wtorek, 30 listopada 2010

Jose Mourinho! - zakrzykniecie drodzy przyjaciele. Otóż wcale nie, choć poniósł najwyższą klęskę w trenerskiej karierze. On akurat potrafił przyjąć porażkę z klasą i godnością. Nie Cristiano Ronaldo, choć bez wątpienia jest wielkim przegranym tego klasyka. Znów w meczu z wielkim rywalem zgasł kompletnie, czy raczej został zgaszony, nie pokazał jak wielkim jest piłkarzem (choć i tak był najlepszy w Realu, ale nie znalazł partnerów na swoim poziomie). Ani nawet Sergio Ramos, który za to co zrobił w ostatnich minutach niech się smaży w piekle długiego zawieszenia. Otóż największym przegranym Gran Derbów jest moim zdaniem… Vincente del Bosque! Zdaje się, że jego reprezentacja Hiszpanii straciła na jakiś czas nie tylko prawego obrońcę ale i ową wspaniałą chemię między piłkarzami Realu i Barcy, która pozwoliła im zjednoczyć się i odnieść największe sukcesy...

czwartek, 25 listopada 2010

Pierwszym meczem Ligi Mistrzow jaki obejrzalem na zywo byl pamietny mecz Legia - Spartak Moskwa przy temp. - 20 C na Lazienkowskiej. Pozniej widzialem ich jeszcze wiele, w tym kapitalny polfinal na BayArena, gdzie Leverkusen wyeliminowal Manchester United. Ostatnim byl final w 2006 roku w Paryzu, gdzie Barcelona pokonala Arsenal. Od tamtej pory wszystkie mecze sledzilem ze studia TV, co mialo swoje dobre strony, ale nic nie zastapi tej adrenalinki jaka daje wysluchanie hymnu na zywo. A jeszcze kiedy jak wczoraj, mozna sledzic gre Leo Messiego, Xaviego, Andresa Iniesty z tak bliska jak mi sie udalo, czyli bezposrednio zza bramki! Wyjazd na mecz Barcelony z Panathinaikosem okazal sie wyjatkowy nie tylo z tego powodu. Po raz pierwszy pojechalem jako wyslannik nie prasy, spychanej na ostatni szczebel dziennikarskiej drabiny, ale jako przedstawiciel telewizji majacej prawa do pokazywaniaq Ligi Mistrzow. I po raz pierwszy poczulem sie jak dziennikarski VIP! To nie ja musialem szturmowac tzw. mix-zone, w nadziei, ze jakis gwiazdor zgodzi sie zatrzymac i rzucic trzy slowa. Oficerowie prasowi UEFA, ktorzym zwykle wyganiali mnie z zakazanych stref, tym razem sami doprowadzali do mnie delikwentow, o rozmowe z ktorymi poprosilem przed spotkaniem.

Najpierw jednak trzy godziny przed meczem odbyl sie brifing dla nas, wybrancow, z przedstawicielami UEFA i rzecznikami obu klubow, na ktorym poinformowano nas np. ze Leo Messi udzieli po meczu tylko jednego wywiadu - dla telewizji katalonskiej. Przedstawiono dokladny harmonogram co do minuty: kiedy i ile pilkarze sie beda rozgrzewac, o ktorej rzut moneta, ze specjalny czas na wysluchanie hymnu Panathinaikosu, bo to lokalna tradycja, po krorej stronie czyja lawka rezerwowych. Potem wzieto nas na krajoznawcza wycieczke, zeby pokazac, w ktorym miejscu bedziemy rozmawiac z zawodnikami i jak tam dotrzec, a gdzie na plycie bedziemy mogli nadawac na zywo.

Dowiedzialem sie, ze mam otwartego 'lajfa' do Warszawy do 20.15 do 20.25 i iani sekundy dluzej. Planowalem w tym czasie porozmawiac z Jackiem Gmochem. Dostalem dla niego przepustke uprawniajaca do wejscia na plyte, ale kiedy chcialem zostawic ja dla niego przy wejsciu na stadion, uslyszalem, ze po tym stadionie Pan Jacek moze sie poruszac gdzie mu sie podoba bez zadnych przepustek, jak przyjdzie mu ochota obejrzec mecz z wnetrza ktorejs z bramek to tak sie stanie i UEFA nie ma nic do gadania. Gorzej, ze o 20.14 twkil jeszcze w korku 300 metrow od stadionu, ale szczesliwie dobiegl i wejscie na zywo nam sie udalo, ufff...

Mecz obejrzalem tuz zza linii koncowej boiska za jedna z bramek, co mialo swoje zle i dobre strony. Zle, bo kompletnie nie widzialem co dzieje sie pod druga bramka. Dobre, bo dwa gole Barcelona wbila metry ode mnie.

Petarda, ktora rzucono tuz za naszymi plecami ogluszyla mnie na pare minut, ale pozniej mialem przynajmniej blisko do tunelu, w ktorym zorganizowano tzw. flash zone, gdzie doprowadzano pilkarzy do wywiadow na zywo. Ludzie UEFA stawali na uszach, zeby zadosc uczynic naszym prosbom sprzed meczu, ale jako ze ostatnie slowo nalezy do samego zawodnika, czesto slyszelismy z ich ust kwestie z 'Psow': tego co pan zamawial nie ma moze byc wodka z cola'. Tak bylo w moim przypadku, gdy uslyszalem, ze Gerard Pique nie przjdzie ale moge porozmawiac z Javierem Mascherano. Oczywiscie zgodzilem sie, choc zalowalem, bo mialem do Pique pytania o Gran Derbi i Jose Mourinho, a w dodatku mialbym okazje pierwszy raz porozmawiac z pilkarzem, ktorego przed meczem wstawilem do skladu w UEFA Fantasy League, chcialem podziekowac za 5 pkt ktore dla mnie zdobyl;-) Za to Mascherano powiedzial, ze co to dla niego Gran Derbi skoro gral juz w meczach Liverpool - Manchester United, a zwlaszcza River Plate - Boca Juniors...

Udalo mi sie za to zammienic pare slow z Gilbero Silva, mistrzem swiata z 2002 roku, ktorego bardzo lubie z czasow gry w Arsenalu. Co prawda jak go zapytalem o Jacka Gmocha, to nie skojarzyl o kogo pytam, ale i tak bylo milo. Zaluje, ze do mojego stanowiska nie dotarl Luis Garcia, triumfator Ligi Mistrzow z 2005 z Liverpoolem, ktory zmyl sie po czterech rozmowach. A planowalem zapytac go o slynnego gola ducha z meczu z Chelsea i o fenomen La Massii, razem z nim biegalo bowiem po murawie Stadionu Olimpijskiego az dziewieciu wychowankow slynnej barcelonskiej akademii pilkarskiej.

Wiec jak widzicie, nigdy nie jest tak dobrze, zeby nie moglo byc lepiej. Ale przygoda byla naprawde fajna, choc kosztowala wiecej nerwow niz zwykla wizyta na meczu.

 

REKRUTUJ! Przyłącz się do kampanii „The Recruiter” i weź udział w wyścigu o nowiutkie Porsche 911 Carrera! Znakomite nagrody do wygrania co tydzień i co miesiąc przez cały czas trwania konkursu.

 

12:28, francuski_lacznik , Liga Mistrzów
Link Komentarze (22) »
środa, 24 listopada 2010

Przylecialem do Aten na mecz Panathinaikos - Barcelona, liczac ze na lawce Koniczynek zasiadzie pierwszy polski trener w Lidze Mistrzow od 14 lat. Niestety jak wiadomo Jacek Gmoch po perfekcyjnym comebacku w trenerskiej roli po 7 latach, przekazal stanowisko Jesualdo Ferreirze, niegdys trenerowi FC Porto. Na wczorajszej konferencji prasowej Ferreira zapowiedzial, ze postara sie przerobic atenskich pilkarzy na Smoki. Najwieksi nawet optymisci nie licza na to, ze uda mu sie to uczynic na mecz z Barca i Panathinaikos wygra 4:0 (a tylko zwyciestwo tych rozmiarow daloby Grekom cien szansy na drugie miejsce w grupie). Barcelona, owszem, przegrala juz kiedys w Atenach 0:4, ale bylo to w finale Ligi Mistrzow w 1994 roku, czyli wowczas kiedy w Champions League grywaly jeszcze poslkie zespoly. Slowem w czasach prehistorycznych...

środa, 17 listopada 2010

Nihil novi: trener Franciszek Smuda znów zmienił zdanie, które dopiero co tak kategorycznie wygłaszał. Tym razem jednak nie wycofuje mądrze z pochopnego skreślenia kolejnego piłkarza jak w przypadku Ebiego Smolarka czy Andrzeja Niedzielna, ale z pryncypium istotnego dla całej polskiej piłki. Obejmując (a nawet wcześniej, starając się o) reprezentację Polski deklarował, że u niego żadnych naturalizacji nie będzie! „Do mojej kadry nigdy nie trafi drugi Roger Guerreiro. Manuel Arboleda? Maniek to przesympatyczny chłopak. Bardzo go lubię, wręcz kocham jak syna. Trudno go zresztą nie lubić. To miły, uśmiechnięty i przede wszystkim bardzo dobry piłkarz. Klasowy obrońca. Ale reprezentantem Polski nie będzie. W kadrze powinni grać Polacy bądź polskiego pochodzenia. Tacy jak np. Ludwik Obraniak czy inni zawodnicy z zagranicznej Polonii. Bo reprezentacja to wizytówka polskiej piłki" - mówił. Dziś przed Arboledą szeroko drzwi do kadry otwiera. Czy powinniśmy protestować, czy cieszyć się, że kadra zyska takiego piłkarza?

wtorek, 16 listopada 2010

Nie powiem, że jestem załamany oficjalnymi maskotkami Euro 2012, bo też i nie spodziewałem się, że zobaczę coś olśniewającego. Tak to niestety wygląda w dzisiejszych czasach. Wszystkie te maskotki, logo i cała oprawa wielkich imprez jak mistrzostwa świata, Europy, igrzyska olimpijskie są na jedno kopyto i bez specjalnej finezji. Podczas mundialu w RPA błądząc w fanzonach oblepionych logo imprezy wymieszanym z logo oficjalnych sponsorów, wśród oficjalnych stoisk, nadmuchiwanych balonów etc łapałem się na tym, że strefa ta równie dobrze mogłaby się znajdować we Frankfurcie, Seulu, Tokio, Paryżu, Pasadenie i nikt nie zauważyłby różnicy. I tak jestem zadowolony, że nie skazano nas na maskotki zwierzęce, jakieś żubry, bociany, świstaki czy sokoły. Dopiero byśmy wydziwali, że dziób za cienki, albo róg za krótki... Lepiej, że są humanidalne. Kto wie, może i dwóch chłopców z podgolonymi karkami i kolorowymi włosami najlepiej pasuje do wizerunku Polski i Ukrainy?

poniedziałek, 15 listopada 2010

Prędzej bym się spodziewał, że UEFA zmieni lokalizację Euro 2012 albo Artur Boruc ogłosi, że do końca kariery nie weźmie kieliszka do ust niż, że jakikolwiek polski trener dostąpi objęcia drużyny uczestnika Ligi Mistrzów! W jakiejkolwiek lidze! A tu łubudu! gruchnęło, że 71-letni Jacek Gmoch poprowadzi Panathinaikos Ateny! W roli trenera tymczasowego, co prawda, ale przecież wiadomo, że tak w Polsce jak i Grecji najlepiej i najdłużej trzymają się twory tymczasowe i prowizorki. Czego Panu Jackowi serdecznie życzę! Jacku drogi! (pozwalam sobie na osobisty ton, bo wszak za Twoja sprawą jesteśmy na ‘Ty’). Niech ta Twoja przygoda z wielkim europejskim futbolem trwa jak najdłużej i niech Ci przyniesie jak najwięcej frajdy! A ja już się cieszę na te opowieści, kiedy już się skończy. Piszę o frajdzie, bo szacun i splendor zyskałeś na samym wejściu! O tym, że taki klub o takich aspiracjach oddaje się (zgoda, nawet tymczasowo) w Twoje ręce, świadczy o uznaniu i zaufaniu, o jakim każdy inny polski trener mógłby co najwyżej pomarzyć!

piątek, 05 listopada 2010

Brawo dla Lecha za historyczny triumf nad Manchesterem City! Za ambicję, wolę walki, grę do końca i upokorzenie przedstawiciela niedościgłej Premier League, za to, że okazali się lepsi niż wielcy gwiazdorzy z kontami wielkości budżetów polskich klubów! Oby więcej takich meczów przed Lechem, ten na pewno będziemy pamiętać przez lata. Niestety sporo tej radości psuje mi dręczące poczucie, że radość owa jest wprost proporcjonalna do poczucia smutku, żalu, niesprawiedliwości, krzywdy jakie musi w tym momencie udziałem trenera Jacka Zielińskiego. Trochę to jest tak, jakby w wielkiej sali w najlepsze toczyło się huczne Wesele, panna młoda cud urody rzucała za siebie bukiet, a obok w małym, ciemnym pokoiku siedział we łzach niedoszły pan młody, na którego miejsce tuż przed pytaniem księdza „czy bierzesz sobie…" wepchnął się ktoś inny, a wszyscy radośnie to zaakceptowali.

wtorek, 02 listopada 2010

Dziś (we wtorek) o 19. w nSporcie wywiad z Arturem Borucem, którym bramkarz Fiorentiny prawdopodobnie zamyka sobie drogę do występu na Euro 2012, o ile na turnieju reprezentację poprowadzi trener Franciszek Smuda. Boruc w mocno wypiiiiiiiikanej rozmowie z Sergiuszem Ryczelem opowiada o niemożności współpracy z selekcjonerem, który potrafi wulgarnie obrażać zawodników ale już rozmawiać z nimi nie bardzo. Nie słucha co mówią, a jeśli już spróbuje, nie zrozumie co do niego mówią. Mało tego, ujawnia prywatne rozmowy ze Smudą, z których wynika jak fałszywy jest trener. Oficjalnie ogłasza zakaz picia alkoholu na zgrupowaniu, kto go złamie wylatuje itd. Poczym robi oko do Boruca i zapewnia, że jeśli ten chce sobie p… whiskacza to nie ma problemu, zaprasza do siebie. Po czym robi aferę, że w samolocie powrotnym z Montrealu (wg piłkarzy zgrupowanie oficjalnie dobiegło tam końca) Boruc z Michałem Żewłakowem pili wino, daje im więc do zrozumienia, że nie powoła na najbliższe zgrupowanie (a może i każde następne).

sport.pl
Michał Pol - Strzeliłem kiedyś gola van der Sarowi z podania Zidane'a. Rzutów wolnych uczył mnie del Piero. Niestety trafiałem tylko w mur. Mimo to od czasu do czasu piszę i gadam o futbolu - przez 15 lat w „Gazecie Wyborczej” (1994-2009), dziś na Sport.pl i - głównie o Lidze Mistrzów - w nSporcie. Mam dysleksję, więc nie wytykajcie mi błędów. Są piłkarze, którzy nie potrafią wykonywać rzutów karnych...
@napisz do mnie