Blog > Komentarze do wpisu

‘Orlik’ Zidane’a + konkurs

Jak miło choć przez chwilę pogadać o futbolu z Zinedine Zidanem, nawet jeśli 20 minutami trzeba podzielić się z kolegami z Czech i Słowacji. W trakcie spotkań z gwiazdami tego formatu dziennikarze przeważnie wprowadzają tzw. krajowe akcenty. Chińczycy zawsze pytają w takich przypadkach what do you thing about chinese football? - przerabiałem to już podczas spotkania z Cristiano Ronaldo, Ikerem Casillasem i setką innych gwiazd (ostatnio z powodu rozkwitu ligi chińskiej dochodzi would you like to play in China one day - np. było to pierwsze pytanie jakie usłyszał Mario Mandżukić po wygranej 3:0 z Barceloną na Camp Nou). Chińczyków szczęsliwie z nami nie było, więc kolega z Czech pytał o przyjaciela Zizou, Pavla Nedveda, który świetnie radzi sobie w Juventusie, a kolega z Węgier o Ferenca Puskasa. Ja na szczęście nie musiałem odwoływać się do legend i pytać o Grzegorza Lato, ani nawet Jerzego Dudka. Pytanie o Roberta Lewandowskiego nie było zwykłym polskim akcentem - w końcu o co pytać dyrektora sportowego Realu Madryt jeśli nie o faceta,  który wbił jego drużynie cztery gole w półfinale Ligi Mistrzów? Wywiad poszedł na Sport.pl  Wyjątkowo ciekawe były pytania sponsorskie, ponieważ  rozmawialiśmy przy okazji turnieju adidas Team Five Challenge w centrum Z5, które Zidane wybudował między Aix-en-Provence a Marsylią dla dzieciaków z przedmieść. To trochę taki moooocno wypasiony Orlik. Ośrodek składa się z siedmiu boisk ze sztuczną nawierzchnia do gry pięciu na pięciu, w tym trzech pod dachem (ale bez ścian, co daje miły przewiew w południowo francuskim upale), centrum fitness, basen, sauna, restauracja, butik z własnymi gadżetami i koszulkami, w gablotach trofea, które pan zdobył. Nakręciłem o nim vloga:

Zapytany dlaczego go wybudował (oprócz dania roboty młodszemu bratu, który nim zarządza) Zidane odparł, że kiedy byłem dzieckiem, często z moimi braćmi Faridem i Nordinem nie mieliśmy gdzie grać w piłkę. Raz, że boisk nie było wtedy w okolicy dużo, a dwa, że większość z nich była dla nas niedostępna. Dzieciaki z Castellane, czyli bardzo biednej dzielnicy Marsylii, nie mogły sobie pójść grać, gdzie im się podobało. Zewsząd nas przeganiano. Kiedy skończyłem karierę, postanowiłem sobie, że stworzę takie miejsca, których kopać piłkę będą mogli wszyscy chętni. Bez względu na status majątkowy, czyli także dzieciaki z biednych przedmieść. Z oczywistych względów ten pierwszy ośrodek powstał tam, gdzie go najbardziej brakowało, czyli pod Marsylią.

Na koniec turnieju jego zwycięzcy - drużyna Czechosłowacji zagrała przeciwko Zidanowi i najlepszym zawodnikom pozostałych siedmiu drużyn (Polskę reprezentuje Michał Maliński z warszawskiej drużyny Forza, która niestety zajęła ostatnie miejsce, nie wygrywając ani jednego meczu). Na wideo widać po pierwsze, że Zizou 7 lat po zakończeniu kariery nie zapomniał jak gra się w piłkę. A po drugie jak fajną odmiana futbolu jest tzw. five-a-side, niby podobny do futsalu, a jednak o wiele bardziej freestyle’owy i spontaniczny. Nic więc dziwnego, że zyskuje rosnącą popularność, do której z pewnością przyczynią się kolejne centra Z5. Zizou planuje otwarcie kolejnych pod Paryżem, Montpelier i Turynem. Według byłej gwiazdy reprezentacji Francji nie ma lepszej drogi do opanowania techniki jak szybka gra na małej powierzchni. Zresztą popatrzcie sami czy ma rację.

KONKURS, KONKURS!

Oczywiście jak w przypadku podobnych wyjazdów mam dla Was konkurs z nagrodami. Główna to piłka z podpisem Zizou, druga to piłkarska koszulka adidasa. Co trzeba zrobić, żeby wygrać. Napisać w komentarzach krótki tekst, zaczynający się od słów ‘Nigdy nie zapomnę jak Zidane...’ Gol, zagranie (kto pamięta np. asystę przy golu Anelki na Wembley? Albo mecz w barwach Bordeaux przeciwko GKS Katowice?), triumf, upadek - dowolny moment z kariery. Im bardziej kreatywnie, zaskakująco, ciekawie, tym większa szansa na zwycięstwo. Niech to będą zagrania w stylu Zizou, a nie Jensa Jeremiesa... Czekam do czwartku do 12. w południe...

środa, 19 czerwca 2013, francuski_lacznik

Polecane wpisy

Komentarze
2013/06/19 02:18:54
Nigdy nie zapomnę jak Zidane przewrócił się na moich oczach na Warszawskiej Pradze ;)
Na boisku rzecz jasna. ;)
-
Gość: Hubert Ceglarek, *.internetia.net.pl
2013/06/19 03:52:32
Nigdy nie zapomnę jak Zidane składał się do strzału w finale Ligi Mistrzów przeciwko Bayerowi Leverkusen - patrzyłem jak zaczarowany na powolnie opadającą piłkę zagraną przez R. Carlosa zastanawiałem się czy po takim zagraniu można cokolwiek zdziałać... 3 piłkarzy Leverkusen zbiegało się w kierunku piłki, cały kadry uchwycił w sumie 10 graczy razem z Zidanem - każdy wykonywał choćby delikatny ruch oprócz niego, on zamknął się w świecie swojego umysłu, w pełni skupiony kontrolował co dzieje się z adresowaną do niego piłką i jakby zamarł, jakby już wiedział co się zaraz stanie - ta chwila to idealny przykład perfekcyjnego zgrania umysłu i ciała - pomysłu i jego realizacji... Wielki Zizu dobrze wiedział, że w tych sekundach rytm bicia jego serca, napięcie mięśni, a pewnie i pot równo ściekający po jego twarzy umożliwi mu oddanie "strzału życia" który na zawsze zapisze się w historii footballu... a gdy nadeszła ta chwila nie spanikował - to nie było szczęście, to nie był ślepy traf przeciętnego gracza - to był czysty geniusz wykraczający poza pojęcie "błysku" to było olśnienie, które spowodowało,że każdy z nas miał okazję oglądać strzał idealny... Tak to właśnie ta chwila, którą Zidanie podarował społeczności fanów piłkarskich za którą zawsze będę mu wdzięczny.
-
2013/06/19 07:16:27
Nigdu nie zapomnę jak Zidane uderzył Materazziego w finale Mistrzostw Świata 2006 i nie chodzi tylko o sam ten fakt, zasakujący, dziwny, ale o moment później. Widok pilkarza u schyłku kariery, grającego jeden z ważniejszych meczów w życiu, któremu puściły nerwy. To spojrzenie kamery na Zizou po dostaniu czerwonej kartki, mijającego puchar mistrzostw świata przy schodzeniu do szatni. Nie mógł go wtedy wziąć do ręki, jak się później okazało nie uczynił tego w ogóle, czy zdawał sobie sprawę, ze być może osłabiona Francja przegra ten mecz, czy może jednak liczył, że wygrają. Co kłębiło się wtedy w jego głowie? Ten moment utkwił mi najbardziej w pamięci schodzący z boiska bohater wielu dzieciaków i w tle puchar mistrzostw świata.
-
2013/06/19 08:08:14
Nigdy nie zapomnę jak Zidane dał wywiad dla Sport.pl i opowiadał o perfumach.
-
tomassino-1
2013/06/19 08:16:27
Nigdy nie zapomnę jak Zidane wyszedł na murawę Santiago Bernabeu, by rozegrać swój ostatni mecz w barwach "Królewskich" przed własną publicznością. Nie jestem fanem madryckiego giganta ale tego meczu po prostu nie można było przegapić...

Był 7 maja 2006 roku. Cały świat szykował się do futbolowej uczty jaka za miesiąc miała się zacząć na niemieckich stadionach. Kibice nastawieni głównie na ligę hiszpańską wiedzieli już, że mistrzem kraju zostanie Barcelona. Mecz Realu z Villarealem nie mógł już nic w tej kwestii zmienić. Pomimo tego stadion zapełnił się w całości, a atmosfera jaka unosiła się tego dnia nad legendarnym obiektem była wyjątkowa. Radość z możliwości oglądania genialnego Francuza w śnieżnobiałym kostiumie, mieszała się ze smutkiem, iż będzie to ostatnia okazja ku takiemu widokowi. Piłkarski maestro kończył swoją cudowną karierę w miejscu gdzie był czczony i uwielbiany. Jeśli tego dnia było czegoś więcej na Bernabeu niż kibiców to z pewnością były to łzy...

Uronili je wszyscy - wspomniani kibice, rodzina, która w szerokim gronie zebrała się na trybunach, koledzy z zespołu, jak i sam "Zizou". Cała drużyna wystąpiła w tym meczu w trykotach, na których pod herbem widniał napis "ZIDANE 2001 - 2006", a kilkanaście kamer przez całe spotkanie miało za zadanie śledzić wyłącznie piłkarza z numerem 5. Aby zasłużyć sobie na takie pożegnanie trzeba być osobą wyjątkową, wyłamującą się ze wszelkich schematów, mistrzem totalnym. I Zidane był taki bez cienia wątpliwości. Nigdy nie stał się takim celebrytą i ikoną popkultury jak Beckham czy Cristiano Ronaldo. Nie musiał. Do ludzkich serc przemawiał przede wszystkim swoją grą. Wirtuozerię i ocierający się o perfekcję styl, mieszał z prostotą swych niektórych zagrań. A doskonale wiemy co zazwyczaj tkwi w prostocie... To inteligencja - zarówno ta piłkarska jak i pozaboiskowa - pozwoliły mu dostać się na szczyt i rozkochać w sobie miliony sympatyków futbolu na całym świecie.

Z pewnością o tym wszystkim myśleli ludzie zebrani tamtego majowego dnia na Santiago Bernabeu. Czuli potrzebę podziękowania za tak wiele chwil radości, które im dostarczył. Kilka lat temu Zidane udzielił wywiadu portalowi FIFA.com, w którym został zagajony o opisywane spotkanie. Francuski geniusz wywnętrzył się z emocji jakie mu wtedy towarzyszyły:

- To był dla mnie bardzo emocjonujący moment. Wielu ludzi, którzy mnie znają, prawdopodobnie powie, że raczej nie jestem dobry w okazywaniu emocji, jednak tamto spotkanie było wyjątkowe. Gdy spojrzałem na trybuny, zobaczyłem moich przyjaciół i moją rodzinę. Byli tam, by mnie wspierać i to uczyniło ten mecz jeszcze bardziej wyjątkowym. Pamiętam, że walczyłem, by powstrzymać łzy. Chodzi o to, że w głębi duszy wiesz, że to twój ostatni mecz w twojej klubowej karierze, a przez całe życie ja kochałem grać w piłkę.

Ja również nigdy nie zapomnę tamtego spotkania. I wielu, wielu więcej, w których zagrał wielki "Zizou". Był jednym z kilku futbolistów, którzy sprawili, że zakochałem się w piłce na dobre. Dlatego i ja uroniłem łzę 7 maja 2006 roku.
-
2013/06/19 08:30:06
Nigdy nie zapomnę jak Zidane został powalony przez Świra:)
-
Gość: jezo, *.icpnet.pl
2013/06/19 08:46:23
Ja nigdy nie zapomnę jak dostał czerwoną kartkę w 98 choć meczu nie widziałem, a może właśnie dlatego. 15 lat minęło - miałem 11 lat i jako jedyny na podwórku chodziłem w koszulce Zidana. Dzień po tym nieświadomy co się stało, wyszedłem w niej grać w piłkę, a na podwórku wszyscy się ze mnie śmiali, że faularz - wiadomo jak to chłopaki. Ale po finale nie pozwoliłem mamie wyprać koszulki przez tydzień. To były czasy.
-
2013/06/19 09:04:30
Nigdy nie zapomnę; jak Zinedine Zidane 10.04.2005 w gran derbi zakończonego wynikiem 4:2 dla Realu, zdobył prowadzenie dla Realu w 6 minucie po wrzutce Ronaldo i oddał strzał "szczupakiem" przy czym wkomponował się twarzą w słupek myślałem że nie wstanie czułem jak go to musi boleć na swojej twarzy:)
-
Gość: sebinho1985, 83.1.193.*
2013/06/19 09:23:04
Nigdy nie zapomnę mundialu 98. Drużyny Francji prowadzonej przez Jacqueta z ławki i przez numer 10 na boisku. To na tym turnieju ukształtowała się pozycja Zizou w hierarchii światowego futbolu. To na tym turnieju, już w drugim meczu późniejszy laureat Złotej Piłki, "wyleciał" z boiska za czerwoną kartkę i to w meczu z KSA przy prowadzeniu 2:0.
Nigdy nie zapomnę jednak tego co wydarzyło się później, jak u Hitchcocka, narastające napięcie i boom w finale :). Cudownej głowy, która niejako stała się symbolem kariery Zidane'a. Głowy, która wyniosła Francję do piłkarskiego nieba, głowy która zamknęła Francji drzwi do tego nieba w 2006 jak do tej pory bezpowrotnie. Nie da zapomnieć się wspaniałych zagrań, które wykreowały na tym turnieju słabo wówczas kojarzonych napastników. Nigdy nie zapomnę zamachu 26- letniego muzułmanina dokonanego na boiskach Francji w 98 roku, zamachu skutecznego, zamachu który pozwolił objęcie roli lidera nie tylko w kadrze ale w całym światowym futbolu. Nigdy nie zapomnę tego numeru 10.
-
Gość: Pawel L, *.internetdsl.tpnet.pl
2013/06/19 10:38:47
Nigdy nie zapomnę
Są momenty i chwile w naszym życiu których się nigdy nie zapomni . Są ludzie którzy tworzą te momenty i na zawsze pozostają w naszej pamięci. Cokolwiek i ktokolwiek tu nie napisze, nie będzie w stanie oddać słowami tego co Zinedine Zidane potrafił okazać nogami
Król Środka Pola, Maestro, Geniusz, Lider, Mózg Drużyny, Fred Aster Piłki Nożnej, Magik, Napoleon, Dyrygent, Szeryf, Harry Potter - możemy tak w nieskończoność określać jego postawę na boisku wyszukanymi przymiotnikami ale i tak nie będziemy mogli przekazać tego co oczy widziały a usta się same do siebie śmiały
Finał MŚ98, Finał LM02, dwa gole przeciwko Anglii ME04, ME00 przeciwko Portugalii, gol z połowy boiska w barwach Bordouex przeciwko Betisowi i można więcej i więcej i dalej i dalej.
Więc Drogi Zizou nigdy nie zapomnę chwil które Ty stworzyłeś. Nigdy nie zapomnę czasów kiedy siedziałem przed TV i śmiałem się do niego podziwiając Twoją grę. Nigdy nie zapomnę Twoich rulet które wprawiały w osłupienie przeciwnika a wzbudzały zachwyt u pozostałych. I przenigdy nie oddam kaset VHS na których mam nagrane grubo ponad trzydzieści Twoich najwspanialszych występów. To ponad 45 godziny piłkarskiej poezji.
MERCI
-
Gość: , *.centertel.pl
2013/06/19 11:05:10
Nigdy nie zapomnę jak 15 maja 2002 roku na Hampden Park W Szkocji Zidane umieścił piłkę w samym ,,okienku'' bramki Bayeru Leverkusen, w sposób który ciężko byłoby powtórzyć nawet rzucając piłkę ręką. Gol cudowny i niezapomniany, do tego stopnia że grając codziennie w piłkę jako kilkunastoletni chłopak, znajdując sie w podobnej pozycji próbowałem to powtórzyć...bez skutku. Kiedyś nasza polska legenda bramki Jerzy Dudek tak powiedział o tym strzale ,,takich strzałów się nie broni, one wynoszą futbol do rangi sztuki'' Te dosadne słowa mówią wszystko. Ten gol dał Realowi dużo więcej niż wygranie LM. To sezon w którym wszyscy spodziewali sie potrójnej korony, lecz przegrana w wyścigu o mistrzostwo kraju oraz przegrana w finale Copa Del Rey spowodowała podniesienie ciężaru finału z Bayerem do granic możliwości. Gra Zidana, jego gole oraz skromność powodują że wielu takich jak ja zapamięta te chwilą do końca życia.
kamil9205@op.pl
-
2013/06/19 11:35:24
Nigdy nie zapomnę jak Zidane uświetnił swój występ bramka w doliczonym czasie gry w półfinale Euro 2000. Cały mecz to niesamowity wyczyn jednego herosa, obdarzonego nieskazitelną techniką, o posturze gladiatora przeciwko rewelacji turnieju, jedenastce magików. Portugalczycy jak walec przejechali się po przeciwnikach w swojej grupie, wstając z kolan w meczu z Anglikami i demolując zawsze solidnych Niemców. Sam Zidane w rozgrywkach grupowych to nie ten sam Zizou, którego zapamiętaliśmy z finału MŚ 98. Jak sie okazało, lider tricolores pokazał swój kunszt wtedy, gdy było to najbardziej potrzebne. Strzelił bramkę w ćwierćfinale z Hiszpanami, jednak to co najważniejsze nastąpiło właśnie w starciu z Portugalczykami. Starcie tych dwóch drużyn na etapie półfinału to absolutny majstersztyk i klasyk historii futbolu. Mecz z wieloma zwrotami akcji i niesamowita determinacja Francuzów do tego, by wykonać ten upragniony krok do wielkiego finału. Całe spotkanie to wielki popis Zizuo jego podania piętą na obieg do Pires, przerzuty piłki w celu zmiany strony rozegrania, determinacja i nieustępliwość w walce o piłkę ze swoim przyjacielem Luisem Figo. "Zgaszenie piłki w 30 minucie po którym T. Henry otrzymał szansę strzelenia bramki, rajd przez pół boiska z dryblingiem zakończonym odegraniem do boku. To cały Zidane, to jego mecz. oglądając jego poczynania miałem pewność, że choć wynik był niekorzystny, losy meczu muszą się odmienić. O ironio, pokładałem nadzieję w "facecie" którego jeszcze pół roku temu ledwie tolerowałem, a to za sprawą turniejów konsolowych, gdzie mój najlepszy kolega z uporem maniaka 100% razy wybierał Francję właśnie ze względu na gracza z charakterystyczną łysinka na czubku głowy. Zachwycony reprezentacją Anglii, nie potrafiłem tego zrozumieć, tamten mecz - półfinał Euro 2000 otworzył mi oczy na to, ze to wielki gracz. A to, czego dokonał wymierzając sprawiedliwość w 117 minucie dogrywki to tylko stempel pieczętujący jeden z jego największych wyczynów na arenie reprezentacyjnej. Kto nie wierzy, niech wróci do archiwum, cały mecz to jak przepiękny występ operowy, Zidane z minuty na minutę wykazuje swą dominacje w coraz większym stopniu, "rozkręca się" coraz bardziej, porywając nawet swych oponentów do zachwytu. Piękny występ, wyjątkowy, z wielkim epilogiem, w postaci późniejszego triumfu w ME. Tak, tego z pewnością nigdy nie zapomnę.
-
2013/06/19 11:52:03
Ja nigdy nie zapomnę jak Zidane walczył z Nedvedem w półfinale Ligi Mistrzów w 2003r.
To był pierwszy bezpośredni pojedynek Byłego Króla Juventusu z Nowym Królem Juventusu.
Galaktyczny Real bronił tytułu mistrza i przyjechał do Turynu, aby pokazać, kto rządzi w tych rozgrywkach.
Zizou rok wcześniej odszedł do Realu, a na jego miejsce przyszedł Mały Czech.
Oglądając mecz nie wiedziałem komu kibicować. Z jednej strony jeden z moich ulubionych zawodników vs mój ulubiony klub. ZZ vs Juve.
Zizou liderował Realowi wspaniale, ale po drugiej stronie jeszcze lepiej walczył Czech.
Mimo że Del Piero strzelił piękną bramkę, to dla mnie to był teatr tylko dwóch aktorów. Każdy pojedynek z Nedevdem, , a było ich sporo, to była chęć udowodnienia Nedvedovi , że jeszcze "nie jesteś tak dobry jak ja, jeszcze ci brakuje". Problem w tym, że Czech nie słuchał, a był wtedy w życiowej formie. Nie ustępował na krok, nie przegrywał pojedynków, nie cofał nogi i grał świetnie. Rozpychał się równie mocno co ZZ i czarował świetnymi zagraniami.
To wciąż jeden z moich ulubionych meczów CL.
Wiele lat później po przeczytaniu wspomnień Xaviego, dowiedziałem się, że ZZ podkopywał swoich rywali, więc mogę się tylko domyślać jak wyglądały nogi Nedveda po meczu :)
-
2013/06/19 11:56:28
Michał,

Jeśli postanowisz uświetnić swój blog jakimś konkursem dotyczącym Nedveda np. rocznica zakończenia kariery, czy coś w tym stylu , to bez oporów możesz skopiować mój wpis i wkleić, aby wziął udział w konkursie. Hehehe.
Pozdrawiam
-
Gość: estevez8, *.internetdsl.tpnet.pl
2013/06/19 11:57:34
Nigdy nie zapomnę jak Zidane potrafił panować nad piłką czy to przyjmując czubkiem buta piłkę która leciała 50 metrów i zgasić ja w miejscu lub to jak wykonywał swoją ruletkę. Za każdym razem zadawałem sobie pytanie jak ten gość mając obok siebie czy to znanego brazilijskiego zawodnika czy piłkarza z nizszej ligi robi to znowu z taką sama swobodą i spokojem. Nigdy nie znudzi mi sie oglądać Zizou który jednym zwodem myli 2 czasami 3 przeciwników. Nie było lepszego technika. Takiego go zawsze będę pamiętał
-
kewiz
2013/06/19 13:55:27
Nigdy nie zapomnę jak Zidane grał
-
Gość: Rethrax, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/06/19 14:33:39
"Nigdy nie zapomnę Twoich rulet które wprawiały w osłupienie przeciwnika a wzbudzały zachwyt u pozostałych. I przenigdy nie oddam kaset VHS na których mam nagrane grubo ponad trzydzieści Twoich najwspanialszych występów. To ponad 45 godziny piłkarskiej poezji.
MERCI "Nie masz przypadkiem meczu Real-Bayern z sezonu CL 03/04?
Pamiętam ,ze każde przyjęcie piłki przez Zidana powodowało u mnie ekstaze.
Nie ma nawet filmiku z tego meczu co mi się wydaje strasznie dziwne jest tylko to-
www.youtube.com/watch?v=rHP2GNF1104 (1-53 kilkudziesięciometrowy cross Beckhama a Zidane skleja pilłke w powietrzu a potem "pieści" ja obracając się równocześnie poezja!)
-
2013/06/19 15:24:58
Nigdy nie zapomnę jak Zidane zdeptał moje dziecięce marzenia. Byłem z mamą i bratem u przyjaciół mamy w górach świętokrzyskich na dwutygodniowe wakacje. Po raz pierwszy pojechałem gdzieś tak daleko, miałem wtedy siedem lat. Nigdy nie zapomnę włącznika światła w dużym pokoju, który działał na zwykłe klaśnięcie albo bardzo cienko i równo krojonego chleba przez gospodynię Basię. Nie zapomnę tego, że jej mąż wujek Artur każdego dnia przynosił nam do picia zgrzewkami tamtejszą oranżadę w szklanych półlitrowych butelkach. Nie zapomnę też pierwszego świadomie oglądanego mundialu w piłkę. Całe moje dzieciństwo chciałem być jak Roberto Carlos, ale tamto lato byłem latem Ronaldo. Tylko nim żył cały ówczesny piłkarski świat. W finale przestał istnieć, choć wtedy nie zdałem sobie sprawy. Pamiętam jedynie, że Brazylia przegrała. Pogrążył ją i mnie francuski mnich ze środka pola. Nie miałem wtedy pojęcia, że ten mnich będzie jednym z najlepszych piłkarzy, jakich kiedykolwiek miałem widzieć w akcji. Jedyne co pamiętam z tego meczu to łzy Brazylijczyków, wcześniejsze całowanie łysiny Bartheza przez L. Blanca i radość. Radość Francji ze zdobytego trofeum. Radość tego francuskiego mnicha.
www.cbc.ca/gfx/images/sports/photos/2009/11/21/1998-francexl.jpg
-
2013/06/19 15:39:20
Nigdy nie zapomnę jak Zidane w końcówce pierwszej połowy Finału Ligi Mistrzów 2002 (Real - Bayer L.), gdy wydawało się, że nic do przerwy się nie zmieni, tuż przed polem karnym otrzymał podanie z lewego skrzydła i z powietrza huknął w stronę bramki Bayeru. Strzał był nie do obrony, Zizou uderzył piłkę z powietrza lewą nogą, składając się do strzału w niesamowity sposób, w tym momencie objawił się jego geniusz. Tylko o mógł wiedzieć, w którym momencie odchylić tułów, pochylić głowę i ułożyć nogę do piłki przelatującej z ogromną prędkością. Wtedy jeszcze raz zobaczyliśmy Zidane, tego samego co w pamiętnym finale MŚ '98 we Francji!
-
2013/06/19 16:08:16
Nigdy nie zapomnę jak Zidane zdobył swoje drugie mistrzostwo świata. 2006 rok, Niemiecka ziemia, Olimpiastadion, Berlin. W 98 pokonał w domu Brazylijczyków , grających football spektakularny, w Niemczech pokonał Włochów, grających wyrachowane catenaccio. Alfa i omega. Zaczął i zakończył jako mistrz. Wygrywał ze wszystkimi . Wygrywał wszędzie. Wszędzie był podziwiany. Postawił stopę w każdej z wielkich świątyń i na każdej odcisnął swój ślad. Jego droga kończy się tu. Jeszcze tylko schody i wręczą mu raz jeszcze Złotą Nike Odejdzie niepokonany. Oczy całego świata będą zwrócone tylko na niego. Koledzy poniosą go na rękach, zapłakana żona, tysiące fanów, miliony we Francji, Zidane le president. Puchar, w górę , zdjęcia, szampan, wywiady, laudacje, ordery , tytuły, chwała po resztę dni Mrugnięcie okiem i powrót na schody, ale te wiodą w dół, dzieło Lafleura zostało za plecami , jeden stopień, drugi, na końcu czekają na niego ciemne ramiona Dike
-
Gość: Padlinka, *.play-internet.pl
2013/06/19 16:37:16
"nigdy nie zapomnę jak Zidane.." dokończę to zdanie tak po prostu, zwyczajnie. ..jak Zidane grał i nadal to robi, choć już nie zawodowo.
W moim przypadku zaczęło się niewinnie.Pamiętam.Zobaczyłam plakat Zidane w Juve, kiedy jeszcze grał z Del Piero i Inzaghim, kupiłam go.Od tamtej chwili
wiedziałam kim jest.Kolejne mecze upewniały mnie w tym.GENIUSZ.WIRTUOZ. MAG. Gdy sięgam pamięcią, przed oczami pojawia się obraz ostatniego meczu Zidane.Tyle emocji na raz.Cały turniej udowadniał że młodsi koledzy po fachu mogą mu co najwyżej czyścić buty.Oglądałam mecze na MŚ2006-wiedząc i przeżywając że to ostatni wielki turniej z udziałem MISTRZA.Wzruszałam się, jednocześnie nie wierząc że to koniec.
Ostatni mecz.Wraz z nim odchodziła powoli moja młodość. Nerwy towarzyszyły mi cały czas. Choć lubiłam Włochów, chciałam by Zidane "pożegnał się"
z piłką nożną jak najlepiej.
"Co się stało? co jest?" krzyczałam gdy Zidane schodził z boiska w finale.Zalałam się łzami jak dziecko. Potem wszyscy wiemy jak ten mecz się skończył. Widok mijającego pucharu przez Zidane był niezwykle przykrym obrazem.
Powycinałam z gazet Jego zdjęcia, zrobiłam album, napisałam list i z nadzieją czekam że kiedyś go
Zizou podaruje. Tak jak on podarował mi dzięki swojej grze, miłość do tego cudownego sportu. Za każdym razem gdy słyszę o charytatywnych meczach lub innych, w których Zizou bierze udział, łza w oku mi się kręci. Jak on to robi???-można zadawać pytania. Odpowiedź jest prosta: On to kocha całym sobą.
Film "Zidane:portret XXI wieku" obejrzałam w warszawskiej Zachęcie.Ostatnie słowa tego filmu wzruszyły mnie najbardziej pozwolę je sobie przytoczyć:
"Gdy skończę karierę,będzie mi brak zieleni boiska...". i w tej miłości którą Zidane dał mi przez swoją grę najbardziej mi brakuje właśnie Jego. więc " nigdy nie zapomnę
jak Zidane... nauczył mnie kochać football."
-
2013/06/19 20:25:17
Nigdy nie zapomnę jak Zidane strzelając bramkę wolejem w finale ligi mistrzów Real Madryt kontra Bayer Leverkusen pokazał, że piłka nożna to sztuka wysokich lotów. Jak każda sztuka ma swoich wybitnych przedstawicieli, którzy swoimi dziełami jakby od niechcenia zamkną usta krytykom narzekającym na komercjalizację sportu, narzekających na sędziów itp. Po takiej bramce pozostaje tylko klaskać i podziękować losowi, że byliśmy jej świadkami.
-
Gość: 7 woda po Zizou, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/06/19 21:25:26
"Nigdy nie zapomnę gdy Zidane....pierwszy raz na mnie spojrzał......" - powiedziała moja żona po raz 1263 od kiedy się spotkaliśmy, potem westchnęła tęsknie po raz 984 i zrobiła maslane oczy do telewizora - akurat leciała reklama z Zizou w roli głównej. Nie wiedziałem wtedy, 13 lat temu, skąd zresztą miałem to wiedzieć, że na zawsze zostanę numerem dwa (w porywach) w rankingu herosów jej życia. Miejsce pierwsze było i nadal jest obsadzone przez pewnego postawnego i cholernie przystojnego Francuza - to jej słowa, reszta z nas, mężczyzn, odpada w przedbiegach....Tak to życie moje i Zizou, podejrzewam, że bez jego wiedzy, splotło się mocnym węzłem, jego fanka (absolutnie numer 1 w tym kraju) postanowiła dzielić życie ze mną. Dobra wiadomość z ostatniej chwili - światło nadziei na horyzoncie - fryzury JEGO i moja (nędznego śmiertelnika) zaczynają schodzić pod wspólny mianownik, przechodząc łagodnie w stronę pleców:). Ech Zizou, nigdy nie zapomnę jak ukradleś mi Martę!
-
2013/06/19 23:48:21
Nigdy nie zapomnę jak Zidane 15 maja '02r. na Hampden Park pokazał wielu milionom piłkarzy: zarówno tych z okładek gazet jak i tych z wiejskich boisk podwórkowych, co mają zrobić ze zbliżającą się piłką. UDERZYĆ JĄ ! Wedle starej zasady - nie ma strzału nie ma gola, gdy piłka leci nie wahaj się ! Być może olśnisz miliony, być może tylko kilku kolegów z podwórka, ale najważniejsze-to TY będziesz miał największą satysfakcję z przepięknego gola, to będzie TWÓJ moment. Być może pierwszy i ostatni, a być może początkujący piękną przygodę...
-
2013/06/20 00:28:50
Nigdy nie zapomnę widoku Zidane'a, przechodzącego z opuszczoną głową obok Pucharu Mistrzostw Świata. To nie tak miało być! To nie tak miał zakończyć się ostatni mecz jednego z najlepszych piłkarzy w histori futbolu!

Zizou -Bóg czy człowiek?

Mój idol z dzieciństwa. To dzięku niemu pokochałem futbol. Kontrola nad piłką, nieprzewidywalność, zagrania których nikt nigdy nie powtórzył. Czekałem na każdy kolejny mecz z jego udziałem. Dzięki perfekcyjnej technice wyćwiczonej w biednej
dzielnicy Marsylii, ośmieszał największych piłkarzy i robił to z gracją i elegancją, niczym wybitny artysta grający na instrumencie.
Sprawił, że futbol stawał się sztuką. Do jego poezji z piłką powinna grać muzyka klasyczna...

Zidane w najważniejszych momentach nigdy nie zawodził. Podnosił poziom zespołu o klasę. Mając go w składzie nie ma sytuacji beznadziejnych. Gdy miał piłkę zawsze był opanowany, nigdy zdenerwowany ani sfrustrowany. Nieważne czy był to mecz towarzyski, ligowy czy finał Mistrzostw Świata. Zawsze grał w ten sam sposób - spokojny i zrelaksowany.

Zizou - Bóg czy człowiek?

Genialne podania i bramki często zdobyte lewą , słabszą nogą ( teoretycznie - bo tak naprawdę Zidane obie miał prawe:) ). Wyczucie, wizja gry, widział wszystko. Zawsze byłem zdziwiony jak on to robi. Czy może z tyłu głowy, gdzie była charakterystyczna łysina miał jakieś ukryte trzecie oko? A może rację ma mój ojciec, który zawsze myślał, że Zidane po prostu widzi świat w zwolnionym tempie, co jest niemożliwe dla nas - zwykłych śmiertelników...

Zizou - Bóg czy człowiek?

Powrócił do mającej problemy reprezentacji, by pomóc drużynie w eliminacjach do mundialu. Podczas samego turnieju wysyłany był przez kolejnych przeciwników na sportową emeryturę, tymczasem Francuz wysyłał naszpikowane gwiazdami drużyny Hiszpani, Brazylii i Portugalii do domów. Przyćmiewając największych piłkarzy, będąc jednocześnie najlepszym na boisku. W wieku 34 lat.

Zizou - Bóg czy człowiek?

Za co tak naprawdę kocham Zidane'a? Po prostu za to, że przynióśł nowy wymiar do futbolu. Pokazał, że nie potrzeba być niesamowicie szybkim i robić 100 sztuczek, żeby być dobrym. Uważam go za legendę. Nie tylko dlatego, że był błyskotliwy, ale przede wszystkim dlatego , że zmienił koncepcję futbolu. Pokazał, że elegancja i technika triumfuje nad szybkością i siłą.
Jest dla mnie inspiracją...

Zidane - Bóg, który stał się człowiekiem? Nie.
On jest Bogiem, a incydent z Materazzim to tylko przykrywka, abyśmy uwierzyli, że to po prostu zwykły śmiertelnik...
-
2013/06/20 00:55:12
Nigdy nie zapomnę jak Zidane przyćmił całą potęgę Brazylii w ćwierćfinale mistrzostw świata w 2006 roku. Wielu ekspertów przewidywało, że właśnie to spotkanie będzie symbolicznym potwierdzeniem przekazania najwyższej piłkarskiej władzy. Uznawany za najlepszego gracza świata Ronaldinho miał z pomocą swoich wybitnych adiutantów brutalnie zakończyć karierę Zidanea, który już wcześniej zapowiedział zawieszenie butów na kołku po mundialu. Kilka dni później okazało się, że piłkarscy bogowie postanowili zakpić ze swojego posłańca i przygotowali mu znacznie bardziej złożone pożegnanie.

Tego wieczoru Zidane widział więcej niż ktokolwiek inny na stadionie we Frankfurcie. Każdy jego ruch zdawał się być przemyślany i dopracowany. Niczym wytrawny strateg kroczył dostojnie na całej szerokości boiska i kreślił partnerom gotowe projekty akcji. Jednym ruchem stopy powodował popłoch w formacji obronnej Canarinhos. Szczelnie magazynował piłkę i z każdą minutą coraz bardziej zniechęcał przeciwnika znużonego nieskutecznymi próbami odbioru. Agresywnym rywalom serwował natychmiastowe zmiany kierunku biegu z futbolówką przyklejoną do nogi. Raz wyszedł z karkołomnej sytuacji efektowną ruletą, innym razem przerzucił piłkę nad głową wściekle atakującego Brazylijczyka.

W jego grze było coś majestatycznego, monumentalnego. Oglądaliśmy najlepszą wersję Zidanea urzekająco eleganckiego i bardzo wydajnego. Kilkanaście minut po przerwie posłał z chirurgiczną precyzją piłkę na nogę Henryego, który uderzeniem z kilku metrów wyprowadził Francję na autostradę do półfinału. Po ostatnim gwizdku arbitra wszystkie kamery skierowały się na piłkarza ubranego w jasny trykot i noszącego dumną dziesiątkę na plecach. Szelmowski uśmiech wschodzącej gwiazdy - Francka Riberyego wymierzony w kierunku bohatera wieczoru był bardzo wymowny. On znowu to zrobił. Zapłakana wielka Brazylia po raz kolejny leżała u stóp genialnego Zizou.
-
Gość: 21olo, *.adsl.inetia.pl
2013/06/20 09:58:21
Nigdy nie zapomnę jak Zidane...grał podczas mistrzostw świata 2006r. w Niemczech. Turniej ten był piękną kwintesencją oraz podsumowaniem wielkiego artysty, przywódcy francuskiego zespołu wzorem nie tylko na boisku, ale także poza nim. Pod jego wodzą Francja stawała się jednością, drużyną z duszą i ambicją. Zizu swoją techniką, wirtuozerią w meczach z Hiszpanią, Brazylią czy Portugalią przyćmił wszystkie ówczesne gwiazdy- był wszędzie, dośrodkowania, podania, asysty, strzały, dryblingi, - prawdziwy kapitan, bohater, który brał odpowiedzialność za drużynę w każdych chwilach. Finał był już ukazaniem wszystkich umiejętności- prawdziwym spektaklem pełnym niezwykłych chwil i momentów ( karny ala Panenka oraz genialna główka, którą cudem obronił Buffon) W każdym przedstawieniu nie może zabraknąć dramaturgii uderzenie Materazziego i smutny Zizou (ze spuszczoną głową) przechodzący obok pucharu ten widok utkwił mi najmocniej. Wówczas uświadomiłem sobie, że to już ostatni raz.. koniec Maestro już nigdy nie zagra, nie zaczaruje.. Merci Zizu
-
kubamachowina
2013/06/20 10:36:25
Ballada o niezwykle ciężkim zabarwieniu emocjonalnym

Nigdy nie zapomnę, bo jakże mógłbym zapomnieć? Życie nie jest sumą naszych wdechów, ale liczbą momentów, w których właśnie zabrakło nam tchu. A te odbierane mi były w jego wypadku częściej aniżeli w przypadku innych. Czy była to bramka na Hampden Park? Być może. Parafrazując biblię kapitalizmu, autorstwa Ayn Rand, tym jednym magicznym muśnięciem Zizou zatrzymał silnik świata na oczach ogłupiałych widzów. Czy Zidane to John Galt? Całkiem możliwe, ale Zidane jest raczej everymanem, człowiekiem urzeczywistniającym marzenia milionów, realizującym nasze sny na jawie.

Nigdy nie zapomnę ja, ale przede wszystkim nie zapomną miliony Francuzów i to niekoniecznie tych z luksusowych willi w Prowansji czy Szampanii. Losy Zizou są niczym Wolność wiodąca lud na barykady Eugenea Delacroix przypomnieniem, że sukces możliwy jest zawsze i wszędzie, że może stać się udziałem choćby marsylczyka o algierskich korzeniach, brnącego naprzód mimo przeciwności losu. Zinedine doskonale wpasował się w swoje czasy, znaczone galopującym multikulturalizmem oraz amerykańskim snem, oczywiście w wydaniu europejskim. Maestro murawy był idolem wszystkich Francuzów niezależnie od płci, wyznania, pochodzenia i koloru skóry. Per aspera ad astra.

Nigdy nie zapomnę, bo inaczej zapomniałbym futbol. Zidane był alegorią piłki nożnej, wręcz podręcznikową jej definicją. Jeśli ta piękna, ale i zarazem bardzo prosta, egalitarna wręcz gra miała być tchnieniem magii, to taki był właśnie Zizou. Jeśli miała być twarda by nie rzec chamska naprzeciw temu z podniesionym czołem wybiegał marsylczyk. Sukcesy te mierzone figurkami w gablocie, medalami w szufladach przeminą. Staną się jedynie suchymi faktami, zakurzonymi w wielkiej księdze dziejów futbolu. To, czego nie wymaże czas, to właśnie wspomnienia. Grę Zidanea definiowało to, co niedefiniowalne. Jego płynnych ruchów i sposobu prowadzenia piłki, wizji gry nie opiszą żadne statystyki, chyba że te ludzkie liczba serc, które łomotały szybciej, gdy marsylczyk prowadził piłkę przy nodze, szczerze oraz bezkompromisowo.

Nigdy nie zapomnę, bo inaczej zdradziłbym samego siebie. Francuz nie był wolny od swoich demonów, ale to czyni go jeszcze piękniejszą postacią. Czy gdyby nie uderzył Materazziego, jego legenda byłaby większa? Śmiem wątpić. Zizou był taki jak my zwyczajny, by nie rzec wręcz idol z ludu, niczym kiedyś Muhammad Ali. Dawał wszystkim kopiącym amatorsko piłkę radość oraz nadzieję skoro on mógł, to dlaczego nie ja? W projekcie Galacticos miał być tylko jednym z wielu, ale to właśnie jego gwiazda zapłonęła najmocniej na madryckim nieboskłonie. Primus Inter pares, prawdziwy książę Marsylii.

Dlatego nigdy nie zapomnę.

bloodyfootball.machowina.krakow.pl/
-
opsajd
2013/06/20 10:37:27
Nigdy nie zapomnę jak Zidane rządził na boisku. Prawdziwy lider, kapitan. Rozkwitał w stresie, w meczach o najwyższą stawkę, w sytuacjach, gdy zespół potrzebował go najbardziej. Najwspanialsze było to, że zawsze robił to z prawdziwą boiskową elegancją, stylem, którego kwintesencją był mundial w 2006 roku. Stary mistrz udowodnił, że nie wiek się liczy, a pasja, zaangażowanie i umiejętności. Nikt nie był w stanie odebrać mu boiskowej władzy i dominacji, on sam oddał ją w momencie gdy zakończył karierę.
-
jaason
2013/06/20 10:47:59
Nigdy nie zapomnę jak wstałem rano. Jego już nie było. Wyszedłem na turyńską ulicę. Panowała cisza ale powoli dało się odczuwać nerwową atmosferę w powietrzu. Mecz o 22, pewnie poszedł do klubu na przebieżkę i ostatnie zgrupowanie przedmeczowe. Chodził jakiś nerwowy ostatnio ale wiadomo wielka stawka, półfinały Ligi Mistrzów z Ajaxem. Odwiedziłem pobliską kafejkę, nie zdumiały mnie praktycznie monotematyczne wątki i komentarze ludzi. Wszystkie dotyczące meczu. Większość ludzi tym żyła zwłaszcza Ci przyjezdni.

Widziałem go potem jeszcze na obiedzie. Zjedliśmy kurczaka z ryżem i z lekką surówką serwowaną przez klubowego kucharza. Było całkiem niezłe. Potem zniknął. Wyciszyć się, tak jak to zwykł robić. Muzyka i pełna koncentracja. Niektórych rzeczy się nie zmienia. Pełne oddanie sprawie.

Potem przyszedł mecz. Co za oprawa, co za emocje. Zaczęło się... dośc nerwowo ale szczęśliwie, to my pierwsi wyszliśmy na prowadzenie. Juventus po golu Lombardo i Vieriego prowadził już 2:0. Nerwowo zrobiło się po bramce Melchiota na 2:1 ale potem istnieliśmy już tylko my a właściwie nasz zespół i on w roli głównej. Wielka radość zapanowała po golu na 3:1 a szał przy bramce na 4:1. Miałem łzy w oczach bo bramkę strzelił nie kto inny jak Zizou, skandowany licznie przez trybuny. Piękna chwila, wszyscy na loży honorowej mi gratulowali. Co za wieczór. Nigdy go nie zapomnę.

Nie zapomnę, też jednej myśli. Parę lat później już po transferze do Realu Madryt w jednym z wywiadów papa zapytany o jego sukcesy, bajeczną technikę etc. odpowiedział, że nie wie skąd się to wszystko wzięło. Po prostu ćwiczył ciężko przez te wszystkie lata i pewnego dnia wszystko zaczęło wychodzić. Teraz ja spróbuję zrobić to samo.

Enzo Fernandez Zidane
-
kubamachowina
2013/06/20 10:48:12
WERSJA POPRAWIONA :)


Ballada o niezwykle ciężkim zabarwieniu emocjonalnym

Nigdy nie zapomnę, bo jakże mógłbym zapomnieć? Życie nie jest sumą naszych wdechów, ale liczbą momentów, w których właśnie zabrakło nam tchu. A te odbierane mi były w jego wypadku częściej aniżeli w przypadku innych. Czy była to bramka na Hampden Park? Być może. Parafrazując biblię kapitalizmu, autorstwa Ayn Rand, tym jednym magicznym muśnięciem Zizou zatrzymał silnik świata na oczach ogłupiałych widzów. Czy Zidane to John Galt? Całkiem możliwe, ale Zidane jest raczej everymanem, człowiekiem urzeczywistniającym marzenia milionów, realizującym nasze sny na jawie.

Nigdy nie zapomnę ja, ale przede wszystkim nie zapomną miliony Francuzów - i to niekoniecznie tych z luksusowych willi w Prowansji czy Szampanii. Losy Zizou są niczym Wolność wiodąca lud na barykady Eugenea Delacroix - przypomnieniem, że sukces możliwy jest zawsze i wszędzie, że może stać się udziałem choćby marsylczyka o algierskich korzeniach, brnącego naprzód mimo przeciwności losu. Zinedine doskonale wpasował się w swoje czasy, znaczone galopującym multikulturalizmem oraz amerykańskim snem, oczywiście w wydaniu europejskim. Maestro murawy był idolem wszystkich Francuzów - niezależnie od płci, wyznania, pochodzenia i koloru skóry. Per aspera ad astra.

Nigdy nie zapomnę, bo inaczej zapomniałbym futbol. Zidane był alegorią piłki nożnej, wręcz podręcznikową jej definicją. Jeśli ta piękna, ale i zarazem bardzo prosta, egalitarna wręcz gra miała być tchnieniem magii, to taki był właśnie Zizou. Jeśli miała być twarda - by nie rzec chamska - naprzeciw temu z podniesionym czołem wybiegał marsylczyk. Sukcesy - te mierzone figurkami w gablocie, medalami w szufladach - przeminą. Staną się jedynie suchymi faktami, zakurzonymi w wielkiej księdze dziejów futbolu. To, czego nie wymaże czas, to właśnie wspomnienia. Grę Zidanea definiowało to, co niedefiniowalne. Jego płynnych ruchów i sposobu prowadzenia piłki, wizji gry nie opiszą żadne statystyki, chyba że te ludzkie - liczba serc, które łomotały szybciej, gdy marsylczyk prowadził piłkę przy nodze, szczerze oraz bezkompromisowo.

Nigdy nie zapomnę, bo inaczej zdradziłbym samego siebie. Francuz nie był wolny od swoich demonów, ale to czyni go jeszcze piękniejszą postacią. Czy gdyby nie uderzył Materazziego, jego legenda byłaby większa? Śmiem wątpić. Zizou był taki jak my - zwyczajny, by nie rzec wręcz idol z ludu, niczym kiedyś Muhammad Ali. Dawał wszystkim kopiącym amatorsko piłkę radość oraz nadzieję - skoro on mógł, to dlaczego nie ja? W projekcie Galacticos miał być tylko jednym z wielu, ale to właśnie jego gwiazda zapłonęła najmocniej na madryckim nieboskłonie. Primus Inter pares, prawdziwy książę Marsylii.

Dlatego nigdy nie zapomnę.

bloodyfootball.machowina.krakow.pl/
-
2013/06/20 11:20:06
Nigdy nie zapomnę jak Zidane oraz Raymond Domenech zostali wkręceni przez pewnego satyryka z jednego francuskiego radia. W 2005 roku przed meczem eliminacji mistrzostw świata, gdzie Francja grała na wyjeździe z Irlandią, do rzecznika reprezentacji trójkolorowych zadzwonił (wszystkim sie tak w tedy wydawało) ówczesny prezydent Francji Jacques Chirac. W rozmowie z trenerem oraz kapitanem Zidanem poprosił żeby piłkarze pokazali wszystkim swoją miłość do drużyny i ojczyzny. Jak wiadomo prezydentowi się nie odmawia,a Zizou poczuł się niezmiernie uradowany i dumny że sama głowa państwa prosi go o zorganizowanie takiej inicjatywy. Tuż przed meczem podczas odśpiewania hymnu, wszyscy piłkarze Francji z ręką na sercu bardzo głośno i dumnie odśpiewali ,,Marysylianke''.
Wielka duma i wzruszenie przepełniło serca kibiców, lecz też wywołało to w nich lekkie zdziwienie.
Po meczu okazało się że pod prezydenta podszył się na początku wspomniany przeze mnie komik. Nikt sie za to nie obraził, wszyscy podeszli to kawału pozytywnie. Może jedynie nasz Zizou...który w tedy wczuł sie w rolę. Ale niepotrzebnie bo on zrobił dla Francji więcej niż 10 prezydentów, 7 premierów i grom wie kto jeszcze.
-
Gość: Anastazi, *.adsl.inetia.pl
2013/06/20 16:50:46
Zidane to mój ulubiony piłkarz, pamiętam jak Francja z Brazylią grała o mistrzostwo kurcze szkoda, że czas tak szybko leci i już nie popatrzę na jego umiejętności
-
2013/06/20 20:52:03
Nigdy nie zapomnę jak Zidane zakończył karierę. I nie tylko ja tego nie zapomnę, bowiem z tych największych tylko on zakończył swoją piłkarską ścieżkę z takim przytupem, a pochyłem właściwie. To zapada w pamięci nie tylko fanów piłkarskich, ale też mam pilnujących dzieci, żeby nie robiły głupot. Za co przecież tak dobrze je pamiętamy.

--
HEFE
-
Gość: , *.dynamic.mm.pl
2013/06/20 22:57:31
Michał ogol,włosy!
-
2013/06/21 08:39:58
Na koniec turnieju jego zwycięzcy - drużyna Czechosłowacji zagrała przeciwko Zidanowi i najlepszym zawodnikom pozostałych siedmiu drużyn

Ten turniej odbył się przed 1 stycznia 1991 roku?? Ehh, panie Pol...
-
2013/06/21 08:40:32
1993*

My bad.
-
2013/06/22 13:47:05
Nigdy nie zapomnę, jak Zidane potraktował Włocha z byka i minął się z pucharem w przejściu do szatni. Zidane był od ćwierćfinału mój, bo Polacy nie dali w Niemczech rady nawet czarodziejom z Ekwadoru. Czekałem aż stanie się co ma się stać, czyli aż finezja uniesie Zizou ponownie i przypieczętuje on kolejny triumf futbolu. Zamiast goli dostałem jednak imponderabilia, ale że te znaczą więcej rozumie się samo.
Boiskowe zdarzenia niepiłkarskie zapomina się, a jeśli czasem powracają po latach, to jako wspomnienia żenady. Ideał piłkarza, który schodząc z pola widzenia głaszcze Puchar Świata jest nieporównywalny z niczym.
-
2013/06/22 14:00:32
Korekta poprzedniego wpisu, przeprasam, nie tak miało być, tylko ten tu poniżej jest ważny!

Nigdy nie zapomnę, jak Zidane potraktował Włocha z byka i minął się z pucharem w przejściu do szatni. Zidane był od ćwierćfinału mój, bo Polacy nie dali w Niemczech rady nawet czarodziejom z Ekwadoru. Czekałem aż stanie się co ma się stać, czyli aż finezja uniesie Zizou ponownie i przypieczętuje on kolejny triumf futbolu. Zamiast goli dostałem jednak imponderabilia, ale że te znaczą więcej rozumie się samo.
Boiskowe zdarzenia niepiłkarskie zacierają się we wspomnieniach, ale widok ideału piłkarza, który schodzi z pola widzenia i głaszcze delikatnie Puchar Świata, jest nieporównywalny z niczym.
-
pawel55562
2013/06/22 14:17:48
Nigdy nie zapomnę jak Zidane strzelił karnego w meczu finału Mundialu z 2006 roku. Francja grała wtedy w finale z Włochami.Już w 6 minucie włosi sfaulowali Maloude i minutę póżniej Zizou strzelił na tyle celnie karnego, że piłka odbijając się od poprzeczki wpadła za linię i wyszła z bramki. Był to mecz pożegnalny dla Zidane'a i szkoda, że w 110 minucie puściły mu nerwy i uderzył Materazziego głową w klatkę piersiową...
-
Gość: clemek, *.range81-152.btcentralplus.com
2013/06/22 18:52:13
Nigdy nie zapomnę jak Zidane zaprezentował nam korridę na boisku i niczym byk zaatakował Materazzi'ego.
-
2015/08/22 11:47:10
A propo Serie A i Ekstraklasy to obecnie podobne zjawiska dla mnie. Meble Włoskie Warszawa ma podobne do Mediolanu, więc może i poziom piłki jest podobny...
sport.pl
Michał Pol - Strzeliłem kiedyś gola van der Sarowi z podania Zidane'a. Rzutów wolnych uczył mnie del Piero. Niestety trafiałem tylko w mur. Mimo to od czasu do czasu piszę i gadam o futbolu - przez 15 lat w „Gazecie Wyborczej” (1994-2009), dziś na Sport.pl i - głównie o Lidze Mistrzów - w nSporcie. Mam dysleksję, więc nie wytykajcie mi błędów. Są piłkarze, którzy nie potrafią wykonywać rzutów karnych...
@napisz do mnie