środa, 24 lipca 2013

Z okazji rychłego przyjazdu do Polski drużyny Molde na bój o Ligę Mistrzów z Legią Warszawa w blogowym cyklu Z Archiwum K(orespondenta) opowieść o szoku jakiego w kontakcie z Polską musiał doznać pewnego razu trener Norwegów, Ole Gunnar Solskjaer. I nie chodzi mi o miejską legendę jakoby w tunelu w Oslo przed wyjściem na mecz Norwegia - Polska Tomasz Hajto przyrżnął Solskjaerowi otwartą dłonią w plery, a gdy ten odwrócił się zaskoczony i zbolały, Hajto wskazując kciukami na własne plecy i powiedział mu: My name is Gianni. Uważaj, będę cię dzisiaj pilnował… Zweryfikowałem tą historię u źródła i Tomek wyparł się by takie zdarzenie miało miejsce.

Chodzi o wydarzenia późniejsze, kiedy Norwegowie, nie mający już zresztą szans na awans na mundial w Japonii/Korei przyjechali do Chorzowa na rewanż. 1 września 2001 pojechałem na lotnisko w Pyrzowicach, by już tam złapać kontakt z Mordercą o twarzy dziecka (ale łagodnym sercu i charakterze) i umówić się z nim na wywiad w hotelu. Rozmawialiśmy już kiedyś na Old Trafford, ale oczywiście nie łudziłem się, że to pamięta. Gdy drzwi się otworzyły i gwiazdor Manchesteru United ruszył w kierunku autobusu, ruszyłem i ja. Fanów było niewielu, dziennikarzy też nie za dużo. Niestety drogę przesłonił mi operator Czołowej Stacji TV, a jej Lokalny Gwiazdor przystąpił do zadawania pytań.

- Herr Solskjaer, was denken Sie ueber polnische Mancschaft?

- I’m sorry but I don’t speak german. English please... - odparł uprzejmie Norweg.

- Und welche polnische Spieler kann besonders gefahrlich sein? - kontynuował niezrażony Dziennikarz, czytając z kartki.

- Man, I told you, I don’t understand. I simply don’t speak german... - Solskjaer bezradnie rozłożył ręce.

- Glauben Sie also, dass die norwegische Manschaft hier in Polen gewinnen kann? - nie odpuszczał Dziennikarz. W ogóle nie słuchał co mu mówi Solskjaer. Zdarza się. Sam tak miewałem, że gdy bardzo koncentrowałem się na następnym pytaniu, kompletnie nie słuchałem odpowiedzi i dopiero później na dyktafonie dowiadywałem się jaka właściwie była odpowiedź. Kiedyś zapytałem Petera Schmeichela czy bramkarz musi być szalony, na co on odpowiedział mi pytaniem: a kto ci tak powiedział? Ale nie załapałem i jak idiota zadałem jakieś kolejne...

Solskjaer miał już jednak dosyć. Westchnął: - All right, this interview is really hopeless... i stanowczo popchnął wózek do autokaru, zostawiając za sobą dziennikarza, który uparcie jeszcze próbował dowiedzieć się Was denken Sie... Meinen Sie, dass...

Gdy w końcu zniknął w drzwiach autokaru, Dziennikarz odwrócił się do mnie ze słowami: - Patrz jaki k... gwiazdorek pi...ny. Nie pogada z polskim dziennikarzem, ch... j.... Sodówa już mu się do reszty rzuciła na mózg w tym Manchesterze. Co k...owi szkodziło powiedzieć dwa słowa? Specjalnie tu jechałem...

Ale to był dopiero początek zdziwień Solskjaera. Reprezentacja Norwegii jak każda skandynawska drużyna wyznaczyła w hotelu godzinę dla mediów, w trakcie której dostępni byli wszyscy piłkarze, co do jednego. Ustawiliśmy się w kolejce z Rafałem Nahornym, który wówczas reprezentował jeszcze Przegląd Sportowy. Jak zwykle w takich przypadkach priorytet miały telewizje. Tym razem do przeprowadzenia wywiadu z Solskjaerem delegowany został nieznany mi, młody chłopak, ale za to mówiący perfect po angielsku.

- Ole, kiedy wrócisz z meczu Polska - Norwegia do Manchesteru będziesz miał nowego kolegę... - zagaił płynie i radośnie.

- O tak, nie możemy się już wszyscy doczekać. Laurent Blanc to wspaniały obrońca, mistrz świata i Europy. Ma swoje lata, ale liczymy, że dzięki swemu doświadczeniu doskonale zorganizuje obronę, poza tym świetnie się rozumie z Fabienem Barthezem... - odparł, bo rzeczywiście transfer Francuza był już przesądzony.

- Znaliście się z boiska? Grałeś już wcześniej przeciwko Dudkowi?

- Wait, Dudkowi? Chyba coś pomyliłeś. Z tego co słyszałem Dudek przechodzi do Liverpoolu. Ja gram w Manchesterze United. To jednak dwa różne kluby - mrugnął okiem.

- Dudek będzie dla was dużym wzmocnieniem?

- Nie, nie będzie, bo nie będzie u nas grał. Powtarzam ci, on przechodzi do Liverpoolu...

- A czy znasz może jakieś polskie słowa, żeby go powitać w szatni?

- Kogo, Dudka? Człowieku, zlituj się!

- Nie martw się, ja cię nauczę! Repete please: „cześć”, „dzień dobry”, „jak się masz!”

- No nie, sorry, ale polskiego nie będę się uczył. Błagam kończmy ten wywiad, ostatnie pytanie...

Kiedy usiedliśmy z Rafałem naprzeciwko niego spojrzał na nas z przerażeniem, co też przygotowali dla niego kolejni polscy dziennikarze. My mieliśmy jednak w miarę normalne pytania piłkarskie. Odszukałem ten wywiad i oto co Solskjaer mówił nam o Emmanuelu Olisadebe:

To jeden z tych napastników, przeciwko którym nikt nie lubi grać, za to każdy chciałby go mieć w swoim składzie. Niezwykle szybki i świetnie wykańczający akcje. Strzelił nam w Olso dwa gole, ale dziś wiemy już o nim tyle, że nie pozwolimy mu na taki wyczyn.

Poradziłby sobie w Premier League?

- To znakomity napastnik. Poradziłby sobie w każdej lidze - angielskiej, włoskiej, hiszpańskiej, niemieckiej...

Może coś Pan szepnie o nim Aleksowi Fergusonowi?

- Eee, nie. Manchester United i tak ma już za dużo napastników, w dodatku to ja najwięcej siedzę na ławce...

Przyjrzyjcie dobrze twarzy Solskjaera na wtorkowej konferencji na stadionie Legii, czy przed pierwszym pytaniem z sali nie dojrzycie strachu w jego oczach... ;)

Z radością informuję, że jury konkursu Akademia Cartoon Network, któremu przewodniczyłem uznało głównym zwycięzcą 13-letniego Patryka Nowickiego z Brzozówki. Z 395 nadesłanych nadesłanych filmików prezentujących umiejętności to jego zyskały nasze największe uznanie i w nagrodę Patryk pojedzie do Londynu na trening z piłkarzem Arsenalu, Łukaszem Podolskim. W międzynarodowym towarzystwie, bo zjadą tam również dzieciaki z Rosji, Rumunii, Bułgarii, Belgii, Holandii, Węgier, Niemiec, Austrii i Szwajcarii wstydu na pewno nam nie przyniesie. Filmik z jego umiejętnościami możecie tutaj Myślę, że należy mu się szacunek choćby z uwagi na nawierzchnię na jakiej trenował.  

Jury przyznało też pięć wyróżnień dla Dawida Olszaka z Lubartowa, Mikołaja Osieckiego z Gostynia, Macieja Wójcika z Krakowa, Oliwiera Frączka z Głogówka i Denisa Dluhę z Oławy. Wszyscy wyróżnieni otrzymają piłkę Adidas z podpisem Poldiego oraz zestawy gadżetów konkursowych.

Gratulacje i do następnego konkursu! :)



Tagi: konkursy
14:48, francuski_lacznik , Konkursy
Link Komentarze (19) »
wtorek, 23 lipca 2013

 

Przyznam szczerze, że nie wierzyłem w spełnienie plotki jakoby to Gerardo „Tata” Martino miał zostać nowym trenerem Barcelony w miejsce chorego, walczącego z nawrotem nowotworu Tito Vilanovę. Nie dlatego bym nie wierzył w talent trenerski Argentyńczyka, potwierdził go pracując z Newells Old Boys i reprezentacją Paragwaju, którą śledziłem z trybun na mundialu w RPA (niestety także i w najnudniejszym meczu turnieju - z Japonią, ale szczęśliwie i w ciekawym minimalnie przegranym ćwierćfinale z przyszłymi mistrzami świata). Nie spodziewałem się jednak, że Barca zatrudni trenera, który ani nie kończył La Masii, ani nigdy nie grał w Barcelonie, a  do tego nigdy nawet nie pracował w Europie! A przecież, jak pisał Graham Hunter w swej świetnej książce „Barca. Za kulisami najlepszej drużyny świata” od czasu odejścia z klubu szalonego prezydenta Joana Gasparta to były podstawowe kryteria przy poszukiwaniu nowego szkoleniowca. Po pierwsze barcelońskie korzenie, gwarantujące ciągłość filozofii gry, po drugie doświadczenie w Lidze Mistrzów, jeśli nie w roli trenera to przynajmniej piłkarza. Dlatego właśnie robotę w Barcy kolejno Frank Rijkaard, Pep Guardiola i Vilanowa. Ich dotychczasowe doświadczenia trenerskie nie miało dla władz klubu żadnego znaczenia - Rijkaard zdążył wcześniej spuścić do 2. ligi Spartę Rotterdam, Guardiola prowadził przez rok rezerwy, a Vilanowa, zanim został asystentem Pepa nie zdołał utrzymać maleńkiego klubiku z trzeciej ligi (inna rzecz, że przybył gdy na ratunek było już za późno). Liczyło się to, że wszyscy sa duchowymi uczniami Johana Cruyffa, stworzyciela nieba, ziemi i tiki-taki. Pamiętajmy, że trenerzy przybywający do Europy z Ameryki Południowej rzadko z miejsca odnoszą sukces, o czym przekonał się w Realu Madryt Vanderlay Luxemburgo czy Luis Felipe Scolari, gdy porzucając reprezentacje Portugalii wziął się za trenowanie klubów.

Martino to uczeń Marcelo Bielsy, bielsista tylko bardziej pragmatyczny od niego - jak pisze Jonathan Wilson w Guardianie. O różnicach między Bielsą a Martino ciekawie opowiada Misza Szadkowski w naszej poniższej rozmowie. Zwraca uwagę na to, że pierwszy ma o wiele gorsze relacje z zawodnikami, z którymi łatwo popada w konflikty, przede wszystkim jednak kurczowo trzyma się swojej filozofii bez względu na okoliczności. To ostatnie - mam wrażenie wielokrotnie gubiło Barcelonę Guardioli i Vilanovy w trudnych chwilach, gdy przegrywała w Lidze Mistrzów z Interem Mediolan w 2010 czy z Bayernem Monachium w ostatniej edycji. Nie wiem na ile takie podejście 1. Tiki-Taka jest najlepsza na świecie; 2. gdy nie jest patrz punkt pierwszy jest kluczowe dla władz Barcy, ale Martino nie wstydzi się naginać taktyki do rywala, zmieniać ustawienie, grać destrukcyjnie, zabraniać swoim piłkarzom nie przekraczać granicy pola karnego kiedy to konieczne. Chyba, że uznamy, że co wolno reprezentacji Paragwaju (z całym szacunkiem) w meczu z Włochami na mundialu, to nie przystoi Dumie Katalonii.

Kolejna sprawa to brak doświadczenia Taty w prowadzeniu tak wielkich gwiazd jak cała grupa mistrzów Hiszpanii oraz Leo Messi - najlepszy piłkarz świata i zdobywca czterech Złotych Piłek. A tu jeszcze trzeba będzie wpasować w zespół Neymara, przyzwyczajonego w Santosie do statusu półboga, który jednym gestem strąca trenera jeśli się z nim nie dogaduje. Choć pewnie z Messim nie będzie mieć problemu. Nie wierzę w spekulacje złośliwych madryckich mediów, że Leo osobiście wyznaczył nowego szkoleniowca, rodaka, i dlatego nie jest nim Luis Enrique. Ale jakaś akceptację pewnie dał, nie wierzę, żeby władze klubu nie konsultowały tak ważnej decyzji ze swą kluczową gwiazdą.

sobota, 20 lipca 2013

Nie jestem w stanie zrozumieć ilości hejterstwa z jakim spotkało się odwołanie przez Barcelonę towarzyskiego supermeczu z Lechią w Gdańsku. Czytam o zlekceważeniu kibiców, polskich kibiców w szczególności, a gdzieniegdzie wręcz o zlekceważeniu nas, Polaków. Że przecież nikt nie umarł, co szkodziłoby Barcy poklepać piłeczkę przez te 90 minut, że przecież za cztery dni mecz z Bayernem Monachium, którego jakoś nie odwołują... Że do Gdańska przyjechało specjalnie mnóstwo ludzi, którzy wydali konkretne pieniądze na podróż i hotele. To ostatnie rzeczywiście jest problemem. O ile - jak rozumiem - zwrot pieniędzy za bilet przez organizatorów jest oczywistością (chyba, że komuś będzie pasował ewentualny nowy termin i obietnica, że Barca wystąpi w najsilniejszym składzie), o tyle nikt nie pokryje strat tym, którzy przyjechali na Barcę z daleka, znam takich co nawet z Irlandii i Szkocji, tym, którzy podporządkowali spotkaniu swoje wakacyjne lub zawodowe plany.

Sam specjalnie skróciłem o parę dni wakacje w ciepłych krajach, żeby być dziś w Gdańsku. O nawrocie choroby Tito Vilanovy i jego rezygnacji dowiedziałem w samolocie, stojąc już na pasie. Miałem poprowadzić konferencję przed meczem i chwilę wcześniej dowiedziałem się, że będą na niej Adriano i Javier Macherano. W myślach układałem więc sobie oczywiste pytania do nich w zaistniałej sytuacji. Nie mówiąc o tym, że rysowała się szansa - może jedyna i już kolejnej nie będzie, a przynajmniej bardziej dogodnych okoliczności - na rozmowę z Leo Messim. Gdy wylądowałem w Warszawie  mecz był już odwołany. Oczywiście poczułem zawodowe rozczarowanie. Ale jeszcze szybciej współczucie dla Vilanovy.

Nie mam pretensji do Barcelony, co najwyżej do losu. Czymże jednak jest moje małe rozczarowanie przy goryczy jaką musi czuć Tito, przegrywając walkę z nowotworem. I jak gorzka musiała być dla niego decyzja, żeby dla dobra drużyny zostawić ją i udać się na kolejne leczenie, wiedząc, że tym razem posada nie czeka na jego powrót. Rozumiem postawę piłkarzy i ich wspólną decyzję. Wierzę im, że ostatnia rzecz na jaką mieli ochotę kilkanaście godzin po kolejnej takiej dramatycznej konferencji prasowej, na której ich trener ogłosił rezygnację, to jechać na pokazowy mecz, bez względu na to gdzie się miał odbyć. Przecież nie powiedzieli sobie: o, jest świetna okazja, żeby olać Polaczków. Przecież zarobiliby na tym spotkaniu. Pokazali, że pieniądze nie są najważniejsze, najważniejsza jest jedność drużyny, a już na pewno, że Vilanova, którego wielu zna jeszcze z La Masii, to ktoś więcej niż trener. Straciliśmy nieco wiarę w Mes Que Un Club po tym jak Barcelona obeszła się z Erikiem Abidalem, dla którego zabrakło miejsca w klubie. Sytuacja jest o tyle inna, że Eric wygrał walkę z rakiem, a Tito przegrywa, a nie triumfalnie wraca. Myślę, że kibice futbolu, niekoniecznie wyłącznie Barcelony, zrozumieją to co się stało. Po prostu zrozumieją...

Animo Tito, wracaj do zdrowia i do zawodu! Teraz to jest najważniejsze...

12:19, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (53) »
środa, 03 lipca 2013

Trochę to trwało, ale musieliśmy ustalić zeznania z autorem książki, Markiem Wawrzynowskim. Oto i one. Trzy najlepsze wspomnienia Waszych najlepszych drużyn napisali Tomassino-1 (o Wiśle Kasperczaka, którą wszyscy pamiętamy, szczególnie bolesny tekst w kontekście tego co właśnie wykluwa się na Reymonta), BNowy o Stali Mielec, kolejnym obok Widzewa klubie, który walczył jak równy z Realami Madryt i który niemal zniknął z piłkarskiej mapy Polski oraz Kuba Machowina o Liverpoolu Kenny Dalglisha. Panowie, poproszę adresy na mejla oraz czy dedykację autora chcecie na nick czy na nazwisko;)

Wyróżnienia dla Lenykaa za tekst o nieodległych czasach Milanu Carlo Ancelottiego (jakże mu pójdzie na Santiago Bernabeu?) oraz ectuspolonusa za fajny pomysł z wyróżnieniem świetnych blogerów, choć ja bym ich jednak zupełnie inaczej ustawił na placu (ja na obronie? mnie najbliżej do Davida Luiza, który czasem coś wybije z pustej bramki ale lepiej czuje się z przodu). Dziękuję wszystkim za udział, a już wkrótce kolejny konkurs związany z książką Andrei Pirlo zestawienia ectuspolonusa, czyli Michała Okońskiego...

Tagi: konkursy
08:08, francuski_lacznik , Konkursy
Link Komentarze (16) »
sport.pl
Michał Pol - Strzeliłem kiedyś gola van der Sarowi z podania Zidane'a. Rzutów wolnych uczył mnie del Piero. Niestety trafiałem tylko w mur. Mimo to od czasu do czasu piszę i gadam o futbolu - przez 15 lat w „Gazecie Wyborczej” (1994-2009), dziś na Sport.pl i - głównie o Lidze Mistrzów - w nSporcie. Mam dysleksję, więc nie wytykajcie mi błędów. Są piłkarze, którzy nie potrafią wykonywać rzutów karnych...
@napisz do mnie