wtorek, 29 maja 2012

Jeszcze zanim zacznie się Euro 2012 chcę Wam polecić akcję „Gazety Wyborczej” i sport.pl Lider Animator, w której szukamy fajnych pomysłów na skuteczną promocję sportu. Mistrzostwa Europy miną szybko, zostaną po nich cztery cudowne stadiony i te same problemy z aktywnością fizyczną Polaków, jedną z najmniejszych w Unii Europejskiej, dzieciakami urywającymi się z nudnych, albo kiepskich WF-ów w szkołach czy nie mającymi gdzie i jak i na czym ćwiczyć po lekcjach. „Gazeta” od kilku lat ściąga Polaków z kanap i namawia do przeróżnej aktywności w takich akcjach jak „Polska Biega” i „Polska na Rowery”. Jeśli Ty także promujesz sport albo chcesz promować aktywność fizyczną wśród Polaków, weź udział w naszym konkursie, w którym nagrodami dla najlepszych animatorów jest wsparcie ich projektów - granty w wysokości od 10 do 15 tys. złotych. Dostaną je autorzy 15 najlepszych projektów.

Co zrobić, by zdobyć te pieniądze? Przede wszystkim trzeba być osobą pełnoletnią, napisać projekt aktywności fizycznej i wykonać jego prezentację. Projekt może dotyczyć dowolnej dyscypliny sportu, ale musi być realizowany na rzecz placówki oświatowej, wychowawczej albo jednostek samorządu terytorialnego. Od 16 kwietnia od 15 lipca projekt trzeba zarejestrować na stronie internetowej konkursu www.lideranimator.pl Tamże znajdziecie już profile wielu animatorów, zarys ich projektów, a nawet wideo z ich realizacji. I tak np. Szymon Szwed organizuje Lubasz Freestyle Night, bo postanowił udowodnić, że w małej miesjcowości jaką jest Lubasz można organizować wielkie wydarzenia o randze międzynarodowej, Miroslawa Belniak, nauczycielka WF z Zespółu Szkół im. Henryka Sienkiewicza w Wojcieszkowie wymyśliła program promocji zdrowia „Chcę być zdrowa - jestem sprawna i aktywna fizycznie" i w ramach hasła „Nie muszę, ale chcę" zawody sportowe i akcje dla swoich uczennic, a Szymon Młynek stara się aktywizować mieszkańców Gminy Pawonków, organizując im Tydzień Sportu Dla Wszystkich... 

Podziel się sportową pasją w programie "Lider Animator"


Największe szanse na uznanie mają autorzy prac uwzględniających zdrowotne i wychowawcze wartości sportu, angażujących jak największą liczbę uczestników, w tym także osób mniej sprawnych fizycznie i stawiających na nowatorskie rozwiązania. My wierzymy, że stawianie na ludzi z nowatorskim podejściem do promowania fizycznej aktywności to strzał w dziesiątkę. Jeśli, tak jak my, uważasz, że uprawianie sportu to najlepsza forma spędzania wolnego, czasu, ten konkurs jest właśnie dla Ciebie. Serdecznie zachęcam!

poniedziałek, 28 maja 2012

Dziś do Polski wróciły prochy Kazimierza Deyny. Jednego z trzech najlepszych piłkarzy w historii polskiego futbolu obok Włodzimierza Lubańskiego i Zbigniewa Bońka. Zapewne najlepszego technicznie piłkarza i prawdziwego generała środka pola jakiego kiedykolwiek mieliśmy, indywidualisty porównywalnego tylko z Bońkiem. Nigdy nie dowiemy się ile by jeszcze osiągnąłby w karierze, jakie wielkie trofea zdobył, gdyby pozwolono mu wyjechać z kraju do zagranicznego u szczytu formy w wieku 26 lat, a nie dopiero 31. A starały się o niego najlepsze kluby świata, z Realem Madryt na czele. Niestety w PRL było to niewyobrażalne, żeby oficer Wojska Polskiego szedł zarabiać szmal u wrażych imperialistów. W każdym razie w swoim czasie Deynę wymieniano jednym tchem obok takich gwiazd ówczesnego futbolu jak Franz Beckenbauer i Johan Cruyff, zajął zresztą trzecie miejsce za nimi w plebiscycie na najlepszego piłkarza świata w 1974 roku. Kto jest dziś tym trzecim piłkarzem, którego postawilibyśmy na podium obok Leo Messiego i Cristiano Ronaldo? Xavi, Andres Iniesta, Wesley Snejider, Kaka? Wówczas dokładnie ten sam status miał Deyna...

Przywiezienie prochów legendarnego, tragicznie zmarłego w wypadku samochodowym pod San Diego piłkarza (spocznie w Alei Zasłużonych w Warszawie na Powązkach Wojskowych) to znakomita okazja, żeby polecić Wam wydaną niedawno jego biografię, pióra dziennikarza Rzeczpospolitej, Stefana Szczepłka, człowieka, któremu Deyna tak bardzo ufał, że zagadnięty o wywiad, prosił Szczepłka, żeby ten sam go sobie napisał, bo przecież doskonale zna odpowiedź na każde pytanie. Któremu dał w prezencie gola z okazji ślubu i którego uczył niesamowitych uderzeń z wolnego (nawet CR7 by dziś docenił). Mnóstwo tam ciekawych historii, jak choćby podchodów czołowych polskich klubów i wspierających ich partyjnych kacyków o wyciągnięcie utalentowanego dzieciaka z Włókniarza Starogard Gdański, usuniecie przez Deynę w cień Lubańskiego i z kolei spektakularne ustąpienie miejsca na piedestale Bońkowi, jego sportowy i życiowy upadek w USA, zakończony tragiczną jazdą i wypadkiem, którego okoliczności do dziś zmuszają do zastanowienia czy nie zrobił tego specjalnie. Świetny portret wielkiego, niespełnionego talentu i postaci tragicznej. Oto rozmowa, którą przeprowadziłem na temat książki z jej autorem:

Deyna - wielki piłkarz, postać tragiczna - rozmowa z autorem biografii

Warto poznać historię Deyny, który w Polsce - mam wrażenie nie jest należycie doceniony, a już na pewno nie cieszy się porównywalną sympatią do innych Orłów Górskiego, po części z powodu introwertycznego charakteru, ale też i z powodu przynależności klubowej, bo był gwiazdą znienawidzonej Legii. Zwłaszcza, że 6 czerwca przed stadionem przy Łazienkowskiej 3 staraniem kibiców Legii (zebrali 220 tysięcy złotych) zostanie odsłonięty jego pomnik, a wschodnia trybuna stadionu zyska odtąd imię Kazimierza Deyny. Myślę jednak, że tyle lat po jego śmierci warto się wznieść nad klubowe podziały i docenić piłkarskiego geniusza tak jak wszyscy Anglicy niezależnie od klubu potrafią docenić trzech geniuszy z Old Trafford, których pomniki stoją przed stadionem Manchesteru United, George Besta, Denisa Law i Bobby Charltona...

 



18:00, francuski_lacznik , Co się wydaje
Link Komentarze (19) »
niedziela, 27 maja 2012

Jakby ktoś chciał prześledzić kulisy pracy dziennikarzy (mojej kolegów z mediów wszelkich) na zgrupowaniu reprezentacji Polskie w Lienzu, to wyglądało to tak:

Dziwny był ten ostatni dzień zgrupowania. Od samego rana wiedzieliśmy z różnych przecieków, kogo skreśli Franciszek Smuda, ale trzech zainteresowanych nie wiedziało. Mieli dowiedzieć dopiero po obiedzie. Może i lepiej, bo przynajmniej razem ze wszystkimi mogli oddawać się błogiej zabawie w siatkonogę. W turnieju trójek zwyciężyła ta w następującym składzie: Paweł Brożek - Eugen Polański - Łukasz Piszczek (zobaczcie na wideo efektowną przewrotkę tego ostatniego).

Obok boiska, po bieżni Dolomitenstadion biegał samotnie niezliczone kółka Łukasz Fabiański, któremu odnowiła się kontuzja barku i Euro 2012 skończyło się dla niego zanim zaczęło. Biegał ich tak dużo, że w pewnym momencie zaczęliśmy się zastanawiać czy nie dotknęło go to, co Forresta Gumpa i jak ruszy to zatrzyma się za dwa lata. Biedny Fabian...

Dziwne było jednak to, że my dziennikarze jedyną okazję na pogaduchy z piłkarzami mieliśmy w chwili gdy schodzi z boiska. Jak tu nie spytać Michała Kucharczyka czy Kamila Glika o skreślenie innej okazji nie będzie. Obaj byli zaskoczeni, bo choć zapewne znali doniesienia mediów od rana, oficjalnie nic nie wiedzieli, przykra rozmowa dopiero ich czekała. Kucharczyk podszedł do sprawy ze spokojem, zdając sobie sprawę, że to nie był dobry sezon w jego wykonaniu, kontuzja, spadek formy, niepewne miejsce w Legii. Dodał, że jest na tyle młody, że jeszcze wszystko przed nim, pakuje się więc i śmiga na zgrupowanie młodzieżówki wspomóc kolegów w eliminacjach. Glik, któremu sezon Serie B, zakończony awansem jego Torino skończył się w sobotę, był mocno rozczarowany. Głównie o to, że nie dostał od Smudy ani minuty szansy przekonania go do siebie. Powiedział:

Glik: boli, że nie dostałem szansy, nawet minuty gry...

Teraz wszyscy wracamy do Polski. Tu już wszystko będzie na poważnie. Szansa jest zbyt wielka, żeby ją spaprać. Mamy naprawdę dobrą jedenastkę i ze dwóch, trzech przyzwoitych rezerwowych, wśród których nieprzewidywalny Kamil Grosicki rzeczywiście może sporo wnieść wchodząc z ławki. Najpierw Andora, a potem chłopaki muszą powalczyć o wyjście z grupy!

Kto obejrzał vlogi, wie że chłopaki do treningów słuchały całkiem niezłej muzy: Mettalica, AC/DC, Paradise City Guns 'n' Roses. No to teraz, panowie: Welcome to the Jungle!



Nazwiska trzech zawodników skreślonych przez trenera Smudę z ostatecznej kadry na Euro 2012 jest tyleż ciekawa, co nieistotna, ponieważ gdyby Tomasz Jodłowiec, Michał Kucharczyk i Kamil Glik zostali zabrani na turniej, wątpliwe, żeby dostali okazję do gry choćby przez minutkę. Żal mi ich, spodziewam się, że muszą się czuć o wiele bardziej rozczarowani niż ci, którzy dostali się na listę rezerwowych jak Arek Piech albo zostali kompletnie pominięci jak Tomasz Kuszczak czy Artur Boruc. Bo byli na zgrupowaniu, liznęli już atmosfery wielkiego turnieju, zainteresowania mediów. Zostali wygnani z raju. Jodłowiec pogrzebał swoje szanse niezliczonymi błędami w meczu z Łotwą. Kiepsko będzie się czuł patrząc w TV, jak jego koledzy trenują na jego stadionie. Ma przynajmniej to szczęście w nieszczęściu, że prezes Polonii Warszawa, Józef Wojciechowski zarzucił pomysł ukarania piłkarzy za kiepski sezon treningami do końca czerwca. To dopiero byłoby piekło, zasuwać w ‘klubie kokosa’ gdy w tym samym czasie kadra toczy boje na Euro 2012.

Ostrzał Kucharczyka nie dziwi, bo najbardziej dziwił fakt, że w ogóle załapał się do 26 osobowej kadry, on a nie bramkostrzelni ligowcy Piech czy Jankowski. Może dlatego, że debiutował u Smudy i jesienią błyszczał w Ekstraklasie i europejskich pucharach? Wydaje się, że dzięki bramce z Łotwą status pierwszego zmiennika Roberta Lewandowskiego ma Artur Sobiech. Paweł Brożek zagrał fatalnie i z Łotwą i ze Słowacją, ale po pierwsze ma silne wsparcie silnych ludzi kadry, np. kapitana Kuby Błaszczykowskiego, i rzeczywiście jest z kadrą mocno związany. Ale w tej formie minut na Euro 2012 nie powinien dostać wiele.

Glik to kolejny skreślony środkowy obrońca. Od Smudy nie dostał żadnej szansy, żeby się pokazać, ale zbierał dobre recenzje z Włoch, Zbigniew Boniek mówił mi, że bardzo się rozwinął i dojrzał piłkarsko w Italii i że chwalił go mu trener Squadra Azzurra, Cesare Prandelli. Niby daleko w hierarchii w kadrze za Wasyle i Damienem Perquisem, pierwszych wchodzącym wydaje się młody Kamiński, kolejnym Grzegorz Wojtkowiak. W przypadku kontuzji, kartek, zawieszeń może trzeba będzie szyć, np. stawiając na środku Darka Dudkę. Co ciekawe - zwrócił na to uwagę na blogu Roman Kołtoń - urodzony w Jastrzębiu-Zdroju Glik ma również niemiecki paszport, w którym jego nazwisko pisze się Glueck (czyli... Szczęście). No ale w kadrze Szczęsny jest tylko jeden...

Skreślenie nieszczęsnego Glika, a zostawienie Adama Matuszczyka, który formą i całym sezonem nie zasłużył sobie na powołanie na Euro 2012 - parafrazując Leo Beenhakkera można powiedzieć, że jest daleki od tournament level, odczytujemy jako akt lojalności ze strony Smudy wobec piłkarzy z Niemiec, których namówił na grę dla Polski i nie chciał zostawić (chociaż akurat Matuszczyk zawsze chciał grać w biało-czerwonych barwach i nie zdobywał mistrzostwa Europy U-21 z reprezentacją Niemiec jak np. Sebastian Boenisch). Nie mogę sobie jednak wyobrazić sytuacji na Euro 2012, która zmusiłaby Smudę do wpuszczenia na boisko Matuszczyka w obecnej formie.

Niestety bowiem mecz ze Słowacją pokazał, że mamy nie 14 ale 11 dobrych piłkarzy i przepaść między nimi, a całą resztą. Brożek, Dudka, Matuszczyk, Adrian Mierzejewski, może nieco mniej Kamiński i Kamil Grosicki, to od razu osłabienie o jeden, dwa szczeble...

Perquis: gola dedykuję babci. Gest był dla tych, którzy nie chcą mnie w kadrze
sobota, 26 maja 2012

Różne były konkursy na tym blogu, literackie, typerskie, na najlepsze pytanie, ale takiego jeszcze nie było! Tym razem wspólnie z artifice.pl ogłaszam konkurs graficzny! Na najlepszą tapetę/plakat poświęconą Euro 2012. Oto konkretne zasady:

1. Liczba prac oddanych przez jedną osobę jest nieograniczona.
2. Dozwolone rozmiary tapety: 1024x768, 1152x864, 1280x720, 1280x768, 1280x800, 1280x960, 1280x1024, 1360x768, 1440x900.
3. Tematyką prac jest EURO 2012. Może to być ogólnie turniej, albo zapowiedź konkretnego meczu, np. Polska - Rosja (coś czuję, że takie plakaty już powstają niezależnie od mojego konkursu), możecie się skoncentrować na jednym piłkarzu lub drużynie. Pełna dowoloność.
4. W konkursie udział może wziąć każdy, bo wykonanie tutaj nie będzie najważniejsze, pod uwagę brany będzie również pomysł.
5. Termin oddawania prac: 5 czerwca.
6. Gdzie wysyłać prace? Nie da się ich zamieszczać w komentarzach pod blogiem, wiec ślijcie plizz do organizatora na adres: ksg18@o2.pl w temacie wpisując KONKURS EURO 2012.

Nagrodą w konkursie są koszulki Surge Polonia, (pierwsza na świecie marka odzieży patriotycznej łącząca tematykę patriotyczną z najnowszymi trendami designu), która sponsoruje konkurs. Dwójka zwycięzców będzie mogła wybrać sobie jedną z tych koszulek.

A na zdjęciu widoczne są okoliczności w jakich wrzucam post o konkursie na bloga. Niestety PZPN zamknął nam biuro prasowe w Lienz, bo pojechał z kadrą do Klagenfurtu. Ale zostawił w biurze net, którego nie ma w naszych pensjonatach, więc...:)

 



Tagi: konkursy
12:56, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (2) »
czwartek, 24 maja 2012

Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta

Czwartek był radosnym dniem dla większości reprezentantów Polski, przygotowujących się w Lienz do Euro 2012, z wyjątkiem dwóch. Szczęśliwie dla wszystkich był to ostatni dzień ciężkich treningów, od piątku zaczyna się wyświeżanie organizmów (trochę mi się to brzydko skojarzyło z nadawaniem świeżości wędlinom w supermarketach) - jak to ujął trener Remigiusz Rzepka, nadzorujący pracę amerykańskich specjalistów od przygotowania fizycznego z firmy Athlete’s Performance. Ciężkie harówka, a zwłaszcza ciągnięcie za sobą tzw. sanek ostro dały się we znaki piłkarzom. Robert Lewandowski mówił nam, że jeszcze tydzień takich treningów, a w meczu z Grecją biegałby tyłem. Brakowało mu zajęć z piłką, wolałby przystąpić do Euro 2012 na świeżości z Borussii. To samo mówił mi dziś jego klubowy kolega, Łukasz Piszczek. Na zakwasy narzekał Maciej Rybus, a Kamil Grosicki po meczu z Łotwą zastanawiał się czy świeżość przyjdzie na mecz z Grecją, czy dopiero w wakacje?

Jedynymi nieszczęśliwymi spośród tych szczęśliwców byli Piszczek i Kuba Błaszczkowski, którzy... zostali sromotnie zlani na playstation przez Darka Dudkę i Marcina Wasilewskiego. Dudi z litości nie chciał nam zdradzić wyniku, ujawnił za to, że para Dudek/Wasyl zawsze gra Realem Madryt, bo Wasyl jest wielkim fanem królewskich i zmusza Dudiego, natomiast Piszczek/Kuba grają jako... nie, nie Borussia Dortmund, ale... Manchester City. Nie przypuszczałbym.

ROZWIĄZANIE KONKURSU: ZAPYTAJ REPREZENTANTA

Ostatnia historia jest jednocześnie odpowiedzią na jedno z pytań ytseman23’a w konkursie Zapytaj Reprezentanta, ale akurat nie temu pytaniu postanowiliśmy wraz z organizatorami konkursu przyznać główną nagrodę, czyli koszulkę reprezentacji z podpisami wszystkich piłkarzy. Wygrywa croolick83 za pytanie do Roberta Lewandowskiego: Miałeś okazję nagrać reklamówkę z najlepszymi piłkarzami Europy - czy z którymś z nich nawiązałeś jakiś bliższy kontakt? Czy któryś z nich zrobił na tobie szczególne wrażenie? A może LeBron James?:) Czy z kręconą reklamówką wiążą się jakieś ciekawe historie, które możesz przytoczyć kibicom?A wygrywa dlatego, że zadał pytanie jakich piłkarze tutaj nie dostają od nas dziennikarzy zadających wyłącznie niezwykle mądre i ważne pytania na temat przygotowań do Euro 2012, tymczasem takie właśnie pytania piłkarze lubią najbardziej, a kibice najbardziej chcą znać na nie odpowiedź.

Z tych samych powodów drugie miejsce i dwa bilety na ostatni sprawdzian kadry przed Euro 2012, czyli mecz Polska - Andorra w Warszawie otrzymuje soldat939 za pytanie również do Lewego: Czy uważasz że umiejętności jakie przypisali ci autorzy gry Fifa 12 odpowiadają twoim rzeczywistym umiejętnościom i jak oceniasz swój wygląd w tej grze? Sam chciałbym znać odpowiedź, ale wstydziłem się zapytać;)

Trzecie miejsce ex equo i bilet na mecz Polska - Andorra otrzymują jakmen18 za zaskakujące, polityczne i lekko prowokacyjne pytanie do Damiana Perqusia: Co sądzisz o wyborze nowego prezydenta we Francji, czy brałeś udział w wyborach? ytseman23 za prośbę o komentarz o prowokacyjne wypowiedzi legendy polskiej piłki, Jana Tomaszewskiego nie korciło Was, aby mu odpowiedzieć jako Reprezentacja? Szczególnie ta ostatnia (m.in. o "kadrze hańby") była żenująca i poniżej jakiegokolwiek poziomu. Czy też może uważacie, że jakakolwiek polemika byłaby zniżeniem się do jego poziomu (w myśl zasady: nie kłóć się z idiotą, bo najpierw sprowadzi cię do swojego poziomu, a potem pokona doświadczeniem ;))? i bartusezg za ciekawe pytanie do Piszczka, które lekko zmodyfikowane zadałem mu dzisiaj: Na turniej w Austrii w 2008 roku pojechałeś w ostatniej chwili w zamian za Kube, miałeś najmniej czasu na przygotowanie się fizycznie na taki turniej bo przyjechałeś z urlopu. Dlaczego mimo tego, a także mimo że nie grałeś na swojej pozycji wielu uważało, że fizycznie prezentujesz się najlepiej z wszystkich? Uważa się, że kadra była pod tym względem źle przygotowana, czy uda nam sie tego błędu uniknąć tym razem?

Ale to nie koniec konkursu,. Nadal każdy z Was może zadać bezpośrednio pytanie trenującym w Lienz reprezentantom. Wystarczy, że umieścicie w komentarzach adres mejlowy do siebie, a organizatorzy akcji Łączy nas Piłka skontaktują się z kilkoma szczęśliwcami z Was i jutro nastąpi łączenie:) Dzięki za udział w konkursie (aha, ponieważ były o to pytania w poprzednich komentarzach - konkurs zorganizowałem społecznie, nic z niego nie mam poza satysfakcją, że kilku zaglądających na Polsport pasjonatów futbolu otrzyma fajne wspomnienie z Euro 2012;) i powodzenia!

Dwaj przyjaciele z boiska, także wirtualnego;)

wtorek, 22 maja 2012

Kiedy ostatni raz byłem na Woertherseestadion w Klagenfurcie, cztery lata temu na Euro 2008, reprezentacja Polski przegrała tu mecz „o honor” z drugim składem Chorwacji. Wcześniej na własne oczy obejrzałem porażkę drużyny Leo Beenhakkera z Niemcami na początek turnieju. Mecz z Łotwą był zupełnie inny, rozgrywany przy tak pustych trybunach, że słychać było jak Franz Smuda ochrzania swoich piłkarzy - z tego, co usłyszałem najbardziej dostało się Tomaszowi Jodłowcowi i Adrianowi Mierzejewskiemu. Oraz jak zawodnicy krzyczą do siebie. O dziwo Sebastian Boenisch krzyczał do Eugena Polańskiego po polsku: „Ojgen, plecy! Ojgen plecy!” Odbiór meczu jeszcze bardziej niesamowitym czynił fakt, że może nie na całym stadionie, ale na pewno w naszym sektorze słyszeliśmy komentarz Darka Szpakowskiego, czyli oglądaliśmy mecz na żywo z komentarzem. Zresztą zobaczcie sami początek meczu wyglądał tak:

Sam mecz oczywiście nie rzucił mnie na kolana i choć wygrany - nie był dużo lepszy od spotkań z Niemcami i Chorwacją sprzed czterech lat, gdzie przede wszystkim rywale byli dużo lepsi. Pamiętać jednak trzeba, że nie zagrała jedenastka, która 8 czerwca wyjdzie na Greków na Stadionie Narodowym, a w dodatku piłkarze są po ciężkich treningach wydolnościowych. Na plus na pewno zaliczam grę Łukasza Fabiańskiego. Miałem wątpliwości, czy jest sens powoływać rezerwowego bramkarza Arsenalu, który nie zagrał ani jednego meczu w Premier League, a ostatnie spotkanie o stawkę cztery miesiące temu. Fabian grą przeciwko Łotwie te wątpliwości rozwiał. Wojtek Szczęsny zapewnił mnie, że bark ma już wyleczony i trenuje normalnie, ale jakby co - odpukać w niemalowane - to można liczyć, że Fabian jest w stanie go zastąpić.

Artur Sobiech w castingu na zastępcę Roberta Lewandowskiego zdecydowanie wyprzedził Pawła Brożka. Tego Smuda od niego oczekuje: ma być jockerem, wejść w końcówce i rozstrzygnąć losy meczu jak z Hannoverem. Byłem sceptyczny co do Sobiecha, marzył mi się w tej jockerowej roli Tomasz Frankowski, ale mecz z Łotwą pokazał, że jest nadzieja. Zdecydowanie mecz na plus może też zapisać Kamil Grosicki, po którego dośrodkowaniu Sobiech strzelił zwycięskiego gola. Wasyl też nie dał plamy, choć w ostatnich minutach sprawdził refleks Fabiana. Żałowałem, że tak krótko zagrał Rafał Wolski...

Nostalgiczne zdjęcie sprzed czterech, ostatnie radosne, pełnie nadziei minuty przed rozpoczęciem meczu z Niemcami, kiedy tam bardzo wierzyliśmy w cuda Leo... (od lewej Darek Wołowski, Robert Błoński, ja i Rafał Stec jeszcze z palmą)



ps: może jeszcze nie po meczu z Łotwą, ale po ostatnim grupowym z Czechami wierzę, że będzie TAK, a w roli Davida Luiza wystąpi np Wasyl. Czy macie lepszego kandydata?;)

23:59, francuski_lacznik , Euro 2012
Link Komentarze (21) »
niedziela, 20 maja 2012

Monachijski finał to idealne zwieńczenie tego szalonego, nieprzewidywalnego sezonu pełnego paradoksów i zaskakujących wyników i rozstrzygnięć. Ligę Mistrzów wygrała 6. drużyna Premier League wywołując płacz nie tylko w Monachium, ale i Londynie (tzn. tylko w pewnej północnej części Londynu, reszta cieszy się z pierwszego Pucharu Europy w historii stolicy), bowiem Chelsea strąciła właśnie Tottenham do Ligi Europejskiej, choć zasłużył on sobie na Champions League całym długim sezonem (złośliwi mówią, że tylko Tottenham mógł przegrać w dniu, w którym nawet nie grał). Wygrała drużyna, której właściciel wpompował w nią setki milionów, ale to wyśnione, wymarzone trofeum wywalczył w najgorszym dla siebie z 10 sezonów, pod wodzą tymczasowego trenera-żółtodzioba, co do którego nadal nie jest pewne czy zostanie na dłużej (Roberto di Matteo właśnie dołączył do panteonu sześciu włoskich trenerów, którzy wygrywali Puchar Europy - Trapattoniego, Sacchiego, Rocco, Lippiego, Capello i Ancelottiego - zatrudnienie nowego trenera byłoby zbrodnią, którą powinien zająć się trybunał w Hadze). Drużyna, której piłkarze (Ashley Cole, Didier Drogba) sami przyznają, że byli gorsi i powinni byli przegrać, ale ani na chwilę nie stracili wiary, a ich duch walki był przeogromny (jakże to inspirujące dla nas przed Euro 2012!). Tak jak z Chelsea przegrała Barcelona, choć prowadziła już u siebie na Camp Nou 2:0, grała z przewagą, a Leo Messi stanął przed jedenastką, tak i Bayern nie wykorzystał swojej dominacji, trafiając do siatki tylko raz na 45 strzałów na bramkę Petra Cecha. W futbolu nie zawsze wygrywa lepszy. Gdyby tak było - jak filozoficznie stwierdził prezydent Barcy, Sandro Rosell - zawsze wygrywała by Barcelona. Swoją drogą czy zauważyliście, że od pięciu lat obowiązuje zasada, że Ligę Mistrzów wygrywa albo Barca, albo drużyna, która ją wyeliminuje pod drodze? Wygrała drużyna, która w finale wystąpiła bez czterech absolutnie kluczowych piłkarzy, w tym charyzmatycznego kapitana.

Myślę, że sprawiedliwości stało się zadość o tyle, że w Monachium w ogóle nie powinno było dojść do dogrywki i dramatycznych karnych, które były loterią. A to dlatego, że po 90 minutach było 1:1, a przecież to Chelsea grała na wyjeździe;) To taki żart o 2.00 nocy po powrocie ze studia. Szczerze gratuluję Chelsea sukcesu i cieszę się, że do grona zwycięzców dołączyła kolejna drużyna, bo to pierwszy taki przypadek od wygranej Borussii Dortmund w 1997 roku. Od tamtej pory wygrywali wciąż ci sami co kiedyś. Poza tym to już czwarty przypadek, że finał Pucharu Europy w Monachium wygrywa drużyna, która nie miała dotąd tego trofeum (przed CFC - Nottingham Forest, Olympique Marsylia, Borussia Dortmund). Najwyraźniej przeznaczeniem Chelsea było wygrać tę edycję. Los musiał jej oddać to, co zabrał skazując Johna Terry’ego na poślizg w decydującej jedenastce podczas finału w Moskwie. Ktoś złośliwy napisał mi na twiterze, że Niemcy byli skazani w tym meczu na porażkę, skoro rozpoczął się on o 19.45 (GMT).

Dwaj najwięksi bohaterowie meczu to bezsprzecznie Petr Cecha i Drogba. Triumf tego ostatniego cieszy mnie najbardziej. Gol strzelony Napoli, gol strzelony Barcy na Stamford Bridge, dwa karne po jego faulach, oba zmarnowane przez Messiego i Arjena Robbena, gol który dał Chelsea dogrywkę, wreszcie decydujący rzut karny, wykorzystany perfekcyjnie (co ciekawe, sam Drogba za najważniejszy punkt zwycięskiej kampanii uznał Drogba wybicie piłki z linii bramkowej przez Cole’a w Neapolu po strzale Maggio, bo byłoby 1-4 i już po nas. A przecież później było zwolnienie Andresa Villasa-Boasa, niesamowity rewanż pod wodzą di Matteo i gole najważniejszych weteranów: Terry’ego, Franka Lamparda, Branislava Ivanovića i Drogby właśnie, oba mecze z Barceloną, heroiczne parady Cecha i kluczowy gol na Stamford i gol Ramireza do szatni na Camp Nou...). Dla Drogby to już była ostatnia okazja, smutni Bawarczycy mają szanse zagrać w finale Ligi Mistrzów jeszcze nie raz. Na konferencji prasowej kluczył, nie zadeklarował, że zostanie w Chelsea, ani że odchodzi. Chciąłbym go nadal oglądać co tydzień w Premier League, ale jeśli skusi się fortuną oferowaną mu w Chinach czy Emiratach, zrozumiem go, bo wiem, że za pieniądze nie kupi sobie trzeciego Bentley’a, ale zasili swoją afrykańską fundację, która buduje szpitale w Abidżanie i wspomaga biedaków nie tylko z jego ojczystego Wybrzeża Kości Słoniowej, ale całego regionu. Jak mówią w Afryce Zachodniej, Drogba posłał windę na dół. Dlatego cieszę się, że tak wieli piłkarz dostąpił spełnienia...

piątek, 18 maja 2012

Zgrupowanie reprezentacji Polski w austriackim Lienz trwa w najlepsze, chłopaki na razie odreagowują sezon, dla jednych lepszy, dla innych gorszy - Paweł Brożek jest wprawdzie zadowolony, że poznał tak wielki klub jak Celtic (szkoda, że bardziej od strony szatni, ławki i trybun) ale deklaruje, że najbardziej chciałby wrócić do domu, czyli do Wisły. Z kolei Łukasz Fabiański, kluczył, zbaczał, jechał Czesławem Mozilem żeby nie powiedzieć niczego złego na Arsene Wengera, ale w końcu zadeklarował, że nadszedł koniec jego przygody w Arsenalu. Żałuję, że nie ma mnie tam na miejscu, ale nie mogłem wyrwać się z Warszawy przed finałem Ligi Mistrzów. Ale w poniedziałek dojadę do chłopaków, podobnie jak mistrzowska trójka z Borussii Dortmund i Wojtek Szczęsny i wtedy sobie pogadamy.

Fabiański: mam nadzieję, że moja przygoda z Arsenalem dobiegła końca

Ale mam dobrą wiadomość i dla Was. Kto chce też może pogadać z wybrańcami Franza Smudy i to osobiście. Wystarczy wziąć udział w konkursie poprzez stronę „Łączy nas piłka” w Google+. Wygląda to tak, że od 16 do 22 maja możecie tam zadać pytanie piłkarzom i to nie jedno. Autorzy najciekawszych będą mieli szansę zadać je osobiście podczas Spotkań w Google+, czyli wideorozmów z zawodnikami reprezentacji, które odbędą się 23, 24 i 25 maja. Za pośrednictwem Spotkań Google+ rozmawiali już internautami m.in. Barack Obama, Dalai Lama i David Beckham, teraz czas na naszych chłopaków!

Pochodna konkursu odbędzie się tutaj. Autorzy najciekawszych pytań do kadrowiczów, którzy zamieszczą je w komentarzach na Polsporcie mogą wygrać koszulkę reprezentacyjną z podpisami wszystkich zawodników (także tej trójki, która ostatecznie nie załapie się na Euro 2012) oraz bilety na ostatni sprawdzian przed meczem otwarcia, czyli Polska - Andorra. Piszcie, tylko pamiętajcie, że muszą to być pytania, które rzeczywiście da się zadać zawodnikom w tym konkretnym momencie. Np. pytanie do Marcina Wasilewskiego o to, co naprawdę wydarzyło się w kolońskiej taksówce, choć ciekawe, zapewne pozostałoby bez odpowiedzi i odebrało Wasylowi ochotę na dalsza rozmową. A zatem pytajcie! Kto pyta, nie błądzi, nie ma kiepskich pytań itd.;)

 

Tagi: konkursy
13:39, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (56) »
 
1 , 2 , 3
sport.pl
Michał Pol - Strzeliłem kiedyś gola van der Sarowi z podania Zidane'a. Rzutów wolnych uczył mnie del Piero. Niestety trafiałem tylko w mur. Mimo to od czasu do czasu piszę i gadam o futbolu - przez 15 lat w „Gazecie Wyborczej” (1994-2009), dziś na Sport.pl i - głównie o Lidze Mistrzów - w nSporcie. Mam dysleksję, więc nie wytykajcie mi błędów. Są piłkarze, którzy nie potrafią wykonywać rzutów karnych...
@napisz do mnie