poniedziałek, 31 grudnia 2007

Szczęśliwego

Nowego Roku!

A w nim nie mniejszych piłkarskich emocji niż w roku minionym. Ale żeby tym razem zawsze dobrze się kończyło!

Żeby Wasze drużyny wygrały wszystko co jest do wygrania (bez względu na ligę). A ich najwięksi rywale doznali sromonych klęsk, kompromitacji i z najwyższym trudem obronili się przed spadkiem (bo jednak co to za liga, bez największych rywali).

No i Euro 2008. Niech nie skończy się narodową traumą jak dwa poprzednie turnieje!

A David obiecał właśnie, że pod nieobecność Anglii będzie trzymał kciuki za Polskę. Żebyśmy dokopali Chorwatom (wiadomo dlaczego). Żebyśmy dokopali Niemcom (ma z nimi swoje rachunki krzywd;-)

I żeby nie tylko polscy bramkarze sławni byli w świecie i grali w najlepszych klubach!

Na ten Nowy Rok!

 

15:25, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (14) »
niedziela, 30 grudnia 2007

Bramkarz

IKER CASILLAS

Wybór najbardziej oczywisty z możliwych. Nie zszedł poniżej baaardzo wysokiego poziomu. Wielokrotnie ratował „królewskim” tyłki w okresach kryzysu. Jak dla mnie Real zawdzięcza mu tytuł najmarniej w 40 procentach. Nie miał konkurencji: Gigi Buffona (owszem, wciąż jeden z najlepszych bramkarzy świata) nie klasyfikowałem z powodu Serie B na którą sam się skazał, co wspaniale o nim świadczy, ale też usuwa z jedenastek roku. Petrowi Cechowi należy się nagroda specjalna za szybki powrót po pęknięciu czaszki. Ale miał słabsze momenty, a Chelsea nie obroniła mistrzostwa Anglii.

Obrońcy

RIO FERDINAND...

Obarcza go brak Anglii na Euro 2008, ale o tym pogadamy pod koniec następnego roku. W tym był dla mnie najlepszym środkowym obrońcą w Europie.

...i NEMANJA VIDIĆ

Zastanawiałem się nad Nestą, filarem defensywy triumfatora Ligi Mistrzów. Ale nie mogę z powodu zbyt długiej kontuzji i tego, jak defensywa Milanu gra w tym sezonie. Vidića obarcza brak Serbii na Euro 2008 (akurat nie narzekam), ale o tym pogadamy pod koniec następnego roku. W tym wraz z Ferdinandem tworzy najlepsza parę środkowych obrońców w Europie.

SERGIO RAMOS

 

Najwaleczniejszy z walecznych, kiedy koledzy dawali ciała i widać po nich było, że im się nie chce, jemu się chciało. Nawet w tym przegranym meczu z Sevillą 3:5, jedyny obok Casillasa, którym to ruszyło.

PATRICE EVRA

Nie mam wątpliwości. Abidal i Philip Lahm mogą z nim rywalizować, ale nie mieli aż tak dobrych sezonów. A i tytuł mistrza Anglii wyżej cenię niż mistrza Francji, zwłaszcza w wykonaniu bezkonkurencyjnego Olympique Lyon.

Pomocnicy

 

KAKA

CESC FABREGAS

CRISTIANO RONALDO

LEO MESSI

Nie ma co pisać, uzasadnienie jest zbędne w przypadku każdego z nich czterech. Genialni i niepowtarzalni. Cesc i Leo wprawdzie bez żadnego trofeum, ale jak grali, jak grali... Gdybym był Romanem Abramowiczem, a to oprócz tego, że bym nie zwalniał Jose Mourinho...

 

Napastnicy

Tu już dylemat był większy, bo zasadniczo to nie był rok napastników. Ani w ligach, ani w Lidze Mistrzów. AC Milan zaszedł do finału dzięki Kace, a dopiero w Atenach błysną Pippo Inzaghi. Na Wyspach MU nie zdobyłoby tytułu bez Cristiano Ronaldo, a Fabregas symbolicznie przykrył znikającego z Premier League Thierry'ego Henry. W Chelsea Didier Drogba zbyt długo leczył kontuzję, a Andrij Szewczenko traumę po odejściu z San Siro, po za tym przeszkadzali sobie nawzajem. W podsumowaniu roku ciężko mi wziąć pod uwagę Inter Mediolan, bo tytuł mistrza Włoch zdobył może nie „przy stole”, ale okazała się to czczą formalnością.

I dlatego w JEDENASTCE 2007 umieściłem:

RUUDA VAN NISTELROOY'a

 

Bo pokazał wszystkim tym (w tym mnie, niestety), którzy go skreślali po odejściu z MU i mundialu, który przesiedział na ławie, że on wciąż jest the man (jak Bill). Bez niego Real nie zdobyłby tytułu.

i

FRANCESCO TOTTI'ego

Uznałem, że „Il Capitano” wygrał ten bezpośredni pojedynek ze swym największym konkurentem Zlatanem Ibrahimoviciem. Nie zdobył wprawdzie mistrzostwa Włoch jak Zlatan, ale za to pucharu, superpucharu Italii. Po za tym Inter poradziłby sobie bez Szweda, który, mam wrażenie przeszedł obok wygranego z góry sezonu. Gdyby było inaczej to on, mając takich kolegów u boku, a nie kapitan Romy zdobyłby tytuł króla strzelców Serie A i Złoty But. Może ten rok będzie należał do Zlatana. Ma gdzie się pokazać. Choćby w Lidze Mistrzów na tle Fernando Torresa. No i na Euro 2008...

 

   

 

16:44, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (45) »
piątek, 28 grudnia 2007

Ależ burzliwie mijają Święta w Hiszpanii! Ledwie wybrzmiały echa Grand Derbi, a Barcelona i Real znów elektryzują na czołówkach. Po pierwsze za sprawą Samuela Eto'o. Kameruńczyk, który już rok temu udowodnił, że wyznaje zasadę „co w sercu to na języku”, publicznie krytykując Ronaldinho i trenera Franka Rijkaarda, wywołał skandal kolejnym wywiadem. Oto na łamach dziennika „Cadenaser” jeden z czwórki „Los Fantasticos” oświadczył, że... ma dosyć gry w Barcelonie! „Drużynie bez ducha walki i głodu zwycięstw, jaki miała jeszcze dwa lata temu”. - Czuję się tutaj coraz gorzej, jak w nieswoim domu. Być może to ja jestem problemem i czarną owcą, ponieważ mówię to, co myślę? Być może moje odejście pozwoli Barcelonie wrócić na właściwe tory, być może komuś tutaj przeszkadzam - powiedział Eto'o, wzbudzając w całej Hiszpanii szok.

Jeszcze większy wywołała jednak deklaracja, że chętnie wróciłby do... Realu Madryt, „klubu, który go kiedyś przygarnął, gdy przybył z Afryki i gdzie uczył się podstaw piłkarskiego abecadła”. - Jestem pewien, że przydałbym się Madrytowi i spłacił dług, jaki kiedyś w tym klubie zaciągnąłem - powiedział i na wszelki wypadek przeprosił za wszystkie złe słowa jakie kiedykolwiek wypowiedział po adresem „królewskiego” klubu - Przepraszam za słowa, jakie wypowiedziałem kilka lat temu pod adresem klubu z Madrytu, przepraszam wszystkich, którzy poczuli się urażeni. Obszerne tłumaczenie całego wywiadu z „Cadenaser” na stronie realmadrid.pl

Jeśli wiadomość o deklaracji Eto'o zajęła dopiero drugie miejsce w hiszpańskich dziennikach - ale przed zamachem w Pakistanie - to dlatego, że pierwsze miejsce przypadło zmianie trenera na Camp Nou. Oto bowiem Rijkaard podał się do dymisji, a prezes Barcy Joan Laporta w jego miejsce natychmiast zatrudnił pozostającego bez pracy Jose Mourinho.

(Fot. Viewimage) Przyjacielska zmiana warty

 

- Przepraszam wszystkich, których dotknęły moje - często nietrafione - decyzje. Barcelona jest wspaniałą drużyną, ma wspaniałych graczy i potrzebuje wspaniałego trenera, ktory potrafi podejmować trafne, choć często także ryzykowne dezyzje. Myślę, że José Mourinho bedzie najodpowiedniejszą osoba do objęcia tego stanowiska - napisał Rijkaard w oświadczeniu, które w całości i po polsku znajdziecie na stronie blaugrana.pl

Jeden dzień, a tyle wielkich wydarzeń! I tyle pytań ciśnie się na usta. Czy Real przyjmie Eto'o niczym syna marnotrawnego? A może Mourinho przekona go do pozostania na Camp Nou, przecież w czasach Chelsea wielokrotnie deklarował zachwyt grą Kameruńczyka?

Uwielbiam 28 grudnia w Hiszpanii!

14:21, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (39) »
czwartek, 27 grudnia 2007

Nie wiem czy Manuel Almunia zagra w reprezentacji Anglii. Myślę, że tak. Na przeszkodzie na pewno nie staną Hiszpanie, którzy mogliby np. powołać bramkarza Arsenalu prewencyjnie do kadry na jeden mecz by go spalić. Jak Anglicy Andy Johnsona (dziś chyba aż tak znowu nie żałujemy, że nie gra dla Polski) czy ostatnio Amerykanie Danny'ego Szetelę. Hiszpanie mają Ikera Casillasa, Pepe Reinę i Victora Valdesa (ekhm, khm), nie muszą się więc bawić w dywersję.

Czy Almunia zbawi reprezentację Anglii to oddzielny temat. Czy będzie tym brakującym ogniwem, którego Anglicy tak bardzo potrzebowali? Wierzę, że w eliminacjach Euro 2008 przydałby się na pewno. Ale wątpię czy z nim Anglicy zostaliby od razu mistrzami Europy.

Ciekawsza jest dyskusja jaką rozpętała na Wyspach ewentualna gra Almuni w barwach Anglii. „Times” postuluje by reprezentację otworzyć na utalentowanych młodych zawodników z Europy, których pełne są szkółki piłkarskie czołowych klubów, zwłaszcza Arsenalu i Liverpoolu.

- Niedawno FA uznała, że nie ma nic złego w zatrudnieniu jako trenera kadry cudzoziemca z Włoch. Dlaczego nie otworzy drzwi kadry przed utalentowanymi nastolatkami z Włoch, Hiszpanii, Czech, Węgier, którzy stanowią większość szkółek piłkarskich i lada moment będą mogli otrzymać brytyjski paszport?

Zgodnie z zasadą UEFA jeśli piłkarz nie zagrał żadnego meczu w seniorskiej kadrze swej ojczyzny, może występować w drużynie kraju, w którym spędził ostatnie dwa lata życia. Za późno już na uczynienie Anglików z Cesca Fàbregasa czy Nicklasa Bendtnera, którzy zagrali już w kadrach Hiszpanii i Danii. Czas więc przyjrzeć się ich następcom.

 

 

Z Fàbregasem i Bendtnerem przepadło. Ale np. w Arsenalu jest 17-letni Fran Merida, wywiedziony ze szkółki piłkarskiej Barcelony, tej samej która wydała Cesca. Kto wie czy za cztery lata nie będzie grał nawet lepiej niż Fàbregas? - zastanawiają się Anglicy.

Takich brylantów jest na Wyspach mnóstwo. „Times” wymienia Astrita Ajdarevica ze szkółki Liverpoolu, urodzonego w Kosowie, reprezentującego Szwecję w kadrze do lat 17. Czy ta droga czegoś nam nie przypomina?;) Przypomina, acz Ajdarevic jest pomocnikiem, przyrównywanym do Patricka Bergera (mam nadzieję, że nie chodzi wyłącznie o wygląd i fryzurę). W Liverpoolu twierdzą, że to jeden z największych talentów w Europie w swojej kategorii wiekowej. Ja dorzucę Wojtka Szczęsnego, którego chwalą w Arsenalu jak nie wiem. To dopiero byłoby wyjście na bramkowe problemy Anglików, zwłaszcza, że Almunia już po 30.

 

Pytanie czy owi chłopcy i rzesze następnych zdecydowaliby się na grę nie dla ojczyzny? Wojtek sprawę wyśmiał w krótkich, żołnierskich słowach. Ale inni? Dlaczegóż by nie, zawłaszcza za sowitą opłatą. Wiecie jak to jest z Katalończykami jak Merida, reprezentacja Hiszpanii nie jest u nich na pierwszym miejscu. Po za tym, skoro już zdecydował się odwrócić plecami do 'ukochanej Barcelony' i wyjechać do Londynu to przecież nie z miłości do Dickensa. Można też liczyć, że a nóż skoro Ajdarevic i tak nie gra dla ojczyzny, może jest mu wszystko jedno dla kogo...

Trochę rozumiem Anglików, sfrustrowanych, że awansu na Euro 2008 pozbawia ich m.in. Chorwat Eduardo da Silva. Z drugiej strony do czego doprowadzi taka polityka? Że reprezentacje niczym nie będą się różnić od klubów oprócz częstotliwości występów. Ale jeśli chłopcy rzeczywiście spędzili w danym kraju ponad dwa lata, i tu piłkarsko dojrzewali, to czemu nie? Są to jednak jakieś obostrzenia i nie grozi nam półfinał mistrzostw świata w rodzaju: Arabia Saudyjska - Włochy, Zjednoczone Emiraty Arabskie - Brazylia;-)

W każdym razie jeśli sprawa Almunii rzeczywiście otworzy Anglię na świat, będzie to rewolucja na miarę zmiany przepsiów ruchu drogowego i nawrócenie sie na prawą stronę jak na całym cywilizowanym świecie.

 

Fot. Reuters (piszę dla przyzwoitości, bo ja przecież nie public use, po za tym lepszej ilustracji angielskiego problemu w necie nie znalazłem)

 

18:13, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (59) »
poniedziałek, 24 grudnia 2007

Wigilia tuż tuż. Już za momencik opłatek, kolędy, karp, śledzik, uszka, prezenty, te rzeczy. Mam nadzieję, że nikt nie został w ten wieczór sam, do każdego dotarł Święty Mikołaj. II że kolacja każdego z Was, w przeciwieństwie do pana na zdjęciu, wypaliła.

Wszystkim życzymy przepięknych Świąt i jak najwięcej radości. A komu smutno (albo jeszcze nie dość wesoło) z tym dziele się gwiazdkowym humorem. Na samej górze humor brytyjski. Kolejne dwa rysunki Gary'ego Larsona niezmiennie rozbawia mnie od lat.

Bez Marka Raczkowskiego też już sobie nie wyobrażam ani Świąt ani w ogóle świata.

Na koniec humor typowo amerykański z magazynu New Yorker, czyli Trzej Mędrcy poprawni politycznie.

Alleluja!

   

17:32, francuski_lacznik , Inne sporty
Link Komentarze (18) »
niedziela, 23 grudnia 2007

 

 

Uff, to był weekend na boiskach Europy! Najlepsze z trzech derbów było to w... Londynie. Tak, tak ale nihil novi. Tottenham gra w tym sezonie wielkie mecze, ale wszystkie przegrywa albo remisuje w końcówce. Tu przegrał, a Arsenal pokazał charakter i to, że potrafi wygrywać nawet w słabszej formie. Cesc Fabregas znów genialny! A jeśli ktoś miał jeszcze wątpliwości co do Manuela Almunii (a miał już chyba tylko Jens Lehmann;), to już wie dlaczego Hiszpan jest numerem 1.

Gran Derbi mnie rozczarowały. Owszem, 'poprzeczka była zawieszona' wyyyjątkowo wysoko po marcowym 3:3. Tym razem emocje tak naprawdę dopiero w końcówce. Dopiero po wejściu na plac Bojana i pytanie czy Barca zdoła wyrównać? Zawiodła. Z podstawowego składu Yaya pokazał tylko Toure. Widać to też było po jego reakcji po końcowym gwizdku. Wcześniej festiwal błędów, niecelnych podań, przegranych pojedynków 1 na 1 właściwie ze strony wszystkich Katalończyków. Byli wolniejsi, mniej dokładni, mniej zdeterminowani od rywali. Usprawiedliwię jeszcze Eto'o, bo po kontuzji. Ale nie Iniestę czy Xavi'ego.

 I Ronaldinho. Nasz nagi król nr 1. Hiszpańska prasa pisała przed meczem, że jeśli nie wyjdzie przeciwko Realowi w pierwszym składzie, to już nie wyjdzie nigdy, bo go w styczniu sprzedadzą. Do Milanu albo Chelsea. Jak dla mnie jeśli tylko jakiś klub zgodzi się zapłacić, Barca powinna go sprzedać. Może on potrzebuje nowego impulsu, może jeszcze większej kasy. Ale to jest właściwy moment, żeby odejść. Są młodzi dos Santos i Bojan na jego miejsce. Roni tu już się wypalił. Choć wyszedł w pierwszym składzie, nie pokazał nic. A grał w sumie na trzech pozycjach, przesuwając się co raz bardziej do przodu. Ani krzty dawnej magii. W żadnym zagraniu.

Okej, fatalnie spisał się arbiter Mejuto Gonzalez - nasz drugi nagi król tego wieczoru. Sędzia finału Ligi Mistrzów w Stambule ostatnio gwałtownie zjeżdża w dół, vide końcówka meczu Szkocja - Włochy i skandaliczny wolny dla gości. Nie chciałbym, żeby za chwilę się okazało, że to Hiszpan będzie sędziował nam mecz z Niemcami na Euro 2008. Tym razem kilka razy nie gwizdnął ewidentnego faulu na Ronaldinho, ale czy gdyby gwizdnął coś by to zmieniło? I może to właśnie kolejny dobry powód do zmiany ligi. Tu gdy pada już nikt mu nie wierzy, że po faulu? Może na Wyspach czy w Serie A znów choć przez sezon byłby świętą krową? Cień dawnego Roniego...

Derby Mediolanu mnie nie zachwyciło przede wszystkim z winy realizacji. Jak wszystkie mecze tego weekendu oglądałem w Canale +. Tuż po zakończeniu meczu Manchetser United - Everton. Gorsza jakość obrazu, mniej powtórek. Inzaghi pada na linii pola karnego. Podcięli go czy sam się przewrócił? Akurat w jego przypadku to pytanie zasadne. A tu idzie pół-powtórki, z której nic nie widział. Jak Steven Pienaar (nie zasługuje na tytuł nagiego króla lecz błazna) w ostatnich minutach ściął na polu karnym Ryana Giggsa widzieliśmy z trzech kamer, od przodu tyłu i z boku. No i ponieważ nie zwykłem recenzować występów kolegów komentujących mecze (sam nie potrafie komentować i nigdy bym sie nie podją), to powiem tyle, że para Andrzej Twarowski/Przemek Rudzki zdecydowanie lepsza od pary włoskiej. I jeśi chodzi o emocje relacji i wiedzę.

Ale gol Pirlo cudowny! Wielkich piłkarzy poznaje się po tym, że zachowują się jak mężczyźni właśnie w takich chwilach kiedy jest jedyna okazja i trzeba trafić do siatki. Podobnie jak Crisitano Ronaldo, który minuty przed końcem przy 1:1 nie bał się wykonać karnego. Ustawił piłkę i choćby bramkarz rzucił się we właściwym kierunki i tak nie miałby szans! Ilu jeszcze by tak potrafiło. Przypomnę, że w tym samym miejscu, w podobnych okolicznościach, tyle że z Arsenalem wielki Ruud van... trafił w poprzeczkę.

Niestety dla Pirlo w bramce Milanu stał Dida, nasz drugi nagi król tego wieczoru. Przy pierwszej bramce zawalił tylko trochę, acz krotki słupek to domena bramkarza. Drugi gol to katastrofa. Czy po nim ktoś ma jeszcze ma wątpliwości, że taki klub jak Milan zasługuje na więcej? No jeszcze parę osób zostało do przekonania, a wśród nich ta najważniejsza. Za chwilę ktoś jednak będzie musiał zrobić tam rewolucję pokoleniową. czy postawi na Artura Boruca? Chciałbym. Czy na Amelię czy jeszcze innego Gomesa, nie wiem, ale uważam, że ta zmiana nastąpić musi. Nad wielbłądem Didy i fenomenem jego nieustannej obecności w bramce rossonerich pochyla sie też Rafa Stec...

Czas na książęta wieczoru:

1. Pepe! Odszczekuję wszystkie złośliwe słowa jakie wypowiedziałem pod adresem tego portugalskiego obróńcy. Niech nawet będzie zgoda, że jest wart te 30 mln euro. Przeciwko Barcy zagrał jak profesor, choć rywale znaczenie mu to ułatwili.

2. Julio Baptista. A dopiero co Real wystawiał go na listę transferową...

3. Nicklas Bendtner. Lat 19, Arsenal. Właściwie wiadomo było, że wielka kariera przed nim. Ale potwierdził to przeciwko Tottenhamowi, strzelając gola za pierwszym dotknięciem piłki po wejściu na boisko. Zaiste dotknięcie Midasa. Podobnie jak wpuszczenie Duńczyka na boisko właśnie wtedy przez Wengera.

O Cristiano Ronaldo nie piszę (11. goli w Premier League), bo on tam króluje...

A jeśi widzicie kolejnych przegranych/wygranych albo uważacie, że Barca/Milan/Tottenham/Everton przegrały niezasłużenie to dopisujcie!

22:03, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (58) »
piątek, 21 grudnia 2007

 

Już za chwilę ten jeden z najważniejszych dni w roku, na który z zapartym tchem czeka tak wiele ludzi na świecie: starzy i młodzi, ładni i brzydcy, mądrzy i głupi, dobrzy i źli, kobiety, mężczyźni, a zwłaszcza my - dzieci. Chodzi oczywiście o Gran Derby, które mają tą wyższość nad Bożym Narodzeniem, że przypadają dwa razy w roku. Święta rzucają wprawdzie na szalę jeszcze Wielkanoc, ale ona przy Gwiazdce jest jak mecz o puchar krajowy.

 

Tym roku Wigilia dodatkowo przyćmią jeszcze derby Mediolanu, które wypadają tego samego dnia co mecz Barcelona - Real Madryt. Do rozpakowywania prezentów wielu z nas przystąpi więc wyprana z jakichkolwiek emocji, w dodatku cześć mocno wściekła (acz nie umiem przewidzieć która, Barca bez Messiego, Henry'ego a może i bez Ronaldinho i Deco, ale wszak na Camp Nou).

 

By dodać Gwiazdce nieco blasku postanowiłem zabawić się w Świętego Mikołaja i rozdać kilka prezentów. Do wora wkładam: torbę-chlebak od sponsora reprezentacji Polski, grę FIFA Manager 2008 i książeczkę o Chelsea mojego autorstwa z dedykacją. Ale ponieważ nie mam jak sprawdzić czy byliście grzeczni, a zakładam, że raczej byliście niegrzeczni, co, może nie, no przyznajcie szczerze;) Więc prezenty w konkursie. Konkurs chyba nie jest banalny, w skali Antyradia powiedziałbym, że tak skala trudności to cztery świńskie ryje z pięcioma racicami.

 

A propos świńskich ryjów, pytanie nr 1 brzmi: z jaką historią związane jest zdjęcie na górze? Proszę o barwne szczegóły.

 

Pytanie 2: Fragment czyich butów widzimy na zdjęciu i do czego odnosi się ów hiszpański napis?

  

 

Pytanie 3: Proszę zidentyfikować obu Szkotów. Dla ułatwienia powiem, że już nie grają w piłkę, ale zapisali się znacznie w jej historii.

 

Aha, proszę o odpowiedź tylko na JEDNO pytanie, żeby dać szanse innym.

 

W konkursie nie muszą brać udziału Albiceleste10, seba-rz, peter-acm i kamil 232. Was panowie proszę o meijla (michal.pol@agora.pl). Zamierzam uhonorować Waszą twórczą obecność na moim blogu i szereg naprawdę fajnych dyskusji (nie mówię o tej ostatniej Serie A vs Man Utd, w którą obserwowałem z boku) książkami o Chelsea (okej, zamiast Chelsea może być Real Madryt z dedykacją autora Darka Wołowskiego;)

  
11:22, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (42) »
czwartek, 20 grudnia 2007

 

Mój rozmówca poczynił następującą obserwację co do szans polskiego piłkarza do zrobienia kariery zagranicą, w dobrym europejskim klubie. Stwierdził otóż, że sprawdzi się tam i przebije tylko ten, kto nie zaznał nigdy luksusu gry w Legii albo Wiśle. Bo tu mają za dobrze. Ledwo się wychylą ponad przeciętność, już chucha się na nich i dmucha. Byle urazik, nie kontuzja nawet - już facet odpoczywa dwa tygodnie. Na treningach się oko przymyka, gwiazda w meczu przecież i tak blaskiem swym całą reszte oślepi...

 

Za fura, komóra do ręki, wielka kasa na konto. Miasto u stóp... A w zachodnim klubie inna bajka. Przede wszystkim trzeba trenować i to za... na każdym treningu. Każdym!

 

Przykładów z ostatnich lat mnóstwo: Kosowski, Frankowski, Żurawski (no okej, przez rok był Magic'iem), Szymkowiak (w sumie w Turcji był kimś, miał uznanie, ale jak właściwie nazywał się jego klub?). Z Legii chyba tak naprawdę nie ma dobrych przykładów, on przywołał Janczyka, który w dwóch występach przez 90 minut w Lidze Mistrzów oddał pół celnego strzału na bramkę. Przecież nie Bronowicki. Kiedyś Dziekanowski.

 

Aha, niby jeden były Legionista jest w Celtiku Glasgow, drugi w Arsenalu, a trzeci jeszcze niedawno powstrzymywał w Lidze Mistrzów Bayern Monachium. Ale bramkarze się nie liczą, bramkarze to jak osobna nacja.

 

Przykłady tych, którzy zrobili karierę na Zachodzie: Jerzy Dudek (miało nie być bramkarzy, ale tych kilka meczów w polskiej lidze mówi swoje), Jacek Krzynówek (także 'piłkarskim dzieckiem w kolebce' wywieziony z kraju, żaden nasz klub nie zdążył go spaczyć, rozpuścić etc. Czy Michał Żewłakow i Mariusz Lewandowski zrobili kariery, można dyskutować. Są podstawowymi graczami swych drużyn w Lidze Mistrzów, pierwszy awansował nawet do 1/8 finału, wielu takich nie mamy. W Legii ani Wiśle nie grali.

 

Taką rzucił klątwę. Mimo późnej pory...

 

01:48, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (7) »
środa, 19 grudnia 2007
 

Na genialny pomysł wpadł mój redakcyjny kolega z Poznania, Radek Nawrot, pisząc o problemie trenerów siatkarskich z mikrofonami, które wychwytują jak podczas przerw „motywują” swoje zawodniczki słowami w rodzaju: „Grajcie, do k... nędzy, bo przecież to przepier...!" Tekst jest niezmiernie zabawny, zwłaszcza jak trener Farmutilu Piła, Jerzy Matlak narzeka na brak savoir-vivre'u... dziennikarzy, którzy wszędzie pchają się z mikrofonami. - Mam dość podtykania mikrofonów trenerowi i zawodniczkom podczas przerw. Gówniarzy, którzy to robią, powinno się gonić z sali - grzmi.

 

Problem jest o wiele głębszy niż się wydaje. Po pierwsze: wymogi współczesnej telewizji, która - by uczynić z meczu jeszcze ciekawszy spektakl pcha kamery dosłownie wszędzie. Dobry mecz piłkarski obserwuje już 34 kamer. Jeszcze nie w piłce i jeszcze nie w szatni, ale za jakiś czas kto wie. Swoją drogą ile bym dał, żeby obejrzeć obrazki z szatni np. Liverpoolu w przerwie finału Ligi Mistrzów z AC Milan w Stambule. O legendarnych odprawach Kazimierza Górskiego nie wspominam, bo to se ne vrati. Ani setki innych szatni, których bym chętnie się znalazł. Np. kiedy sir Alex trafia butem w łuk brwiowy Davida Beckhama. A już raz z bliska zobaczyć jego słynną „suszarkę” - bezcenne:)

 

Trenerzy siatkówki, koszykówki i piłki ręcznej mają tego pecha, że na przerwę nie schodzą do szatni, ale na ławeczkę. Fajnie jest podsłuchać, co mówią trenerzy, jak rozrysowują plan akcji na tabliczkach i zobaczyć ile z tego zrealizują za chwilę zawodnicy i zawodniczki.

 

Tu dochodzimy do drugiego problemu. Czy trenerowi wolno porządnie op.... swoich zawodników, jeśli podziała to motywacyjnie? Niektórzy naprawdę potrzebują kilka „męskich” słów przywróciło ich do pionu. Może niekoniecznie takich w stylu byłego trenera kadry o ładowaniu frajerów w... sami wiecie. Np. Andrzej Niemczyk posługiwał się bardzo ostrym, wręcz wulgarnym, językiem. Ale dziewczyny akceptowały to. Tłumaczyły, że amok trenera na swój sposób je cieszy, bo dzięki niemu czują, że on kontroluje przebieg gry, reaguje na przebieg wydarzeń i motywuje je tym. No i dzięki temu dwa razy zostały Złotkami.

 

Z drugiej strony trudno się dziwić niesmakowi telewidzów, kiedy patrzą jak rozszalały szkoleniowiec opieprza przerażone, zbite w roztrzęsioną gromadkę blondyneczki. No cham i burak po prostu. A przy tym co to za popularyzacja siatkówki? - Chcesz, córeczko, to cię zapiszę na siatkówkę. Będziesz jak złotka. - Nieeee, tato, dziękuuuuję.

 

No więc teraz trenerzy, kiedy widzą nad sobą mikrofon, a za plecami kamerę zachowują się jak szkoleniowiec przywołany przez Wiktora Kreboka: - Usztywniony wyjaśnia wszystko pięknymi słowami. Pełen Wersal. To teatr dla telewizji, a nie rozmowa z siatkarkami. Miny zawodniczek? Nie rozumieją, o co chodzi.

 

Czyli więc stoimy przed alternatywą: motywować wulgarnie, po chamsku, ale skutecznie czy nie motywować wcale i przegrać? Otóż wcale nie. Oto co mi powiedział Leo Beenhakker, kiedy go zapytałem czemu w przerwie meczu z Kazachstanem w Warszawie przy 0:1 nie użył ostrych słów, nie łajał, nie krytykował ale emanując spokojem, łagodnie wyjaśnił piłkarzom co i jak ma być po zmianie stron:

A po co miałbym na ich krzyczeć? Bo przegrywali 0:1? Przecież na boisku dawali z siebie wszystko, biegali jak konie, nikt nie olewał swoich obowiązków. Uwijali się jak ekipa strażaków przy pożarze. Kiedy zawodnik stara się grać najlepiej, jak umie, ale mu nie wychodzi, nie widzę powodów do krzyku. Mogę ich tylko wesprzeć. Co innego, gdy piłkarz jest zbyt zrelaksowany, za bardzo ufa swoim umiejętnościom, lekceważy rywala. Takiemu gotów jestem skopać tyłek. W meczu z Kazachstanem nikt na to nie zasłużył. Gdybym to zrobił w przerwie, po niej za bardzo staraliby się odrobić straty. Popadliby w niepotrzebną ekscytację, niepotrzebny pośpiech. Spaliliby się w obsesji zdobycia tej wyrównującej bramki.  Spokojnie więc przypomniałem im, żeby grali nie tylko sercem, ale włączyli i głowy.

Powiedziałem im: "Zacznijcie grać w futbol, bo tylko dzięki temu wygracie". I tak właśnie zrobili. Tak naprawę w drugiej połowie wcale nie zagraliśmy lepiej. Ale rozważna gra głową, myślenie o tym, co robimy, pomogła nam uniknąć błędów z pierwszej połowy wynikających z pośpiechu i bezmyślności.

Na tym moim zdaniem polega coaching. Reagować w zależności od potrzeby. Krzyk bywa potrzebny, ale nie jest odpowiedzią na każdą sytuację. Jeśli starasz się coś zrobić w życiu, ale ci nie wychodzi, potrzebujesz od innych osób pomocy, a nie wrzasku i potępienia. Potrzebujesz zrozumienia tego, co robisz źle, na czym polega problem. Dopiero jak nie zrozumiesz, może zadziałać zdrowy kop w tyłek. To nie przypadek polskich piłkarzy. Oni są naprawdę świetni, wystarczy tylko wytłumaczyć im, co robią źle i co powinni robić. 

Każdego dnia chwalmy Pana, że zesłał nam Leo Beenhakkera...

 

 

14:16, francuski_lacznik , Inne sporty
Link Komentarze (20) »
 
1 , 2 , 3
sport.pl
Michał Pol - Strzeliłem kiedyś gola van der Sarowi z podania Zidane'a. Rzutów wolnych uczył mnie del Piero. Niestety trafiałem tylko w mur. Mimo to od czasu do czasu piszę i gadam o futbolu - przez 15 lat w „Gazecie Wyborczej” (1994-2009), dziś na Sport.pl i - głównie o Lidze Mistrzów - w nSporcie. Mam dysleksję, więc nie wytykajcie mi błędów. Są piłkarze, którzy nie potrafią wykonywać rzutów karnych...
@napisz do mnie