czwartek, 31 lipca 2008

 

Powinienem coś napisać o porażce Wisły z Beitarem w II rundzie (słownie: drugiej!) eliminacji Ligi Mistrzów, ale meczu nie widziałem, bo byłem w drodze do Budapesztu na Grand Prix Formuły 1. Teraz w biurze prasowym na Hungaroringu mogę sobie co najwyżej poczytać, jak tę porażkę mistrza Polski komentują koledzy, np. Rafał Stec.

 

Sam nie mam tu z kim pogadać o futbolu. Nie mówię już, że na hasło „Wisła” ludzie wybałuszają oczy i mówią, że przecież ta rzeka w Budapeszcie to Dunaj. Ale nawet kiedy dziwiłem się koniecznością opłaty 95 euro za bezprzewodowy internet w biurze prasowym, mówiąc, że np. jeszcze bogatsza od FIA (Międzynarodowa Federacja Samochodowa) UEFA przestała doić dziennikarzy i na Euro 2008 internet był za darmo, koledzy nie wiedzieli o jakiej imprezie mówię!

 

Swoją drogą głównym tematem rozmów są właśnie plany F1, by ciąć monstrualne koszty (czyżby na wieść o nadciągającym kryzysie paliwowym?). 'W posiadanie interesującej wiedzy na ten temat' (mówiąc wassermanem) wszedł team Red Bull. W segregatorach w biurze prasowym gdzie stajnie F1 kolportują ostatnie informacje (przeważnie zapowiedzi, plany na weekend, wypowiedzi kierowców, inżynierów oraz szefów teamu) w kieszonce Red Bulla znalazłem następujące newsy:

 

Red Bull ujawnia dokument końcowy dyskusji szefów teamów na temat cięcia kosztów:

 

1. Cały personel, łącznie z kierowcami będzie odtąd spać w Japońskich Kapsułach Hotelowych, ustawianych na paddocku. Zakazane zostaną przy tym wyjścia do miasta. Dzięki temu dramatycznie spadną koszty na bary hotelowe. Stajnie sporo oszczędzą też na proszkach od bólu głowy.

 

2. Fotografów będzie się wpuszczać tylko na pierwsze GP sezonu. Niech narobią wystarczającą ilość zdjęć, a potem zmieniają tory w photoshopie. Odstępstwa dopuszcza się wyłącznie w przypadku zmiany przez kierowcę teamu lub płci.

 

3. Sukienki tzw. grid girls (dziewczyn reklamujących na torze poszczególne stajnie) będą krótsze, dzięlki czemu oszczędzi się na kosztach tekstyliów (umówmy sie, że sprawy zaszły juz tak daleko, iż owe oszczędności nie będą wielkie - red.)

 

4. Każdemu teamowi będzie wolno wydać tylko jeden Press Release na sezon, dzięki czemu wypowiedzi kierowców ulegną standardyzacji. Kierowcom nie będzie wolno używać słów „z pewnością”. Szef teamu otrzyma zawieszenie na trzy wyścigi za użycie sformułowania: „jestem optymistą”.

 

5. Safety car, czyli ten samochód, który wjeżdża na tor w razie wypadku i nikomu nie wolno go wyprzedzić (zwykle wypasiony mercedes), zostanie zastąpiony przez sztucznego królika jak podczas wyścigów chartów.

 

6. Grand Prix Hiszpanii będzie kończyło się po pierwszym pit stopie, co ograniczy koszty i pozwoli widzom na całym świecie nie umierać z nudów.

 

7. Bolidy będą odtąd jeździć na ekologicznym bio-paliwie, pozyskiwanym ze zużytego oleju smażalnego. Pozwoli to F1 włączyć się w ochronę środowiska i jednocześnie wprowadzić smażone śniadania dla mediów w każdy dzień GP (jakoś ten olej będzie trzeba pozyskiwać).

 

8. Negocjacje kontraktowe będzie prowadził Tony Soprano

 

9. Wszystkim kierowcom F1 będą płacone wyłącznie premie za zajęcie miejsc punktowych. To nie tylko drastycznie zredukuje koszty ale i niesamowicie wpłynie na rywalizację nawet o ósme miejsce.

 

 bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

12:38, francuski_lacznik , Inne sporty
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 28 lipca 2008

 

Radosław Majdan i Piotr Świerczewski zatrzymani za bójkę z policjantami podczas imprezy. Nie mam zamiaru kopać leżących - obu grozi na początek trzymiesięczny areszt i natychmiastowe rozwiązanie kontraktów z Polonią Warszawa. Nie będę w nich rzucał kamieniem, bo i na moje imprezy przyjeżdżała kiedyś policja (lata temu, ale jeszcze raz przepraszam sąsiadów za zakłócanie ciszy nocnej).

 

Nie mam też zamiaru usprawiedliwiać ich wyskoku, zwłaszcza, że bójka w ich wykonaniu to recydywa. Po za tym co przystoi byle piłkarzowi to nie byłym reprezentantom Polski, uczestnikom mundialu 2002, a przy tym Majdan to radny PO sejmiku województwa zachodniopomorskiego.

 

A jednak jest coś co w całym tym niefortunnym wydarzeniu cieszy. Kiedy usłyszałem o zatrzymaniu dwóch tak znanych piłkarzy, byłem pewien, że to kolejny akt postępowania prokuratury we Wrocławiu. Czyniącej znamienny gest po zawirowaniu z werdyktem Trybunału Arbitrażowego, którego decyzję prokuratura wzięła zresztą pod lupę. Taki rodzaj zemsty: wy nam wybielacie przekupnych, to my wam aresztujemy wielkich waszego smutnego futbolu. Tak samo jak nieprzypadkowy był termin aresztowania Dariusza W. parę dni przez słynnym Zjazdem Abolicyjnym PZPN.

 

A jednak - choć mam wątpliwości czy słowo „na szczęście” byłoby właściwie - Majdana i Świerczewskiego zatrzymano za zwykłą chuliganerię po pijaku. Rzecz to oczywiście naganna, ale przynajmniej nie tak kompromitująca jak działania Dariusza W. a zwłaszcza jego późniejsze tłumaczenia. Rzecz niegodna byłych reprezentantów Polski, ale w przeciwieństwie do wszechogarniającej korupcji, coś przydarza się w najlepszych ligach świata. Choć mi do głowy przychodzą same przykłady z ligi angielskiej i holenderskiej: Tony Adams, Paul Gascoigne, chłopaki z Leeds United, którzy po pijaku wtłukli studentowi z Indii, Joey Barton, który spędził ostatnio 74 dni w więzieniu za pobicie po pijanemu nastolatka czy Robin van Persie, który trafił za kratki na 15 dni za domniemany gwałt na Miss Nigeria Holland. Co nie oznacza, że polski futbol jest co raz bliżej normalności...

 

Niech Majdan i Świerczewskim poniosą zasłużoną karę. Ale przynajmniej ta kara, jaka by nie była, nie musi i nie powinna oznaczać dla nich ostatecznego rozstania z futbolem, jak powinno być w przypadku sprzedawczyków. A niestety nie jest.

 

 Puchar UEFA i Liga Mistrzów w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

20:14, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (45) »
niedziela, 27 lipca 2008

Arsene Wenger jak żaden trener wie jak dotrzeć do swoich 'cudownych dzieciaków'

 

Wszystkie najlepsze kluby Europy zbroją się na potęgę, lada moment padną kolejne rekordy transferowe jeśli Chelsea kupi w końcu Kakę a Real Madryt Cristiano Ronaldo. Największych rywali Arsenalu wzmacniają gwiazdy światowej piłki - Deco i Bosingwa w Chelsea, Luka Modrić i Giovani dos Santos w Totenhamie, Dossena i Philip Degen w Liverpoolu. MU jeszcze nikogo nie kupił, ale zaraz wykupi Teveza i zobaczymy co zrobi w sprawie Dymitara Berbatova.

A Arsene Wenger? Nadal kupuje dzieciaki...

 

Pozwolił odejść z klubu najbardziej doświadczonym i najbardziej zawyżającym „Kanonierom” średnią wieku jak Gilberto Silva, Hleb, Mathieu Flamini i Jens Lehmann. Kogo sprowadził w ich miejsce. 21-letni Samir Nasri z Olympique Marsylia to najstarszy i najbardziej doświadczony z nich. Wengerowi udało się też wygrać wyścig o 17-letniego Aarona Ramsey 'a (pseudonim Rambo), który wybrał Arsenal zamiast Manchesteru United i Evertonu. Lada moment na Emirates Stadium trafi rówieśnik Ramsey'a, pochodzący z Nigerii kapitan reprezentacji Anglii do lat 17 (król strzelców mistrzostw Europy U-17) Victor Moses.

Aaron Ramsey, czyli Ryan Giggs w barwach Arsenalu

 

Wszyscy to wielkie talenty, okrzyczane przez media „wonderkidami”. Francuza nazywa się następcą Zinedine Zidane'a, Ramsey'a nowym Ryanem Giggsem. Zdążył już pobić rekord innego sławnego Walijczyka, John Toshacka, debiutując w pierwszym skladzie Cardiff City w wieku 16 lat i 124 dni. Mosesa na razie z nikim nie porównują, ale od jakiegoś czasu jest jedną z największych gwiazd Football Managera, gdzie, wymiata, choć dopiero w okolicach 2010 roku.

 

A przecież na Emirates Stadium do gry w nowym sezonie szykują się już 19-letni Carlos Vela i Theo Wallcot. Częste szanse ma dostawać 18-letni Fran Merida, a jeśli Wenger zgodzi się sprzedać do Newcastle Utd Philipper'a Senderosa (a pewnie się zgodzi, bo Szwajcar ma już 23 lata) w defensywie Kanonierów” zacznie pojawiać się 18-letni Harvard Nordtveit. - Najlepszy obrońca świata w swojej kategorii wiekowej - chwali Norwega Wenger. Problem w tym, że kategoria wiekowa obowiązująca w Premier League to kategoria open.

Victor Moses. W FM'ie 2008 wymiata a miło, a jak będzie w Premier League?

 

Skąd ta jego niechęć do zawodników po 25 roku życia? Nie chce zawodników ukształtowanych przez kogoś innego, którym trudniej będzie przyjąć jego widzenie futbolu i filozofię gry? Chce tylko „białych, nie zapisanych kartek”? Bardzo możliwe, że staniemy się w tym sezonie świadkami narodzin kolejnych wielkich piłkarskich gwiazd, jak w poprzednich sezonach w przypadku Cesca Fabregasa czy Emmanuela Ebue. Tylko czy tym razem Wenger nie przegina? Ci młodziacy na pewno będą grać pięknie, ofensywnie i kreować mnóstwo okazji. Tylko czy starczy im zimnej krwi i doświadczenia by je wykorzystywać. Czy na pewno nie przydałby im się doświadczony pomocnik w rodzaju Andrei Pirlo i doświadczony środkowy obrońca? Moim zdaniem istnieje ryzyko, że po efektownej grze na koniec sezonu Arsenal nie obudzi się poza Ligą Mistrzów. Czy Wenger nie boi się, że piękność katastrofy nie osłodzi fanom jej skutków?

 

Nasri potrafi dryblować i też jest z Maryslii, ale do Zizou jednak mu trochę brakuje...

 Puchar UEFA i Liga Mistrzw w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

18:04, francuski_lacznik , Narodziny gwiazdy
Link Komentarze (49) »
piątek, 25 lipca 2008

 

Strasznie nie chce mi się komentować tego całego cyrku z werdyktem Trybunału Arbitrażowego, przesuwaniem rozpoczęcia Ekstraklasy, rehabilitacją umoczonych w korupcję, spekulacji czy w lidze powinna grać Arka, Korona czy Zagłębie Lubin. Kompromitacja jest już tak wielka, że właściwie wszystko jedno kto będzie grał i kiedy też żenujący spektakl się rozpocznie. Oby tylko skończył się w terminie.

 

Jak to komentować, kiedy ręce opadają z klawiatury. Dramat dziennikarza świetnie opisał w dzisiejszej „Rzepie” Stefan Szczepłek: - Jeśli bywałem czasami przewodnikiem państwa po meandrach futbolu, to się już więcej nie powtórzy. Odebrano mi papiery, a egzaminu w nowych czasach nie zdam. Nie będę w stanie odpowiedzieć na najprostsze pytanie, w rodzaju: dlaczego prawnicy związani z Polskim Komitetem Olimpijskim nie tylko wydali decyzję przewracającą rozgrywki ligowe na dwa dni przed ich planowanym rozpoczęciem, ale ułaskawili skorumpowane kluby, których wina nie powinna ulegać przedawnieniu. Nic z tego nie rozumiem (...) Pisałem ten tekst 20 minut, a w tym czasie PZPN i Ekstraklasa SA podjęły kilka sprzecznych decyzji. A to jeszcze nie koniec.

 

Myślę, że prawdziwy dramat niektórych dziennikarzy zacznie się dopiero wtedy, kiedy Ekstraklasa wreszcie ruszy (w 16-osobowym czy 18-osobowym składzie) i będą musieli opisywać gole i mecze umoczonych zespołów i piłkarzy, zmiany lidera i walkę o utrzymanie jak gdyby nigdy nic. Może chociaż śladem tabloidów, które przed każdym nazwiskiem umieszczają nawias z wiekiem opisywanej osoby, wprowadzić w nawiasów z liczbą sprzedanych/kupionych meczów?

 

Trener Henryk Kasperczak, człowiek który Afrykę zna jak nikt i na własnej skórze odczuł nie raz skutki chaosu panującego w tamtejszej piłce (żeby przypomnieć jego rozstanie z reprezentacją Senegalu podczas ostatniego Pucharu Narodów Afryki) ocenia, że po ostatnich wydarzeniach polski futbol jest „10 lat za Murzynami” - jak mawiano w okresie poprzedzającym poprawność polityczną. - To nieprawdopodobne, co się wyrabia. Byliśmy już na dnie, a teraz jesteśmy jeszcze niżej. Jest gorzej niż w Afryce. To jest cyrk! W Polsce nie wiadomo, kto ma władzę, jakie kompetencje i co robi (...) Bajzel nie do opisania. Nie można dopuszczać, żeby sprawiedliwość był różna dla różnych podmiotów. Cały czas są zawirowania, dominuje krętactwo. Ludzie zarządzający polską piłką po prostu nas kompromitują – stwierdził Kasperczak w "Przeglądzie Sportowym".

 

Kasperczak ofiarnie oddaje swoją osobę do dyspozycji, żeby wszystko usprawnić zależy mu bowiem na „dobru naszej piłki”. Ja wymiękam. Przestaje mnie to interesować. Właśnie wróciłem z wakacji we Włoszech i najchętniej bym tam wrócił. Tym razem do Como. Nie tylko ze względów na kościoły Sant'Abbondio i San Fedele, które wyszły spod ręki słynnych na całą Europpę komasków. Od paru dni w Como wznosi swoją budowlę czołowy architekt futbolu naszych czasów - Jose Mourinho. Na pierwszy trening Interu Mediolan (dla Portugalczyka pierwszy od 10 miesięcy) przyszło ponad 3 tys. widzów.

 

Czyż nie ciekawsze od tego czy będzie baraż Jagiellonii z Piastem, jest pytanie jakie przełożenie będą miały pomysły Mourinho na zawodników Interu? Na razie chłopcy ostro starają się przypodobać nowemu szefowi. Adriano, który cały ubiegły sezon spędził na wygnaniu w Sao Paulo żonglował nawet szyszką, żeby udowodnić, że nic nie stracił ze swego kunsztu. I kogo Portugalczyk wybierze sobie na naczelnego wroga? Wiadomo, że w działaniu nakręca go rywalizacja. W Premier League „uznał” wielkość Aleksa Fergusona (ta kurtuazyjna wymiana butelek wina przy każdej meczowej okazji), a na „czarnego luda” namaścił Arsène Wengera („vouerysta, owładnięty obsesją Chelsea”). Czy padnie na Carlo Ancelottiego z Milanu, czy raczej na Claudio Ranieriego z Juventusu, którego wcześniej wygryzł z Chelsea? Na razie wymienili się szpilkami z Ancelottim, ale elegancko. Trener Milanu wytknął rywalowi, że ma za sobą marną karierę piłkarską, na co Mouringo przypomniał Ancelottiemu, że jego mistrz - Arrigo Sacchi miał karierę piłkarską jeszcze marniejszą.

 

Jak pod wodzą Mourinho będą grać zawodnicy, który już go znają i nie mają najlepszych wspomnień jak Hernan Crespo czy Patrick Vieira? A jak „dzieci specjalnej troski” jak Marco Materazzi, Adriano i Zlatan Ibrahimovic? Z takimi troublemakerami Jose jeszcze chyba nie miał do czynienia? Czy dla nich i reszty zawodników oraz dla fanów Interu Portugalczyk stanie się “ Special One” jak na Stamford Bridge? Szybko stał się nim dla właściciela klubu, Massimo Morattiego. Ten jest już tak zachwycony Portugalczykiem, że przyrównał nawet jego rygoryzm i przywiązanie do detali do legendarnego Helenio Herrery. Wywołało to oburzenie wielu ekspertów i byłych zawodników. Ech, ludzie mają na świecie powody do oburzenia tak odmienne niż my w kraju nad Wisłą...

 

 

 Puchar UEFA i Liga Mistrzw w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

15:55, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (47) »
poniedziałek, 21 lipca 2008

Piotr Rocki, któremu 'mylą się' palce... ;) 

 

"Bóg wybacza - kibice nigdy" - widziałem wiele podobnych haseł na wielu stadionach, polskich i zagranicznych, gdzie w miejsce słowa kibic wpisana była nazwa klubu, albo jakiejś grupy ultrasowsko-kibolskiej. Pamiętam, że w 2007 roku kapelan Cracovii ksiądz Surma oburzał się na transparent wywieszony na trybunach jego klubu: "Bóg wybacza - Cracovia nigdy". Wytykał niestosowność hasła na stadionie imienia Jana Pawła II. Pomysłodawcy tłumaczyli wówczas, że po pierwsze na transparencie widniał Zeus ciskający pioruny, a nie „ten” Bóg. Po drugie oni sięgają jeszcze dalej i wyznają prawo Hammurabiego: „oko za oko, ząb za ząb”.

 

To żadne odkrycie, że stadionowe trybuny to ostatnie miejsce gdzie można oczekiwać miłosierdzia. Bóg może sobie być miłością i przebaczać każdemu, kto się chce nawrócić, ale dlaczego wymagać tego samego od prostego kibica? Toteż specjalnie mnie nie dziwiło, gdy fani Legii nie chcieli zapomnieć Pawłowi Kaczorowskiemu jego wokalnych popisów po zdobyciu z Lechem Pucharu Polski na Łazienkowskiej i do końca go nie zaakceptowali (pamiętne: „Chórzysto, nigdy nie będziesz legionistą”). Inna rzecz, że zawodnik swoją boiskową postawą mało dał im powodów do dylematów wewnętrznych.

 

Podobne kontrowersje wzbudziło przyjście do Legii Piotra Rockiego. Pamiętano mu, że choć jest Warszawiakiem, wiosną jako zawodnik Groclinu po strzeleniu bramki Legii pokazał jej kibicom „eLkę” z kciukiem zwrócony do dołu. Po transferze na Łazienkowską tłumaczył, że... pomyliły mu się palce. Podczas pucharowego meczu z FK Homel część kibicow gwizdała na niego i obrażała gdy wychodził na boisko. Podobnie było w Ostrowcu.

 

Okazało się jednak, że i kibice czasem przebaczają. Wg relacji na legialive.pl gdy piłkarze Legii schodzili z rozgrzewki do szatni, kibice niespodziewanie dali mu szansę: Rocki! Podejdź, przeproś, wybaczymy - skandowali. Ogolony na zero piłkarz nie zastanawiał się ani chwili. Chwycił piłkę pod pachę, podbiegł w kierunku sektora i wyciągniętą ręką przeprosił kibiców za "dawne grzechy". Legioniści nagrodzili go oklaskami i uznali, że zawodnik zachował się honorowo i do jego przeszłości więcej powracać nie będą.

 

- Dostałem szansę od kibiców, żeby wyprostować nasze relacje. Zaśpiewali, żebym przeprosił za gest z Grodziska. Podszedłem i przeprosiłem - skomentował Rocki, którego gol dał Legii wygraną w meczu z Wisłą i Superpuchar Polski. Dostał szansę, której nie dano Kaczorowskimu, choć i on przepraszał i prosił o pojednanie. Ciekawe dlaczego?

 

Abstrahując od wszechobecnego chamstwa i wulgarności na polskich stadionach, uważam, że fani mają prawo nie chcieć kibicować pewnym piłkarzom, a więc nie chcieć widzieć ich w klubie (ale zwykle dają o tym z nać w dużo bardziej cywilizowany sposób niż u nas). I tę opinię władze klubu powinny brać pod uwagę przy wyznaczaniu celów transferowych. Bywa, że biorą. Jako że jestem świeżo po powrocie z Italii, podam kilka przykładów włoskich. Oto fanom Juventusu Turyn nie udało się wprawdzie, mimo gorących protestów zablokować transferu Christiana Poulsena (znanego troublemakera, nie lubianego we Włoszech po sprowokowaniu Francesco Tottiego podczas Euro 2004, który za oplucie Duńczyka dostał czerwoną kartkę; dwa lata temu jego transfer do Milanu zablokowali weterani rossonerich). Ale za to dzięki ich zmasowanaej akcji internetowej, udało się powstrzymać władze „Starej Damy” przed ściągnięciem z Interu Dejana Stankovica.

 

Z kolei kibicom Fiorentiny udało się zablokować przejście Luciano Zauriego z Lazio (nie chcieli mu darować, że kiedyś wybił ręką piłkę z bramki w meczu z Fiorentoiną i się nie przyznał, a przecież gdyby dokonał tego dla ich drużyny nosiliby go na rękach). Z ogromną niechęcią i wyzwiskami ze strony kibiców Atalanty spotkał się za to Christian Vieri, który po raz trzeci zawitał do Bergamo. Grał tam na początku lat 90. W 2006 zagrał tam siedem meczów by przy pierwszej okazji prysnąć do Fiorentiny. Po pierwszym treningu z 50 fanów otoczyło jego samochód, dając do zrozumienia, że nie chcą go w klubie, nie jest bowiem wart La Dea. Inna rzecz, że ciężko być fanem Vieriego, najbardziej chyba nielojalnego z włoskich piłkarzy (a może i świata), który zwiedził połowę klubów Serie A (i B), kolejno: Prato, AC Torino, Pisę, Ravennę, Venezię, Atalantę, Juventus, Lazio, Inter, AC Milan, znów Atalantę i Fiorentinę. Ciekawe, w ilu z nich wmawiał podczas prezentacji, że marzę o grze w tych barwach od dziecka?

 EURO 2008 w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

18:47, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (11) »
niedziela, 13 lipca 2008

Dwa dni temu w Cortonie po kolacji poszliśmy na kawę do lodziarni na Piazza Signoria. Musiało być po 22. Usiedliśmy. Przy stoliku obok pykał fajkę prof. Bronisław Geremek. Był zagadany, w towarzystwie znanych przyjaciół, nie chcieliśmy zawracać mu głowy. Tylko sobie pomachaliśmy, bo i tamten stolik widział, że obok siedzą Polacy. Później wyjaśniliśmy dzieciakom kim był ten starszy pan z siwą brodą. I powiedzieliśmy sobie, że przy następnym spotkanie nie odpuścimy. On, mediewista musi znać nieznane nam ani przewodnikom historie na temat Cortony, najstarszego miasta Italii, jak przekonują dumni mieszkańcy. A że następne spotkanie nastąpi - Cortona to cztery uliczki na krzyż, cztery dobre tratorie, jedna dobra lodziarnia...

Nie będzie spotkania, ani opowieści nowych opowieści. Ale zostają stare, wspaniałe o świecie średniowiecznych włóczęgów i nędzarzy, życiu codziennym w mrocznym, brudnym, złodziejskim Paryżu w czasach Francoisa Villona, które czytałem zanim jeszcze dowiedziałem się jaką polityczną rolę spełnił ich autor w walce o Wolną Polskę. I mnie fascynowały wieki średnie. Zdałem właśnie na studia. Wiedziałem kim był Geoffrey Chaucer ale nie znałem Villona.

W „Śmiechu w cieniu szubienicy: o Villonie” Geremek opisywał zmieniający się stosunek poety do śmierci, z którą prowadził dyskurs. Jak w tym wierszu, który znalazłem w necie:

Śmierci, dayże mi odpocznienie;

Ty, coś wydarła mi mą miłą,

Ieszcze cię to nie nasyciło,

Ieszcześ na moie chciwa mdlenie?

Wnet dech twóy z świata mnie wyżenie,

Lecz cóż ci życie iey wadziło,

Śmierci?

Zaraz jedziemy do Cortony...


20:12, francuski_lacznik
Link
piątek, 11 lipca 2008

 

Dedykuję tę blogonotkę gobokke, który ilekroć zajrzy na mojego bloga, zawsze przyprawia mi gębę italofoba, antyitalisty i Włochożercy... tfu, same nazwy nie dość, że paskudne to jeszcze absurdalne. Bo jakże można nie kochać Italii, najpiękniejszego kraju świata, ojczyzny Dantego, Michała Anioła, Leonarda, Modiego i Francesco Tottiego? Wprawdzie i Silvio Berlusconiego, ale niech tam. Zawsze będę przedkładał gnochetti alla vecchia drogheria z Nobilo di Montelpulciano nad fish and chips z piwskiem, Rzym nad Londyn, Florencję nad Manchester czy Sienę nad Liverpool. Ale już nie Serie A nad Premier League, AC Milan nad Manchester United, AS Romę nad Arsenal czy AC Torino nad Liverpool itd.

 

Za moją niechęć do włoskiego futbolu gobokke robi ze mnie nieomal piewcę wyższości rasy anglosaskiej, który w pogardzie ma kolebkę europejskiej cywilizacji. I najchętniej zabroniłby mi spędzania urlopu w Toskanii i wysłał na wakacje do Middlesbrough (nigdy tam nie byłem, ale po wspomnieniach piłkarza Emersona, właśnie to miasto jawi mi się jako najgorsze miejsce do życia na Wyspach. Chyba, że ktoś zna gorsze?).

 

A ja z Toskanii wyrzucić się nie dam! Chyba, że na chwilę do Umbrii (a, Rafał, do Gubbio, Asyżu i Perugii chyba w końcu pojadę sam, bo towarzystwo nastawione na toskański mainstream plus enotheki, i nie daje się namówić).

 

 

No więc skoro już tu jestem, tak mi tu dobrze (dziś skupiamy moc przed jutrzejszym wypadem do Florencji), napiszę tę notkę z perspektywy naszego basenu, z którego doskonale widać rozłożone na wzgórzu średniowieczne mury i terakotowe dachy Cortony (według jej mieszkańców najstarszego miasta Italii, równego wiekiem Troi).

 

Czytam oto bowiem lamenty szefów angielskich klubów na nieetyczne działania ich cudzoziemskich rywali, włoskich i hiszpańskich. Temu Real Madryt bezczelnie wyciąga z drużyny Cristiano Ronaldo. Co prawdą chce płacić rekordową sumę za transfer, ale wszak wszyscy wiedzą, że klejnot koronny jest bezcenny. Innemu Milan wyciągnął z zespołu Flaminiego, za darmo, bez żadnego odszkodowania. I jeszcze kuszą Adebayora! A jeszcze inni zaś sięgają po Hleba. Zgroza, upadek dobrych obyczajów! Współczesne piractwo wręcz! - jak stwierdził Arsene Wenger.

 

Śmieszne, że lamentują szefowie tych samych klubów, którzy od lat drenują europejskich konkurentów z utalentowanej młodzieży. Man Utd właśnie wykupił z Romy 16-letniego Davide Petrucciego, okrzykniętego nowym Francesco Tottim. W zamian zapłacił Włochom 200 tys. euro. Ale kiedy to samo próbuje zrobić Real, oferując 80 milionów euro, MU nazywa postępowanie Hiszpanów kryminałem w biały dzień. Ten sam Man Utd, najbogatszy klub świata, który w 2005 roku wyciągnął z juniorów Parmy Giuseppe Rossiego, by po paru latach wypożyczania sprzedać go do Villarreal za 10 milionów euro.

 

Podwójne standardy można przypisać i szefom Arsenalu, którzy ubolewa nad utratą Flaminiego, a za chwilę i Hleba, ale na swoim koncie ma wykupienie z Barcelony Cesca Fabregasa (sam jestem ciekaw dzisiejszej ceny mistrza Europy). A później w identyczny sposób capnęli Frana Medidę czy Arturo Lupoliego.

 

Kolejni młodzi Włosi, „porwani za młodu” w ostatnich miesiącach przez kluby Premier League w ostatnich miesiącach to m.in. 15-letni Marcello Trotta z Napoli, który podpisał z Manchesterem City czteroletni kontrakt, 16-letni bramkarz Perugii - Mirko Ranieri, który trafił do Tottenhamu, 17-letni Fabio Zamblera, który z Atalanty przeniósł się do Newcastle czy wreszcie ponoć najbardziej utalentowany z nich obrońca Vincenzo Camilleri, którego Reggina nie chciała oddać od Chelsea i walczyła przed trybunałem FIFA. Ale nie wiele wskórała.

 

Anglicy odpowiedzieli bowiem, że nie robią niczego niezgodnego z prawem. Zgadza się. Ale jak stwierdził dyrektor sportowy Romy, Bruno Conti, wściekły na MU po wykradzeniu Petrucciego, pójście do łóżka z dziewczyną twojego najlepszego kumpla też nie jest niezgodne z prawem, ale nieetyczne moralnie jak najbardziej. I nazwał Anglików bandą hipokrytów.

 

Trudno dziwić się frustracji prezesów, tracących utalentowanego nastolatka po latach inwestowania w jego rozwój, akurat w chwili kiedy mógłby podpisać zawodowy kontrakt. Tymczasem dostają za niego garść drobnych, które starszą na waciki. Czy ktoś powstrzyma ten drenaż? Może UEFA i jej szef Michel Platini o ile przegłosuje nakaz, by pierwszy kontrakt nastolatek miał prawo podpisać wyłącznie z klubem, który go wychował, a Unia Europejska to klepnie.

 

Pocieszenie jest jedno. W tej sytuacji gdy Tottenhamy nadal będą sobie sprowadzać nastoletnich bramkarzy z Włoch, a Manchestery obrońców i napastników z reszty Kontynentu, Anglicy będą musieli się definitywnie pożegnać z myślą, że ich reprezentacja kiedykolwiek zacznie się liczyć na jakichkolwiek turniejach. I dobrze im tak! Buona fortuna ;-)

 EURO 2008 w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

15:44, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (31) »
środa, 09 lipca 2008

 

Oczywiście, że Jacek Krzynówek powinien natychmiast ewakuować się z VfL Wolfsburg. Będzie w nowym sezonie grał jeszcze mniej niż w poprzednim, a przecież grał tyle co nic. Trener Felix Magath nie mógł mu dać czytelniejszego sygnału, że nie potrzebuje Krzynówka w składzie. Sprowadził do drużyny kolejnego ofensywnego pomocnika, Zvjezdana Misimovicia z FC Nuernberg. Teraz Polak będzie musiał rywalizować o miejsce w składzie nie tylko z bożyszczem kibiców i kapitanem, Brazylijczykiem Marcelinho, ale jeszcze Bośniakiem.

 

Oczywiście śladem wielu kolegów z kadry może się uprzeć i zostać by „wypełnić kontrakt” i „walczyć o miejsce w składzie”, ale wówczas grożą mu występy w czwartoligowych rezerwach.

 

W tej historii o wiele ciekawsze od losów nieszczęsnego reprezentanta Polski są losy Wolfsburga. Ten niewielki niemiecki klub nigdy jeszcze nie dokonywał takich transferów. Już ma w drużynie o jednego mistrza świata więcej niż Bayern Monachium. Ten drugi - Lukę Toniego, Wilki - Andrę Baragliego i Cristiano Zaccardo. Ale Magathowi tego mało. Negocjuje ściągnięcie z Realu Madryt Argentyńczyka Javiera Savioli i kolejnego mistrza świata, Fabio Grosso z Olympique Lyon. Z włoskimi klubami walczy też o Aliaksanrda Hleba z Arsenalu. Lada moment wykupi z Juventusu Turyn Portugalczyka Tiago. Szefowie Juve na razie odrzucili ofertę dla Vincenzo Iaquinty, ale Wolfsburg nie powiedział jeszcze ostatniego słowa...

 

Zastanawiam się, czy to już ten moment. Przeciętny niemiecki klub tak sobie poczyna na włoskim rynku transferowym, a przeciętne niemieckie miasteczko staje się dla włoskich mistrzów równie atrakcyjne jak Rzym, Mediolan, Florencja, Siena czy Palermo. Oczywiście są jeszcze w Italii potęgi jak Inter, który szasta dziesiątkami milionów, ale i jemu Bayern oparł się gdy poszło o sprzedaż Bastiana Schweinsteigera.

 

Zastanawiam się, czy to już ten moment, w którym Serie A zacznie przegrywać pod względem sportowym nie tylko z Premier League i Primera Division, ale zrówna się z Bundesligą? Przed Euro 2008 rozmawiałem z wieloletnim menedżerem Bayeru Leverkusen, Rainerem Calmundem, który przekonywał mnie, że pod względem marketingowym, liczby widzów na trybunach, wpływów z praw telewizyjnych, nowoczesności stadionów Bundesliga przegrywa tylko z ligą angielską. Czyżby niemieckie kluby ruszały do ofensywy, która przewróci wieloletnie europejskie status quo?

 

 EURO 2008 w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

13:43, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (33) »
piątek, 04 lipca 2008

 

- Dziękujemy Hernanowi za wszystko czego dokonał w barwach Chelsea i życzymy mu szczęścia w przyszłości - tymi miłymi słowami władze „The Blues” pożegnały się z Hernanem Crespo, któremu 3 lipca wygasł pięcioletni kontrakt z klubem. 33-letni Argentyńczyk zapewne zdaje sobie sprawę, że te szczere życzenia się nie spełnią: lepszego pracodawcy nie znajdzie. Przez pięć lat nie-grania dla Chelsea zarobił 25 mln funtów. W sumie na Stamford Bridge spędził dwa sezony, występując w zaledwie 49 meczach (i to we wszystkich rozgrywkach), zdobył 20 goli. Biorąc pod uwagę, że kosztował 16,8 mln funtów, za każdy jego gol Chelsea zapłaciła 1,3 miliona funtów!

 

Crespo był jednym z pierwszych nabytków Claudio Ranieriego, po przejęciu klubu przez Romana Abramowicza w 2003 roku. Ponieważ Chelsea nie wiele wówczas znaczyła w Europie, do odejścia z Interu Mediolan skuszono go ową bajońską pensją: 25 mln funtów za pięć lat. W pierwszym sezonie wystąpił w 19 meczach Premier League (31 we wszystkich rozgrywkach), zdobywając 12 goli. Chelsea nie zdobyła trofeum, do klubu przyszedł José Mourinho, który wypożyczył Argentyńczyka do AC Milan ( za dwa miliony za sezon, co w żaden sposób nie pokrywało pensji). Ten w Serie A zdobył 10 goli i dwa w finale przegranym finale Ligi Mistrzów z Liverpoolem.

 

Ponieważ Mourinho potrzebował konkurenta dla zawodzącego go Didiera Drogby, odwołał Crespo z Mediolanu. Mimo 26 goli we wszystkich rozgrywkach i tytułu mistrza Anglii, Argentyńczyk „źle się poczuł na Wyspach” i zażądał zgody na powrót do Włoch. Ponieważ nikt nie chciał wyłożyć stosownej kwoty, wypożyczono go tym razem na da lata do Interu. Tam m.in. jego hat-trick w wygranym 4:3 meczu z Lazio dał Interowi Scudetto.

 

Jestem pewien, że nawet jeśli dziś część kibiców Chelsea odetchnęła po pozbyciu się z listy wypłat niewygodnego balastu, to nie tak jak dwa lata temu, na wieść o zakończeniu kariery przez Winstona Bogarde. Holenderski obrońca kasował przez cztery lata gry (gry? raczej pobytu w klubie) 40 tys. funtów tygodniowo. W tym czasie wystąpił zaledwie cztery razy w pierwszym składzie. Bite trzy lata przesiedział na ławce rezerwowych albo na trybunach. Obliczono, że skoro przez cztery lata zarobił 8,2 mln funtów, daje to 2,1 mln funtów za występ. Absolutny rekord świata!

 

„Trzeba mieć nie lada silny charakter, żeby przez cztery lata pobierać 40 tys. funtów tygodniowo w zamian za nierobienie niczego. Podobno Bogarde chce teraz otworzyć firmę promującą muzyków. Mam dla niego lepszy pomysł: niech zostanie rolnikiem we Francji. Na mocy prawa Unii Europejskiej mógłby pobierać subsydia za to, że niczego nie hoduje. Byłby w tym naprawdę dobry!” - żegnał piłkarza na łamach „Timesa” Martin Samuel.

 

Za każdy występ Crespo Chelsea zapłaciła zaledwie 1 mln funtów. Widać więc, że wreszcie ktoś na Stamford Bridge zaczął myśleć.

 

 EURO 2008 w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

13:07, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (24) »
 
1 , 2
sport.pl
Michał Pol - Strzeliłem kiedyś gola van der Sarowi z podania Zidane'a. Rzutów wolnych uczył mnie del Piero. Niestety trafiałem tylko w mur. Mimo to od czasu do czasu piszę i gadam o futbolu - przez 15 lat w „Gazecie Wyborczej” (1994-2009), dziś na Sport.pl i - głównie o Lidze Mistrzów - w nSporcie. Mam dysleksję, więc nie wytykajcie mi błędów. Są piłkarze, którzy nie potrafią wykonywać rzutów karnych...
@napisz do mnie