wtorek, 30 czerwca 2009

 

Trener Arsenalu, Arsene Wenger ujawnił, że prezes Realu Madryt Florentino Perez złożył mu w maju ofertę pracy w klubie. Francuz odrzucił ją, mimo iż Perez zdradził mu swoje plany powrotu do galaktyczności, oparte na sprowadzeniu takich gwiazd jak Kaka i Cristiano Ronaldo. jask wiadomo ostatecznie stery na Santiago Bernabeu przejął Manuel Pellegrini. Wenger stwierdził, że nigdzie się nie wybiera, bo zamierza dokończyć budowę projektu Arsenal. Poza tym jego filozofia drużyny i jej budowy różni się od tej jaką wyznają w Madrycie.

 

“Real Madrid is a football-oriented show, but there is another dimension in this game: the success of building a team with a style, a knowledge, a culture of your own game at a club with young people” - cytuję za FourFourTwo, który mi o tym zaćwierkał. - Real Madryt to zorientowany na futbol spektakl, ale istnieją przecież inne wymiary tej gry. Sukces, jakim jest stworzenie drużyny z jej własnym stylem, własnym doświadczeniem, własną kulturą gry w klubie pełnym młodych ludzi. Czuję satysfakcje kiedy widzę mój zespół grający właśnie taki futbol - stwierdził Francuz.

 

Dodał, że odrzucił ofertę pracy w Realu, bo tam nie pozwolono by mu na realizowanie tej filozofii, na oparcie zespołu na młodych, głodnych sukcesu zawodnikach, na których rozwój mógłby wpływać. Pod tym względem ma absolutną rację. Trudno nazwać Cristiano Ronaldo czy Kakę młodymi, głodnymi sukcesu wilkami. Co do młodych, własnych wychowanków - w przerwie dzisiejszego sparingu Legii ze Zniczem Pruszków zupełnie przypadkowo rozmawiałem na ten temat z Mirosławem Trzeciakiem. Zauważył, że tak chwalona za produkcję wychowanków Barcelona, wydała ich o wiele mniej niż Real, którego aż 50 zawodników gra w lidze hiszpańskiej. Tylko, że nie w Madrycie.

 

„This project Arsenal is in construction and I want to see it through to the end” - Projekt Arsenal jest cały czas w budowie i chcę go doprowadzić do końca - dodaje Wenger, co budzi uznanie za rzadką w tym biznesie konsekwencję trenera i wiarę w jego pracę ze strony władz klubu. Ale i budzi wątpliwości, co właściwie ma na myśli Francuz mówiąc do końca, pracuje wszak w Arsenalu już 13 lat, odniósł już wiele sukcesów (choć ostatnie już jakiś czas temu), a jego młodzi piłkarze nieubłaganie się starzeją...

 

Co może dziwić, Wenger nie krytykuje bynajmniej ostatnich spektakularnych transferów "Królewskich". - Sumy wchodzące tu w grę mogą wydawać się szokujące, ale są efektem pewnej konkretnej kalkulacji i wyliczeń dokonanych przez inwestora - uważa szkoleniowiec.

- Abstrahując od różnego rodzaju osądów moralnych, należy się skoncentrować na rentowności takiej operacji - uznał Wenger. - Dokonanie więcej niż trzech transferów przed jednym sezonem, to przyjęcie pewnego ryzyka. Wkracza się wówczas w sferę sporej niepewności.

 

A najciekawsze jest to, że prezes Real Madryt, choć przecież świadomy odmienności filozofii Wengera, pociesza się jego odmową, mówiąc: Pellegrini to Wenger hiszpańskiego futbolu…

 

 

90 dyscyplin w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

poniedziałek, 29 czerwca 2009

To się w pale nie mieści! - jak mawiają policjanci z prewencji. Czy ktoś słyszał, żeby piłkarz żądał od klubu pieniędzy (pieniędzy? milionów!) za zgodę na odejście do innego klubu? Owszem, zdarza się, że stary klub płaci zawodnikowi część dawnej pensji, jeśli jego gaża w nowym klubie jest mniejsza. Nawet przez kilka lat wyrównuje mu tę stratę, bo inaczej piłkarz nie odszedł by z klubu. Ale żeby ktoś wykonał numer jaki planuje Samuel Eto'o? Kameruńczyk żąda od Barcelony 15 mln euro „transferowego bonusu”. Bez niego nie odejdzie do Manchesteru City, który Barcy chce zapłacić (wg różnych źródeł) od 25 do 30 mln euro. A sam piłkarz miałby w nim zarabiać rocznie 10 mln euro. Szczyt pazerności!

Kameruńczyk ucieka się do szantażu, bo wie, że jego kontrakt wygasa za rok i wtedy będzie mógł opuścić klub za darmo. Barca nie dostanie nic, więc może lepiej dać Eto'o te 15 mln, zarabiając mimo wszystko na jego transferze drugie tyle. Potwierdza to agent piłkarza, Josep Maria Mesalles: - Jeżeli nie nastąpi zwrot o 180 stopni, Eto'o zostanie w Katalonii - ostrzegł.

 

Ciągle nie chce mi się wierzyć, by Eto'o miał się okazać aż tak pazerny. Aż tak bezwzględnie działającym biznesmenem, bo ciężko to inaczej nazwać.

 

Co po takim zagraniu swego najskuteczniejszego napastnika powinna zrobić Barcelona? Jasne dla mnie jest, że tak stawiający sprawę Eto'o nie jest godzien, żeby jeszcze kiedykolwiek założyć koszulkę klubu, który przecież jest czymś więcej niż klub. Jeśli nie odejdzie z drużyny, sprzedany na normalnych warunkach, ale zostanie wyczekiwać końca kontraktu, powinien spędzić ten sezon w rezerwach. Stać Barcę na taki gest. Bo musi ona postąpić w myśl zasady większości rządów, że z terrorystami się nie negocjuje. Pójście na rękę Eto'o sprawiłoby groźny precedens dla całego systemu. Kto wie, czy inne kluby (City, Chelsea czy kto tam jeszcze nim się interesuje) w geście solidarności nie powinny zrezygnować z zatrudnienia Kameruńczyka. Chyba, że wycofa się ze wszystkie, obróci wszystko w żart, zwali na niedoinformowane media... wybór wykrętów jest szeroki. Inaczej to będzie śmierć cywilna tego zawodnika.

Show me the money! - krzyczy Samuel Eto'o?  

90 dyscyplin w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

20:48, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (101) »


 

Agent Jerzego Dudka, Jan De Zeeuw (który tak jak jego pryncypał, Leo Beenhakker w czasie wolnym od pracy z reprezentacją Polski nie rezygnuje z zainteresowani futbolem) potwierdził, że jest po rozmowach z dyrektorem Realu Madryt, Jorge Valdano. Ustalono, że kontrakt z 36-letnim polskim bramkarzem zostanie przedłużony. Oznacza to, że Dudek zdecydował się jednak już nie grać więcej w piłkę, dokładając do czterech lat spędzonych na ławce rezerwowych (w Liverpoolu i Realu) jeden albo dwa kolejne.  

 

A jeszcze na początku czerwca Dudek wahał się. Mówił w wywiadach, że ma dość bycia wiecznym rezerwowym, że rozważa oferty z klubów hiszpańskich, angielskich i holenderskich. Nie tylko marzy mu się jeszcze trochę pograć o stawkę przed zakończeniem kariery, ale wręcz chce powalczyć o powrót do reprezentacji Polski i występy na EURO 2012!

- Jeśli będę grał i prezentował dobry poziom, może selekcjoner kadry da mi szansę. Występ w EURO 2012 to byłoby świetne ukoronowanie kariery - mówił.

Chwaliłem na blogu tę niesamowitą ambicję sportowca nasyconego sukcesami, bohatera finału Ligi Mistrzów, który mimo stabilności finansowej (przecież gra w kadrze nie jest mu potrzebna do tzw. promocji, znalezienia lepszego klubu czy lepszego kontraktu) i dwóch wielkich klubów w CV nie czuje się jeszcze spełniony, że jeszcze mu się chce!

 

Otóż jednak najwyraźniej już mu się nie chce, bo przecież nie zostaje w Realu, dlatego, że tu mu najlepiej zapłacą. Po prostu wybiera sielankowe życie w Madrycie, nieobciążone stresem, choć wypełnione ciężką pracą, bo Dudek - jeden z największych profesjonalistów wśród polskich sportowców jakich spotkałem w karierze, nie będzie odpuszczał na treningu. Życie, które opisywał niedawno tak: Po kilkunastu latach biegania po boisku mogłem wreszcie niemal całkowicie poświęcić się rodzinie. Nauczyłem się gotować, kiedy moja żona była w ciąży. Przygotowywałem dla niej przeróżne dania. Była zachwycona, jeździła tylko na miasto po zakupy. Moja specjalność to hiszpańska paella i wszelkie makarony. Do tego doszła nowa pasja, na którą wcześniej nie było czasu - golf i stale rosnący handicap.

 

Nie krytykuję wyboru Dudka. To jego życie i jego decyzja. Rozumiem argumenty - ustabilizowane życie rodzinne w Madrycie, arcyciekawy moment w klubie, w przededniu nowej ery po transferach Cristiano Ronaldo, Kaki i Kogotamjeszcze Kupi prezes Florentino Perez. Opuszczać taki klub w takiej chwili, dla - umówmy się, że tak by się to skończyło - średniaka z Anglii czy Holandii?

 

Jestem za to zawiedziony z dziennikarskiego punktu widzenia. Bo nie będę mógł opisywać wyzwania na miarę Jamesa Braddocka, starego mistrza bokserskiego, który po latach sukcesu, późniejszej porażki i zapomnienia, wraca na ring, by jeszcze raz osiągnąć szczyt (widzę tu kilka analogii, bo Braddocka stanowa komisja bokserska wysłała na przymusową przedwczesną emeryturę jak w swoim czasie Rafa Benitez - Dudka, gdy tuż po finale LM w Stambule zastąpił go w klubie Pepe Reiną). Oczywiście nie ma żadnych gwarancji, że Dudkowi udałoby się powrócić na szczyt, niczym Edwinowi van der Sarowi po latach smuty na ławce Juventusu Turyn, a później Fulham. Choć Polak jak Holender, jest profesjonalistą jeśli chodzi o prowadzenie się i formę fizyczną to już chyba za mało czasu, by po sezonie, dwóch w Feyenoordzie, Boltonie czy Wigan przebić się do klubu, z którym dałoby się zagrać o STAWKĘ.

 

Natomiast zupełnie inna rzecz to decyzja Realu. Forma fizyczna Ikera Casillasa u wielu budzi wątpliwości czy przypadkiem nie jest Terminatorem z przyszłości, przysłanym przez maszyny. Mając takiego bramkarza rzeczywiście nie jest najistotniejsze kto siedzi na ławce. Ale jeśli po latach nieprzerwanej gry na najwyższym poziomie bez kontuzji, ta jednak dopadnie Ikera? Czy ramiona Dudka wytrzymają gigantyczny ciężar odpowiedzialności za misję powrotu klubu do galaktyczności, jaka na nie spadnie?


Bo czy po czterech latach siedzenia na ławce, wieku 36 lat z każdym dniem jest on lepszy, uczy czegoś nowego, czy przez ostatnie dwa lata w Realu rozegrał choć jeden naprawdę dobry mecz, czy Dudek, który bronił karne w finale z Milanem, a Dudek dziś to nadal ta sama osoba? Czy może lepiej byłoby postawić na młodego wychowanka, który z każdym treningiem uczyłby się czegoś do Casillasa? Ale to są pytania, na które Jorge Valdano właśnie wszystkim odpowiedział. I z drugiej strony nie dziwię się mu, nie sposób Dudka nie lubić, ani nie cenić jego profesjonalizmu.

 


I tak się ciężko rozstać...


90 dyscyplin w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!
10:41, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (40) »
niedziela, 28 czerwca 2009


 

Kolejna futbolowa tajemnica wyjaśniona. To na co patrzycie to najsłynniejsza chyba karteczka papieru w historii jeśli nie futbolu to przynajmniej mistrzostw świata. Zdjęcie rozesłał dziennikarzom rzecznik FIFA, Andreas Herren z Monachium gdzie odbywa się International Goalkeeper Congress. Tam ujawnili ją dwaj główni bohaterowie tej tajemniczej historii - byli bramkarze reprezentacji Niemiec Jens Lehmann i Andreas Köpke.



 

Pamiętacie dramatyczny ćwierćfinał ostatniego mundialu Niemcy - Argentyna, zakończony zwycięstwem gospodarzy w karnych 4:2 i szarpaniną na boisku. Mecz zapowiadał się na najładniejsze spotkanie turnieju - Niemcy pod wodzą Juergena Klinsmanna grali ofensywie jak nigdy w historii, Argentyna dała wcześniej pokaz futbolu XXII wieku, gromiąc Serbię 6:0. Skończyło się brzydką, brutalną batalią. Albiceleste prowadzili 1:0, a później - pozwólcie, że przywołam cytat z własnej relacji ze Stadionu Olimpijskiego w Berlinie:  

 

"Złoty gol! Złoty gol!" - darli się kibice, gdy w 80. minucie Miroslav Klose głową skierował piłkę do siatki, dając gospodarzom upragnione wyrównanie. W bramce Argentyny nie było już świetnego Roberta Abbondanzieriego, który wcześniej w starciu z Klosem doznał kontuzji. Jego zastępca Leo Franco nie zdążył jeszcze się rozgrzać. Nie było też reżysera gry Juana Romana Riquelme, którego pewny wygranej trener Jose Pekerman (po porażce zrezygnował ze stanowiska) zdjął z boiska, chcąc oszczędzić przed następnym spotkaniem. Zamiast niego biegał defensywny Cambiasso. A w ataku zamiast szybkich i kreatywnych Javiera Savioli i Leo Messiego - toporny Julio Cruz, rezerwowy Interu Mediolan. - Jak Bóg chce kogoś ukarać, najpierw odbiera mu rozum - wznosił oczy w górę Carlos Valderama, były gwiazdor Kolumbii, który siedział wśród dziennikarzy.

 

Przed serią rzutów karnych zdarzyły się dwie ważne rzeczy. Najpierw wsparcie Lehmannowi okazał Oliver Kahn, który wcześniej ostro z nim rywalizował z nim o miejsce w składzie, nawet obrażając w mediach, a później cierpiał katusze na ławce podczas turnieju w ojczyźnie. Wówczas pierwszy raz publicznie uściskał rywala i szepnął mu coś na ucho (Lehmann zrewanżował się później dawnemu wrogowi, prosząc Klinsmanna, by to Kahn mógł zagrać w meczu o 3. miejsce z Portugalią).



 

Potem do Lehmanna podszedł trener bramkarzy, Köpke, bohater serii karnych m.in. podczas półfinału Euro '96 z Anglią (też oglądałem na żywo na Wembley) i wcisnął mu w rękę małą karteczkę. W karnych Niemcy - jak to Niemcy - strzelali jak natchnieni - zaczął Oliver Neuville, potem Michael Ballack, Lukas Podolski, Tim Borowski - Lehmann obronił strzały Roberta Ayali i Estebana Cambiasso.

 

Po meczu sprawa karteczki stała się przedmiotem spekulacji na całym świecie. Dziś już wiemy co na niej było: Ayala - długi rozbieg/lewy róg, krótki rozbieg, prawy". Każdy strzelec został opisany trafnie, choć Lehmann zdołał obronić tylko dwa strzały, w tym nieopisanego Cambiasso. Maxi Rodriguez uderzył wprawdzie w lewo"  ale trzeba było jeszcze do tej piłki dolecieć…

 

Następnego dnia Berliner Zeitung"  wydrukował naturalnej wielkości dłonie bramkarza reprezentacji, żeby kibice mogli przybić mu piątkę" na szczęście. - Argentyna miała swoją rękę Boga" - tę, którą Diego Maradona strzelił gola Anglikom w Meksyku w 1986 roku. My mamy dwie ręce Boga: obie należą do Jensa Lehmanna!" - napisano w komentarzu.

 

 





 Puchar Konfederacji  w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!
10:27, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (20) »
piątek, 26 czerwca 2009



 

Pisałem wczoraj o pożegnalnym liście Artura Boruca do fanów Celtiku Glasgow (lipnym, jak się okazuje, celticpoland.com prostuje informację) i tym, że wszystkie znaki na niebie wskazują, iż nowy trener musi pozbyć się go z klubu. Wygląda na to, że nie on jeden pożegna się tego lata z klubem. The Times" w rankingu prawdopodobieństwa transferów ustalił możliwość odejścia Kuszczaka do Zenitu St Petersburg (dla przykładu transfer Davida Villi do MU na 3/10, a Naniego z MU do Wigan za Luisa Valencię na 6/10). O transferze Polaka do byłego mistrza Rosji napisał także The Sun" w artykule Ku ready tu jump" (co za Ku diabeł?).

 

To nie był dobry sezon dla Kuszczaka. Grał o wiele mniej niż w poprzednim (gdy w fazie grupowej Ligi Mistrzów zagrał więcej razy niż Edwin van der Sar), choć gdy już wchodził między słupki bronił nie mniej przekonująco niż wówczas. Alex Ferguson stawiał jednak częściej na Bena Fostera. Ten ostatni, nadzieja angielskiej bramki, który poza świetnym występem w finale Pucharu Ligi Angielskiej zaliczył kilka wpadek i mnie osobiście średnio do siebie przekonał - właśnie podpisał nowy lukratywny kontrakt z Man Utd. Przedłużył umowę o cztery lata ze świetną tygodniówką w wysokości 50 tys. funtów. To tyle ile dotąd zarabiał np. Nemanja Vidić (właśnie dodtał podwyżkę). Dla mnie to kolejny czytelny sygnał, że Ferguson właśnie Fostera namaścił na następcę van der Sara, Kuszczak zaś jest jedynie trzecim bramkarzem.

 

Kuszczak musi zdawać bardzo nie chce odchodzić z Old Trafford, chce walczyć o miejsce w składzie. Powoli akceptuje chyba, że to walka przegrana. Niedawno powiedział Skysports, że będzie musiał rozważyć wypożyczenie do innego klubu. Jeśli nie chce zacząć się cofać w rozwoju, musi zagrać w większej liczbie meczów niż dotychczas.

Problem w tym, że nazwisko Kuszczaka nie pojawia się w żadnych żadnych do jakiegokolwiek klubu Premier League. Dwie nazwy jakie powracają co jakiś czas to Zenit St Petersburg i Besiktas Stambuł. Ponoć dlatego, że Ferguson uznał, iż wypożyczenie Polaka do innego klubu angielskiego za bardzo go wzmocni i utrudni MU walkę w obronie tytułu. Byłby sir Alex aż takim 'psem ogrodnika', rujnując tym samym karierę polskiego bramkarza?

 

Wprawdzie Kuszczak już jakiś czas temu stwierdził, że nie interesuje go transfer do Rosji. Ale było to przed przedłużeniem kontraktu przez Fostera. Gdyby jednak zaczął się wahać, chciałbym podtrzymać jego wątpliwości. Nie, Tomku, nie idź tą drogą (do Petersburga)! W lidze rosyjskiej można świetnie zarobić, ale nie jest to miejsce dla piłkarza z ambicjami (a przecież ambicje Kuszczaka są ogromne). Co innego młodzi Brazylijczycy, nieźli, ale za mało znani by przebić się do dobrego klubu w Europie. Dla nich Rosja to całkiem niezła platforma. Dla Kuszczaka Zenit, nie grający tym razem w Lidze Mistrzów byłby krokiem wstecz dla jego kariery, nawet gdyby miał grać co tydzień. I niech los wszystkich Polaków, jacy dotąd próbowali szczęścia w Rosji będzie dla niego przestrogą. Jestem pewnien, że gdy już podejmie dramatyczną decyzję o opuszczeniu MU, agent znajdzie mu naprawdę porządny klub  w Europie (czy jeśli SAF pozwoli, na Wyspach). Kuszczak to świetny bramkarz, niech ktoś wreszcie da mu cały sezon gry, a on tego dowiedzie. Jego jedyną wadą jest zbyt wielka ambicja (o czym przekonał się Leo Beenhakker). Ale gdyby w nowym klubie uczyniłby swą motywacja udowodnienie Fergusonowi, że się mylił się co do iego, dopiero świat by zobaczył!

 


...a poza tym Old Trafford bez  Cristiano Ronaldo nie będzie już takie samo...

 

 

 Puchar Konfederacji  w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!
12:55, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (49) »
czwartek, 25 czerwca 2009


 

- Chciałbym wykorzystać ten czas by podziękować wam wszystkim i każdemu z was z osobna za udzielone mi wsparcie, za to, że byliście ze mną na dobre i na złe, za wszystko. Celtic ma najlepszych kibiców na świecie i jeśli sprawy potoczą się tak, a nie inaczej, nie będę potrafił wyrazić słowami, jak bardzo będzie mi was brakowało - napisał Artur Boruc (zacytowałem za dziennikiem.pl, który znalazł list na jego stronie w jednym z popularnych portali społecznościowych).

 

Brzmi to ewidentne jak pożegnanie z kibicami Celtiku Glasgow. Bramkarz reprezentacji Polski zastrzega wprawdzie, że nie mówię do widzenia, ale już po chwili dodaje: chcę wam powiedzieć, że w ciągu najbliższych kilku dni rozstrzygną się kluczowe dla mojej przyszłości w klubie sprawy. W najbliższych dniach przekażę wam jeszcze ważną wiadomość dotyczącą mojej przyszłości, tak więc uważajcie i zaglądajcie w to miejsce (czy ktoś może wie w jakie, żebyśmy wszyscy mogli zaglądać)? Czyli prawdopodobnie dopina negocjacje z jakimś nowym klubem. Być może kluby porozumiały się już co do sumy transferu, teraz zawodnik ustala swój kontrakt.

 

Mimo nieudanego dla Celtiku sezonu, byłem pewien, że zostanie w klubie. Straciłem pewność, gdy z funkcji trenera zrezygnował Gordon Strachan, człowiek, który sprowadził Boruca do Celtiku i wspierał po największych nawet wpadkach i wyskokach (kiksy, prowokowanie Rangersów, zbicie na kwaśne jabłko kolegi z zespołu itp.). Nazywał go swoim najlepszym transferem w karierze, a jedyne cierpkie słowa Polak usłyszał od niego pod koniec sezonu, gdy Szkot stwierdził, że to jemu należy się tytuł trenera roku, za… użeranie się z Borucem. Sprowadził wprawdzie Łukasza Załuskę, ale nie po to, żeby Boruca sprzedać ale wywierać na niego presję, zmuszać do większej koncentracji…


Gdy jego następca Tony Mowbray zapowiedział, że prawdopodobnie będzie musiał sprzedać któregoś z najważniejszych zawodników, by zdobyć pieniądze na transfery, od razu stało się dla mnie jasne, że mówił o Borucu. Nie dla tego bynajmniej, że na sprzedaży Polaka zarobiłby na trzech niezłych piłkarzy. Sorry, ale Boruc to nie Cristiano Ronaldo czy Kaka, ale wprawdzie świetny bramkarz, ale po najgorszym sezonie w swojej karierze i sporą kartą pozaboiskowych wyskoków. Jego transfer może okazać się strzałem w 10" ale i niesie ze sobą ryzyko. Słowem nie jest to ktoś, za kogo Celtik dostanie 10 mln funtów (mimo że prezes Realu Madryt 'zepsuł rynek').

Pieniądze na transfery to tylko ściema dla naiwnych. Mowbray zdaje sobie sprawę, że póki co Boruc ma w szatni i u kibiców większy autorytet niż on. Doświadczenie jakie zdobył prowadząc Ipswich, Hibernian i WBA jest bez wątpienia cenne, ale wystarczy mu stresu w prowadzeniu największego szkockiego klubu, nie chce ryzykować użerania się z potencjalnym troublemakerem. Boruc to zawodnik, który może mu wygrać sezon i awans do 1/8 Ligi Mistrzów, ale może zniweczyć całą pracę, a przy tym ośmieszyć. Mowbray wie też, że to jedyny moment do pozbycia się Boruca. Nie jest na Boruca skazany. Wraz z nim do klubu trafili dwaj nowi bramkarze, Załuska i Dominic Cerki, wszyscy mają świeżo w pamięci ostatni sezon w wykonaniu Polaka.

- Po sprzedaży gwiazdy drużyna może funkcjonować lepiej, gdy trzech zawodników okaże się przydatnych i będzie lepiej współpracować. Korzyść dla zespołu, klubu i kibiców będzie oczywista, bo będziemy wygrywać mecze - oznajmił Mowbray. czy ktoś ma wątpliwości o jaą gwiazdę mu chodzi? Którego zresztą z piłkarzy The Bhoys można nazwać tym mianem, Jana Vannegora of Hasselinka? Come on! - jak powiedziałby Leo.

 

Natomiast nie mam żadnego pomysłu w jaki sposób rozstrzygną się owe kluczowe dla przyszłości Boruca w klubie sprawy.  Gdzie miałby trafić? Premier League, a może liga hiszpańska (czy to nie tam trafiają obecnie najlepsi),a może Bundesliga? Przede rokiem stawiałem na Bayern Monachium i AC Milan, ale dziś już chyba raczej nie? Sam nie wiem. Macie jakieś pomysły?

 


Dokąd ucieknie Boruc z Celtic Park? Any ideas?

 Puchar Konfederacji  w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!


12:12, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (64) »
środa, 24 czerwca 2009

 

 

Najpierw anonimowi Irańczycy za pomocą twittera, a po nich światowe media poinformowały, że czterej czołowi irańscy piłkarze - kapitan reprezentacji Mehdi Mahdavikia, Najlepszy Piłkarz Azji Ali Karimi, Hosein Ka’abi i Vahid Hashemian zostali przez irańskie władze dożywotnio wyrzuceni z kadry narodowej. Piłkarze ośmielili się wystąpić w meczu z Koreą Południową w Seulu w zielonych opaskach na rękach.

 

 

Zielony kolor to symbol obozu lidera irańskiej opozycji Hosseina Mousaviego (tak jak na Ukrainie pomarańczowy był barwą obozu Wiktora Juszczenki). Zakładając opaski irańscy piłkarze wyrazili swoją solidarność z Mousavim i wszystkimi tymi, którzy uznali wynik przegranych przez niego wyborów prezydenckich za sfałszowany i od 12 czerwca protestują na ulicach Teheranu, brutalnie tłumieni przez policję.

 

Wszyscy czterej to największe gwiazdy iranskiego futbolu - Karimi grał w Bayernie Monachium (ostatnio wypożyczony do FC Persepolis), Ka'abi w Leicester City (ostatnio FC Saipa), a Hashemian i Mahdavikia w klubach Bundesligi, jeden w Bochum, drugi w Eintrachcie Frankfurt. Mogli milczeć, mogli spokojnie wrócić do swoich klubów, w których zarabiają świetne pieniądze. Ale milczeć nie chcieli. Teraz po powrocie z Seulu nie tylko zostali dożywotnio zdyskwalifikowani z reprezentacji narodowej ale też zabrano im paszporty. Nie wiadomo czy będzie im dane wrócić do europejskich klubów. Zabroniono udzielania komentarzy w mediach, zresztą nie wiadomo gdzie się obecnie znajdują.

 

We wtorek Irańska Rada Strażników odrzuciła możliwość anulowania wyniku wyborów prezydenckich. Protesty na ulicach Teheranu trwają...

15:43, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (17) »
wtorek, 23 czerwca 2009

Są oto pierwsze, konkretne, znane z imienia i nazwiska ofiary galaktycznych transferów Realu Madryt. Joan Laporta też, wiem, że Florentino Perez zepsuł mu rynek i prezes Barcelony nie może teraz kupić nikogo za małe pieniądze. Ale nie o niego mi chodzi. Ale o tych wiernych, zagorzałych jak tylko Irlandczycy umieją kibiców Shamrock Rovers, drużyny z którą Real zadebiutuje w nowym, galaktycznym składzie, pod wodzą nowego trenera Manuela Pellegriniego 20 lipca Tallaght Stadium.

 

Zwykle płacą za wejście na mecz swojej ukochanej drużyny 13 funtów. Ale za możliwość obejrzenia swoich chłopaków w starciu z Cristiano Ronaldo, Kaką i tymi gwiazdami, których Perez jeszcze nie kupił ale za chwilę sprowadzi będą musieli wyskoczyć z 55 funtów! Zgroza, zdzierstwo, ale drużyna jest drużyna, trzeba jej kibicować czy gra z Galway United czy Realem Madryt. 5 700 kibiców zgrzyta zębami, ale bilety kupuje. A chciwi organizatorzy planują powiększenie trybun o dodatkowe 3 300 miejsce. Oto jak działa wielka machina marketingowa Realu Madryt. Wzbogacą się nawet na sparingu z „Koniczynkami”.

 

 

Ps: przy okazji wyczytałem, że w sześcioletnim kontrakcie z Ronaldo Real zawarł klauzulę o sumie wykupu w wysokości 170 mln euro i zastanawiam się czy to wystarczająca zapora np. dla arabskich szejków, nie tylko tych władających Manchestrem City. Właśnie członkowie rodziny królewskiej ze Zjednoczonych Emiratów kupili kolejny klub Premier League, póki co niewymieniony z nazwy. Ale pewnie jak już będą tę nazwę wymieniać, zechcą to zrobić z przytupem, a nie ma lepszego przytupu niż ogłoszenie transferu jakiejś megagwiazdy.

 Puchar Konfederacji  w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

19:09, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (29) »


 

Słyszę głosy zaniepokojenia, także w komentarzach na blogu, że Barcelona zachowuje się biernie, w obliczu ofensywy transferowej Realu Madryt, nie wzmacnia się, przecież jej misją w nowym sezonie będzie nie tylko obrona mistrzostwa Hiszpanii, ale i powtórzenie triumfu w Lidze Mistrzów, czego wcześniej nie udało się nikomu. Nikomu, ale też nikt w Lidze Mistrzów nie grał tak jak Barca, więc oczekiwania są uzasadnione. Tymczasem e Europie zrobi się nie tylko Real, ale i MU, który dostał zastrzyk gotówki, Chelsea, Juventus czy Inter Mediolan.

 

Pytanie brzmi czy Barcelona po najlepszym sezonie w historii w ogóle powinna się wzmacniać? Lepsze bardzo często bywa wrogiem dobrego, o czym Katalończycy przekonali się w sezonie po wygraniu Ligi Mistrzów w 2006. Po tym jak latem do drużyny dołączyli mistrz świata Gianluca Zambrotta i wicemistrz świata Lilian Thuram, oczekiwano, że Barca z Ronaldinho, Samuelem Eto'o, Henrykiem Larssonem, Xavim et consortes zdobędzie Cinc Copes. Tymczasem sezon zaczął się od 0:3 z Sevillą w Superpucharze Europy, a skończył bez choćby jednego trofeum.


Miłe złego początki...

Szara eminencja Barcelony, Johan Cruyff odpowiedział na to w felietonie, że wzmocnienia są obowiązkiem klubu. Po wielkim sukcesie potrzeba świeżej krwi, piłkarzy głodnych sukcesu, którzy zmotywują nasycone wilki. Pep Guardiola potwierdził, że potrzebuje większego składu, a dyrektor sportowy Txiki Bigiristain oświadczył, że transfery będą i to takie, które jeszcze zadziwią świat. Bardzo jestem ciekaw któż to będzie? Zwłaszcza, że prezes Barcy, Joan Laporta krytykując transfery Realu (zarzucił Floretnino Perezowi 'psucie rynku' i 'imperializm') zapędził się w pułapkę. Chociaż Barcelona na samym tylko występie w Lidze Mistrzów zarobiła 100 mln euro, nie wypada mu wydać np. 60 na Francka Ribery - choć byłoby warto, bo raz że świetny, charyzmatyczny zawodnik, który zrównoważyłby transfer Cristiano Ronaldo, a dwa, że zablokowałby kolejne wzmocnienie Realu. David Villa, który także byłby wielkim wzmocnieniem (i osłabieniem aż dwóch rywali zarazem) też przecież musiałby kosztować w okolicach 40 mln. Czy wychwalanie modelu biznesowego Barcy, czerpiącej z akademii La Masia i nie szastającej pieniędzmi oznacza, że możemy oczekiwać kolejnego transferu z Barcelony B i wydatków nie większych niż 20 mln euro?

Zastanawiam się kogo tak naprawdę Barcelona potrzebuje. Pewnie, że wzmocnieniem byłby np. Pepe Reina, ale jak wiemy Victor Valdes przedłużył kontrakt więc nie ma tematu. Wiemy, że szuka napastnika, oferując na wymianę Samuela Eto'o. To mądre i ryzykowne zarazem. Eto'o przecież świetnie rozumie się z Thierrym Henry i Leo Messim, trudno mieć do niego pretensje o brak skuteczności - w klasyfikacji najlepszych strzelców dał się wyprzedzić Diego Forlanowi dopiero wówczas gdy Barca miała już zapewniony tytuł i oszczędzała najlepszych na finał Ligi Mistrzów. Jak dla mnie i tak jest najlepszym napastnikiem Primera Division, chociaż ma charakterek. Problem w tym, że żąda pensji 9 mln euro rocznie, a jak nie, nie przedłuży kontraktu i za rok odejdzie za darmo. W dodatku w styczniu Barca i tak straci go na miesiąc, bo wyjedzie na Puchar Narodów Afryki. Gdyby dało się go zastąpić Fernando Torresem, Zlatanem Ibrahimovicem (który aż piszczy i gotów jest zarabiać mniej, żeby grać Camp Nou) czy Villą to byłoby to znakomitym wzmocnieniem. Tylko, że do pozyskania zawodników tej klasy - senor Laporta - trzeba by niestety 'zepsuć rynek', czyli się szarpnąć. Jak mówi Marcell Desailly - talent kosztuje, ale prawdziwy talent jest wart każdych pieniędzy.


Trochę zdumiała mnie też walka Barcelony o Javiera Mascherano, bo choć to świetny zawodnik, Katalończycy nie narzekają na brak defensywnych pomocników. Czy warto się wykrwawiać? Z drugiej strony Yaya Toure też zniknie w styczniu na Puchar Narodów Afryki. O wiele rozsądniejszy wydaje mi się pomysł wzmocnienia lewej strony - odszedł 35-letni Sylvinho długo nie pociągnie, a Eric Abidal choć jest solidny w defensywie to zbyt słaby w ofensywie. Przydałby się lewo-nożny klon Dani Alvesa. Czy byłby nim Jurij Żirkow? Dla mnie bomba - jeden z najlepszych zawodników na Euro 2008, choć z Rosjanami na obczyźnie różnie bywa.

I tu pytanie do Was, moi drodzy: wzmacniać Barcę czy zostawić jak jest? A jak wzmacniać to kim? I kogo odstrzelić (czy np. drugoplanowców Hleba, Gudjohnsena, Silvinho?)


 Puchar Konfederacji  w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

10:22, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (132) »
 
1 , 2 , 3
sport.pl
Michał Pol - Strzeliłem kiedyś gola van der Sarowi z podania Zidane'a. Rzutów wolnych uczył mnie del Piero. Niestety trafiałem tylko w mur. Mimo to od czasu do czasu piszę i gadam o futbolu - przez 15 lat w „Gazecie Wyborczej” (1994-2009), dziś na Sport.pl i - głównie o Lidze Mistrzów - w nSporcie. Mam dysleksję, więc nie wytykajcie mi błędów. Są piłkarze, którzy nie potrafią wykonywać rzutów karnych...
@napisz do mnie