wtorek, 30 września 2008

 

 

Najważniejsze pytanie jakie się nasuwa wybaczeniu win przez Leo Beenhakkera 'lwowskim banitom' i ich powrocie do kadry, to czy Artur Boruc powinien wrócić bezpośrednio między słupki i bronić przeciwko Czechom i Słowacji czy raczej na ławkę rezerwowych? Posprzeczaliśmy się o to na redakcyjnym kolegium.

 

Bo tak: występami przeciwko Słowenii i San Marino Fabiański zdecydowanie zasłużył sobie, by być nadal numerem 1. Gdyby nie on nie byłoby tych czterech punktów w obu meczach ale dwa albo nawet tylko jeden. Pozbawienie go teraz tej pozycji byłoby niesprawiedliwe, demotywujące, a może nawet i niemoralne.

 

Z drugiej strony o ile Boruc być może nie zasługuje na natychmiastowe odzyskanie pozycji nr 1 z powodów socjalnych, o tyle nie można mieć wątpliwości, że zasługuje z powodów sportowych. Broni regularnie w lidze szkockiej, za chwilę rozegra kolejny mecz w Lidze Mistrzów. W dodatku Boruc przyzwyczaił nas już do tego, że im lepszy rywal, tym na lepszym poziomie broni i jest bardziej skoncentrowany. A Czechy to najgroźniejszy rywal w grupie, nie wiele ustępujący Niemcom. A i mecz ze Słowacją w Bratysławie nie będzie dla bramkarza spacerkiem. W dodatku powołanie Boruca i posadzenie go na ławce rezerwowych byłoby odczytane przez niego jako ciąg dalszy kary, a przecież „przebaczone winy, darowane długi”.

 

Wiemy, że Fabiański to świetny bramkarz, ale niestety ma wciąż status bramkarza świetnie się zapowiadającego. Jego problem to zbyt mała liczba rozegranych spotkań przeciwko silnym rywalom. W tym sezonie jak dotąd zagrał w barwach Arsaenlu tylko jeden mecz - w Pucharze Ligi Angielskiej przeciwko Sheffield Utd, które jego koledzy zmietli z powierzchni ziemi, wygrywając 6:0. Fabian nie miał nic do pokazania. Naprawdę nie wiemy jak wypadłby przeciwko Czechom, tym czasem szansa, że Boruc wypadnie solidnie jak zawsze w meczach o stawkę jest bardzo duża.

 

W naszej redakcyjnej sondzie aż ośmiu kolegów opowiedziało się za wystawieniem przeciwko czechom Boruca. Trzech (w tym ten najważniejszy) woli w bramce zobaczyć Fabiana. Dwóch nie ma pojęcia, uważa, że obaj są równie dobrzy i od specjalistów chce dowiedzieć się kto powinien bronić. A jeden złożył votum separatum i zażądał wystawienia Tomasza Kuszczaka. No ale to akurat niemożliwe, bo bramkarz Manchesteru United w ogóle nie znalazł się w kadrze. I nie wiadomo kiedy się znajdzie, czy aby za tego selekcjonera.

 

Wy też możecie wziąć udział w sondzie na stronie głównej sport.pl

 

 

 Piłka nożna w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

14:12, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (46) »

Ebi, Leo i ich 'szorstka, męska przyjaźń'

Nie mam wątpliwości, że Ebi Smolarek dostanie powołanie na mecze z Czechami i Słowacją (Leo Beenhakker ogłosi kadrę na konferencji o 12.00, o ile nie dotyczy go zakaz rozmów z mediami, nałożony przez kuratora Zabłockiego na wszystkich pracowników PZPN;-) Holender wcześniej stwierdził, że żadnych niespodzianek nie przewiduje, co oznacza dalszą nieobecność Artura Wichniarka i Ireneusza Jelenia oraz dalszą obecność Ebiego. Brak naszego najlepszego strzelca eliminacji Euro 2008 byłby bowiem megasensacją. 

Ale, jak zastrzegł Beenhakker w niedzielnym wywiadzie dla Canal +, wciąż nie załatwiona jest sprawa tajemniczego gestu Smolarka, które ten skierował w kierunku ławki rezerwowych po strzeleniu gola w meczu z San Marino. Napastnik Boltonu zakręcił palcami „młynka”, który wszyscy chyba słusznie zinterpretowaliśmy jako „no, zmień mnie, zmień mnie teraz, cwaniaczku”. W każdym razie nie słyszałem tłumaczeń Ebiego, że akurat poczuł kłucie w pachwinie i zasygnalizował zmianę, ale wszystko szybko wróciło do normy. Choć nie był to na szczęście „wał Kozakiewicza”, ale wystarczyło, żeby trener poczuł się urażony.    

Miał prawo. Zawodnik może czuć żal do trenera o różne sprawy, ale publiczne okazywanie go nie jest oznaką profesjonalizmu. Np. złość ściąganego przedwcześnie (wg własnego mniemania) zawodnika z boiska: wściekłe zrywanie koszulki, kopanie bidonu, odmowa przybicia „piątki” z trenerem zawsze źle się dla niego kończą. Musi przeprosić, inaczej nie stawia się poza drużyną. Trener nie może mu tego puścić płazem, bo straci autorytet, w końcu to on tu rządzi. Na szczęście szybko zrozumiał to Mariusz Lewandowski, zdjęty w pierwszej połowie meczu z Kazachstanem w poprzednich eliminacjach, który najpierw dał się ponieść złości, ale rychło przeprosił Beenhakkera. I pewnie dlatego zagrał w następnym meczu, z Portugalią, w którym szczęśliwie dla nas okazał się jednym z najlepszych na boisku.

Nie miałbym nic przeciwko temu, że ten scenariusz się powtórzył, a Ebi schodził z murawy w Chorzowie jako Zawodnik Meczu z Czechami. Jest na to szansa, o ile na zgrupowaniu we Wronkach przeprosi Beenhakkera. Pytanie, czy to zrobi? Długo zwlekał, a jak zdradził Beenhakker, już zdążyli rozmawiać ze sobą. Leo stwierdził, że postępowanie Ebiego jest dla niego wysoce niezrozumiałe. Sam nie wiem, czy Ebi ugnie kark? Sądząc po postawie papy, Włodzimierza, dolewającego oliwy do ognia: „wiem, co syn miał na myśli, ale za nic w świecie nie powiem” (dzisiejszy „Przegląd Sportowy” sugeruje, że… zmianę... selekcjonera?”) trochę wątpię.

Jak pokazały ostatnie tygodnie, Ebi potrafi długo trzymać urazę. Jak pisałem wcześniej, obrażony na polskich dziennikarzy za krytykę na Euro 2008, odmówił rozmowy po polsku ekipie Polsatu po konferencji w Boltonie „mówię tylko po angielsku, bo jestem w Anglii” (oj, trzeba się będzie zaopatrzyć w rozmówki polski-słowackie podczas spotkania w Bratysławie). Co w tej sytuacji zrobi nie przeproszony Beenhakker? Nadwątli autorytet w imię zwycięstwa z Czechami i Słowacją, które są przecież must-win-game?   

Obyśmy oglądali tylko takie gesty Ebiego w strone Leo: 'melduję wykonanie zadania, boss'

 Piłka nożna w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

 

 

11:28, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 29 września 2008
 

Kończąc krótką rozmowę z Ryanem Giggsem powiedziałem mu, żeby jak mógł opóźnił zawieszenie butów na kołku. W przeciwieństwie do kolegów z drużyny, jak Ole Gunnar Solskjaer czy Roy Keane (już - moim zdaniem przedwcześnie - pokończyli kariery i trenują), a nawet Gary Neville (jeszcze „nie nazwał dnia”) kontuzje go oszczędzają. A skoro jak sam stwierdził, futbol wciąż daje mu taką radość...

 

Tu fragment wywiadu (cały na sport.pl)

 

Ryan Giggs dla Sport.pl Część 3

 

No i proszę, minęły da dni, a Giggs oficjalnie potwierdził, że w najbliższej przyszłości ani myśli odchodzić na sportową emeryturę. I w związku z tym rozpoczął rozmowy, by przedłużyć kontrakt, wygasający z końcem sezonu. Oczywiście nie takim szalony, bym mniemał, że to pod wypływem próśb dziennikarza z Polski. Ale miło przeczytać (za devilpage.pl) że skrzydłowy MU „czuje się dobrze, więc ma zamiar grać tak długo jak będzie w stanie”. - Jeżeli coś się zmieni to nie będę owijał w bawełnę i decyzję podejmę wręcz od miejsca - zadeklarował.

 

 

 Piłka nożna w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

 

 

18:29, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (2) »

Dziś 65. urodziny Lecha Wałęsy. Dołączając się do życzeń nie mogę się powstrzymać, żeby nie opowiedzieć o moich dwóch spotkaniach z nim, ponieważ wiążą się z anegdotami, a z tych przecież Lechu słynie. W 1996 roku pisałem reportaż o Kazimierzu Górskim, który z kolei obchodził wtedy 75. urodziny. Gdzieś wcześniej przeczytałem, że Wałęsa jeszcze jako Prezydent RP zapowiedział Górskiemu, że ten może go odwiedzać w Belwederze o dowolnej porze. Postanowiłem wypytać byłego prezydenta kim był dla niego pan Kazimierz. Lechu wspomniał czasy kiedy z Andrzejem Gwiazdą byli jeszcze serdecznymi kumplami:

- Górski to niesamowity człowiek. Miał jakiś nos, jakiś talent. Potrafił tak dobrać i wyszkolić, jak nikt już więcej po nim. To, co zrobił z naszą jedenastką, było imponujące. Nawet dziś jestem w stanie powtórzyć każdy z jego meczów, wymienić składy drużyn... Deyna, Lato, Gadocha, Gorgoń... może nawet wszystkich, gdybym pomyślał. Pamiętam wszystkie mecze, choć nie wszystkie widziałem. Gdy pracowałem na statkach, nie dało się tam słuchać radia. Wtedy pozostawały gazety i powtórki w telewizji. Tamte mecze to było nasze patriotyczne zaangażowanie - wszystko odchodziło na bok - sprawy krajowe, polityczne...

- Raz nawet pamiętam, byłem u Andrzeja Gwiazdy. Gadamy tak sobie, a tu patrzę na zegarek, zaraz mecz. Mówię: "Ty, Andrzej, włącz telewizor, bo zaraz chłopaki Górskiego..." A to był chyba mecz Polska - NRD, przegraliśmy albo wygraliśmy 2:1, nie pamiętam. A Gwiazda coś się ociąga, nie chce włączyć. W końcu mówi: "Słuchaj, to jest samo pudło. Żeby sąsiedzi nie podkablowali, że telewizora nie mam".

Osobiście pierwszy i jedyny raz rozmawiałem z Wałęsą podczas igrzysk olimpijskich w Salt Lake City w 2002 roku. Może pamiętacie ten wzruszający moment jak podczas ceremonii otwarcia były prezydent wniósł na stadion flagę olimpijską wraz ze Stevenem Spielbergiem, pastorem Desmondem Tutu, sędziwym amerykańskim kosmonautą Johnem Glennem i australijską sprinterką Aborygenką Cathy Freeman. Następnego dnia dzięki pomocy świętej pamięci Marcina Pawłowskiego z TVN wytropiliśmy Lecha w zagubionym w śniegach hotelu w Snowbird i tam udało mi się przeprowadzić z nim wywiad.

Rozmawialiśmy m.in. o tym, jak zwiększone środki bezpieczeństwa podczas igrzysk dały się Wałęsie we znaki (było to świeżo po zamachu na WTC, USA prowadziły wojnę w Iraku). Lechu w swoim stylu opowiadał, że już ze stoickim spokojem znosi kontrole co pięć minut przy wejściu do każdego budynku.

Trzeba zrozumieć, że te wszystkie środki są niezbędne, bo przecież mnóstwo szaleńców jest na świecie. Ja sam na początku bardzo się wściekałem, bo rozpoznaje mnie tu wiele osób, proszą o autografy, ale rewidują i kontrolują bez litości, łącznie z rozbieraniem. Zlitujcie się - mówiłem do nich, ale oni, że nie wolno zrobić wyjątku, robimy to dla pańskiego dobra. Raz miałem konflikt z celnikiem, który mi po kontroli źle zapiął walizkę. Powiedział mi: „Czy pan myśli, że sprawia mi przyjemność te pańskie szmaty przerzucać? Cały dzień czyjeś brudy oglądam, nieraz gacie, skarpetki latają". My, byli mieszkańcy obozu komunistycznego, jesteśmy przyzwyczajeni, że nas kontrolują, sprawdzają, żeby nam zrobić na złość, prześladować. Ale tu tak nie jest.

Zawsze mi się te gacie przypominają, ilekroć każą mi zdejmować buty na lotnisku i wywalają wszystko z plecaka…

Sto lat, Lechu! Żyj nam długo!

 

Portret nieznanego mężczyzny z wąsem (I połowa XX wieku)

 

09:48, francuski_lacznik
Link Komentarze (16) »
piątek, 26 września 2008

 

 

Będąc wczoraj w Manchesterze zastanawiałem się nad wypadem do Boltonu na konferencję Ebiego Smolarka. Tym ciekawszą, że napastnika reprezentacji Polski czeka właśnie mecz na Old Trafford z mistrzami Anglii i triumfatorami Ligi Mistrzów. No a przecież do wyjaśnienia jest jego szorstka relacja z Leo Beenhakkerem i te tajemniczego gesty po golu strzelonym San Marino. Nie pojechałem, ponieważ groziło mi spóźnienie na samolot do Polski.

 

Okazało się, że dobrze zrobiłem, ponieważ Ebi nie tylko odmówił rozmowy o sprawach polskich - powiedzmy, że jest usprawiedliwiony w obliczu meczu z MU, na którym się koncentruje. Ale odmówił rozmowy z polskimi dziennikarzami po polsku!. Nawet gwiazdy wielkiego formatu jak np. Robert Kubica, wcześniej Mariusz Czerkawski czy Jerzy Dudek w czasach największej chwały w Liverpoolu miały zwyczaj, że po zakóńczonej konferencji zostawały, żeby pogadać z rodakami po polsku. Ostatnio przed i po Grand Prix Węgier Kubica najpierw 15 minut rozmawiał przy stoliku po angielsku, a potem cudzoziemcy sobie poszli, a on sam zainicjował rozmowę po polsku.

 

Ebi w Boltonie zignorował pytania po polsku. Kiedy Kuba Górski z Polsat News zadał pierwsze, Smolarek odparł:

- Rozmawiam tylko po angielsku.

- Dlaczego?

- Bo jestem teraz w Anglii.

- Ale jesteś reprezentantem Polski, więc mógłbyś coś powiedzieć do swoich kibiców.

- Jak przyjadę do Polski, to będę rozmawiał po polsku.

 

Opowiada Kuba: - Kiedy po konferencji Ebi wstał od stolika zapytałem go jeszcze raz, czy możemy teraz porozmawiać po polsku? - Nie! - odpowiedział. - Ale dlaczego? - Bo nie! Ja na to, że nie ma szacunku dla kibiców jako reprezentant Polski... A Ebi na to: - Taki już jestem!

 

Ebi nie rozmawia z polskimi mediami od zakończenia Euro 2008. Jest nadąsany, sfrustrowany, obrażony na cały świat. Rozumiem, że ma żal do Beenhakkera, który nie wystawił go od pierwszych minut w ostatnim meczu mistrzostw Europy z Chorwacją i w spotkaniu ze Słowenią. Sam uważam, że w ataku lepiej by się spisał niż Łukasz Piszczek. Ale skąd takie traktowanie polskich dziennikarzy? Za krytykę formy podczas Euro 2008? Ale czyż po naszym najlepszym strzelcu w eliminacjach nie spodziewaliśmy się więcej? Wprawdzie w Austrii nikt nie zagrał tak jak przeciwko Portugalii, Kazachstanowi czy Belgii, ale to właśnie spadek formy tak ważnego dla kadry Ebiego (oraz Jacka Krzynówka, Macieja Żurawskiego czy Mariusza Lewandowskiego) bolał najbardziej. Nie dało się nad tym przejść do porządku dziennego.

 

Może Ebiemu trudno się było pogodzić z tym, że po równie nieudanym mundialu 2006 akurat do niego było najmniej pretensji obok Artura Boruca i Ireneusza Jelenia. A teraz najwięcej? Może ciężko mu się pogodzić z tym, że Ebi'mania nagle prysła jak mydlana bańka - pamiętam, że przed Euro 2008 w ciągu dwóch tygodni zrobiliśmy trzy duże wywiady wideo z Ebim - Darek Wołowski w Santander gdzie konferencję zwołała Pepsi, ja w Krakowie przy okazji promocji Samsunga, a potem jeszcze przez godzinę odpowiadał na pytania w redakcji „Gazety” na zaproszenie kolejnego sponsora.

 

Cóż, spadać na cztery litery też trzeba umieć. Ebi musi się tego jeszcze nauczyć. Oby jak najszybciej wrócił na szczyt. I nawet jeśli nie uda mu się już w meczu z MU na Old Trafford to przecież czekają go też mecze z Tottenhamem, Stoke City, Newcastle Utd... Trzymam kciuki. Żeby znów twardo biegał po boisku i strzelał gole, dla klubu i dla kadry.

update: Kuba Górski podaje dokładny opis zdarzenia na konferencji w komentarzach...

 

 

 Piłka nożna w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

14:42, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (86) »
środa, 24 września 2008

 

 

  

Właśnie skończyłem rozmawiać z Ryanem. Nie obyło się bez pewnych komplikacji. Po pierwsze skrzydłowy Manchesteru United spóźnił się godzinkę, no ale rozumiem, że musiał się zregenerować po wczorajszym meczu Pucharu Ligi Angielskiej z Middlesbrough. W jego wieku regeneracja trwa troszkę dłużej. Przyznał, że owszem, bardzo podoba mu się określenie „He was the boy who played like a man and now he is the man who plays like a boy”, ale niestety po meczach jego organizm bynajmniej nie zachowuje się jak organizm małego chłopca.

 

Już po za kamerą - wywiad nagraliśmy i opublikujemy na sport.pl wkrótce - kiedy podpisywał koszulki dla zwycięzców małego konkursu Polsportu, zadałem mu pytanie Cwienkola o koszmarny faul Emanuela Pogateza na Rodrigo Possebonie. Austriak tak wjechał w nastoletniego Brazylijczyka, że prawie złamał mu nogę. Ciął tuz pod kolanem, chłopak miał szczęście, że nie skończył jak Eduardo da Silva. Debiutujący w MU Possebon prawie zemdlał, trzeba mu było podać tlen i odwieźć do szpitala. Giggs, który pełnił w meczu funkcję kapitana, bardzo przejął się losem młodego kolegi. Przyznał, że widział faul na wideo i rozbiło mu się niedobrze.

 

Ponieważ przez lata sam był jednym z najczęściej faulowanych zawodników na Wyspach (inaczej nie dawało się go zatrzymać), zapytałem go jak karać boiskowych brutali? Czy czerwona kartka i w konsekwencji zawieszenie na trzy mecze to nie za mało? Co sądzi o pomyśle, by sprawcy takich urazów pauzowali tak długo aż ich ofiary wrócą do gry? Giggs odparł, że jest temu przeciwny. Głównie dlatego, że futbol to futbol i czasem trudno odróżnić który atak na nogi był zamierzony, a który po prostu był nieudana interwencją bez zamiaru zaszkodzenia rywalowi. Banowanie sprawców na czas rehabilitacji ich ofiar otworzyłoby puszkę Pandory i mogło prowadzić do nadużyć - np. rehabilitacja ofiary „przeciąga się”, by kluczowy obrońca drużyny, który nieszczęśliwie trafił go w nogi, nie mógł grać. No i ile piłkarzy musiałaby liczyć kadra każdego zespołu? - Wczorajszy faul to była nieudana interwencja. To był celowy faul, haniebne zagranie, niegodne profesjonalisty. Musi ponieść surową karę ale nie aż taką - stwierdził Giggs.

 

Niestety z powodu spóźnienia czas wywiadu skrócił się z 15 minut do zaledwie ośmiu. Gorączkowo musiałem odrzucać pytania, choć Giggs żartobliwie obiecał odpowiadać na każde bardzo szybko. Odrzuciłem już wcześniej pytania od kadrę Walii i możliwość gry dla Anglii, bo szczerze mówiąc już kiedyś pytałem go o to w Glamorgan - przed meczem z Polską w eliminacjach do mundialu w 2002 roku. Odrzuciłem też te, na które odpowiedzi już znałem, już kiedyś gdzieś słyszałem. Dlatego nagrody postanowiłem przyznać:

 

1. wojciech.dembinski za pytanie o to co najbardziej zmieniło się w lidze angielskiej (w futbolu w ogóle) od czasów jego debiutu w 1991 r.

 

2. matsabat za pytanie o różnicę między podejściem do piłki swoim i kolegów wchodzących do zespołu na początku lat '90, a stosunkiem do zawodu piłkarzy obecnie rozpoczynających kariery. Wykorzystałem też jego pytanie na ile lat czuje się „tam w środku”. no i przychyliłem się do jego rady, żeby dac spokój pytaniom o ” reprezentacyjne przekleństwo"

 

3. nuwanda_89 - za pytanie o decydującego karnego w finale Ligi Mistrzów. Zapytałem Ryana czy nie drżały mu nogi. Opowiedział że Carlos Queiroz kazał mu przed finałem ćwiczyć jedenastki. Trafił 14/15 i uznał, że wystarczy...

 

Proszę o mejle, najlepiej byłoby gdybyście koszulki odebrali osobiście w redakcji na Czerskiej (przy okazji zapraszam na kawę połączoną ze zwiedzaniem Gazety). Jakoś nie ufam poczcie - po poprzednim konkursie nie doszła FIFA 2008. Mam nadzieję, że koszulki się spodobają, osobiście kupiłem je w Megastore na Old Trafford tuż przed wywiadem, bo - i to była druga komplikacja - od sponsora wyjazdu - Reeboka, którego gwiazdorem jest Giggs i właśnie prowadzi akcje wśród dzieciaków „zostań ambasadorem Reeboka” dostałem na konkurs koszulki z wizerunkiem... Thierry'ego Henry i numerem 14. Dobrze, że zauważyłem wcześniej, bo dopiero byłaby wpadka jakbym podsunął Ryanowi do podpisu...

 

Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło: koszulki TH - niestety nie podpisane przez Francuza - przyznaje jako wyróżnienia (o ile nagrodzeni zechcą je przyjąć, obawiam się, że gdyby byli fanami MU i Ryana, mogliby się nie palić...)

wyróżnienia: 

1. Andryei - pytanie o ocenę i przyszłość Kuszczaka było tzw. must-ask-question, choć nie miałem złudzeń, że Ryana odpowie w samych superlatywach nawet gdyby uważał inaczej, podkreślał przy tym, że Polak bardzo pracowicie i żarliwie się uczy, czyli jednak uczy... Oczywiste, ale to Andryei wpadł na nie pierwszy

 

2. michal790 - za fajne pytanie o to z kogo ulepiłby idealnego piłkarza MU, czyimi atrybutami by go obdarzył. gdybym miał więcej czasu pewnie bym je zadał, a Ryana fajnie odpowiedział, bo był naprawdę w świetnym humorze

 

3. Cwienkol - wyjaśnienie u góry

  

Raz jeszcze wielkie dzięki wszystkim za pomoc. Poza paroma pytaniami, które zapewniłyby mi zakaz stadionowy na Old Trafford większość pytań naprawdę była wielce inspirująca, tylko, gad damned, nie miałem czasuuuuu! 8 (słownie osiem) minut! Stąd brak nagród np. za świetne pytania o relacje z Sir Alexem Fergusonem, jego słynną „suszarkę” (chciałem zapytać czy to nie urban legend), to jak się przez lata zmienił. To na pewno nie ostatni taki konkurs Polsportu. Gwiazdą Reeboka jest jeszcze np. Iker Casillas... :)

 

 

 

 

 

 Piłka nożna w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

22:35, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (20) »
wtorek, 23 września 2008

 

Jutro dzięki pomocy Reeboka lecę na dzień do Manchesteru zrobić wywiad z Ryanem Giggsem. Yes, yes, yes! Podobno ma to być 15 minut jeden na jeden, ale uwierzę dopiero jak usiądę naprzeciwko niego. Tylko co to jest 15 minut z taką legendą - 15 godzin byłoby za mało! O każdym jego sezonie z 18. na Old Trafford można by z nim przegadać przynajmniej godzinę (o tym, w którym „Czerwone diabły” zdobyły „potrójną koronę” nawet trzy). Z drugiej strony 15 minut to i tak niesamowita okazja dla dziennikarza z Polski, zwykle skazanego za łapanie gwiazd za rękach w mix zonie po meczach, kiedy zawodnik jest albo wkurzony porażką albo pijany szczęściem. Śpieszy się już do kolegów, żon, WAG-sów, odpocząć, zacząć „trzecią część meczu”...

O czym rozmawiać z Giggsem w tak krótkim czasie? Na pewno poproszę go o porównanie obu drużyn, z którymi wygrał Ligę Mistrzów. Zwłaszcza, że sam Alex Ferguson powiedział, że triumfatorzy Champions League 2008 to najlepsza i najbardziej kompletna drużyna jaka kiedykolwiek prowadził. Czy Ryan uważa tak samo?

I tu moja wielka prośba do Was i konkurs zarazem, może macie jakieś pytanie, które zawsze chcieliście zadać Giggsowi ale nie mieliście okazji? Chętnie zrobię to za Was :) Może mi podpowiecie o co koniecznie trzeba go zapytać? Trzy najlepsze propozycje (wedle własnego uznania) nagrodzę koszulkami z autografem najlepszego skrzydłowego w historii futbolu. Nie mówiąc o tym, że spróbuje te pytania zadać.

Telefon do przyjaciela

Na pewno zacytuję mu słynne słowa Bobby Robsona: „Pierwsze wielkie rozczarowanie każdego trenera reprezentacji Anglii to kiedy dzień po nominacji odkryje, że nie może powołać do kadry Ryana Giggsa...” Nota bene gra dla reprezentacji Walii i nie możność występu Giggsa na wielkim turnieju jak mundial czy mistrzostwa Europy, to po pierwsze wielka strata dla futbolu, a po drugie ulubiony temat reklamówek z udziałem Ryana...

 

 

 

 

Ryan Giggs... Co raz mniej takich piłkarzy jak on. Tak wiernych jednemu klubowi, mającego dla niego tak wiele zasług. Kto jeszcze, Paolo Maldini, Raul, Steven Gerrard, Carles Puyol, Francesco Totti...? Powoli się wykruszają, a nowi się nie rodzą. Rzadki przykład stuprocentowego profesjonalisty. Ktoś jeszcze sprzed pokolenia „rolex-porsche”, gardzący blichtrem, sprzedażą praw do robienia zdjęć na ślubach etc. Zawsze na pierwszym miejscu był u niego futbol...

This boy is a genius

 

   

 

 

 

  

 Piłka nożna w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

15:36, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (168) »
poniedziałek, 22 września 2008

 

 

Młody obiecujący polski tenisista bez powodzenia szuka dla siebie sponsora. Jeśli go nie znajdzie, rozważa możliwość zmiany obywatelstwa. Zostanie reprezentantem Kataru? - czytamy dramatyczny lead w „Przeglądzie Sportowym”. Po bliższym wczytaniu okazuje się, że jeden z najbardziej utalentowanych młodych polskich tenisistów, Jerzy Janowicz na szczęście już niczego nie rozważa, bo propozycję szejków bohatersko odrzucił. Bohatersko, bo zostanie Katarczykiem (Katarem?) równałoby się zapewne z zostaniem milionerem, tymczasem 18-letni finalista wielkoszlemowych turniejów juniorskich US Open w 2007 i French Open w 2008 od początku kariery nie ma sponsora. - Przez to cały ciężar finansowania spada na moich rodziców. Potrzebuję około 150 tysięcy złotych, żeby myśleć spokojnie o przyszłym sezonie - opowiada.

- Odmówiłem zmiany obywatelstwa i przeniesienia się do Kataru, bo to wiązałoby się także ze zmianą religii - przyznaje. - Miałem także możliwość wyjazdu do USA. Jeśli nie znajdę sponsora, to mogę zostać zmuszony do opuszczenia kraju - opowiada Janowicz.

Czytając te skargi mam mieszane uczucia. Bo do kogo właściwie ma pretensje młody tenisista? Czy chciałby żeby jego sponsorem zostało państwo i ufundowało mu stypendium? To chyba nie ta dyscyplina, bo przecież tenisista w turniejach reprezentuje głownie siebie, w biało-czerwonych barwach ma szansę wystąpić raz na cztery lata na igrzyskach olimpijskich. Moja rada to zmienić agenta na łebskiego, który szybko znajdzie sponsora lub kilku. A wyjazdu do USA i treningów na Florydzie życzę jak najbardziej, bo to chyba idealne miejsce dla rozwoju młodego tenisisty i chyba nie wiążą się ze zmianą obywatelstwa, bo nigdy nie słyszałem o takim przypadku.

Słowa Janowicza to krzyk rozpaczy, ale nie groźba ocierająca się o szantaż jak w przypadku pływaka Mateusza Sawrymowicza. 21-letni mistrz świata z 2007 roku na 1500 metrów stylem dowolnym jeszcze przed igrzyskami w Pekinie narzekał, że jego sukcesy w basenie nie przekuły się na sukces finansowy.

- Tragedia polega na tym, że rodzimy marketing sportowy kuleje. Jesteśmy mistrzami świata, a nie znaleźliśmy sponsora. To rzutuje na naszą przyszłość. Odpuszczam szkołę, bo pływam i moja edukacja poległa. Poświęcam coś dla czegoś innego. Nie ścigam się dla pieniędzy, ale skoro już, to czemu nie zapewnić sobie przyszłości. W świecie wszyscy dostają dobre pieniądze. Gdzie indziej są możliwości. Jeśli sytuacja się nie zmieni, to po igrzyskach olimpijskich w Pekinie, pomyślę na poważnie o zmianie barw narodowych - mówił także w „PS”.

 

 

 

 

Klęską na igrzyskach w Pekinie (gdzie nie wszedł do finału) Sawrymowicz na pewno nie poprawił sobie widoków na sponsora w Polsce. A przecież przykład Otylii Jędrzejczak czy Pawła Korzeniowskiego pokazuje, że pływacy potrafią się przebić do reklamy. Nie wiem jak po pekińskiej klęsce stoją akcje Sawrymowicza w Katarze. Ale jeśli uważa, że skoro rodzimy marketing sportowy kuleje - to jest to dobry pretekst do zmiany obywatelstwa, to szczęśliwej drogi, ja nie chcę się emocjonować jego startami na kolejnych igrzyskach.

Warto przypomnieć jak na identyczną propozycję ze strony katarskich szejków zareagował trzy lata temu inny pływak i olimpijczyk Bartosz Kizierowski. „Gdy otrzymałem propozycję zmiany obywatelstwa poprosiłem o dzień na zastanowienie. Szybko doszedłem jednak do wniosku, że nie mógłbym spojrzeć w oczy rodzicom, którzy całe życie wpajali mi, że nie pieniądze są najważniejsze. Nie mógłbym spojrzeć w oczy władzom Polskiego Komitetu Olimpijskiego, związku pływackiego i kolegom z reprezentacji. Nie mógłbym w końcu spojrzeć w lustro, wiedząc że się sprzedałem” - mówił mi wtedy. Nic dziwnego, że do PKOl. dostał nagrodę Fair Play a od Sejmu nagrodę za „postawę patriotyczną”.

Dobrze, a kto wreszcie ukarze Katar antynagrodą antyFair Play za wyszukiwanie w świecie sfrustrowanych, nienajlepiej opłaconych sportowców by sypnąć im w oczy perodolarami i przerobić na Katarczyków? FIFA już powiedziała katarskim skrytożercom stanowcze „nie!”, kiedy próbowali skaperować do swojej kadry Brazylijskiego piłkarza Ailtona, który wcześniej nie widział na oczy swojej nowej ojczyzny. Czy nie powinny pójść za nią kolejne federacje?

 

 

 

 

 

 

 Piłka nożna i tenis w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

 

17:03, francuski_lacznik , Inne sporty
Link Komentarze (23) »
niedziela, 21 września 2008

 

 

 

 

 

 

Nie żartuję, naprawdę jestem w szoku. Cywilizacyjnym. Po raz pierwszy od nie wiem już ilu lat - o ile nie w ogóle - obejrzałem ligowy mecz bez ani jednego bluzgu. Bez ani jednej przyśpiewki czy haseł, obrażających przeciwną drużynę, jej zawodników, trenera, kibiców. Nawet sędziemu się nie dostało, choć kilka razy ewidentnie pomylił się na niekorzyść gospodarzy (acz bez większych konsekwencji). Ani razu nie padło odwieczne „PZPN, PZPN, j... j... PZPN” Żadnego „strzelcie kurwom gola...” jak zawsze i wszędzie, a ostatnio nawet w Londynie na meczu Wisły z Tottenhamem (ten eksportowy występ naszych fanów przypomniał mi żenadę jaką przeżyłem w Neapolu w 1997 roku podczas meczu Włochy - Polska, gdzie polski sektor skandował „ch... ci na imię, hej Baggio, ch... ci na imię”).

W sobotę wieczorem na stadionie Polonii Warszawa doping był stuprocentowo pozytywny. Tylko i wyłącznie własny zespół, da razy zaprzyjaźnione drużyny. No raz dostało się Legii, ale umówmy się, że „kto nie skacze ten za Legią!” zabrzmiało na polskim stadionie jak przedszkolne „stary niedźwiedź mocno śpi”. I zastanawiam się jak reszta kibiców w kraju przyjmie to nieodpowiedzialne zachowanie fanów Polonii Warszawa? Czy przypadkiem nie będzie ich miała za przedszkolaków właśnie i cieniasów? No bo jak to tak bez ani jednego bluzgu? O... im w tej warszawce do reszty, czy jak?

Oczywiście wielka w tym zasługa władz Polonii, które potrafiły się dogadać z kibicami, coś obiecały, czymś zagroziły, że jak będą bluzgi to czegoś nie podstawią... Ważne że zadziałało. Na usprawiedliwienie tej wyjątkowo grzecznej postawy kibiców z Trybuny Kamiennej trzeba przyznać, że na Konwiktorskiej nie było kibiców drużyny przeciwnej. Fani Ruchu Chorzów z nieznanych mi powodów nie zostali wpuszczeni na stadion, co ponoć spotkało się tuż przed pierwszy gwizdkiem z negatywną oceną polonistów i coś tam poleciało pod adresem policji. Ale mnie wtedy nie było jeszcze na stadionie, bo do ostatniej chwili oglądałem w C+ debiut Ebiego Smolarka w Boltonie. Od naszego wejścia na stadion do wyjścia było kulturalnie, miło i przyjemnie, a mimo to drużyna gospodarzy grała koncertowo. A ja wreszcie nie przeżywałem stresu, że mój syn nasłucha się słów na „k”, „ch”, „p”, „j” itp. Nie usłyszał ani jednego. Toteż śmiało mogę napisać, że lider ma kibiców godnych miejsca w tabeli.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 Piłka nożna w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

12:47, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (145) »
 
1 , 2 , 3
sport.pl
Michał Pol - Strzeliłem kiedyś gola van der Sarowi z podania Zidane'a. Rzutów wolnych uczył mnie del Piero. Niestety trafiałem tylko w mur. Mimo to od czasu do czasu piszę i gadam o futbolu - przez 15 lat w „Gazecie Wyborczej” (1994-2009), dziś na Sport.pl i - głównie o Lidze Mistrzów - w nSporcie. Mam dysleksję, więc nie wytykajcie mi błędów. Są piłkarze, którzy nie potrafią wykonywać rzutów karnych...
@napisz do mnie