czwartek, 28 maja 2009

 

Miałem coś jeszcze napisać o finale Ligi Mistrzów, a zwłaszcza paradoksie Pepa Guardioli, trenera, który rozpoczyna karierę w miejscu, o którym wszyscy pozostali trenerzy świata marzą, żeby skończyć. Najbardziej poruszyło mnie to komu zadedykował ten niesamowity sukces. Nie żonie, mamie, szarej eminencji na Camp Nou czyli Johanowi Cruyffowi, który uczynił swego kapitana trenerem Barcelony, nie aktualnemu prezydentowi Barcy, Joanowi Laporcie, nie Barakowi Obamie czy komu tam jeszcze, ale...

 

...legendarnemu obrońcy AC Milan, Paolo Maldiniemu który po 25 latach wiernej służby w barwach jednego klubu w minioną niedzielę zakończył piłkarską karierę. A wykonując ostatnią rundkę wokół murawy San Siro po przegranym meczu z Romą został wygwizdany przez ultrasów Milanu, którzy wywiesili transparent przeciwstawiający mu innego wielkiego kapitana, Franco Baresiego. Jak się okazuje poruszyło to nie tylko mnie, ale i trenera triumfatorów Ligi Mistrzów.

 

- Dedykuję to zwycięstwo Paolo Maldiniemu, który nie powinien odczuwać smutku, ponieważ ma miłośników w całej Europie i na całym świecie - powiedział Guardiola.

 

Na ziemię sprowadził mnie były trener Polonii Warszawa, Jacek Zieliński, który publicznie zadeklarował, że wkrótce wysadzi Franciszka Smudę z fotela trenera Lecha Poznań. - Nie będę robił tajemnicy z faktu, że prowadziłem rozmowy z przedstawicielami poznańskiego klubu i w zasadzie doszliśmy do porozumienia. Wiele wskazuje na to, że latem zostanę trenerem Lecha i zastąpię Franciszka Smudę - powiedział w rozmowie z 'Przeglądem Sportowym'. Otóż powinien Pan robic tajemnicę! Dla mnie to skandali. Smuda być może już wie, że w sobotę poprowadzi drużynę po raz ostatni, ale z szacunku dla niego dla kibiców i piłkarzy to władze klubu powinny ogłosić następcę, a nie on sam w wywiadzie prasowym.

 

I bez tego uważałbym tę zamianę za chybioną, bo wątpię czy Zieliński to właściwy człowiek do szatni Lecha i jej zawodników. Ale po tym numerze jestem pewien, że jego kariera nie potrwa tam długo. Jak ktoś tak zaczyna...

 

 

 


 Ligi europejskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

16:19, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (29) »



Stało się! Barcelona wygrała Ligę Mistrzów, Barcelona nie pozwoliła obronić trofeum Manchesterowi United. Najlepszą drużyną Europy została drużyna autentycznie najlepsza, najskuteczniejsza, grająca najbardziej porywający futbol na Starym Kontynencie. Można by rzecz, że 'sprawiedliwości stało się za dość', gdyby nie to, że nie był to pojedynek dobra ze złem, pięknej królewny Barcy ze złą macochą, czyli Chelsea za czasów Jose Mourinho. Do środowego wieczoru MU był taką drużyną jak Barca. Czemu zgasł po 8 minutach naporu i groźnych strzałów Cristiano Ronaldo? Wydaje mi się, że dlatego, iż Alex Ferguson nie obmyślił na finał żadnej specjalnej taktyki, nie miał żadnego pomysłu na Barcę. Po prostu kazał swoim ludziom grać 'swoje'. Tymczasem o wiele bliżej pokonania Katalończyków była Chelsea, której trener Guus Hiddink, który opracował na Barcę specjalna taktykę i tylko błędy sędziego Ovrebo i geniusz Iniesty sprawiły, że nie odniósł pełnego sukcesu (ale Chelsea to jedyny rywal, na bramkę którego Barca zdołała oddać tylko jeden celny strzał w całym meczu.

Poza tym wszyscy ludzie Fergusona zawiedli go i to zwłaszcza ci zwykle niezawodni jak Edwin van der Sar (mógł się lepiej zachować przy pierwszym golu), obie wieże Nemanja Vidić (pierwszy gol) i Rio Ferdinand (no jeśli gola strzela pilnowany przez niego Leo Messi - 169 cm wzrostu!), Patrice Evra, Wayne Rooney (chyba w meczu z Arsenalem zatarł mu się silnik), Ronaldo, który dobrze grał tylko przez 10 minut, Ryan Giggs (ale w sumie trudno mieć pretensje)…

Leo Messi wygrał medialny pojedynek z C.Ronaldo, choć gdyby nie bramka (co za bezczelność - pierwszy gol angielskiej drużynie na 11 meczów strzelił głową!) to byłby to bardzo przeciętny występ. Pewnie odbierze Portugalczykowi 'Złotą Piłkę' zdetronizuje w pozostałych plebiscytach. Tymczasem ja tytuł najlepszego piłkarza roku wręczyłbym ex quo (warto stworzyć precedens!) Xaviemu i Inieście. Co ci faceci grali, rany boskie! Nikt dokładniej nie podaje, nikt tyle nie widzi. Kiedy Iniesta mknął na pole karne MU z piłką przylepioną do nogi, trener Legii Jan Urban, z którym oglądałem finał, pomrukiwał wesoło: 'zagram, a może nie zagram, zagram, a może nie zagram', jak w reklamie Plusa…



Ależ mądrze zagrała Barcelona. Atakując cały czas, jak to zwykle ma, ale nie szaleńczo, dając okazje do kontr jak z Chelsea. Rozważnie nie romantycznie (posiadanie piłki - 52 procent, co jest chyba najniższym wynikiem w sezonie). Zastanawiam się czy to efekt geniuszu Pepa Guardioli czy braku w składzie ofensywnych bocznych obrońców Daniego Alvesa i Erica Abidala? Paradoksalnie ich zastępcy - Silvinho i Carles Puyol, którzy mieli być na tych pozycjach największymi minami, okazali się  jednymi z najlepszych zawodników meczu.

Pep Guardiola przeszedł do historii! W pierwszym sezonie pracy zawodowej wywalczył wszystko co było do zdobycia: mistrzostwo Hiszpanii, Puchar Króla i podbił Ligę Mistrzów, wystrychując przy tym na dudka najszczwańsze lisy w tym biznesie - Alexa Fergusona i Guusa Hiddinka. Jak ktoś tak zaczyna to jak skończy? Inna rzecz, że kto inny rozpoczynając pracę od zera od razu dostaje do ręki taką drużynę jak FC Barcelona z możliwością wyrzucenia z niej na początek Ronaldinho? Takie rzeczy, panie to tylko w Championship Managerze! No to odpalam...!




 Liga Mistrzów i ligi europejskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

wtorek, 26 maja 2009

Skandal! No powiedzcie sami czy oba wielkie kluby, Manchesteru United i FC Barcelona, które w środę wieczór staną na przeciw siebie w NASZYM finale Marzeń traktują ten finał poważnie? Najpierw działacze obrońcy trofeum przywieźli to trofeum do Rzymu (i jeszcze parę innych co ostatnio zdobyli, żeby poszpanować) w siatkach z supermaketu...


na szczęście, kiedy już przekazali Puchar Europy włoskim organizatorom finału, ci powierzyli ochronę srebrnego trofeum swoim najlepszym, najbardziej sprawdzonym ludziom...


A co powiedzieć o piłkarzach, którzy zamiast skupiać moc przed wiekopomnym meczem i koncentrować nad tym, by stworzyć dla nas jak największe show, nie tylko w najlepsze robią sobie jaja ale jeszcze ryzykują zdrowiem swoich kolegów, których przez ich wygłupy może zabraknąć w środę wieczór na boisku! Mówię tu o Berbatovie Dymitarze, napastniku MU, który zamiast ćwiczyć strzały na bramkę i kombinować jak pokonać Victora Valdesa, na treningu w Rzymie... miotał oszczepem! Na razie światowe agencje milczą czy były jakieś ofiary wśród zawodników mistrza Anglii albo w sztabie szkoleniowym...


... a z kolei Messi Lionel, którego pojedynek z Cristiano Ronaldo o tytuł najlepszego piłkarza świata ma być ozdobą wieczoru, wisienką na torcie, zamiast doskonalić umiejętności wraz z kolegami, gdy ci ćwiczyli na treningu, bezczelnie poszedł sobie na trybuny poczytać! 


Czytać przed tak ważnym meczem! Za chwilę się jeszcze dowiemy, że w niedzielę był jeszcze w teatrze... Nie no, to ja dziękuję za taki finał... ;-)


 Liga Mistrzów i ligi europejskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!


poniedziałek, 25 maja 2009

Oczywiście nie za wszystkich, ale za tych cymbałów, którzy w taki sposób potraktowali Paolo Maldiniego w jego ostatnim występie na San Siro w barwach klubu, któremu służył przez 25 lat! Tych, którzy gwizdali, gdy po meczu robił rundkę wokół boiska...

 

Rozumiem irytację po 2:3 z AS Roma, rozumiem rozczarowanie sezonem, ciągłą dominacją Interu w Serie A, odpadnięcia z Pucharu UEFA ze żałosnym Werderem, wsciekłość na Berlusconiego. Ale czy za wszystko co Maldini zrobił dla klubu przez te wszystkie lata, w tych 901! występach, nie należała mu się od całego stadionu owacja na stojąco? Większość klaskała, ale na curva sud zawisł transparent z napisem „kapitan jest tylko jeden” i cyfrą 6, z którą przed laty grał Franco Baresi. Obaj są legendami i mają niezaprzeczalne miejsce w historii, czy naprawdę to był właściwy moment, by ich sobie przeciwstawić?

 

Mógł go docenić wieloletni rywal, Alessandro Del Piero, ktory powiedział: „on był najlepszy z nas wszystkich”. Mógł go docenić Alex Ferguson, który przyznał niedawno, że Maldini to najlepszy i ulubiony zawodnik ze wszystkich drużyny rywali, przeciw którym jego Manchester United potykał sie w Europie przez te ponad 20 lat pracy Szkota na Old Trafford. Mogli docenić nawet piłkarze Romy: „myślę, że jest największym piłkarzem wszech czasów na swej pozycji” - powiedział Francesco Totti. Nie potrafilło docenić Maldiniego ani powagi chwili paru głupków. Wyjaśnili to na innym banerze, który zwisł z tarasu: „na boisku byłeś niezmordowanym mistrzem, ale nie miałeś szacunku dla tych, którzy uczynili cię sławnym i bogatym”. - Chcieliśmy tylko dać jasno do zrozumienia, co myślimy o jego niektórych wypowiedziach i zachowaniach z przeszłości - wyjaśnił lider ultrasów Giancarlo Capelli, o pseudonimie Baron.

Czyli to przeszłość dopadła Maldiniego. Nawet w takiej chwili ultrasi nie mogli mu zapomnieć tych „żałosnych najemników”, jak ich nazwał, gdy w kiepskim sezonie 1997/98 opóźnili mecz z Parmą, rzucając na boisko pomarańcze. Ani tego jak po zdobyciu scudetto w następnym sezonie szybko pobiegł do szatni, tam świętować z kolegami zamiast z kibicami na murawie. Co tam siedem tytułów mistrza Włoch, pięć triumfów w Lidze Mistrzów, trzy Puchary Interkontynentalne, pięć Super Pucharów i Coppa Italia. „Bóg przebacza, kibic nigdy” - jak głosiło pamiene hasło na Cracovii. Nawet tak wielkim, nawet w takiej chwili. Ché vergogna… Myślę, że ci, którzy wtedy gwizdali, z czasem bardzo tego pożałują. 

 

 

 Liga Mistrzów i ligi europejskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

18:31, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (36) »
czwartek, 21 maja 2009



Serdecznie gratuluję Mariuszowi Lewandowskiemu zdobycia historycznego (pierwszego dla Ukrainy i ostatniego w ogóle) Pucharu UEFA. Ale jak czytam, a czytam na moim Sport.pl i słyszę w moich ulubionych stacjach telewizyjnych i radiowych, że Lewus  został ósmym Polakiem, który triumfował w europejskich rozgrywkach po Zbigniewie Bońku (wiadomo, Juventus Turyn), Józefie Młynarczyku (Puchar Europy z FC Porto), Andrzeju Bucolu (Puchar UEFA z Bayerem Leverkusen), Tomaszu Rząsie i Ebim Smolarku (to samo trofeum z Feyenoordem Rotterdam), Jerzym Dudku (pamiętny Stambuł i znów szczęśliwy dla Polaka) i Tomaszu Kuszczaku (rezerwowym w ostatnim finale Ligi Mistrzów, ale w rundzie grupowej aktywnym bardziej niż Edwin van der Sar) to przykro mi, że o kimś zapominamy.

A mianowicie o Sławomirze Wojciechowskim, który może czuć się pełnoprawnym zwycięzcą Ligi Mistrzów w barwach Bayernu Monachium w 2001 roku, choć jak Kuszczak nie zagrał w finale. Ale przecież rozegrał pełne 90 min. w przegranym co prawda 0:2 (Bayern był już pewny już awansu), wyjazdowym meczu z Dynamem Kijów. Meczu, który pamiętam doskonale, bo przeszedł do historii z racji tego, że po raz pierwszy w dziejach z opaską kapitana Bawarczyków pomykał piłkarz czarnoskóry - reprezentant Ghany Sammy Kuffour.

Wojciechowski wznosił w górę Puchar Europy, podobnie jak i srebrną paterę za zdobycie mistrzostwa Niemiec - co prawda fałszywą, bo prawdziwa czekała w Unterhaching na piłkarzy Bajeru Leverkusen, którzy jednak haniebnie przegrali. Wojciechowski jest umieszczany we wszystkich niemieckich statystykach jako zdobywca Pucharu Europy, więc nie wykreślajmy go, zwłaszcza, że cierpimy na taki dotkliwy deficyt bohaterów.

Jak śpiewała Brygada Kryzys, dlaczego, tutaj nie ma bohatera…?



 Ligi europejskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!


12:54, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (40) »
poniedziałek, 11 maja 2009



W 15-letniej pracy dziennikarza tylko raz spotkałem sportowca przyłapanego na dopingu, który przyznałby się do winy, powiedział: tak, brałem, dla lepszych wyników, dla kasy, dla złapania sponsora, utrzymania stypendium… Wszyscy inni ściemniali, że nigdy w życiu, że nie rozumieją skąd to, co jak i dlaczego, podając mniej lub bardziej wiarygodne wyjaśnienia. Tym jedynym sprawiedliwym okazał się Waldemar Kosiński, ciężarowiec, były olimpijczyk, medalista mistrzostw świata i Europy. Został zdyskwalifikowany dożywotnio, ponieważ była to jego druga wpadka i może dlatego zgodził się opowiedzieć mi o wszystkim: o pierwszym razie w wieku 28 lat, że jak już wziął koks, to żałował, że nie zdecydował się wcześniej zrobiłby jeszcze większą karierę.

Że stosował doping też dlatego, bo miał świadomość, iż podczas zawodów wszyscy rywale na pewno też są 'na koksie'. Ci co w ciężarach podchodzą pod rekordy świata, na czysto tego nie robią. Nie da rady, muszą brać jakąś szprycę. Że jego zdaniem ta reguła dotyczy wszystkich dyscyplin, w których wynik uzależniony jest od siły mięśni: od lekkoatletyki, przez kolarstwo, boks, piłkę nożną, po koszykówkę, kajakarstwo itd. A sportowcy dzielą się tylko na tych, którzy biorą i potrafią to ukryć, i na tych, którzy wpadają. Dlaczego najczęściej na dopingu łapią ludzi ze Wschodu, nas, dawnych Ruskich, zawodników z Bałkanów? Czy dlatego, że na Zachodzie nie ma dopingu, wszyscy czyściutcy? Oni po prostu korzystają z lepszych, droższych, trudniejszych do wykrycia środków. Jeden zastrzyk - sto dolarów. A podczas przygotowań trzeba wziąć serię od 60 do 100 dawek. Nas na to nie stać. Kupujemy tanie dziadostwo od Ruskich czy Litwinów - opowiadał. On sam wpadł na stosowaniu gonadotropiny - wyciągu z moczu ciężarnych kobiet, sprowadzonego z Litwy.


Ale Kosiński opowiedział mi też o swojej pierwszej wpadce sprzed lat. Zapewniał, że akurat wtedy był absolutnie czysty i że dzisiejszej sytuacji co by szkodziło mu się przyznać. - Naprawdę niczego wtedy nie brałem. Myślałem: może ktoś mnie celowo naszprycował? Raczej chyba wziąłem niechcący środek przeznaczony dla kogoś innego. Wykryto u mnie metadionę, którą się przyjmuje w tabletkach. Pamiętam, że wtedy na zgrupowaniu co rano dostawaliśmy kubeczek z różnymi lekami, witaminami. Kubki niby były podpisane. Ale ktoś coś pomylił, a człowiek już nie patrzył, co bierze. Mogłem niechcący wychylić kubeczek przeznaczony nie dla mnie… - opowiadał.


Nie pamiętam historii dopingowicza, w której próbka B dałaby inny wynik niż próbka A. I tak pewnie będzie w przypadku Kuby Wawrzyniaka. Ale na ile poznałem go osobiście, nie wierzę, żeby szprycował świadomie. Nie on. Nie wierzę, żeby potrzebował. Nie wracał do siebie po kontuzji, miał w Panathinaikosie pewnie miejsce w składzie i dobrze wiedział, że w przeczulonej Grecji kontrole są co krok. Kosiński mówił mi tak: - Szymon Kołecki, srebrny medalista z Aten nie musi brać. Ma dopiero 23 lata, jest zdolny, rozwija się szybko. Po co mu koks?. Wystarczy proteinka, witaminka i już. Też kiedyś taki byłem. Ale przychodzi moment, że pewnego ciężaru się bez wspomagania nie podniesie. Pewnej bariery nie przekroczy. Na czysto dochodziłem do pewnego wyniku, np. 350 kg, więcej nie dawałem rady. Frustracja, stres, a mięsień odmawiał. Trzeba było dać mu dawkę, żeby poszedł dalej. Z człowiekiem jak z samochodem. Silnik bez oleju się zatrze. Organizm bez dopingu męczy się, szarpie, katuje. Aż się zakatuje. Potrzebny syntetyczny olej. Potrzebny dopalacz, co ruszy ten mięsień. Młody silnik, jak Kołecki, jeszcze to zniesie. Ale zajeżdżony, zużyty jak ja nie da rady.


Wawrzyniak to jeszcze 'bardzo młody silnik'. Chcę wierzyć, że to paskudztwo znalazło się w jego organizmie przypadkiem. A jeśli tak to pytanie czy w Panathinaikosie czy na zgrupowaniu kadry? Bo chyba nie leczył przeziębienia gripeksem, nawet moja ośmioletnia córka wie, że zawiera efedrynę. Chyba, że to nie był przypadek… Dopiero teraz bowiem słyszę, że Grecy wcale go nie kupili za 1,5 mln euro, ale zapłacili pierwszą ratę zdecydują po sezonie co dalej… Okej, wiem że to daleko idąca teoria spiskowa, ale… no nie, Kuba nie po prostu nie chce mi się wierzyć, mógłbyś wykręcić sobie i nam tak beznadziejnie głupi numer. Wiem, że jesteś na to za mądry… Trzymaj się w tych cholernie trudnych chwilach!



 Ligi europejskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!


20:45, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (22) »
czwartek, 07 maja 2009



Tak, owszem, czeka nas finał-marzenie! Ale nie jestem w stanie dziś o nim myśleć. Ani o kapitalnym golu Andersa Iniesty: 93. minuta, Barca od pół godziny w dziesiątkę, pierwszy raz strzela celnie na bramkę Petra Cecha i trafia doi siatki. Co za dramaturgia, co za odmiana losu!

Nie wiem czy to widzieliście, ale jeszcze sporo po ostatnim gwizdku piłkarze Chelsea otaczali sędziego i wykłócali, machali rękoma, pokazywali na palcach, że nie dojrzał dwóch zagrań ręką w polu karnym. Zmierzający do szatni Didier Drogba zobaczył kamerzystę, podszedł do niego i kilka razy powiedział do nas wszystkich, patrząc prosto w obiektyw: „It's a disgrace! It's a fuckin disgrace!" (hańba, p… hańba).


I taka jest prawda, która nie pozwala mi dziś jeszcze cieszyć się z wymarzonego chyba przez wszystkich na świecie (może oprócz chłopaków z dzielnicy Chelsea) finału Manchester United - FC Barcelona. Nie po awansie w takich okolicznościach, nie po tak skandalicznym sędziowaniu! Sędzia Henning Ovrebo skrzywdził Chelsea. Ale gdyby nie ten gol Iniesty skrzywdziłby Barcelonę.

Zepsuł widowisko, zabił futbol!


Kardynalne błędy Norwega, z zawodu psychologa, ale chyba nie psychologa tłumu:
- Skandaliczna czerwona kartka dla Erika Abidala, który nawet nie dotknął Nicolasa Anelki.
- Kiedy tuż przed bramką w podobnych okolicznościach powalony od tyłu został Leo Messi, nawet nie gwizdnął, o kartce nie mówić (to wówczas zrezygnowany Pep Guardiola zawisł na szyi Guusa Hiddinka, szepcząc mu zapewne, że z tym arbitrem jego drużyna nie ma szans)
- Nie zauważył ewidentnego zagrania ręką w polu karnym Gerarda Pique
- Nie zauważył, że po strzale Anelki w końcówce, lecącą w światło bramki piłkę zatrzymał ręką Seidu Keita
- I jeszcze mnóstwo innych, których w emocji zapomniałem...



Na tym poziomie rywalizacji taka indolencja jest nie do przyjęcia. To już nie jest jeden „gol-duch", który wyeliminował Chelsea w meczu z Liverpoolem w 2005… Nie dziwię się frustracji Michaela Ballacka, który ledwo powstrzymał się przed przewróceniem Ovrebo na ziemię, Franka Lamparta, Drogby, Anelki... Chłopaki są już po 30. kto wie czy to nie była ostatnia okazja, żeby zdobyć to wymarzone trofeum. A tu odpadają po takich okolicznościach… Nie zdziwię się jak Hiddink odłoży klubową emeryturę o rok. Bo czy tak miał wyglądać jego ostatni mecz w europejskich pucharach?

 Choć z drugiej strony te błędy nic by nie znaczyły, gdyby Drogba wygrał choć jeden z tych pojedynków sam na sam z Victorem Valdesem, a napastnik jego klasy stanowczo powinien.

Dlatego o finale-marzeniu pomyśle jutro. Dziś łącze się w bólu, wściekłości i frustracji z "The Blues".
Futbol jest bardzo okrutny. Ale już szczególnie dla Chelsea, jeśli wspomnimy okoliczności porażki w Moskwie i tych z Barcą czy Liverpoolem…



 Liga Mistrzów i Puchar UEFA w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!


00:10, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (231) »
środa, 06 maja 2009


Manchester United drugi raz z rzędu w finale Ligi Mistrzów! Jako pierwszy obrońca trofeum od 12 lat! Nikt jeszcze trofeum nie obronił, ale Man Utd i Alex Ferguson dokonali już tyle rzeczy niedokonalnych, że… właściwie wszystko jedno Chelsea czy Barcelona. Żeby nie było wątpliwości - zagra w finale jak najbardziej zasłużenie. Oba mecze z Arsenalem były prawdziwie mistrzowskim pokazem siły, doświadczenia, zgrania, wielkich indywidualnych umiejętności. Cristiano Ronaldo zdaje się, przekonał ostatnich nieprzekonanych i jeśli jest jakieś ziarno prawdy w informacji o jego transferze do Realu Madryt (i przyjściu Francka Ribery'ego na Old Trafford, o czym pisałem w poprzedniej notce) to nie wyobrażam sobie tej sumy jakiej MU zażąda od „królewskich" - ten facet jest bezcenny jak Nike z Samotraki…
 
Ale co innego chodzi mi po głowie. Zastanawiam się jak bardzo źle zniósł ostatnią noc Kieran Gibbs. Kto wie jak ten mecz by się ułożył, gdyby nieszczęsny 19-latek nie poślizgnął się feralnie w 8. minucie, sprawiając prezent Park Ji-Sungowi. Przecież trwał okres burzy i naporu Arsenalu, MU nie mogło wyjść z własnej połowy, momentami rozpaczliwie wybijając piłkę na 40 metr. Kto wie jak potoczyłyby się sprawy gdyby Arsenal zdobył za chwilę gola. Tymczasem przypadkowy gol Koreańczyka, który kompletnie podciął „Kanonierom" skrzydła i po chwili Cristiano Ronaldo mógł ich dobić swoim cudownym strzałem z wolnego…
 
Czy to nie zadziwiające, że w kluczowych momentach rywale „Czerwonych diabłów" doznają takich poślizgów vide John Terry podczas rzutu karnego, który mógł zapewnić Chelsea zwycięstwo w Lidze Mistrzów. Do dziś żal mi go z tego powodu, bo wyobrażam sobie jak ktoś taki jak on musiał cierpieć. Biedny Gibbs, w dodatku jeszcze nie wiadomo po co ściągnięty po przerwie przez Arsene Wengera (przecież Emmanuel Ebue w żaden sposób nie mógł odwrócić losów spotkania), co musiało dodatkowo spotęgować dramat nastolatka.
 
No, ale taki jest futbol. Ktoś musi mieć łzy, nerwy, kaca i nieprzespane noce by mógł się radować ktoś…

PS: A 'propos fenomenalnego gola Cristiano Ronaldo z rzutu wolnego, proroczo nazwałem film o najlepszych golach 26. kolejki Ekstraklasy na Sport.pl „Brzyski jak Cristiano Ronaldo …" A tu okazuje się, że to chyba Cristiano Ronaldo szukał inspiracji w meczu Lecha z Ruchem… No zobaczcie sami…

Brzyski jak Cristiano Ronaldo, Nowak jak Panenka, czyli gole 26. kolejki

 

 Liga Mistrzów i Puchar UEFA w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

 

08:24, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (39) »
wtorek, 05 maja 2009

Według dzisiejszego „Guardiana” Franck Ribery w przyszłym sezonie będzie grał w Manchesterze United. Alex Ferguson miał ponoć złożyć Bayernowi Monachium ofertę o wartości 62,5 mln funtów, która uczyniłaby z Francuza najdroższego piłkarza świata. Oczywiście tylko do transferu Cristiano Ronaldo do Realu Madryt, bo rozumiem że tylko w takim przypadku MU sięgnąłby po Ribery'ego. Tutaj mój komentarz tej sprawie, który wygłosiłem na gorąco, prosto po zejściu z roweru, na którym dojeżdżam do redakcji. Ale po przesłuchaniu w sumie zgadzam się z tym co powiedziałem;-)

Proszę mi tu nie marudzić jak zazwyczaj, że to „dziennikarskie bzdury”, „wymysły wyssane z palca” etc, bo po pierwsze o sprawie napisał poważny „Guardian”, po drugie gdzie mam spekulować o tym czy CR7 jest lepszy czy gorszy od Ribery'ego jak nie na własnym blogu? To do malkontentów, od pozostałych zaś jak albiceleste10, mancunian-roo czy redloger (i wielu innych stałych bywalców) chętnie usłyszałbym czy uważacie, że opcja Ribery za Ronaldo istotnie wzmocniłaby Man United?

Na pewno nie marketingowo, pewnie, że w fan-sklepach mniej sprzeda się koszulek i gadżetów z francuskim brzydalem niż z portugalskim pół-bogiem. Ale piłkarsko moim zdaniem tak. Ribery w niczym nie ustępuje CR7 i pewnie gdyby grał w lepszym klubie i nie odniósł kontuzji na samym początku Euro 2008, spokojnie mógłby rywalizować z Ronaldo o tytuł najlepszego za ubiegły sezon. O ile pod względem dryblingu, szybkości, strzałów na bramkę, także z dystansu, rzutów wolnych i kreatywności może się równać z Portugalczykiem, o tyle góruje nad nim charyzmą, wolą walki, determinacją. Pod tym wzgldem niezawaham sie powiedzieć, że Ribery byłby inkarnacją swego wielkiego rodaka Erica Cantony...

Jestem pewien jednej rzeczy: Ribery na pewno odejdzie z Bayernu. Dość ma upokorzeń, a frustracja doprowadziła do tego, że celowo złapał czerwoną kartkę, żeby być jak najdalej od tego burdelu... Pytanie czy do Man Utd? Tzn czy sir Alex rzeczywiście zgodzi się sprzedać CR7 do Realu Madryt, bo przecież niedawno zarzekał się, że już nigdy nie zrobi interesu z „królewskim” klubem. Ale jak znów nastanie Florentino Perez i zastuka na Old Trafford ze 100 000 000 w kieszeni...?

Pardon, Cristiano qui? Je n'ai pas entendu...

 Liga Mistrzów i Puchar UEFA w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

15:46, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (44) »
sport.pl
Michał Pol - Strzeliłem kiedyś gola van der Sarowi z podania Zidane'a. Rzutów wolnych uczył mnie del Piero. Niestety trafiałem tylko w mur. Mimo to od czasu do czasu piszę i gadam o futbolu - przez 15 lat w „Gazecie Wyborczej” (1994-2009), dziś na Sport.pl i - głównie o Lidze Mistrzów - w nSporcie. Mam dysleksję, więc nie wytykajcie mi błędów. Są piłkarze, którzy nie potrafią wykonywać rzutów karnych...
@napisz do mnie