Aż dreszczyk przechodzi człowieka po plecach kiedy sobie pomyśli, że reprezentacja Hiszpanii, mistrz Europy, jadący na mundial z misją z zdobycia mistrzostwa świata i mający na to, kto wie czy nie największe szanse, na ostatniego sparingpartnera prze wylotem do RPA wybrał sobie właśnie reprezentację Polski! Z jednej strony radość: o to chodziło! Najlepiej przygotujemy się do Euro 2012 mierząc się lepszymi od nas, a nie kelnerami z Singapuru, Tajlandii czy rezerw Danii. Lepszych od Hiszpanów w Europie nie ma. I tu z radością miesza się strach: w przeciwieństwie do meczu towarzyskiego w każdych innych okolicznościach, Hiszpanie wystawią najmocniejszy skład i zawodników wyjątkowo zdeterminowanych, żeby wypaść jak najlepiej. Pięć dni później na Moses Mabhida Stadium w Durbanie zagrają o punkty ze Szwajcarią. Żaden z piłkarzy nie zaryzykuje, by Vincente del Bosque stracił w niego wiarę. Chłopaków Franza Smundy na pewno czeka więc baaaardzo surowa lekcja. A mówiąc wprost: zrobią nam jesień średniowiecza!
Na losowanie Euro 2012 w Pałacu Kultury przespacerowałem się głównie po to, żeby przekonać się czy organizacyjnie 'dajemy radę' i poobcować z Wielkimi Trenerami. Radę daliśmy jak najbardziej, a oglądałem już losowania Euro 2000 i 2008. Wprawdzie wszystkie te imprezy organizowali tak naprawdę Szwajcarzy z UEFA przy małej współpracy sił lokalnych, ale zawsze mogła się zdarzyć obsuwa. Nic takiego nie nastąpiło! Zagraniczni dziennikarze byli pod wrażeniem, najbardziej wnętrz Pałacu i kateringu (na kolana rzuciła ich potrawa, opisana z europejska jako mazurian forest game ragout with juniper berries. Znajomi z Hiszpanii, Słowenii i Anglii już zadeklarowali, że przyjeżdżają na nasz turniej nawet jeśli ich drużyny nie awansują!
Afera obyczajowa z moim ulubionym Johnem Terry jest rozwojowa. Po trzęsieniu ziemi z ujawnieniem jego romansu z dziewczyną kolegi z drużyny, jak w przypadku Tigera Woodsa zaczynają ujawniać się kolejne kochanki, licząc na łatwy grosz od łakomych brukowców. Nie jedno jeszcze pewnie usłyszymy o Terrym, który świetnym piłkarzem jest, a na boisku prawdziwym liderem, ale na autorytet moralny i wzór dla młodzieży kompletnie się nie nadaje. Wszelako solidaryzowałem się z nim, kiedy media skompromitowały zarabiającego 170 tys. funciaków tygodniowo gwiazdora, że dorabia na waciki, oprowadzając za pieniądze biznesmenów po zakamarkach Stamford Bridge i bazy treningowej Chelsea. Solidaryzowałem, albowiem sam w czasach studenckich dorabiałem jako przewodnik wycieczek, a potem długo i z przyjemnością oprowadzałem klasy po redakcji Gazety. Ale w przypadku romansu z kobietą kolegi z drużyny żadnej solidarności nie ma!
W prawdzie w piłkę ręczną rzuciliśmy Hiszpanię na kolana, ale w piłce nożnej nadal jesteśmy lata świetlne za mistrzami Europy, nawet jeśli udało nam się namówić na pracę w Polsce Jose Marie Bakero, Inaki Astiza i tego nowego Hiszpana ze Sportingu Gijon, który ponoć ma tak wymiatać, że hej! Jakiś czas temu dzięki autorowi bloga Gramy do końca! i fcblog.pl odkryłem, że Hiszpanie o wiele lepiej od nas potrafią śmiać się z futbolu i swoich wielkich gwiazd. U nas działaczom PZPN, nielubianym trenerom, nieudacznym piłkarzom etc raczej się przyp... Tam, twórcy Crackovii w Televisió de Catalunya kapitalnie obśmiewają wszystkich, nie tylko tych z Realu ale także swojej Barcy, w stylu Rozmów w Tłoku Szymona Majewskiego...
Zawsze miałem przeczucie, że większość sędziów piłkarskich kieruje się w swej pracy sympatiami i antypatiami (do klubów, zawodników, a zwłaszcza ich trenerów), albo przekonaniami w rodzaju tych Howarda Webba, że to sędzia jest największą gwiazdą na boisku, a wielkie gwiazdy trzeba temperować). Teraz wreszcie mamy naukowy dowód, że arbitrzy zwykli kierować się brzydkim uprzedzeniem. Dr Steffen Giessner i dr Niels van Quaquebeke poddali analizie ponad 150 000 fauli w Lidze Mistrzów, Bundeslidze i na Mistrzostwach Świata. Badania, ogłoszone właśnie w lutowym Journal of Sport & Exercise Psychology wykazują, że sędziowie o wiele częściej karzą (w tym o wiele częściej niesprawiedliwie) zawodników wysokich!
- To był koszmar. Jeszcze nie wyszedłem „z lasu”, przede mną wciąż kilka przeszkód do przeskoczenia. Ale wciąż jestem tu z wami i wciąż walczę! - deklaruje John Hartson. Była gwiazda Celtiku Glasgow (ponad 100 goli we wszystkich rozgrywkach), Arsenalu i West Ham, właśnie wydobrzała na tyle po ostatniej operacji mózgu, by, nie bacząc na wygląd, móc wybrać się do telewizji i w programie BBC skomentować mecz Pucharu Anglii Stoke City - Arsenal. A przy okazji opowiedzieć o swojej walce z nowotworem. Warto posłuchać wstrząsającej relacji człowieka, którego w pewnym momencie lekarze nie chcieli już leczyć, ale utrzymywać przy życiu, by zrozumieć, że nigdy nie wolno się poddawać. I że nie wolno lekceważyć żadnych sygnałów...
Od dawna, niestety, ciężko jest mi się ekscytować transferami do polskiej ligi. Nawet jeśli z czasem kupieni piłkarze wzbudzają mój podziw i uznanie jak w przypadku Jana Muchy z Legii czy Marcelo z Wisły (obaj wyrośli klasą wysoko ponad poziom naszej PożalsięBożeEkstraklasy), to w momencie ich przyjścia do nas nie miałem ciarek na plecach. Wiadomo: nie stać nas ani na wschodzące gwiazdki z Ameryki Łacińskiej, które błysłyby tu, i odeszły do całkiem dobrego klubu jak powiedzmy taki Alejandro Dominguez. Gwiazd zachodzących, które nad Wisłą chciałby poodcinać kupony od dawnej sławy, ale przy okazji raz jeszcze pokazać się choćby w rundzie grupowej Ligi Mistrzów też nie mamy czym skusić i nie mówię, że od razu musi to być Roberto Carlos albo Rivaldo. Są jednak szanse, że przeciąg wywołany uchyleniem aktualnego okna transferowego owe wymarzone dreszczyki wywoła...
Jest kilka powodów, dla których odmawiam zajmowaniem się na poważnie występami drużyny złożonej z polskich piłkarzy w Pucharze Króla w Tajlandii, a samej drużynie miana reprezentacji Polski. Wyjazd z grupą zawodników ściągniętych prosto z urlopów, z których większość nie zdążyła poświęcić nawet dnia na przygotowanie do rundy wiosennej, przy tym kazano im grać bez aklimatyzacji i przejścia na czas lokalny, nie ma najmniejszego sensu szkoleniowego. Od początku wiadomo, którzy zawodnicy nie mają najmniejszych, by powalczyć o Euro 2012 (Mariusz Pawełek), a którzy pozostaną w kręgu zainteresowań bez względu na to jak wypadną w Tajlandii (Peszko, Lewandowski, Iwański, Rybus). Przede wszystkim jednak wyraźny sygnał do niepoważnego potraktowania turnieju dał sam Franciszek Smuda zabierając na wyjazd małżonkę.
W dziale nauka Gazety Wyborczej świetny artykuł podsumowujący doroczny raport brytyjskiej organizacji Sense About Science (O nauce z sensem - walczącej z przeinaczeniami i uproszczeniami dotyczącymi odkryć naukowych), obśmiewający psudonaukowe opinie i wierzenia celebrytów. Jakich to absurdów nie plotą znani ludzie, powołując się na autorytet nauki! Że jedzenie pasztetu z gęsich wątróbek to najkrótsza droga do Alzheimera (Roger Moore). Że jeszcze gorsze jest mięso, które przebywając w naszym jelicie grubym nawet do 40 lat, powoli i podstępnie nas zatruwa (Heather Mills). Że kielonek octu dziennie to niezawodny lek na wszystko (Cindy Crawford i Megan Fox). Nic to jednak przy wyczynie napastnika Arsenalu Robina van Persie, który sprawił, że kozie łożysko (wiem, że ciężko wam wyobrazić je sobie) stało się w Premier League prawdziwym bezcennym złotym runem...
Michał Pol - Strzeliłem kiedyś gola van der Sarowi z podania Zidane'a. Rzutów wolnych uczył mnie del Piero. Niestety trafiałem tylko w mur. Mimo to od czasu do czasu piszę i gadam o futbolu - przez 15 lat w „Gazecie Wyborczej” (1994-2009), dziś na Sport.pl i - głównie o Lidze Mistrzów - w nSporcie. Mam dysleksję, więc nie wytykajcie mi błędów. Są piłkarze, którzy nie potrafią wykonywać rzutów karnych...
napisz do mnie