czwartek, 29 listopada 2007
 

Choć wiele wskazuje, że na linii stosunków Polski z Rosją nastąpi ocieplenie: premier Tusk zapowiedział, że my nie będziemy blokować ich negocjacji o przyjęcie do OECD, może więc prezydent Putin w geście przyjaźni nakaże zniesienie embarga na polskie mięso. Nie chciałbym tylko, żeby 'eksport mięsa' objął kolejnych polskich piłkarzy. Liga rosyjska bowiem Polakom nie służy, z wzajemnością zresztą.

 

Do odwrotu szykują się właśnie Damian Gorawski i Wojciech Kowaleski, by ratować mocno podupadłą karierę. Gorawskiemu kontrakt z FK Moskwa wygasa lada moment i jeśli nie trafi do Ipswich to wyląduje w Legii. Kowaleskiemu kontrakt ze Spartakiem wygasa w styczniu i oby i jemu udało się zbiec za Bug (choć niekoniecznie zaraz do Korony, Polscy bramkarze mają przecież w Europie świetną renomę). Sprawa nie jest łatwa, Kowalewski - niedawno jeszcze kapitan drużyny - pozostaje w konflikcie z władzami klubu i złośliwie trzymany jest na ławce od roku.

Słyszę, że władze Spartaka odgrażają się, że jak nie zechcą go puścić, to przedłużą bez jego zgody kontrakt o dwa lata, bo mają taką możliwość. Brzmi to dla mnie jak granda i niewolnictwo, i pewnie można by wygrać jakiś arbitraż w UEFA. Tylko, że miną kolejne lata, sezony, przejdzie Euro 2008 (a kto powiedział, że jeśliby Kowalewski nie znalazł pracy - powiedzmy - w Getafe i bronił przez wiosnę jak natchniony, Leo Beenhakker nie zabrałby go ze sobą na turniej?)

 

Gdyby to było możliwe, odwrót spod Moskwy nakazałbym natychmiast Dawidowi Janczykowi. On bowiem w przeciwieństwie do Gorawskiego czy Kowalewskiego jest naszą nadzieją na przyszłość. Najlepszy polski napastnik na MŚ U-20 jest na liście rezerwowych Beenhakkera. Jeśli nie na Euro 2008, jego gra przydałaby się w eliminacjach 2010. To jednak co zobaczyłem podczas jego występu we wtorkowym meczu CSKA z PSV Eindhoven (a grał pełne 90 minut pod nieobecność Wagnera Love i Jo) załamało mnie. Jego talent utkwił w miejscu. Czyli na etapie futbolu juniorskiego. Dawid nie rozwinął się ani trochę.

 

Przede wszystkim fatalnie się ustawiał, tak, że rzadko dostawał piłkę. Kiedy już jednak znajdował się z piłką przed bramką zachowywał się najgorzej jak mógł. Po juniorsku, strzelał od razu, bez przygotowania, albo wikłał w zwody. W jedynym sam na sam z Gomesem wybrał najgorszą możliwość: strzał w świetnie ustawionego bramkarza. Tłumaczy go presja, konieczność wykorzystania za wszelką cenę z rzadka dawnej szansy. Widać jednak, że nie ma szans wygrać rywalizacji o miejsce w pierwszym składzie. Zmarnieje...

 

Kiedy odchodził do CSKA cieszłem się, bo Liga Mistrzów itd. Liga rosyjska to jednak miejsce dla ukształtowanych zawodników, bo młody Janczyk niczego się tam nie nauczy. Nie ma od kogo ani przez kogo. Szkoda, że nie poszedł jednak do Atletico Madryt. Pewnie, że nie wywalczyłby sobie miejsca w pierwszym składzie z Sergio Aguero, Diego Forlanem czy Mistą. Ale przynajmniej w rezerwach miałby szansę czegoś się nauczyć, rozwinąć. Szkoda. Ciężko będzie mu uciec z Moskwy, bo kosztował całkiem spore pieniądze.

 

12:20, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (17) »
środa, 28 listopada 2007

 

 

Jeśli Rosenborg pokona dziś u siebie Chelsea (albo jeśli Schalke nie wygra z Valencią) awansuje do rundy grupowej. Będzie to dla mnie największa sensacja Ligi Mistrzów, większa nawet od ewentualnego wyeliminowania Liverpoolu. Klęska drużyny Beniteza, tak bardzo wzmocnionej latem i za tak wielkie pieniądze, mniej dziwi, bo jeśli „The Reds” odpadną to za sprawą Olympique Maryslia i FC Porto...

 

Fenomenalnej postawy Rosenborga - piątej drużyny ligi norweskiej, która nie zagra w przyszłej edycji europejskich pucharów - nie umiem racjonalnie wyjaśnić. Remisując 1:1 z Chelsea na Stamford Bridge, przelali czarę goryczy Romana Abramowicza, który ostatecznie pozbył się Jose Mourinho. Petra Cecha pokonał wówczas Miika Koppinen, finski obrońca grający wcześniej w takich potęgach jak FF Jaro czy Kokkolan Palloveikot.

 

 

Następnie Rosenborg przegrał u siebie z Schalke, by za chwilę pokonać Valencię, przyczyniając się do zwolnienia trenera Quique Sancheza Floresa. Jednocześnie zrezygnował i trener Roseborga, Knut Tørum, uznał bowiem, że Liga Mistrzów Ligą Mistrzów, ale po zajęciu słabej pozycji w lidze norweskiej musi zachować się honorowo.

 

Już z nowymi coachami na ławkach Rosenborg wygrał w rewanżu na Mestalla 2:0! Obie bramki zdobył emerytowany zawodnik Premier League, Steffen Iversen, kiedyś Tottenham, który w gra w Rosenborgu ze względu na przeczucie. Miał w tym sezonie przejść do belgijskiego Genk. Lot jego samolotu z Olso do Brukseli opóźniła mgła. Zawodnik uznał to za znak dany od Boga, żeby zostać. I został. Reszta drużyny to podobna zbieranina, która miałaby problem ze zdobyciem mistrzostwa Polski. Ale wyobrażacie sobie reakcje, gdyby to jakaś polska drużyna (kiedyś ktoś jakimś cudem trafił w końcu do Ligi Mistrzów) znalazła się w grupie z Chelsea, Valencią i Schalke 04. Nie marzylibyśmy choćby o punkcie...

W tym towarzystwie najciekawszą postacią jest tam chyba jednak trener Trond Henriksen. Były skrzydłowy Rosenborga (zdobył pięćłów mistrza Norwegii w latach 1983-1993) i idol kibiców. Ci za bezkompromisowy styl gry przezwali go 'Rambo', a jego rekord 29 żółtych kartek w jednym sezonie do dziś jest nie pobity. Po skończeniu kariery nim został drugim trenerem Rosenborga kilka lat pracował jako… listonosz! I ten facet prowadzi drużynę do historuycznego zwyciestwa z Valencią na Estadio Mestalla!

Mój szacunek dla niego jestem w stanie wyrazić tylko w ten jeden skromny sposób. Tym teledyskiem, który stanowi początek rewelacytjnego filmu Jima Jarmusha 'Broken Flowers' (który mogę tu zamieścić dzięki pomocy nieocenionego łowcy filmowych scen Quentina). Zwracam uwagę na rewelacyjny utwór 'There Is An End' The Greenhornes. Mam nadzieję, że The End tej przygody dla Roseborga jeszcze nie po dzisiejszym meczu z Chelsea...

 

   
13:59, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (15) »
wtorek, 27 listopada 2007

 

Tomek Kuszczak popełnił błąd, co do tego nie ma dwóch zdań. Abel (acz zachował się wobec Polaka jak Kain) nie miał prawa strzelić gola, nie z tego miejsca, nie z tej odległości! Kuszczak był źle ustawiony. A kiedy już się rzucił we właściwym kierunku, to nie po ziemi, ale w powietrze i za nim opadł, piłka była już w bramce.

Sam o tym wiedział doskonale, kamera często pokazywała jak kręci głową, spluwa zdegustowany. Bronił zresztą potem niepewnie (niepotrzebne piąstkowanie, które stworzyło zagrożenie).

W studiu Nsportu starliśmy się jednak z Maćkiem Szczęsnym, który nazwał ten błąd KOSZMARNYM. Dla mnie to był po prostu BŁĄD. Musi byc jakaś gradacja. Są błędy: niewybaczalne - to ten Scotta Carsona z meczu z Chorwacją na Wembley, przez który Anglicy nie pojechali na Euro 2008 - żeby nie szukać daleko. Są koszmarne jak ten, który Kuszczak popełnił w meczu z Kolumbią. Taki gol może sęi tylko przyśnić. Ale budzisz sie i życie toczy sie dalej, bo mecz był o nic i nic się nie stało.
Są gole po błędach śmiesznych, kuriozalnych, paskudnych, banalnych, głupich. Itd...

Maciek widzi to podobnie ale inaczej. Gol z Kolumbią to coś jak kiedy dobry kierowca wali w betonowy słupek  na parkingu przed supermarketem, bo go nie zauważył, a był wkurzony na tłok w sklepie i że żona wydała za dużo. Popełnił  błąd, ale to nie znaczy, że jest słabym kierowcą. Błąd Kuszczaka ze Sportingiem wg niego to jak prowadzić zima samochód 120 km/h na letnich oponach. Oznacza, że nie umiesz przewidywać, słowem jesteś słabym kierowcą.

Kuszczakowi sie upiekło. Ten jego gest po meczu, kiedy uniósł w górę Cristano Ronaldo, który chwilę wczesniej ustalił wynik na 2:1, był wymowny. Czy w przerwie Kuszczak otrzymał od sir Alex 'suszarkę'? Nie mam pojecia. Ciekawe czy Polak zagra w ostatnim meczu Ligi Mistrzów z Romą? To wiele nam powie o planach Fergusona wobec Kuszczaka. Zauważcie przy okazji, że w pewnym awansu Arsenau Łukasz Fabiański nie zasiadł nawet na ławce...

Na pozycję w kadrze błąd Kuszczaka nie bedzie miał żadnego wpływu. I tak jest zła. A 'dobrze poinformowani' mówią, że nie przypadkowo Jerzy Dudek właśnie teraz udzielił wywiadu, że chce jechać na Euro 2008 (choćby jako trzeci) i gotów jest nawet zmienić klub...

A na koniec: gole tak jak błędy też maja swoje określenia. Ten Cristiano Rolando był 'stunning' jak mawiają Anglicy, czyli 'wbijający w fotel'. A gest Portugalczyka po nim: te rozłożone w zdziwieniu ręce i 'podkówka z ust' przypomniały mi Michaela Jordana z pamiętnego meczu Chicago Bulls z Portland, kiedy wszystko mu wpadało, a gest wykonał po chyba siódmej trójce...

I love this game!

23:16, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (17) »
niedziela, 25 listopada 2007

 Czechy, Polska, Słowenia, Słowacja, Irlandia Pn, San Marino! 

Co tu dużo mówić. Los był łaskawy! Jedziemy na mundial, panowie! (i panie).

A co, może nie? Kto nas powstrzyma?

 

Czesi? Będą przeżywać turbulencje związane ze zmianą pokoleniową. Nedvedów, Poborskich, Smierów już nie ma. Zakończenie kariery po Euro 2008 zapowiedzieli 'Wielki' Koller i Galasek (a Polaka pewnie nie wystawią w meczu z Polską;).

A młodzi, brylujący podczas U-16, U-17 i U-18 są jeszcze za młodzi.

Wiem, wiem, zostanie jeden najlepszych bramkarzy świata, Petr Cech (przynajmniej zrobię z nim wywiad), Rosicky, Grygera, Jakolovski, Sivok, Baroś. To więc, okej, z Czechami stoczymy bój o pierwsze miejsce. Ale skoro daliśmy radę Portugalii, z Cristano Ronaldo, Deco, Sabrosą etc Czesi w niczym mnie nie przerażają.

 

Irlandia Pn. dobrze grała w eliminacjach do Euro 2008, długo miała szanse na awans z trudnej grupy z Hiszpanią i Szwecją (wygrała z obiema). Nawet wyprzedziła Danię, a David Healy został królem strzelców eliminacji. Ale co z tego. Żuraw potrafił im strzelić gola bezpośrednio z rożnego.

 

 

Słowacja i Słowenia to nic innego jak urywacze punktów, którym trzeba na to nie pozwolić i tyle. Słowiańska grupa (bo przecież w Ulsterze naszych zaraz będzie więcej niż miejscowych), jak wywróżył internauta jmormul polscy fani będą mieli blisko i tanio. Stadiony będą biało-czerwone, a nasi ”będą grali u siebie”. To je pikne.

Los był zaiste łaskawy i tylko drżę, żeby tego co nam sprezentował w eliminacjach 2010 nie odebrał sobie w przyszłą niedzielę podczas losowania grup Euro 2008.

  

RPA 2010, here we come!

 

 

18:10, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (92) »
piątek, 23 listopada 2007

Futbol ściga się z Lotto, losowanie co niedziela. W najbliższą w Durbanie losujemy grupy eliminacji mistrzostw świata 2010. Za tydzień w Luzernie Euro 2008. Do Szwajcarii na czele delegacji pojedzie Leo Beenhakker (ja też się wybieram). W Durbanie reprezentować nas będzie silna ekipa w składzie Eugeniusz Kolator i Zdzisław Kręcina. Jak myślicie, przyniosą nam szczęście? ;)

Szczęście będzie potrzebne w dwóch kwestiach. Po pierwsze: rywal z pierwszego, najsilniejszego koszyka. Sprawa jest kluczowa, bo pewny awans z grupy ma tylko jedna drużyna, a nie dwie jak na Euro. Z tego samego powodu ważny też jest rywal z trzeciego koszyka, umiarkowanie trudnego, gdzie wszyscy są w naszym zasięgu, ale niektórzy bardziej.

Koszyk 1: Włochy, Hiszpania, Niemcy, Czechy, Francja, Portugalia, Holandia, Chorwacja, Grecja

Koszyk 2: Anglia, Rumunia, Szkocja, Turcja, Bułgaria, Rosja, Polska, Szwecja, Izrael

Koszyk 3: Norwegia, Ukraina, Serbia, Dania, Irlandia Płn., Irlandia, Finlandia, Szwajcaria, Belgia

Koszyk 4: Słowacja, Bośnia i Hercegowina, Węgry, Mołdawia, Walia, Macedonia, Białoruś, Litwa, Cypr

Koszyk 5: Gruzja, Albania, Słowenia, Łotwa, Islandia, Armenia, Austria, Kazachstan, Azerbejdżan

Koszyk 6: Estonia, Liechtenstein, Malta, Luksemburg, Czarnogóra, Andora, Wyspy Owcze, San Marino

Z koszyka numer 1 chyba najbardziej chciałbym trafić na Grecję. Tytuł mistrza Europy brzmi dumnie, ale w eliminacjach Grecy chyba nie będą go bronić. Są w tym towarzystwie najsłabsi i chwała Bogu, że się w nim znaleźli. Pozwala nam to uniknąć o wiele silniejszych Szwecji, Rumunii lub Anglii (tak, tak, wiem co napiszecie, że Angole to reprezentacyjne słabiaki, a my z pewnością 'dorżnęlibyśmy watahę', parafrazując ministra Radka).

Najbardziej chciałbym uniknąć (i właśnie w tej kolejności) Niemców (przeszli przez eliminacje jak burza), Holendrów (choć Leo by ich rozgryzł), Włochów, Francuzów i Hiszpanów (na trzecim miejscu jednakowo, niby mieli w eliminacjach kłopoty, ale na końcu wyszło na ich, są tak wielcy, że potrafią wygrywać kluczowe mecze nawet na wyjeździe jak Italia w Szkocji). Czechów i Chorwatów. Nie wiem czy przed tych ostatnich nie wcisnąłbym Portugalii. Po zdobyciu czterech punktów w dwumeczu z Portugalczykami w ostatnich eliminacjach, niby moglibyśmy sobie ich życzyć w walce o 2010. Zwłaszcza, że najprawdopodobniej nie będzie już z nimi Luisa Felipe Scolariego. Ale jednak to wielka piłkarska nacja. A z Chorwatami gralibyśmy jak z równym.

W koszyku 3 poziom wszystkich drużyn wygląda na bardzo równy. Mimo rekordu strzeleckiego Davida Healy'ego (13 bramek, pobity rekord Davora Sukera), najłatwiejsza byłaby chyba Irlandia Płn. Pamiętacie tego gola Żurawia bezpośrednio z rzutu rożnego... Belgów mamy już rozklepanych, Norwegia też nie ta co kiedyś (a i wtedy sobie radziliśmy). Potem Ukraina, Serbia, Finlandia - to samo, do pokonania, choć nie bez wysiłku. Szwajcaria to jedyny finalista Euro 2008 w tym gronie, ale jako gospodarz. Najmniej chciałbym trafić na Danię i Irlandię. Pierwsi potrafią grać z nami, mają świetnych piłkarzy, co nam udowodnili. Trafili na bardzo silną grupę z Hiszpanią i Szwecją, dlatego ich nie ma na Euro. I na kibica - idiotę, który kosztował ich walkowera. Tak naprawdę umieściłbym Danię w drugim koszyku zamiast Izraela.

Pozostałych koszyków nie omawiam, bo finalista Euro 2008, gospodarz Euro 2012, drużyna która chce jechać do RPA na finały MŚ 2010 musi uporać się z każdym. Na los szczęścia, Baltazarze...

13:57, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (38) »
czwartek, 22 listopada 2007

Na blogu pingpongi autor zamieścił okładki chorwackich gazet po niesamowitym zwycięstwie z Anglia na Wembley. „Frajerzy!” - woła do angielskich piłkarzy i zarazem do całego narodu jedna z nich, ”Većernij List'. Faktycznie Anglicy przegrali frajersko. I ten mecz i całe eliminacje. Ale takiego tytułu nie dałyby po zwycięstwie nawet angielskie brukowce, a one potrafią dokopać. Dokopują swoim przegranym, kiedy trzeba przesadnie dosładzają wygranym. Ale takiej knajackiej schadenfreude z porażki rywala nigdy tam nie spotkałem.

 

Wygrywać też trzeba umieć. Czy Chorwatom przyjemnie byłoby przeczytać o swojej drużynie „Frajerzy!” po przegranym półfinale MŚ w 1998 roku z Francją? A przecież prowadzili 1:0. A Slaven Bilić (dziś trener Chorwacji) oskarowo wywalczył czerwoną kartkę dla Laurenta Blanca. A mimo to przegrali i jeszcze oba gole strzelił im obrońca (genialny Lilian Thuram, a ja wówczas na Stade de France kibicowałem Chorwatom jak nie wiem).

 

Czy dla czytelników ”Većernego Listka” rzeczywiście ważniejsza jest drwina z przegranych Anglików czy - jak w innych gazetach - 'Velika hrvatska pobjeda, velika hrvatska većer na Wembleyju'?

 

 A z angielskich grobowych okładek najbardziej podoba mi się ta 'The Sun':

Poezja. Okazuje sie, że brukowce potrafią nie tylko epatować hasłami (tylko w komentarzach nie piszcie, że ten stuknięty Pol przedkłada nad wszystko nie tylko Premier League, ale i angielskie brukowce, bo prawda to tylko to pierwsze;)

21:35, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (21) »

 

O szokującym wyeliminowaniu Anglii z Euro 2008 przez grająca o nic Chorwację i żalu, że Roney'a, Gerrarda czy Terry'ego zabraknie na turnieju w Austrii i Szwajcarii napisałem już na sport.pl Zaproponowałem trenerowi Anglii pracę w Polsce, acz nie w futbolu ale systemie oświaty. Nie trzeba było bowiem być przenikliwym geniuszem, by domyślić się kto zostanie uznany za kozła ofiarnego tego kto wie czy nie największego niepowodzenia w historii angielskiego futbolu.

 

I rzeczywiście, dzisiejsze media aż kipą od pretensji do Steve McClarena. Za całokształt eliminacji i za ten jeden mecz. Fatalną selekcję, zostawienie Beckhama na ławce, pozwolenie na debiut w takim meczu bramkarzowi Carsonowi, którego dwa (jeden na pewno) błędy zaważyły na porażce. Nagłą zmianę w trakcie spotkania z 4-3-3 na 4-5-1 z bexzradnym samotnym Croachem... Jak stwierdził po meczu trener Chorwatów, Slaven Bilic: 'wiedzieliśmy, że Anglicy mają doskonałych indywidualnie piłkarzy, ale na boisku będą oni zupełnie niezorganizowani'.

 

Ciekawe, że pastwiąc się nad McClarenem wszyscy wypominają mu... obciachową parasolkę pod którą schronił się w trakcie meczu z Chorwatami. Zirytowała ona i dziennikarzy 'Timesa' i brukowego 'Mirrora'. Gazety piszą, że zamiast być generałem, szalejącym przy linii bocznej, motywującym zawodników, dokonującym zmian w ustawieniu, dobrowolnie zrezygnował z roli lidera. Trener wolący chronić się przed deszczem to dla piłkarzy wymowny body language - uważają komentatorzy.

Parasolka symbolem upadku angielskiej piłki!

 

'Times' wręcz stwierdził, że pod parasolką McClaren wyglądał jak Marry Poppins. Porównanie niezwykle trafne! Mary Poppins to słynna disney'owska niania, w którą ponad 40 lat temu wcieliła się Julie Andrews. 'Potrafiła sprawić, że każdy, najbardziej nudny domowy obowiązek zamieniał się w niezwykłą grę, a każdy dzień w pełną przygód wyprawę do fantastycznego świata magii i wyobraźni ' (cytuje za recenzją z DVD). Zaiste w meczach pod wodzą McClarena kibicom nie brakowało emocji. 'Nudny domowy obowiązek' jakim było: wygrać z mającą pewny awans do Euro Chorwacją, zmienił się w niesamowitą przygodę. A angielskim kibicom pozostała już tylko wyobraźnia i dywagacje 'jak to się stało' i co by było gdyby'.

 

Niesamowite, że Anglicy w tej rozpaczy nie zatracili swego specyficznego poczucia humoru. 'Times' pisze, że po stracie trzeciej bramki McClaren liczył już tylko na jeden cud. Że woda w butelce z której popijał zamieni się w brandy...

 

08:52, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (37) »
środa, 21 listopada 2007

 

Leo Beenhakker zapewniał nas ostatnio w wywiadzie, że jego rodak, Frans Hoek to najlepszy trener bramkarzy na świecie i ja mu wierzę. Przez 9 lat pracował w Ajaksie, przez sześć w FC Barcelona, rok z reprezentacją Holandii. Drugi trener bramkarzy naszej kadry, Andrzej Dawidziuk to bez wątpienia najlepszy fachowiec w Polsce obok Krzysztofa Dowhania. Mimo to dziwię się ich decyzji, żeby w bramce przeciwko Serbii wystawić Łukasza Fabiańskiego, a nie Tomasza Kuszczaka.

 

Hoek tłumaczy to tak: Bramkarzy dzielę na dwie grupy. Tych z niesamowitym refleksem i tych, którzy potrafią przewidzieć wydarzenia, odpowiednio się ustawić. Kuszczak należy do tej pierwszej grupy, Fabiański do drugiej. Tomek jest jak Oliver Kahn, ma znakomity czas reakcji, świetnie broni na linii. Łukasz to grupa, której przedstawicielem jest Edwin van der Sar. To król całego pola karnego. Cechy typowo bramkarskie mają na podobnym poziomie. O tym, kto siedzi na ławce rezerwowych, a kto wędruje na trybuny decydują minimalne szczegóły. Niekwestionowanym przez nikogo numerem jeden jest w kadrze Artur Boruc.

 

Ja w bramce postawiłbym na Kuszczaka po pierwsze dlatego, że więcej grał w tym sezonie. I to w meczach pod olbrzymią presją. I w Premier League i w Lidze Mistrzów zachował czyste konto. Kiedy w LM dwa razy zmieniał van der Sara w przerwie, czyli nie rozgrzany, potem miał perfekcyjne interwencje. Świetnie bronił i z wielkimi jak AS Roma i słabym jak Wigan, gdzie bramkarz musi się wykazać koncentracją, bo ma dwie interwencje na mecz. Fabian, mimo wielkiego uznania zagrał dwa razy w najmniej prestiżowych rozgrywkach, czyli Pucharze Ligi.

 

 

Kuszczak jak dla mnie był wyraźnym numerem 2 i to ocierającym się o pierwszą jedenastkę, gdyby Boruc nie zrzucił wagi i kontynuował niepewną grę z meczu z Armenią i różnymi szkockimi słabiakami. Frustrowała go ława i posyłanie na trybuny, ale zawziął się w sobie. Na szczęście jest cierpliwy po latach siedzenia na ławie w Herthcie Berlin. Nie mniej teraz dałbym mu zagrać, zwłaszcza, że Fabiański bronił z Węgrami.

 

Już po meczu z Belgią w programie holenderskiej telewizji dziennikarze połączyli się z Beenhakkerem. Opowiadał m.in. o wielkim talencie jakim jest Kuszczak, ale też o jego trudnym charakterze i uporze. Potwierdził to także siedzący w studiu van der Sar.

Nie znam wprawdzie nikogo kto by posiadł man management lepiej od Beenhakkera, ale dziwię się, że aż tak bardzo naciąga strunę cierpliwości Kuszczaka. Cóż by mu szkodziło dać mu zagrać w takim meczu? Mam nadzieję, że Kuszczak, który w rozczarowania nie chce gadać z dziennikarzami, na tym poprzestanie. A ta kolejna odmowa uczyni go jeszcze silniejszym.

 

 

A jeszcze co do porównań. Kuszczak - Kahn bardzo trafne, choć on sam pewnie wolałby być porównanym do Petera Schmeichela. Jak The Great Dune wrzeszczy na obrońców i jak on jest w bramce wulkanem. Fabian jak van der Sar? Sam nie wiem, po prostu dawno nie widziałem Fabiana w akcji pod prawdziwą presją. A van der Sar to dla mnie przede wszystkim najlepiej grający nogami bramkarz świata (szkoła Ajaksu czyli Hoeka).

 

    

17:57, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (18) »
poniedziałek, 19 listopada 2007

I dla polskiego kibica i dla dziennikarza sportowego to sytuacja zupełnie nowa. Kunktatorstwo. Lepiej zagrać z Serbią o zwycięstwo (ułańska fantazja każe zawsze grać o zwycięstwo!). Czy może lepiej 'wywalczyć' remis (o porażce nie wypada wspominać), bo to da nam lepszy koszyk podczas losowania grup Euro 2008.

Jak daleko sięgam pamięcią ostatnie mecze Polska grała albo o wszystko (i trzeba było wygrywać) albo o już tylko o honor (i też trzeba było wygrywać. Tymczasem wśród najlepszych drużyn świata kunktatorstwo to nic nowego: Niemcy na MŚ w 1982, Anglicy na mundialu w Japonii i Korei, Francuzi, którzy wystawili drugi skład podczas Euro 2000 w ostatnim meczu grupowym z Holandią i wiele innych.  

 

Podobnie jak Rafał Stec uważam, że idealny byłby dla nas koszyk czwarty z Hiszpanią, Francją i Turcją. Trafimy do niego jeśli nie pokonamy w środę Serbii.

Koszyki wyglądały by wówczas tak: Koszyk 1: Austria, Szwajcaria, Grecja, Holandia;Koszyk 2: Chorwacja, Niemcy, Włochy, Czechy;Koszyk 3: Anglia, Portugalia, Szwecja, Rumunia;Koszyk 4: Polska, Hiszpania, Francja, Turcja. 

W razie wygranej z Serbią zamieniamy się miejscami w koszyku z Rumunią i trafiamy do koszyka z Anglią, Portugalią i Szwecją. Wówczas w przy łucie szczęścia moglibyśmy znaleźć się w arcysłabej grupie: Austria, Chorwcacja, Polska, Turcja, ale tak to nam dobiorą w Erze, a nie podczas losowania Euro 2008 w Luzernie, gdzie podgrzane kulki odpowiednio wymieszają faworytów z outsiderami (oczywiście żartuję z tymi podgrzanymi kulkami, ale czasami człowiek ma wrażenie, że ślepy los tak by nie trafił. Zauważcie, że Niemcy podczas mundialu u siebie marzyli o wylosowaniu z naszego koszyka Polski i ją dostali, Ekwador i Kostarykę też bardzo chcieli zresztą ).

 

O tym czemu za wszelką cenę chciałbym uniknąć w grupie Hiszpanii i Francji pisałem już wcześniej. Teraz napisze o wymarzonej grupie, która tylko w jednym punkcie różni się od grupy wymarzonej przez Rafała. Wolałbym Anglię niż Portugalię.

 

Portugale pokazali w Lizbonie, że już otrząsnęli się po porażce w Chorzowie. Remis 2:2 (nie dokońca zasłużóny) zapewnił nam geniusz Jacka Krzynówka. To se może ne vracić w Austrii i Szwajcarii, zwłaszcza, że będą dyszeć żądzą zemsty, udowodnienia, a zwłaszcza Luis Felipe Scolari, który mimo wpadek z tych eliminacji pozostaje dla mnie jednym z najlepszych trenerów świata. Portugalia to drużyna z niesamowitym doświadczeniem turniejowym: półfinał mistrzostw świata, finalista Euro 2004. Nieeee, z Portugalami już swoje zagraliśmy.

 

Co innego Angole. Pokażcie mi nację, która nie chciałaby znaleźć się w grupie z Anglią. Ich wielcy zawodnicy jak Steven Gerrard, Frank Lampard czy Wayne Rooney, który tak bardzo nie potrafią współpracować ze sobą w kadrze, znów będą najbardziej wymęczonymi zawodnikami turnieju. Kto wie ile angielskich drużyn zajdzie do półfinału Ligi Mistrzów (a jak cztery?!). Szybko już nie będą mieli gorszego i mniej charyzmatycznego trenera niż Steve McClaren. Ani gorszego bramkarza niż Paul Robinson (królem w ich bramce byłby każdy z naszej brytyjskiej trójcy: Boruc, Kuszczak i Fabiański).

 

Wierzę, że Euro 2008 to byłby ten moment, w którym polski futbol wreszcie znów zatriumfowałby nad angielskim!

 
11:16, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (26) »
 
1 , 2 , 3
sport.pl
Michał Pol - Strzeliłem kiedyś gola van der Sarowi z podania Zidane'a. Rzutów wolnych uczył mnie del Piero. Niestety trafiałem tylko w mur. Mimo to od czasu do czasu piszę i gadam o futbolu - przez 15 lat w „Gazecie Wyborczej” (1994-2009), dziś na Sport.pl i - głównie o Lidze Mistrzów - w nSporcie. Mam dysleksję, więc nie wytykajcie mi błędów. Są piłkarze, którzy nie potrafią wykonywać rzutów karnych...
@napisz do mnie