sobota, 27 lutego 2010

Nazwijcie to tematem tabloidowym, niegodnym dziennikarza, duperelami dalekimi od sportu, bzdetami nie mającymi wpływu na futbol - jak czyniło wielu komentatorów poprzednich notek o seksaferze Johna Terry'ego, który uwiódł (aktualną wówczas!) dziewczynę swojego przyjaciela z Chelsea i reprezentacji Wayne'a Bridgea. Ja się upieram, że sprawa jest wyjątkowa, niezwykle ciekawa, a jej skutki maja i będą miały bezpośredni wpływ na futbol. Już wiemy, że upokorzony Bridge uniósł się honorem i zrezygnował z gry w kadrze, a więc i z wyjazdu na mundial. Jeśli Ashley Cole nie zdąży doprowadzić się do czerwca do swej zwykłej formy, Anglia na turnieju w RPA będzie musiała wystawić na lewej stronie parodystę, co niewykluczone, że przesądzi np. o wyniku spotkania z Niemcami w 1/8 finału. Nie wspominam już o atmosferze w szatni Chelsea i repry, o ostracyzmie z jakim Terry spotkał się ze strony wielu fanów i kolegów z drużyny (aż pięciu piłkarzy Chelsea wsparło Bridga). Jesteście pewni, że cała afera: odbiór opaski kapitana, wycieczka do Dubaju dla ratowania małżeństwa, rezygnacja Bridge'a pozostały bez wpływu na jego katastrofalną formę w meczu z Interem w Mediolanie? Ja tej pewności nie mam. A dziś kolejna eskalacja afery...

czwartek, 25 lutego 2010

Chciałbym usłyszeć to larum na całą Europę jakie wszcząłby Jose Mourinho gdyby to Samuel Eto'o został powalony przez Johna Terry'ego w polu karnym, sędzia nie przyznał ewidentnej jedenastki, a Inter przegrał z Chelsea 1:2! Zaprawdę chciałbym! Być może sędzia Manuel Mejuto Gonzalez ogłaszałby właśnie zakończenie kariery, zaszczuty jak Anders Frisk, gdy Portugalczyk oskarżył go o wypaczenie spotkania Chelsea z Barceloną. W końcówce pierwszej połowy wczorajszego meczu na Giuseppe Meazza arbiter popełnił karygodny błąd nie gwiżdżąc faulu w polu karnym na Salomonie Kalou, którego powalił Walter Samuel. To był karny-ewident, a jeśli Mejuto Gonzalez uznał inaczej, czemu nie dał Kalou żółtej kartki za spektakularną próbę oszustwa, co wcześniej spotkało Diego Milito? Jeśli Chelsea odpadnie, będzie to jej kolejna klęska spowodowana nie przez własną słabość, ale zły los, czyjś błąd, czynniki zewnętrzne, złośliwe okoliczności. Jak z golem-duchem Luisa Garcii, który takim cierniem wbił się w serce Mourinho w pamiętnym meczu z Liverpoolem, jak poślizg Terry'ego w moskiewskim, już prawie wygranym finale, jak szaleństwo Henninga Ovrebo z nieszczęsnego ostatniego półfinału z Barceloną...

wtorek, 23 lutego 2010

W Poniedziałkowym Programie Piłkarskim w nSporcie wdałem się w spór z moim wieloletnim partnerem podczas wieczorów Ligi Mistrzów, Piotrkiem Salakiem. Nie podoba mu się, że trener Franciszek Smuda jeździ do Niemiec oglądać, a co gorsza nagabywać na grę w reprezentacji Polski Sebastiana Boenischa i Eugena Polanskiego, którego zdarzył już przerobić na „Ryśka” (a jak wiadomo wszystkie Ryśki to...), przekonuje, że to typowy, boiskowy bandzior jakich Smuda potrzebuje i zdradza, iż jest duża szansa, by obaj zagrali już w letnich spraingach z Serbią i Hiszpanią. Zostawmy na chwilę kwestię czy ci dwaj rzeczywiście przydaliby się naszej reprze i czy nie machnąć ręką Boenischa, który zamiast zadeklarować chęć gry dla Polski ciągle ściemnia, kluczy, hamletyzuje. Piotrek zakwestionował bowiem potrzebę sprowadzenia nie akurat tych piłkarzy, ale Polonusów w ogóle, czyli ludzi o polskich korzeniach (dalszych lib bliższych), ale nie wychowanych piłkarsko w naszym kraju, nie reprezentujących tutejszego stylu gry, a więc nie będących REPREZENTANTAMI POLSKI

poniedziałek, 22 lutego 2010

Nie wiem czy pamiętacie tą scenę, ja pamiętam świetnie, bo siedziałem wtedy na Estadio da Luz kilka rzędów, kilka metrów od niej. Wychodząc na finał piłkarze Grecji i Portugalii mijali stojący na postumencie Puchar Europy. Luis Figo, największy gwiazdor gospodarzy miał ochotę dotknąć trofeum. Już wyciągnął rękę. Ale zawahał się i cofnął ją. Może sobie pomyślał: najpierw trzeba wygrać. A może przeczuwał najgorsze? Co nigdy nie dane było wielkiemu Portugalczykowi, ja dokonałem w poniedziałek :) A Wy możecie dzisiaj, o ile będziecie w Warszawie. UEFA, wspólnie z Coca-Colą z okazji Euro 2012 zorganizowały dla kibiców unikalną możliwość obejrzenia oryginalnego Pucharu Henri Delaunay’a jednodniowej publicznej prezentacji w Warszawie w holu głównym na parterze Pałacu Kultury.

niedziela, 21 lutego 2010

W styczniu 2001, tuż po Nowym Roku wraz z Robertem Błońskim gnaliśmy całą noc rozklekotanym fordem naszego fotoreportera Kuby Atysa do Innsbrucka na konkurs Turnieju Czterech Skoczni. Adam Małysz wygrał kwalifikacje, „przeskakując” skocznie. Decyzja zapadła o 18. O 20. prawie niespakowani, bez akredytacji mknęliśmy katowicką. Po 14. godzinach jazdy, nim się jeszcze akredytowaliśmy, pod skocznię dotarliśmy już w trakcie konkursu. Trzeba było wbiec pod wysoką górę. Po drodze, w wozie transmisyjnym RTL obejrzeliśmy skok Małysza w pierwszej serii. Drugi, który dał mu pierwsze polskie zwycięstwo w historii TCS już na własne oczy. Małysz zachwycił wszystkich do tego stopnia, że widzieliśmy austriackie dzieci, które odcinały od austriackich flag czerwony kawałek, by zamienić je na polskie. Wybuchła małyszomania!

sobota, 20 lutego 2010

Nie należę do osób które szklane zawsze widzą w połowie pustą, wręcz przeciwnie. Nie narzekam, nie marudzę, że Justyna Kowalczyk wywalczyła tylko brązowy medal. Finisz biegu łączonego był tak dramatyczny i fascynujący, a chwile oczekiwania na werdykt fotokomórki tak wlokące się niemiłosiernie, że cieszyłem się z tego krążka może nawet bardziej niż ze srebra. Że choć wyglądało, że Polka przegrała już walkę o podium, że będzie czwarta, nie poddała się, nie odpuściła, nie załamała, stoczyła bój i desperackim, małyszowym telemarkiem wygrała z Norweżką! Ale potem przyszła refleksja, że wygrała, owszem, ale walkę o trzecie miejsce. Byłbym nieszczery, a ja od dzisiaj chcę być szczery, gdyby powiedział, że nie liczyłem na więcej.

czwartek, 18 lutego 2010

Piłkarze to mają klawe życie. Trochę potrenują, o coś tam zagrają raz, góra dwa w tygodniu, czasem może i pod presją. Ale ich główne problemy to co zrobić z tak pięknie zapowiadającym się wieczorem, jak nie dostać odcisków od gry na Playstation i gdzie dziś wyskoczyć powydawać te olbrzymie, nieadekwatne do wykonanego wysiłku pieniądze. Ale zanim zaczniecie im zazdrościć, przestrzegę was, że i piłkarzom przydarzają się czasem dramaty. I mówię tu o prawdziwych dramatach, nie jakichś tam błędach, po których drużyna przegrała jak w przypadku Łukasza Fabiańskiego i Arsenalu, przestrzelone karne, kontuzje, przez które zawodnik zyskuje jeszcze więcej wolnego czasu czy nawet spadki z ligi. Albowiem jak mi kiedyś powiedział Ruud van Nistelrooy po odpadnięciu MU z Ligi Mistrzów z Bayerem Leverkusen, futbol to tylko sport, dziś wygrywają oni, jutro my, a życie toczy się dalej. Mówię o największym dramacie jaki może spotkać piłkarza, a jaki dotknął właśnie całą drużynę Szachrata Donieck!

Łukasz Fabiański znalazł się w piekle. Konkretnie w dwunastym kręgu, przeznaczonym dla bramkarzy, przez których koszmarne błędy ich drużyny przegrały ważne mecze. Zawiódł totalnie, zagrał dokładnie przeciwieństwo tego czego oczekiwał od niego Arsene Wenger i koledzy z drużyny. Aż boję się zajrzeć do angielskiej prasy, bo wiem w tym momencie prześciga się w obśmiewaniu, upokarzaniu, naigrywaniu z nieszczęsnego Polaka. Dokładnie tak, jak wówczas kiedy w 2002 roku Jerzy Dudek popełnił ów koszmarny błąd w meczu Liverpoolu z Manchesterem United, chwytając powietrze zamiast piłki i gola zdobył Diego Forlan. Byłem na tamtym meczu i pamiętam tamtą medialną furię, maślane ręce, nogi szerokie jak Mersey Tunel itd. Ale niech właśnie los Dudka będzie nadzieją dla Fabiana…

środa, 17 lutego 2010

Jeszcze niedawno, tuż po nominacji Franciszek Smuda ogłosił, że jego numerem 1 w kadrze będzie Łukasz Fabiański. Mimo iż to Tomasz Kuszczak grał wówczas więcej niż bramkarz Arsenalu. Dziś już o tym nie pamięta i ja mu się nawet nie dziwię, że nie powołał Fabiana na mecz z Bułgarią, tylko po co były te deklaracje? Kuszczak też przestał grać po wyleczeniu się Edwina van der Sara. Ja bym pewnie powołał Artura Boruca, tak dla sprawdzenia jaka jest między nami chemia, on przynajmniej gra regularnie, nawet jeśli wpuszcza po cztery bramki w meczu. W sumie nieważne, nie ma różnicy, kto będzie grał w reprze przez najbliższy rok, właściwa selekcja kadry na mistrzostwa Europy zacznie się dopiero na wiosnę 2012. Trzymam za to kciuki za Fabiana, który właśnie dostaje od losu kolejna szansę, żeby się przebić do pierwszego składu! Moim zdaniem jedną z ostatnich. Teraz wóz albo przewóz! Nie ma marginesu na błąd! Sprawa jego obecności w Arsenalu, dla dobra klubu, samego zawodnika i naszej kadry powinna się rozstrzygnąć do końca sezonu.

 
1 , 2 , 3
sport.pl
Michał Pol - Strzeliłem kiedyś gola van der Sarowi z podania Zidane'a. Rzutów wolnych uczył mnie del Piero. Niestety trafiałem tylko w mur. Mimo to od czasu do czasu piszę i gadam o futbolu - przez 15 lat w „Gazecie Wyborczej” (1994-2009), dziś na Sport.pl i - głównie o Lidze Mistrzów - w nSporcie. Mam dysleksję, więc nie wytykajcie mi błędów. Są piłkarze, którzy nie potrafią wykonywać rzutów karnych...
@napisz do mnie