Blog > Komentarze do wpisu

Liga Mistrzów. Finale Großo!

  Zdjęcie zrobione HTC One X +

Kto wygra ten dzisiejszy wewnątrzniemiecki finał Ligi Mistrzów? Gdyby w futbolu 2+2 zawsze = 4, wówczas jeszcze przed meczem moglibyśmy wręcz Puchar Europy Bayernowi. Zdają się przemawiać za nim wszystkie argumenty. Od siły i rozmiarów kadry, dającej Bawarczykom przewagę właściwie na każdej pozycji (albo co najwyżej równowagę, jeśli chodzi np. o bramkę czy atak gdzie Roman Weidenfeler spokojnie mógłby rywalizować o miejsce w reprezentacji Niemiec, gdyby nie obraził kiedyś Joachima Loewa, a Robert Lewandowski w niczym nie ustępuje Mario Mandżukićowi czy Mario Gomezowi, co już wkrótce będzie miał okazję udowadniać im na każdym treningu). Po styl w jakim drugi rok z rzędu awansowali do finału: nie było tu nawet grama przypadku, ani szczęścia jak w ostatnich minutach ćwierćfinałowego rewanżu Borussii Dortmund z Malagą. W rewanżu z Barceloną na Camp Nou Bawarczycy nie musieli drżeć do ostatnich sekund o awans jak Borussia z Realem w Madrycie, gromiąc najlepszą drużynę świata na ich stadionie 3:0 (7:0 w dwumeczu) przejęli symbolicznie z jej ręki ten status. Bayern góruje też nad swoim niemieckim rywalem pucharowym doświadczeniem. Cały obecny sezon, z tym samym trenerem, z którym w poprzednim przegrali wszystko co było do przegrania, stając się najbardziej przegraną drużyną na świecie, udowadnia, że tamta trauma (a zwłaszcza ta finałowa z Chelsea na własnym Allianz Arena) podziała na piłkarzy i cały klub wyłącznie pozytywnie i motywująco. Żaden z Bawarczyków nie będzie chciał przeżyć tego jeszcze raz.

Koniec z (FC) Hollywood

Widać to nie tylko po wynikach w Lidze Mistrzów i przepaści w Bundeslidze jaka oddzieliła Bayern od reszty. Chyba ani razu w sezonie nikt z drużyny nie dał powodu, żeby nazwać Bawarczyków starym, złośliwym, ale jakże celnym określeniem FC Hollywood. Choć Bayern każdy sezon zaczynał jako absolutny faworyt Bundesligi, często na drodze do sukcesu stawała buta jego największych gwiazdorów (co dotyczy także prezesów i menedżera, Uli Hoenessa), ich arogancja i pewność siebie, którzy częściej niż na treningach i w meczach brylowali w telewizji i brukowcach, które opisywały ich pozaboiskowe skandale czy wizyty w nocnych klubach. Hollywoodem zaczęto ich nazywać w czasach drużynę prowadził Giovanni Trapattoni, a gwiazdy takie jak Lothar Matthaus i Stefan Effenberg prześcigały się w skandalach. Pierwszy zmieniał żony jak rękawiczki, wychwalał publicznie męskość kolegi z drużyny, w wydanych pamiętnikach opisał tajemnice szatni, przez co stracił opaskę kapitana, a po otwartym konflikcie z Juergenem Klinsmannem trener Berti Vogts nie zabrał go (wygrane) Euro‘96.

Drugi wsławił się pokazaniem środkowego palca kibicom na mundialu w USA w 1994 roku, a w telewizji z butą chwalił się, że zarabia rocznie niebotyczną wówczas kwotę 5,5 miliona marek za sezon. Z kolei znakomity bramkarz reprezentacji Niemiec, Oliver Kahn zbulwersował całe Niemcy w 2003 roku, porzucając ciężarną żonę na rzecz 21-letniej hostessy z dyskoteki. Gdy tabloidy opisały ze szczegółami wyznania nowej partnerki Kahna, Hoeness skomentował, że po ich lekturze chciało mu się rzygać.

Określenie FC Hoolywood pasowało i do współczesnego Bayernu, tego Luisa van Gaala, który zagrał w finale Ligi Misrzów w 2010 roku i tego Juppa Heynckesa jeszcze z ubiegłego roku. Kapitanowi, liderowi i jednemu z najlepszych pomocników świata, Bastianowi Schweinsteigerowi zdarzyło się po wyjściu z nocnego klubu z dziewczyną, przemycić ją do budynków klubu, gdzie o 2. nad ranem ochrona przyłapała ich w jacuzzi. Franck Ribéry miał we Francji proces sądowy o seks z nieletnią prostytutką, przez który o mało co nie ominął go mundial w RPA, brazylijski obrońca Breno został aresztowany za podpalenie własnego domu, i nawet kapitan Philipp Lahm trafił na czołówki po skrytykowaniu w obcesowych sposób w autobiografii byłego trenera, Jürgena Klinsmanna.

Van Gaal nie odstawał od swoich zawodników. Podczas jednej z tyrad zarzucił im, że mają go za faceta bez jaj i natychmiast im udowodnił, że jest inaczej ścigając do kolan spodnie eleganckiego garnituru przed przerażoną gromadą. Heynckes też nie od razu udało się utemperować hollywodzkie charaktery. Jeszcze w ubiegłym sezonie dwaj skrzydłowi i najwięksi gwiazdorzy klubu, Arjen Robben i Ribery pobili w szatni w przerwie półfinału Champions League z Realem Madryt. Holender wyszedł na drugą połowę z podbitym okiem za to, że wykonał rzut wolny, który miał egzekwować Francuz.

Dziś wszyscy harują we wspólnym celu aż miło, egoiści Robben i Ribery nie tylko podają częściej niż kiedykolwiek ale i zasuwają w defensywie jak Samuel Eto’o w Interze gdy Inter sięgał po potrójną koronę. A Schweinsteiger opowiada, że często gierki na treningu bywają bardziej wyrównane niż niektóre ligowe mecze.

Taktyka, głupcze!

Ale - jak stwierdził Leo Beenhakker - futbolu 2+2 bardzo rzadko = 4. Najlepszy dowód do zwycięstwo Chelsea w Lidze Mistrzów w ubiegłym sezonie, nie tylko w finale ze znacznie lepszym Bayernem, ale i w półfinale ze wciąż wielką jeszcze Barceloną. Nota bene także ostatni finał Ligi Europejskiej Chelsea wygrała będąc przez większą część spotkania drużyn gorszą od Benfiki. Doskonale zdaje sobie z tego sprawę trener Juergen Klopp, który stwierdził, że jeśli Borussia pokona Bayern nie będzie to oznaczać, że stanie się najlepszą drużyną świata, ale że pokona najlepszą drużynę świata. W świetnym wywiadzie dla „Guardiana” Klopp opowiedział jak będąc trenerem drugoligowego Mainz obejrzał pięćset razy (!) nudne jak flaki z olejem wideo treningu AC Milan, na którym Arrigo Sacchi prowadził ćwiczenia taktyczne (bez piłki!) ustawiając swoich piłkarzy jak pionki na szachownicy i przesuwając nimi po boisku. Od tamtego czasu 2. ligowe Mainz jako pierwsza niemiecka drużyna zaczęła grać ustawieniem 4-4-2 bez libero. A Klopp pojął, że w futbolu wcale nie trzeba mieć silniejszej drużyny, żeby wygrywać. - Wcześniej z góry zakładaliśmy porażkę jeśli rywale mieli silniejszy skład i godziliśmy się z tym. Ale zrozumiałem, że w futbolu wszystko jest możliwe – możn wygrywać z lepszymi jeśli dobierze się właściwą taktykę - stwierdził.

Jaką strategię wymyśli na Bayern, z którym potrafił wygrywać w Monachium 3:1 czy 5:2 w finale Pucharu Niemiec? Najbardziej ciekawi mnie jak załata dziurę po stracie Mario Goetze, czy w swoim stylu będzie umiał przekuć to na dobre, czy na przykład przesunie ze środka do ofensywy Ilkaya Gundogana za plecy Roberta Lewandowskiego? Klopp jest mistrzem motywacji, wchodzącym w głębokie relacje ze swoimi piłkarzami podobnie jak Jose Mourinho i tulącym ich po golach i zwycięzcach niczym ojciec swoje dzieciaki. O morale piłkarzy Borussii jestem więc spokojny: każdy będzie gotów umrzeć w tym jednym jedynym mecz za klub, trenera i kibiców.

To jeden mecz! I wszystko może się zdarzyć, nie tylko jedno genialne zagranie, strzał, zachowanie piłkarza, ale i jedna decyzja sędziego może odmienić losy spotkania jak w meczu Manchesteru United z Realem Madryt czy Borussii z Malagą, gdzie arbiter nie dojrzał trzech spalonych. Zobaczymy po 90. minutach (lub 120), kto jest lepszy z futbolowej matematyki, Bawarczycy czy Dortmundzycy. Jedno jest pewne, dziś spełni się klątwa Gary Linekera, na końcu muszą wygrać Niemcy.



Na koniec moja playlista spotify na finał. Pierwszy utwór do autobusu w drodze na stadion, potem szatnia, wyjście na mecz, pierwsza połowa, przerwa, druga, radość, rozpacz, dekoracja. Dlaczego taka wyjaśniałem tutaj

sobota, 25 maja 2013, francuski_lacznik

Polecane wpisy

Komentarze
2013/05/25 13:51:25
Do trzech razy sztuka. Dzisiaj Bayern triumfuje :)
-
2013/05/25 14:54:33
Taka pewność, że Lewandowski będzie w Bayernie?
-
Gość: Luca, *.range86-173.btcentralplus.com
2013/05/25 18:02:57
Lewandowski w Chelsea, mam nadzieje :)
-
Gość: , *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/05/25 18:10:21
Do boju, do boju, do boju Bayern Monachium !!!!!!!

Nie wierzcie tym głąbom z telewizji, którzy twierdzą, że większość Polaków kibicuje befałbe. Mam nadzieję i bardzo gorąco w to wierze, że Bayern ich zmiecie, wgniecie w murawę. Mimo iż osobiście nienawidzę Bayernu, to dzisiaj będę ich zagorzałym kibicem.
-
Gość: Gwiazda Południa, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/05/25 19:21:54
BAYERN!!! BAYERN!!! Zadajmy kłam twierdzeniom, że wszyscy są za BVB!!!!
-
Gość: Normals, *.c193.msk.pl
2013/05/25 23:06:47
Lewy nic nie grał, jedynie faulował i strzelił po gwizdku, po dotknięciu piłki ręką (powinien dostać żółtą, jak Van Persi z Barceloną).

Dedykacja dla wszystkich Volksdeutsche kibicujących BVB:
www.youtube.com/watch?v=tUEyYuZkjVI
-
Gość: huberto, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/05/25 23:09:45
Na skysports już wiedzą - lewy na pewno w Bayernie od nowego sezonu, a Kucharski ponoć gości dziś na pomeczowym przyjęciu Bayernu :)
-
Gość: Roman Preses, *.tktelekom.pl
2013/05/26 12:42:21
Bardziej Bayern wygrał, niż Borussia przegrała. Szkoda mi tylko dwóch rzeczy. Pierwszej - porażki Borussi. bo Bayernu jakoś wewnętrznie nie trawię i drugiej - słabej postawy Błaszczykowskiego. Nie szło Kubie wybitnie w tym meczu, a pierwsze minuty zapowiadały zupełnie co innego. No cóż. Finał za nami. Pozostają nam emocje na własnym podwórku (a i te niezbyt już wielkie).
-
lokatyterminowe
2013/06/13 01:18:30
Z tym LEwym nie bądźcie tacy pewni, wszystko się może jeszcze zdażyć:)
sport.pl
Michał Pol - Strzeliłem kiedyś gola van der Sarowi z podania Zidane'a. Rzutów wolnych uczył mnie del Piero. Niestety trafiałem tylko w mur. Mimo to od czasu do czasu piszę i gadam o futbolu - przez 15 lat w „Gazecie Wyborczej” (1994-2009), dziś na Sport.pl i - głównie o Lidze Mistrzów - w nSporcie. Mam dysleksję, więc nie wytykajcie mi błędów. Są piłkarze, którzy nie potrafią wykonywać rzutów karnych...
@napisz do mnie