sobota, 30 kwietnia 2011

Jose Mourinho myli się, przyrównując swoją porażkę z Barcą do półfinału Ligi Mistrzów przegranego przez Chelsea dwa lata temu. Owszem, zostaliśmy wówczas skrzywdzeni. Sędzia nie zauważył ewidentnej ręki piłkarza Barcelony w polu karnym i popełnił jeszcze trzy inne znaczące błędy. Ale w największych emocjach nikomu z nas nie przyszło do głowy snucie takich teorii spiskowych. Mourinho przekroczył wszelkie granice. W jednym celu: by odwrócić uwagę od stylu gry, jaki narzucił drużynie. W pierwszej połowie mecz na Santiago Bernabeu przypominał corridę, w której to Barca wymachiwała czerwoną flagą przed bykiem-Realem. A przeciż jeszcze kilka dni temu to Real wystąpił w roli torreadora w wygranym 6:3 spotkaniu z Valencią. Tyle, że w składzie z dziewięcioma innymi piłkarzami! Symboliczne, że Cristiano Ronaldo, którego w finale Pucharu Króla ledwo powstrzymywało trzech obrońców Barcelony, w półfinale Ligi Mistrzów, zrozpaczony i wściekły zachęcał kolegów do aktywniejszej gry. Tak bardzo Mourinho zmienił taktykę. I dlatego tak bardzo wolałby, żebyś się nią nie zajmowali - napisał w swej kolumnie w De Telegraaf były trener m.in. Realu Madryt i Chelesa Guus Hiddink

Hiddink dodaje, że czerwona kartka dla Pepe była zasłużona, bo gdyby Portugalczyk trafił w stojącą nogę Dani Alvesa, złamałby ją. - Po obejrzeniu powtórek Mourinho powinien przeprosić za zachowanie swojego piłkarza i swój słowa z konferencji. Jeśli tego nie zrobi, świadomie wybierze drogę kłamstwa - napisał Holender, odrzucając zaproszenie Mourinho wspólnego wymarszu na front przeciwko całemu piłkarskiemu światu.

Portugalczyk jest weteranem tej wojenki. Gdy prowadził Chelsea, po jego insynuacjach karierę skończył sędzia Anders Frisk, uznanie słynnego gola-ducha, który wyeliminował jego The Blues z półfinału Ligi Mistrzów też przecież uznał za konsekwencję niechęci całego świata (z UEFA na czele) do Chelsea. W Interze wojował co prawda już tylko z całą Italnią. Nigdy jednak nie było to wojny tak totalne jak obecna, nigdy też nie znalazł aż tylu krytyków swego postępowania i to we własnym obozie. Poczynając od wspomnianego Cristiano Ronaldo (a przecież zawodnicy zawsze byli bezgranicznie wierni lojalni wobec swego The Special One), który już podczas spotkania dawały wyraz zdenerwowania i irytacji zachowawczą postawą kolegów, a po meczu wypalił, że nie podoba mi się taka gra, ale muszę się dostosować do tego, o co mnie proszą. Za karę Mourinho wysyła Ronaldo na trybuny w ligowym meczu przeciwko Saragossie, choć wielokrotnie powtarzał, że akurat jego rodak nigdy nie potrzebuje odpoczynku. Kara to tym bardziej dotkliwa, że Cristiano walczy z Leo Messim o Trofeo Pichichi dla najskuteczniejszego strzelca, i póki przegrywa jedną bramką.

 
Ostro na temat postawy Mourinho wypowiedział się też były prezes Realu Madryt, Ramon Calderon, który stwierdził, że konferencja Portugalczyka była żenująca. - Real to wielki klub, który nigdy nie narzekał na pracę sędziów. Rozumiem, że emocje po meczu były ogromne, ale nie wolno mówić takich rzeczy o sędziach. Jeszcze nigdy nic dobrego z tego nie wyniknęło. Nie mówiąc o tym, że takie zachowanie jest niszczące dla całego hiszpańskiego futbolu - stwierdził Calderon. Co ciekawe zarzucił swemu następcy, że oddał pełnię władzy w klubie Mourinho. - Teraz to Portugalczyk jest właścicielem naszego klubu. Florentino Perez nie może nawet wejść do biura Mourinho, bo on trzyma je cały czas zamknięte. To nie może się skończyć dobrze. Nawet w moich ciężkich czasach takie rzeczy nie miały prawa się pojawić. Fani płacą konsekwencje jego zachowania. Klub miał im dać trenera, który zna się na rzeczy, ale teraz wszyscy za to płacimy. Najgorsze jest to, że on nie płaci nic - stwierdził Calderon.

Ryzykowana jest jednak teza, że Real Madryt stuprocentowo wspiera swego trenera. Co prawda klub wystosował do UEFA skargę na zachowanie trzech piłkarzy Barcelony - Alvesa, Sergio Busquetsa i Pedro, którzy w teatralny sposób próbowali wymusić na arbitrze czerwone kartki dla zawodników Realu. „Królewski” klub nigdy dotąd nie pozwał żadnego innego klubu, ale robi teraz wyjątek raczej nie w ramach solidarności z Mourinho ale w reakcji na pozew Barcelony do UEFA po słowach trenera. Bowiem to Barca jako pierwsza łamie niepisany pakt między wszystkimi hiszpańskimi klubami, żeby sporów nie przenosić na forum UEFA, ale rozwiązywać je poprzez negocjacje. Nieoficjalnie wiadomo, że Perez jest wściekły na trenera i za jego reakcję po porażce i za taktykę.

 

Wygląda więc na to, że wojna totalna Mou objęła już nie tylko UEFA, piłkarzy rywali, sędziów dziennikarzy, własnych zawodników, prezesów byłych i obecnych, ale nawet własnych kibiców. Madrycka „Marca”, którą ciężko posądzić o wrogość wobec Realu umieściła na swojej stronie internetowej sondy, w których aż 70,9% kibiców uważa, że czerwona kartka dla Pepe była słuszna. Wyrzucenie Portugalczyka za niesłuszne uważa zaledwie 29,1% fanów Aż 71,7% kibiców uważa, że Mourinho nie słusznie oskarżył arbitra Wolfganga Starka o stronniczość. I aż 92,3% uważa, że o porażce przesadziła głównie zła taktyka Mourinho. Poparło ją zaledwie 7,7% fanów. I nie mówcie mi, że głosowali fani Barcy, bo oni brzydzą się wchodzić na stronę „Marki”.

Na koniec jeszcze odpowiedź wszystkim tym, którzy pod poprzednim wpisem i w twittach oskarżyli mnie o visca-el-barkość. Oto wpis po półfinale Chelsea - Barcelona w 2009, o znamiennym tytule „F*** disgrace”, w którym piszę m.in. tak: (...) Zmierzający do szatni Didier Drogba zobaczył kamerzystę, podszedł do niego i kilka razy powiedział do nas wszystkich, patrząc prosto w obiektyw: „It's a disgrace! It's a fuckin disgrace!" (hańba, p… hańba). I taka jest prawda, która nie pozwala mi dziś jeszcze cieszyć się z wymarzonego chyba przez wszystkich na świecie (może oprócz chłopaków z dzielnicy Chelsea) finału Manchester United - FC Barcelona. Nie po awansie w takich okolicznościach, nie po tak skandalicznym sędziowaniu! Sędzia Henning Ovrebo skrzywdził Chelsea (...)
 



18:17, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (110) »
czwartek, 28 kwietnia 2011

Nie dziwię się specjalnie, nie szokuje mnie, nie mam wątpliwości, że inaczej ani nie umie ani nie chce Jose Mourinho, który po porażce z Barceloną szuka winy nie w sobie, nie w własnej drużynie, ale w postawie rywali, ich trenera, sprzedajnego arbitra, ba, spisku za którym stoi UEFA. To nie są słowa frustrata po przegranym meczu, który plecie trzy po trzy. To strategia, którą sobie przygoptował zapewne jeszcze przed meczem. Plan B, C czy mośe P jak wyrzucony z boiska Pepe. Jego słowa, że Pep Guardiola jest fantastycznym trenerem, ale w 2009 roku wygrał Ligę Mistrzów po skandalu na Stamford Bridge, a jeśli zwycięży także w tym roku, to po skandalu na Santiago Bernabeu - są oczywiście niesprawiedliwe. Podobnie jak łajdacka sugestia, że Barcelona może liczyć na wsparcie wiceprezydenta UEFA Angela Marii Villara, którego poparła w wyborach na prezesa rodzimej federacji, podczas gdy Real poparł jego konkurenta. Czyli co, Villar telefonował do Starka czy wręcz wyznaczył Niemca, bo wiedział o jego uwielbieniu dla Leo Messiego (znana jest anegdotka, że Stark oddał Argentyńczykowi piłkę po meczu z Arsenalem, w którym ten zdobył cztery gole w zamian za jego koszulkę). 

- Nie rozumiem, dlaczego przegraliśmy. Nie wiem czy to przez reklamę UNICEF, czy dzięki władzy Villara w UEFA. Nie wiem czy ze sobą sympatyzują, ale wiem, że mają wielką władzę. Reszta nie ma z nimi szans - stwierdził Mourinho, który oczywiście doskonale wie dlaczego przegrał, ale dalej zwraca uwagę na okoliczności, w jakich Barcelona w ostatnich latach wyeliminowała kilku rywali w Lidze Mistrzów, ilu piłkarzy w meczach z nią otrzymywało czerwone kartki, ilu trenerów miało pretensje do arbitrów, a następnie było zawieszanych po wydarzeniach ze spotkań z Blaugraną. Czy wspomniał przy tym, że jego Inter wygrał z Barceloną w Mediolanie po golu ze spalonego i nieprzyznanym karnym, a w rewanżu sędzia nie uznał prawidłowo zdobytej bramki? Czy zająknął się, że tak wielka liczba kartek dla rywali Barcy wynika ze stylu gry Messiego, Samuela Eto’o, Xaviego, Andersa Iniesty, Pedro czy Sergio Busquetsa - najczęściej faulowanego zawodnika Katalończyków, który oczywiście też potrafi symulować vide haniebnie wykartkowany Thiago Motta w meczu z Interem.

- Jestem tu po to, by zadać to pytanie. Dlaczego to wszystko się dzieje? Wydawałoby się, że futbol to gra z zasadami równymi dla wszystkich. Później wygrywa najlepszy, ten, kto zasługuje. Być może dziś zremisowalibyśmy 0:0, a w rewanżu Barcelona by wygrała. Wygrałaby, gdyby na to zasłużyła. I my byśmy to zaakceptowali. Ze względu na fair play potrafilibyśmy to uszanować. Ale nie wiem, dlaczego dziś stało się to, co się stało - pyta Mourinho w stylu, którego nie powstydziłby się Władysław Gomułka.

 

Przyznam, że aż tak daleko posuniętych insynuacji nie spodziewałem się po Mourinho, ale też nie przyszły mi do głowy, żeby miał po porażce pogratulować rywalom zasłużonego zwycięstwa, przyznać, że jego plan nie zadziałał, a raczej, że zniweczył go jego najlepszy w dwóch poprzednich meczach z Barceloną piłkarz, którego Rafał Stec w trafnym wpisie nazwał Kilerem, który zabił Mourinho. Czy ktoś oczekiwał, że Portugalczyk, który zawsze stoi murem za swoimi piłkarzami, ekstremalnie wspiera ich, wzmacnia, pociesza, koi i motywuje, nagle wytknie publicznie któremuś z nich idiotyczne zagranie, zrzuci na niego winę? Nie ma znaczenia, czy Pepe dotknął Dani Alvesa (czy Brazylijczyk wykręciłby bez uderzenia aż taki piruet?). Ale choćby i nie dotknął, wyrok należał mu się za samą próbę morderstwa. Pepe ewidentnie wpadł z bronią do sklepu i strzelił w twarz sprzedawcy. Gdyby trafił, byłby trup na miejscu, gdyby Alves trzymał stopę na ziemi, właśnie odzyskiwałby przytomność szpitalu po operacji otwartego złamania.

 

Mourinho wielokrotnie przyznawał, że dla niego mecz zaczyna się na konferencji prasowej dzień przed, a kończy na konferencji prasowej po. Nadal toczy się dwumecz z Barceloną o awans do finału Ligi Mistrzów. Wszystko co wypowiada Mourinho jest wystudiowaną grą, która ma konkretny cel, a tym celem jest awans mimo niesprzyjających okoliczności. Wszystko co mówi ma na celu po pierwsze wzmocnienie własnego obozu (wina nie tkwi w was, chłopaki, jesteście świetni, ale w tym świecie sprzyja się Barcelonie) i jednocześnie zirytowanie, wytrącenie z równowagi piłkarzy Barcy i jej trenera, może też i wywołanie u rywali poczucia lekceważenia - tak właśnie odczytuję też jego słowa, że Real nie ma już szans na awans. Bo nie wierzę, żeby ktoś taki jak Mourinho oddał rewanż bez walki. 3:0 na Camp Nou jawi się jako absurd, ale wyobraźcie sobie, jak podpowiedział mi Misza Szadkowski, że w 15. min rewanżu Puyol fauluje w polu karnym Cristiano Ronaldo, dostaje czerwoną kartkę, a Portugalczyk wykorzystuje jedenastkę, a wówczas...

 

A w naszej zabawie o ‘Głos z szatni Barcelony’ prawidłowy wynik trzeciego meczu wytypowało zaledwie trzech z Was:  milennn, arfalath i pajac_kultury (sysyto18 nie liczę bo się nie zalogował). Tym samym pozycję lidera obejmuje pajac_kultury, który trafił wyniki meczów nr 1 i 3 oraz trafnie wskazał zwycięzcę meczu nr 2. Brawo!Ponieważ jestem o to pytany w mejlach, odpowiadam, że ja trafnie wytypowałem tylko mecz nr 2, w nr 3 stawiałem na 1-1



14:46, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (114) »
czwartek, 21 kwietnia 2011

Najpierw poczułem zdumienie i małe zażenowanie z aż tak wielkiej radości Realu Madryt po zdobyciu Pucharu Króla, trofeum o randze nieporównywalnie niższej niż mistrzostwo Hiszpanii czy triumf w Lidze Mistrzów. Przejazd autobusem Copa del Rey po ulicach Madrytu, kąpiele słynnej fontannie na placu Cibeles, całusy z pomnikiem, radosne pijaństwo z upuszczeniem pucharu na końcu - czy to nie przesada? Przecież Serio Ramos i Iker Casillas przejeżdżali podobnym autobusem po zdobyciu mistrzostwa Europy i świata. To był powód godny szaleństwa, ale puchar krajowy? Nawet jeśli został odzyskany po 18 latach i dla Casillasa stanowi ostatnie brakujące trofeum w wielkiej karierze? Ale po chwili zastanowienia zrozumiałem, że euforia jest jak najbardziej zasłużona. Nie chodzi o pokonanie odwiecznego rywala, ale właśnie tej konkretnej, nieziemskiej Barcelony Pepa Guardioli, z którą Real nie wygrał nigdy, która upokorzyła go zwycięstwem 5:0 i w ostatnich pięciu meczach wbiła aż 17 goli. Na którą - wydawało się - nie ma mocnych ani w Hiszpanii ani na świecie. Z ośmioma mistrzami świata i Leo Messim, którego „wyeliminować może tylko snajper wyborowy”, jak stwierdził kolejny z pokonanych trenerów. A jednak Jose Mourinho nie tylko znalazł taktykę Barcę, która kilka dni temu powstrzymała Katalończyków na Santiago Bernabeu, ale w kilka dniu zdołał ją jeszcze udoskonalić. Głuchy na połajanki nawet z własnego obozu (Alferdo di Stefano) o brzydką grę i brak osobowości w składzie, postał wierny swojej koncepcji, która pozwoliła mu kompletnie zdominować Barcelonę w pierwszej połowie (dzięki osobowości Pepe), wytrzymać napór rywala w drugiej (dzięki Casillasowi) i wreszcie strzelić upragnionego zwycięskiego gola w dogrywce (dzięki Cristiano Ronaldo, który po raz pierwszy wyszedł z cienia Messiego).

Mourinho odparł krytykom, że komuś piękna gra pomyliła się z posiadaniem piłki. Ale właśnie odebranie Barcy jednego i drugiego okazało się kluczem do zdominowania gry w pierwszej połowie. Najczęstszym obrazkiem jaki z niej zapamiętam to Gerard Pique albo Sergio Busquets holujący piłkę do przodu, bezradnie rozglądający się za tym jak tu oddać ją Xaviemu, Inieście albo Messiemu, ale piłkarze Realu nie pozwalali im na to. Ofensywny tercet Barcy zniknął z powierzchni ziemi. Znów w całym spotkaniu fatalnie zagrali David Villa i Pedro, choć ten ostatni o mało co nie został autorem gola, który być może o wszystkim by przesądził (spalony był centymetrowy), za to nie mogę zrozumieć czemu Guardiola tak długo trzymał na boisku nieziemsko dalekiego od formy Villę? Bo wierzył w magiczną moc odblokowującą Estadio Mestalla, na którym reprezentant Hiszpanii zdobył tyle goli? Kontuzjowany jest Bojan, ale lepszy byłby już Jeffrén, który strzelił gola Realowi jesienią.

Najważniejsze jednak je to, że Mourinho udało się zasypać przepaść jaka dzieliła obie drużyny jeszcze jesienią. Owszem, wspomniani Villa i Pedro grają dużo gorzej, ale nie można lekceważyć postępu jaki zrobili piłkarze Realu i pojedynczo i jako zespół. W obu meczach zobaczyliśmy dwie, grające diametralnie w innym stylu, ale równorzędne drużyny, bez żadnych kompleksów wobec siebie.

Mimo wielkiego sukcesu jaki odniósł Real, kopa motywacyjnego, wiary, że Barca już nam nie straszna, faworytem do awansu do finału Ligi Mistrzów na Wembley jest dla mnie jednak Barcelona. Z kilku powodów. W w pierwszym meczu na Santoago Bernabeu będzie mógł zagrać kapitan Carles Puyol (gdyby to on był wówczas na placu, a nie zastępujący go Javier Mascherano, kto wie czy Cristiano Ronaldo zdołałby wzbić się do piłki przy zwycięskim strzale), Guardiola nie będzie więc musiał eksperymentować z wystawianiem na środku obrony defensywnego pomocnika. Do bramki wróci też Victor Valdes - nie żeby Pinto bronił źle, mógł nawet zostać bohaterem, ale jednak Valdes jest ślepo zgrany ze swoimi kolegami. Tymczasem w defensywie Realu zabraknie wykartkowanego Ricardo Carvalho (niezwykle ważnego dla drużyny, że zaś Raul Albiol to nie piłkarz tego samego formatu wiemy po pierwszym spotkaniu). Na kartki grożące zawieszeniem w rewanżu będą musieli uważać Ramois, Ronaldo i Angel di Maria, a przecież jako pewnik możemy chyba przyjąć, że Real skończy to spotkanie w dziesiątkę, prawda, Jose?;-)

Chwaląc Real za grę trzeba przyznać, że Barcelona nie zagrała dużo gorzej (chyba, że jak na Katalończyków w ich najwyższej formie), w drugiej połowie wróciła tiki-taka i świetne okazje, gdyby nie Casillas ten mecz mógł skończyć się zupełnie inaczej. Dwumecz rządzi się innymi prawami, pamietajmy, że rewanż odbędzie się na Camp Nou, które dla Realu pozostaje niezdobytą twierdzą. I choć Mourinho właśnie na Camp Nou przypieczętował awans do finału Ligi Mistrzów z Interem i Portugalczyk przekracza kolejne bariery niemożliwości, w pokonanie tej już w tym sezonie nie wierzę. Wyobraźmy sobie, że w pierwszym meczu będzie powtórka z 1:1, a w rewanżu powtórzy się scenariusz z Pucharu Króla, czyli 0:0 po 90 minutach. A przecież to było na Mestalla, a nie na Camp Nou...

Updejt konkursu o Głosy z szatni Barcelony (swoja drogą ciekawe byłoby teraz posłuchać co tam chłopaki mówią miedzy sobą? W książce właściewie nie ma rozważania porażek, bo za Guardioli nie wiele ich było - nie z Reale w każdym razie)

Prawidłowo wynik meczu nr 2, czyli 1:0 dla Realu (licze po 120 minutach, nie po 90) trafiło tylko pięć osób!

marlandini

alvarrolb

rzym3k

kjsx

secu2k

Niektórzy jak rudinho09, tsera, pajac_kultury trafnie wytypowali wynik meczu nr 1 i zwycięzcę meczu nr 2. A np. rzym3k trafnie wynik meczu 2. i remis (ale inny) w 1. Czyli możemy uznać, że to oni zostali liderami naszej zabawy.

wtorek, 19 kwietnia 2011

Co prawda po sobotnim remisie 1-1 na Santiago Bernabeu u bukmacherów podskoczyły szanse Barcelony na wygraną z Realem Madryt w finale Pucharu Króla, ale moim zdaniem w środowym meczu minimalnie większe szanse mają jednak „królewscy”. I to mimo, że Jose Mourinho nie ma wpływu na wysokość trawy na Estadio Mestalla w Walencji, ani na to czy murawa przed meczem zostanie zroszona czy nie. Ma za to wpływ na taktykę Realu, a ta jaką dobrał na sobotnie Gran Derbi rokuje spore nadzieje. Tylko hipokryci mogą zarzucać Portugalczykowi, że nie chciał grać w piłkę, że ustawił drużynę defensywnie, że zdradził ofensywny styl gry, który obiecywał po przyjściu do Realu, a której to zdrady symbolem było posadzenie na ławce kreatywnego Mesuta Oezila, by wepchnąć na plac Pepe w roli trzeciego defensywnego pomocnika. Jakże żądać od Mourinho pięknej gry przeciwko Barcy, skoro jesienna próba pójścia na wymianę ciosów skończyła się pogromem 0:5. Stawką sobotniego Gran Derbi nie był tytuł najpiękniej grającej drużyny świata, ale - w przypadku Realu - powstrzymanie najpiękniej grającej drużyny świata. A tego „królewscy” dokonali w dziesiątkę (po słusznej czerwonej kartce dla Raula Albiola za kretyńską próbę uduszenia Davida Villi w polu karnym). Po takim pokazie charakteru Real wie już, że jest w stanie zatrzymać Barcę, że ta wcale nie musi go zmiażdżyć w każdej konfrontacji. I wie jak grać, żeby to zrobić. Jak po pierwsze stwarzać zagrożenie: kontratakować, dominować w powietrzu pod bramką rywala po stałych fragmentach - tym razem Adriano może nie zdarzyć wybić piłki głową z pustej bramki.. A po drugie jak powstrzymać barcelońskich cracków, czyli Leo Messiego, Xaviego i Andresa Iniestę...

Szansę Realu widzę też w niemocy czołowych piłkarzy Barcelony jak Villa i Pedro, którzy są dalecy od formy, żaden z nich nie strzelił gola od lutego. W sobotę jedyną pozytywną rolą jaką odegrał Villa na boisku była rola duszonego. Każda posłana do niego piłka kończyła się stratą. Leo Messi bez ich wsparcia niby okazje stwarzał, ale swego pierwszego gola w karierze strzelonego drużynie Mourinho zdobył dopiero z karnego. W dodatku Pep Guardiola nie ma tu żadnego pola manewru, ponieważ kontuzjowany jest Bojan Krkić. Znów musi postawić na Villę i Pedro i liczyć, że się przełamią, ale podobnie Carlo Ancelotti stawia na Fernando Torresa i doczekać się przełamania nie może. Poza tym co z tego, że Guardiola przyznaje, że Mourinho zaskoczył go taktyką, że teraz już będzie wiedział co i jak, skoro Barca i tak gra zawsze w swoim stylu bez względu na to co wyczynia rywal, a co skończyło się katastrofą w Mediolanie z Interem w ubiegłym sezonie? Mourinho ma większe pole manewru i być może tym razem wystawi od pierwszej minuty i Oezila i Pepe...

Ważna będzie też w tym spotkaniu motywacja. Barca jest usatysfakcjonowana, że po meczu na Santiago Bernabeu zachowane zostało ligowe status quo, czyli ośmiopunktowa przewaga nad Realem. I koncentruje się już na dwumeczu Ligi Mistrzów, której finał rozegra się na tak drogim Katalończykom stadionie Wembley, pamiętającym triumf w Champions League z 1992 (z Guardiolą i Jose Mari Bakero na pokładzie). Puchar Króla to trofeum ważne, ale jedno z tych jakie Barca zdobywa seryjnie niezależnie od formy. Tymczasem dla Mourinho byłoby to pierwsze trofeum zdobyte z Realem w ogóle (a przecież znany jest z tego, że krajowy puchar zdobywał zawsze, pracując w lidze portugalskiej, angielskiej i włoskiej). Co ważniejsze, w składzie „królewskich” nie ma ani jednego piłkarza, który by kiedykolwiek zdobył Pucha Króla! Bo w co ciężko uwierzyć, madrycki klub ostatni raz zdołał wywalczyć je aż 18 lat temu. Byłem pewien, że taki Iker Casillas, mistrz świata, Europy, Hiszpanii i wielokrotny triumfator Ligi Mistrzów i członek galacticos musi mieć go w kolekcji. Ma trzy Superpuchary Hiszpanii, ale Pucharu Króla - nie!

A tutaj update naszej zabawy w typowanie wyników czwórmeczu, w których nagrodą są trzy ksiązki Głos z szatni Barcelony. Niesamowite, ale wynik 1-1 wytyppowało aż 22 z Was. Brawo! Co nie znaczy że już możecie jdną nogą witać się z przysłowiową gąską;) bo ktoś inny może jeszcze trafic trzy wyniki. Oto trafieni typerzy:

strugajacyogorki

krasusek

mateuszaty

kangurx11

rudinho09

zumzumzumek

lorek_90

semprebarcelona

tsera

antropoid

esmichales

t-clapek

desir

manny_calavera

bartnexo

cyzbyarek

pajac_kultury

neo2114

maxin411

przemkows

bjk1985

koffta

Moje gratulacje, mam nadzieję, że nikogo nie przeoczyłem, w razie czego prosze alarmować!

 

23:27, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (56) »
wtorek, 12 kwietnia 2011

Trzymam w rękach książkę FC Barcelona: Głos z szatni, a właściwie bogato ilustrowany album, pełen nigdzie wcześniej niepublikowanych zdjęć i cytatów z gwiazdorów najlepszej drużyny świata, która właśnie przymierza się do powtórki chwalebnego sezonu 2009, w którym wygrała wszystko co było do wygrania w Hiszpanii i Europie. Trzy takie albumy trafią wkrótce do zwycięzców konkursu, którego jeszcze nie wymyśliłem, ale zrobię to do końca ten blogonotki. Teraz o tym o co będziecie walczyć. Na pewno jest to pozycja obowiązkowa dla każdego kibica Barcelony. Czy dla kibiców innych drużyn, niekoniecznie lubiących Barcę, zmęczonych jej dominacją w futbolu i wszechobecnością w mediach? Tylko dla tych, którzy chcieliby odrobinę zgłębić filozofię tego niezwykle udanego projektu, jakim jest oparta na wychowankach drużyna. Tym, którzy chcą zrozumieć jej sukces, poznając osobowość tworzących ją ludzi, ich podejście do życia i zawodu.

Tak naprawdę wypowiedzi zawodników nie są to głosami z szatni, ale z programu Hat Trick w hiszpańskiej telewizji TV3, w którym kolejka po kolejce, sezon po sezonie Messi, Xavi, Iniesta i spółka zwierzali się prowadzącym ze swego podejścia do sukcesów, porażek, roli w drużynie etc, mówili o koleżeństwie, mentalności, charakterze. Prowadzący program wybrali to co najciekawsze. To co uderza najbardziej po zajmującej nie więcej niż kilkanaście minut lekturze to skromność wszystkich co do jednego tych wielkich piłkarzy. Leo Messi sam się sobie dziwi, że zdobywa tyle bramek, mówi, że to nienormalne i dodaje, że mając za plecami takich piłkarzy jak Andres Iniesta, Sergio czy Xavi to prawdziwy luksus, a każdy gol do osiągniecie całej drużyny, Iniesta twierdzi, że dziennikarze przesadzając, pisząc jak jest dobry, Xavi przyznaje, że na boisku jest całkowicie uzależniony od kolegów z drużyny. Pedro przypomina, że Tercera Division nie strzelał goli, w Primera owszem i to dużo, bo podań jakie dostaje od kolegów po prostu nie da się zmarnować. I tak przez 160 stron, po których człowiek czuje się trochę tak jak po sushi - niby pochłonął kilkanaście smakowitych kawałków, ale nadal jest głodny.

Najciekawsze są anegdoty o każdym z za wodników, umieszczone pod koniec książki, niestety, o każdym z nich tylko jedna. Nie wiedziałem np. że Gerard Pique zadebiutował w Barcy meczem z Wisła Kraków (13 sierpnia 2008 w eliminacjach Ligi Mistrzów), wprawiając przy tym we wściekłość Pepa Guardiolę. Siedział bowiem na ławce i będąc pewnym, że już nie wejdzie zdjął buty i koszulkę. Tymczasem okazało się, że musi pilnie zastąpić kontuzjowanego Daniego Alvesa... - O matko, jaki wściekły był Pep! U niego trzeba zachowywać najwyższą koncentrację i na boisku i na ławce - stwierdził Pique. Dla znających Crackovię, czyli satyryczny program o lidze hiszpańskiej smakowita będzie anegdota, o tym jak Carles Puyol zgodził się przyjść do Hat -tricka pod warunkiem, że zaproszony zostanie również aktor, który go niemiłosiernie parodiuje w Crackovii, wmawiając m.in. że Puyol jest zakochany w owcy, która trzyma w domu i co z tego wynikło z tego spotkania. Dowiecie się, który z gwiazdorów odpowiada za podlewania murawy Camp Nou przed każdym meczem: biega trochę z piłką i decyduje czy trzeba włączyć zraszacze. Ten sam niezwykle znany osobnik jest z zamiłowania... grzybiarzem! W programie poddano go testowi, który przeszedł perfekcyjnie, odgadując wszystkie gatunki grzybów (ciekawe ilu piłkarzy na świecie potrafi odróżnić borowika od muchomora?).

Leo Messi wyjawił pochodzenie swego, nieargentyńskiego imienia, zdradzając, że jego rodzice jeszcze w urzędzie stanu cywilnego kłócili się jak ma mieć na imię. A Bojan opowiedział, dlaczego rodzice nie pozwalają mi rozmawiać na lotniskach przez komórkę, ani słuchać muzyki. Najbardziej wzruszającą historię opowiedział jednak Gabriel Milito.

Jak mówiłem, trzy albumy są do wygrania. Trzeba tylko... prawidłowo wytypować cztery czekające nas wkrótce jeden o drugim mecze Barcelony z Realem Madryt. Uwaga, typować wolno tylko posiadaczom stałych kont! Typy proszę proponować w komentarzach wg wzoru:

Grand Derbi: Real Madryt - FC Barcelona

Puchar Króla: FC Barcelona - Real Madryt

Liga Mistrzów 1: Real Madryt - FC Barcelona

Liga Mistrzów 2: FC Barcelona - Real Madryt

Jeśli zwycięzców będzie więcej niż trzech, przeprowadzę losowanie. Jeśli nikt nie wytypuje trafnie, wygrają ci, którzy będą najbliżej, albo chociaż dobrze obstawią wygranego (ew. remis). Myślałem o konkursie literackim na temat: mój ulubiony zawodnik Barcy i dlaczego? ale żal mi było wykluczać osób, które nie są fanami Katalończyków, nie lubią żadnego z zawodników, a książkę chcą wygrać dla kumpla lub dziewczyny;) Typować można do piątku do 23.55, byle pod tą notką.

Powodzenia!

 

 

czwartek, 07 kwietnia 2011

Zabrońmy Edwinowi van der Sarowi kończyć karierę! Skrzyknijmy się - na facebooku czy innym tweeterze! Rozpętajmy międzynarodową awanturkę, czy coś. Niechby honorowy patronat nad akcją objęli sir Alex Ferguson i mentor wszystkich Holendrów Johan Cruyff. On jest zbyt dobry, by pozwolić mu zejść ze sceny! Cały piłkarski świat straci na jego odejściu. Połóżmy się internetowym Rejtanem i wymyśmy na nim jeszcze jeden rok gry! Piszę - my - nie kibice Manchsteru United, ale my - ludzie kochający prawdziwy futbol! Wiem, że ta emo-odezwa jest mocno nieprofesjonalna i mocno trąci histerią fanatyka, ale przemawia przeze mnie smutek. Kiedy patrzyłem jak ten 40-latek broni w tym niesamowicie intensywnym meczu z Chelsea, jak wyjmuje strzały, których nie wyjąłby żaden z o wiele młodszych od niego rywali (może Julio Cesar w ubiegłym sezonie, Petr Cech przed urazem głowy, Gigi Buffon parę lat temu, Iker Casillas w naprawdę dobrym dniu), jaki spokój zachowuje, a przecież gra z nie wyleczonym do końca urazem łokcia (co ujawnił Tomasz Kuszczak, deklarując, że gotów jest Edwina zastąpić), myślałem sobie jak wielki to żal będzie, że w przyszłym sezonie już go nie będzie!

Oczywiście rozumiem, że podejmując kolejną decyzję o zakończeniu kariery, tym razem definitywną, vn der Sar kierował się względami rodzinnymi. Dwa lata temu jego żona Annemarie doznała udaru mózgu. Edwin chce więcej czasu spędzać z nią i dwójką dzieciaków. Czy wypada go od tego odwodzić? Poza tym odejdzie, będąc na absolutnym szczycie. Prawie na pewno z czwartym tytułem mistrza Anglii, a jego ostatnim meczem w karierze z dużym prawdopodobieństwem będzie kolejny w karierze finał Ligi Mistrzów, na Wembley (wygrany lub nie i  tak wielka sprawa). To w ogromnej mierze dzięki niemu MU wygrał pierwszy akt Bitwy o Anglię na Stamford Bridge. Rozumiem sportowców, którzy chcą odejść będąc na topie - Adama Małysza też nie udało nam się powstrzymać przed kończeniem kariery (a spokojnie w tej formie psychicznej i fizycznej mógłby bić się o medale na igrzyskach w Soczi). Pewnie, że lepiej tak, niż kiedy na boisku są cieniem samych siebie sprzed lat albo na starość odcinają kupony od dawnej sławy w ligach Uzbekistanu czy Kataru.

Swoją drogą ciekaw jestem jak fani Manchesteru United ustawiają van der Sara w rankingu najlepszych golkiperów wszech czasów? Przed Peterem Schmeichelem czy za? Co prawda Duńczyk zdobył pięć tytułów mistrzowskich, ale to Holender ustanowił rekord wszystkich lig brytyjskich w ilości rozegranych spotkań bez utraty bramki - 1311 minut w sezonie 2008/09. Obaj wygrali Lige Mistrzów, ale Duńczyk także Puchar UEFA. Mili kompletnie inny typ charyzmy: Peter wariacki, Edwin - siły spokoju. Ale też Schmeichel skończył karierę w Manchesterze City, van der Sar odejdzie na emeryturę jako Czerwony diabeł...

 

19:29, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (25) »
wtorek, 05 kwietnia 2011

Właśnie w TOK FM usłyszałem zabawną reklamę, zachęcającą do odwiedzania pubu i restauracji na stadionie Legii: przyjdź na Łazienkowską 3, poznasz tu wyjątkowych ludzi. Urocze, prawda?:) Władze Legii nawet nie zdają sobie sprawy jak wydarzenia ostatniego weekendu fatalnie wpłyną na jej wizerunek. I nie chodzi mi tylko o uderzenie Kuby Rzeźniczka przez kibola, który nie niepokojony przez ochronę wszedł sobie na płytę, rozliczył z piłkarzem, a potem spokojnie wyszedł. To oczywiście też bulwersuje. Sporo osób pewnie poważnie się zastanowi, czy wykupić np. karnet rodzinny na kolejny sezon. Bo skoro zawodnik może oberwać od niezadowolonych kibiców to każdy może. Ale równie zaszkodzi Legii tak długi brak zdecydowanej reakcji na wydarzenie. Przez całą niedzielę i pół poniedziałku (wydarzenie miało miejsce w sobotę wieczór) klub nie wziął zdecydowanie w obronę swego zawodnika, zdołają wydać z siebie jedynie lakoniczne stwierdzenie, że „ubolewa i przyjrzy się sprawie". Sprawie ewidentnej, o której mówili świadkowie w Canal +, której efekt pokazywał zapis Orange Sport Info, o której huczały wszystkie media i cały Internet. Nawet kompletnie niezorientowany w meandrach środowiska piłkarskiego minister sportu Adam Giersz zdążył zająć zdecydowane stanowisko (wezwał prokuraturę do ścigania sprawcy z urzędu, nie czekając na ewentualny proces cywilny piłkarza, którego zastraszony Kuba oczywiście by nie wniósł). Legia milczała i analizowała. To milczenie odbije jej się czkawką.

sport.pl
Michał Pol - Strzeliłem kiedyś gola van der Sarowi z podania Zidane'a. Rzutów wolnych uczył mnie del Piero. Niestety trafiałem tylko w mur. Mimo to od czasu do czasu piszę i gadam o futbolu - przez 15 lat w „Gazecie Wyborczej” (1994-2009), dziś na Sport.pl i - głównie o Lidze Mistrzów - w nSporcie. Mam dysleksję, więc nie wytykajcie mi błędów. Są piłkarze, którzy nie potrafią wykonywać rzutów karnych...
@napisz do mnie