piątek, 23 lipca 2010

Mamy wprawdzie sezon ogórkowy, ale ta informacja nie jest niestety ani wymysłem ani ciekawostką z jakiegoś egzotycznego kraju. Jak donosi „Życie Warszawy” pomocnik Legii Warszawa Maciej Iwański odpowie przed sądem za pokazanie kibicom „gestu Kozakiewicza” podczas meczu z Ruchem Chorzów. Komenda Rejonowa Policji Warszawa-Śródmieście na wniosek jednego z obrażonych kibiców właśnie skierowała sprawę do Sądu Rejonowego Warszawa-Śródmieście (XI Wydział Karny). Jak przypomina „ŻW” do zdarzenia doszło 23 marca w Warszawie podczas meczu rewanżowego Pucharu Polski Legii z Ruchem Chorzów. Kibice wyśmiewali piłkarzy za fatalną grę i postawę na boisku. W odpowiedzi, po strzeleniu bramki, Bartłomiej Grzelak ironicznie dziękował pustej, budowanej trybunie, a Maciej Iwański pokazał fanom na trybunie krytej „gest Kozakiewicza”. Za to zachowanie otrzymał od sędziego żółtą kartkę. Klub zawodnika nie ukarał. Urażeni kibice postanowili jednak złożyć na policję doniesienie o wykroczeniu piłkarza.

środa, 21 lipca 2010

Po krótkich, pomundialowych wakacjach właśnie wróciłem do kraju. Ale nim wrzucę Polsport na odpowiedni bieg, zajmując się Borucem we Florencji, wzmocnieniami Legii czy Lechem szturmującym Ligę Mistrzów, na chwilę cofnę się do tego co wydarzyło się w tygodniu po mundialu. Podczas kiedy część ekipy Sport.pl przy pierwszej okazji wróciła do Polski, planując odpoczynek gdzie indziej, myśmy na parę dni kopnęli się do Mozambiku, Suazi i na południe, do Kapsztadu. Warto było, bo okazało się, że zamknięci przez cały turniej w zaklętym trójkącie: Johannesburg - Pretoria - Rustenburg (codziennie był tu jakiś niezły mecz, a w dodatku aż 19 baz reprezentacji ulokowanych było właśnie w prowincji Gauteng, a myśmy potrzebowali obrazków z treningów, konferencji i rozmówek) zobaczyliśmy wreszcie inne, przyjazne, radosne i co niemniej ważne wreszcie cieeeepłe oblicze RPA.


12:28, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (18) »
poniedziałek, 12 lipca 2010

To prawda, że pod względem organizacji, zapewnienia uczestnikom bezpieczeństwa (ograbieni nie tylko dziennikarze ale i ekipy biorące udział w turnieju, a nie mamy żadnych danych na temat kibiców) ten mundial wyraźnie szwankował. Także pod piłkarskim stał na dużo niższym poziomie niż większość wcześniejszych mundiali czy którekolwiek mistrzostwa Europy (wymownym zwieńczeniem tej mizerii był jeden z najbrzydszych, a już na pewno najbardziej brutalny finał jaki widziałem). A jednak z jednej roli wywiązał się doskonale: dostarczył legend, do których będziemy odwoływać się przez lata, kłócić się o ich interpretację, opowiadać tym, którzy nie widzieli, wspominać, dziwić się, wyrzekać. Pod tym względem z mundialem w RPA równać się może mało który!

niedziela, 11 lipca 2010

Jeśli są tacy, którzy jeszcze żałują, że nie oglądają na żywo tego żenującego widowiska na Soccer City, tej kopaniny rodem z Bundesligi z lat 80. Tych ciosów kung fu na czerwone kartki (de Jong), ostrych wjazdu na skrzywdzenie rywala Sneijdera, Puyola, van Persiego, van Bommela etc Kto myśli sobie, że cetnie pozżymałby się na żywo na Howrda Webba, który pośpieszył się z żółtymi kartkami i teraz drży, że czerwonymi zepsuje finał, temu dedykuję vloga z drogi jaką przebyłem na trybunę stadionu, żeby móc na własne oczy oglądać ten koszmar.

Odliczam czas do ostatniego, najważniejszego i oby najbardziej pasjonującego meczu mundialu. Ostatniego marszu na koronę stadionu Soccer City (każdy mecz oglądam tu z wysokości 10 pietra, niestety). Ostatniego, świdrującego ataku wuwuzeli na nasze uszy, ostatniego rytmicznego „Waka Waka” w przerwie. Ostatniego zanurzenia w rwącej rzece rozradowanych kibiców (pewnie raczej żołto-czerwonej niż pomarańczowej…), płynącej ze stadionu w centrum Johannesburga, gdzie da się w miarę spokojnie świętować. Ostatniego boju o wejście do mixied-zony, żeby stanąć twarzą w twarz z bohaterami meczu, zwłaszcza, że dziś będą to najwięksi wygrani i przegrani. A potem, w drodze na parking ostatniego rzutu oka na rozpaloną na czerwono bryłę stadionu, na którym tyle się wydarzyło…

sobota, 10 lipca 2010

Choć przed nami jeszcze i mecz o 3. miejsce i finał, już dziś jestem w stanie wymienić moją 11 Mundialu. Z braku miejsca i czasu wstrzymam się póki co z pozostałymi pozycjami. Dziś z całą pewnością mogę napisać, że bramkarzem turnieju jest dla mnie Iker Casillas i nie ma nawet konkurentów. Na turnieju, w którym tylu innych golkiperów padło ofiarą Jabulani, wysokości, na której rozgrywano mecze, zimnem etc on jeden był Skałą. I innym zdarzało się ratować drużynę, ale Ikerowi za każdym razem. I nie mogę sobie przypomnieć choćby drobnego błędu. Należy mu się ode mnie ten hymn na część także z powodu przedmundialowej deklaracji, że gdybym to ja był trenerem Hiszpanii, mojej bramki na mundialu broniłby Victor Valdes w nagrodę za miniony sezon

środa, 07 lipca 2010

18.40 Postanowiłem poblogować na żywo z meczu, który dla mnie jest małym finałem mistrzostw świata. Mecz w Johannesburgu na Soccer City ktokolwiek będzie rywalem Holandii, już tak ekscytujący nie będzie. Tzn. dreszczyk będzie wzbudzał z racji stawki, ale wiemy dobrze jakie są wszystkie finały, jak historyczna stawka potrafi spętać piłkarzom nogi. Zwłaszcza jeśli zmierzą się w nim dwie drużyny, które jeszcze Pucharu Świata nie zdobyły. Za to dziś w Durbanie zmierzą się dwie drużyny grające na mundialu najpiękniej, najszybciej, lubujące się w ofensywie, graniu piłką, nie polujące na kości rywali, nie stłamszające rywali siłą fizyczną. Jeśli obie pozostaną wierne swojej filozofii, a przecież Hiszpanie inaczej grać nie umie, a Niemcy przynajmniej tu na mundialu ani razu nie chcieli, nawet z Argentyną czy Anglią, powinniśmy dostać najpiękniejsze widowisko od lat!

20.31 Zaczęli! Na hymnach deja vu z Wiednia sprzed dwóch lat, ale przecież to inne zespoły, nawet Hiszpania. A teraz nawet wuwuzele tak nie dokuczają jak zazwyczaj. Kibice kontemplują...

Nie było mnie na meczu Holandii z Urugwajem. Jestem w Durbanie, bo ostrzę sobie zęby na mecz Niemców z Hiszpanią. Po pierwsze dlatego, że mam nadzieję obejrzeć najciekawsze spotkanie mundialu. Obie drużyny grają najbardziej ofensywny futbol na turnieju, obie kochają posiadać i rozgrywać piłkę. W obu gra najlepsza pomoc w RPA. Jak to ujął na konferencji prasowej Andres Iniesta, tak jak finał Euro 2008 w Wiedniu miał wyraźnego faworyta, tak ten pół finał nie ma. - Niemcy mówią, że to my, a ja odpowiadam, że i oni mają fantastyczną drużynę – mówił nam dopiero co.

No i przede wszystkim spodziewam się, że to właśnie mecz w Durbanie wyłoni mistrza świata…

sobota, 03 lipca 2010

Straszny to był widok – schodzący we łzach z boiska po 0:4 z Niemcami Leo Messiego i Maxi Rodrigueza, wściekły, niemal zionący ogniem Carlos Tevez, odurzony, nierozumiejący co się stało Gonzalo Higuain. Podchodzący do nich wszystkich po kolei, łapiący za szyję, całujący w czoło, wyraźnie załamany Diego Maradona. Na najlepszy opis tej sytuacji naprowadził mnie Zbigniew Hołdys, z którym wymienialiśmy się uwagami na twitterze. „Wiesz, Argentyna to jest bajeczna banda, co napada w sześciu na sejf, ale bez planu banku i żadnego na czatach” - napisał. Dokładnie tak! To miał być wielki skok na Puchar Świata! Przecież chłopaków skrzyknął na niego autor największego skoku stulecia, idol każdego z argentyńskiego „złodziei”, na którego „napadach” wychowywali się, odwzorowywali poszczególne elementy „skoków” na podwórkach, szkolnych boiskach, pierwszych klubach. Komu mieli zaufać, jak nie jemu? A on…

 
1 , 2
sport.pl
Michał Pol - Strzeliłem kiedyś gola van der Sarowi z podania Zidane'a. Rzutów wolnych uczył mnie del Piero. Niestety trafiałem tylko w mur. Mimo to od czasu do czasu piszę i gadam o futbolu - przez 15 lat w „Gazecie Wyborczej” (1994-2009), dziś na Sport.pl i - głównie o Lidze Mistrzów - w nSporcie. Mam dysleksję, więc nie wytykajcie mi błędów. Są piłkarze, którzy nie potrafią wykonywać rzutów karnych...
@napisz do mnie