Blog > Komentarze do wpisu

Jak hartuje się Robert Green

Właściwie nie miałem zamiaru zajmować się tradycyjnym niepowodzeniem mistrza Polski w odwiecznej batalii o Ligę Mistrzów. Ile razy można wyliczać te same błędy? Jest jednak mały punkt, którym Lech wyróżnił się na tle 14 poprzedników, którzy odbili się od bram raju. Więc pozwólcie, że pogratuluję władzom klubu dopięcia kilka godzin przed meczem transferu łotewskiego napastnika Artjomsa Rudnevsa. Rudnevs lekarstwem na nieskuteczność Lecha? - pyta w tytule tekstu o transferze jeden z portali. Zapewne, szkoda tylko, że to aspiryna podana komuś, kto właśnie dogorywa na komplikacje po grypie. Wicekról strzelców ligi węgierskiej wprawdzie nie pomógł w awansie do Champions League, ani nie pomoże w staraniach o rundę grupową Ligi Europejskiej, ale wydane na niego 400 tys. euro z pewnością zwróci się w walce o obronę mistrzostwa Polski...

Ale jest ciekawsza sprawa z dziedziny psychologii sportowej. Pamiętacie Roberta Greena? Na mundialu w RPA padło na niego niewdzięczne zadnie dokonania tradycyjnej wpadki angielskiego bramkarza na wielkim turnieju. Z zadania wywiązał się koncertowo, wrzucając sobie do siatki niegroźny strzał z dystansu Clinta Dempsey'a w pierwszym mundialowym występie Anglii z USA, w czym pomogła nieprzewidywalna Jabulani i rozrzedzone powietrze. Anglia zremisowała 1:1, w efekcie w następnej rundzie trafiła na Niemców, od których dostała niechlubne lanie. Green po błędzie więcej już do bramki nie wszedł. Wprawdzie angielskie brukowce dokonały już na nim egzekucji podczas turnieju, ale bramkarz West Hamu doskonale wie, że to nie koniec jego kłopotów. Być może pamięta jak po mundialu we Francji został przyjęty David Beckham, którego uczyniono kozłem ofiarnym porażki z Argentyną (dostał czerwoną kartkę za atak bez piłki na Diego Simeone). Po powrocie nie dość, że wygwizdywano go bezlitośnie, to jeszcze kibole życzyli mu z trybun zachorowania na raka, a jego rodzinie śmierci. Becks wszczepił dzieciom chipy pod skórę, tak się bał, że ktoś mu je porwie.

Oni łatwo nie darują...

Green też spodziewa się trudnego powitania, toteż po konsultacji ze swoim psychologiem sportowym (z którego pomocy w koncentracji korzysta od lat) wymógł na swoich kolegach z West Hamu, żeby podczas każdego treningu... wulgarnie go obrażali. Jak donosi „Daily Mail” . Kiedy dochodzi do indywidualnego treningu bramkarskiego, piłkarze i członkowie sztabu szkoleniowego stają za linia i lżą Greena od idiotów, s... i pajaców. Próbkę tego co go czeka gdy ruszy sezon Premier League miał zaś podczas sparingu „Młotów” z Ipswich Town, którego kibice skandowali przez cały mecz: USA! USA! i Stand up if you hate Rob Green.

„Mail” porównuje determinacje Greena i stosowane przez niego metody utwardzania skóry do metod, po jakie sięgnęli w swoim czasie słynni bejsboliści Moises Alou i Jorge, którzy miesiącami oddawali mocz na własne dłonie, żeby wzmocnić chwyt piłki...

Na deser mundialowe dowcipy z Greena na dowód, że z Jerzego Dudka i Łukasza Fabiańskiego żartowano po błędach nie dlatego, że są Polakami. Wyspiarze dowalają każdemu:

* Before he got into football, Robert Green was a bus driver. But he got fired because he couldn't make any stops.

* Robert Green has just been refused a Savings Account in his Local Bank

* The England lads had a get-together after the game and bought Robert Green a drink to commiserate. He spilled it.

* Steven Gerrard said: "The whole team is behind Rob Green." With hindsight, that's a good place to stand.

* My computer's got the Robert Green virus. It can't save anything.

* All these Rob Green jokes are getting out of hand...In fact they're crossing the line

Żaba Kermit miała rację: It's not easy being Green


 

czwartek, 05 sierpnia 2010, francuski_lacznik

Komentarze
2010/08/05 18:57:33
green za swoje dostal grubo.a wisla do przerwy 3-0 w tyte.pewnie za malo placa naszym i im sie grac nie chce.moze ryży premier wezmie sie wkoncu za pzpn.ryży z wąsem robta coś.mozecie wszystko.
-
2010/08/05 19:03:01
@mix001

Siemasz mix. Znowu na przepustce z psychiatryka?
-
2010/08/05 19:40:42
Kto jak kto, ale angielscy kibice zawsze byli mściwi. Green zaliczyl wpadkę, ale oni powinni zająć się przede wszystkim porządnym dopingiem, a nie idiotycznymi wyzwiskami. Jak wiadomo atmosfera angielskich stadionów pozostawia wiele do życzenia.

Swoją drogą slyszalem, że szefowie "Mlotów" szukają nowego bramkarza. Wśród kandydatów jest Federico Marchetti z Cagliari. Ten sam, który podczas mundialu zastępowal kontuzjowanego Buffona. Jak widać londyńczycy gustują w przeciętnych goalkeeperach.
-
Gość: obajtek, 188.146.95.113.nat.umts.dynamic.eranet.pl
2010/08/05 22:31:27
ta plotka o nowym bramkarzu WHU jest tak prawdziwa jak ściągnięcie Ronaldinho
-
2010/08/07 13:50:28
Michał,

Na prawdę bez urazy, ale od kiedy Ty jesteś takim fachowcem od analizy błędów popełnianych przez polskie kluby w eliminacjach do LM?

Właściwie nie miałem zamiaru zajmować się tradycyjnym niepowodzeniem mistrza Polski w odwiecznej batalii o Ligę Mistrzów.

Tak sobie myślę, że trzeba było się trzymać pierwotnego postanowienia. Już raz (rok temu) napisałeś wystarczająco o potyczkach Wisły z Levadią. Chodzi mi o TEN ARTYKUŁ (na który zresztą zripostowałem TU).

Dla przypomnienia, jeden mały fragment: Po pierwsze: gdyby nie katastrofa z Levadią, Wisła byłaby wielkim beneficjentem reformy szefa UEFA, Michela Platiniego, który jak obiecywał, zaiste usłał różami drogę do Champions League drużynom ze słabszych krajów. Jako powód chronicznego braku jakiegokolwiek mistrza Polski w rundzie grupowej LM zawsze podawałem postępowanie prezesów klubów, z których żaden jeszcze nie wzmocnił drużyny przed walką, skąpiąc pieniędzy, bojąc się ich ryzykować, czekając ze wzmocnieniem na awans etc. Mało tego, zawsze jeszcze pozwalali przy tym odejść paru kluczowym graczom. Ale tym razem Wisła poradziłaby sobie z tym składem co ma, bez Baszczyńskiego, Zieńczuka, z chimerycznym na początku sezonu Brożkiem. Wystarczyłoby. W obecnej formie, tej z meczów z GKS Bełchatów czy Zagłębiem Lubin piłkarze Białej gwiazdy nie mieliby większych problemów z pokonaniem Lewskiego (i Debreczyna, na który trafiłaby w rundzie 3.), bo grają oni na poziomie wyżej wymienionych drużyn.

Nie mogłem wtedy uwierzyć w to, co czytam. Dlatego zamiast w komentarzu odpowiedziałem Ci na własnym blogu. Dziś widzę u Ciebie nagle zmianę frontu. Czyli jednak z polską piłką jest źle? Czyli jednak nie powinniśmy się czuć mocniejsi, nie tylko od Debreczyna czy Lewskiego, ale i od zespołów z Malty, Azerbejdżanu czy Estonii? To jak jest z tą Wisłą? A Lech też miał czerpać zyski z tej reformy?

I nie pomyśl, że się czepiam. Po prostu przyznaj tylko, że dostałeś wtedy "pomroczności jasnej" i po prostu się pomyliłeś.
-
Gość: fan, 77-254-150-163.adsl.inetia.pl
2010/08/13 09:09:01
Gratuluję decyzji o zawieszeniu bloga, ma Pan rację - dosyć kompromitacji.
sport.pl
Michał Pol - Strzeliłem kiedyś gola van der Sarowi z podania Zidane'a. Rzutów wolnych uczył mnie del Piero. Niestety trafiałem tylko w mur. Mimo to od czasu do czasu piszę i gadam o futbolu - przez 15 lat w „Gazecie Wyborczej” (1994-2009), dziś na Sport.pl i - głównie o Lidze Mistrzów - w nSporcie. Mam dysleksję, więc nie wytykajcie mi błędów. Są piłkarze, którzy nie potrafią wykonywać rzutów karnych...
@napisz do mnie


<