poniedziałek, 28 marca 2011

Poniedziałkowy ‘Fakt’ pisze, że dwa dni przed meczem z Litwą w Kownie sześciu piłkarzy reprezentacji Polski na urządziło sobie orgię seksualną, nazywaną bunga bunga z udziałem czterech prostytutek w jednym z poznańskich hoteli. Oburzeni piłkarze oznajmiają na to, że opisane przez ‘Fakt’ fakty nie miały miejsca, artykuł narusza dobre imię zawodników oraz wizerunek całej reprezentacji Polski i proteście przeciw przejawom nierzetelności dziennikarskiej jednogłośnie postanowili nie wypowiadać w żadnych mediach do odwołania. Brakuje mi w oświadczeniu informacji o żądaniu sprostowania kłamstw i skierowaniu sprawy do sądu przez PZPN (bo reprezentacja nie jest chyba podmiotem prawnym). Dziwi bojkot mediów wszelkich, które przecież byłyby idealną platformą do wyjaśnienia sprawy. Może dlatego, że do opisanego przez ‘Fakt’ zdarzenia niestety doszło? Zdążyłem już pocztą pantoflową poznać nazwiska sześciu winowajców, których tu oczywiście nie podam. Nie dlatego jednak bym bał się procesu (łatwo mógłbym przegrać, nie mam żadnych dowodów, nie było mnie w Poznaniu), ale dlatego, że uważam, iż nazwiska nie mają żadnego znaczenia i nie ma mowy o żadnych winowajcach.

czwartek, 24 marca 2011

Jesteś kibicem i nie wiesz co robić w weekend, w który nie gra Ekstraklasa? Idź na mecz A lub B klasy w swoim mieście! - zachęca znany bloger, kibic Chelsea i piłkarz A-klasowej Polonii z podwrocławskich Miłoszyc, Michał Zachodny, organizator ogólnopolskiej akcji Wielki dzień naszej piłki. Wzorował się Non-league day, akcja na Wyspach, wymyślonej przez Jamesa Doe, kibica Harrow Borough (Isthmian League Premier Division, odpowiednik polskiej A klasy). - Wielu z nas nawet nie wie, jak duże emocje towarzyszą takim spotkaniom. Na meczu lokalnej ligi można bawić się równie dobrze jak na meczu Lecha, Śląska czy Legii - opowiada Michał w rozmowie z poznańską Gazetą Wyborczą. Przy pomocy kilku znajomych stworzył stronę internetową www.wielkidziennaszejpilki.pl, na której można sprawdzić, jakie drużyny grają w Waszym regionie, a także dodać własny mecz do bazy danych. W poprzedniej, jesiennej edycji zabawy było ich 328. - Chcemy, żeby ludzie nie tylko wpisywali swoje mecze w internecie, ale też na nie przychodzili. W jednym ze spotkań wałbrzyskiej A klasy w pierwszej edycji „Wielkiego dnia” na meczu Zamku Kamieniec Ząbkowicki na trybunach zasiadło 600 widzów. Od zawsze fascynowałem się rozgrywkami w Anglii. Tam na stadiony chodzi się właściwie na każdym poziomie ligowym. Chcemy, żeby u nas było podobnie - mówi.

wtorek, 22 marca 2011

Wayne Rooney zapisał swojego synka Kai’a do szkółki piłkarskiej. Nie byłoby w tym newsie niczego nadzwyczajnego, robi tak wielu ojców, zwłaszcza na Wyspach, zwłaszcza ci, którzy chcieliby, żeby ich pociechy podążyły śladem np. właśnie papy Rooney’a, gdyby nie wiek dzieciaka. Kai ma dopiero 16 miesięcy. Ojciec-wariat, owładnięty obsesją, żeby syn koniecznie został gwiazdą futbolu, zmusza do gry w piłkę maluszka, który dopiero co nauczył się chodzić? Zadepczą tam biedaka! - pomyśli ktoś. Nic z tych rzeczy. Wayne zapisał synka do wyrastających na całym świecie jak grzyby po deszczu szkółki Socatots, gdzie z piłką oswajana są nawet 6-miesięczne oseski. Oczywiście nikt tam nie uczy szkrabów wślizgów, gry głową przy wrzutkach z rogów w ataku i defensywie, ani nawet strzałów na bramkę. Kai podobnie i jego rówieśnicy mają przede wszystkim polubić zabawy z piłką, oswoić się z nią, trochę poćwiczyć koordynację, trochę balansowanie, wszystko w interakcji z innymi uczestnikami zajęć. Piszę o tym, ponieważ wiem, że wielu ze stałych bywalców Polsportu to młodzi ojcowie (pozdrowienia dla zwycięzcy ostatniego Blogowego Pucharu Lata;), tymczasem Socatots mają swoje filie także w Polsce - w Warszawie, Poznaniu, Wrocławiu, Trójmieście, Szczecinie, Toruniu i Bydgoszczy. Zajęcia wyglądają TAK.

poniedziałek, 21 marca 2011

No i stało się. Adam Małysz oddał ostatni skok w karierze. Świat sortu nie będzie już taki sam. Niestety nie było mnie przy tym historycznym zdarzeniu w Planicy. Mam za to tę satysfakcję, że dane mi było na własne oczy zobaczyć jego pierwsze zwycięstwo (i pierwszego Polaka w dziejach) w Turnieju Czterech Skoczni w 2001 roku. Na moich oczach wykluwała się małyszomania, do której sam nieco się przyczyniłem. Np. to właśnie nam pierwszym z Robertem Błońskim (farciarz w Planicy był!) Małysz wyznał, że tuż przed skokami zjada osławioną BUŁKĘ Z BANANEM. Taki też daliśmy tytuł naszego wywiadu w Gazecie Wyborczej, a następnego dnia przybiegł do nas Apoloniusz Tajner z udawaną pretensją, że w strefie dla zawodników zabrakło i bułek i bananów, bo teraz wszyscy zawodnicy je jedzą. O Małyszu napisałem już wszystko. Mogę mu tylko dziękować za lata pozytywnych emocji i mnóstwa powodów do dumy, czego dziennikarz sportowy akurat z Polski nigdy nie ma w nadmiarze. Zamieszczam tu felietonik jakim zapowiedziałem w Gazecie Telewizyjnej ostatnie konkursy Małysza w Pucharze Świata i nadchodzący Skok do celu, bo ciekaw jestem czy zgodzicie się z tezą, dlaczego pokochaliśmy Małysza tak wielką miłością. I nie zdołałem w krótkim tekście tego pytania postawić, więc pytam teraz, czy myślicie, że podobne emocje będzie w nas wzbudzał Kamil Stoch, który tak symbolicznie, zwycięstwem w Planicy przejął od Adama pałeczkę?


14:37, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (9) »
piątek, 18 marca 2011

Czyżby kulki, którymi Gary Lineker losował pary ćwierćfinałowe Ligi Mistrzów były podgrzane? Anglik zapewniał, że nie są, ale UEFA musi być przeszczęśliwa z losowania, stacje telewizyjne na pewno też. Kibice? Chyba też nie mogą narzekać. Nie dość, że czekają nas tak atrakcyjne mecze jak Real - Tottenham i Chelsea z Manchester United, to jeszcze jest duża szansa na fantastyczny półfinał Real - Barcelona i niemal pewność, że w finale na Wembley nie spotkają się dwie drużyny z jednego kraju, co zawsze źle służy atrakcyjności finału Champions League. Oczywiście futbol jest tak nieprzewidywalny, że teoretycznie w finale mogą się spotkać nie tylko dwa kluby z jednego kraju, ale wręcz miasta, ale by tak się stało Tottenham musiałby przejść i Real i Barcę, pierwszego jeszcze nie wykluczam, ale jak uda się i to drugiego, to... ale i tak Harry Redknapp ma mój wielki szacun za ten sezon, choćby go nie skończył w czwórce w Premier League. Swoją drogą nie mogę się już doczekać na ćwierćfinałowy pojedynek na prowokacje i motywacje miedzyJose Mourinho, a Harrym Houdinim...

środa, 16 marca 2011

Oto ze wszech miar wspaniała wieść dla trenera reprezentacji Polski, Franciszka Smudy i wszystkich kibiców „Biało-czerwonych”! Maor Melikson nie znalazł się w szerokiej, 25-osobowej kadrze reprezentacji Izraela na najbliższe mecze eliminacji Euro 2012 z Łotwą i Gruzją! Przegrał rywalizację z Biramą Kayyalą (Celtic Glasgow), Bibrasą Natkho (Rubin Kazań), Almog Cohenem (Norymbergia), a nawet Yossi Benayounem, co prawda z londyńskiej Chelsea, który ostatni raz zagrał w piłkę we wrześniowym meczu Carling Cup z Newcastle United, kiedy to doznał urazu. Nawet on, rekonwalescent bez gwarancji, że jest w stanie dać z siebie cokolwiek przyda się trenerowi Luisowi Fernandezowi bardziej niż ofensywny pomocnik Wisły. Ju huuuu! Skoro go nie chcą w Izraelu, to tym chętniej zgodzi się na grę dla reprezentacji Polski! Co prawda selekcjoner Smuda jeszcze go nie widział na żywo w akcji (bo i po co chodzić na mecze lidera? Oglądać Patryka Małeckiego nie musi, przecież dla krnąbrnych piłkarzy nie ma miejsca w kadrze! - deklarował ostatnio) ale tak się dobrze składa, że trener i izraelski piłkarz mieszkają w Krakowie, lada moment ma dojść do spotkania!

Dwie okropne wiadomości. Hannu Lepistoe, jeden z najlepszych trener w historii skoków narciarskich, wychowawca m.in. Mati Nykaennena i Thomasa Morgensterna, trener Adama Małysza doznał ataku serca. Fin źle poczuł się na lotnisku, miał lecieć na ostatnie zawody Pucharu Świata w karierze Małysza i swojej. Ogłosił, że odchodzi na emeryturę, bo drugiego takiego zawodnika jak Polak nie znajdzie, więc praca traci dla niego sens. Oby kariry nie musiał już kończyć Eric Abidal. U jednego z najlepszych obrońców świata wykryto nowotwór wątroby. Czwartkowa operacja wykaże, złośliwy czy nie. Diagnoiza brzmi jak werdykt, ale być nim nie musi! Być może dane mu będzie wrócić do sportu jak duńskiemu piłkarzowi, Ebbe Sandowi czy słynnemu kolarzowi Lance Armstrongowi, który po wygranej walce z nowotworem siedmiokrotnie wygrał Tour de France. Na twitterze zdążyłem już zresztą przeczytać życzenia zdrowia dla Erica od Lance’a. Nie on jeden solidaryzuje się w ten sposób z piłkarzem Barcelony. Twittują jego koledzy z Barcy i rywale z Realu Madryt, cały piłkarski świat. Wzruszyłem się, czytając ich słowa, dotąd w podobnych przypadkach zawsze niedostępne dla postronnych...

piątek, 11 marca 2011

Jak może słyszeliście prezydent FIFA, Sepp Blatter zamierza zabronić gry w opaskach na głowie i szyi. Jego zdaniem zwłaszcza te ostatnie, stosowane jako ocieplacze są szczególnie niebezpieczne, bo mogą doprowadzić nawet do uduszenia zawodnika. - Opaski nie są częścią stroju. Są niepotrzebne, za to niebezpieczne. Sam byłem piłkarzem i zimą nigdy niczego takiego nie stosowaliśmy. Ani latem opasek na głowie. Jeśli ktoś nie chce, żeby włosy wpadały mu w oczy, niech idzie do fryzjera. Przepisy co do stroju piłkarza są jasne i FIFA zamierza je egzekwować - oznajmił szef FIFA. Od kibiców Arsenalu dostałem meilem zdjęcia naturalnych opasek na szyję, które co prawda też prowadzą do duszenia, ale w przeciwieństwie do poliestrowych szalików mają pełną aprobatę UEFA i FIFA. Zastosowano je z powodzeniem podczas rewanżowego meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów Barcelona - Arsenal. Oto one:

środa, 09 marca 2011

Środa popielcowa - dzień umartwień - jak znalazł dla podsumowania Ligi Mistrzów z polskiego punktu widzenia. Co za niefart z kontuzją Wojtka Szczęsnego! Tyle razy piłkarze strzelają w bramkarzy, o wiele mocniej niż Dani Alves, a jednak musiało pójść to ścięgno! No i mamy teraz dwóch kontuzjowanych bramkarzy w Arsenalu. Łukasz Fabiański na pewno nie zagra do końca sezonu, czy Wojtek też? Tak sms’ował tuż po meczu do ojca, Maćka, z którym komentowałem spotkanie w nSporcie. Kiedy schodził z boiska z grymasem bólu i zawodu na twarzy Maciek aż cały poszarzał. Wcześniej powiedział nam, że denerwuje się sto razy bardziej niż kiedy sam bronił i każdy mecz Wojtka kosztuje go parę lat życia. Ale pewnie oddałby tych parę lat, byle tylko syn został w bramce Kanonierów do końca. Z pierwszą informacją o palcu Wojtek zadzwonił do niego tak z pięć minut po zejściu do szatni. Teraz jak wszyscy czekamy co dalej. Ale jak tu nie doszukiwać się polskiego fatalizmu: najpierw wypadek Kubicy, który traci cały sezon w bolidzie, którym miał się bić o mistrza (oby w ogóle wrócił do F1!), później Małysz ogłasza koniec kariery. Szczęsny ledwo błysnął w pierwszym spotkaniu z Barceloną, już - przynajmniej w tym sezonie - kariera zastopowana. Czy kiedy się wyleczy, automatycznie wróci do pierwszego składu? Tego nie wie pewnie nawet Arsene Wenger, zwłaszcza, że Manuel Almunia bronił znakomicie. Plotki o końcu tego bramkarza wyraźnie były przesadzone. Gdyby nie on, Barca wygrałaby dużo wyżej. Hiszpana bardzo chwalił Maciek Szczęsny, przyznając, że Wojtek, gdyby został na boisku nie miałby szans przy żadnej z trzech bramek. Szczególnie przy pierwszej, w której Leo Messi zachował się jak zawodnik z PlayStation, jak ochrzcił go Wenger po ubiegłorocznym meczu na Camp Nou, w którym Argentyńczyk zdobył cztery gole.

 
1 , 2
sport.pl
Michał Pol - Strzeliłem kiedyś gola van der Sarowi z podania Zidane'a. Rzutów wolnych uczył mnie del Piero. Niestety trafiałem tylko w mur. Mimo to od czasu do czasu piszę i gadam o futbolu - przez 15 lat w „Gazecie Wyborczej” (1994-2009), dziś na Sport.pl i - głównie o Lidze Mistrzów - w nSporcie. Mam dysleksję, więc nie wytykajcie mi błędów. Są piłkarze, którzy nie potrafią wykonywać rzutów karnych...
@napisz do mnie