poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Ciężko mi w tej chwili pisać z sympatią o piłkarzu reprezentacji Polski, po porannej demonstracyjnej olewce, jaką nam zgotowały chłopaki Smudy, chcę jednak wziąć w obronę Patryka Małeckiego, po którym wszyscy jeżdżą za to, że wiślackich pikników wysyła na Cracovię, bo za chwilę ten temat zwietrzeje. Były dyrektor sportowy Wisły, dziś ekspert C+ Grzegorz Mielcarski nazwał go wręcz szczeniakiem, który kompletnie nie rozumie, jak funkcjonuje się w biznesie. - Jak można tak potraktować ludzi, którzy chodzą na mecze Wisły dłużej niż Patryk jest na tym świecie? To jest nie do pojęcia! Trudno natomiast dziwić się fanom. Jeśli dostaniesz nieświeże jedzenie, to masz prawo do krytyki. Ludzie, którzy zasiadają na centralnych sektorach na stadionie, kupują najdroższe bilety. Z tych pieniędzy klub utrzymuje Małeckiego i zapewnia mu opiekę lekarzy - pyta na łamach „PS” były reprezentant Polski.

Oczywiście Małecki przegiął. Nawet Roy Keane, piekląc się na manchesterskich pikników, którzy zamiast kibicować United, żarli na trybunach kanapki z krewetkami i nic nie rozumieli z futbolu, nie posunął się tak daleko, żeby wysyłać ich na Main Road, na stadion City. Ten pomysł Patryka, marzącego by grać tylko tych 5 tysięcy fanatycznych fanów nie był najszczęśliwszy. W końcu jak się przeniosą, skąd klub weźmie pieniądze na jego pensję? Toteż władze Wisły postąpiły jak najbardziej słusznie, deklarując, że zależy im na wszystkich fanach, bo każdy kibic jest dla klubu tak samo ważny. Ale frustracja Małeckiego kibicami, którzy zamiast wspierać drużynę w trudnych chwilach, zamiast nieść ją dopingiem do zwycięstwa, milczą, bo usta mają akurat zapchane jedzeniem, a jak już je przełkną i popiją to gwiżdżą na własnych piłkarzy, jest dla mnie doskonale zrozumiała.

- Kibic powinien być z drużyną na dobre i na złe, tak jak nasi fani dopingujący z trybuny za bramką. Oni są z nami nawet wtedy, gdy przegrywamy. Chciałbym, żeby „pikniki” w ogóle nie przychodziły na stadion Wisły. Irytują mnie, bo jak wszystko jest dobrze, to klepią po plecach, a gdy tylko coś się nie uda - gwiżdżą. Nie pomagają nam, tylko przeszkadzają. Takich kibiców nie potrzebujemy. Naprawdę wolałbym grać tylko dla pięciu tysięcy fanatyków - powiedział Małecki.

Away from home our fans are fantastic, I'd call them the hardcore fans. But at home they have a few drinks and probably the prawn sandwiches, and they don't realise what's going on out on the pitch - mówił w swoim czasie Keane.

Czyżby Mielcarskiemu w czasach kariery było wszystko jedno, czy na trybunach jest głośno czy cicho, czy jego właśni kibice wspierają go, doceniają starania czy też jadą z nim od razu kiedy tylko zaczyna być gorzej? Ja akurat nie uważam, że stadion piłkarski to restauracja. Gdy przychodzi do płacenia rachunku nie obchodzą mnie powody kiepskiej formy kucharza, to, że jest wykończony i przysnął nad moim stekiem, bo przez trzy noce pichcił coś na konkurs złotej patelni. Siedząc na trybunach jestem w stanie cofnąć się myślami do meczu wstecz i przypomnieć sobie gdzie się odbywał, ile kosztował piłkarzy, jak bardzo blisko byli historycznego awansu do Ligi Mistrzów mimo ewidentnie gorszych umiejętności od rywali i wreszcie jakim rozczarowaniem była ta porażka, jak bardzo wyniszczającą klęską. Zwłaszcza, że kolejna okazja wcale nie musi tak znów szybko nadejść, o ile w ogóle.

Jeśli Małecki w następnym meczu grał dużo gorzej, to przecież nie dlatego, żeby zrobić na złość kibicom, własnemu klubowi i sobie, ale dlatego, ze lepiej nie był w stanie, bo mecze z Aopelem wyczerpały mu i organizm i psyche. Toteż i ja bym się wkurzył, że ci sami fani, którzy dopiero co chcieli mnie nosić na rękach za zwycięskiego gola w pierwszym meczu z Cypryjczykami, już przy następnym spotkaniu gwiżdżą na mnie kiedy trener zdejmuje mnie z boiska. Owszem, tak właśnie robią ci, którzy nie rozumieją na czym polega futbol i wspieranie własnej drużyny. I co, teraz jak Małecki zapewni zwycięstwo w jakimś kolejnym meczu będą się do niego wdzięczyć?

Co nie znaczy, że jestem za wyeliminowaniem ze stadionów pikników, ich trzeba po prostu wychować. Choć może niekoniecznie metodami obejmującymi plucie i lutowanie jak to gdzieniegdzie bywa. Ale piłkarz ma prawo wkurzyć się kiedy jego właśni kibice okazują się tak bezrozumnie bezwzględni. Zwłaszcza, że przecież nie mieszkamy w Katalonii, Madrycie ani Manchesterze.

18:47, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (65) »
czwartek, 25 sierpnia 2011

Sekundy po sensacyjnym zwycięstwie Legii ze Spartakiem Moskwa, najsilniejszą drużyną jaką wyeliminowała stołeczna jedenastka od czasów Blackburn Rovers w 1995, dostałem sms’a od mojego bardzo znanego kolegi-dziennikarza z hasłem: Maciej Skorża na selekcjonera! To oczywiście skutek zrozumiałem euforii, ze zwalnianiem Franza Smudy i namaszczaniem właśnie Skorzy na następcę poczekamy aż nasze głowy ochłoną, zdecydowanie jednak już teraz można stwierdzić jasno i wyraźnie: Skorża udowodnił, sobie i wszystkim którzy w niego wątpili, jest jednak z niego kawał fachowca, trenera, stratega, motywatora. Sam dał nam powody do zwątpienia w siebie, odpadając z Wisłą Kraków z walki o Ligę Mistrzów z estońską Levadią, co było chyba jedną z największych kompromitacji w historii polskiego klubowego futbolu. Zapłacił za to rychłą utratą posady i szyderą w całym kraju, jaka go otoczyła. Poprzedni sezon z Legią, w którym oodniosła ona w lidze rekordową od lat liczbę 11 porażek, tylko tę kiepską opinię pogorszył. Przyznaję, że sam należałem do tych, którzy przecierali oczy na wieść, że utrzymał posadę.

Dzisiejszym wyjazdowym zwycięstwem nad Spartakiem, drużyna przewyższającą Legię jakością, ilością klasowych piłkarzy, budżetem i doświadczeniem w europejskich pucharach zmazał tamte winy. Zdołał zmobilizować drużynę osłabioną stratą kluczowego strzelca, Miro Radovića, którego utarta była ty, czym dla Wisły byłaby strata Maora Meliksona - piłkarza talizmanu. Dokonał odważnej wymiany bramkarza. Oczywiście pomogła mu niefrasobliwość rosyjskiej defensywy tak w pierwszym jak i drugim meczu, pomógł przypadek - czy Maciejowi Rybusowi jeszcze kiedyś wyjdzie taki strzał z prawej nogi? Najbardziej Skorża ujął mnie charakterem jaki Legia okazała w obu meczach, jakiego brakowało jej wielokrotnie w poprzednim sezonie, i jakiego brakowało Wiśle w obu meczach z Apoelem. Naprawdę serdecznie gratuluje, panie Macieju. Pełen szacun! A droga do kadry, kiedyś w przyszłości, znów nie zamknięta na amen.



20:14, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (26) »

Wczorajszy bój Arsenalu o Ligę Mistrzów był dla mnie przeżyciem wyjątkowym, albowiem spotkanie przeciwko Udinese dane mi było oglądać w towarzystwie całego klanu Szczęsnych. Z Maćkiem już wcześniej komentowaliśmy w studiu nSportu występy Wojtka, wiedziałem więc czego się spodziewać (i nie zawiodłem się, ach te ojcowskie emocje;). Tym razem do grona (ale już nie na wizji) dołączyli - nestor rodu, czyli dziadek Wojtka oraz jego brat Janek. To było naprawdę niesamowite, móc z bliska podglądać ich emocje, słuchać (jakże fachowych i wcale nie zaślepionych miłością) komentarzy po każdej interwencji, a na koniec współuczestniczyć w dumie z syna/wnuka/brata. No bo co tu kryć - Młody znów okazał się bohaterem Arsenalu. Obroniony rzut karny w tak kluczowym momencie, i to jak obroniony! Przecież Antonio di Natale wcale nie zepsuł tego strzału, ani nie strzelił za lekko. Maciek zdradził nam, że przed meczem radził Wojtkowi w razie karnego rzucić się płasko w prawy róg, i cieszył się, że młody nie wysłuchał rady do końca i zrobił to po swojemu.

Opowiedział też, jak to po zremisowanym meczu z Liverpoolem 1:1 w poprzednim sezonie, Arsene Wenger z całej drużyny ochrzanił jedynie Wojtka, któremu do obrony karnego, wykonanego przez Dirka Kuyta zabrakło może z 10 cm. Zdaniem Bossa Wojtek poszedł co prawda we właściwy róg, ale powinien był... rzucić się szybciej! Maciek stwierdził sceptycznie, że po obronie karnego z Udinese, młody może liczyć co najwyżej na coś w rodzaju you did well (czytać z francuskim akcentem). Nie docenił Wengera, który - jak czytam dziś - nazwał paradę Szczęsnego punktem zwrotnym w tym meczu. - Było widać, że mentalnie miała wielki wpływ zawodników Udinese. Oni stracili wiarę. Po zmarnowanym karnym to już nie była ta sama drużyna - stwierdził menedżer Kanonierów po zwycięstwie. I dodał, że Wojtek staje jest lepszy z każdym meczem. - To jest typ osobowości, która potrafi radzić sobie z presją, co po raz kolejny zaprezentował - powiedział. 

Słowem, znalazł dla Wojtka więcej pochwał niż ojciec. I właśnie dlatego oglądanie Arsenalu w towarzystwie Maćka jest takie fajne, że nie jest on po ojcowsku bezkrytyczny, zaślepiony, potrafi - wrzeszcząc w kierunku ekranu - ochrzanić syna np. za niepotrzebne kiwki czy zbyt późną reakcję. Z absolutnym poczuciem realizmu zbywa pytania (nie moje, bynajmniej) czy Arsenal to już za słaba drużyna dla Wojtka albo czy jest już w 10. najlepszych bramkarzy świata. Obaj zdaj sobie sprawę, że przed Wojtkiem jeszcze sporo nauki i zbierania doświadczenia...

 

Arsenal szczęśliwie dołączył do pozostałych uczestników tegorocznej Ligi Mistrzów, losowanie o 17.30 na antenie nSportu. Oto koszyki:

1. koszyk

FC Barcelona, Manchester United, Chelsea FC, Bayern Monachium, Arsenal FC, Real Madryt, FC Porto, Inter Mediolan

2. koszyk

AC Milan, Olimpique Lyon, Szachtar Donieck, Valencia FC, Benfica Lizbona, Villarreal , CSKA Moskwa, Olimpique Marsylia

3. koszyk

Zenit Sankt Petersburg, Ajax Amsterdam, Bayer Leverkusen, Olympiakos Pireus, Manchester City, OSC Lille, FC Basel, BATE Borysów

4. koszyk

Borussia Dortmund, SSC Napoli, Dinamo Zagrzeb, APOEL Nikozja, Trabzonspor, Racing Genk, Viktoria Pilzno, Otelul Galati

z których ja poprosiłbym o grupę śmierci w postaci:

1. Real Madryt/FC Barcelona

2. AC Milan

3. Manchester City

4. Borussia Dortmund

Niech Lewy, Kuba i Piszczek ogrywają się z najlepszymi, ale niech wiosną sobie odpoczną ku chwale naszej reprezentacji na Euro 2012;)



środa, 24 sierpnia 2011

To ciekawy paradoks, że wyśniony awans do Ligi Mistrzów o mało co nie zapewnili Wiśle dwaj z trzech Polaków, jacy się jeszcze ostali w drużynie po czystkach Stana Valxa i trenera Roberta Maaskanta, za to cudzoziemcy, którzy wcześniej wywindowali ją na wyższy poziom i dawali nadzieję na wymarzony awans do elity, właśnie teraz kompletnie zawiedli Białą gwiazdę. Patryk Małecki wygrał Wiśle mecz w Krakowie. W Nikozji wypadł kiepsko, niczym się nie wyróżnił, za to błysnął Cezary Wilk, jednym z najlepszych wiślaków na boisku, zdobywca fantastycznej bramki, która o mały włos nie okazała się przepustką do raju. Pierwszego gola wrzucił sobie do siatki Sergiej Pareiko (nawet jeśli cześć winy ponosi Małecki, który pilnował słupka), dobry bramkarz, który okazał się tym puzzelkiem, jakiego Wisła poszukiwała od lat. Bynajmniej nie twierdzę, że od teraz jest już zły i się nie nadaje. Wybronił przecież też kilka groźnych strzałów. Po prostu popełnił błąd w najgorszym momencie w jakim mógł mu się przytrafić.

Niczym w obu spotkaniach nie wyróżnił się Maor Melikson, a przecież to właśnie po nim oczekiwaliśmy błysku geniuszu, tego, że zrobi różnicę. Nie zrobił. Z obu spotkań jestem w stanie przypomnieć sobie jego dwa świetne podania do Cwetana Genkowa, których Bułgar nie potrafił wykorzystać (kolejny zawód) i strzał z wolnego w poprzeczkę. Być może kiepską postawę w Nikozji usprawiedliwia ów tajemniczy uraz (i krwiak), o ile rzeczywiście miał miejsce a nie był psychologiczną ściemą Maaskanta. Ale jeśli uraz był, to Holender niepotrzebnie tak długo trzymał rażącego bezradnością Izraelczyka na boisku, który pierwszy raz zaistniał w 40 minucie meczu, łapiąc żółtą kartkę za symulowanie. Ale przecież i w pierwszym spotkaniu zdrowy Melikson nie czarował podaniami, ani zaskakującymi strzała mi jak w spotkaniu z Liteksem. Zadecydowała klasa rywala? Nie byłby jednak Melikson tą gwiazdą z Bundelsigi czy La Liga, która niechcący, przypadkiem zbłądziła do polskiej Ekstraklasy?

 

Wisłę zdecydowanie zawiedli też cudzoziemscy obrońcy. Jak Michael Lamey, po którym w żaden sposób nie widać było doświadczenia w Lidze Mistrzów, w niczym nie wspomógł ataków, gdy było to potrzebne, w defensywie kompletnie nie radził sobie z pilnowaniem Brazylijczyka Manduki, czy Junior Diaz, którego dla odmiany wciąż ogrywał Macedończyk Trickovski. Środkowi obrońcy Kew Jaliens i Osman Chavez grali niepewnie, ten drugi zaś - skała w Ekstraklasie - zawalił trzeciego gola, pozwalając Ailtonowi odwrócić się z piłką na polu karnym. Gervasio Nunez, który świetnie spisywał się jako defensywny pomocnik (i asystent przy golu Małeckiego), zupełnie nie sprawdził się na prawym skrzydle, ale może to nie jego wina, że tam się znalazł.

I nie jest bynajmniej tak, że gdyby Wisła dowiozła szczęśliwy wynik 1:2 do końca spotkania i awansowała, o każdym z wymienionych piłkarzy miałbym diametralnie odmienne, pozytywne zdanie. Biała gwiazda w obu meczach była gorsza i odpadła zasłużenie. Patrząc na bezradność piłkarzy Maaskanta w starciu z będącymi w ich zasięgu Cypryjczykami, zastanawiałem się co będzie jak w grupie trafią na Barcelonę, Inter i Borussię Dortmund. Chociaż i Lech kiepsko spisywał się w meczach o Ligę Europejską, ale w grupie pozwolił poczuć dumę wszystkim Polakom.

Na koniec jeszcze spostrzeżenie Marcina Żewłakowa, byłego piłkarza Apoelu, z którym komentowaliśmy mecz w nSporcie. Zauważył on, że w meczu w Nikozji los sprzyjał tym, którzy o coś walczyli, angażowali się, starali, a nie wyczekiwali. Wisła postanowiła bronić wyniku z Krakowa, walczył Apoel i został nagrodzony dwoma golami. I zadowolony z wyniku spuścił z tonu, przebudziła się za to Wisła, której grunt zaczął się palić pod nogami i ruszyła do boju. Po świetnej zmianie jaką dał Ivica Iliew, goście strzelili gola na wagę awansu. Wówczas jednak znów zaczęło zależeć Apoelowi, przycisnął, szła akcja za akcją, aż w końcu Ailton dopiął swego. Czyli fortuna jest łaskawa, dla tych, którzy chcą i ryzykują...

No nic, czekaliśmy 15 lat na mistrza Polski w Lidze Mistrzów, to poczekamy i szesnasty. Jeśli Wisła będzie nadal budowana z taką konsekwencja jak od roku i przez ten sam duet Valcx/Maaskant, jest nadzieja, że za rok może się udać...



wtorek, 23 sierpnia 2011

We wtorek najważniejszy mecz XXI wieku dla polskiego klubowego futbolu. Wiśle wystarczy w Nikozji nie przegrać, żeby awansować do wyśnionej Ligi Mistrzów, co z kolei umocniło by jej prymat w Ekstraklasie na długie lata. Prymat, który być może nastąpi i bez tego awansu, dzięki dalszej konsekwentnej budowie drużyny przez holenderski duet dyrektor sportowy/trener, czyli Stan Valcx/Robert Maaskant, przy dyskretnym, spokojnym wsparciu właściciela Białej gwiazdy, Bogusława Cupiała. Polecam Wam ciekawą rozmowę z moim redakcyjnym kolegą, Rafałem Stecem, który największy fenomen widzi w tym, że tak blisko Ligi Mistrzów znalazła się drużyna, dopiero co zbudowana od zera. Że zespół, który jeszcze rok temu potrafił skompromitować się z Karabachem, a dwa lata temu z Levadią nagle zniknął, a nowo wykreowana jedenastka z miejsca zaczęła funkcjonować bez okresu przejściowego.

Wg Rafała to nie tylko zasługa perfekcyjnych transferów Valcxa, który jeszcze się nie pomylił, ale i liczbie wartościowych zawodników, którzy wreszcie rywalizują o miejsce w składzie. Dotąd w Wiśle nie było konkurencji. Taki Paweł Brożek mógł być pewien miejsca w pierwszym składzie, a więc i bardzo dobrych zarobków niezależnie od formy. Czy grał dobrze, czy słabo, starał czy obijał, lepszych nie było. To się zmieniło. Cwetan Genkow musi przekonać trenera, że jest lepszy od Davida Bitona, a Andraż Kirm, od Ivicy Iliewa albo Patryka Małeckiego (stąd zapewne ten skradziony rzut karny, który po zmarnowaniu obrócił się przeciw Słoweńcowi). Nawet o miejsce w bramce toczy się równorzędna walka, wygrywa ją bezapelacyjnie Sergie Pareiko, ale wie, że nie może sobie odpuścić.

Stec: co musiało zmienić się w Wiśle, że jest tak blisko Ligi Mistrzów

Ponieważ samo i sam jestem o to wciąż pytany, poprosiłem Rafała o narzucające się porównanie Wisły Henryka Kasperczaka z Wisłą Maaskanta. Wg Rafała tamta drużyna z Żurawskim, Kosowskim, Frankowskim, Uche była lepszą drużyną niż obecna Wisła. Dlaczego? Wysłuchajcie sami. Zgadzacie się z argumentami Rafałem i jego zachwytem nad księżycowym skokiem jaki w europejskich pucharach wykonały pozostałe polskie kluby - Legia i Śląsk (o Jagielloni zapominamy, to się zdarzyło tak dawno, że chyba jeszcze w poprzednim sezonie)...

Stec: Wisła Kasperczaka była lepsza od tej Maaskanta, bo była skończonym produktem

 

Dla przypomnienia: skład Wisły, która 10 grudnia 2002 pokonała Schalke 04 w Gelsenkirchen 4:1: Angelo Hugues – Marcin Baszczyński, Arkadiusz Głowacki, Mariusz Jop, Maciej Stolarczyk – Kalu Uche (90' Jacek Paszulewicz), Mirosław Szymkowiak, Paweł Strąk, Kamil Kosowski – Maciej Żurawski, Marcin Kuźba (79' Grzegorz Pater)

 

A może jeszcze lepsza była Wisła Oresta Lenczyka, która w 2000 roku stoczyła pamiętny bój z Realem Saragossa (4:1) w składzie: Artur Sarnat – Marcin Baszczyński, Arkadiusz Głowacki, Kazimierz Moskal, Marek Zając – Maciej Żurawski, Ryszard Czerwiec (46' Grzegorz Niciński), Tomasz Kulawik (46' Łukasz Sosin), Kamil Kosowski – Tomasz Frankowski, Olgierd Moskalewicz (46' Kelechi Iheanacho)?
Czy na pewno dzisiejsza Wisła rozniosła by tamte w puch?

 

15:19, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (16) »
poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Cieszę się, że Franciszek Smuda zmądrzał/postanowił spełnić prośby kibiców, z których opinią bardzo się liczy/uległ presji mediów, które siłą włożyły mu piłkarza do składu (niepotrzebne skreślić) i powołał na mecze z Meksykiem i Niemcami Patryka Małeckiego.

Nie trzeba nikogo przekonywać, że to jeden z nielicznych Polaków w Ekstraklasie, nie odstający poziomem od czołowych cudzoziemców jak Artiom Rudniew, Maor Melikson czy Daniel Ljuboja. Nie brak umiejętności był zresztą przyczyną pomijania go przez selekcjonera, choć w ten głupi sposób tłumaczył Franz owe powody - Mały jakoby zbyt mało wracał się po stracie piłki, ale akurat w Wiśle gra ułożona jest tak, że o defensywę dba siedmiu innych piłkarzy. Co więc? Ano ów zadziorny i niepokorny charakter Małeckiego, na i poza boiskiem, który w początkach rządów Smudy miał być atutem przy powoływaniach do kadry, ale szybko okazało się, że wręcz przeciwnie.

Nie mogę tu opisać incydentu, który ostatecznie zraził Smudę do Małeckiego, bo znam go tylko z opowiadań kolegów, którzy byli na zgrupowaniu przed meczem z Hiszpanią, sam selekcjoner nigdy publicznie o tym nie mówił, nie napiętnował piłkarza ani nie ukarał, jak w swoim czasie np. Sławomira Peszkę, nie mógł więc mu też i oficjalnie wybaczyć. Oficjalnie Małecki w kadrze nie grał, bo był za słaby.

Trudno zaprzeczyć, że jeszcze rok, dwa lata temu Patryk zachowywał się jak Andrzej Kmicić w warcholskich czasach (na skojarzenie naprowadziła mnie jego szlachecka fryzura), kiedy to hulał ze sprowadzającymi go na zła drogę kompanionami, palił Wołmontowicze, porywał Oleńkę i strzelał do portretów przodków. Pamiętacie: a to odmówił Henrykowi Kasperczakowi wejścia na boisko z ławki, bo był wściekły, że na niej usiadł, a to rzucił do Macieja Sadloka słynne: Kim ty k**** jesteś, pedale?, a to zwijającego się z bólu na murawie Tomasza Brzyskiego przywracał do pionu słowami: wstawaj, k****, śmieciu! Wstawaj, ch***! To znów mojemu redakcyjnemu koledze z Gazety w Krakowie obiecywał, że ktoś na mieście połamie mu paluchy...

 

Nie mówię, że dziś Małecki stał się już Babiniczem, który wysadził kolubrynę pod murami Częstochowy. Wyraźnie jednak dojrzał, przynajmniej na boisku, gdzie przez ostatni rok stał się jednym liderów Wisły, która w dużej mierze zawdzięcza tytuł jego bezkompromisowej grze i serduchowi do walki. Za chwilę być może okaże się, że to jego bramce Wisła zawdzięczać będzie awans do Ligi Mistrzów. Zdecydowanie jest kimś, kto byłby w stanie rzucić się samotrzeć na oddział Szwedów w obronie Króla (co być może się ziści, jeśli na Euro 2012 trafimy do grupy z drużyną Zlatana i jego kumpli). Nie chce mi się też wierzyć, żeby nadal był hulaką, bo czy byłby w stanie zostawić tyle potu na boisku co w meczu z Apoelem?

Słowem - już wkrótce wróg znajdzie się w granicach Rzeczpospolitej (a konkretnie trzy wrogie armie, z którymi znajdziemy się w grupie). Nie stać nas na to, żeby rezygnować z tak dobrego rycerza, potrafiącego pociągnąć towarzyszy do walki, jak trzeba przesądzić losy bitwy takim strzałem jak w pojedynku z Cypryjczykami. Na pewno warto dać mu druga szansę, przekonać się jak zaprezentuje się na zgrupowaniu, czy wyzbył się złych nawyków, czy jak Kmicic zachce odkupić dawne winy wierną służbą ojczyźnie. I dobrze, że te szansę dostanie. Możemy się kłócić czy lepszy od Małeckiego na lewej flance byłby Peszko, a na prawej Kuba Błaszczykowski (oby zdrowie pozwoliło mu tam wystąpić na Euro 2012, dwie poprzednie wojny-turnieje musiał odpuścić) niech nikt jednak nie wmawia nam, że Mały nie umie machać szablą!

 

Ps:

A właśnie! Przypomniało mi się, że przecież każdy z nas/Was może wstąpić do królewskiej husarii z okazji meczu Polska - Niemcy 6 września w Gdańsku (czyż może być lepsza okazja?). Wystarczy, że wyślecie zdjęcie, a stworzy ono olbrzymia flaga z rozpędzoną husarią, która zawiśnie na trybunach Baltic Areny. 

Hajda na koń i szable w dłooooń! :)

środa, 17 sierpnia 2011

 

Oglądając ostatni raz na żywo polski klub w Lidze Mistrzów - Widzew z Borussią Dortmund w 1996 roku - nie przypuszczałem, że na kolejną okazję będę czekał aż 15 lat. A potem z czasem w ogóle straciłem wiarę, że dożyje takiej chwili. Mecz Wisły z Apoelem to jeszcze nie ta prawdziwa Champions League, to wciąż tylko 4. runda kwalifikacji. Ale i tak już czuję ciarki, przechadzając się po stadionie obrandowanym w logo Ligi Mistrzów, patrząc na stewardów w tych samych strojach co na Old Trafford, Camp Nou czy Allianz Arena. No i że za chwilę po raz pierwszy zabrzmi na polskiej ziemi ten słynny, haendlowski hymn... 

 

 

sobota, 13 sierpnia 2011


 

Ruszyła Premier League, najbardziej atrakcyjna, bo najbardziej wyrównana i najbardziej ekscytująca z wszystkich lig, a i co do poziomu jestem gotów się kłócić. W tym sezonie przewidywalna jak już dawno nie była. Nie ma już Wielkiej Hermetycznej Czwórki, o tytuł, a już na pewno o awans do Ligi Mistrzów powalczy sześć niemal równorzędnych drużyn. Zagadek jest bez liku. Jedną z większych jest dla mnie to, czy trener Chelsea Ander Villas Boas wytrzyma presję gigantycznych oczekiwań jaką wziął na swe młode barki, czy jego pomysły z miejsca znajdą odzwierciedlenie w grze The Blues, czy wiarusi wygranych bitew pod wodzą Jose Mourinho przeleją na Delfina miłość jaką żywili do ukochanego Cesarza? Ciężko w tym momencie oceniać szanse Chelsea, bo Roman Abramowicz nie dokonał jeszcze wzmocnień na kluczowych pozycjach, a nie wątpię, że do dzieciaków jak Romeu i Lukaku, którzy w futbolu będą pewnie rządzić za parę lat, dokupi jeszcze AVB jakichś dorosłych piłkarzy na teraz. Istotną zagadką jest też w jakiej formie będzie Fernando Torres, w tej z Atletico Madryt i Liverpoolu czy tej po przeprowadzce na Stamford Bridge (nawet podczas ostatnich zamieszek w Londynie krążyły dowcipy o niecelnych strzałach do chuliganów próbujących rabować dzielnicę Chelsea...)

Zagadką, choć nieco mniejszą jest król letnich transferów (i zimowych i kolejnych letnich itd.), czyli Manchester City. Teoretycznie zebrała się tam paka nie tylko na mistrzostwo Anglii ale i sukces w Lidze Mistrzów - Sergio Agüero, David Silva, Gaël Clichy, bracia Touré, Gareth Barry, Vincent Kompany, Joleon Lescott, Emmanuel Adebayor, Edin Džeko... a przecież jeszcze macha do nas z trybun Mario Balotelli oraz siedzący-na-walizkach-i-nie-mogący-odlecieć-do-Brazylii-ale-być-może-wymieniony-na-Samuela-Eto’o Carlos Tevez. Kogo chcieć więcej? Oczywiście szejkowie chcieliby Wayne Rooney’a, Cristiano Ronaldo czy Leo Messiego. Nie dostaną ich, ale nie odpuszczą i będą wzmacniać City do ostatnich godzin okna transferowego. Jestem sceptyczny czy ten gwiazdozbiór jest w stanie szybko się zgrać, wytrzymać presję, nie pokłócić się o ile czasu spędza na boisku, a ile na ławce. Roberto Mancini nie wydaje mi się idealną osobą do okiełznania całej tej trzódki. Na pewno dałby radę Mourinho (ale jego da się wyjąć z Realu Madryt dopiero za sezon, dwa), może paru innych, np. kiedyś, zanim nie przyszedł do Chelsea, powiedziałbym, że Luiz Felipe Scolari...

 

Byłbym może bardziej pewien, że głównym faworytem do tytułu jest jego obrońca, gdyby nie dwie zagadki. Pierwsza to czy 20-letni David de Gea z miejsca w skoczy w buty Edwina ven der Sara? Mecz o Tarczę Wspólnoty pokazuje, że niekoniecznie musi tak się stać. Ale też pamiętajmy, że młody Hiszpan będzie miał przed sobą najbardziej doświadczoną i najszczelniejszą defensywę Premier League. No i pierwsze sezony utalentowani bramkarze zawsze mają rewelacyjne, dopiero w drugim dopada kryzys (czyżby w tym swoją szansę wietrzył Tomasz Kuszczak, który nadal jest tam gdzie go nie cenią?) Czekam też na wyjaśnienie, kto w końcu zostanie następcą Paula Scholesa? Na razie, jak ktoś słusznie zauważył, MU został w środku pola z samymi specjalistami od noszenia pianina (Michael Carrick, Daren Fletcher, Anderson i Darron Gibson), natomiast bram tam wirtuoza, który zagrałby na instrumencie. Jeśli okaże się nim ostatecznie Wesley Sneijder, z miejsca lecę do buka stawiać na MU, w tym także na kolejny finał Ligi Mistrzów.

 

Czarnym koniem tego sezonu będzie wg mnie Liverpool. Wydaje mi się, że po ostatnich osłabieniach (Cesc Fabregas i Clichy) i tych oczekujących (Samir Nasri) Arsenal skupi się na walce z Tottenhamem o piąte miejsce. Wiem, że The Reds rozczarowali w 1. kolejce remisując na Anfield z Sunderlandem, Kanonierzy przed chwilę też zresztą nie zachwycili na St Jamese's Park z Newcastle, niemniej powrót Liverpoolu do Ligi Mistrzów wydaje mi się bardzo prawdopodobny. Być może nawet - w zależności od słabości rywali - powalczy i o pierwsze mistrzostwo od 22 lat. To nie tylko wiara w umiejętności i charyzmę Kenny Dalglisha (jak dobrze, że wrócił do futbolu! oby podobny prezent sprawił nam wszystkim Johan Cruyff!). Zgadzam się z opinią tych, którzy twierdzą, że jest co raz bliżej stworzenia podobnej drużyny do Blackburn, z którym wygrał mistrzostwo w 1995 roku. Andy Carroll i Luiz Suarez jako pamiętny SAS, czyli Alan Shearer & Chris Sutton? Czemu nie! Od stycznia kiedy obaj przyszli, LFC zdobył w Premier League najwięcej punktów po MU i Chelsea. Teraz Dalglish dokończył uskrzydlania drużyny, ściągając Stewarda Downinga, który stworzy parę z niezmordowanym Dirkiem Kuytem. Ściągnięty z Newcastle Jose Enrique (interesowała się nim nawet Barcelona) kończy zmartwienia co do feralnej, lewej obrony, a że wyleczył się właśnie Fabio Aurelio, więc Hiszpan nie będzie mógł spocząć na laurach. Lekarstwem na częste kontuzje Stevena Gerrarda (aktualnie leczy pachwinę) będą zaś Charlie Adamem (asysta w 1. kolejki) i (niech będzie, że przepłacony - aż 20 mln funtów - Jordan Henderson). A przecież w klubie są jeszcze świetny Portugalczyk Raul Meireles oraz (i wcale nie jest pewne, że odejdzie) Alberto Aquilani. Brak występów w Lidze Mistrzów czy choćby Lidze Europejskiej to duża strata finansowa, ale jak widać nie miała wpływu na wydane latem sumy na transfery, a pozytywny skutek jest taki, że The Reds będą mogli skupić się tylko i wyłącznie na tytule.

 

poniedziałek, 08 sierpnia 2011

Sam się nosiłem z napisaniem podobnej spekulacji, ale jak widzę uprzedził mnie na łamach Guardiana (http://www.guardian.co.uk/football/blog/2011/aug/08/champions-league-beating-barcelona) David Pleat, legenda angielskiego futbolu, były trener Tottenhamu, a dziś komentator. Też naszła go podobna refleksja po finale Ligi Mistrzów na Wembley: skoro w starciu z Barceloną Pepa Guardioli ani zipnął Manchester United - zdecydowanie druga najlepsza w tamtym sezonie drużyna w Europie (tylko cztery stracone gole w Lidze Mistrzów; ze znakomitym bramkarzem, czołową parą stoperów, super-strzelcem Premier League Javim Hernandezem i niezmordowanym Wayne Rooneyem), prowadzony przez największego lisa wśród trenerów, sir Aleksa; skoro wcześniej nie pomógł taktyczny geniusz Jose Mourinho, wsparty skutecznością Cristiano Ronaldo, błyskotliwością Angelo Di Marii, perfekcją Ikera Casillasa etc to kto właściwie byłby w stanie powstrzymać Barcę - bez wątpienia najlepszą drużynę naszych czasów, a według niektórych nawet wszech? Kto okiełznałby Leo Messiego, nie pozwolił rozgrywać i dogrywać przepięknych piłek Xaviemuineście, kto rozbiłby w puch defensywę złożoną z piłkarzy niezłomnych jak Carles Puyol, Gerard Pique i niesiony wygraną walką z chorobą Eric Abidal?

Konstruując ów fantastyczny Dream Team, który mógłby się na to porwać, Pleat zakłada, że Barca nie wyzbywałaby się swego ofensywnego stylu i czasu posiadania piłki, szuka więc napastnika, który potrafiłby wykorzystać tych kilka nielicznych kontr, które wyprowadziłaby jego drużyna. Zawodnika szybkiego i silnego fizycznie, który byłby w stanie wygrać biegowe pojedynki ze środkowymi obrońcami i nie dał przepchnąć. Stojącego z przodu samotnie, bo tylko zagęszczony środek pola pozwoli zniwelować tam przewagę Barcy. I wskazuje na Carlosa Teveza, niezmordowanego pracusia (z zastrzeżeniem że nie w formie z Copa America, dodam od siebie), który potrafi cofnąć się po piłkę w głąb pola i wspomaga pomocników, a nie tylko czeka na podanie przed bramką.Czy lepszy nie byłby Samuel Eto'o, doskonale znający Barcę, a dzięi grze w Interze doskonały także w defensywie?

Za jego plecami Pleat wystawiłby innego zawodnika o niespożytej energii, potrafiącego biegać od linii do linni przez 90 minut, pracując niestrudzenie w ataku i obronie -  Wayne Rooney’a, który dodatkowo potrafi znakomicie dośrodkować w pole karne (vide półfinałowe mecze z Schalke 04).

Na lewym skrzydle Cristiano Ronaldo, ze swoją szybkością i atletyzmem groźny w ataku i zniechęcający Dani Alvesa do rajdów do przodu w defensywie, dodatkowo skuteczny egzekutor stałych fragmentów. W środku pola zawodnicy, którzy umieją i rozbijać ataki i kreować własne, szybcy, świetnie podający, zdyscyplinowani, charyzmatyczni. Pleat stawia na Javiera Zanettiego i Stevena Gerrarda, przyznam, że w moim składzie znalazłby się na pewno Xavi Alonso. Między nimi a formacją atakującą Pleat stawia Wesley Sneijdera, dostarczającego podań i potrafiącego uderzyć nie do obrony z dystansu.

Z kluczową cechę obrońców owej superdrużyny Pleat uznaje opanowanie piłki i umiejetność ataku. Stąd jego boczni to Sergio Ramos (tu pełna zgoda) i Ashley Cole (sprzed dwóch, trzech sezonów, czy dziś poradziłby sobie z Pedro albo Messim?), na środku zaś  - tu zaskoczenie - zamiast Nemanji Vidica, Rio Ferdinanda (w końcu w finale na Wembley zawiedli) czy John Terry - Vincent Kompany i Lúcio (jeśli z sezonu, w którym Inter wywalczył potrójna koronę to zgoda, ale jeśli tak to czemu nie sięgnąć po Maicona sprzed dwóch sezonów?), bo lepiej radzą sobie w ataku.

Ja w bramce umieściłbym Ikera Casillasa, bo już pomijając wielkie umiejętności jak nikt zna zawodników Barcy - Pleat woli Petra Cecha.

Oczywiście taki team musiałby się ze sobą zgrać nim wyszedłby przeciwko Barcelonie. No musiałby go poprowadzić ktoś charyzmatyczny. Pleat nie wypowiada się na temat trenera, ja wybrałbym Mourinho, który w przeciwieństwie do sir Aleksa miał jakiś pomysł na powstrzymanie Barcy (udało się tylko w Pucharze Króla), MU wyszło na Wembley jakby grało z każdą inną drużyną, co uważam za niedopuszczalny błąd. No i mielibyśmy znowu niezłą jazdę na przed i po meczowych konferencjach...

 

Myślicie, że oni pokonaliby Barcę: Petr Cech (Iker Casillas) - Sergio Ramos, Lúcio, Vincent Kompany, Ashley Cole - Javier Zanetti, Steven Gerrard - Wesley Sneijder - Cristiano Ronaldo, Carlos Tevez, Wayne Rooney?



18:21, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (37) »
 
1 , 2
sport.pl
Michał Pol - Strzeliłem kiedyś gola van der Sarowi z podania Zidane'a. Rzutów wolnych uczył mnie del Piero. Niestety trafiałem tylko w mur. Mimo to od czasu do czasu piszę i gadam o futbolu - przez 15 lat w „Gazecie Wyborczej” (1994-2009), dziś na Sport.pl i - głównie o Lidze Mistrzów - w nSporcie. Mam dysleksję, więc nie wytykajcie mi błędów. Są piłkarze, którzy nie potrafią wykonywać rzutów karnych...
@napisz do mnie