piątek, 31 lipca 2009
Smutny dzień dla futbolu. Zmarł sir Bobby Robson, trener-legenda, osobowość na miarę sir Alexa Fergusona czy Billa Shankly'ego, łącznik z tamtym wspaniałym minionym czasem. Tymczasem nasz show must go on. Oto losowanie ćwierćfinału i półfinału Blogowego Pucharu Lata...

13:05, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (9) »
czwartek, 30 lipca 2009

No i ostatnia grupa 2. rundy BloPuLa, czyli Blogowego Pucharu Lata im. Grzegorza Lato. W piatek tradycyjne losowanie z tradycyjną sierotką. Rozlosuję od razu pary półfinałowe (jak w LM). Teksty tradycyjnie do niedzieli. Planuję rozgrywać dwa ćwierćfinały dziennie (jak w LM).


08:02, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (57) »
wtorek, 28 lipca 2009

Grupa B czyli Michał Tchórznicki o Szymkowiaku, Pasjonatka Sportu o Romanie Abramowiczu, Jacek Kinowski vel Incomitatus raczy nas zagadką w formie wiersza, a Tomek 'El Cabeso' Merchut opisuje ciszę przed burzą w brazylijskim futbolu...


08:03, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (57) »
poniedziałek, 27 lipca 2009

... czyli Grupa A BloPuLa, Blogowego Pucharu Lata im. Grzegorza Lato. Zagłosuj na najlepszą notkę, autorzy dwóch awansują do ćwierćfinału! Uwaga, głosować można RAZ! Ale za to na więcej niż jeden tekst (najlepiej na dwa najlepsze).


07:59, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (29) »
niedziela, 26 lipca 2009


Przerywam na chwilę BloPuLę małym breaking newsem. Bo oto pewien znany piłkarz został przyłapany jak wychodził z Camp Nou. Jak widać w pierwszej chwili wystraszył się kamery, ale w drugiej chwili gestem na tle herbu katalońskiego klubu dał przebłysk tego co w nim najbardziej lubimy. Co do tego, czego w nim nie lubimy, czym irytował, gniewał i zrażał, jestem prawie pewien, że tego w Barcelonie nie zobaczymy.

sobota, 25 lipca 2009

W oczekiwaniu na pierwszą grupę 2. rundy Blogowego Pucharu Lata (w poniedziałek punktualnie o 8. rano, o le dostanę wszystkie teksty - zestaw par i samo losowanie w Nyon TUTAJ), zachęcam do lektury podsumowania rundy pierwszej w wykonaniu femme fatale BloPuLa, czyli...


15:33, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (15) »
piątek, 24 lipca 2009

W piątek wczesnym popołudniem w siedzibie Agory na Czerskiej w Warszawie odbyło się losowanie 1/8 finału Blogowego Pucharu Lata. Oto ono:


Runda grupowa BloPuLa (Blogowego Pucharu Lata im. Grzegorza Lato) zakończona. Wszystkie grupy do wglądu tutaj. Wszystkim, którzy przeszli gratuluję, tych którzy opadli, zwłaszcza po walce do końca, o włos, z trzeciego miejsca, ściskam i żałuję. Ok. 13 relacja z losowania 2. rundy grupowej.

czwartek, 23 lipca 2009

Tu BloPuLa. Wszyscy wiedzą o co chodzi, a jak nie, niech zajrzą TUTAJ Tam wyniki i plany na 2. rundę

Grupa 8

Życie w życiu by Haszyszak

„Futbol to nie sprawa życia lub śmierci. To coś o wiele więcej". Tak można zdefiniować nasz ukochany sport idąc za angielskim cytatem. Ale można go także rozwinąć, bo może właśnie futbol jest zarazem życiem i śmiercią. Od bardzo delikatnych i subtelnych do skrajnie tragicznych i bolesnych przykładów. W futbolu pojęcie życia i śmierci nabiera zupełnie innego wymiaru, chociażby takie określenia jak „bramkarz ŻYJE w bramce" czy „UMARŁ duch drużyny" są tylko jednymi z wielu stwierdzeń odnoszących się do egzystencji. Życie i śmierć jest idealnym synonimem wzlotu i upadku. W futbolu na co dzień oglądamy zarówno chwile szczęścia jak i niekończące się momenty trwogi.

Karierę piłkarza można porównać do pełnego cyklu życiowego, rodzi się, rozwija, żyje w pełni by potem powoli odejść. Są zarówno żyjący dłużej jak np. Paolo Maldini którego można porównać do piłkarskiego żółwia z Galapagos, jak i ci, którzy piłkarsko tragicznie odeszli zbyt wcześnie, przykładowo Marco van Basten, czy nasz Włodzimierz Lubański. Standardowy okres "życia" piłkarskiej kariery to 15-20 lat, rozpoczyna się około 16-ego, 18-ego roku życia piłkarza a kończy zazwyczaj w okolicach 33-37 roku. Czyli trwa w najpiękniejszym czasie życia każdego człowieka, można by to nazwać życiem w życiu.

Przykładem zawodnika, który wspaniale przeszedł cały cykl piłkarskiej egzystencji jest Zinedine Zidane. Urodził się jako wielki talent, potem stopniowo się rozwijał by przez kilka długich lat błyszczeć na stadionach całego świata, będąc przykładem piłkarskiego cudu. Odszedł wtedy kiedy planował.... tylko nie tak jak planował. Miało być zwycięstwo w finale Mundialu i odejście tak wspaniałe, jak cała jego kariera, wyszło jak wyszło, ale i tak ostatni turniej zakończył jako najlepszy z najlepszych. Wspaniałe piłkarskie życie od deski do deski. A dziś jest jak dobry duch Realu Madryt.

Można pozazdrościć, tylko, że takie życie zdarza się rzadko, zazwyczaj są problemy. Fantastyczny piłkarz Diego Armando Maradona piłkarskio był kilkakrotnie w stanie śmierci klinicznej, jednak jego potężne piłkarskie serce pozwalało mu wracać i trwać. Sam stwarzał sobie problemy, ale szczęśliwie jakoś z nich wyszedł. Czasem zdarzają się zamachy na piłkarskie kariery, kontuzje tak spektakularne ( Djibril Cisse, Eduardo Silva, Petr Cech, Henrik Larsson...), że serca fanów stają w miejscu. Na szczęście w dzisiejszych czasach piłkarska medycyna ratuje nawet najgorsze przypadki. Czasem jednak po powrocie piłkarz już nie jest tym samym zawodnikiem.

Piłkarskie analogie życia i śmierci, są tak wspaniałe, gdyż życie piłkarskie jest piękne, a śmierć jest w tym przypadku rzeczą absolutnie nieostateczną. Niestety nie zawsze. Jak we wszystkim, tak i w piłce są odstępstwa od reguły. Zdarza się, że śmierć piłkarska pokrywa się ze śmiercią w ogóle. Nie sposób nie wspomnieć takich nazwisk jak Marc Vivien Foe, Miklos Feher, czy Antonio Puerta, którzy w sile wieku odeszli, odeszli w miejscu, które najbardziej ukochali- na boisku. Oczywiście w podobny sposób odeszło wielu innych mniej znanych...

Czy śmierć może być piękna? Jeśli może to na pewno taką miał Miklos Feher , w pełni sławy, szczęśliwy gdy dziesiątki tysięcy skandowało jego imię po strzeleniu bramki. Ich wszystkich można porównać do legendarnych, antycznych bohaterów, tych którzy umierali robiąc to co kochają, jak chociażby Ikar, który odszedł dążąc tam gdzie zawsze chciał dotrzeć. Jeśli ktoś wierzy w Boga to wie, że oni dziś grają z najlepszymi w historii wśród tych którzy odeszli. Każdy marzy by zagrać z Puskasem...

GENERAŁ

by michal790

Bez niego trudno wyobrazić sobie jedenastkę krakowskiej Wisły. Choć wielkim mówcą nie jest, szczególnie w starciach z dziennikarzami, w trudnych momentach na boisku potrafi jak nikt inny skutecznie przemówić do kolegów z drużyny, a raczej do ich nadwątlonego morale. Jest jak średniowieczny rycerz przedchorągiewny - heroiczną walką daje znakomity przykład, inicjuje kolejne szturmy na bramkę rywala, jest pierwszą stacją obronną. Oto Radosław Sobolewski - charyzmatyczny generał środka pola i prawdziwy przywódca Białej Gwiazdy.

Kiedy wynik jest skrajnie niekorzystny, poziom pewności siebie wśród zawodników Wisły gwałtownie pikuje w dół i do końca meczu pozostaje coraz mniej czasu, wówczas z łatwością można dostrzec potężnie zbudowanego zawodnika z numerem 7, który zdaje się biegać kilka razy więcej za piłką niż jego koledzy, kilka razy częściej jest w jej posiadaniu i jednocześnie ekspresyjnie pokrzykuje, pobudzając w drużynie uśpionego ducha walki. W momentach krytycznych staje się newralgicznym, najważniejszym elementem wiślackiej układanki. Przy korzystnym układzie meczu nie narzuca swojego pierwszeństwa, błyszczą jego partnerzy z zespołu, a on ogranicza się do zapewnienia bezwzględnego spokoju w środku pola.

- Jak to kto nas poprowadził? Oczywiście Radek Sobolewski. Po drugiej bramce dla Lechii opuściliśmy głowy, ale nie on. Krzyczał, żeby walczyć, mobilizował, bez niego nie wygralibyśmy tego meczu - oto słowa Patryka Małeckiego po szalonym meczu w Gdańsku w przedostatniej kolejce minionego sezonu Ekstraklasy. Nawet nieuzbrojonym okiem widać było, jak na początku drugiej połowy, próbując poukładać chaotyczną grę Wisły i wezwać wątpiących w końcowy triumf kolegów do aktywniejszej postawy, Sobolewski hasał w środkowej strefie niczym proton w Wielkim Zderzaczu Hadronów. Strzeleckie harce Łobo i prześliczne uderzenie Zieńczuka z rzutu wolnego były już wisienkami na (prawie) mistrzowskim torcie.

Sobolewski imponuje nie tylko cechami wolicjonalnymi i żelazną motoryką. Znakomicie odbiera piłki, potrafi szybko i dokładnie rozpocząć akcję ofensywną, dysponuje też okrutnym strzałem z dystansu. Przypomnieć należy kapitalny strzał przeciwko ateńskim Koniczynkom w eliminacjach do Ligi Mistrzów ( określony przez Jacka Gmocha " strzałem za parę milionów" ) czy choćby bramkę z ostatnich krakowskich derbów. Jest też autorem dwóch najbardziej spektakularnych polskich czerwonych kartek ostatnich lat ( obydwa pechowe spotkania kończyły się porażkami naszych drużyn w dramatycznych okolicznościach - mecze z Niemcami na Mundialu 2006 i wspomniany z Panathinaikosem w Atenach ). W obydwu przypadkach widzieliśmy cierpiącego zawodnika, który nie kalkulował, starał się wszelkimi sposobami zapobiec groźnej akcji. Jego boiskowa natura, która wyrzeka się kunktatorstwa i każe mu walczyć w każdej sytuacji do upadłego, stała się w tak ważnych momentach jego największym przekleństwem.

Taki gracz jak Sobolewski to skarb dla trenera i drużyny. Profesjonalista w każdym calu, darzony przez wszystkich piłkarzy dużą estymą, pracowita mrówka w centralnej strefie boiska. Przedłużenie umowy z Wisłą o dwa lata kibice interpretują jako zapowiedź nowych sukcesów, które Biała Gwiazda ma osiągać pod batutą Radka.

Dunga

by butu1

Dunga przez 3 lata pracy z Brazylią prowadził ją na trzech turniejach z czego wygrał dwa. Do tego Canarinhos zajmują pierwsze miejsce w grupie eliminacyjnej do MŚ. Jednak na boisku Brazylia często jest stłamszona. Szczególnie na wyjazdach gra defensywnie i bez polotu. Chyba najbardziej upokarzający był ostatni mecz z Ekwadorem 1-1 kiedy nie umieli wyjść z własnej połowy w pojedynku z przeciętną drużyną .Jeśli już atakują to tylko w 1 połowie żeby strzelić bramkę. Zazwyczaj to się udaje i w 2 oddają inicjatywę .Zwycięstwo w Copa America 2007 zawdzięczają geniuszowi Robinho, reszta obudziła się dopiero w finale.

Puchar Konfederacji miał doprowadzić do pojedynku z najlepszą na świecie Hiszpanią. Pojedynku nie było. Były wymuszone zwycięstwa nad słabszymi i kopanie leżących Włoch. Tak więc zwycięstwa na turniejach nie pokazują prawdziwej siły Brazylii. Pokaże ją dopiero mundial. Dungę bronią wygrane w pięknym stylu mecze klasowymi rywalami 6-2 z Portugalią 2-0 z Włochami. Szczególnie w tym drugim zdominowali środek pola i atakowali nawet po objęciu prowadzenia. Co do składu Dunga miał odmłodzić kadrę i zrobił to. Najczęściej gra 4-3-3. Trzeba dodać że zazwyczaj trójka pomocników to pomocnicy defensywni (np ostatnio Gilberto Silva, Ramires, Felipe Melo) którzy nie radzą sobie za bardzo z kreowaniem gry. Za napastnikiem pewne miejsce ma niezawodny duet Kaka-Robinho.

Największy problem jest z wybraniem środkowego napastnika. Kiedyś strzelał Romario potem Ronaldo i wszyscy myśleli, że naturalnym następcą będzie Adriano. Ale tamten swoją szanse konsekwentnie zaprzepaszczał więc testowano Freda, Vagnera Love, Jo, Pato, Nilmara, Luisa Fabiano. Wreszcie Dunga postawił na ostatniego a ten odwdzięcza się skutecznością 22 bramki w 31 meczach. Ale według mnie jest trochę za stary (na mundialu będzie miał 30 lat) gra w średnim klubie ,styl gry jest trochę za bardzo stateczny (nie pamiętam jego bramki za pola karnego). Dla mnie najlepszym kandydatem do gry na szpicy jest Pato. Wystarczy porównać ich ostatni sezon w lidze Pato 15 goli (żaden z karnego)34 mecze Luis Fabiano 8 goli 26 spotkań. Do tego Kaczor jest bardziej wszechstronny i coraz bardziej przypomina Ronaldo (który podobno ma wrócić do reprezentacji).

Dla mnie Brazylia Dungi traci przez defensywną grę i raczej nie wierze że mogą wygrać mundial z tym trenerem. Ale ja się nie znam.

Dobre wychowanie

by Paweł Krupiński

Jak wszyscy wiemy dorastanie to jeden z najtrudniejszych okresów w życiu każdego z nas. Po raz pierwszy stajemy przed trudnymi decyzjami, które ukształtują nasze późniejsze życie. Huśtawki nastrojów, tysiące różnych pomysłów, chęć zabawy i ogólny bunt do świata to sprawy, o których wszędzie głośno. Młodzi ludzie mają czasem dość uświadamiania ich, jaki to świat jest i jak ciężko jest być dorosłym.

Ale czy ktoś z dorosłych we współczesnym świecie zastanawia się nad tym, co czuje, co myśli taki młody człowiek? Czy ten dorosły wie, jakie młodzież, w sumie jeszcze dziecko, ma pragnienia, potrzeby i marzenia? Czy taki rygor ze strony dorosłych nie pozbawia świata kogoś wartościowego i utalentowanego? - mam na myśli tutaj brak wsparcia i zrozumienia młodego w jakiego wyborze, jakim jest np. sport. Może nie do końca świadomie, a może już świadomie, wybiera mimo wszystko ten jakże trudny 'kawałek chleba'. Taki młody człowiek nie chce robić wszystkiego pod schemat, nie chce być klockiem w czyjejś układance.

Dorośli traktują to jako bunt, ale przecież oni sami byli kiedyś młodzi i muszą wiedzieć jak to jest, kiedy wszystko i wszyscy denerwują. Nie ujmuje tutaj nic osobom dorosłym i ich doświadczeniu oraz mądrości życiowych, bo na pewno więcej wiedzą o samym życiu, ale to jest młodość, w tym wieku najpierw się robi, a dopiero potem myśli. Bardzo ważne w kształtowaniu młodego człowieka jest wsparcie obojga rodziców.

Posłużę się tutaj przykładem wschodzącej gwiazdy, rewelacji ostatnich tygodni - Federico Machedą, 17-letnim piłkarzem ManU, który przebojem wdarł się do Premier League. W wywiadzie udzielanym angielskim mediom, zapytany o dzieciństwo, opowiedział swoją historię, historię, w której kluczową rolę odegrał jego ojciec. Nie pochodził on bowiem z bogatej rodziny, a mimo wszystko jego ojciec starał się, aby syn miał jak najlepiej, a przecież wszyscy rodzice chcą, aby ich dzieci miały jak najlepiej. Młody wychowanek Naepolu opowiadał o tym, jak jego ojciec był przy nim na każdym treningu, jak pracował nocami, aby tylko ten miał co jeść i gdzie mieszkać.

Historia, można by powiedzieć nadająca się na film, pokazuje, że nie tylko ludzie 'z kasą' dochodzą do czegoś. Macheda z domu może nie wyniósł dóbr materialnych, ale wyniósł ogromne bogactwo w postaci wsparcia rodziców. Młody Federico, gdy podpisywał kontrakt z Machesterem, od razu zastrzegł, że nigdzie nie wyjedzie z Włoch bez swojej rodziny. Oczywiście włodarze United musieli to spełnić, musieli zagwarantować młodemu piłkarzowi, że jego rodzinie będzie tu dobrze, bo przecież w taki sposób Federico może się odwdzięczyć rodzicom za trud, jaki włożyli w jego wychowanie i ukształtowanie. Tego wszystkiego brakuje wielu, a nawet większości młodym. Rodzice chcą dla nich jak najlepiej, a jednak pozbawiają ich największych marzeń. Między innymi to we współczesnym świecie jest niesprawiedliwe... 

W Nottingham dadzą mu POPALIĆ?!

pio123-p.piotrowicz

www.xi-blog.net

Angielski futbol kibicom kojarzy się głównie z piłkarskimi atletami, którzy swoje warunki fizyczne wykorzystują w pojedynkach główkowych, walce bark w bark i karkołomnym przepychankom w polu karnym. Menadżerowie nie chcą ryzykować, aby ich piłkarze byli gorsi w tych elementach gry, dlatego rzadko zdarza się, aby na Wyspach Brytyjskich kontrakt z klubem podpisał zawodnik o wzroście mniejszym niż 180cm i wadze 80kg. Tych, którzy zwykle spoglądają na kolegów z dołu czekają hektolitry potu wylane w siłowni, kilometry przebiegnięte sprintem z partnerem na plecach oraz tysiące przysiadów z nową koleżanką – sztangą. Czy na to wszystko gotowy jest filigranowy Radosław „Tango we Lwowie” Majewski z Polonii Warszawa, który niedawno otrzymał lukratywną ofertę z Nottingham Forest?

Od dawna wiadomo, że Polak lubi sobie wypić i dobrze się pobawić. Na ten temat już nie raz w programach stacji Canal+ wypowiadał się jego były kolega z drużyny, Piotr Świerczewski. – Radka trzeba cały czas pilnować, żeby mu głupoty nie chodziły po głowie. Już moja w tym głowa, żeby wyszedł na ludzi – wspominał „Świr”. Cóż, „opiekun” Majewskiego szybko pożegnał się z Polonią i już nie było drugiego takiego piłkarza, który wziąłby wielki talent pod swoje skrzyła. Niemal momentalnie po jego przeprowadzce do Łodzi wybuchła afera we Lwowie z udziałem m. in. środkowego pomocnika warszawskiej Polonii.

Od tego momentu jego gra pozostawiała wiele do życzenia. Gazety coraz częściej dawały mu notę „4” lub „5”, w dziesięciopunktowej skali, co znaczy tyle, że nie nadawał się nawet na przysłowiowy „plaster”. Radek czerpał z życia, nie przejmując się tym, że właśnie traci okazję na zagraniczny transfer, którzy może odmieć jego karierę. Rok temu, gdy Majewski prezentował jeszcze „international level” – jak to mówi nasz selekcjoner – niespodziewanie pojawiła się oferta z Nottingham Forest.

Jednak działacze z północy Anglii musieli wykazać się nie lada cierpliwością. Doczekali się, bo w Polonii już go mają dosyć… Wracając do kwestii, w której poruszyłem sprawę przygotowania fizycznego, to nie wydaje mi się, aby typ leniwego piłkarza nagle przestawił się na brytyjski standard. W okresie swojej największej świetności Majewskiemu najwięcej dawały treningi w grodziskiej siłowni z P. Świerczewskim.

Dlatego musi zrozumieć, że jeżeli nie da z siebie wszystkiego w Nottingham, to nie zdąży nawet zapoznać się z tamtejszymi lokalami. Anglicy nie będą cierpliwi, jak działacze Polonii, dlatego Radek powinien posłuchać dobrej rady pani Grundolowej z kultowego filmu pt. „Piłkarski Poker”: „Ty mniej gorzołka pij, ty więcej trenuj, ty zagranica jedziesz ciulu ty!”.

08:02, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (18) »
 
1 , 2 , 3
sport.pl
Michał Pol - Strzeliłem kiedyś gola van der Sarowi z podania Zidane'a. Rzutów wolnych uczył mnie del Piero. Niestety trafiałem tylko w mur. Mimo to od czasu do czasu piszę i gadam o futbolu - przez 15 lat w „Gazecie Wyborczej” (1994-2009), dziś na Sport.pl i - głównie o Lidze Mistrzów - w nSporcie. Mam dysleksję, więc nie wytykajcie mi błędów. Są piłkarze, którzy nie potrafią wykonywać rzutów karnych...
@napisz do mnie