niedziela, 27 lutego 2011

To spotkanie było godne miana meczu sezonu! A Borussia Dortmund pokazała, kto rządzi w Bundeslidze. Od razu przyznam się, że na Allianz Arena wchodziłem bez wiary w gości i naszych chłopaków. Po tym co Bayern Monachium pokazał w środowym meczu Ligi Mistrzów z Interem w Mediolanie, ciarki mnie przechodziły mnie na myśl, kto w drużynie lidera Bundesligi powstrzyma Arjena Robbena, jak Łukasz Piszczek wypadnie przeciwko Frankowi Ribery, na terenie Francuza przecież, który zna każdą kępkę trawy stadionu w Monachium. Wątpiłem czy Robert Lewandowski w ogóle zagrozi Thomasowi Kraftowi, tak świetnemu w meczu przeciwko triumfatorom Champions League. Kuba Błaszczykowski miał w tym meczu wcale nie zagrać, Borussia przyjechała do Monachium bez podstawowego bramkarza, Romana Weidenfellera, którego miał zastąpić 22-letni debiutant z Australii. Toteż niekończącymi się schodami ruchomymi wjeżdżałem jak na ścięcie. Wyszedł ze mnie typowy polski niedowoiarek i pesymista. Koledzy - okazało się - też byli bez wiary co dokumentuje wideo nr 2.

Ale nie wierzyła w Borussię nie tylko moja ekipa (prócz Radka Jaworskiego z Eurosport 2, który trafnie wytypował zwycięzcę i prawie wynik). Liczni kibice Borussii, z którymi zjedliśmy lunch, mówili, że właściwie to porażka nie będzie tragedią, Borussia nie wygrała w Monachium od 19 lat, więc ciężko się spodziewać cudu, nawet w tak świetnym sezonie, zostanie jeszcze sporo punktów róznicy, tylko szkoda, że Bayern nabierze rozpędu, a tak w ogóle to mecz na Allianz Arena jest owszem, ważny, ale najważniejsze w sezonie i tak są dla nich Derby Zagłębia Ruhry z Schalke 04, które w lidze gra słabo, może nie spadnie, ale w pucharach nie zagra na pewno, więc ten sezon i tak skończy się pięknie...

Ledwo mecz się zaczął a zrobiło się 2:1 dla gości. Patrząc na Bayern nie mogłem uwierzyć, że to ten sam zespoł, który tak stłamsił Inter. Czy dlatego, że stracili w tamtym meczu tak wiele sił, że na Borussię już im nie zostało, czy istotnie to Borussia jest taka silna. To był zresztą bardzo podobny mecz do tego w Mediolanie, cały czas akcje to w jedną to drugą stronę, tylko tym razem wszystko (prawie) wpadało do siatki. Podwajany, a momentami potrajany Robben nie wiele był w stanie zrobić. Ribery kilka razy oszukał Piszczka, ale Polaka asekurowali koledzy (Łukasz powiedział mi po meczu, że był najtrudniejszy rywal przeciwko jakiemu kiedykolwiek grał). Prawdziwą zakałą był Bastan Schwinsteiger, cień lidera reprezentacji podczas mundialu. Mario Gomez, który w tym sezonie zdobył już we wszystkich rozgrywkach 28 goli, nie był w stanie sprostać 22-letniemu Australijczykowi.

Trzy piękne gole Borussii, szkoda, że żąden nie padł przy udziale Polaka. Ale jak nie tym razem to następnym. Oczywiście po meczu wróciła kwestia mistrzostwa Niemiec. Prezes Bayernu, Uli Hoeness gratulował go Borusii już jesienią, teraz prośbę dziennikarzy o rozmowę zbył krótki 'Neeee'. Gratulowali Dortmundczykowm za to Karl-Heinz Rummenigge i  Gomez. Trener Bawarczyków, Louis van Gaal pogratulował rywalom zasłużónego zwycięstwa. - Twardą, bezkompromisową grą i wysokim presingiem zmusili moich piłkarzy do indywidualnych błędów - powiedział.  - Borussia tą wygrana potwierdziła świetną postawę w całym sezonie i to, że jak nikt inny zasługuje na tytuł. Nam pozostaje bić się o Ligę Mistrzów - przyznał dyrektor sportowy Bayernu, Christian Nerlinger.

Ale nasi piłkarze Borussii prosili, żeby z gratulacjami jeszcze się wstrzymać. - Pamiętajcie o niemieckiej konsekwencji, rywale nam nie odpuszczą. Zaraz mamy mecz z Koeln Sławka Piszczka i Adama matuszczyka. Dziś wygrali, walczą o utrzymanie, tanio skóry nie sprzedzacą. Krok po kroku zbliżamy się do celu, ale wciąż mamy przed sobą jeszcze dziesięć kolejek. Do końca musimy grać tak jak w Monachium - powiedział nam Robert Lewandowski. O tym, że za chwilę zostaną pierwszymi Polakami w historii (tytułu Sławomira Wojciechowskiego z Bayernem nie liczę), którzy zdobyli mistrzostwo Niemiec na razie ze sobą nie gadają. - Czekamy aż przyjdzie ten moment, wtedy będziemy gadać, świetować itd - powiedział Kuba Błaszczykowski.

Na razie zawstydzili Allianz Arena, która po meczu nie była smutna dzięki 10 tysiącom kibciów z Dortmundu, przez cały mecz o niebo głośniejszych od pięciokrotnie liczniejszych gospodarzy...

 

REKRUTUJ! Przyłącz się do kampanii „The Recruiter” i weź udział w wyścigu o nowiutkiePorsche 911 Carrera! Znakomite nagrody do wygrania co tydzień i co miesiąc przez cały czas trwania konkursu.

czwartek, 24 lutego 2011

Wspominałem już kiedyś na blogu o moim ulubionym odcinku Klossa pt „Genialny plan pułkownika Krafta". Bramkarz Bayernu Monachium, Thomas Kraft jest póki co w randzie starszego szeregowca, ale po tym co pokazał w meczu z Interem Mediolan spokojnie można założyć, że gwiazdek oficerskich dochrapie się bardzo szybko. Ma zaledwie 22 lata, dopiero w tym sezonie dostał promocję z rezerw do pierwszej drużyny, awansując po odejściu z klubu Michaela Rensinga na drugiego bramkarza. Jeszcze niedawno marzył o debiucie w Bundeslidze, tymczasem tuż przed rozpoczęciem rundy wiosennej trener Louis van Gaal ogłosił: to młody Kraft a nie 37-letni weteran Hans-Jörg Butt będzie naszym numerem 1. Wierzę, że może wyrosnąć z niego bramkarz na miarę Manuela Neuera czy nawet Olivera Kahna tym bardziej, że ma doskonałego oficera prowadzącego, który stoi za jego szybką promocją. To były trener bramkarzy reprezentacji Polski, Frans Hoek.

czwartek, 17 lutego 2011

To nie tak, że klekam przed Szczęsnym - jak to ujał Rafał Stec. Po prostu nie sposób nie dołączyć do chóru entuzjastów po występie Wojtka Szczęsnego w meczu z Barceloną. I nie boję się, że naszymi pochwałami zagłaszczemy go na śmierć. On się zagłaskać po prostu nie da. Za mądry jest na to. Słuchając go w pomeczowym wywiadzie w studiu nSportu, miałem wrażenie słyszę słowa 40-latka (piłkarza, który karierze przeżył już wszystko, i wzloty i upadki, kogoś jak Edwin van der Sar), wypowiadane głosem nastolatka. Choćby to, że łatwo się wedrzeć tu gdzie się chwilowo znalazł, trudniej utrzymać się dłużej, a on tego właśnie chce. Choć ma dopiero 20 lat, już zdążył udowodnić, że szybko potrafi podnosić się po ciosach (złamane nadgarstki), i jest równie odporny na sukcesy. W wywiadzie z Grzeskiem Kalinowskim nie dał się też napuścić na krytykę Manuela Almunii, choć nieoficjalnie wiemy, że rozczarowany grzaniem ławy Hiszpan zachowuje się mocno nie fair (i nie chodzi tylko o to, że „gratulował” Polakowi... czterech goli, puszczonych w meczu z Newcastle Utd. Pytanie o Almunię Wojtek ominął jednak przezgrabnie. Jak rutyniarz, mający za sobą setki wywiadów, którego setki dziennikarzy próbowało wziąć na plewy. Nie chcę wdawać się w spekulacje, czy już czas porównywać go z Peterem Schmeichelem i wróżyć podobna karierę (co ciekawe, porównania dokonał Arsene Wenger, Wojtek zaś odparł przytomne, że będzie szczęśliwy, jeśli do Schmeichela będą go porównywać za 10 lat). Nie chcę analizować jego interwencji w meczu z Barcą, pewnie, że mogły być jeszcze lepsze. Podzielę się za to pewnym wewnętrznym, ciężko wytłumaczalnym i kompletnie niezależnym od mnie odczuciem...

środa, 16 lutego 2011

Trudno znaleźć słowa usprawiedliwienia dla Gennaro Gattuso. Nie da się obronić uderzenia z główki w twarz 59-letniego trenera Tottenhamu, Joe Jordana. Bez względu na to jakich słów użył starszy pan. Bo, że szepnął coś więcej niż hello, Rino, how are you today?, to pewne. Co innego przepychanki z Peterem Crouchem, łokcie, nawet chamskie faule - to się działo na boisku, a mecz był pod wysokim napięciem. Był sędzia, który powinien to uregulować. Natomiast Gattuso w ogóle nie powinno być przy linii bocznej, nie jego rzeczą było słuchać co ma dopowiedzenia obcy trener. Nie wolno mu było dać się sprowokować. A już amok w jaki wpadł po ostatnim gwizdku, kiedy wydawało się, że natłucze cały Tottenham i nikt go nie powstrzyma to coś rzadko spotykanego. Owszem, burdy zdarzały się po tak intensywnych meczach, jak po Inter Mediolan - Valencia, po którymś kolejnym pojedynku Chelsea z Barceloną w szarpaninę wdał się Samuel Eto'o, którego ktoś z londyńczyków nazwał go małpą. Ale dawno nie widziałem piłkarza w takim szale jak Gattuso.

wtorek, 15 lutego 2011

Chciałbym grać dalej, ale już nie jestem w stanie. Głowa chce, ale ciało nie może - wyznał Ronaldo, ogłaszając koniec kariery. Z jednej strony ze smutkiem żegnam wielkiego piłkarza, jednego z najlepszych jakie miałem przyjemność widzieć na własne oczy. Z drugiej, cieszę się, że wreszcie odchodzi na emeryturę. Albowiem bolesny to widok gdy wielki idol, u szczytu formy największy piłkarz swoich czasów, na boisku funkcjonuje już tylko jako obiekt kpin i złośliwości. Pora się wycofać z arenki, gdy zaczyna służyć sofa do drzemki - jak śpiewali niezapomniani Starsi Panowie. Szkoda, że wspomniana głowa Ronaldo, która tak bardzo chce grać, nie nakazała ciału, aby nie folgowało tak bardzo obżarstwu. Albowiem przeistaczając się na naszych oczach z Fenomenu, rączego jak wiatr zawodnika w klon Jabby z Gwiezdnych Wojen wyrządził krzywdę nie tylko sobie samemu, ale milionom fanów na świecie. Tym, którzy modlili się o zdrowie, gdy dochodził do siebie po koszmarnych kontuzjach kolan. Dla mnie to kolejny piłkarz, który co prawda osiągnął w karierze wszystko, ale mógłby jeszcze więcej, gdyby nie przegrał z nałogiem. Nie alkoholem, jak tak wielu świetnych piłkarzy przed nim i po nim, ale z obżarstwem.

wtorek, 08 lutego 2011

Niestety nie potwierdziły się doniesienia francuskiej stacji telewizyjnej France 2, w której sobotni mecz ligi angielskiej Newcastle Utd z Arsenalem (4:4) najprawdopodobniej został ustawiony, a sprawę bada Interpol. Jak wiadomo Interpol to międzynarodowa organizacja policji kryminalnej, działająca w 188 krajach, której sekretariat generalny (pracujący 24 godziny na dobę i 7 dni w tygodniu!) mieści się w Lyonie, toteż przeciek do mediów francuskich wyglądał na prawdopodobny. Pisze „niestety nie potwierdziły", bo międzynarodowe śledztwo w tej sprawie mogłoby okazać się międzynarodowym skeczem na miarę „najśmieszniejszego dowcipu świata” Monty Pytona. Zwłaszcza, że jak informowała France 2 w pierwszych doniesieniach, głównymi rozgrywającym ustawki mieli być pomocnik Arsenalu, Czech Tomas Rosicky i sędzia spotkania, Phil Dowd (obaj na zdjęciu ustalają zeznania;).

poniedziałek, 07 lutego 2011

Oczywiście jak każdy Polak i kibic Formuły 1 trzymam w tym momencie kciuki za jak najszybszy powrót Roberta Kubicy do zdrowia i normalnego funkcjonowania. Czyli do ścigania się, bo to ono jest przecież całym jego życiem. Nie znam się na medycynie, ale znam za to determinację Kubicy i to jak szybko wracał do siebie po poprzednich wypadkach, i dlatego wierzę, że wyliże się z tego szybciej niż nam się zdaje i wkrótce - pewnie nie na starcie sezonu w Bahrajnie, ale za kilka miesięcy - znów zobaczymy go w bolidzie. Tego mu gorąco życzę! Ale... Ale niestety nie mogę otrząsnąć się z poczucia, że do tego wypadku nie miało prawa dojść. Nie miało, bo Kubica nie powinien był startować w tym rajdzie. Tym ani żądnym innym, ale zwłaszcza w tym, który był rajdem dla amatorów! (zabezpieczonym tak, że w szpitalu znalazł się dopiero dwie godziny po wypadku!). A skoro jego pchała do rajdów tak wielka pasja, która kazała mu być ślepym na ryzyko i zagrożenia, startów powinni byli zabronić mu ci, którzy w projekt po hasłem „Lotus Renault, Kubica, walka o mistrzostwo świata” zainwestowali miliony dolarów.


16:13, francuski_lacznik , Futbol
Link Komentarze (72) »
środa, 02 lutego 2011

W tym kraju nawet zwyczajny konflikt na linii klub - reprezentacja nie może przebiec w cywilizowany sposób jak gdzie indziej. Zamiast twardych ale rzeczowych argumentów, jakieś podchody, połajanki,. zagrywki zza winka. Od razu robi się ogólna dintojra. Franciszek Smuda powołuje czterech zawodników Polonii. Jej prezes zapowiada, że puści ich tylko na mecz z Norwegią, bo ten z Mołdawią nie jest w terminie UEFA. Ma do tego prawo. Jego nie interesuje sukces na Euro 2012 ale jak najwyższa pozycja w lidze na koniec sezonu. Właśnie zatrudnił nowego trenera, kluczowi zawodnicy (wśród nich także nowi) powinni spędzić z nim jak najwięcej czasu. Tym bardziej, że udało się zakontraktować naprawdę solidnych sparingpartnerów: ograne w Lidze Mistrzów Zenit Sankt-Petersburg, Dynamo Kijów i Spartę Praga. A tu mu Artur Sobiech, Tomasz Jodłowiec, Adrian Mierzejewski i Maciej Sadlok znikają na tydzień na zgrupowaniu kadry.

wtorek, 01 lutego 2011

Zaraz, to dzisiaj, tak? Dziś ostatni dzień okna transferowego? Spoko, zaraz dopniemy transfer nowego napastnika. Nie ma co się szczypać, trzeba kupować. Mamy co prawda w ataku reprezentanta kraju, ale przyda mu się partner, zmiennik. Bronimy się przed spadkiem, co będzie jak Lucas dozna kontuzji? Tfu, odpukać! Która to? 14? Eee, to mamy jeszcze kupę czasu. Że transfer na ostatnią chwilę? A kto dziś pali się z wydawaniem kasy? Czasy ciężkie, panie, kryzys finansowy straszy w Europie. Nawet Real Madryt tylko wypożyczył Adebayora. Ja tam na ich miejscu szarpnąłbym się na Teveza. 40 baniek, sporo, ale co to jest dla Florentino Pereza? Tevez też chciał odejść z City, a lepszy z niego piłkarz. I co ważniejsze nie rozsadziłby Mourinho szatni, a z tym z Togo ryzyko jest. Jeszcze w Arsenalu to się, panie pobił z tym Bendtnerem, w City z wdał się w bójkę z Kolo Toure. Swoją drogą, szacun, bo nie każdy by podskoczył bratu Toure, zwłaszcza, że brat o podobnych gabarytach w odwodzie... Zaraz, a ten nasz napadzior to nie z Togo przypadkiem? Bo może tam wszyscy tacy hop do przodu są? Gdzie te dokumenty? O są, zaraz je wyślę, pośpiechu nie ma. A nie, nasz z Kamerunu chłopak jest. No to fajnie nawet. 21 lat chłopak, na mundialu był, kto wie, może coś u Samuela Eto’o podpatrzył?

sport.pl
Michał Pol - Strzeliłem kiedyś gola van der Sarowi z podania Zidane'a. Rzutów wolnych uczył mnie del Piero. Niestety trafiałem tylko w mur. Mimo to od czasu do czasu piszę i gadam o futbolu - przez 15 lat w „Gazecie Wyborczej” (1994-2009), dziś na Sport.pl i - głównie o Lidze Mistrzów - w nSporcie. Mam dysleksję, więc nie wytykajcie mi błędów. Są piłkarze, którzy nie potrafią wykonywać rzutów karnych...
@napisz do mnie