czwartek, 28 sierpnia 2008

Skład najbliższych półfinałów? Żartuję. Liczę, że Inter Jose Mourinho i Barcelona Pepa Guardioli 'włączą się w to wszystko' jak mawia mój ulubiony komentator

Losowanie grup Ligi Mistrzów lekko rozczarowujące. Zbyt wiele nijakich grup, za mało wielkich hitów. No i nie udało się wmieszać w te kulki jednej z Milanem. Przecież nikt by nie zaprotestował gdyby się okazało, że powiedzmy grupie B gra AC Milan. Dla mnie Liga Mistrzów bez Milanu to jak mistrzostwa świata bez Brazylii. UEFA strzeliła sobie w stopę, no ale to jej wybór (brakuje mi też Valencii z Villą i Silvą)…

 

Największym hitem będzie chyba mecz Realu Madryt z przetrzymanym dwa lata w zamrażarce Juventusem Turyn. Trenerem żadnej z drużyn szczęśliwie nie jest Fabio Capello, więc jest duża szansa, że nie w obu meczach nie padnie wynik 1:0. Dobrze, że do tej samej grupy H trafił też Zenit St Petersburg - pogromca wielkich z ostatniej edycji Pucharu UEFA. Jeśli Andrij Arszawin pogodzi się z tym, że nigdzie nie odszedł i chłopaki zagrają w podobnym stylu walka o awans może być pasjonująca.

 

Na pewno taka będzie w najbardziej wyrównanej grupie D: Liverpool, PSV, Olympique Marsylia i Atletico Madryt. The Reds” niby skazani na pierwsze miejsce, ale w poprzedniej edycji przegrali u siebie z OM 0:1 (pamiętny gol Valbueny). Wielką niewiadoma jest postawa Atletico, naszpikowanej dobrymi zawodnikami, ale bez doświadczenia w LM. Może namieszać, ale może skończyć jak Sewilla, czyli rozczarować.

 

Wyrównana także grupa G: Arsenal, Porto, Fenerbahce Stambuł, Dynamo Kijów. Anglicy jak pokazuje początek sezonu nie tacy silni. Brazylijski Fener już w ostatniej edycji oglądało się z przyjemnością (ciekawym jak na grę Turków wpłynie wymiana Zico na dziadka mistrzów Europy, Luisa Aragonesa).

Rozczarowało mnie też, że Inter Mediolan trafił do tak słabej grupy z Werderem Brema, Panathinaikosem Ateny i Anorthosis Famagustą. Oznacza to, że na gierki psychologiczne Jose Mourinho i jego cudowne prowokacje pod adresem trenerów rywali będziemy musieli zaczekać aż do 1/8 finału. No chyba nie będzie zaczepiał Thomasa Schaffa, któremu przypadł tytuł trenera o najmniejszym poczuciu humoru w całej Bundeslidze.

Ale za to Łukasz Sosin ma szansę w tej grupie odczarować w tej grupie polską niemoc strzelecką (ostatniego polskiego gola strzelił Jacek Krzyżówek. W barwach Bayeru Leverkusen. Jerzemu  Dudkowi w bramce Liverpoolu  – młodsi czytelnicy Polsportu nie jarzą o czym piszę, widzicie tak to dawno temu było:( Prawdziwą powtórką byłby gdyby Sosin wbił tego gola Arkadiuszowi Malarzowi, ale Panathinaikos właśnie pozbył się Polaka.

W tej sytuacji do miana ‘polskiej grupy’ (lubimy szukać polskich akcentów) urasta grupa E z Manchesterem United, Villarreal, Celtikiem Glasgow i Aalborgiem i konfrontacja Artura Boruca z Markiem Saganowskim (a może we wszystko włączy się Tomasz Kuszczak, który wszak w poprzedniej edycji w rundzie grupowej grał więcej niż Edwin van der Sar...

To se vrati dopiero za rok

 Piłka nożna w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

20:07, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (14) »
wtorek, 26 sierpnia 2008

Paweł Brożek. Nadchodzi jego czas w kadrze ?

Trwa operacja Leo Beenhakkera na żywym ciele reprezentacji Polski. Holender dokonał kilku amputacji, kilka ważnych organów przeniósł chwilowo do zamrażarki i wtłoczył do organizmu sporo nowej krwi.

Można się było tego spodziewać zwłaszcza po dzisiejszym wywiadzie Leo w „Rzeczpospolitej”, na łamach której trener zarzucił swoim zawodnikom brak ambicji i wiary w zwycięstwo w meczu z Ukrainą. Wyglądali we Lwowie, jakby reprezentowali swój kraj pod przymusem, a to jest niedopuszczalne. Zabrakło chęci i dlatego znowu przegraliśmy - stwierdził. Dodał, że w zespole brakuje ducha drużyny (możemy się domyślać, że tego, który pomógł nam pokonać dużo lepszą Portugalię czy wygrać na wyjeździe z Belgią w eliminacjach Euro 2008), przez co drużyna nie tworzy dobrze się rozumiejącego monolitu. Toteż Beenhakker obiecał odświeżyć skład, wpuścić trochę świeżej krwi i zbudować drużynę od początku, a duch sam się odrodzi.

Zastrzyk świeżej krwi został wstrzyknięty: to Tomasz Bandrowski, Rafał Boguski, Roger Guerreiro (który też w tej kadrze za wiele nie pograł), Grzegorz Wojtkowiak, Łukasz Załuska (nawet jeśli wpadł do niej na chwilę), Robert Lewandowski, Piotr Polczak, Marcin Kowalczyk, Seweryn Gancarczyk, a także Bartosz Bosacki, strzelec jedynych goli na mundialu w Niemczech. No i Paweł Brożek, który w kadrze debiutantem nie jest, ale dostaje kolejną szansę, że w reprezentacji nastał jego czas. Mam wrażenie, że zwłaszcza trzej ostatni to efekt nacisków mediów na Beenhakkera, czołowe nazwiska wśród pominiętych przez Holendra na Euro 2008. Brakuje tylko Artura Wichniarka, choć akurat w tej chwili jest liderem strzelców Bundesligi i trener Arminii Michael Frontzek wychwala Polaka za perfekcyjne trafienie z formą na początek sezonu. Nigdy do końca nie zrozumiem dlaczego Leo zrezygnował z Wichniarka po zaledwie 45 minutach współpracy. Ja wiem, że Holender preferuje inny typ napastnika, ale kiedy żaden Polak nigdzie niczego nie strzela w żadnej z porządnych lig...

 

Maciej Żurawski. Jemu Leo podziekował za grę w kadrze definitywnie?

O wiele ciekawsze są amputacje Beenhakkera. Moim zdaniem Holender definitywnie rozstał się ze swym nieszczęśliwie wytypowanym kapitanem Maciejem Żurawskim. Wprawdzie na Euro 2008 zawiódł go w tym samym stopniu co Ebi Smolarek, w dodatku obaj są podobnej sytuacji jeśli chodzi o przygotowanie do sezonu. Ale też bez Ebiego nie byłoby tego awansu i ciężko sobie wyobrazić te eliminacje bez niego. Bez Żurawskiego, który okazał się podczas Euro 2008 wszystkim tylko nie kapitanem drużyny, spokojnie można sobie wyobrazić.

Łukasz Załuska. Największy (i jedyny) wygrany lwowskiej afery alkoholowej

Wymowny jest też brak powołania dla Tomasza Kuszczaka. Zwłaszcza, że Artur Boruc z oczywistych względów wylądował w zamrażarce na czas nieokreślony (niektórzy typują, że wróci na mecz z Czechami inni, że dopiero w przyszłym roku). Tymczasem zamiast bramkarza Manchesteru United powołany zostaje debiutant Łukasz Załuska z Dundee United. Moim zdaniem to reakcja na zachowanie Kuszczaka podczas Euro 2008, gdzie znając swoją pozycję w hierarchii nie przykładał się do treningu (kto czytał polsport podczas turnieju może pamięta wymowny obrazek jak Kuszczak chciał zejść wcześniej z treningu, żeby udzielić wywiadu Polsatowi, ale powstrzymała go przy linii groźba grzywny). Do tego oskarżył Fransa Hoecka o przetrenowanie i wywołanie kontuzji, choć Borucowi ta sama ilość treningów nie tylko nie zaszkodziła, ale wręcz pomogła stać się najlepszym bramkarzem turnieju. Moim zdaniem póki kadrę prowadzi Beenhakker prędko Kuszczka w niej nie zobaczymy. Nawet jeśli wywalczy sobie pozycję nr 1 na Old Trafford.

Na koniec MAŁA SONDA. Leo przyznał, że rozmawiał z trzema zawieszonymi piłkarzami w poniedziałek. Czy zrozumieli, co się stało, za co ich zawiesza?

- Dwóch na pewno, jeden... mniej więcej - odpowiada Holender. Pytanie brzmi, nie do końca kuma o co trener właściwie się czepia, jak myślicie?

 Liga Mistrzów i Puchar UEFA w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

 

 

16:20, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (46) »
poniedziałek, 25 sierpnia 2008

 

Trener Leo Beenhakker we wtorek ma ogłosić 23-osobowy reprezentacji Polski kadry na mecze eliminacji MŚ 2010 ze Słowenią i San Marino. Czy powoła trzech banitów, Boruca, Majewskiego i Dudkę którzy tak zawiedli go i wkurzyli brakiem dyscypliny po meczu z Ukrainą, że aż rozpętał aferę na całą Europę? Z naszych redakcyjnych rozmów wynika, że nie powoła. Bo jak mówi jeden redaktor, powołując trzech Amigos dowiódłby, że kadrą rządzi grupa bankietowa, a nie on.

 

Z drugiej strony piłkarze przecież publicznie przeprosili sztab szkoleniowy, kolegów z drużyny oraz wszystkie osoby związane z reprezentacją Polski.

Okej, rzeczywiście słowa te brzmią raczej jak przeprosinki niż porządne przeprosiny. Nie pada w nich np. nazwisko trenera Beenhakkera, głównego zawiedzonego. Ale to i tak rzecz bez precedensu, a znam kilku ekspertów, którzy twierdzili, że np. Boruc się nie ugnie i nie przeprosi, bo nada uważa, że nie ma za co (czytaj: nie zrobił nic wyjątkowego, czego nie robiłby wcześnie i czego nie robiliby wszyscy). Okazuje się jednak, że zawodnicy są świadomi swojego nieprofesjonalnego i nieodpowiedzialnego zachowania. A Beenhakkera nie przepraszają w tym oświadczeniu dlatego, że zrobili to bezpośrednio, przez telefon. Potwierdza to pośrednio sam Leo, mówiąc: Wiem, że oni bardzo chcą grać. Pytanie, czy ja chcę tego samego.

 

Oczywiście Beenhakker jako znany zwolennik jasnej strony księżyca prędzej czy później wybaczy banitom i da im drugą szansę (nie będą pierwszymi w tej kadrze, którzy dostaną od Holendra drugą szansę po tym jak go zawiedli). Moim zdaniem powinni ją dostać prędzej niż później. Prędzej czyli jednak zostać powołani na mecze Słowenie i San Marino. Niechby przesiedzieli oba mecze na ławce. Ich obecność na zgrupowaniu pozwoli wyjaśnić całe nieporozumienie bezpośrednio z trenerem. Obawiam się bowiem, że powoływanie ich dopiero na mecz z Czechami może się okazać problematyczne. Jeśli zgubimy jakieś punkty ze Słowenią, co w świetle naszych ostatnich występów nie jest nieprawdopodobne (o San Marino nie piszę, bo choć w Europie nie ma już słabych drużyn, to do diabła, są jakieś granice) będą wracać w glorii zbawców: jak trwoga to do Boruca etc.

 

Jeśli oba mecze wygramy problemem stanie się obsada bramki w meczu z Czechami. Dlaczego rezygnować z Łukasza Fabiańskiego, skoro grał tak dobrze... Poza tym przygotowania do meczu z Czechami będą się odbywać pod hasłem powrotu banitów. Lepiej mieć to za sobą. Boruc może i dyscypliny nie trzyma, ale naszym najlepszym bramkarzem nadal jest. Przeprosił, dajmy mu zacząć w kadrze od nowa (co nie znaczy od ławki rezerwowych). Choć z drugiej strony eliminacji do Euro 2008 też nie zaczął między słupkami, a jak skończył? Jako jeden z najlepszych bramkarzy turnieju. Dlatego na miejscu Leo wybaczyłbym banitom już teraz.

 

 Liga Mistrzów i Puchar UEFA w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

16:40, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (20) »
czwartek, 21 sierpnia 2008

Wywalenie z kadry dowolnego z reprezentantów byłoby aktem równie dramatycznym i wstrząsającym, ale fakt, że Leo Beenhakker zawiesił na czas nieograniczony Artura Boruca i Dariusz Dudkę jest szczególnie smutny. Akurat ci dwaj najlepiej wypadli na Euro 2008 i zdawali się być kręgosłupem drużyny na eliminacje mistrzostw świata 2010. Uważałem, że Boruc, chociaż jest bramkarzem to idealny kandydat do przejęcia opaski kapitana z rąk Macieja Żurawskiego. I ze względu na swoje umiejętności, doświadczenie w czołowym europejskim klubie jak i na charyzmę w odmłodzonej drużynie. I u międzynarodowych arbitrów - jest obecnie chyba najbardziej znanym polskim piłkarzem.

Dudka z piłkarzy grających w polu zawiódł na Euro 2008 w najmniejszym stopniu i jako jedyny zmienił klub na porządnego, europejskiego średniaka. W dodatku ma w nim pewne miejsce. Z kolei Radosław Majewski to wschodząca gwiazda na razie naszej ligi, ale interesowali się nim już nawet trenerzy na Wyspach. Kandydat na twarz reprezentacji jeśli jeszcze nie podczas mundialu 2010 to podczas mistrzostw Europy w Polsce i na Ukrainie. Jeśli tak zaczyna przygodę w kadrze to jak skończy? Oczywiście może jeszcze skończyć w glorii chwały, o ile wyciągnie wnioski z lwowskiej niesubordynacji.

Karne i do tego z tak wielkim hukiem usunięcie ich z kadry szkodzi w mniejszym stopniu im samym (co najwyżej wizerunkowi - być może kluby mające na liście życzeń Boruca dłużej się zastanowią nad sprowadzeniem Polaka). Największym przegranym lwowskiego incydentu jest reprezentacja. Decyzja Beenhakkera znaczenie ją osłabiła przed pierwszymi meczami w eliminacjach (dobrze, że to Słowenia i San Marino, a nie Czechy i Słowacja, choć pamiętajmy, że „w Europie nie ma już słabych drużyn”).

Skoro jednak we Lwowie doszło do„niedopuszczalnego i nieodpowiedzialnego zachowania”, co na razie poza samymi zawodnikami potwierdziła rzeczniczka kadry, rzecznik PZPN, a także prezes Michał Listkiewicz, choć jego kontredans w tej sprawie to oddzielny rozdział, przekonywał w TVN 24, że nie ma sprawy, w hotelu pili, ale nie ludzie związani z kadrą, by po pół godzinie przyznać, że wszystko to prawda, a Beenhakker słusznie zawiesza, najwyraźniej po rozmowie z Holendrem zrozumiał, że sprawy nie da się wyciszyć, ani zamieść pod dywan, że Leo nie popuści.

Otóż Beenhakker nie mógł popuścić, nawet, a raczej zwłaszcza swoim kluczowych zawodnikom. Nawet przed kluczowymi meczami eliminacji. Jeśli złamali jego wyraźny zakaz na zgrupowaniu, nie miał wyjścia. Inaczej straciłby cały autorytet, rzecz bez której trener nie może funkcjonować. Przynajmniej w świecie, bo w Polsce wszystko jest postawione na głowie. Gdyby Leo udał, że nie widzi, gdyby przyjął, jak chciał Listkiewicz, że nie ma sprawy, to jacyś inni goście hałasowali, dałby sygnał pozostałym (i potencjalnym kadrowiczom), że są zakazy zakazami, ale... jedno piwko przecież nikomu nie zaszkodziło... Nie, profesjonalny trener, z takim dorobkiem nie mógł sobie na to pozwolić. To byłby jego koniec. Dlatego też inny prawdziwy trener światowego formatu zrobił w identycznych okolicznościach to samo - Raul Lozano, który w 2005 roku wyrzucił z kadry - tak się składa - także trzech zawodników.

I nie ma znaczenia ile zawodnicy wypili i z kim jeśli złamali zakaz. Wbrew temu co twierdzi prawdziwy ekspert w tej sprawie - w końcu były selekcjoner - Janusz Wójcik, który najpierw woli ustalić „ile alkoholu wypili zawodnicy i co przy tej okazji robili”. - Napić się po meczu jednego czy dwóch piw to nie zbrodnia. Gdyby zrobili coś takiego dzień przed spotkaniem, byłoby to karygodne. Ale po spotkaniu to inna sprawa. Nie wiemy ile alkoholu wypili. Jeśli spożyli naprawdę dużą ilość, a nie tylko symboliczną, to jest to postawa niegodna reprezentanta - powiedział futbol.pl. Przyjmując ten punkt widzenia musielibyśmy najpierw ustalić limit alkoholu, którego wypicie wbrew zakazowi trenera, nie jest jeszcze postawą niegodną reprezentanta, a od kiedy już niestety już jest. Kto co proponuje? Pół literka Johny Walker Black Label?

 

 

 

 

 

 Igrzyska olimpijskie w Pekinie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

21:14, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (70) »
środa, 20 sierpnia 2008

 

 

To najbardziej zaskakujący transfer lata na Wyspach. Nie przebije go ani Dymitar Berbatow, jeśli ostatecznie wyląduje w Manchesterze United ani Andriej Arszawin, jeśli przestanie żądać najwyższych zarobków w Premier League i w końcu przejdzie z Zenitu St Petersburg do Arsenalu. Wprawdzie Mikaël Silvestre - bo o niego chodzi - to nie Cristiano Ronaldo czy Wayne Rooney, ale jego transfer z Old Trafford na Emirates Stadium to dla wszystkich wielki szok. Z kilku względów.

 

Po pierwsze ostatni transfer jakiego dokonały między sobą oba kluby miał miejsce w… 1987 roku. Pierwszym zakupem Alexa Fergusona po przyjściu na Old Trafford był Viv Anderson, zresztą pierwszy czarnoskóry zawodnik jaki wystąpił w reprezentacji Anglii. Zgoda na jego odejście stała się jednym z powodów, dla których fani „Kanonierów” znienawidzili trenera George Grahama.

Viv Andreson i Brian Kidd

 

Zaś przeciwną drogę - z Old Trafford na Highbury ostatni zawodnik przebył... 34 lata temu! Był nim Brian Kidd, który odszedł w 1974 roku, wzbudzając sensację, był bowiem zdobywcą Pucharu Europy z 1968 roku. Jednak nie spalił mostów. Wrócił na Old Trafford w 1988 najpierw w roli trenera młodzieżowki (to z pod jego ręki przebilki się do pierwszej drużyny m.in. Ryan Giggs, David Beckham i Paul Scholes. W latach 90. był asystentem Fergusona.

 

Arsene Wenger i Ferguson nigdy nie kupowali od siebie zawodników, choć Francuz chciał w swoim czasie pozyskać Davida Beckhama, a Szkot kapitana „Kanonierów” Patricka Vieirę. Zdumiewające, że trafiło na Silvestre 'a, który nie jest legendą MU (choć spędził w klubie prawie 10 lat, rozegrał 361 spotkań i zdobył cztery mistrzowskie tytuły). Ostatnie dwa lata spędził jednak głównie na ławce rezerwowych. Zdumiewające tym bardziej, że jak pisze „Guardian”, Wenger nie sprowadza go, by mieć alternatywę na lewej stronie dla Gaëla Clichy. 31-letni Silvestre ma grać w pierwszym składzie, tworząc duet środkowych obrońców wraz z Williamem Gallasem! Nawet biorąc pod uwagę, że kosztuje tylko 750 tys. funtów, ruch Wengera wydaje się być wielce ryzykowny. Choć zapewne Wenger potrafi lepiej ocenić potencjał i przydatność swego rodaka niż ja.

 

Natomiast nie dziwię się decyzji Silvestre, choć latem odrzucał oferty przejścia do Bordeaux i AS Roma, tłumacząc, że kolejny sezon w Manchesterze United da mu prawo do pożegnalnego meczu na Old Trafford, kiedy będzie kończył karierę. Będzie pierwszym piłkarzem, któremu będzie dane współpracować z dwoma największymi legendami trenerskimi Premier League naszych czasów.

 

 Igrzyska olimpijskie w Pekinie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

15:11, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (19) »
wtorek, 19 sierpnia 2008

 

Czołowi angielscy piłkarze, David Beckham, David James i niedoszły kapitan reprezentacji, Rio Ferdinand włączyli się do walki z zalewającą Wielką Brytanię fala ataków nożowników na nastolatków. „It Doesn't Have to Happen” (Nie musi się tak dziać) - apelują w kampanii wspólnie z policją

 

Nie ma dnia, żeby media nie donosiły o kolejnych ofiarach dźgnięcia nożem na imprezie, przystanku autobusowym, stacji metra czy podczas kłótni w sklepie. W samym Londynie liczba zadźganych od początku roku przekroczyła 50 osób (w tym ponad 20 nastolatków). W miniony weekend zginęli w ten sposób 16-latek i 19-latek. W ubiegłym roku do szpitali w całej Anglii zgłosiło się aż 7 tys. ludzi zranionych nożami.

 

Tabloidy alarmują o „epidemii nożownictwa” i pełne są historii jak przypadek 16-letniego Bena Kinselli, typowego brytyjskiego nastolatka, do którego przed nocnym klubem podeszło czterech rówieśników i bez żadnego powodu zadało ponad sto ciosów nożami. Morderstwa nie ominęły emigrantów z Polski. 24-letni Adam Michalski zginął, ugodzony nożem w serce w północnej Walii, 16-letni Dawid Nowak ze Stoke zmarł od ciosów nożem w wątrobę i nerkę.

 

„The Sun” żądał ostatnio by „bandytów z nożami wysłać do Iraku!”. Poważne dzienniki apelują o wprowadzenie zakazu noszenia noża na ulicy (za jego posiadanie i używanie nie grożą takie kary jak za broń palną). „Sunday Times” opublikował ostatnio wyniki sondażu, w którym aż 90 proc. ankietowanych opowiedziało się za wprowadzeniem godziny policyjnej dla nieletnich, którzy są głównie sprawcami przestępstw z użyciem noża.

 

Brytyjska policja nie jest jednak zachwycona efektem medialnego szumu, bo doprowadził on do tego, że coraz więcej nastolatków, którzy nigdy wcześniej o tym nie myślało, zbroi się w noże w ramach samoobrony. Szacuje się, że z nożem chodzi już 200 tys. młodych ludzi na Wyspach. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych wspólnie z policją wezwało na pomoc czołowych angielskich piłkarzy: Davida Beckhama, Rio Ferdinanda i Davida Jamesa, którzy mają przekonywać nastolatków do „pożegnania z bronią”. Hasło kampanii brzmi: Stop Knife Crime! It Doesn't Have to Happen (Zatrzymać Nożownictwo! Nie musi się tak dziać). We wtorek kampanię promowała cała reprezentacja Anglii podczas zgrupowania przed towarzysmim meczem z Czechami.

 

  

Wybór piłkarzy nie jest przypadkowy. Wszyscy wychowali się w tzw. trudnych dzielnicach robotniczego Londynu, gdzie działają gangi i regularnie dochodziło do morderstw i aktów przemocy. Np. Ferdinand pochodzi z zamieszkałej przez emigrantów z Afryki, Karaibów i Azji dzielnicy Peckham, w południowym Londynie, gdzie działa gang Peckham boys, odpowiedzialny m.in. za zabójstwo Damiloli Taylor, zakończone słynnym procesem.

 

Wymuskany Beckham ze znaną żoną modelką- piosenkarką jest metroseksualnym symbolem Wielkiej Brytanii, ale - jak mówi „gdybym nie został piłkarzem, miałem dużą szansę zostać członkiem gangu”. - Wiem co oznacza być straszonym nożem. Gdy miałem 13 lat brat moje najlepszego kolegi został ugodzony w plecy na Est Endzie. Przeżył ale został sparaliżowany, a miał podpisać profesjonalny kontrakt z Leyton Orient - opowiada Beckham, wychowany w Leytonstone.

 

  

- Mam nadzieję, że nasz głos o odłożenie noży będzie dla nastolatków ważniejszy niż jakiegoś tam przywódcy gangu. Musimy współdziałać z rodzicami. Przecież nikt nie chce odwieźć swoich dzieciaków do szkoły i nigdy więcej ich nie zobaczyć. Wspólnie przestawiajmy je na właściwe tory - apeluje David James, który też napatrzył się na przemoc na przedmieściach Watford.

 

- Samo odebranie dzieciakom noży przez policję nie wiele da, jeśli nie pomoże im się znaleźć sobie w życiu jakiego celu. Ja sam nie nosiłem noża, ale wielu moich kumpli owszem. Ja miałem wielkie szczęście, że znalazłem sobie jakiś cel - chciałem zostać piłkarzem. Niestety wiele dzieciaków nie ma żadnego celu. Nikt do nich nie wyciąga ręki po za złym towarzystwem. Kończą szkołę o 15., oboje rodzice pracują do wieczora. Ponieważ nie mają się czym zająć, łażą, kradną w sklepach i pakują w kłopoty. Trzeba im znaleźć zajęcie, zainteresować sportem. Inaczej po odebraniu noży zaczną łazić z kijami baseballowymi - mówi Ferdinand, który też stracił w podobnych okolicznościach szkolnego kolegę.

 

 

 

 

 Igrzyska olimpijskie w Pekinie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

16:18, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (3) »
środa, 13 sierpnia 2008

 

Oto wiadomość godna motta ukutego przez UEFA dla swoich arbitrów: „Expect unexpected” (oczekuj nieoczekiwanego)! Spotkania polskiej Ekstraklasy będą prowadzili od połowy sierpnia sędziowie z... Japonii, a wśród nich jeden z najlepszych sędziów na świecie - Yuichi Nishimura, murowany kandydat to występu na mundialu w RPA. O sprawie pisze dzisiejszy „Dziennik” (nie daję linka, bo nie wystawili tekstu w necie) i oficjalna strona PZPN, gdzie oczywiście nie zapomnieli zaznaczyć, że wszystko to zasługa prezesa Michała Listkiewicza, który jak zapowiedział publicznie wiosną, że sprowadzi do polskiej ligi zagranicznych sędziów, tak słowa dotrzymuje.

 

Informacja jest z jednej strony rewelacyjna, z drugiej frapująca. Nishimura to sędzią numer 1 w Japonii. Wbrew powszechnej opinii o niekompetencji egzotycznych arbitrów (żeby wspomnieć niezapomnianych Gandoura Gamala z Egiptu czy Byrona Moreno z Ekwadoru),

Japończyk uchodzi z jednego z największych  fachowców w branży wymienianych na równi z Lubosem Michelem, Roberto Rosettim czy Massimo Busaccą. Na co dzień prowadzi najważniejsze spotkania J-League, uchodzącą za najlepszą ligę w Azji. Nishimura prowadził m.in. finał mistrzostw świata juniorów w Korei Południowej oraz trzy mecze podczas Pucharu Narodów Afryki w Ghanie sędziowali. Prowadził także cztery mecze w eliminacjach mistrzostw świata 2010: Wietnam – Zjednoczone Emiraty Arabskie, Katar – Irak, ZEA – Iran, Arabia Saudyjska – Uzbekistan. Będzie też gwizdał w meczach decydujących o awansie.

 

W charakterystyce Nishimury czytamy nie lubi piłkarzy symulantów oraz zawodników, którzy krytykują decyzje sędziowskie. To akurat nie będzie problemem podczas jego krótkiego, niestety, pobytu w Polsce (tylko pięć - sześć meczów), bowiem nie zdoła przełamać bariery językowej. Zastanawiam się jednak jaki wpływ na losy spotkań będzie miała gigantyczna bariera kulturowa między naszymi cywilizacjami. Przypomniały mi się liczne dylematy w stosunkach międzynarodowych z Krajem Kwitnącej Wiśni, np. że Lech Wałęsa nie może pojechać do Japonii i prosić tam o zmniejszenie naszego zadłużenia, co udało mu się osiągnąć z USA i krajami zrzeszonymi w Klubie Paryskim, dyplomaci przestrzegali bowiem, że w Japonii dłużnik, który nie jest w stanie spłacić ani odpracować długu popełnia zwykle rytualne sepuku.

 

Niby język futbolu i obyczaje w nim panujące są uniwersalne, ale jednak spodziewam się, że Pan Nishimura i jego dwaj asystenci Toru Sagara i Takahiro Okano przeżyją tu szok kulturowy, zwłaszcza w szatni na co drugim obiekcie. No i na pewno w toaletach, bowiem Japończycy są chyba najbardziej wrażliwym na higienę narodem świata. Kiedy byłem w Nagoi przewodnik z dumą zaprowadził mnie do toalety, która zdobyła tytuł szaletu roku w Japonii 1997. Stała w parku na skraju skarpy, jedną szybę miała w całości przeszkloną z widokiem na widniejące w oddali dachy buddyjskiej świątyni, a może pałacu. Z głośników słychać było kwilenie rajskich ptaków, szum wodospadu i odgłosy dżungli. Cytując Pulp Fiction, to co Japończycy zastaną u nas jest cholernie dalekie od ok...

 

Co ciekawe w przeciwnym kierunku, czyli z Polski do Japonii podążą w ramach wymiany nasi sędziowie: Maciej Szymanik, Krzysztof Myrmus i Marcin Borski. PZPN zrobił przy tym niezły interes, bowiem to Japońska Federacja będzie płaciła Nishimurze za mecze prowadzone w Polsce wg japońskich stawek, a PZPN Polakom wg stawek polskich. W dodatku Szymanik, Myrmus i Broski sami sobie płacą za przelot. Obawiam się, że w tej sytuacji będą musieli mieszkać w słynnych japońskich kapsułach hotelowych. No i przed wyjazdem obowiązkowo muszą obejrzeć rewelacyjny film Sofii Coppoli Między słowami”, a zwłaszcza tę scenę, w której Bill Murray próbuje zagrać w reklamówce Santori Whisky...

 

 

Słowa japońskiego reżysera nie są tłumaczone w żadnej wersji językowej (byśmy lepiej mogli odczuć zagubienie Murraya, jesteśmy jak i on zdanie tylko na dobrą wolę tłumacza), ale jak ktoś chce, znalazłem w necie o co dokładnie chodziło Japończykowi. Proszę bardzo:

Reżyser (po japońsku do tłumaczki): - Tłumaczenie jest niezwykle ważne, okej? Tłumaczenie.

Tłumaczka (po japońsku do reżysera): - Tak, oczywiście, rozumiem.

Reżyser (po japońsku do Murray'a): - Mr. Bob. Siedzi pan w swoim gabinecie. Ma pan przed sobą na stole butelkę Suntory Whiskey. Rozumie pan, tak? Z serdecznym uczuciem, powoli niech pan popatrzy w kamerę, I z czułością, jakby spotkał pan starych przyjaciół, niech pan wypowie te słowa. Jakby był pan Bogartem w Casablance, mówiącym, wasze zrdrowie, chłopaki, Suntory time!

Tłumaczka (po angielsku do Murray'a): - On chce, żeby pan się odwrócił I popatrzył w kamerę, ok?

Murray (po angielsku do tłumaczki): - Tylko tyle powiedział?

 

 Igrzyska olimpijskie w Pekinie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

14:45, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (7) »
wtorek, 12 sierpnia 2008

 

 

W Pekinie może sobie trwać turniej piłkarski z udziałem Leo Messiego i Ronaldinho (gwiazd i gwiazdek zresztą ubywa - HSV właśnie odwołał do domu Vincenta Kompany'ego, co jest decyzją skandaliczną, bo skoro już go tam puścili, powinni dać dograć turniej do końca, a nie odwoływać tuż przed meczem Belgii o ćwierćfinał).

Ale najpiękniejszy i najbardziej niesamowity gol w ostatnim tygodniu padł nieco dalej na wschód niż Pekin - w japońskiej J-League. Zdobył go Brazylijczyk Françoaldo Sena de Souza, znany z gry w Bayerze Leverkusen jako Franca (kumpel Jacka Krzynówka zresztą). To była ostatnia akcja meczu - 95. minuta. Jego Kashiwa Reysol przegrywała 1:2...

 

 

No, po takich golach Francy można wybaczyć wszystko, nawet kretyńską, szeroką opaskę, która wraz z fryzurą tworzy mu na głowie futrzaną czapę...

 

Franca z maskotką Kashiwy, przedstawiającą jego samego

 

 

 

 Igrzyska olimpijskie w Pekinie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

 

14:57, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (13) »
poniedziałek, 11 sierpnia 2008

 

4,5 mln funtów.

Aż tyle dostanie niedoszły zawodnik Manchesteru United jako odszkodowanie za kontuzję, która zrujnowała mu karierę. To najwyższa kwota, jaką udało się wywalczyć profesjonalnemu sportowcowi!

 

Benjamin Collett był obiecującym piłkarzem Akademii Manchesteru United. „Wybitnym” (Outstanding) - jak go określał sam Alex Ferguson. W wieku 18 lat jego karierę zniweczył wślizg rywala i noga złamana w dwóch miejscach. W Londynie właśnie zakończył się ciągnący się latami proces piłkarza, który pozwał sprawców o zadośćuczynienie za utracone zarobki.

 

Collett trafił do szkółki piłkarskiej MU, gdy miał dziewięć lat i grał na środku pomocy. Bardzo długo wychwalano go jako największy talent w swojej kategorii wiekowej. Niestety, w maju 2003 w meczu, w którym debiutował w barwach rezerw „Czerwonych Diabłów”, 18-letniego piłkarza ostro zaatakował Gary Smith z Middlesbrough. Collett doznał złamania nogi w dwóch miejscach. Rehabilitacja trwała latami. Piłkarz starał się wrócić do gry, próbował sił w klubie z Nowej Zelandii (New Zealand Knights) i Holandii (AGOVV Apeldoorn). Werdykt lekarzy był jednak bezlitosny: koniec kariery. Na jesieni 23-letni Ben zamierza zacząć studiować na Leeds University literaturę angielską.

 

Wcześniej jednak pozwał do sądu klub Middlesbrough i Smitha. Żądał odszkodowania za utracone zarobki. Wśród świadków oskarżenia znaleźli się m.in. słynni trenerzy Alex Ferguson i Howard Wilkinson, trener młodzieżówki MU i znany piłkarz Brian McClair oraz obecny kapitan mistrzów Anglii Gary Neville. Ferguson oświadczył, że zawodnik miał wielką szansę stać się pierwszoplanowym piłkarzem MU. Mało tego - w lipcu 2003 roku miał podpisać z klubem trzyletni kontrakt. Collett był członkiem drużyny, która zdobyła młodzieżowy Puchar Anglii i dostał nagrodę Jimmy Murphy Young Player of the Year.

 

Władze Middlesbrough broniły się, że faul był niezamierzony, a celem interwencji było przerwanie akcji, a nie uszczerbek na zdrowiu rywala. Ale ponieważ i klub, i Smith byli ubezpieczeni, sąd postanowił ustalić rozmiarów strat finansowych, jakich doznał Collett. Jego adwokat Jan Levinson wyliczył, że gdyby jego klient grał do 35. roku życia zarabiając przeciętnie 13 tys. funtów tygodniowo, co było wówczas normą na Old Trafford, ale przecież mógłby i więcej gdyby jego kariera eksplodowała, zarobiłby około 16 mln funtów.

 

Zasądzone przez High Court w Londynie 4,5 mln funtów i tak jest jednak najwyższym tego typu odszkodowaniem w historii sportu. Collett stwierdził po ogłoszeniu werdyktu, że z jednej strony czuje się szczęśliwy, rozpocznie bowiem nowy etap w życiu. Z drugiej - sto razy bardziej wolałby zdobyć tę sumę nie w sądzie, ale na boisku.

 

Ciekawe są dwie rzeczy. Po pierwsze postać Gary Smitha, sprawcy kontuzji, który ma dziś 24 lata i też specjalnie wielkiej kariery nie zrobił. Middlesbrough oddało go do MK Dons, ale i ten klub go nie chciał. Ostatnio na zasadach wolnego transferu przeszedł do FC Brentford i można śmiało stwierdzić, że nigdy nie zbliży się do podobnych pieniędzy jakie zasądzono jego ofierze.

 

Ciekawa jest też pewność adwokata Colletta, Levinsona, który uważa, że werdykt nie pociągnie za sobą lawiny pozwów kontuzjowanych - na dłużej, czy na zawsze - piłkarzy. Nie pociągnie? Nie wskaże kontuzjowanym drogi. Bo co stoi na przeszkodzie, by dajmy na to, Eduardo da Silva, brutalnie sfaulowany przez Martina Taylora, pozwał jego Birmingham City o odszkodowane premie w Arsenalu. A także za utracone zarobki z powodu nie wzięcia udziału w Euro 2008, choćby utracone kontrakty reklamowe (High Court może przepytać kolegów z chorwackiej kadry ile oni dostali). A gdyby pójść jeszcze dalej? Kto wie, czy cała Chorwacja nie zdołałaby wywalczyć odszkodowania za porażkę w ćwierćfinale z Turcją. Przecież gdyby grał Eduardo...

 

 

 

 Igrzyska olimpijskie w Pekinie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

18:47, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (31) »
 
1 , 2
sport.pl
Michał Pol - Strzeliłem kiedyś gola van der Sarowi z podania Zidane'a. Rzutów wolnych uczył mnie del Piero. Niestety trafiałem tylko w mur. Mimo to od czasu do czasu piszę i gadam o futbolu - przez 15 lat w „Gazecie Wyborczej” (1994-2009), dziś na Sport.pl i - głównie o Lidze Mistrzów - w nSporcie. Mam dysleksję, więc nie wytykajcie mi błędów. Są piłkarze, którzy nie potrafią wykonywać rzutów karnych...
@napisz do mnie