sobota, 30 czerwca 2012

Szef UEFA, Michel Platini chce, żeby gospodarzami mistrzostw Europy w 2020 roku było dwanaście lub trzynaście europejskich miast - każde w innym kraju, a nie jak dotychczas jedno lub dwa państwa. Chciałby w ten sposób podkreślić sześćdziesiątą rocznicę mistrzostw Europy. - Powierzenie organizacji mistrzostw 12 lub 13 europejskim miastom uczyniłoby organizację łatwiejszą i rozwiązałaby problemy z infrastrukturą. Dlaczego mamy jednego czy dwóch gospodarzy obligować do wybudowania dziesięciu stadionów, lotnisk itp. Niech będzie jeden stadion w jednym kraju w całej Europie. To prostsze i tańsze - uzasadnia. To bardzo kiepski pomysł!

Owszem, w żadnych innych okolicznościach Polska nie mogłaby liczyć na goszczenie chociażby odrobineczki kolejnych mistrzostwo Europy ani w 2020, ani lekko licząc do 2040 roku. Ale tylko na pozór powinniśmy mu przyklasnąć takiej idei. Po pierwsze nie ma żadnych gwarancji, że Warszawa, Gdańsk, Wrocław czy Poznań byłby jednym z owych 12-13 miast. Zobaczcie jaka silna będzie konkurencja: od razu możemy zaliczyć Londyn, gdzie drugi raz w ciągu trzech lat odbędzie finał Ligi Mistrzów i Paryż, jeśli Platini chce dożyć starych lat we Francji. Berlin i Monachium - już Franz Beckenbauer załatwi to Niemcom. Wyobrażacie sobie żeby takiego turnieju nie rozegrać w takich Świątyniach Futbolu jak Camp Nou, Santiago Bernabeu, San Siro Mediolan czy Old Trafford? A przecież jeszcze zadziała silne lobby Rzymu, Kijowa, Moskwy (w Rosji będą czekały świeżutkie, nowoczesne stadiony po mundialu w 2018 roku), a także Amsterdam, Bruksela, Glasgow, Wiedeń czy nawet Bukareszt, gdzie w tym roku odbył się finał Ligi Europy. Trudno też się spodziewać, żeby pominięta została Skandynawia. Ile więc meczów zostałoby rozegranych w Polsce - jeden, maksymalnie dwa.

Czy warto dla jednego, dwóch meczów na Stadionie Narodowym godzić się na odebranie Euro wyjątkowego narodowego charakteru i przemianę w odpowiednik błyskawicznie rozegranej Ligę Mistrzów? Moim zdaniem nie warto. Śledziłem z bliska Euro ’96 w Anglii, Euro 2000 w Belgii i Holandii, czy Euro 2004 w Portugalii i wierzcie mi, że lokalny koloryt dodał tym turniejom niezwykłej atrakcyjności. Dokładnie to samo mówi teraz zachodni dziennikarze o Polsce i Ukrainie. Cieszą się, że odkryli tak cudowne miasta jak Wrocław czy Lwów. Ja zachwycałem się, że odkryłem Bragę, Aveiro, Faro, Bruggię i Gandawę. Poza tym upchnięcie turnieju Euro 2020 w kilkunastu krajach rozmyje odpowiedzialność gospodarzy za turniej. Odbędzie się on wszędzie czyli nigdzie. Wreszcie nie trafia do mnie argument Platiniego, że bez sensu jest obligować jednego czy dwóch gospodarzy do wybudowania dziesięciu stadionów, lotnisk itp. Po zwiedzeniu nowiutkich terminali w Gdańsku, Poznaniu, a zwłaszcza we Wrocławiu (dzieło sztuki, mógłbym w nim zamieszkać jak Tom Hanks w Terminalu!), choćby z tego powodu cieszę się, że przyznano nam organizację turnieju. Prezes PiS nazwał ostatnio efekt Euro 2012 w Polsce ‘kompletną klęską’, oczywiście, że skok cywilizacyjny zawsze mógłby być większy, ale doceńmy to co udało się zrobić, porównajmy to z mizerią na Ukrainie, wsłuchajmy się w słowa zachodnich dziennikarzy mówiących o infrastrukturze i organizacji First Class!

O wiele bardziej cieszyłbym się, gdyby Euro 2020 dostali Włosi. Dało by to impuls całej Italii, żeby przy wsparciu Unii Europejskiej (jak Polska) zmodernizować sypiące się wspaniałe stadiony, może wybudować jeden, dwa nowe, ale bez przesady. Dróg i lotnisk mają pod dostatkiem. Od mundialu Italia ’90 minęły 22 lata. Jestem powinien, że turniej w Mediolanie i Palermo, Turynie i Neapolu, Rzymie, Florencji, Sienie, Udine byłby niezapomnianym przeżyciem. Rozrzucanie turnieju po miastach całej Europy odbierze mu wyjątkowość. Poza tym stąd już tylko krok do tego, żeby jeden z meczów rozegrać (w ramach promocji europejskiego futbolu) w Katarze, Abu Zabi czy Nowym Jorku. Dlatego wolę hasło jedno Euro - jeden gospodarz! (no góra dwóch, bo w końcu jestem z Polski)

A Wy jak sądzicie?



14:43, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (19) »
wtorek, 26 czerwca 2012

Czy Waldemar Fornalik zostanie nowym trenerem reprezentacji Polski czy też szkoleniowiec nam się nie zmieni? Podobno cały czas trwa o to spór w PZPN, frakcje walczą ze sobą, padają argumenty. Stawka jest przeogromna. Jaki tam znowu awans do mistrzostw świata w Brazylii, piszę przecież, że stawka jest naprawdę duża. Gra idzie o kolejne wybory w PZPN, tu nie można popełnić błędu, opowiedzieć się po złej stronie! Zostawmy jednak te walki buldogów pod pzpn’owskim dywanem, bo oto na dole, wśród kibiców zrodziła się godna inicjatywa, którą w pełni wspieram i posyłam dalej.

Jak powszechnie wiadomo i drużyny, które przyjechały do Polski na Euro 2012 i ich kibice są zachwyceni przyjęciem z jakim się spotkali, pięknem polskich miast, ale przede wszystkim sympatią, otwartością i życzliwością Polaków. Miłe gesty wdzięczności czynili w Opalenicy Portugalczycy, Niemcy nie kogą się nachwalić pobytu w Gdańsku, a Hiszpanie w Gniewinie. Najbardziej swoją radość, mimo niepowodzenia drużyny, manifestowali Irlandczycy, których zachowaniem są też zachwyceni Polacy. Na stronie You Boys In Green, największego forum internetowego irlandzkich kibiców powstał wątek „Thank you Poland", a jego autor określa wizytę w Polsce jako „podróż życia”. Komentujący chwalą nas i za organizację Euro, piękna polskich miast i sympatię z jaką się spotkali. Irlandczycy deklarują, że chcą tu jak najszybciej wrócić. 

Umożliwmy im to! Jest nawet konkretny plan. W Poznaniu ukonstytuowała się grupa, urzeczona spontanicznością i otwartością, z jakimi Irlandczycy dopingowali swoich piłkarzy w Strefie Kibica, która dla przypieczętowania przyjaźni polsko-irlandzkiej prze do rozegrania towarzyskiego meczu między obiema reprezentacjami. Założyli na Facebooku grupę Poland - Ireland after Euro 2012, lets make a friendly match, która dobija właśnie do 20 tys. fanów! Tu o pomyśle mówi pomysłodawca, Przemysław Marciniak, pomysł popierają Tomasz Zimoch i ja, moją skromną osobą:)

Co prawda rzecznik PZPN, Agnieszka Olejkowska nie mówi ‘nie’ ale raczej nie w 2012 tylko 2013 i nie w Poznaniu ale w Dublinie, ale przy odrobinie lobbingu... Z terminów FIFA na razie Polska i Irlandia mają zaklepany ten sierpniowy (my gramy z Estonią, oni z Serbią) ale 14 listopada termin jest wolny. Po to w końcu zorganizowaliśmy ten turniej, żeby nas pokochano na świecie! Żeby nas odkryto, żeby odrzucono krzywdzące stereotypy, jak te, które rozpowszechnił Sol Campbell, żeby się nami zachwycono i chciano tu przejeżdżać jak najczęściej. Udało się, więc po co to my pchamy się do Irlandii? Niech Irlandia przyjedzie do nas! Po co wybudowaliśmy za ciężki pieniądz te cudowne stadiony? Zapełniajmy je cudownymi kibicami, jak ci irlandzcy, którzy śpiewali swoim chłopakom hymn Fields of Athenry po porażce z Hiszpanią. Ja chcę posłuchać tego jeszcze raz i na żywo, nawet jeśli akurat nie padnie wynik 4:0...

Nie wiem kim będzie nowy trener, ale żądam od niego gotowości towarzyskiej gry z Irlandią w najszybszym możliwym terminie! Bo jak tu nie kochać tych Ajryszy... ;)

poniedziałek, 25 czerwca 2012

Z wywiadu jakiego Franciszek Smuda udzielił „Wydarzeniom” Polsatu, a i z innych, które co jakiś czas tu i ówdzie się ukazują, płynie do mnie jasny przekaz: Franz czuje niedosyt, te dwa i pół roku przepracowane z kadrą to malutko - w sumie przecież zagrał zaledwie trzy mecze o punkty - i chętnie popracowałby z reprezentacją dłużej. Oczywiście jako człowiek honorowy zapewnia, że skoro nie wykonał zadania, to trudno, musi się z tym pogodzić i odejść: byłem umówiony z zarządem i z prezesem, że jeżeli nie wychodzimy z grupy, to kontrakt mój się kończy. Podkreśla tym, że nie zamierza kurczowo trzymać się stołka. Ale jeśli zarząd PZPN go poprosi, jeżeli wola dalszej pracy z reprezentacją wyjdzie nie od niego, ale z samej góry... Jeżeli jeszcze padnie kluczowy argument, że już za chwilę początek eliminacji mistrzostw świata w Brazylii i kluczowe mecze - na wyjeździe z Czarnogórą oraz u siebie z Anglią, których przegrać nie wolno, a wręcz trzeba je wygrać - wówczas pewnie by nie odmówił! Jak odmówić, jest przecież coś winien i kibicom i swoim zawodnikom?

A poproszą! Dyrektor sportowy PZPN Jerzy Engel podkreślił w rozmowie z RMF FM, że na razie selekcjonerem cały czas jest Smuda, zarząd dopiero zajmie się na posiedzeniu jego sprawą. I zapowiedział, że  z pewnością na zarządzie stanie taka sugestia, żeby pozostał na stanowisku... 

W wywiadzie Smuda niby składa miłą dla ucha działaczy PZPN deklarację, że jego następcą powinien być Polak i tylko Polak, bo najszybciej dotrze do zawodników (argument antycudzoziemski niecelny, bo Leo Beenhakker może i docierał dłużej, ale na Euro 2008 jakoś dotarł również). Doskonałych kandydatów bez liku - młodzi Waldek Fornalik i Maciej Skorża czy doświadczeni jak Heniu Kasperczak, Orest Lenczyk. Ale jednocześnie w wywiadzie dla Przeglądu Sportowego sprostował legendę, jakoby namaścił Skorżę na swego następcę. - Nie ja będę wybierał. Rozmawiałem z nim chwilę po tym, jak stracił pracę. Powiedziałem mu, żeby się nie załamywał, bo po mnie w kadrze przyjdzie kolej na niego. Po ludzku było mi żal, że stracił robotę - stwierdził. Czyli nikogo nie namaszcza, a zresztą owe po mnie nie musi oznaczać, że teraz, ale np. po mundialu w 2014 roku.

W rozmowie z Polsatem Smuda podkreśla, że to tylko u nas trener dostaje kadrę na tak krótki okres. Np. w takiej Grecji (to drużyna, która co prawda wyszła z naszej grupy, ale już nie gra na Euro 2012) federacja podpisała z Fernando Santosem umowę na cztery lata. - Ja przepracowałem dwa i pół roku, to jest długo, ale zarazem bardzo malutko. Przecież żaden z selekcjonerów nie ma możliwości, żeby tę drużynę wytrenować. Zespół przyjeżdża na mecz, mamy raptem dwa czy trzy treningi i już trzeba grać. Potem wszyscy się rozjeżdżają. Trenerowi trzeba dać trochę popracować. Część trenerów zespołów, które odpadły z Euro, przedłużyło swoje umowy o dwa lata, do mistrzostw świata w Brazylii - stwierdził. Jakże inaczej odczytywać te słowa jak nie apel o kolejne dwa lata pracy.

Zwłaszcza, że - jak z kolei podkreśla w wywiadzie dla TVP 1 - Smuda nie ma sobie wiele do zarzucenia, nie widzi powodów żeby kogokolwiek przepraszać i gdyby mógł się cofnąć w czasie i ponownie przystąpić do tego turnieju, niczego by nie zmienił. - Świetnie się przygotowaliśmy, złożyliśmy bardzo dobry sztab trenerski. Drużyna była bardzo zdyscyplinowana, a PZPN stworzył nam fantastyczne warunki. Niczego nam nie brakowało. Wszystkie mecze towarzyskie, jakie graliśmy, były zorganizowane na bardzo dobrym poziomie. Gdybym jeszcze raz rozpoczynał to Euro, zrobiłbym to samo - stwierdził, dodając, że tak naprawdę na Euro 2012 szwankowało przede wszystkim wykorzystywanie okazji. - Nie byliśmy za bardzo skuteczni. Stwarzaliśmy sobie bardzo dużo sytuacji podbramkowych. Po pierwszej połowie mogliśmy z Grecją prowadzić już trzema bramkami, z Rosją było to samo. Stwarzaliśmy sobie sytuacje, ale nie potrafiliśmy ich wykorzystywać - powiedział. Bronił też selekcji i braku zmian w meczach, bo rezerwowi jak się okazało, delikatnie mówiąc za wiele nie wnieśli.

Zastanawiam się czy w PZPN nie idzie gra właśnie na pozostawienie Smudy dalej na stanowisku. To rozwiązanie najbardziej pasowałoby Grzegorzowi Lato, który podkreśla swoją przyjaźń ze Smudą, ale z powodu braku awansu nie mogło zostać zastosowane automatyczne. Stąd poszukiwania następcy, nazwiska potencjalnych kandydatów, przecieki o uznanych, ale wyliniałych cudzoziemcach. A tak naprawdę jak zapowiada Engel na zarządzie stanie sugestia, żeby Smuda pozostał na stanowisku. Dotąd z działaczy krytycznie i to bardzo, wypowiedział się o Franzu były prezes Michał Listkiewicz, który ostatnie miejsce w słabej grupie nazwał sportową klęską, zarzucił trenerowi taktykę sprzed 30 lat, futbol pozbawiony elementów ofensywnych i schrzanienie przygotowań sportowych. Ale jak sam podkreśla Listkiewicz, od czterech lat jest odsunięty na bok i z jego zdaniem nikt w PZPN się nie liczy.

Sam się zastanawiam czy w sytuacji gdy nadal jesteśmy skazani wyłącznie na polskiego trenera, nadal najlepszym z nich nie jest Smuda? Bo kto? Skorża, który w ostatnich dziewięciu kolejkach ostatniego sezonu pokazał jak świetnie potrafi motywować piłkarzy do sukcesy i jak jego zmiany potrafią skutecznie odmienić losy meczu? Czy siedem punktów w pierwszych trzech meczach eliminacji zagwarantuje nam Waldemar Fornalik, przemiły i inteligentny człowiek, ale trener bez międzynarodowego ogrania, który dotąd prowadził piłkarzy dalekich od international level (co Ruch Chorzów to nie Borussia Dortmund, Arsenal czy PSV) i jest nawet były reprezentantem Polski? Albo Henryk Kasperczak, wielki przed laty piłkarz, z wielkim doświadczeniem selekcjonerskim, ale już dobrych parę lat po swoich największych sukcesach z Wisłą Kraków? Być może dali by radę? A być może piłkarze Smudy po prostu zagrają w eliminacjach odrobinę skuteczniej niż na Euro 2012 i wszyscy będziemy veri hepi, nie tylko Franz i prezes PZPN?

PS: jak zauważył na Twitterze jeden z moich znajomych, zwolennik pozostania Smudy: przecież przez 2,5 roku przegrał on zaledwie jeden mecz o punkty, czyli tyle ile Vicente del Bosque (na mundialu w RPA ze Szwajcarią!) ;)

 

sobota, 23 czerwca 2012

Ciekawe ile racji ma Patrick Kluivert? Najskuteczniejszy strzelec w historii reprezentacji Holandii, dziś ekspert Eurosportu jeszcze przed rozpoczęciem Euro 2012 nie dawał Polsce szans na wyjście z grupy, wieszczył też klęskę drugiego gospodarza turnieju. Parę dni temu tłumaczył mi, dlaczego. Jego zdaniem to nie przypadek, że na kolejnym turnieju z rzędu zawodzą gospodarze. - Wydawało mi się, że Polacy mają w składzie więcej indywidualności niż Czesi czy Grecy, ale podkreślałem, że tamci stanowią doświadczone, zgrane kolektywy. Tymczasem wy przez ponad 2,5 roku graliście tylko mecze towarzyskie. Wasz zespół nie zahartował się w meczach o stawkę, a to niezwykle ważne. Ta grupa dopiero na turnieju miała się przekonać ile jest warta pod presją, jak poradzi sobie ze stresem odpowiedzialności gry we własnym kraju. Przy tak wyrównanym poziomie jak w grupie A to mogło zadecydować i tak się stało. Nie jestem więc zaskoczony, że to kolejny wielki turniej, na którym obaj gospodarze odpadają już po rundzie grupowej - powiedział.

Dziś spytałem o to trenera napastników reprezentacji, Tomka Frankowskiego (przy okazji próbując wydębić deklarację, że jeśli nowy selekcjoner zechce wykorzystać go w roli zawodnika, a nie trenera, to przyjmie powołanie, ale nic z tego). Odpowiedział, że wielce prawdopodobne jest, że to nieumiejętność radzenia sobie ze stresem, presją gigantycznego oczekiwania całego społeczeństwa, wielkiego ciśnienia odpowiedzialności sprawiło, że nasi pękli w drugiej połowie meczu z Grecją i tak słabo zagrali z Czechami. Nie zgodził się, że to złe przygotowanie fizyczne sprawiło, że pary starczyło Polakom w sumie na 1,5 meczu. Napastnicy, którymi się zajmował, nie narzekali mu, że są zajechani, brakuje im świeżości itp.

Łowca bramek twierdzi, że tak naprawdę zabrakło nam tylko skuteczności w pierwszych 25-30 minutach meczu z Grekami, a zwłaszcza z Czechami. W obu stworzyliśmy 4-5 świetnych sytuacji. Gol na 2:0 w meczu otwarcia czy na 1:0 w meczu we Wrocławiu sprawiłby, że już nie wypuścilibyśmy zwycięstwa z ręki. Drugi gol dobiłby zdziesiątkowanych Greków, Czesi w pierwszych minutach wyraźnie dali się stłamsić i gol ostatecznie odebrałby im pewność siebie. Tymczasem brak skuteczności, w połączeniu z narastającym strachem przed odpadnięciem sprawiły, że w grę wdała się nerwowość, nogi stawały się co raz cięższe, co jednocześnie pozwoliło rywalom nabrać wiatru w żagle...

Gdybyśmy mieli pod bramką rywali chłodniejsze głowy, bylibyśmy właśnie po ćwierćfinale z Portugalią lub Niemcami. W tym tkwił problem.

Wracając do opinii Kluiverta, była to sytuacja dla tej grupy piłkarzy i ich trenera kompletnie nowa, skąd mieli wiedzieć jak się w niej odnaleźć? Skąd mogli wiedzieć, który z nich da właściwą zmianę, skoro przez 2,5 roku żadna porażka nie niosła ze sobą żadnych konsekwencji? Być może dlatego ta sytuacja tak bardzo ich przerosła? Z drugiej strony zahartowana w wygranych eliminacjach, z których wyszła jako pierwsza drużyna z Europy i zgrana jak mało która, kadra Jerzego Engela kompletnie zawiodła na mundialu w Korei, podobnie jak kadry Pawła Janasa i Leo Beenhakkera. Co więc ostatecznie sprawiło, że nie wykorzystaliśmy takiej szansy?!

piątek, 22 czerwca 2012

Kolejny wielki turniej za reprezentacją Polski i niezmiennie największym i jedynym prawdziwym wygranym zostaje bramkarz. Jak Artur Boruc w 2006 i 2008, tak tym razem jedynym zawodnikiem, który pozytywnie będzie wspominał wszystkie trzy mecze jest przypadkowy bohater Przemysław Tytoń, bo mimo swych goli, Kuba Błaszczykowski i Robert Lewandowski mają prawo czuć niedosyt... A w naszym konkursie na telefon HTC One X zwycięża autor notki o bohaterskiej obronie Tytonia. Przypomnę wszelako, że wraz z Marcinem Gadzińskim, pomysłodawcą smart-redakcji, nie ocenialiśmy wagi samej akcji, ale jej literacki opis, oddanie klimatu, w jakim się rozegrała, nastroju chwili. Bliski wygrania był michal3michal3 za opis występu Andrija Szewczenki przeciwko Szwecji. Jak to w futbolu o zwycięstwie przesądziły drobne detale, tu domniemana radość Szewy z wygrania pojedynku ze Zlatanem. Uznaliśmy, że w tej historycznej chwili kwestia kto jest/był większym bohaterem Milanu to ostatnia rzecz jaka zaprzątała mu głowę. Ale sam opis - świetny - stąd drugie miejsce na podium. Ujęła nas też notka worka-11 opisująca Warszawę podczas Euro i nastrój, który chyba przezywało wielu Polaków, że człowiek ma ochotę wycałować cały świat, objąć obcego, łysego, napakowanego młodzieńca stojącego obok, stracić głos, upajać sie każdą chwilą tego wielkiego święta. Dla takich nastrojów warto było zorganizować TEN turniej! Podobny nastrój odnaleźliśmy w notce PoliZas o fladze, która upadła na jezdnię, ale że obie nie spełniały kryteriów opisu konkretnej akcji - tylko wyróżnienie. Bliskie zwycięstwa był też opis końcówki meczu Hiszpania - Irlandia w wykonaniu fmpc i hymnu przegranych kibiców, który będzie jedną z piękniejszych momentów Euro 2012, akcja Andrei Pirlo z meczu z Chorwacją.

Czas na zwycięzcę. Został nim grzegorzfrac za wspomniana na wstępie notkę o Tytoniu, który co prawda mocno pojechał zimochem, ale w tym konkursie,  podczas TEGO turnieju postanowiliśmy zapisać mu to na plus. Gratulujemy wygrania telefony HTC One X od partnera technologicznego Sport.pl a oto zwycięska notka:

grzegorzfrac

Siedzisz na skraju ławki. W tych okolicach trener nie zwykł szukać zbawienia. Gdybyś na chwilę zniknął, by z dala od dusznego teatru zaczerpnąć powietrza, nie zareagowałby nikt. Ale miejsce masz zbyt dobre by tracić z oczu spektakl.

I nagle dostajesz zaproszenie do tańca, szarak z samego końca rezerwowej ławy. Twoje wejście musi się wiązać z czyimś dramatem. Świat jeszcze nie wie, że za chwilę zatańczysz z najpiękniejszą z dam. Chwałą. Że urośniesz ze skulonego, wiążącego sznurowadło chłopca, który kiedyś chciał po prostu grać w piłkę, do dumnego bohatera pięścią wyznaczającego kierunek zwycięstwa.

Stadion jeszcze przez chwilę zatraca się w milczeniu, jeszcze żegnają Szczęsnego pojedyncze lamenty. Kamień spadł nam ze szczytu wzgórza, w najgłębszą czeluść Tartaru. Powietrze schodzi zbyt szybko. Gdzieś w sercu każdej z kibicowskich grup ktoś jednak wierzy, w neurotyczny sposób powtarza: obroń, obroń, obroń. Inni czują, że to już koniec, widzieli ten moment zbyt często, by łudzić się, że nasi potrafią historię pisać inaczej.

Zanim wkroczyłeś na parkiet wydawałeś się mały, tak maleńki, że aż nieistotny. Już za chwilę jedną dobrą decyzją miałeś ukraść spektakl. Gdy piłkarski świat buzował, a emocje zdawały się mieć moc zdolną burzyć stadiony, w głowie miałeś analityczny spokój. Droga z ławki rezerwowych do samego piekła była wystarczająco długa by przejrzeć statystykę. Prawonożny zawodnik odrobinę częściej strzela w swoje prawo. Gracz, który uderzy szybko po gwizdku nie trafi. Jeśli w którymkolwiek momencie odwróci się plecami do bramkarza też nie trafi. Są takie chwile, gdy piłkarz niesie na barkach marzenia całego narodu, wówczas z jedenastu metrów może nie strzelić nawet w stodołę. Wiedziałeś, że Karagounis właściwie nie jest w stanie trafić.

To już. Przedsionek piekła. Chwila przed zawałem. Wiesz, że pójdziesz w lewo, na maksa, by po wszystkim niczym Jack Nicholson w Locie nad kukułczym gniazdem powiedzieć, że przynajmniej spróbowałeś. Gwizdek. Nawet nie drgniesz nie będzie podpowiedzi. Uderzenie. Wpadasz w Tango!

Mali piłkarze potrafią być najwięksi!

 

A teraz pozostałe, wyróżnione notki. Wszystkim serdecznie dziękuję, zwycięzcy gratuluję, autora proszę o mejla z adresem i przypominam o obowiązku nadesłana mi filmiku nagranego wygranym HTC One X atrakcyjnego materiału z finału mistrzostw Europy, gdzie by go nie oglądał...

 

michal3michal3

Poniedziałek, 11 czerwca 2012 roku, 20:40
Stadion Olimpijski w Kijowie, trochę ponad 70 tys. ludzi na stadionie
gwar
hałas
radość
Przychodziłem do Chelsea jako gwiazda, życie jednak szybko weryfikuje. Brutalnie. Informacja o Euro na Ukrainie i w Polsce uświadomiła mi, że będę miał wtedy prawie 36 lat... Zaparłem się, nie dałem kontuzjom i oto w końcu nadszedł ten dzień. Będę musiał jeszcze raz podziękować trenerowi Błochinowi, że mi zaufał, wręcz kazał wyjść na boisko. Jakby potrzebny był mi rozkaz... Ostatni rok to ciągła mobilizacja, walka z samym sobą, wszystko zostało podporządkowane temu dniowi. Szwecja. Niech Zlatan sobie nie myśli, że jest gwiazdą Milanu!

21:41
, 0:0... Źle, źle, źle. Jak tak dalej pójdzie to wejdzie Miłewski na boisko i po EURO. Wdech, wydech, wdech, wydech... Słyszysz ten stadion Szewa? Słyszysz? Chcą gola. Strzel im go. Żeby tylko plecy wytrzymały. Przecież nie skończę tak kariery. Trzy porażki byłyby nie do pomyślenia. Ale jeszcze całe 45 minut... Jedna piłka, o nic więcej nie proszę. Młodzi mieli być szybcy i kreatywni, oby w drugiej połowie...

22:26
Która to już minuta? 81? Numer 7 schodzi, wchodzi 15. Siedem to ja. Ja, Andrij Szewczenko. Strzelec dwóch goli.
brawa
owacje na stojąco
Dziękuję! Jeszcze około dziesięciu minut. Trzy punkty. Cóż to będzie za noc. Brawo chłopaki, nie przegrajcie tego. Tfu, nie zremisujcie nawet. Tylko wygrana. Tylko Ukraina.

Mówiłem Ci Zlatan, bohater Milanu jest tylko jeden.

Dzięki Szewa, za niezapomniany wieczór.

 

worek-11

Warszawa. Miasto na co dzień średnio uśmiechnięte, mające swoje jasne i ciemne miejsca.Jednym z najbardziej ponurych jest pl. Defilad. Brud, smród, wiejący wiatr i brak pomysłu władz miasta, co z tym miejscem zrobić. Jest ósmy dzień czerwca roku 2012. Ul. Chmielna przy kinie Atlantic. Miasto wygląda zupełnie inaczej. Tak jakby średniej urody kobieta nałożyła na siebie makijaż podkreślający jej nieliczne walory. Ale stał się cud. Wyszło słońce, twarz kobiety pojaśniała, świat stał się bardziej kolorowy. W każdym miejscu Warszawy dominują dwie barwy: biała i czerwona.

Dominują ale nie są jedyne,- gdzieś na skrzyżowaniu ulic dwóch kibiców Szwecji w koszulkach reprezentacji z lekką obawą ale i uśmiechem przybija piątki z dwubarwną głośną grupą, Grecy po prostu bawią się chwilą, nie przejmują się białoczerwonymi falami przelewającymi się z każdej strony. Oni to znają, oni to już przeżyli. Nikt na nich nie stawiał a oni na przekór całej Europie dokonali niemożliwego. Oni już wiedzą jak to jest być pijanym ze szczęścia bez alkoholu, oni znają te momenty gdy człowiek ma ochotę wycałować cały świat, objąć obcego, łysego, napakowanego młodzieńca stojącego obok, stracić głos, upajać sie każdą chwilą tego wielkiego święta. Święta komercji, pieniądza, próżności. Tak, ale także święta ogromnych skrajnych emocji, gościnności, łez i zabawy od świtu do nocy.

Warszawo, nie poznaję cię, nie poznaję twoich mieszkańców, nie rozumiem co się dzieje dookoła. Wiem jedno,- wypiękniałaś. Jesteś jaśniejsza, bardziej kolorowa, radosna, odmieniona. Za 30 minut mecz otwarcia, podążam z tłumem w stronę placu Defilad, którego nie poznaję. Nie wiem co się za chwilę wydarzy, nie wiem jaki będzie wynik meczu, mijający mnie grek też tego nie wie ale uśmiecha się do mnie. W jednej chwili zrozumiałem,- on też nie zna wyniku meczu ale on już wcześniej poznał ten rodzaj radości. Warszawo, odmieniłaś się, ale taką pozostań: rozedrganą, wielojęzyczną, kolorową wielokulturową. Jest godzina 17. 45. Zaraz się zacznie, witajcie w nowej Polsce.

 

fmpc

Oglądając końcówkę wczorajszego spotkania Irlandczyków z Hiszpanami, ciarki nieustannie przeszywały moje plecy. I to nie z powodu doskonałej gry La Furia Roja, jak mieszkańcy Półwyspu Iberyjskiego zwykli mawiać na swoją kadrę, lecz z powodu monumentalnej wręcz atmosfery jedności, szacunku i miłości do futbolu, która wytworzyła się w tym czasie na trybunach gdańskiej PGE Areny.

Przez tych kilkanaście minut można było poczuć się jak w teatrze. Irlandzcy kibice pokazali całemu światu, jak można zachowywać się na stadionie przy wyniku 0:4 dla rywali oznaczającym koniec marzeń o wyjściu z grupy. Nie trzeba wychodzić ze stadionu przed końcem meczu i wyklinać "nieudaczników" biegających w ukochanych barwach. Nie trzeba gwizdać na swoich reprezentantów by zademonstrować swoje niezadowolenie. Można przeżyć to w zupełnie inny sposób, na przykład solidaryzując się z nimi i dziękując im za zaangażowanie w walkę o każdą piłkę, mimo beznadziejnego wyniku i kilkukrotnie silniejszemu rywalowi. To co wczoraj zademonstrowali Irlandczycy na trybunach, sprawia, że gdy tylko sobie przypomnę obrazek całego stadionu śpiewającego jednym głosem......ciary... Irlandia może przegrała na boisku, ale na trybunach nikt by ich na tym turnieju nie pokonał. To był przepiękny obrazek!

Dla takich obrazków chce się te mecze oglądać. Dla takich obrazków chodzi się na stadiony. Owszem, kwintesencją futbolu są bramki, ale dopełnieniem spotkania jest zachowanie wszystkich jego uczestników. Od mających szacunek do siebie piłkarzy, po mających szacunek do siebie kibiców.

Jak dla mnie bezapelacyjnie to był najlepszy mecz na tych mistrzostwach. Lepszego już niestety nie będzie, bo Irlandczycy musieliby zagrać z Polską, a to już jest niemożliwe. Znakomite jest to EURO!

Kocham piłkę nożną!

 

rjdwru

"Jak on to obroni to rzucę palenie. Obiecuję, że już nigdy nie wezmę papierosa do ust." Pomyślał stojąc wśród tłumu ludzi w warszawskiej Strefie Kibica Dawid, który pali od 15 lat czerwone Marlboro. Mówi się, że pod Pałacem Kultury i Nauki zebrało się 150 tys. osób. W tym momencie ich myśli skupiają się wokół jednej rzeczy. "Przemek, obroń to". Jakiś niewysoki facet obok Przemka padł na kolana ściskając szalik i pochylając głowę. On się modli, modli się jeszcze wiele osób. Jedni chowają swoje głowy w dłonie, drudzy patrzą z przejęciem zamieniając się na chwilę w nieruchome pomniki kibica polskiego. Marcin, kolega Dawida owinął sobie szalik wokół twarzy. Jego oczy płoną nienawiścią, a twarz wyraża skupienie, które zostanie przerwane dopiero po tym jak Karagounis zada morderczy lub chybiony cios. Gdyby ktoś zrobił mu zdjęcie, wyglądałby jak rewolucjonista idący samotnie na barykady. Dziewczyna Kuby, Asia zasłoniła oczy dłońmi.

Po horrorach, które oglądali dość często ze względu na upodobania Kuby do tego gatunku zawsze miała problemy z zaśnięciem. Teraz woli nie patrzeć, chociaż i tak wie, że dzisiaj z powodu tych emocji również może zasnąć dopiero nad ranem. Egzekutor kładzie piłkę na linii jedenastu metrów. "Ojcze Nasz, który jesteś w niebie, zobacz Przemek się przeżegnał, zobacz na tych wszystkich ludzi, którzy tak pragną, żeby tego gola nie było. Ja rzucę palenie, nigdy już papierosa, nawet do piwa, nawet po obiedzie. Wyrzucę całą paczkę z kieszeni. Tą z szafki w kuchni też wyrzucę. Tylko niech on to obroni, błagam"- mówi w myślach Dawid patrząc w niebo. Karagounis zaczyna rozbieg. "Spudłujesz, spudłujesz. Nie wytrzymasz, za duża presja. Widzę, że nie jesteś pewny, że strzelisz słabo, spudłujesz. Wiem to ja, wiesz to Ty. Nawet nie waż się strzelić podły grecki piłkarzyno!"- krzyczy w swojej głowie Kuba.

Pada strzał. "Nie wytrzymam, zaraz tu zemdleję. Niech to się już skończy, błagam. Przecież ja nie lubię piłki nożnej. Przecież ja wolę siatkówkę. Dlaczego ja robię to swoim nerwom. O Boże!"- mruczy pod nosem Asia. Nagle warszawskim śródmieściem wstrząsa ryk radości. Ludzie skaczą, całują się nawzajem, tańczą. Dawid wskoczył na plecy 40 letniemu facetowi z wielkim, biało-czerwonym kapeluszem. To żaden problem, radość pozwala na wiele. Kuba wyciągnął pięść w górę, pochylił głowę i jest w zdecydowanej mniejszości, która teraz nie krzyczy, tylko milczy. Jednak na jego twarzy widać dziką satysfakcję. Zupełnie jakby stał za Karagounisem i mówił mu do ucha swoje myśli. Asia przestała być wrażliwą dziewczyną. Teraz skacze w górę wykrzykując pochwalne hasła pod adresem reprezentacji Polski. Ktoś zaczyna skandować "Przemek Tytoń". Wszyscy po kolei się dołączają. Radość trwa, 150 tysięcy gardeł wykrzykuje nazwisko zbawcy. A imię jego 20 i 2.

 

PolaZas

Biało-czerwona flaga zatrzepotała szybko, by po chwili zatańczyć w powietrzu i upaść na ruchliwą jezdnię. Kierowca samochodu nie zauważył swojej zguby i szybko zniknął za następnym zakrętem.
Trzy osoby z przystanku dla autobusów ruszyły w stronę ulicy, jednak musieli czekać na zielone światło. "Tam leży flaga Polski!" - zachrypniętym głosem zawołała babcia z okularami. Z ławki obok zerwał się łysy osiłek. "Odejść!" - rozkazał władczym głosem. Wszedł na jezdnię i zdecydowanym ruchem ręki zatrzymał ruch samochodów. Początkowo zdziwieni kierowcy ze zrozumieniem pokiwali głowami, gdy osiłek pokazał im dlaczego wstrzymał ruch. Polska flaga zatrzepotała ponownie na wietrze, gdy podniósł ją w górę, by po chwili oddać ją ów babci w okularach. Od gapiów otrzymał gromkie brawa.

Euro to nie tylko chwile wzruszenia na stadionach, to także podniesiona flaga z jezdni, połączone głosy wielu polskich gardeł śpiewających Mazurek Dąbrowskiego, uściski i wspólne świętowanie.
To także gościnność dla kibiców z innych krajów, dzielenie się piwem z Irlandczykami, tańce do rana z Hiszpanami, którzy zachwyceni naszym krajem planuj a wrócić tu także po mistrzostwach. To także wizyty reprezentacji wielu krajów w Oświęcimiu, które echem odbijają się e mediach zachodnich.

Powiadają, że ulubionym zajęciem Polaków to walka z przeważającymi siłami wroga. Najważniejsza jest jednak ta solidarność, która budzi się w takich momentach w nas samych.

 

noboktoby

Twarz Szczęsnego

To przecież jakiś koszmarny sen! Czy to możliwe, aby sytuacja odwróciła się tak diametralnie? Ale czerowna kartka w uniesionej ręcę sędziego Velasco Carballo to nie sen!
I twarz Szczęsnego, który bez słowa, z uniesioną głową i ściśniętym gardłem przyjmuje decyzję sędziego, odpinając rękawice, jakby składał broń. Wie, że w tej walce już nie będzie walczył. Musi zejść z pola bitwy. Kamera realizatora skupia się na jego twarzy, a na niej skupia się wzrok 58000 widzów na stadionie i milionów widzów przed telewizorami na całym Świecie. Szczęsny przełyka ciężko ślinę. Czuje na twarzy spojrzenie milionów Polaków, tych zgromadzonych na stadionie, w strefach kibica i tych przed telewizorami. Na twarzy młodego chłopaka odbijają się okaleczone teraz nadzieje wszystkich Polaków. Twarz Szczęsnego wygląda jak plastyczne połączenie twarzy dorosłego mężczyzny z podniesioną głową przyjmującego nawet największą porażkę z twarzą dziecka, które resztkami sił powstrzymuje się by ukryć łzy, które jeszcze chwilę i zasuną mgłą cały stadion.

 

Lasmann

Andrea Pirlo ustawia piłkę na 25 metrze, o dziwo równej, pięknej, świeżej poznańskiej murawy. Żaden gwizd dobiegający z wielkiej, biało - czerwonej szachownicy dla niego nie istnieje, a przecież wydawać by się mogło, że słyszą je nawet koziołki na starówce. Słyszą i wstrzymują oddech, jak każdy Włoch, od Poznania do Palermo. Wstrzymuje go w końcu i ON. "Czterech w murze, co za problem. Stary, robiłeś to tyle razy, zrób i teraz." Na jego twarzy nie widać żadnych emocji, ani jedna stróżka potu nie popłynęła po jego czole. Przez chwilę zastyga w bezruchu i... Trzy szybkie kroki, dla zwykłego śmiertelnika prawie niezauważalne, mur nie zdąża z wyskokiem, piłka przelatuje nad głowami bezradnych Chorwatów, Pletikosa rzuca się w ciemno, ale i on nie ma szans. GOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOL! PIŁKA W SIATCE! GOOOOOOOOOOOOL! ITALIA SZALEJE! 1:0! Jeśli swym cudownym golem Lewandowski postawił sobie pomnik, to co mają powiedzieć Włosi o swoim bohaterze?! Oni zbudują mu milion takich pomników. CÓŻ ZA STRZAŁ! Fizycy na całym świecie będą liczyć jak mocno kopnął tą piłkę, jak doskonale ją podkręcił, na jaką dokładną wysokość ją zagrał, będą wyliczać Bóg jedyny wie co jeszcze. A on po prostu kopnął tą piłkę - wydawać by się mogło banalne, a jednak tak piękne! Błękitny Poznań szaleje, błękitna Italia szaleje! Maestro Pirlo, choć niski wzrostem, jego przeogromny geniusz znów sprawia, że pół świata staje na równe nogi, a ręce same składają się do oklasków. Forza Italia!

15:33, francuski_lacznik , Konkursy
Link Komentarze (15) »
czwartek, 21 czerwca 2012

Podobno sprawa jest już przesądzona i większość działaczy PZPN zagłosuje w środę za kandydaturą Waldemarem Fornalikiem na nowego selekcjonera reprezentacji Polski. Podobno na trenera Ruchu Chorzów uparł się wiceprezes PZPN ds. szkolenia Antoni Piechniczek, a jak on się uprze to nie ma zmiłuj. Piechniczek to jak wiadomo nieprzejednany wróg opcji cudzoziemskiej, wybór obcokrajowca byłby jego zdaniem policzkiem wymierzonym Polskiej Myśli Szkoleniowej, to z jej potencjału chce czerpać...

Mam kłopot, ponieważ niezwykle szanuję Fornalika i jako trenera i jako uczciwego, skromnego człowieka. To naprawdę dobry trener, tylko że Ekstraklasy. Udowodnił nie tylko przez trzy ostatnie sezony w Ruchu, ale i wcześniej w Widzewie. W Polonii Warszawa nie poszedł na kompromis z prezesem Wojciechowskim, nie dał zrobić z siebie bezwolnej marionetki. Zasady okazały się dla niego ważniejsze od pieniędzy. Sukces osiągnięty w ostatnim sezonie z Ruchem (nawet jeśli uznać, że drugie miejsce w tabeli i finał Pucharu Polski to także efekt niemocy Legii, Wisły i Lecha), robi wrażenie zwłaszcza przy nikczemnym budżecie w porównaniu z rywalami i gronie zawodników, przeważnie niechcianych w innych klubach.

Ale wszystko to jednocześnie budzi ogromne wątpliwości. Fornalik ani razu nie pracował w wielkim klubie, w który sukces jest obowiązkiem, a nie gwiazdką z nieba, na którą nikt specjalnie nie liczy. W którym wydane pieniądze na wzmocnienia muszą się zwrócić, a gwiazdorzy mają nieco wyższe ego niż w Ruchu. Nie zdążył jeszcze poznać gry pod prawdziwą presją - w europejskich pucharach, albo walki o Ligę Mistrzów. Znał ją Smuda, pamiętaliśmy nie tylko jego Widzew w Champions League, ale i Lecha w Lidze Europejskiej, a jednak w kluczowym momencie nie dał rady, zawiódł, pogubił się. Jak w meczach o awans do mundialu w Brazylii i to już we wrześniu sprawdzi się Fornalik? W jego przypadku nie mamy nawet cienia tamtej, smudowej nadziei. Po porostu niczego nie wiemy. Jedno wielkie ryzyko. Poza tym praca selekcjonera to nie to samo co trenera klubu Ekstraklasy. Cenię Fornalika za wiedzę taktyczną i umiejętność wpojenia jej swoim zawodnikom (Ruch zdobył w minionym sezonie 25 goli po stałych fragmentach gry), problem w tym, że piłkarzy reprezentacji dostanie przed meczami z Mołdawią, Ukrainą i Anglią na trzy dni, a nie trzy miesiące i odbędzie z nimi w sumie zaledwie kilka treningów. Czekałby go skok na baaaardzo głęboką wodę! Z Fornalikiem byłoby takie samo ryzyko, jak z wzięciem na Euro 2012 Arkadiusz Piecha albo Macieja Jankowskiego. Może wypali, a może nieznana presja go przerośnie, a wówczas...

Uważam, że Fornalik byłby świetnym kandydatem na selekcjonera za parę lat, za parę klubów. Sam najwyraźniej nie czuje się gotowy, świadczy o tym szok, w jakim znalazł się po prasowych przeciekach. Zdziwiłbym się jednak, gdyby odmówił, bo któż by odmówił reprezentacji Polski na jego miejscu? Kolejna szansa może się nie powtórzyć. Wie coś o tym Henryk Kasperczak, który 10 lat temu byłby kandydatem numer 1 moim pewnie nas wszystkich, a dziś jego deklarowana gotowość tylko przeraża...

Mając do wyboru Fornalika oraz Macieja Skorżę (po trzech ostatnich katastrofalnych sezonach w Wiśle i Legii), Michała Probierza czy Kasperczaka też pewnie wybrałbym tego ierwszego, tylko dlaczego u diabła tak się ograniczamy? Czemu zamykamy sobie opcję utalentowanego, doświadczonego, charyzmatycznego trenera z zagranicy? Kogoś kim był na początku Leo Beenhakker, kim na pewno byłby np. Ottmar Hitzfeld, triumfator Ligi Mistrzów z Bayernem Monachium i Borussią Dortmund. Podobno jest cień szansy, że wziąłby tę robotę. Albo ktoś młodszy, bez tak spektakularnych sukcesów, ale obyty w międzynarodowym futbolu jak Slaven Bilić (wiem, że zacznie pracę w Lokomotiv Moswka, szukam podobnego typu), to inny Jugol, który zgłębi nasze słowiańskie dusze, albo Niemiec o twardej ręce i zmyśle taktycznym, albo Holender (może Sinisa Mijalović albo Ivan Jovanović, który takich cudów potrafił dokonać z Apoelem Nikozja, także z Polakami na pokładzie, może Ralf Rangnick, może Huub Stevens. W każdym razie ktoś kto umiałby właściwie pokierować tą naprawdę zdolną grupę piłkarzy, jakiej nie mieliśmy od dawna. Nie skazujmy się znów na marginalną w Europie Polską Myśl Szkoleniową! Bo eliminacje do kolejnego mundialu skończymy we łzach...

'Reprezentacja to świętość, trzeba ją oddać w godne ręce. W Polsce takich nie widzę'
niedziela, 17 czerwca 2012

Jak każdy jestem potwornie rozczarowany odpadnięciem Polski z Euro 2012. Może - jak prawie każdy - bo już zaczął się festiwal hejterów, którym niepowodzenie reprezentacji Polski na Euro 2012 jest na rękę, a to dlatego, że wietrzą w tym nadzieję na kapitał polityczny, a nóż sympatia do premiera w narodzie spadnie etc. Innych po prostu cieszy ich jak komuś coś nie wyjdzie, cieszą się z okazji dokopania nielubianemu trenerowi, napędza ich schadenfreude, bądź uważają, że klęska coś załatwi - coś się zmieni w PZPN, w kadrze przestaną grać farbowane lisy, bo w niczym nie pomogły itp. Ja korzyści z porażki nie widzę żadnych. Żal mi własnych zawiedzionych nadziei na historyczny awans, żal kibiców, którzy jako jedyny nie dali plamy na tych mistrzostwach i zasługują na medal także zachowaniem po odpadnięciu Polaków. Zobaczcie tylko te filmiki wideo, pierwszy jeszcze ze stadionu w pierwszych chwilach po ostatnim gwizdku (nasi kibice klaskali pokonanym, a czeski sektor skandował „Polska! Polska!”) i z warszawskiej Strefy Kibica, gdzie kibice dziękowali zawodnikom za mnóstwo pozytywnych emocji, za co ci odwdzięczyli się podziękowania i autografami.

nagrane moim HTC One X

Bardzo mi szkoda piłkarzy. Oni mają świadomość, że przerżnęli turniej życia, że z Czechami zawiedli w najważniejszym meczu w karierze. Jak i my mają poczucie zmarnowanej historycznej szansy, jakiej już nie dostaniemy, bo nikt nie da nam już więcej w prezencie takiej imprezy, a wraz z nią rozstawienia z pierwszego koszyka i nigdy już rywale nie będą tak łatwi do pokonania jak słaba - jak się to okazało - Rosja, Grecja i Czechy. W słabszej grupie już pewnie nie zagramy nigdy, o ile w ogóle gdzieś prędko awansujemy. Skoro drużyna Franciszka Smudy nie potrafiła pokonać żadnego z finalistów Euro 2012  - ani w meczach towarzyskich ani na samym turnieju - ciężko być w tym momencie optymistą w perspektywie eliminacyjnych pojedynków z Anglią, Ukrainą i Czarnogórą w walce o mundial w Brazylii...

nagrane moim HTC One X

Chcieli, próbowali, zagrali jak umieli. Kuba Błaszczykowski przyznał mi dzień po meczu, że najbardziej banalnym powodem niepowodzenia było to, że mieli zbyt małe umiejętności. Co z tego, że u nas grała „trójka z Borussii” - znaleźli się lepsi, ich trenerzy znaleźli sposób na nasz tercet. Łukasz Piszczek prawie na turnieju nie zaistniał, poza pierwszą połówką z Grecją. Co też sam mi przyznał, mówiąc, że to nie był jego turniej. Ma bolesną świadomość, że zawalił. Inna rzecz, że tercet z Borussii perfekcyjnie spisuje się tylko w systemie Borussii. To nie przypadek, że w reprezentacji Niemiec gra tylko jeden przedstawiciel mistrza Niemiec. Bezradność Piszczka nie wzięła się z tego, że grę w kadrze olewa. Po prostu jesteśmy słabi. Gdyby nie wilcze prawo organizatora mistrzostw Europy pewnie wcale nie załapalibyśmy się na imprezę. Widocznie ta grupa wznosząc się na wyżyny była w stanie tylko i aż nie odpaść po dwóch pierwszych meczach, ale walczyć o awans do ostatnich minut.

Są eksperci, którzy nazywają nasz występ na kompromitacją (mówią tak zresztą od meczu z Grecją). Chciałbym poznać ich hierarchię wartości. Czym więc była w tej skali porażka w dwóch pierwszych meczach na mundialu w Korei w 2002 roku i 0:6 w bramkach? Warto zapytać jednego z odpowiedzialnych za tamten występ, Tomasza Hajto, który dziś wypomina Smudzie, że przez trzy lata pracy zarobił 850 tysięcy złotych. Chciałby, że zwrócił forsę do kasy? Jeśli drużyna Smudy skompromitowała się na Euro 2012, to czym była porażka z Ekwadorem i rozwianie złudzeń na awans już po pierwszym meczu mundialu w 2006?

 

nagrane moim HTC One X

Smuda przegrał więc odchodzi. Nie był bezbłędny, ale ja go krzyżować nie będę. Wcale nie twierdzę, że nic się nie stało, Polacy, ale czy rzeczywiście można było ugrać dużo więcej czy to tylko nasze chciejstwo? Czy ktoś z ręką na sercu zadeklaruje, że jakikolwiek zawodnik pominięty przez Smudę zmieniłby obraz gry na Euro 2012? Kto niby, Artur Boruc, Sławomir Peszko, Michał Żewłakow? Też mi ich zabrakło, ale nie wierzę, żeby cokolwiek zmienili. Czy ktokolwiek z ręką na sercu zadeklaruje, że gdyby Smuda wystawiał innych piłkarzy z powołanych, coś by to zmieniło? Kamil Grosicki od pierwszych minut? Adrian Mierzejewski dużo wcześniej? Też mnie dziwiły oba wejścia Pawła Brożka (i niema trzecie z Grecją), ale czy Artur Sobiech, który wydawał się po zgrupowaniu w Lienz pierwszym zastępcą Roberta Lewandowskiego, cokolwiek by przesądził? Albo czołowi strzelcy Ekstraklasy Arkadiusza Piech i Maciej Jankowski, których Smuda pominął? Mnie najbardziej w tych ostatnich, umierających minutach najbardziej brakowało na boisku... doświadczenia i instynktu Tomka Frankowskiego.

Okej, też mnie dziwi, że przez cały okres pracy Smudy kadra ćwiczyła ofensywną grę z wysokim pressingiem, a jak przyszło co do czego graliśmy trzema defensywnymi pomocnikami i tak zremisowaliśmy zwycięsko w najlepszym meczu z Rosją. Czy ktoś z ręką na sercu zadeklaruje, że jakikolwiek polski trener popełniłby mniej błędów niż Smuda, wybrał lepszych chłopaków, lepiej ustawił i zmotywował? Zatrudnił lepszego psychologa, lepszych trenerów fitness?

Pozostaje gdybanie. Gdybyśmy strzelili Grekom gola na 2:0... Albo Czechom w okresie burzy i naporu pierwszych 20 minut zanim oklapliśmy... Ponieważ jednak tak już mam, że zawsze widzę szklankę do połowy pełną, oprócz poczucia zawodu mam też w sobie radość, że przynajmniej na tym jednym turnieju wraz z milionami polskich kibiców mogłem żywić nadzieje do ostatnich minut ostatniego meczu grupowego. Dali nam sporo emocji, sporo momentów pozytywnych wzruszeń. Za mało, ale euforii po golu Lewego w meczu otwarcia nie zapomnę nigdy! Podobnie jak wyrównującego gola Kuby z Rosją. Czułem wówczas dumę. Gole Olisadebe i Żewłaka w Korei, Bosackiego w Niemczech czy Rogera w Austrii ani nie były tak piękne, ani tak ważne.

Poza tym dla mnie Euro 2012 jeszcze się nie skończyło. Na razie zostawiam flagę na samochodzie i cieszę się z każdej, jakie widzę po drodze...



nagrane moim HTC One X



piątek, 15 czerwca 2012

Zauważyłem, że z niejaką ironią i szyderą spotkały się podpisy pod zdjęciami i filmikami wideo, które publikuję na Polsporcie w czasie Euro 2012 ‘nagrane moim HTC One X’. Dopatrujecie się w tym Bóg wie czego, pora uświadomić prześmiewcom, że to nowa jakość w dziennikarstwie i sprawozdawaniu wielkiej imprezy sportowej. Z okazji turnieju śladem tak renomowanych mediów jak „New York Times”, „Wall Street Journal” czy BBC postanowiliśmy stworzyć w Sport.pl pierwszą w Polsce smartfonową redakcję. Firma HTC została naszym oficjalnym partnerem technologicznym, dzięki czemu my dziennikarze obsługujący Euro 2012 zostaliśmy wyposażeni w najnowszy model telefonu HTC One X i ślemy nimi a to krótkie relacje tekstowe, smsy czy twitty - jak choćby z zamieszek rosyjsko-polskich przed meczem - ukazujące kulisy turnieju, zdjęcia czy filmiki wideo jak choćby ten, nakręcony trzęsącą się, nieprofesjonalną ręką, ale skoro nagle natykamy się na fajnego rozmówcę to ciach i...

Nagrane moim HTC One X :p

Po prostu współczesne dziennikarstwo to nie tylko pisanie przemądrych analiz do gazet, czy komentowanie w studiu TV. Internet sprawia, że każdy może współuczestniczyć w wielkich wydarzeniach z tak bliska jak jeszcze nigdy. Mam wrażenie, że nasze smartfonowe, gorące, spontaniczne relacje, impresje  sprawiają, że te wyjątkowe chwile są na wyciągnięcie ręki, czy też palca na klawiaturze. Jak choćby filmik, który nagrałem sekundy po historycznym golu Roberta Lewandowskiego w meczu z Grecją, a który trafił nawet na stronę internetową Guardiana, a ten ze starcia polskich i rosyjskich kiboli miał już na youtube (niestety) ponad 500 000 emisji. Dzięki nowej technologii filmik z golem Lewego czy rosyjską kontrowersyjną sektorówką na meczu z Polską wrzucić do sieci dosłownie dwie, trzy minuty po nagraniu! Fajne jest też to w tym samym czasie co film, mogę robić zdjęcia.

Redaktorzy Sport.pl z HTC w ręku robią filmują i robią zdjęcia zielone irlandzkie trybuny przed meczem z Poznaniu, Cristiano Ronaldo rozdającego autografy fanom w Opalenicy po treningu Portugalii, kibiców śpiewających Łukaszowi Podolskiemu sto lat z okazji urodzin na treningu w Gdańsku, pstrykają ukraińskie ulice wiwatujące na cześć Andrija Szewczenki i włoskiego kibica śpiącego na podłodze pociągu relacji Warszawa - Gdańsk...

Takie relacjonowanie turnieju, obok poważnej pracy, sprawia mi niezwykłą frajdę i łapię się na tym, że co chwila żałuję, że nie miałem wyciągniętego aparatu i utrwaliłem w porę fajnego ujęcie. Np. podczas nudnej konferencji z Grzegorzem Lato i nowym sponsorem kadry, prezes PZPN dał prezesowi firmy koszulkę reprezentacji Polski z nazwiskiem... Messiego z tyłu! Nie byłem gotowy, nie cyknąłem, wyobrażacie sobie jaka to byłaby fotka?!

Smartredaktorzy przed meczem Polska - Grecja (zrobione oczywiście moim HTC One X:)

 

Uwaga konkurs! HTC za akcję!

Najlepiej sami przekonacie się ile nowych dziennikarskich możliwości daje takie mulimedialne zwierzę jak sami weźmiecie je do ręki i tutaj konkursik - jak to zwykle na Polsporcie - literacki. Ale szybki. Opiszcie mi w komentarzach jakąś poruszającą akcję jaką obejrzeliście na Euro 2012! Pewnie większość sięgnie po gola Lewandowskiego lub Kuby, ale przecież może być obrona karnego Tytonia, moment zejścia Wojtka z czerwoną kartką, może być dramat gotowego do wejścia Brożka. Ale też i przełamanie Torresa, wygłupy Balotellego, bohaterstwo Szweczenki, cudowny wolny Pirlo. Nie musi być Polska, musi być fajnie, porywająco napisane. Opis, który będę pamiętał za cztery lata kiedy nasi, gwiazdorzy czołowych europejskich klubów, Realu, Chelsea, Interu, Manchesteru United będą się szykować się do występu we Francji na Euro 2016. Boję się tylko, że technologia pójdzie już wówczas tak daleko, że internaucie będą mogli czytać w myślach dziennikarzy, a nie jest to zawsze idealnie dokładnie to samo, co wyrażamy otwarcie...

Jeśli chodzi o liczbę znaków, to tyle nie mniej niż twitt czyli 140, nie więcej niż 2000, żeby zmieściło się w komentarzach. Do kiedy? Do północy w sobotę, żeby ktoś jeśłi hce zdążył z akcją z meczu z Czechami o awans do ćwierćfinału. Autora najlepszej notki, który otrzyma wypasionego HTC One X’a (światową premierę miał w kwietniu) wybierze jury pod przewodnictwem z Marcina Gadzińskiego, dyrektor strategii i rozwoju Sport.pl i pomysłodawcy smartredakcji jak najszybciej się da, a zwycięzca będzie miał dodatkowo obowiązek/przywilej stworzenia smart-materiału z Euro 2012, który opublikujemy. Do-ro-bo-ty!

Nagrane moim HTC One X

11:09, francuski_lacznik , Konkursy
Link Komentarze (204) »
czwartek, 14 czerwca 2012

Historyczny mecz o awans do ćwierćfinału mistrzostw Europy z Czechami, który trzeba wygrać, reprezentacja Polski zagra w sobotę we Wrocławiu. Czy macie podobne wrażenie, że sytuacja jest postawiona na głowie? Oto nasi piłkarze, gospodarze Euro 2012, muszą wyprowadzić się ze swojej warszawskiej bazy w Hotelu Hyatt, wsiąść w samolot, polecieć do Wrocławia, zakwaterować w jednym z hoteli transferowych, trenować na nieznanym sobie stadionie i murawie, na którym zagrali mniej meczów niż Czesi, wreszcie o 2. w nocy tłuc się z powrotem do Warszawy. Tymczasem Czesi nie muszą ani na centymetr zmieniać swojej codziennej rutyny. Kto tu właściwie gra grają ‘u siebie’? Czy to z naszej strony nie przesadna uprzejmość i gościnność? Lot, przejazdy, zamieszanie, nowa sytuacja, ktoś zapomni zabrać ipoda z ulubioną muzą, drugi weźmie nie te skarpety co trzeba - wszystko to może wywołać nawet w minimalnym stopniu dodatkowy stres i dyskomfort, przy pełnym komforcie naszych rywali. I do tego sami sobie zgotowaliśmy ten los! Czy to nie paranoja?

Zaraz powiecie, że przesadzam, wydziwiam, podróże w dzisiejszych czasach to dla piłkarza chleb powszedni, są profesjonalistami, są przyzwyczajeni etc. Ja pamiętam, że Zbigniew Boniek potrafił wygrać z Juventusem Turyn Puchar Europy z Liverpoolem po koszmarze na Heysel, a następnego dnia wskoczyć w samolot, polecieć z Brukseli do Tirany i strzelić dla Polski zwycięskiego gola w meczu eliminacji MŚ z Albanią. Ja wiem, że na mundialu w Niemczech w 2006 roku gospodarze rozegrali trzy mecze grupowe na swoich trzech największych stadionach, w Monachium, Dortmundzie (ten z nami) i Berlinie, po to, żeby reprezentacja Juergena Klinsmanna poczuła wsparcie całego narodu. Ale oni w przeciwieństwie do nas mieli pewność, że wyjdą z grupy, poza tym każdy z tych stadionów liczył ponad 60 tysięcy miejsce. Nie mam przy tym wątpliwości, że atmosfera na Stadionie Miejskim będzie równie wspaniała jak podczas meczów z Grecją i Rosją. I chociaż czescy kibice mają bliżej do Wrocławia z Pragi niż ja z Warszawy, to pewnie nie będzie ich słychać. Jestem pewien, że pod tym względem będzie ‘gracie u siebie, Polacy, gracie u siebie!’.  Ale będę upierał się, że lepiej byłoby pójść drogą Austriaków z Euro 2008, którzy wszystkie mecze grupowe rozegrali na swoim największym stadionie w swojej stolicy i zagrać z Czechami na Stadionie Narodowym, leżącym 5 kilometrów od hotelu naszych chłopaków, a do podróżowania i zmiany rutyny zmusić rywali. Zwłaszcza, że jak pisze Łukasz Cegliński, wg pierwotnych ustaleń Polska, obowiązujących jeszcze w 2009 roku Polska miała grać wszystkie trzy mecze w Warszawie. Ale później zaczął się lobbing.

Jak to ujął słynny filmowy trener, w futbolu wszystko zależy od szeregu drobiazgów. Margines błędu jest bardzo niewielki. Splot małych, na pozór nieistotnych zdarzeń, ale kiedy doda się je wszystkie do siebie otrzymacie różnicę między zwycięstwem, a klęską. Między życiem i śmiercią... Jak to ujął najstarszy trener na Euro 2012, Giovanni Trapattoni, o sukcesie na turnieju przesądzają miliony detali i tak naprawdę wszystkie one spełniają jednakowo ważną rolę: przygotowanie fizyczne, entuzjazm i przekonanie, że jest się dobrze przygotowanym do imprezy, fantazja i zaangażowanie na boisku oraz... drobne błędy przeciwnika. Może decydując się na grę we Wrocławiu popełniliśmy tylko drobny - by nie powiedzieć, czeski - błąd, ot banalne przeoczenie, że w Warszawie byłoby odrobinę lepiej. Oby na koniec o niczym nie przesądził!

Zdjęcie wykonane moim HTC One X

 
1 , 2 , 3
sport.pl
Michał Pol - Strzeliłem kiedyś gola van der Sarowi z podania Zidane'a. Rzutów wolnych uczył mnie del Piero. Niestety trafiałem tylko w mur. Mimo to od czasu do czasu piszę i gadam o futbolu - przez 15 lat w „Gazecie Wyborczej” (1994-2009), dziś na Sport.pl i - głównie o Lidze Mistrzów - w nSporcie. Mam dysleksję, więc nie wytykajcie mi błędów. Są piłkarze, którzy nie potrafią wykonywać rzutów karnych...
@napisz do mnie