poniedziałek, 29 grudnia 2008



 

Sprawa aresztowania kapitana Liverpoolu Stevena Gerrarda tak mnie zszokowała, że kompletnie zapomniałem napisać o innej, nie mniej sensacyjnej wiadomości z obozu przeciwnika „The Reds" w 1/8 finału Ligi Mistrzów - Realu Madryt. Otóż dyrektor sportowy „królewskich" Predrag Mijatović, którego wszyscy kibice najchętniej pozbyliby się z klubu za nietrafione transfery, oświadczył, że w dramatycznej sytuacji kadrowej wraca na boisko! - poinformowały wczoraj (28 grudnia) hiszpańskie media, a za nimi świetna strona realmadryt.pl  


Były napastnik reprezentant Jugosławii, którego gol dał Realowi zwycięstwo w finale Ligi Mistrzów w 1998 r. (czyli pierwszy Puchar Europy od 32 lat) odnotował właśnie kolejną wpadkę jako dyrektor sportowy: okazało się, że z dwójki kupionych w obliczu plagi kontuzji zawodników - Klaas Jan Huntelaar i Lassana Diarra - do Ligi Mistrzów może zgłosić tylko jednego z nich, bowiem obaj wystąpili już w Pucharze UEFA. Skoro tak - proponuje Mijatović - zgłośmy Diarrę, defensywnego pomocnika, a w ataku zagram... ja.

 

- To gruntownie przemyślana decyzja. Skoro mamy tylu kontuzjowanych, a nowi zawodnicy nie mogą grać w Champions League, moim obowiązkiem jest pomóc tej drużynie za wszelką cenę. Pod nieobecność Ruuda van Nistelrooya zespół potrzebuje doświadczonego napastnika, takiego starego serbskiego wyjadacza jak ja. Nie mówię oczywiście o grze w podstawowym składzie, ale o wejściach na ostatnie 10, 15 minut, góra pół godziny - powiedział Mijatović na antenie radia Cadena Ser.

 

Dodał, że rozmawiał już z trenerem Juande Ramosem, który jest na „tak”. Poddał się też wstępnym badaniom medycznym, które wykazały, że jest zdrów jak ryba. - To akurat dla mnie żadna nowość, bo od zakończenia kariery codziennie przebiegam 10 kilometrów i przepływam 30 długości basenu. Dbam o zdrowie i mam nienaganną sylwetkę. Zresztą, nie ma lepszego treningu niż codzienne bieganie po niezliczonych schodach klubowego budynku Realu - ujawnił.

 

Mijatović otrzyma koszulkę z numerem 69, czyli końcówką roku urodzenia. Przestrzega jednak, żeby nie kierować się jego wiekiem. - Popatrzcie na Maldiniego, jest o rok starszy, a wciąż gra! A my, Serbowie, to twardy naród. Dam radę! Nie zdążę przygotować się na Villarreal, ale na początek rundy wiosennej będę zwarty i gotowy. I nie mogę się doczekać konfrontacji z Liverpoolem. Jeżeli zdobyło się gola na wagę zwycięstwa w finale Ligi Mistrzów, tej umiejętności nie zapomina się nigdy. Zgotuję „The Reds” prawdziwe piekło! - zagroził.

 

Ja też nie mogę się już doczekać tej konfrontacji! A w Realu wszyscy są happy, bo pozybyli się kiepskiego dyrektora sportowego a zyskali doświadczonego napastnika, „starego serbskiego wyjadacza” od którego Huntelaar nie się uczy!






Ligi europejskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!


20:37, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (23) »
niedziela, 28 grudnia 2008

 

Fajny pomysł mieli koledzy z „Polska. The Times”, którzy rok 2008 w sporcie podsumowali najgłupszymi cytatami naszych trenerów, działaczy, zawodników. Postanowiłem pójść tą drogą. Oto najbardziej miarodajna dla minionego roku garść wypowiedzi ludzi naszego sportu (i polityki), które przejdą do historii, na krócej lub dłużej (niektóre niestety). Dla zabawy nie podaję autorów, wytężcie pamięć, strzelajcie albo zajrzyjcie do notki poniżej.

 

1. „Nie rozumiem, czemu sprawa Rogera wzbudza takie emocje? Jeśli zostanie Polakiem, będzie naturalnym kandydatem do reprezentacji. Dostanie szanse i jeśli wykaże ambicję i chęć walki, stanie się częścią kadry. Mamy 2008 rok, globalną wioskę. Polacy grają w reprezentacji Niemiec, Brazylijczycy w Chorwacji. Taki dziś jest świat. Wyjdźcie z drewnianego pudełka!”

 

2. „Roger Perejro, ale dobry był także nasz bramkarz Artur Borubar”

 

3. „Chciałem zabić Howarda Webba. Jak każdy polski kibic”

 

4. „Narastająca presja sukcesów i trudne warunki klimatyczne coraz bardziej odbijały się negatywnie na moim zdrowiu już wcześniej, a po nieudanym starcie mojej zawodniczki zacząłem zażywać leki uspokajające. W feralnym dla mnie dniu wypiłem trzy lampki wina, po których poczułem się bardzo słabo i dlatego wyszedłem na zewnątrz budynku. Tam usiadłem na trawie, zapaliłem papierosa i dalej straciłem świadomość”

 

5. „W moim przypadku recepta na sukces jest prosta. Wchodzi się do koła i wali z całej siły. To wszystko. To jest sport dla normalnych ludzi. Żadnych idiotycznych wyrzeczeń. Można wypić piwko, można normalnie zjeść”

 

6. „Jak każdy mam również prawo napić się piwa, jeśli mam na to ochotę. I chcę być rozliczany z tego, co robię na boisku, a nie poza nim. Nigdy nie zdarzyło się, bym pił alkohol przed meczem. To byłoby skandaliczne. Ale po? Owszem, tak. Od paru lat w kadrze po meczu piło się jedno, dwa, czy trzy piwa. I nikt nie podnosił lamentu z tego powodu”

 

7. „Uważa pan, że robiłbym taką burzę z powodu dwóch czy trzech piwa? O czym my rozmawiamy? Nie jestem głupi i zwykle po meczach pozwalam zawodnikom na wypicie jednego piwa czy dwóch. Nie ma problemu, jeśli przy kolacji po meczu ktoś chce wypić kieliszek wina. Ale zapewniam, że to nie ten przypadek”

 

8. „Żeby zostać prezesem PZPN, to trzeba przynajmniej umieć czytać i pisać”

 

9. „Niedługo będziemy mieli rok 2009, coraz bliżej mistrzostw Europy, a my wciąż wracamy do starych grzechów. Ciągnie się to w nieskończoność. Jestem ciekaw, kiedy to w końcu zamkniemy. Wkrótce będziemy ścigać sędziego, który wziął kilogram kiełbasy. Albo pół litra wódki. Powoli dochodzimy do absurdu”

 

10. „Wiedza prokuratorów na temat korupcji w polskim futbolu jest porażająca. Powiedziałem tak: „Żałuję tego, co się stało, ale się stało”. Muszę pochwalić sam pobyt we Wrocławiu i to, co ci ludzie tam robią. Agenci CBA zachowywali się kulturalnie, mogliśmy spokojnie porozmawiać. Usłyszałem od nich słowa pocieszenia. Cieszą objawy sympatii mimo tego, co się wydarzyło. Żegnając się, życzyłem im powodzenia w dalszej pracy”

 

11. „Dwukrotna chęć aresztowania mojej osoby wzbudziła moje zdziwienie i zawód. Kocham wolność, nigdy nie siedziałem, ale jak ktoś mnie próbuje bić to nie mogę uważać, że nic się nie dzieje. Sprawa ciągnie się od dwóch lat. Gdy się rozpoczęła byłem jeszcze posłem i miałem paszport dyplomatyczny. Często jeździłem zagranicę m.in. do Azji i nie tylko. Przecież, gdybym się czegoś obawiał i chciał mataczyć i uciec, co chciano mi zarzucić, to miałem na to wiele możliwości i czasu. Potwierdziłem w prokuraturze, że korupcja w polskim futbolu miała miejsce od 40 lat. Kto nie chciał wejść w maszynę korupcji, musiał wypadać z tego układu – nie miał pracy ani w pierwszej, ani w drugiej lidze. Musiał się dostosować. Ale mnie w tym nie było. Jestem czysty!”

 

12. „Chciałbym grać w kadrze, strzelam dużo bramek i zasłużyłem na to, by choćby zostać sprawdzonym. Jednak nie przez zaledwie 45 min, jak w meczu z Czechami. To przykre, bo reprezentacja zawsze była dla mnie priorytetem. Podczas zgrupowania przed meczem z Czechami Beenhakker w ogóle ze mną nie rozmawiał. To dziwne. Zrozumiałem, że było to powołanie „na odczep się". Nie będę więc robił bólu głowy selekcjonerowi i z tej reprezentacji rezygnuję”

 

13. „Największy dramat polskiej szermierki to alkoholizm. Podczas mistrzostw świata czy Europy działacze nieraz byli pod wpływem alkoholu. Nieznośne są zwłaszcza imprezy w hotelach. Ile to już razy zostałam przez nie zbudzona... Pamiętam MŚ w Turynie w 2006 r. Czekał nas ważny start, ale o 3. w nocy obudziły nas straszne hałasy. To działacze bawili się na korytarzu. Boli mnie to, że prezes pije i jeszcze pozwala na to innym. Także trenerom”

 

14. „Ja piję? Gówno prawda, panie kochany! Ludzie robią ze mnie łajdaka. Gwarantuję, panie kochany, że nikt nie przychodzi na zawody pijany. Za mojej prezesury moja dyscyplina zdobyła 280 medali. I co mam w zamian? Ludzie mieszają mnie z błotem. Mówią, że piję, a ja w Pekinie mieszkałem z prezesem związku judo i kładłem się do łóżka godzinę wcześniej niż on!”

 

15. „Termin tej grandy jest wyjątkowy, bo przecież przed nami zjazd PZPN i wybory nowego prezesa. To jakaś prowokacja. Dla nas Zawłocki nie istnieje ani jako komisarz, ani nawet partner do rozmów. Nikt nie będzie zwracał na tego chochoła uwagi"

 

16. „Dosyć tego bałaganu! Najwyższy czas zaryzykować! Wiem, że wśród tej kibicowskiej części opinii publicznej pojawia się pytanie: a co, jeśli będziemy zmuszeni do wycofania z rozgrywek jakichś drużyn? Jeśli potrzebne jest twarde stanowisko, to czasami musi to kosztować. Co nam po eliminacjach, które będziemy przegrywali, po klubach, które będą masowo odpadały, co nam po piłce, gdzie strach wejść na trybuny? Tak nie może być, dlatego uważam, że lepiej podjąć twarde i radykalne decyzje w tej kwestii, bo inaczej będziemy w półmroku, udając zadowolonych”

 

17. „To nie była kapitulacja. Minister Drzewiecki chciał wysondować sytuację, ocenić, co można zmienić w PZPN bez narażania polskiej piłki na sankcje ze strony piłkarskich federacji. Ta batalia jednak w tej chwili nie miała żadnej szansy na powodzenie" -

 

18. „Mam swoje zasady: nigdy nie biję kobiet, dzieci i Tomasza Adamka. Ale teraz mogę zrobić wyjątek od tej reguły. Jeśli Tomasz rzuci mi rękawicę, to chętnie ją podejmę i pokonam go jedną ręką”

 

19. „Piechniczek? Kto to jest? Znam tego faceta? Dla mnie on nie istnieje! Dlatego, że cała jego egzystencja sprowadza się do wygadywania jakichś bzdur na mój temat. To jedna z tych osób, które zawsze chowają się w przeszłości polskiego futbolu. Zapominając o tym, że mamy zupełnie inne czasy, że w Polsce jest inny ustrój polityczny, że przyszła nowa generacja i przede wszystkim, że zmienił się futbol. Ludzie, którzy ciągle mówią o przeszłości, nie muszą nic mówić o przyszłości. Uciekają wstecz, bo nie mają żadnej wizji i pojęcia, nie tylko o przyszłości, ale także o teraźniejszości”

 

20. „Piszecie w gazetach, że mówię to, co napisał mi na karteczce prezes. Jego tu dziś nie ma, ja nie mam karteczki, więc nic więcej nie powiem (wychodząc z konferencji)

 

Mikołaj, proszę ja Was, przychodzi do wszystkich. Nawet do tych co nie zasłużyli...

 

Ligi europejskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

21:02, francuski_lacznik , Inne sporty
Link Komentarze (13) »

1. Leo Beenhakker nie widzący niczego zlego w spolszczeniu Rogera

2. Prezydent Lech Kaczyński po meczu z Austrią na Euro 2008

3. Premier Donald Tusk po meczu Austria - Polska

4. Działacz PZLA Jerzy Sudoł podczas igrzysk w Pekinie, obudzony na trawniku w wiosce olimpijskiej

5. Tomasz Majewski, złoty medalista igrzysk olimpijskich w pchnięciu kulą

6. Dariusz Dudka, jeden z trzech kadrowiczów zawieszonych przez Leo Beenhakkera po libacji alkoholowej na Ukrainie

7. Leo Beenhakker o incydencie lwowskim

8. Były trener reprezentacji Polski Jacek Gmoch, przed wyborami prezesa PZPN

9. Nowy prezes PZPN Grzegorz Lato

10. Były trener Legii, Polonii i Korony Kielce, Dariusz W. po zwolnieniu z aresztu z zarzutami o korupcję

11. Były trener reprezentacji Polski, Janusz W. po zwolnieniu z aresztu z zarzutami o korupcję

12. Artur Wichniarek, po ogłoszeniu decyzji o rezygnacji z gry w reprezentacji

13. Florecistka Sylwia Gruchała o pijaństwie działaczy

14. Były prezes Polskiego Związku Szermierczego, Adam Lisewski

15. Rzecznik PZPN Zbigniew Koźmiński po wprowadzeniu do związku kuratora Roberta Zawłockiego

16. Premier Donald Tusk po powołaniu kuratora w PZPN

17. Premier Donald Tusk po odwołaniu kuratora w PZPN

18. Andrzej Gołota

19. Leo Beenhakker o szefie Wyszkolenia PZPN, swoim przełożonym

20. Były trener Cracovii Stefan Majewski na konferencji prasowej po porażce z Lechią

 

Ligi europejskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

 

 

21:00, francuski_lacznik , Inne sporty
Link Komentarze (2) »
środa, 24 grudnia 2008



 

Okna błyszczą, umyty motocykl,
chociaż ciasno - nie drętwieje noga.
Pod choinką tysiąca prezentów
życzy Polsport i cała załoga.

 

 

Tym wierszykiem, który wygenerowałem w bloxowym Generatorze-wierszykow-wigilijnych pragnę złożyć wszystkim zaglądającym na mój blog najserdeczniejsze życzenia świąteczne. Ponieważ jak mniemam w Takim Dniu Polsport odwiedzą tylko Starzy Bywalcy, dla któregoś z Was mam mały, ale efektowny prezent, niestety tylko jeden.

 

Otóż św. Mikołaj, który odwiedził mnie wcześniej, przyniósł mi oryginalną klubową koszulkę Pewnej Wielkiej Gwiazdy Futbolu. Jest taka ładna, że aż się chce ją założyć, ale po pierwsze ja jestem bramkarzem, a to nie jest bluza bramkarska, a po drugie przyłapany niej straciłbym resztki i tak podważanej wiarygodność i co wpis ktoś wypominałby mi, że piszę przez pryzmat "ukochanego" klubu. Co już raz mi się zdarzyło, kiedy w TV wystąpiłem w koszulce Barcelony, tej na 100-lecie klubu i z tej okazji właśnie wraz z winem "Barca Campeon". Niech więc ta koszulka idzie w lepsze, Wasze ręce…

 

Ale żeby uchylić się od trudnego wyboru - bo gdybym mógł obdarowałbym wiele uroczych komentatorek i komentatorów - postanowiłem, że koszulkę dostanie ten, kto pierwszy zgadnie czyja ona jest.

 

A gra w niej gwiazda naprawdę światowego formatu. Kiedy będziemy wymieniać najwspanialszych piłkarzy początku nowego milenium, grających na jego pozycji, na pewno padnie jego nazwisko. Zasłynął wszakże głównie dzięki grze w klubie. Nie z racji nacji. To nie przypadek Ryana Giggsa, którego Walia, a więc i on nigdy nie zaistniał w futbolu reprezentacyjnym. Reprezentacja naszego bohatera zawsze należy do faworytów każdego turnieju, odnosiła też wielkie sukcesu jakiś czas temu. A ta nacja wydała wielu najwspanialszych piłkarzy świata i wciąż wydaje. Ale akurat nasz bohater nigdy nie wzniósł się w kadrze na takie wyżyny jak w klubach, w których grał. Z jednego bardzo ważnego turnieju wyeliminowała go co prawda kontuzja, a gdyby zagrał… ho, ho, co bo się mogło zdarzyć. Za to na tych, na których wystąpił, przeraźliwie zawodził…

 

W paszporcie nazywa się nieco dłużej niż my znamy go z boiska, ale ta wskazówka może być baardzo myląca, bo ja sam wpadłem na to dopiero w wikipedii. Nasz bohater zabłysnął w klubie, w którym niedawno gwiazdą próbował zostać pewien Polak, ale kompletnie mu się to nie udało. Zabłysną aż tak, że syn trenera pewnego Wielkiego Klubu błagał ojca na kolanach, żeby go kupił, co też ten zrobił.

 

Rozmawiałem z nim dwa razy w życiu - co jest marną podpowiedzią - ale, a był już wówczas gwiazdą pełną gębą pewnego Wielkiego Klubu, z wielkim uznaniem wypowiadał się o pewnym Polaku, który - jak stwierdził - potrafił go powstrzymywać skutecznie jak nikt. W karierze prześladowały go niestety dość głośne kontuzje. Choć na co dzień jest raczej niesłychanie spokojnym i bezkonfliktowym człowiekiem, niestety raz wdał się w pewną awanturę, przez którą pożegnał się z klubem. Co jednak jak się okazało, wcale nie wyszło mu na gorsze, a raczej klubowi, który opuścił.

 

No i jak? Prościutkie, prawda? Na propozycje czekam do pierwszej gwiazdki. I jeszcze raz życzę wszystkim Wesołych Świąt!


 




Ligi europejskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!


12:05, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (115) »
poniedziałek, 22 grudnia 2008

 

 

Zanosi się na to, że pomocnik reprezentacji Polski Roger Guerreiro nie zagra na wiosnę w Ekstraklasie. Według „Gazety Wyborczej” są duże szanse, że Brazylijczyk z polskim paszportem trafi do Panathinaikosu Ateny. Grecki klub zapewne okazałby się dla niego rajem: ciepło jak w Brazylii, Liga Mistrzów - Roger mógłby wziąć udział w walce o ćwierćfinał z Villarrealem, pełne trybuny co mecz, wspaniali kibice... Z kolei według „Przeglądu Sportowego” Brazylijczyk raczej trafi do Dynama Moskwa, które wszakże zaoferowało Legii 2 miliony euro, czyli milion mniej niż Grecy. Legia z odejściem swego gwiazdora raczej się pogodziła, stąd oficjalna propozycja złożona Łukaszowi Gargule...

 

Tymczasem w Polskiej Agencji Prasowej ukazał się wywiad z Rogerem podsumowujący ten niesamowity w jego życiu rok, w którym stał się obywatelem Polski (a przy okazji także Rogerem Parejro) i wystąpił na mistrzostwach Europy, imprezie, o której wcześniej nawet nie marzył. Czy reprezentacji Polski i polski futbol zyskały dzięki naturalizacji Brazylijczyka, to temat na inną dyskusję. Moim zdaniem tak. Zresztą dyskutowaliśmy już o tym. Nie można mieć pretensji do Leo Beenhakkera, że powołał do kadry piłkarza z polskim paszportem. Skoro w tamtym czasie przepisy UEFA i FIFA pozwalały na naturalizację, a my sami sobie nie potrafiliśmy wychować piłkarza o podobnych umiejętnościach i predyspozycjach, głupotą byłoby nie pójść drogą jaką poszły Chorwacja (Eduardo da Silva), Portugalia (Deco), Turcja (Mehmet - a kiedyś Marco - Aurélio), Japonia (Alex) a zwłaszcza Niemcy (Łukasz Podolski, Mirosław Klose czy Piotr Trochowski - wiem, wiem, że trzej ostatni wychowali się w Niemczech, a Eduardo przybył do Chorwacji jako chłopiec, ale jednak oni wszyscy nie grają w swoich NARODOWYCH jedenastkach). Dziś przepisy są inne, ostrzejsze i bardzo dobrze. Nie ma zagrożenia, że w reprezentacji Polski będą grali sami Brazylijczycy z Arturem Borucem na bramce, choć trudności z grą dla biało-czerwonych ma nawet Lodovic Obraniak, mający polskich dziadków.

 

Pamiętam, że jeden z tych, którzy sprzeciwiali się przyspieszonemu trybowi obywatelstwa dla Rogera, Cezary Kucharski, zastrzegał, że my Polscy jesteśmy inni niż np. Holendrzy, bardziej utożsamiamy się ze swoją ojczyzną i nie wszystko przeliczamy na pieniądze. A Roger nie jest na tyle związany z Polską (jak Podolski i Klose z Niemcami, którym zawdzięczają całą piłkarską edukację) by Prezydent RP miał mu dać obywatelstwo w trybie nadzwyczajnym.

 

Dziś zgadzam się z Czarkiem przynajmniej w tym, że Roger nie okazał się piłkarzem nadzwyczajnym, w porównaniu z Emmanuelem Olisadebe, który stawał się Polakiem jako czołowy napastnik w Europie, a potem dowiódł swej wielkości gradem kluczowych goli w eliminacjach do mundialu 2002. Z materiału zamieszczonego w PAP wynika też, że Czarek miał słuszne wątpliwości co do siły związków łączących Rogera z Polską.

 

Roger bowiem nie tylko pryska na Święta i Sylwestra do rodzinnego Sao Paulo (to akurat żaden grzech, sam chętnie przywitałbym tam Nowy Rok). Ale pytany o najważniejsze wydarzenia w tym roku dla siebie wymienia polskie obywatelstwo i... zakup mieszkania w Brazylii. - W końcu było mnie stać na pierwsze mieszkanie w Brazylii. To na pewno wielkie wydarzenie w życiu każdego człowieka. Wprawdzie wcześniej dostałem jedno po rodzicach, ale obecnie mieszka w nim moja mama i to nie to samo, co kupno własnego - stwierdził, dodając, że w Warszawie na razie mieszkanie wynajmuje i to mu wystarcza. - Może kiedyś poczuję potrzebę, by mieć również własne lokum w Polsce. Zobaczymy - powiedział. Umówmy się jednak, że od grania w Panathinaikosie czy Dynamie Moskwa potrzeba posiadania mieszkania w Warszawie mu się nie zwiększy.

 

 

Zwłaszcza, że, jak deklaruje, po zakończeniu kariery nie zamierza pozostawać w Europie. Swoje miejsce widzi wyłącznie w Brazylii. - Chcę wrócić na stałe do ojczyzny - podkreśla. Co mam nadzieję nie oznacza, że po wymarzonym transferze będzie mniej chętnie przyjmował powołania od Beenhakkera.

Roger zapewnia, że absolutnie nie, a sentyment do Warszawy i Polski oczywiście pozostanie mu zawsze. - Na pewno będę ją odwiedzał. Może niezbyt często i nie w zimie, ale latem będę tu zaglądał. No może przez 11 miesięcy będę w Sao Paulo, a na ten jeden, w lecie, będę wracał do Polski, bo bardzo lubię kraj i ludzi. To nieprawda co o was mówią, że jesteście narodem zamkniętym w sobie i zimnym. Macie w sobie wiele ciepła, luzu i gościnności. Doświadczyłem tu wiele dobrego.

 

I właśnie owego ciepła, luzu, gościnności oraz wszystkiego dobrego życzę wszystkim czytelnikom Polsportu z okazji świąt Bożego Narodzenia!

Merry Christmas! War is over!

 

Ligi europejskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

18:13, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (29) »

 

 Zabawna sprawa. Akurat dziś w „Gazecie Wyborczej” ukazuje się wywiad z Leo Beenhakkerem, w którym Holender mówi nam z Robertem Błońskiem, że fajnie byłoby objąć polski klub. Oczywiście, nie zaraz, teraz. Kiedyś, jak skończy pracować z reprezentacją (chyba, że pracę straci w sposób niespodziewany i przedwczesny). To raczej takie rozmarzenie się, którego doznał patrząc na tych młodych polskich piłkarzy, palących się do gry, do treningu, do poprawiania swoich umiejętności podczas zgrupowania w Turcji.

 

Pomyślałem, że po rozstaniu z reprezentacją nie wyjadę stąd. Zostanę trenerem polskiego klubu. Po to, żeby pokazać tzw. przeciętnym ligowym piłkarzom - przeciętnym nie dla mnie, ja tak o nich nigdy nie powiem, tak są określani przez innych i proszę, żebyście to podkreślili - jak świetnie mogą grać w piłkę i jak wiele mogą osiągnąć, jeśli odpowiednio się ich umotywuje i poprowadzi. Oni sami będą się dziwić, jacy świetni się staną.

 Widziałem, jak zmieniają się po kilku dniach współpracy na zgrupowaniu. To co by było, gdybym ich miał na co dzień i co tydzień gralibyśmy mecz? To byłaby rozkosz. Wierzcie mi, Polska to śpiący gigant, naprawdę są tu talenty piłkarskie. Dlatego tak bardzo mnie boli, że polski futbol nie robi kroków w rozwoju w tym tempie, w jakim powinien, i nie w kierunku, w jakim powinien.

Pytanie to zadałem pod wpływem plotek płynących z Premier League, że jest kandydatem do zastąpienia Roy'a Keane'a w Sunderlandzie. Prezes „Czarnych kotów”, były reprezentant  Irlandii Niall Quinn miał się ponoć zachwycić pracą Holendra po meczu Irlandia - Polska. Ale Beenhakker już kiedy szukano trenera reprezentacji Anglii, wykluczył się z tego wyścigu, deklarując, że nie interesuje go praca na Wyspach, głównie ze względu na media, agresywnie wchodzące w sferę prywatną.

 

Swoją drogą ciekawe jakby to by się skończyło, gdyby Beenhakker dotrzymał słowa i objął jakiś polski klub. Dla kogoś takiego jak on sukcesem nie mogłoby być po prostu mistrzostwo Polski (no chyba, że objąłby klub typu Łęczna, ale jednak wyobrażam sobie, że byłby to któryś z aktualnej „wielkiej czwórki”: Lech, Legia, Polonia, Wisła - uwaga dla wrażliwców: kolejność alfabetyczna). To musiałby być ów mityczny awans do Ligi Mistrzów. Skoro udał mu się historyczny awans do mistrzostw Europy...

 

Ciekawe czy spodobałaby mu się ta praca i jak długo by wytrwał? Wprawdzie wreszcie nikt nie dyktowałby mu ilu zatrudnia w sztabie szkoleniowym rodaków, ani wybrzydzał na menedżera drużyny. Nie zarzucał, że jego drużyna traci tożsamość, nie grając z kontry i nie kazał pisać kretyńskich raportów. Nikt nie wypominałby mu, że sukcesy z Realem Madryt odnosił w minionym wieku. Wyższość nad polską myślą szkoleniową miałby okazję wykazywać co tydzień. W razie sukcesu nikt nie ciskałby się, że dostał za dużą premię. Z drugiej strony nie jestem pewien czy do końca poznał czym jest ligowa polska rzeczywistość i wie w co by się wpakował. Rozumiem, że ze zmotywowanymi piłkarzami nie miałby tylko problemu, ale te kiepskie boiska, kiepscy sędziowie (zwłaszcza, że za chwilę trzeba będzie sięgać po III-ligowych), kibole, którzy pobiją czarnoskórego zawodnika jego drużyny albo wykrzyczą, że rywale to Żydzi i do pieca z nimi. Albo wszczynając burdę na murawie wyeliminują jego drużynę z europejskich pucharów...

 

Lada moment będziemy mogli sprawdzić, czy Beenhakkera aż tak bardzo nie ciągnie do klubowego futbolu. Według holenderskich mediów bliski złożenia mu oferty jak najlepszy w ostatnich latach klub Holandii - PSV Eindhoven. Według znanego z dobrych informacji felietonisty „Algemeen Dagblad” Hugo Borsta, szefowie PSV nie są zadowoleni z Huuba Stevensa. Klub wprawdzie wygrał w weekend prestiżowy mecz z Feyenoordem, ale słabo spisuje się w lidze, odpadł też z Champions League nie kwalifikując się nawet do Pucharu UEFA. A jeszcze niedawno w czasach Guusa Hiddinka bił się jak równy z równym w półfinale z wielkim wówczas Milanem. Czy „Don Leo”, który pracował już wcześniej w Ajaxie Amsterdam i Feyenoordzie przyjmie ofertę trzecie z największych klubów Holandii? - zastanawiają się tamtejsze media. Przypominając konflikty Beenhakkera z PZPN i jego zmęczenie użeraniem się z polskimi działaczami.

 

Ja nie wierzę. Przecież kiedy na chwilę obejmował swój ukochany Feyenoord, by mu pomóc (bezskutecznie), deklarował, że nawet w razie awansu do Pucharu UEFA nie obejmie go permanentnie. Bo priorytetem jest reprezentacja Polski. Po ostatnich rozmowach odniosłem wrażenie, że jest wręcz jeszcze bardziej zdeterminowany. Chce awansu do mundilau w RPA i lepszego występu niż na Euro 2008. No i odchodząc do PSV, sprawiłby wielką satysfakcję kilku działaczom, trenerom, dziennikarzom i agentom, którym bardzo nie chce sprawić najmniejszej satysfakcji...

 

Ligi europejskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

00:10, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (42) »
piątek, 19 grudnia 2008

 

 

Wojną angielsko-włoską (pod flagą UEFA) można by określić wynik losowania par 1/8 finału Ligi Mistrzów, gdyby nie to, że to nie koniec atrakcji. Wszystkie konfrontacja zapowiadają się ciekawie.

 

CHELSEA - JUVENTUS TURYN: Claudio Ranieri wraca na Stamford Bridge, skąd go wykopano w niesławie, by wyrównać rachunki. Gdyby mecz miał się odbyć dziś, postawiłbym na Włochów, ale do końca lutego przynajmniej część gwiazd „The Blues” odzyska formę, kontuzjowani - zdrowie, a szatnia Chrelsea - atmosferę zwycięstwa, bo na razie panuje tam nastrój buntu, o czym pisałem. Perfekcyjny pojedynek: Gianluigi Buffon - Petr Cech. Przyjemnie będzie ich skonfrontować w bezpośredniej walce. Cech wciąż nie może otrząsnąć się po traumie z Euro 2008. Włoch będzie świeżo po wyleczonej kontuzji. No i Alessandro del Piero, który tak bardzo lubi grać przeciwko Anglikom...

 

INTER MEDIOLAN - MANCHESTER UTD: Jose Mourinho kontra sir Alex Ferguson (piwniczka tego ostatniego wzbogaci się pewnie o najlepsze wino jakie można dostać w Italii). Z Chelsea Portugalczyk potrafił wygrywać na Old Trafford, a i jego FC Porto wyeliminowało „Czerwone diabły” z Ligi Mistrzów. Nie jestem w stanie przewidzieć jak zagra tam jego Inter. Przecież nie tak jak z Panathinaikosem, Anorthosis czy Werderem w tej edycji! Perfekcyjny pojedynek: Zlatan Ibrahimowić kontra Cristiano Ronaldo. Na razie walczzyli ze sobą tylko w telewizyjnych reklamach...

 

ARSENAL - AS ROMA: Kto mi wskaże faworyta?! Dwie grające piękny, ofensywny futbol drużyny. Roma wraca do superformy po zadyszce na początku sezonu, ale i w Arsenalu wracają do gry kontuzjowane gwiazdy: Eduardo da Silva, Emmanuel Adebayor, Robin van Persie... Perfekcyjny pojedynek to jednak: Stary Francesco Totti kontra młody Cesc Fabregas.

 

A któż to czai się, żeby wygrać Lige Mistrzów w tym sezonie? No, nie bedzie łatwo,  Jose...

 

Najbardziej nieprzewidywalny mecz według mnie to jednak ATLETICO MADRYT - FC PORTO. Jeśli miałby wskazywać faworytów wylosowanych par to postawiłbym na BAYERN MONACHIUM, który niczym walec powinien przetoczyć się po SPORTINGU LIZBONA. Chociaż pamiętajmy jak wyglądała rywalizacja Bawarczyków z Getafe w ubiegłej edycji Pucharu UEFA, a tu jeszcze w bramce niczym mina przeciwpiechotna zainstalowano Michaela Renisnga. Mimo wszystko uważam, że trójkąt Luca Toni, Miro Klose i Franck Ribery strzelą tych parę goli więcej niż Portugalczycy.

 

Postawiłbym też BARCELONĘ w rywalizacji z OLYMPIQUE LYON, zwłaszcza, że w tym kosmicznym na Barcy sezonie, a średnim dla mistrzów Francji, bo ich gwizdy błyszczą jakby bledszym blaskiem i w lidze i Champions League. A zwłaszcza Karim Benzema, który na boisku chyba zbyt często myśli o lukratywnym transferze i ucieczce do czołowego klubu Europy. Ten mecz obejrzę z wielką przyjemnością. Stawiam też na VILLARREAL w walce z PANATHINAIKOSEM ATENY, który to mecz obejrzą pewnie wyłącznie fani obu drużyn, a reszta odnotuje tylko wynik.

 

A najbardziej żal mi REALU MADRYT, któremu w konfrontacji z LIVERPOOLEM nie daję najmniejszych szans na przebrnięcie pierwszy raz od pięciu lat 1/8 finału. Widzieliście w telewizji twarz Predraga Mijatovića podczas losowania? Taką minę musiał mieć biblijny Hiob na wieść o szóstym z rzędu nieszczęściu...

Nie dość, że w przegraliśmy z Barcą, że tracimy do niej w lidze już 12 punktów, nie dość, że mamy w drużynie szpital, nie dość, że do końca sezonu nie zagrają tak ważni piłkarze jak Diarra i van Nistelrooy, to jeszcze następca tego ostatniego, za którego zapłaciliśmy 27 mln euro też jest kontuzjowany. Nie dość, że zmieniliśmy trenera, kto wie czy nie na gorszego, to jeszcze trudno nam będzie zrealizować jego życzenia transferowe, bo cwane kluby wiedzą, że jesteśmy na musiku i windują ceny pod niebo!

 

I jeszcze w tej dramatycznej sytuacji, Panie, każesz nam grać z Liverpoolem! Który ma najlepszy od lat sezon w Premier League, gdzie wreszcie zmierza po tytuł. Którego trener wie o nas więcej niż pewnie my sami wiemy o sobie. Pozwalają mu pracować w klubie już parę lat, więc miał czas stworzyć prawie idealną drużynę. Której gwiazdy, jak Steven Gerrard potrafią wygrywać mecze w pojedynkę, a swego najlepszego napastnika musieli sprowadzić akurat z klubu, który, ekhemm, niekoniecznie darzy nasz klub miłością! A w składzie są i inni hiszpańscy piłkarze, którzy pewnie będą chcieli nam coś udowodnić. No i jeszcze ta atmosfera Anfield Road, gdzie zagramy, oczywiście, w rewanżu. Atmosfera, w której piłkarzom The Reds” rosną skrzydła, a sędziowie mylą się na ich korzyść. Panie, zaprawdę surowo nas doświadczasz. Niezbadane są Twe wyroki. Powiedz, w czym by Ci to zniweczyło Twój misterny plan, gdyby Bruno Conti wyciągnął dla nas karteczkę z napisem Panathinaikos...?

 

WSZYSTKIE PARY 1/8 FINAŁU LIGI MISTRZÓW:

Villarreal - Panathinaikos Ateny

Chelsea - Juventus Turyn

Sporting Lizbona - Bayern Monachium

Atletico Madryt - FC Porto

Olympique Lyon - FC Barcelona

Real Madryt- Liverpool FC

Arsenal - AS Roma

Inter Mediolan - Manchester United

 

Senor, Ty widzisz i nie grzmisz?! 

Ligi europejskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

14:14, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (52) »
czwartek, 18 grudnia 2008




Z awansu Lecha do dalszej rundy Pucharu UEFA mam wielka osobistą satysfakcję nie tylko dlatego, że wreszcie mogłem oglądać polską drużynę walczącą jak równy z równym z rywalami z lig tak boleśnie odległych od naszej jak hiszpańska, francuska, holenderska i rosyjska. Ba, nie tylko jak równy ale w sumie przez większość minut - jak je wszystkie zebrać do kupy - jak zdecydowanie lepszy!

Satysfakcję moją zwiększa świadomość, że ja ten awans przewidziałem! Dokładnie 7 października, w komentarzu pisanym na gorąco, dosłownie kilka chwil po losowaniu grup Pucharu UEFA napisałem blogonotkę analizującą niedoskonałość grupowych rywali Lecha pod znamiennym tytułem: "Jest dobrze, Lech wychodzi z grupy!" Ileż drwin musiałem się naczytać w komentarzach pod notką, a później przez te długie tygodnie wysłuchać od moich redakcyjnych kolegów i przypadkowych kibiców innych drużyn. Ileż wyrzutów, że "odjechałem", że "blog blogiem, ale jednak trzeba na nim zachowywać odrobinę poczucia rzeczywistości"...

Nie mogę się powstrzymać, żeby nie zacytować kilku komentatorów, którzy nieprzekonani świetnym występem Lecha w rewanżu z Austrią Wiedeń, niesamowitą grą do samego końca, rzadko spotykaną w konfrontacji polskich drużyn w Europie determinacją, wolą walki i co najważniejsze siłą na nią, wybrali "ciemną stronę księżyca":

@gracz: Kazda z tych druzyn jest o klase lepsza od amiki .pewna kasa u bukow grajac przeciw poznaniakom.

@Gienadij: Nie słuchajcie tego faceta, z wyglądu widać, że on coś bierze. Tak głupot dawno nie czytałem. Gdzie takie modele jak ten Pol się rodzą, w pokrzywach chyba

@lol: chyba z dupy wyjdzie a nie z grupy

@irek16lfc: No i zaczeło sie, podobne bzdety były moim zdaniem przyczyna tak słabej gry Polakow na ostatnich turniejach, zupełnie nieuprawnione i niczym nieuzasadnione zadania wyjscia z grupy powodowały tylko cała gore presji z ktora nasi piłkarze nijak nie mogli sobie poradzic. Teraz zaczyna sie jazda z Lechem. Jak mozna panie Pol cos takiego napisac, chyba zapomniał Pan ze pisze o przedstawicielu jednej z najsłabszych lig europejskich, druzynie młodej i kompletnie nieobliczalnej, meczacej sie strasznie z przedstawicielem ligi chyba jeszcze słabszej.


@Staszek: Typowy "polaczek". CSKA cieniasy, Deportivo cieniasy, Nancy cieniasy, Feynord też w kryzysie. Od września 1939r. minęło już prawie 70 lat, a mentalność w narodzie ciągle ta sama, co tam Niemcy, co tam Rosja same cieniasy ... Szkoda gadać, poprostu ręce opadają, a na głupotę chyba nie ma lekarstwa. Nakręcajmy się tak dalej, im bardziej się nakręcimy tym większa będzie potem nasza frustracja.

@turtlezzz: Nie mam złudzeń, że Lech awansuje z tej grupy. Dobrze im życzę, ale rywali ma raczej poza zasięgiem. Powalczyć moze tylko z Feyenoordem, o ile ten rzeczywiście jest w takim dołku. Ale liga i puchary niestety rządzą się czasem innymi prawami. Wisła też grała z "Feyenoordem w dołku" i nawet strzeliła cudownego gola w Rotterdamie (Błaszczu-Brożek), a jednak dostała trzy bramki i pożegnała się z pucharem. Nie sądzę by była wówczas słabsza od dzisiejszego Lecha.

@Marian: I w ten oto sposob dziennikarze znowu nadmuchuja ten balonik... smutne i zalosne to...


Heh, jak to się miło dziś czyta...

Gratulując chłopakom Franza Smudy i samemu trenerowi, życze im, żeby w piątkowym losowaniu trafili na St Etienne. Wtedy tytuł komentarza znów zacznę od słów "Jest dobrze!" Szkoda, że nie mogą wpaść na Milan. Jak spadać to z rasowego konia, który dopiero co biegł w finale Ligi Mistrzów...




Ligi europejskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!


01:12, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (35) »
środa, 17 grudnia 2008

 

W Chelsea narasta bunt przeciwko metodom treningowym i taktyce Luiza Felipe Scolariego. Czołowi piłkarze „The Blues” zażądali od trenera by wytłumaczył się ze zmian jakich dokonywał w ostatnich meczach. Zarzucają mu też, że drużyna jest źle przygotowana fizycznie do sezonu.

 

Frank Lampard i John Terry, a więc zawodnicy mający najsilniejszą pozycję w klubie, poprosili, żeby Scolari wyjaśnił drużynie czemu w meczu z West Ham United (1:1) ściągnął w przerwie Michaela Ballacka, choć wyraźnie słabszy Deco spędził na boisku aż 90 minut. W dodatku Didier Drogba, który wszedł za Ballacka grał z przodu bardzo blisko Nicolasa Anelki i Joe Cole'a, przez co wszyscy trzej tylko sobie przeszkadzali. W efekcie Chelsea zremisowała na Stamford Bridge z przeciętną drużyną. A z ostatnich pięciu spotkań u siebie zdołała wygrać tylko jedno.

 

Podobne kontrowersje wzbudziły także zmiany w przegranym na własnym stadionie spotkaniu z Arsenalem 1:2. Piłkarze pytali sarkastycznie czy wprowadzając będącego bez formy Florenta Maloudę i niedoświadczonego, nastoletniego Czecha Miroslava Stocha, Scolari zdawał sobie sprawę, że Chelsea nie gra na utrzymanie wyniku, ale musi odrabiać straty.

 

Terry i Lampard poprosili też Brazylijczyka, żeby zintensyfikował treningi, bowiem zawodnicy uskarżają się na brak siły fizycznej. A tej im nigdy nie brakowało w czasach José Mourinho i nawet jeśli grali źle, potrafili stłamsić rywala fizycznie, zabiegać go. W tym sezonie zbyt często czują się bezradni. Innym zarzutem jest też stawianie na Deco, choć były zawodnik Scolariego z reprezentacji Portugalii jest wyraźnie bez formy po powrocie do gry po październikowej kontuzji uda.

Brazylijczyk odpowiada na to, że potrzebuje więcej czasu na treningi z zawodnikami. Ten luksus nie jest mu jednak danym bowiem Chelsea gra mecz co trzy dni. Sytuacji nie ułatwiają też kontuzje, których od rozpoczęcia sezonu doznało aż 13 zawodników.

 

 

Z kolei piłkarzy Chelsea zaatakował w izraelskiej telewizji ich były trener Avram Grant. Zarzucił im, że są jak dzieciaki, które chciałby o wszystkim decydować. - W Chelsea zawodnicy grają na najwyższym światowym poziomie i takie też są ich pensje. Ale niektórzy piłkarze mają podejście jakiego nie znajdziesz nawet w drużynach dziecięcych. Chcą mieć wpływ na wszystko i buntują się, jeśli im go nie dać - stwierdził Grant, który karierę trenerską zaczynał od prowadzenia juniorów Hapoel Petah Tikva. Dodał, że Roman Abramowicz wcale nie chciał go zwalniać, ale uznał, że mając taką grupę piłkarzy, nie wszystkie decyzje należą do niego.

 

Nie mam pojęcia kto w tym sporze ma rację. Może i Scolari popełnia błędy, ale piłkarze Chelsea już kolejnego trenera traktują w sposób o jakim nie słyszałem w przypadku żadnej innej drużyny. A przypomnę, że w ubiegłym sezonie dali odczuć swą niechęć Avramowi Grantowi. Nie stawili się o przepisanej porze na treningu, a gdy trener ruszył do szatni w poszukiwaniu ich, nie wpuścili go do środka, bo „trwała narada drużyny”. I też głośno krytykowali jego staroświeckie metody treningowe. Choć może i taki otwarty bunt jest lepszy niż cicha gra przeciwko trenerowi, co jak niektórzy podejrzewają miało miejsce np. w przypadku Juande Rmosa w Tottenhamie. Piłkarzom Chelsea radziłbym jednak uważać na to co i jak mówią do Scolariego, bo Brazylijczyk znany jest z gorącej krwi i jak się wkurzy nie waha się dać zawodnikowi - jak to ujął klasyk - w papę...

 

 

Ligi europejskie w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

15:34, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (15) »
 
1 , 2 , 3
sport.pl
Michał Pol - Strzeliłem kiedyś gola van der Sarowi z podania Zidane'a. Rzutów wolnych uczył mnie del Piero. Niestety trafiałem tylko w mur. Mimo to od czasu do czasu piszę i gadam o futbolu - przez 15 lat w „Gazecie Wyborczej” (1994-2009), dziś na Sport.pl i - głównie o Lidze Mistrzów - w nSporcie. Mam dysleksję, więc nie wytykajcie mi błędów. Są piłkarze, którzy nie potrafią wykonywać rzutów karnych...
@napisz do mnie