poniedziałek, 30 czerwca 2008

 

 

Wracamy pociągiem z Wiednia całą ekipą Gazety Wyborczej/sport.pl i zastanawiamy się na co Hiszpanie zmienią teraz swoje słynne porzekadło: „Jugamos como nunca, perdemos como siempre”, czyli „Gramy jak nigdy, przegrywamy jak zawsze”, powtarzane przez ostatnie 44 lat niepowodzeń na wielkich turniejach. Czy na„na gramy jak zawsze, wygrywamy jak zwykle”? Czy reprezentacja Hiszpanii utrzyma formę i styl do mundialu w RPA w 2010 roku, gdy złośliwego dziadunia Luisa Aragonesa zastąpi dusza człowiek Vicente del Bosque?

 

To była krótka noc. Feta z boiska najpierw przeniosła się do mix zony. Tam długo czekaliśmy na mistrzów Europy, przepytując dla zabicia czasu smutnych Niemców. Łukasz Podolski i Mirosław Klose tym razem nie mieli ochoty na rozmowy ani po polsku ani po niemiecku. Przemknęli do autokaru jak burza. Co ciekawe najwięcej mówili obaj zawodnicy, którzy zawinili przy bramce Fernando Torresa - Phipipp Lahm i Jens Lehmann. Spokojni, zimni, bez śladu jakichkolwiek emocji...

 

Lahm powiedział, że mógł co najwyżej sfaulować Torresa na polu karnym i dostać czerwoną kartkę. Stwierdził, że Niemcy nie przegrały z powodu tej bramki, ale tego, że tym razem zbyt słabo zagrały w ofensywie. Dodał, że już myśli o mundialu w RPA, gdzie Niemcy postarają się zagrać w finale inaczej. Bo skoro na poprzednim turnieju dwa lata temu przegrali w półfinale, tutaj w finale, to za dwa lata w Kapsztadzie czy innym Johanesburgu...

 

Razem z Darkiem Wołowskim słuchaliśmy obrońcy Bayernu mokrzy od hiszpańskiego szampana, ślizgając się na podłodze. Chwilę wcześniej do mix zony jak wariat wpadł David Villa i skropił wszystkich gestem kierowców Formuły 1. Po chwili cała duszna salka zatrzęsła się hukiem. Z gromkim „lala- lalalalala! E Viva Espana!” do mix zony wtoczył się „pociąg” złożony ze wszystkich reprezentantów Hiszpanii.

 

Na czele w roli maszynisty paradował kapitan Iker Casillas w koszulce jakiegoś niemieckiego piłkarza. Za nim, opierając mu ręce na plecach szedł, tańcząc kapitan Barcelony Carles Puyol w ogóle bez żadnych koszulki, a za nimi cała reszta. W kapeluszach torreadora, ktoś austriackiego policjanta. Szalony „pociąg” przetoczył się przez labirynt jakim jest strefa mieszana, zawrócił i - któryś z piłkarzy z wyrwanym dziennikarzowi z ręki mikrofonem - zniknął w szatni. Na ponad godzinę.

 

Kiedy wreszcie wrócili już na spokojnie, tak jak Niemcy wybiegali do najbliższego mundialu. - To spełnienie marzeń każdego z nas. Najpiękniejszy dzień w naszym życiu. Ale jesteśmy tak młodą drużyną, że jeszcze wiele możemy osiągnąć. Mistrzostwa świata już za dwa lata. To oczywiste, że pojedziemy do Afryki po tytuł - mówił Cesc Fabregas.

 

Zagrają tam jak zawsze i wygrają jak zwykle?

 

 

 EURO 2008 w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

 

11:54, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (24) »
niedziela, 29 czerwca 2008

 

Ciężko mi trzymać kciuki za Hiszpanię, mimo, że w każdym meczu na Euro gra piękny, ofensywny, przekonujący futbol (a nie tylko w trzech meczach jak Holandia). Mimo, że jej gra jest zaprzeczeniem tego co prezentowała Grecja cztery lata temu i „niemieckich cech futbolu”. z których tak dumni są finałowi rywale Hiszpanów, licząc, że doprowadzą ich do zwycięstwa. Mimo iż gwiazdy hiszpańskich klubów, Realu Madryt, Barcelony, Valencii, wreszcie zjednoczone w drużynę, grają tak samo dobrze jak w klubach.

 

Otóż całą przyjemność oglądania drogi Hiszpanów do triumfu mąci mi fakt, że odniosą go za sprawą trenera, który dawno powinien stracić swoją funkcję. Dzień po tym jak nazwał publicznie Thierry'ego Henry „czarnym gównem”.

 

Historia jest znana. Na jednym z pierwszych treningów z kadrą telewizja zarejestrowała, jak Luis Aragones (tu w portrecie Michała Szadkowskiego) motywuje swego napastnika Jose Antonio Reyesa: „Jesteś lepszy niż to czarne gówno (negro de mierda). Nie odpuszczaj! Musisz w siebie wierzyć”. Aragonesowi chodziło o rywala Reyesa z Arsenalu - Henry'ego. Aragones tłumaczył się, że to był tylko żart służący motywacji. Czuje się obywatelem świata, a nie rasistą. Ma wielu czarnych przyjaciół . - Zapytajcie Samuela Eto'o czy jestem rasistą - odsyłał do jednego z owych przyjaciół. Całe światowe media zatrzęsły się z oburzenia, domagając się głowy szkoleniowca. Skończyło się na grzywnie UEFA, która wyniosła 3 tysiące euro i upomnieniu od hiszpańskiej federacji.

 

Dwa lata później Aragones skutecznie odwołał się zresztą o kary i UEFA wycofała się z grzywny. Niepokorny trener pozwolił sobie przy tym na wielce dwuznaczny żart. Pytany o całą sprawę, odpowiedział publicznie: „Que coño Henry! Que coño Henry!" Słowo coño to bardzo wulgarne określenie kobiecych genitaliów. Słowa trenera można by przetłumaczyć więc jako „Ta p... Henry!”. Wprawdzie znający język hiszpański i obyczaje Iberów Darek Wołowski przekonuje mnie, że coño traktowane jest tam jak przecinek albo nasze słowo „prawda” (chłopczyk w sklepie może powiedzieć: „poproszę, prawda, pół kilo sera”). Ale Aragonés wiedział, że te słowa pójdą w świat.

„Wygramy następny mecz”, „Wygramy nastepny mecz”. Ramos: - Trenerze, juz mnie boli ręka! Aragones: - Przymknij się i pisz jeszcze 30 linijek. Joaquin, szykuj się! 

 

Nie wiem jak w Polsce, bo ciężko mi sobie wyobrazić taką sytuację z Leo w roli głównej, ale w wielu krajach Europy trener po czymś takim natychmiast straciłby pracę. Na pewno w Skandynawii, Niemczech, Holandii, Anglii, gdzie Glenn Hoddle został zdymisjonowany, gdy podzielił sie przemyśleniem, że „niepełnosprawni płacą za grzechy z poprzedniego życia”.

Nie twierdzę, że Aragones jest rasistą. Być może nie jest, ale jego słowa - w czasie gdy wszędzie wokół trwa kampania antyrasistowska: „Stand up, speak up!” z udziałem Henry'ego zresztą, a UEFA od lat prowadził kampanię „Wykopmy rasizm ze stadionu” - były po prostu głupie i nieodpowiedzialne. Niegodne mądrego człowieka z Hortalezy, jak mawiają w Hiszpanii o Aragonesie. Dlatego ja, jeśli wraz ze swymi piłkarzami wzniesie dziś w górę srebrny puchar, będę czuł duży dyskomfort.

 

Dwaj przyjaciele z boiska: Raul i trener Aragones, który nie zabrał napastnika Realu Madryt na Euro 2008. Czy największy sukces hiszpańskiego futbolu naszych czasów nastąpi bez największej legendy hiszpańskiego futbolu naszych czasów?

 

 

 EURO 2008 w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

 

12:43, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (117) »
sobota, 28 czerwca 2008

 

„Odbiorą nam Euro 2012!” „Mecz otwarcia w Rzymie, finał w Paryżu!” - takimi tytułami epatowały nas Polaków (no, nas tu na Euro może trochę mniej) w ostatnim tygodniu czołówki niektórych gazet i portali. Cały naród rwie włosy z głowy „odbiorą czy nie odbiorą?” niczym przed laty pamiętne „wejdą nie wejdą?”.

 

Ja tu w Wiedniu zachowywałem spokój, ponieważ źródło tych informacji, czyli włoscy dziennikarze, samo do mnie przyszło, machając ręką z zakłopotaniem na wartość tych informacji. - Sezon ogórkowy w czystym włoskim wydaniu. Nawet nie myślenie życzeniowe, bo nikt w Italii specjalnie nie pali się do organizacji Euro 2012. Stadiony nie gotowe, ciężko byłoby znaleźć choć cztery, a i to trzeba by je gruntownie przebudować. Premier Silvio Berlusconi niczego nie obiecywał, nie ma na to pieniędzy. Dla niego o wiele ważniejsza jest choćby budowa mostu z Włoch na Sycylię, która pochłonie miliardy, ale i da zarobić komu trzeba - mówił mi Franco Zuccala.

 

Kolejne źródło, czyli szef UEFA, Michel Platini, który będąc Francuzem i byłym zawodnikiem Juventusu Turyn, miałby przeć ku rozwiązaniu włosko-francuskiemu, nas zapewnił dzisiaj rano, że póki co nie planuje nigdzie przenosić turnieju i zrobi wszystko, a nawet więcej, żeby Euro 2012 odbyło się w Polsce i na Ukrainie. - Na dziś nie mamy żadnego planu B. Plotki o przeniesieniu turnieju do innych krajów są bardzo niefortunne. Do tak dramatycznej decyzji jak przeniesienie turnieju gdzie indziej mogłoby dojść tylko w jednym przypadku: gdyby w stolicach obu krajów miało zabraknąć stadionów - powiedział Platini.

 

Powiedzmy, że mu wierzymy. Ale, ale. Znamienne, że najbardziej o stan przygotowań do Euro 2012 pytali Platiniego dziennikarze nie z Polski (nie dorwałem sie do mikrofonu) czy z Ukrainy, ale z... Niemiec. Co mówią w kuluarach? Że Polska jeszcze, jeszcze, ale sytuacja na Ukrainie jest bardzo zła. W lipcu potwierdzi to specjalna komisja UEFA, a we wrześniu w Bordeaux komitet wykonawczy powierzy organizację turnieju Polsce i... Niemcom. Ponoć w naszym kraju był już z tajną misją słynny Horst R. Schmidt, szef komitetu organizacyjnego MŚ w Niemczech, a obecnie MŚ w RPA, gdzie FIFA wysłała go by swą żelazną ręką ratował organizację turnieju.

 

Oczywiście może być w tym jakieś ziarno prawdy, ale trzeba brać pod uwagę, że niemiecka prasa też ma swój sezon ogórkowy. Za chwilę finał Euro 2008, kiedy wybrzmią emocje trzeba będzie o czymś pisać. Tak czy siak, w sumie Polska nie ma się czym martwić, choć ja wolałbym na finał Euro 2012 wybrać się do Kijowa niż znów, jak dwa lata temu do Berlina...

 

 

 

 EURO 2008 w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

14:02, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (37) »
piątek, 27 czerwca 2008

 

Niemcy są tak pewni zwycięstwa z Hiszpanami w niedzielnym finale w Wiedniu, że już przygotowali fetę na powitanie swoich zawodników. Odbędzie się w poniedziałek wieczorem w Berlinie pod Bramą Brandenburską, gdzie mecze reprezentacji na Euro 2008 ogląda ponad pół miliona widzów. Organizatorzy planują, że aż 1,5 miliona osób przyjdzie uczcić odzyskanie mistrzostwa Europy po 12 latach. Tyle ile przyszło w to samo miejsce podziękować kadrze za występ na ostatnim mundialu.

 

Niemcy są absolutnie przekonani, że pokonają Hiszpanię. W ogólnonarodowym sondażu, którego wyniki publikuje agencja SID, aż 73,1 procent pytanych wierzy, że mistrzostwo Europy zdobędą Ballack, Schweinsteiger, Podolski i spółka. Sukces drużyny Luisa Aragonesa za możliwy uważa tylko 9,9 procent. Pozytywnie pracę trenera Joachima Loewa ocenia aż 90,3 procent niemieckich kibiców. Źle: 0,7 procent.

 

Niemcy mają swoje powody, dla których uważają Hiszpanię za idealnego przeciwnika w meczu o tak wielką stawkę. Bo stylem gry i umiejętnościami zawodników przypominają Portugalię, z którą Niemcy łatwo uporali się w ćwierćfinale. Stłamszając rywali fizycznie, dominując w powietrzu i na ziemi. Mimo to nie będą w finale faworytem, odpada więc im całe ogromne ciśnienie...

 

Ale szykować zwycięskie party już teraz? Zły to znak. Dla Niemców. Ja rozumiem, że zorganizowani Niemcy nie mogą niczego zostawić na ostatnią chwilę. Ale przypomina mi się scena z ostatnich mistrzostw Europy, a widziałem ją dobrze bo siedziałem może jedynie kilka metrów od niej. Piłkarze Grecji i Portugalii wybiegają z tunelu na finał. Na ich drodze stoi Srebrny Puchar, o który zaraz zagrają. Jedni mijają go z lewej, drudzy z prawej strony. Jedynym piłkarzem, który nie może się powstrzymać, wyciąga rękę i dotyka Pucharu jest Luis Figo...

 

 

 

 

 EURO 2008 w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

 

13:45, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (54) »

 

A więc finał Niemcy - Hiszpania!

Czy ktoś się tego spodziewał? Ale uczciwie, proszę! Ja - nie. O ile jeszcze patrząc na naszą połówkę drabinki, można się było na jej końcu spodziewać Niemców (przed turniejem typowałem, że po półfinale z Portugalią), o tyle drugiego finalisty upatrywałem w drużynie z tzw. grupy śmierci. Przyznaję, że raczej Francję niż Włochy, nie dając specjalnych szans Holandii (to akurat słusznie, oszałamiające mecze grupowe okazały się tylko króciutką odsłoną „jasnej strony księżyca”...

 

Dosłownie przed chwilą trener Rosjan, Guus Hiddink żegnając się na konferencji prasowej z turniejem, życzył Hiszpanom powodzenia w finale, bo jak stwierdził „to drużyna, która naprawdę uwielbia grać w futbol”. Przypuszczam że znajdzie się mnóstwo kibiców, którzy podobnie pragnąc triumfu futbolu - po triumfie antyfutbolu greckiego sprzed czterech lat, dokonanego rękami, a raczej mózgiem taktyka z Bundesligi - też będzie trzymać kciuki za piłkarzy Luisa Aragonesa. Jednak pytany o szanse Hiszpanów z Niemcami, Hiddink mocno się skrzywił. I powiedział, że nie jest w stanie przewidzieć kto wygra, ani nawet wskazać faworyta w finale.

 

Ja też nie umiem. Niemcy w przeciwieństwie do Rosjan, zdominują Hiszpanów fizycznie. Nie dadzą się zabiegać, jak Rosjanie, którzy padli po godzinie. A w piłkę też grać potrafią, jeśli wspomnimy akcje Podolskiego z Schweinsteigerem z meczu z Portugalią czy Turcją. Wyobrażam sobie, że kibice Hiszpanów drżeć będą przy każdym stałym fragmencie pod swoją bramką. Sergio Ramos i Carles Puyol nie powstrzymają w powietrzu wszystkich: Michaela Ballacka, Mirosława Klose, a jak jeszcze przesunął się z własnego pola karnego obie wieże: Metzelder i Mertesacker...

Problem z Niemcami polega na tym, że ciężko przewidzieć jak akurat zagrają. Czy świetnie jak z Portugalią, a raz przeraźliwie słabo jak z Chorwacją, czy momentami z Turcją. 

Hiszpanie odnieśli największy sukces od 24 lat. W 1984 roku przegrali finał mistrzostw Europy z Francją. Teraz Niemcy też prawie grają u siebie...

 

  

 

 EURO 2008 w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

 

00:05, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (38) »
czwartek, 26 czerwca 2008

 

 

Wytracaliśmy czas przed meczem Hiszpania - Rosja gdy nagle w biurze prasowym podniósł się szum. Myślałem, że to kolejna ulewa. W Wiedniu leje co i rusz, często krople deszczu wzmacniają bryłki gradu. Biuro mieści się w wielkim namiocie tuż obok stadionu Ernsta Happela i kiedy pada wszystko się rusza, chrzęści, szumi...

 

Ale okazało się, że tym razem to nie deszcz. To włoscy dziennikarze, których tu jeszcze sporo zostało na turnieju (a mieli porezerwowane hotele do finału...) zaszemrali na wieść, że Marcello Lippi, trener który doprowadził Italię do mistrzostwa świata na ostatnim mundialu, wrócił na stanowisko. Niby to było wiadomo. Niby każdy się spodziewał, że Roberto Donadoni zostanie tylko w jednym przypadku: jeśli wywalczy mistrzostwo Europy. Ale reakcja i tak była spontaniczna i bardzo radosna.

 

- Bo przede wszystkim Lippi w ogóle nie powinien odchodzić - powiedział mi Luciano Manin. Ale odszedł i trudno mu się dziwić, bo po zdobyciu mistrzostwa świata odchodzili po ostatnich mundialach najwięksi: Luiz Felipe Scolari (2002), Aime Jacquet (1998), Carlois Alberto Parreira (1994), Franz Beckenbauer (1990)... Bo też jak tu jako trener mistrzów świata skupić się na eliminacjach i meczach z Maltą, Albanią czy Luksemburgiem (z całym szacunkiem)? A jeszcze piłkarze nasyceni sukcesem, ciężko ich zmobilizować. Po co Lippiemu było upokarzająca walka o awans do Euro do ostatnich minut z jakąś Szkocją.

 

Ale długo nie wytrzymał bez wielkiego futbolu. To że będzie bronił tytułu jest ewenementem. Trenerzy mistrzów świata jeśli w ostatnich latach wracali na kolejnych mundialach to na ogół z inną drużyną jak Scolari z Portugalią w 2006 czy Parreira z Arabią Saudyjską w 1998. Parreira bronił na ostatnim mundialu tytułu z reprezentacją Brazylii, ale nie własnego, wywalczonego przez Scolariego.

 

Ciekawa była pierwsza reakcja włoskich dziennikarzy. - No to Materazzi i Panucci rozegrali swoje ostatnie mecze w reprezentacji. Po pierwsze - konflikt charakterów. Po drugie o ile jeszcze Panucci rozegrał przyzwoity turniej, o tyle Matrix oderwał się od rzeczywistości. Fauluje bez opamiętania, jakby nie wierząc, że sędzia może go ukarać - mówił Franco Zuccela.

 

Jego zdaniem powrót Lippiego oznacza za to, że być może do kadry wrócą z emerytury Francesco Totti i Alessandro Nesta. - Dla Lippiego są w stanie to zrobić - mówi. Ale jego zdaniem to będzie czas takich piłkarzy jak 21-letni Daniele Dessena z Parmy albo 26-letni Alessandro Gamberini z Fiorentiny. - Roberto Donadoni nie był złym trenerem, potrafił wszystko oprócz natchnięcia zawodnika pewnością siebie. Lippi jest w tym mistrzem. Da szansę młodym i będą u niego grali jak z nut!

 

 

 

 EURO 2008 w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

 

20:43, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (10) »

 

Który z trenerów wszystkich pokonanych dotąd drużyn na Euro 2008 ma najmniej powodów do złożenia dymisji? A wręcz - żadnych najmniejszych powodów? Dla mnie - trener Turków Fatih Terim. Jego drużyna okazała się największą rewelacją turnieju (tu poczekajmy jeszcze na Rosję), a już na pewno najbarwniejszą i dostarczającą największych emocji drużyną Euro 2008. Co najmniej jeden turecki mecz - ten z Chorwacją przeszedł do historii futbolu. Wygraną z Czechami, przegraną z Niemcami też będziemy długo pamiętać.

 

A jednak Terim zrezygnował. To samo rozważa trener Chorwatów, Slaven Bilic. Drugi w moim prywatnym rankingu trenerów do których nie kona się przyczepić. Już w eliminacjach jego drużyna wstrząsnęła europejskim futbolem, eliminując z mistrzostw Europy Anglię. Euro bez Wayne Rooney'a, Franka Lamparda, Johna Terry, Rio Ferdinanda, a nawet Cole'ów Joe i Ashley'a to jednak był szok. Ale oczywiście eliminacje się nie liczą, Polska też w nich nieźle zamieszała. Liczą się zasługi na Euro. A tu Chorwacji wygrali wszystkie trzy mecze grupowe. W efektownym stylu pokonali faworyzowane Niemcy. O ich piłkarzy bój poczęły toczyć czołowe europejskie kluby, zgrzytając zębami, że Lukę Modrića ktoś capnął już wcześniej.

 

W ćwierćfinale z Turcją Chorwaci byli tak blisko historycznego awansu. Gol Ivana Klasnića minutę przed końcem dogrywki. Skończyło się wyrównaniem Semiha Senturka, chorwackimi pudłami w karnych i łzami Bilića na konferencji prasowej. Czy mógł coś zrobić w tych ostatnich sekundach dogrywki, by powstrzymać katastrofę? Utrzymać jakoś koncentrację piłkarzy, pewnych  stu procentach awansu? A może wyznaczyć innych strzelców karnych?

 

Moim zdaniem mimo straty kluczowego zawodnika w eliminacjach (ich króla strzelców, Eduardo da Silvy) ze wszystkich przegranych trenerów zrobił najwięcej. Zawiódł najmniej. A jednak to on wciąż nosi się z dymisją. Mało dymisją, porzuceniem zawodu trenera na zawsze, tak wielkim było rozczarowanie jakie tu przeżył.

 

Ciekawe, że podobnych myśli nie mieli ci trenerzy, którzy na Euro 2008 zawiedli najbardziej. Przede wszystkim Raymond Domenech, którego Francja, nie zdołała nawet wyjść z grupy. Z czołowymi zawodnikami świata jak Thierry Henry czy Nicolas Anelka i wschodzącymi gwiazdami do których miał należeć ten turniej jak Karim Benzema- wywalczył 1 punkt (słownie: jeden!). Po porażce stwierdził spokojnie, że „ma perspektywiczny zespół i jeszcze wiele może z nim osiągnąć, więc dlaczego miałby rezygnować?” I jakby kompromitacji było mało... publicznie oświadczył się narzeczonej!

 

Jakże to inne powody od tych, które sprawiają, że Bilić wciąż się waha czy zrezygnować. Bilić mówi, że „kocha futbol, kocha tych chłopaków”. - Nigdy nie zapomnę widoku ich ryczących w szatni po porażce. Z jednej strony nie chciałbym nigdy tego przeżyć. Z drugiej chciałbym z nimi jeszcze o coś powalczyć. Wrócić i z nimi wygrać! - mówi.

 

Podobnie jak Domenech żadnych wątpliwości nie miał Roberto Donadoni, trener mistrzów świata, którego Włochy rozczarowały i w rundzie grupowej i w ćwierćfinale z Hiszpanią. I Lars Lagerbaeck, którego Szwecja nie wyszła z grupy, choć późniejsze sukcesy Rosji, a zwłaszcza ich styl, może go i trochę usprawiedliwiają. Luiz Felipe Scolari i Marco van Basten, których Portugalia i Holandia rozczarowały ewidentnie, nie musieli się podawać do dymisji, bo już wcześniej wiadomo było, że czekają na nich ciepłe posady w Chelsea i Ajaksie Amsterdam. Nie słyszałem jednak, żeby posypywali głowy popiołem, a rozczarowanie wywołało u nich podobną refleksję nad sensem zawodu jak u Bilića.

 

Czech Karel Brukner zrezygnował, bo miał zrezygnować. Otto Rehhagel, trener mistrzów Europy, który przed pierwszym meczem robił sobie żarty z „nowoczesnej gry na pułapki ofsajdowe” Polaków, ale na Euro nie zdobył nawet punktu, też nie miał żadnych wątpliwości czy zostać. Ale też nikt w Grecji nie oczekiwał od niego dymisji, po tym co zrobił cztery lata temu. Jak tylko zechce, może pracować z Grekami dożywotnio.

 

A nasz Leo Beenhakker? I Polska rozczarowała, choć na pewno w dużo mniejszym stopniu niż Włosi czy Francuzi. Za co nasz trener ponosi winę może w 30 procentach. Wziął zresztą na siebie odpowiedzialność za niepowodzenie. Dobrze, że chce zostać i pracować dalej. To jedyne mądre wyjście w naszej sytuacji. A jednak jak zgrzyt zabrzmiały słowa Holendra, tłumaczącego dlaczego zostaje zamiast podać się do dymisji (której po za kilkoma przedstawicielami PMS i zaprzyjaźnionymi z nią redakcjami nikt od niego nie oczekiwał). - Jeśli ktoś da mi gwarancję, że mój następca osiągnie więcej z tymi zawodnikami, to chętnie ustąpię mu miejsca i odejdę dla dobra polskiego futbolu.

 

To nieuczciwe słowa, bo takiej gwarancji nie może dać nie tylko Janusz Wójcik ale nawet sam Marcello Lippi z asystentem Jose Mourinho. Ani nawet Fatih Terim, który właśnie stał się trenerem do wzięcia. I kto wie czy to właśnie nie Turek odnalazł by się lepiej w tym gigantycznym chaosie jakim jest polski futbol? A turecki chaos to może jedyny styl w jakim odnaleźliby się nasi zagubieni piłkarze?

 

 

 

 EURO 2008 w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

13:36, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (10) »
środa, 25 czerwca 2008

 

Każdy z nas tak sądzi, że Artur Boruc najlepszy był, prawda? Na szczęście tym razem to nie tylko nasza Polaków opinia, ale i powszechne, ogólnoeuropejskie wrażenie. Czytałem wypowiedź w niemieckich mediach Seppa Maiera (czyżby jednak Bayern Monachium na horyzoncie, panie Arturze? Byłoby bardzo, bardzo sehr gut!;-) A teraz rzuciłem okiem na BBC Player Rater, gdzie bramkarz reprezentacji Polski w rankingu na najlepszego zawodnika całego turnieju ustępuje jedynie... Andriejowi Arszawinowi. A wyprzedza, ho, ho, Davida Villę i Wesley Sneijdera, a z bramkarzy Edwina van der Sara (5. miejsce) i Gianluigi Buffona (10.). I to wyprzedza znacznie, co pokazuje punktacja.

 

Szczęśliwie w przeciwieństwie do podobnych rankingów, tego nie da się już podpompować sprawną akcją polskich internautów, największych patriotów w sieci, co to i w sondzie „La Gazetta dello Sport” dali Polsce 93 proc. szans na wygranie Euro 2008 i na jakimś angielskim portalu pozwolili naszej rodaczce wygrać plebiscyt na miss Euro (w sumie słusznie, gdzie tamtej Włoszce do naszej blondi było... o czym pisało zCzuba.

 

Na stronie BBC internauci głosowali po każdym meczu na każdego z zawodników w skali od 1 do 10 (oceny pozostałych Polaków nie chcecie znać, wierzcie mi). Arszawin, który jak pamiętamy zdążył dotąd zagrać tylko w dwóch meczach (ale jak!) ma średnią 9.02. Boruc za mecze z Niemcami, Austrią i Chorwacją ma średnią 8.37.

 

Zważywszy, że van der Sar i Buffon już sobie not nie poprawią, a Arszawin może swoją popsuć (czytam, że Luis Aragones na jutrzejszy mecz planuje przykleić mu aż dwa plastry w postaci Sergio Ramosa i Marcosa Senny, a nie są to bynajmniej plastry lecznicze, raczej zniechęcające jak te antynikotynowe, tak tu antyfutbolowe). Boruc może więc zostać uznany najlepszym piłkarzem turnieju. Nie byłoby to aż takim zaskoczeniem, bo zdarzało się już w przeszłości. Olivera Kahna wybrano najlepszym zawodnikiem mundialu w 2002 roku. W przeciwieństwie do Boruca dotarł tam aż do finału, ale też w tym ostatnim meczu z Brazylią w Jokohamie to jego błędy przesądziły o porażce.

 

W grze wciąż jest Iker Casillas, bohater rzutów karnych z Włochami i ostatni z najlepszych bramkarzy świata na turnieju. Jednak internauci, podobnie jak prezesi klubów szukających bramkarza, kierują się ilością obronionych pojedynków sam na sam w meczu, a nie rzutów karnych, bo ile ich przyszły bramkarz będzie ich bronił w lidze?

 

A gratulując Borucowi, niech jeszcze raz usłyszę, że Polska Mśl Szkoleniowa (PMS) i zaprzyjaźnione z nią media żądają od Leo Beenhakkera, by rozgonił swoich holenderskich współpracowników! Ja bardzo liczę, że Leo jednak namówi Fransa Hoeka, w przeszłości trener bramkarzy Ajaksu Amsterdam i Barcelony, który tak przygotował Boruca do turnieju, żeby przedłużył kontrakt z polską kadrą, bo wygasł mu po Euro...

Fot. Kuba Atys 

Czołowa „10" Euro 2008 wg BBC Player Rater

1. Andriej Arszawin (Rosja) - 9.02

2. Artur Boruc (Polska) - 8.37

3. David Villa (Hiszpania) - 8.13

4. Wesley Sneijder (Holandia) - 8.00

5. Edwin van der Sar (Holandia) - 7.96

6. Arda Turan (Turcja) - 7.85

7. Arjen Robben (Holandia) - 7.76

8. Ruud van Nistelrooy (Holandia) - 7.57

8. Fernando Torres (Hiszpania) - 7.57

10.Gianluigi Buffon (Włochy) - 7.53

 

 

 EURO 2008 w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

12:13, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (25) »
wtorek, 24 czerwca 2008

 

 

Dziennik „Polska” alarmuje, że „Beenhakker się łamie”...

 

„Leo mocno zastanawia się nad swoją przyszłością w Polsce, mimo że już w zeszłym roku przedłużył umowę do 2010 roku. Łamie się, czy w ogóle wracać do Polski” - cytuje „Polska” na swoich łamach jedną z osób, blisko współpracujących z selekcjonerem.

 

Alarm odwołany. Nie wiem z którą z osób „blisko współpracujących z selekcjonerem” rozmawiali koledzy z „Polski”, ale ja - chociaż ciągle jestem w Wiedniu, a nie w Polsce gdzie wszystko wiadomo lepiej - przed chwilą rozmawiałem z jedną z osób, która naprawdę „bardzo blisko współpracuje z selekcjonerem”. W dodatku ta osoba przed chwilą rozmawiała z selekcjonerem, z którym bardzo blisko współpracuje. Selekcjoner się nie łamie. Selekcjoner odpoczywa w Brukseli po turnieju i analizuje występ swojej drużyny. Analizę przedstawi podczas spotkania z PZPN 3 lipca.

 

Ujawni też plany i pomysły na grę w eliminacjach mundialu 2010, które zaczynają się już we wrześniu. Bez względu na to jak kto z nas ocenia to co się wydarzyło na Euro, dlaczego i przez kogo nie wyszło nam tak jakbyśmy wszyscy chcieli, żeby wyszło, warto będzie posłuchać wówczas co ma do powiedzenia Leo, z perspektywy kilkutygodniowego dystansu do tamtych wydarzeń. Czy przyzna się do błędów i jakich? Jakie będzie miał pomysły, żeby podobnych błędów uniknąć?

 

Chciałby się krzyknąć: „Leo, nie łam się! Pamiętaj: jasna strona księżyca!” gdyby nie to, że Leo „łamie się” wyłącznie na gazetowych kolumnach...

 

 

 

 

 

 EURO 2008 w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

12:44, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (33) »
 
1 , 2 , 3 , 4
sport.pl
Michał Pol - Strzeliłem kiedyś gola van der Sarowi z podania Zidane'a. Rzutów wolnych uczył mnie del Piero. Niestety trafiałem tylko w mur. Mimo to od czasu do czasu piszę i gadam o futbolu - przez 15 lat w „Gazecie Wyborczej” (1994-2009), dziś na Sport.pl i - głównie o Lidze Mistrzów - w nSporcie. Mam dysleksję, więc nie wytykajcie mi błędów. Są piłkarze, którzy nie potrafią wykonywać rzutów karnych...
@napisz do mnie