sobota, 31 maja 2008

 

Każda drużyna ma swojego twardziela. Czy to faceta od czarnej roboty i „zadań specjalnych” czy też po prostu twardych, nieprzejednanych facetów, którzy nie odstawią nogi, a jak trzeba to i głowy (patrz na oba cudowne zdjęcia Kuby Atysa z meczu z Schafhausen). A jak się z kimś zderzą, to pierwsi wstają z murawy. Czasem mają za zadanie wybić coś z głowy któremuś z rywali, żeby nie „kozakował”. Itd.

 

Nie wiem czy to przypadek, ale - być dla odreagowania swojej ponurej roli na boisku - twardziele bardzo często bywają jednocześnie największymi wesołkami w kadrze. Robiąc kolegom dowcipy, wygłupiając się (w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu) rozluźniają atmosferę, zdejmują z kolegów presję. A przy okazji najlepiej się w kadrze bawią. Np. w takiej Chelsea kimś takim jest John Terry. A polskiej kadrze przed laty byli np. Marek Jóźwiak czy Tomasz Hajto.

 

Hajto specjalizował się w żartach słownych, ale potrafił przestraszyć w tunelu Ole Gunnara Solskjaera przed wyjściem na mecz w Oslo, wygrany jak się okazało. Żarty Jóźwiaka były innego sortu: a to komuś w szatni przybił buty gwoździami do podłogi a to wysmarował spodenki od wewnątrz maścią rozgrzewającą. Ale kiedy trzeba było w tunelu przed meczem Ligi Mistrzów z Blackburn rąbnął z całej siły głową w ścianę (blaszaną na szczęście) dla wystraszenia Angoli. I wystraszył.

 

Wasilewskim postraszył Niemców kapitan reprezentacji Albanii, Altin Lala, który występuje w Hannover '96. Po meczu w Reutlingen stwierdził, że Polacy generalnie są zdeterminowani i grają brutalnie, na pograniczu połamania kości, ale już Wasyl z Mariuszem Lewandowskim są najgorsi ze wszystkich. - Kopią jeszcze bardziej niż ja - stwierdził z niejakim uznaniem.

 

Twardziel Wasyl nawet na ostatnim treningu przed wylotem z Donaueschingen udowodnił nam wszystkim, że dla kadry zdrowia nie żałuje i gotów głowę wsadzić wszędzie. Kiedy Leo Beenhakker ogłosił koniec na środku boiska włączył się zraszacz. Kilku piłkarzy uciekło z piskiem (nie powiem, którzy), reszta leżała wycieńczona i zrezygnowana na murawie. Tylko Wasyl odważnie zaatakował strumień wody, chroniąc kolegów przed totalnym zmoczeniem. I to głową! Bo ręce miał zajęte, a na stopach same skarpetki.

 

Leo parsknął śmiechem, reszta sztabu też (jeden z jego członków bowiem włączył nawodnienie obiektu), a piłkarze, których wcześniej bezlitośnie rozjeżdżał meleksem, gdy na rowerach śpieszyli na trening, odklaskali mu bravo. No i takiego Wasyla kochamy...J

 

10:29, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (29) »
piątek, 30 maja 2008

 

Rany boskie, no czy ten nasz Ebi nie myśli? Czy nie wie, że igra z losem i ryzykuje naszym występem na Euro 2008? Czy nasz najlepszy strzelec eliminacji naprawdę na każdy trening w Donaueschingen musi jeździć na rowerze bez trzymanki? A do tego umilać sobie drogę rowerową ekwilibrystyką? Fotoreporter „Gazety”, Kuba Atys był świadkiem jak takie nieodpowiedzialne zabawy mogą się skończyć? A jakby przeleciał przez ramę???

 

Ebi, czy ty przygotowujesz się do Euro 2008 czy do wyścigu Paris - Roubaix? Są chyba jakieś priorytety?! Ja rozumiem, że jak każde dziecko wychowane w Holandii, Ebi szybciej nauczył się jeździć na rowerze niż chodzić. Ale przecież tak ryzykować nie można. Gdzie jest trener, który na to pozwala? Trenerze, składam oficjalny donos na Ebiego! Ano jasne, trener też Holender. Sam ściga się na rowerze z Janem de Zeuwem, do tego nieczysto, bo chwyta się jadącego melexa. Co za przykład dla kadrowiczów!

 

Dobrze, że za moment reprezentacja Polski zacznie ostatni już trening w Donaueschingen. Rano lecą do Polski na mecz z Danią, a potem już do swej austriackiej bazy w Bad Watlersdorf. A tam już, mam nadzieję, nie będzie rowerów. Ale, ale. Jacek Bąk ostrzega za to, że mogą być narty. Piłkarze ligi austriackiej jako chyba jedyni na świecie nie mają w kontraktach klauzul o zakazie jazdy na nartach. Mało tego, zabierają je na zgrupowania i po treningach szusują, bo obok zawsze znajdzie się jakiś lodowiec. Mam nadzieje, że w hotelu w Bad Watlersdorf na wieść, że przyjeżdża kadra piłkarzy nie przygotowano 23 kompletów do supergiganta. Dopiero by się działo...

 

Ps: Nasz Kuba to jednak genialny fotograf. Nie dość, że potrafił przyłapać Ebiego na jeździe bez trzymanki to jeszcze w tej samej klatce sportretował siebie. Jak on to zrobił?

10:41, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (35) »
środa, 28 maja 2008

 

 

Jak człowieka przyprze, to zapomina o regulaminie. Zapomniałem o tym starym, dobrym przysłowiu z „Misia”. Kiedy zobaczyłem jak Michał Żewłakow wchodzi do biura prasowego przyparłem go z mikrofonem sport.pl do ścianki, na tle której nagrywamy rozmowy.


Godzinę wcześniej Leo Beenhakker ogłosił kogo skreśla z kadry na Euro. Piłkarze nie pala się do komentowania jego decyzji. W ogóle mają dziś dzień wolny i nie są skorzy do rozmów z dziennikarzami. Np. Maciej Żurawski wyraźnie acz grzecznie nam odmówił, tylko wskoczył do luksusowego audi S8 (silnik 5,2 litra) i z rykiem silnika pomknął na tzw „miasto”. Za kierownicą siedział Jacek Bąk, który podzielił się z nami refleksją, jak to dobrze wreszcie, choć na chwile wbić się w cywilne ciuchy. A wyglądał jak z żurnala. Słowem - ponownie cytując „Misia” - „dziś panowie mają relaks”... 

No więc na widok „Żewłaka” pomknąłem pytać o „skreślonych”, Niemców, Rogera et cetera... No i oczywiście zapomniałem wyłączyć komórki. A ta - zgodnie z prawem Murphy'ego - oczywiście zadzwoniła w trakcie rozmowy. Na co Michał zareagował słowami: „ooo, u nas w kadrze za coś takiego byłaby grzywna 500 euro! Mamy regulamin - za odebranie komórki na oficjalnym spotkaniu płacimy grzywnę i koniec. Obowiązuje od dzisiejszego posiłku”. 

I ujawnił, że „skarbnikiem” jest Artur Boruc, wiec można się domyślić, że w razie czego ze ściągalnością nie ma problemu. Na szczęście w namiocie prasowym go nie było... Czasami przestaje żałować, że nie jestem kadrowiczem...

  

Fot: Kuba Atys, Donaueschingen

14:41, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (19) »
czwartek, 22 maja 2008

   

To nowa świecka tradycja, że każda reprezentacja na Euro 2008 ma swój autobus, a każdy autobus ma jakieś motto. Mottem reprezentacji Polski na mistrzostwach świata w Niemczech było: „waleczni i niebezpieczni”, taaa nieźle zwłaszcza wobec końcowego efektu jaki osiągnęli pasażerowie. Chciałbym poznać tego kreatywnego, który je wymyślił...

Teraz na naszym autobusie będzie widniało skrajne w porównaniu z tamtym hasło: „...bo liczy się sport i dobra zabawa”. W sumie tak, choć parę innych rzeczy też sie liczy. No nie wiem, w tej sytuacji może rzeczywiście lepiej byłoby gdyby paru naszych reprezentantów powtarzało sobie przez całą drogę na stadion: „jesteśmy waleczni i niebezpieczni, jesteśmy waleczni i niebezpieczni, jesteśmy...”

 

A jak sobie poradzili inni? Pamietam, że na Euro 2004 najlepszy slogan mieli Grecy, który okazał się jakże proroczy: „Starożytna Grecja miała dziesięciu bogów. Współczesna ma jedenastu”. Piękne, choć ryzykowne, gdyby Grecja nie wyszła z grupy. Ale może właśnie zadziałało. Tym razem mistrzowie Europy się nie wysilili: „One team one dream!” Eeetam, jakie tam marzenie, skoro dopiero co je zrealizowali.

 

A np tacy Hiszpanie idą w bolesny realizm: „Pase lo que pase, SIEMPRE ESPANIA” (cokolwiek się stanie, zawsze Hiszpania). Ciekawe co może się zdarzyć. Czy przypadkiem nie „gramy jak nigdy, przegrywamy jak zawsze”. Czyżby Hiszpanie zabezpieczali się, żeby potem nikt się nie czepiał, że nadmuchali balon jak Jerzy Engel w 2002?

 

Szwajcarzy jak to Szwajcarzy - są do bólu konkretni. Jest autobus, to musi być trasa końcowa: „Endstation: Wien” (ostatni przystanek: Wiedeń). Dobrze, że nie zjazd do zajezdni. Żartuję, bardzo kreatywne w sumie, bo finał rzeczywiście we Wiedniu. Obawiam się jednak, że ciężko będzie dojechać tą trasą. Nie ma autostrady - kawałek miał przebiegać przez Polskę i wcięło...

 

Fajnie wymyślili Portugalczycy, w stylu kampanii prawdziwego autobusu: „Este autocarro movida a Vantade de Vencer” (ten autobus napędza wola zwycięstwa). Naprawdę dobre. Turcy idą w metafizykę: „Turkyie ajki bu otobuse sugar mi?” (czy turecka pasja zmieści się do tego autobusu?) To jedyny slogan zakończony pytaniem. W razie czego zwalą na autobus: chcieliśmy, ale musieliśmy pasję zostawić w hotelu, bo się nie zmieściła...

 

Nasi grupowi rywale nie zachwycają. „Deutschland - ein Team, ein Ziel” (jedna drużyna, jeden cel). Hmmm. Ryzykowne trochę, bo przypomina znane „ein Volk, ein Reich... itd” A Niemcy tacy kreatywni moga byc jak zechcą. Ogłoszenie kadry na Euro zrobili na Zugspitze, najwyższym szczycie Niemiec.

Chorwaci: „Uz navijace do krova Europe” - z kibicami na szczyt Europy. No ale to przecież nie autobus dla kibiców, chyba, że będą podwozić. Austriacy: „Nur gemeinsam koennen wir gewinnen” (tylko razem możemy wygrać). Obawiam się, że ani razem ani osobno, ja tam dałbym coś o Mozarcie.

 

W „Grupie śmierci” nikt nikomu nie musi przypominać, że jest „waleczny i niebezpieczny”, wiadomo, że są. Myśli mistrzów świata, Włochów ulatują więc ku niebu: „Il ciele e siempre piu blu” (Niebo jest zawsze niebieskie). Francuzi jak to Francuzi „on vit ensamble, on vibre ensamble” (żyjemy razem, bawimy się razem). „1 doel, 1 gevoel, zamen zijn ve oranje” (1 misja, jedno uczucie, razem jesteśmy pomarańczowi). Rumuni najbardziej patriotycznie: „Romania, te lubim, ti cu sine ti mandrim” (Rumunio, kochamy cię i jesteśmy z ciebie dumni).

 

Jak dla mnie najlepsze hasło mają jednak Szwedzi: „Sverige gang, full poaeng”, co na angielski tłumaczy się: „Sweden’s team, what a dream” (i słusznie, bo tam w środku w autobusie - Zlatan;-).

 

A Wam które hasło najbardziej się podoba?

Na stronie euro2008.worldcupblog.org można głosować na najlepszy autobus. Sądząc po wynikach, nasi tam byli i nie odpuszczają:-). Polska prowadzi z 22 procentami...

 

21:43, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (75) »

 

Perfekcyjne zakończenie sezonu Ligi Mistrzów. Taki mecz, między tak wielkimi druzynami i tak wielkimi piłkarzami mogły rozstrzygnać tylko rzuty karne, czyli wielka loteria. Jak to rzewidział Leo Beenhakker, poziom obu zespołów był tak wyrówany, że zwycięzcę musiały wyłonić ludzkie błedy. Było ich kilka: Franka Lamparda i Michaela Essiena przy golu Cristiano Ronaldo dla MU. Rio Ferdinanda przy wyrównującej bramce Lamparda (złamał linię obrony, gdyby nie to byłby spalony). I Drogba, który pozwolił, żeby puściły mu nerwy. Gdyby został na boisku może John Terry nie musiałby wykonywac tego feralnego karnego...

W rzutach karnych ktoś musiał się pomylić. Błąd C.Ronaldo (Portugalczyk chyba powinien jeszcze dostać żółta kartkę) upiekł mu się. Trafiło na Terry'ego, tego niezłomnego kapitana Chelsea, który tyle razy wbrew medycynie wracał do zdrowia by ratować zespół. A i w tym meczu cudem jakimś wyjął głową piłkę z bramki po strzale Ryana Giggsa.

Żal mi Terry'ego. Los mu to kiedys zwroci. I Lamparda, który zdobył dwa gole i nie wiem co jeszcze miał zrobić, by zdobyć Puchar Europy. I Avrama Granta. Widziałem jak po przegranym meczu skupił wszystkich piłkarzy w kole i coś im klarował spokojnym głosem, a oni stali zasłuchani. Może jednak znalazł do nich drogę i zostanie na przyszły sezon?

Niemniej tytuł dla MU to wspaniała sprawa. Wspaniały, prawdziwy hołd dla ofiar katastrofy lotniczej sprzed 50 lat w Monachium. Wielkie osiągniecie Giggsa w jego historycznym 759 występie w barwach jedynego klubu. Puchar Europy zdobyła jedyna drużyna, która nie przegrała w tych rozgrywkach ani jednego spotkania. Cristiano Ronaldo wreszcie zdobył ważnego gola w meczu przeciwko wielkiej drużynie (jego pierwszy gol przeciwko Chelsea). Szczęście było po stronie drużyny sir Aleksa Fergusona. Jemu też się ten tytuł należał za tyle lat pracy na Old Trafford. To sie chyba nazywa nagroda za wysługę lat:-)


Teraz przed MU kolejne wyzwanie: pobić rekord Liverpoolu w ilości tytułów mistrza Anglii. Trudno nie odnieść wrażenia, że są na dobrej drodze. Chelsea to wielka niewiadoma. Nie wiadomo jacy piłkarze przyjdą, kto odejdzie, kto - jeśli - zastąpi Granta. Wcale się jednak nie zdziwię jeśli obejrzeliśmy właśnie pierwszy z serii angielskich finałów Ligi Mistrzów. Nie widzę na horyzoncie drużyny, która będzie w stanie sie im przeciwstawić w Europie. Może wzmocniony za chwilę gwiazdami Juventus. Może INter Mediolan pod wodzą - o ile - Mourinho. Może Real Madryt wreszcie po czterech lata przedże się przez ćwierćfinały...
W przyszłym sezonie będzie się działo...

 

01:30, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (43) »
środa, 21 maja 2008

Jeśli w Moskwie MU będzie przegrywać do przerwy 0:3… To wtedy przemowa sir Aleksa do piłkarzy w szatni może wyglądać tak:

 

 

Mogłaby ale to nierealne (i nie chodzi tylko o wynik do przerwy). Przecież wszyscy wiemy, że 'suszarka Fergusona' (hairdryer treatment) wygląda zupełnie inaczej. Po szatni prędzej latałyby buty (Beckham wie coś o tym) niż puszki pepsi i górnolotne słowa w rodzaju: potrzebujemy więcej zaangażowania…"

 

Przywołałem reklamówkę pepsi z 1999 roku, wielkiego dla MU, po pierwsze po to, żeby przypomnieć tamtych chłopaków. Sir Alex mówił już w tym sezonie kilkakrotnie, że ten dzisiejszy skład jest najlepszym jaki prowadził w swej 21-letniej karierze na Old Trafford. Czy naprawdę tak sądzi, czy mówi tak tylko po to, by lepiej zmotywować chłopaków?

 

Z tamtego składu widzę co najmniej siedmiu piłkarzy, którzy stanowiliby znaczne  wzmocnienie obecnego:

 

1. Po pierwsze Peter Schmeichel choć do Edwina van der Sara można mieć pretensje chyba tylko o to, że nie jest The Great Dane.

2. Gary Neville w tamtej formie, o te prawie 10 lat młodszy - do wzięcia na prawą stronę w ciemno.

3. Jaap Stam - będę się upierał, że środek obrony nie ucierpiałby, gdyby Holender wszedł czy to za Rio Ferdynanda czy Nemanję Vidića.

4. Denis Irwin - facet o aparycji urzędnika pocztowego (z całym szacunkiem) podobno mieści się w każdej 11 wszechczasów, układanej przez Fergusona. Ale chyba dziś jednak na lewej stronie stanąłby Patrice Evra.

5. Roy Keane i wszystko jasne.

6. Paul Scholes - tu bym się zastanawiał czy już wtedy osiągnął najwyższy poziom czy dojrzewał jeszcze parę lat…

7. Ryan Giggs - młodszy o 10 lat - mmmmmm - patrz Keane

8. David Beckham no nie wiem czy dziś załapałby się do składu, skoro na skrzydłach graliby młody Giggs z Cristino Ronaldo

 

A Andy Cole, Dwight Yorke, Teddy Sheringham, Ole Gunnar Solskjær wzmocniliby ławkę rezerwowych gdzie dziś straszy tylko Louis Saha

 

Drugim powodem dla którego zamieściłem reklamówkę pepsi jest chęć rewanżu za umożliwienie dzisiejszego wywiadu z Ebim Smolarkiem (który gdzieś tam wisi na sport.pl - znaczy wywiad, nie Ebi). W ogóle jak tak poszperałem w youtubie to stwierdziłem, że pepsi miało naprawdę kilka nie-kulawych piłkarskich reklam. Np. te dwie z mistrzostw świata w 2002 roku:

 

 

 

Albo ta, kiedy Roberto Carlos spostrzega, że groźnych kontuzji doznali Raul, Casillas, Hierro

 
15:29, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (11) »
wtorek, 20 maja 2008

Wielką laudację na cześć polskiej szkoły bramkarskiej wygłosił trener Celtiku, Gordon Strachan. Trenera mistrza Szkocji (już tylko wygrana z Dundee Utd dzieli ich od obrony tytułu, a jeszcze w kwietniu mieli siedem punktów straty do Rangersów!) zirytowały pytania szkockich dziennikarzy, czy Boruc odejdzie czy zostanie w klubie na przyszły sezon. Wciąż bowiem powracają spekulacje, bramkarz reprezentacji Polski miałby za 10 mln funtów odejść z Parkhead do AC Milan albo Bayernu Monachium.

- Nie będę odpowiadał na te pytania, bo są bez sensu. Nikt się nie kontaktował w tej sprawie ani z władzami klubu ani ze mną. Artur jest związany z Celtikiem kontraktem do 2011 roku, a kontrakty trzeba honorować. Nie obchodzi mnie ile pozytywnych słów wypowiedział na jego temat Carlo Ancelotti czy ktokolwiek inny. Jeśli ktoś go chce, najpierw musi rozmawiać ze mną. To ja wynalazłem Boruca w Polsce, nie Ancelotti czy inny mądrala. To ja pierwszy się na nim poznałem. On ma umiejętności, charyzmę i osobowość. Jak połączyć te trzy cechy w jedno, dostajesz prawdziwą maszynę do bronienia - stwierdził Strachan.

Przy okazji Szkot wyśmiał też doniesienia, że Celtik chętnie sprzeda Boruca, bo Polak stał się już zbyt kontrowersyjną postacią. Klub miałby jakoby dość kłopotów z powodu prowokacji Polaka pod adresem fanów Glasgow Rangers, jak żegnanie się przed meczem czy epatowanie koszulką z wizerunkiem papieża Jana Pawła II (przy okazji: jak pokazuje zdjęcie powyżej, Boruc zakładał t-shirty z papieżem jeszcze w czasach Legii, co przekonuje mnie, że nie zrobił tego tylko w celu sprowokowania Rangersów).

- Owszem, Artur prowokował niektórymi zachowaniami. Musi zmienić swoje podejście i zrozumieć, że w Glasgow pewne sprawy wyglądają inaczej niż gdziekolwiek na świecie. Jeśli chodzi o futbol to pewnych rzeczy tutaj nie wolno robić. Ale on nie jest wariatem. Charles Manson był wariatem. Jest po prostu inteligentny i ekscentryczny - stwierdził Strachan.

To ciekawe, że broniąc Boruca odwołał się do porównania z Mansonem, zabójcą żony, nienarodzonego dziecka i przyjaciół Romana Polańskiego w Kalifornii. Strachan garściami czerpie porównania z annałów światowej kryminalistyki. Ostatnim razem kiedy bronił Polaka (w sprawie koszulki z papieżem), przywołał Myrę Hindley, seryjną morderczynię, która zabiła czworo dzieci.

Wracając do Boruca, Strachan ujawnił, że choć ten nigdzie się nie wybiera, Celtic już szuka ewentualnego następcy w Polsce. - W ostatnich kilku latach żadna nacja nie wydała lepszych bramkarzy niż Polacy. Każdemu mogę to poradzić, szukasz bramkarza to jedź na zakupy do Polski. Ja szukam od dawna i jeśli jest tam gdzieś jakiś lepszy bramkarz niż Boruc, pierwszy go znajdę - powiedział Strachan.

I jak myślicie, na kogo padnie?

15:36, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (17) »
czwartek, 08 maja 2008

Tytuł blogonotki tabloidowi-sensacyjny, ale nie aż daleki od prawdy. W Bundeslidze toczy się naprawdę twarda walka o Ligę Mistrzów (i jak wyliczyli eksperci 30 mln euro). Jednak bramkarz Werderu Brema, Tim Wiese mocno przesadził. W bardzo ważnych  88. Nordderby z HSV takim właśnie kopnięciem w stylu kung fu postanowił wybić z głowy (dosłownie!) Ivicy Olićowi szturmowanie swojej bramki.

 

 

Akcja się opłaciła, Chorwat (12 goli w sezonie) gola nie strzelił, Werder wygrał 1:0 i jest pewny udziału w przyszłej edycji Champions League. Pytanie już tylko czy w eliminacjach czy bez jako wicemistrz Niemiec. 

W dodatku sędzia Lutz Wagner uznał, że wejście smoka Wiese zasługuje tylko na żółtą kartkę. Owszem, dał w meczu dwie czerwone - bo naprawdę szło na noże - ale komu innemu.

 

 

Można więc powiedzieć, że Wiese miał podwójne szczęście. Bo mógł też trwale zaszkodzić zdrowiu Olicia - w którym nota bene Chorwacja wiąże wielkie nadzieje na Euro 2008 pod nueobecność Eduardo da Silvy - uszkadzając mu kręgi szyjne... Niemcy określili jego zachowanie „Mord- Anschlag”, czyli morderczą napaścią. Jeszcze dalej posunął się Franz Beckenbauer, który w telewizyjnym komentarzu nazwał czyn Wiese:  „ein Mordversuch” czyli próbą morderstwa.

 

Pewnym wytłumaczeniem ataku Wiese może byc to, iż wiedząc, że Oliver Kahn karierę kończy, postanowił go zastąpić właśnie po względem boiskowej brutalności. Legendarny bramkarz Bayernu zawsze łatwo tracił nerwy. Poodbnym, acz mniej groźnym ciosem karate - bo nie na głowę, ale tułów - w 1999 roku zaatakował Szwajcara Stephane Chapuisata. Nigdy nie lubił zresztą zawodników Borussii Dortmund (może miał im za złe, że przed nim wygrali Ligę Mistrzów?). Heiko Herrlicha gryzł w szyję, a Andy Moellera ciągnął za ucho...

 

14:48, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (25) »
wtorek, 06 maja 2008

 

 

Rozmawiałem wczoraj z Ireneuszem Jeleniem. Strzelił wreszcie gola - pierwszego od listopada. Ważnego gola, który praktycznie utrzymał Auxerre w lidze. Wyleczył już kręgosłup, plecy nie bolą go od miesiąca. Trener na niego stawia. Cała Francja spogląda na Jelenia (i jego drużynę). W ostatniej kolejce podejmują u siebie Olympique Lyon, jeśli by wygrali, tytuł może przypaść Bordeaux, co byłoby megasensacją...

 

Pytam go więc, czemu w tych jakże sprzyjających okolicznościach nie chwyta za telefon i nie dzwoni do Leo Beenhakkera (czy Bobo Kaczmarka, jeśli nie zna angielskiego, niemieckiego, hiszpańskiego czy niderlandzkiego) i nie wykrzykuje: - Chcę jechać na Euro! Moja forma rośnie! Nic mnie nie boli! Nie zapomniałem jak się strzela, chcę grać, chcę pomóc drużynie, nie zawiodę! 

Nie znalazł się w szczęśliwej 30. ale przecież są kontuzje, inni są wyraźnie bez formy. A Jeleń to przecież chyba najszybszy polski piłkarz (co samo w sobie jeszcze nie jest przepustką na turniej). To także jeden z tych nielicznych piłkarzy, do których nie można się przyczepić za występ na mundialu w Niemczech. Ciągu na bramkę się nie zapomina. Osobiście uważam, że przydałby się kadrze. Może jakby Leo usłyszał jego mocny głos, od razu by zdania nie zmienił, ale przynajmniej rozważył sprawę?

 

Ale Jeleń odpowiada: - Eee, nieeee. Kadra już ustalona. Zresztą nie robiłem sobie nadziei. Mało grałem, miałem te problemy z plecami. Cały sezon prawie non stop się leczyłem. Będę jej kibicował przed telewizorem. Czy nie ma pretensji, że został zbyt szybko skreślony? Czy nie uważa, że dostał zbyt mało okazji, by przekonać trenera, że przyda się tej drużynie? - Ale gdzie bym tam miał się obrażać na Beenhakkera czy kogo innego ze sztabu? Trener tyle dobrego zrobił dla polskiego futbolu, jak mało kto. Będę trzymał kciuki, żebyśmy wyszli z grupy!

 

Pełne rozczarowanie postawą Jelenia. Nie, że nie zmieszał z błotem trenera, który nie uwierzył w jego talent i umiejętności. Ale że nie potrafił wykrzyczeć mu swojej woli gry i swojej przydatności. I może to jest odpowiedź na pytanie, czemu między Beenhakkerem a Jeleniem jakoś nigdy nie było chemii. Może Leo mają do wyboru zawodników mniej więcej na podobnym poziomie, woli bardziej zdeterminowanych.

 

Jak choćby Marek Saganowski. Też z nim rozmawiałem, bo w weekend zdobył ważnego gola: Southampton utrzymało się dzięki temu w Championship. I Sagan, kilka dni przed ogłoszeniem 25-osobowej kadry na Euro wysyła czytelny sygnał: - Dowiodłem, że jestem zawodnikiem na trudne chwile. Że warto na mnie stawiać, bo nie zawodzę, szarpię, walczę do końca!

 

 

17:56, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (47) »
 
1 , 2
sport.pl
Michał Pol - Strzeliłem kiedyś gola van der Sarowi z podania Zidane'a. Rzutów wolnych uczył mnie del Piero. Niestety trafiałem tylko w mur. Mimo to od czasu do czasu piszę i gadam o futbolu - przez 15 lat w „Gazecie Wyborczej” (1994-2009), dziś na Sport.pl i - głównie o Lidze Mistrzów - w nSporcie. Mam dysleksję, więc nie wytykajcie mi błędów. Są piłkarze, którzy nie potrafią wykonywać rzutów karnych...
@napisz do mnie