużyna sytą, a prawie nie wzmocnili się latem. Drużyna, która wygrała wszystko potrzebuje inspiracji - twierdzi Rafał Stec. Choć przyznajmy, że Barcelonie nie pomogła w obronie trofeum nawet tak wielka inspiracja jak Zlatan Ibrahimović.

Argumenty za Chelsea: - ze wszystkich europejskich gigantów jest najbardziej głodna sukcesu, a jej zawodnicy najbardziej zdeterminowani. Zwłaszcza ci sporo już po 30. jak Didier Drogba, John Terry, Frank Lampard dla których to być może ostatnia szansa. Poza tym trener Carlo Ancelotti zawsze świetnie radził sobie z przygotowaniem dojrzałych, doświadczonych piłkarzy do sukcesu w niezwykle ważnych meczach, potrafił z nich wycisnąć najwięcej.

Zgadzacie się, czy uważacie, że faworytem jest zupełnie kto inny? Może ktoś spoza mainstreamu jak FC Porto w 2004? Moim cichym faworytem, choć początek sezonu tego nie wskazuje, jest i tak silny (Hugo Lloris, Cris, Miralem Pjanić, Lisandro López, Michel Bastos, Jérémy Toulalan), a jeszcze wzmocniony Yoanem Gourcuffem Olympique Lyon.

 

REKRUTUJ! Przyłącz się do kampanii „The Recruiter” i weź udział w wyścigu o nowiutkie Porsche 911 Carrera! Znakomite nagrody do wygrania co tydzień i co miesiąc przez cały czas trwania konkursu.

sport.pl
Michał Pol - Strzeliłem kiedyś gola van der Sarowi z podania Zidane'a. Rzutów wolnych uczył mnie del Piero. Niestety trafiałem tylko w mur. Mimo to od czasu do czasu piszę i gadam o futbolu - przez 15 lat w „Gazecie Wyborczej” (1994-2009), dziś na Sport.pl i - głównie o Lidze Mistrzów - w nSporcie. Mam dysleksję, więc nie wytykajcie mi błędów. Są piłkarze, którzy nie potrafią wykonywać rzutów karnych...
@napisz do mnie